Pages

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

Kari Sal - „Butterfly”

Kari Sal

Kari Sal (Karina Bałdych) – wokal, kalimba/vocals, kalimba
Adam Bałdych – skrzypce, skrzypce renesansowe/violin, renaissance violin
Jacob Karlzon – fortepian/piano
Kacper Budziszewski – gitara/guitar
Roman Chraniuk – kontrabas/double bass
Dawid Fortuna – perkusja/drums

„Butterfly” 

Wydawnictwo: Imaginary Music (2023)

Tekst: Renata Rybak

Motyl to piękno, delikatność, wolność. Motyl to także przemiana, przeobrażenie i ulotność. Motyl to natura.

W końcu motyl, a raczej „Butterfly”, to tytuł ostatniej płyty Kari Sal, czyli Kariny Bałdych.

Czy tytuł jest spójny z tym, co słyszymy na tym albumie?

Pierwszą myślą, która nasuwa się w trakcie słuchania, jest ta, że to muzyka bardzo osobista i intymna. Wrażenie to nasuwa się za sprawą pięknego, kobiecego, czystego wokalu Kari Sal, ale również dlatego, że prawie wszystkie teksty na tym longplayu wyszły spod pióra tejże wokalistki. Próbuje ona w nich uchwycić klimat swoich wewnętrznych podróży i emocji, wynikających ze zmian w jej życiu osobistym, macierzyństwa, i koniecznością pogodzenia wielu ról życiowych, ale także z poszukiwaniem swojej własnej artystycznej drogi. W sferze muzycznej w pewnym stopniu słychać odniesienia do jej debiutanckiej płyty „Betesda”, ale jednocześnie słychać, że wokalistka aktywnie szuka innych inspiracji.

I tak, wokal utrzymany jest w klimacie indie popu z domieszką funky i jazzu, ale da się wysłyszeć też inspiracje na przykład Joni Mitchell czy też łemkowską muzyką ludową. W porównaniu do debiutanckiej płyty Kari Sal na krążku „Butterfly” mniej jest wokalnych eksperymentów i niemal wszystkie utwory utrzymane są w podobnym charakterze, co wydaje się to zabiegiem celowym. Artystka chce utrzymać spójny nastrój płyty, słychać, że pewnie się czuje w ramach swojej skali głosu i świetnie nim operuje. Co ciekawe, śpiewa ona nie tylko główną linię melodyczną utworów, ale też chórki, jeśli jest taka potrzeba. Użycie tej samej barwy głosu to według mnie interesujący zabieg, dzięki któremu mamy jeszcze większe wrażenie spójności tego albumu, przemyślanego i konsekwentnie realizowanego konceptu.

Wokalistkę fantastycznie wspomagają świetni instrumentaliści, którzy z jednej strony mają przestrzeń na puszczenie wodzy swoich muzycznych fantazji, ale także stanowią dopełnienie, a czasami kontrapunkt, do linii melodycznych Kari Sal. To, jaki jest zestaw instrumentów oraz w jaki sposób są obecni w ramach danego utworu, determinuje głównie konkretny charakter danej kompozycji.

Najczęściej słyszane są chyba skrzypce, ale nie ma w tym nic dziwnego, bo skrzypek Adam Bałdych to współproducent tego krążka, a prywatnie mąż wokalistki. Bałdych wykorzystuje zarówno skrzypce klasyczne, jak i renesansowe, dając aksamitne, tak charakterystyczne dla siebie brzmienie. Czasem brzmienie jest bardziej gęste, soczyste, dające muzyce większy dynamizm i energię, czasem wspomaga linię melodyczną wokalu i wręcz unisono jej towarzyszy. W niektórych utworach słyszymy też chyba ulubioną technikę gry Bałdycha pizzicatto, a kiedy jego gra przeplata się z grą gitary, dostajemy bardzo ciekawy efekt kontrapunktu gitary ze skrzypcami potraktowanymi również jako instrument strunowy szarpany.

Zresztą tak naprawdę każdy z instrumentalistów ma przestrzeń na wyrazistą obecność na tej płycie, prezentując kompozycje, którę wydobywają styl gry każdego z muzyków. I tak, słyszymy jazzowe intro kontrabasu w wykonaniu Romana Chraniuka, brzmienie w stylu funky i przesterowaną gitarę, ale czasem też słyszalne flamenco na gitarze klasycznej u Kacpra Budziszewskiego. Na szczególną uwagę zasługują fortepianowe improwizacje wykreowane przez znakomitego szwedzkiego pianistę Jacoba Karlzona. Co ciekawe, artysta nie znalazł na tej płycie przypadkiem, gdyż wielokrotnie był już zapraszany do współpracy przez Adama Bałdycha. Słychać to zresztą na płycie. Skrzypce świetnie dogadują się z fortepianem, a ich muzyczne konwersacje są na pewno jednymi z mocnych punktów tej płyty.

Podobnie Dawid Fortuna, który także był obecny w wielu projektach Bałdycha. Dzięki temu świetnie rozumie on i realizuje wszystkie pomysły muzyczne, wykorzystane w tym albumie. Moją uwagę przykuł zwłaszcza utwór „I am”, jeden z ostatnich na płycie, gdzie Fortuna po mistrzowsku dostosowuje się do połamanego rytmu, a tworząc wraz z kontrabasem świetny set rytmiczny, spaja utwór w całość. Słyszymy tu cudownie nieoczywisty harmonicznie wokal Kari Sal i wspierający te harmoniczne zaskoczenia fortepian oraz improwizację skrzypiec potwierdzającą wirtuozerię Bałdycha. To chyba najbardziej jazzowy w charakterze kawałek i szczerze mówiąc, chciałoby się spotkać więcej takich kompozycji na tej płycie.

Podsumowując, to piękna, nastrojowa muzyka, niosąca powiew świeżości i optymizmu, a teraz, na wiosnę, jest chyba najlepszy czas na jej słuchanie. Dlaczego? Powód sugeruje sama artystka w jednym z utworów z tego albumu:

„Spring will come again in my heart as well”

Czego sobie i moim czytelnikom życzę.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz