Pages

niedziela, 31 marca 2019

Paweł Janas - Buttonhacker (2018)

Paweł Janas

Paweł Janas - accordion, loopstation

Buttonhacker

REQUIEM 175/2018





By Krzysztof Komorek

Akordeon był jeszcze do niedawna w muzyce pewnego rodzaju ciekawostką. Okołojazzowe wykorzystanie tego instrumentu kojarzyło się przede wszystkim z tangami, Piazzollą i francuskim musette. Od pewnego jