Pages

piątek, 27 marca 2026

Michał Urbaniak Organator - "D- Day in Tomaszów"

Michał Urbaniak Organator 

Michał Urbaniak – skrzypce, saksofony
Wojciech Karolak – organy Hammonda
Piotr Wojtasik – trąbka
Gabriel Niedziela – gitara
Frank Parker – perkusja

Tytuł płyty: "D- Day in Tomaszów"

Wydawnictwo: For Tune (2024)

Tekst: Paweł Ziemba

W historii jazzu zdarzają się momenty szczególne – koncerty, które w chwili wykonania są po prostu kolejnym wieczorem na scenie, lecz z upływem czasu zaczynają nabierać zupełnie innego znaczenia. Dopiero po latach okazuje się, że były spotkaniem muzyków, którzy reprezentowali różne pokolenia, odmienne doświadczenia i własne języki improwizacji, a jednak potrafili stworzyć wspólną przestrzeń brzmienia. Takie nagrania stają się czymś więcej niż dokumentem koncertu – są zapisem chwili, której nie da się powtórzyć.

Do tej kategorii należy album D-Day in Tomaszów Michała Urbaniaka. Zarejestrowany 6 września 2019 roku podczas czwartej edycji Love Polish Jazz Festival w Tomaszowie Mazowieckim, a wydany dopiero kilka lat później przez wytwórnię For Tune, dziś brzmi niemal jak zapis wydarzenia o historycznym wymiarze.

Szczególnego znaczenia nabiera tu obecność dwóch postaci, które przez dekady kształtowały brzmienie polskiego jazzu: niekwestionowanej ikony tej sceny Michała Urbaniaka oraz legendy organów Hammonda Wojciecha Karolaka. Ich wspólna obecność na scenie sprawia, że nagranie staje się czymś więcej niż kolejnym koncertowym projektem. To dialog artystów, którzy przez lata wypracowali własny styl i sceniczną tożsamość, a w Tomaszowie – wspierani energią i wrażliwością młodszych kolegów – spotykają się w przestrzeni improwizacji, pamięci i wspólnego doświadczenia sceny.

W świecie, w którym muzyczne szufladki zamyka się na klucz, Michał Urbaniak od zawsze posługiwał się wytrychem. To nie tylko wybitny skrzypek i saksofonista, którego jazzowe frazy przeszły do historii, lecz przede wszystkim artysta-wizjoner, przekonany, że muzyka nie zna granic, a jej siła tkwi w nieustannej przemianie. Z taką samą swobodą grał z gigantami jazzu w nowojorskim Village Vanguard, jak i z młodymi raperami w dusznych klubowych piwnicach. Jego biografia jest dowodem na to, że autentyczność nie polega na wierności jednemu stylowi, lecz na odwadze ciągłego poszukiwania.

Już sama konfiguracja składu Organator jest intrygująca. Obok Wojciecha Karolaka – dobrego ducha całego projektu i mistrza instrumentu, którego brzmienie organów Hammonda stało się znakiem rozpoznawczym wielu klasycznych polskich nagrań jazzowych – oraz Michała Urbaniaka, muzyka o ugruntowanej światowej pozycji, pojawiają się artyści o wyrazistych i odmiennych muzycznych osobowościach. Ich obecność nie ogranicza się do roli akompaniatorów – każdy z nich stanowi istotny element brzmienia całego przedsięwzięcia. Piotr Wojtasik (trąbka) wnosi jasny, ekspresyjny ton i wyraźny jazzowy akcent, nadając frazom dramaturgię i kierunek. Gabriel Niedziela (gitara) łączy bluesowe korzenie z nowoczesną wrażliwością harmoniczną, balansując pomiędzy jazzem a rockową otwartością. Frank Parker (perkusja) zapewnia natomiast rytmiczną precyzję i stabilny puls, który spaja wszystkie elementy tego wyjątkowego muzycznego wydarzenia.

D-Day in Tomaszów brzmi jak spontaniczny, a zarazem w pełni dojrzały dialog. Jazzowe standardy – takie jak Girl Talk, Sugar czy Daddy James – zostają wciągnięte w nowe konteksty brzmieniowe i przefiltrowane przez indywidualny styl każdego z muzyków.Obok nich pojawiają się autorskie kompozycje Urbaniaka, znane z wcześniejszych nagrań – Nirvana, Walcoberek czy UrbTime – które tutaj nabierają nowego znaczenia.

Jednym z przykładów współczesnego spojrzenia na znany repertuar jest otwierający album utwór Nirvana – autorska kompozycja Michała Urbaniaka pochodząca z płyty Miles of Blue z 2009 roku. Już od pierwszych taktów słychać, że nie mamy do czynienia z rekonstrukcją znanego tematu, lecz z żywym muzycznym wydarzeniem, zbudowanym na napięciu między tym co znane a spontanicznością chwili.

Temat zostaje zagrany unisono z Piotrem Wojtasikiem. Jego trąbka brzmi surowo i lekko chropowato – jakby od niechcenia, chwilami niemal na granicy słyszalności. Ten pozorny dystans nadaje frazie charakter i wprowadza do utworu nową energię. Skrzypce Urbaniaka nie próbują dominować przestrzeni – raczej prowadzą dialog, wchodząc w subtelną rozmowę z organami Karolaka. W tym kontekście interesująco wypada także gitara Gabriela Niedzieli. Operuje ciekawymi, sugestywnymi frazami, a lekko przesterowane, ciepłe brzmienie dobrze wpisuje się w jazz-fusionowy klimat utworu. Dzięki temu Nirvana zachowuje klarowną formę, a jednocześnie sprawia wrażenie swobodnego unoszenia się nad ustalonym metrum.

O organach możnaby pisac bez końca – stanowią piękny kawałek histori jazzu. Hammond Wojciecha Karolaka nie pełni jedynie funkcji harmonicznego tła – jest równorzędnym partnerem narracji. Komentuje frazy Urbaniaka, Wojtasika czy Niedzieli krótkimi riffami, akordowymi odpowiedziami bądź subtelną zmianą rejestru. Jednym z charakterystycznych elementów albumu jest RYTM, który stanowi swoisty fundament swobody wypowiedzi każdego z muzyków. Bardzo ciekawie wypadają interpretacje Girl Talk, Sugar czy Daddy James. Zwraca uwagę sposób, w jaki sekcja rytmiczna utrzymuje równowagę między stabilnością a elastycznością. Puls jest wyraźny, niemal hipnotyczny. Perkusja Franka Parkera nie zamyka muzyki w sztywnej ramie – raczej oddycha razem z frazą solistów. Warto wsłuchać się w drobne przesunięcia akcentów, reakcje perkusji na frazy skrzypiec czy momenty, gdy rytm lekko się „rozszczelnia”, by po chwili znów powrócić do wspólnego pulsu.

Wyjątkowość tych nagrań polega również na samym brzmieniu zespołu. Skrzypce Urbaniaka są momentami chropowate, niemal krzyczące, by za chwilę stać się liryczne i śpiewne. Hammond Karolaka niesie w sobie ciężar historii polskiego jazzu – jego dźwięk jest ciepły, analogowy, pełen oddechu. W zestawieniu z ekspresyjną trąbką Wojtasika i gitarą Niedzieli tworzy to interesujący kontrast: przeszłość spotyka się z teraźniejszością, nadając muzyce świeżą energię i nowy wymiar.

Album zamyka kompozycja Urbaniaka UrbTime. To nagranie, które podczas słuchania uruchamia wiele muzycznych skojarzeń i stylistycznych odniesień. W sposobie prowadzenia frazy saksofonu można momentami usłyszeć echo brzmienia Stanleya Turrentine’a – charakterystycznego, lekko chropowatego tonu nasyconego bluesową ekspresją, w którym soulowe ciepło spotyka się z jazzową swobodą improwizacji. Urbaniak nie naśladuje jednak tej stylistyki wprost; raczej subtelnie do niej nawiązuje poprzez sposób artykulacji i budowanie długich, śpiewnych fraz.

Równocześnie w konstrukcji utworu i w sposobie prowadzenia narracji pojawiają się echa estetyki znanej z nagrań Milesa Davisa z przełomu lat 80 – tej charakterystycznej ekonomii środków, repetycyjnego pulsu i przestrzeni, w której pojedyncze motywy rozwijają się powoli, niemal hipnotycznie. Nie chodzi tu o dosłowne cytaty czy stylistyczną imitację, lecz raczej o podobny sposób myślenia o formie: muzyka rozwija się organicznie, oparta na groove’ie i napięciu budowanym przez dialog instrumentów.

Na koniec coś, co może wielu zaskoczyć – wcale nie przeszkadza mi dobór repertuaru czy też nawiązania stylistyczne do innych wykonawców w odbiorze muzyki. Przeciwnie: te subtelne odniesienia tworzą dodatkowy kontekst interpretacyjny, dzięki któremu finał płyty nabiera jeszcze większej głębi. Siłą albumu D-Day in Tomaszów nie jest perfekcja wykonawcza, lecz napięcie między doświadczeniem a ryzykiem, między historią a teraźniejszością. To muzyka, której warto słuchać nie jak zapisu repertuaru, lecz jak dokumentu spotkania ludzi, którzy w jednym momencie podzielili się swoim językiem dźwięku.


2 komentarze:

  1. Twój tekst świetnie oddaje wyjątkową atmosferę albumu D-Day in Tomaszów i potrafi wciągnąć w świat improwizacji Michała Urbaniaka i jego towarzyszy. Podoba mi się, jak szczegółowo opisujesz brzmienie poszczególnych instrumentów, ich wzajemny dialog i rolę sekcji rytmicznej. Ciekawie pokazujesz, że siła tej muzyki tkwi w spotkaniu pokoleń i doświadczeń, a nie tylko w technice czy repertuarze. Dzięki takim opisom można niemal usłyszeć dźwięki skrzypiec, trąbki i organów w wyobraźni, a także poczuć napięcie między historią a teraźniejszością. Jak oceniasz rolę młodszych muzyków w tworzeniu tej wspólnej przestrzeni improwizacji w kontekście klasyków polskiego jazzu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paweł Ziemba30 marca 2026 23:11

      Witaj, dziękuję za czas jaki spędziłeś czytając mój tekst oraz za komentarz a jeszcze bardzie za Twoje pytanie. Aż nie wiem od czego zacząć nie spłycając tematu jak i nie trywializując jego znaczenia. Rola młodego pokolenia muzyków jazzowych w tworzeniu wspólnej przestrzeni improwizacji jest dziś nie tylko wyraźna, ale wręcz fundamentalna dla dalszego rozwoju tej muzyki. To właśnie oni przejmują język wypracowany przez gigantów – takich jak Ptaszyn Wróblewski, Jarosław Śmietana, Wojciech Karolak, Tomasz Stańko, Zbigniew Namysłowski, Michał Urbaniak i wielu wielu innych przekształcając go w nowy, współczesny idiom, odpowiadający wrażliwości dzisiejszego odbiorcy.

      Jednocześnie warto spojrzeć na ten proces szerzej – w kontekście samej natury kultury i sztuki. Każda żywa forma twórczości potrzebuje fundamentów. Nie powstaje w próżni, nie zaczyna się od zera. Rozwój sztuki jest procesem ciągłym, opartym na dialogu z przeszłością, na kontynuacji, ale też na świadomym przekraczaniu tego, co już zostało powiedziane. W tym sensie dziedzictwo klasyków polskiego jazzu nie jest jedynie historią – jest aktywną przestrzenią odniesienia, z której młodzi twórcy czerpią, z którą polemizują i którą rozwijają.

      Klasycy stworzyli nie tylko repertuar czy styl, ale przede wszystkim sposób myślenia o muzyce – oparty na wolności, odwadze i głębokim zaufaniu do procesu improwizacji. Ich działalność była procesem tworzenia fundamentów: środowiska, języka i wartości. Bez tego zaplecza trudno byłoby dziś mówić o jakiejkolwiek wspólnej przestrzeni improwizacji.

      Młode pokolenie wnosi do tej przestrzeni energię, świeżość i naturalną potrzebę redefinicji. Ich siłą jest otwartość – zarówno stylistyczna, jak i mentalna. Jazz w ich wykonaniu przenika się z elektroniką, hip-hopem czy muzyką alternatywną, ale jednocześnie zachowuje swoją istotę – improwizację jako formę dialogu. To właśnie tu ujawnia się szczególna rola młodości: nie w odcinaniu się od przeszłości, lecz w jej twórczym przetwarzaniu.

      Istotne jest, że rozwój ten nie polega na prostym następstwie pokoleń, ale na ich współistnieniu. Młodzi muzycy nie tylko inspirują się mistrzami – często grają z nimi, uczą się bezpośrednio, uczestniczą w tej samej przestrzeni twórczej. Dzięki temu powstaje ciągłość, która nie jest abstrakcyjna, lecz realna i doświadczalna.

      Można więc powiedzieć, że młode pokolenie pełni dziś rolę strażnika i jednocześnie kreatora tej ciągłości. Bez ich odwagi w poszukiwaniu nowych form jazz mógłby skostnieć. Bez fundamentów zbudowanych przez poprzedników – ich poszukiwania mogłyby być pozbawione głębi.

      Właśnie w tym napięciu – między pamięcią a nowością, między tradycją a eksperymentem – rodzi się prawdziwy rozwój sztuki. I to napięcie wydaje się dziś jednym z najcenniejszych zasobów polskiego jazzu.

      Usuń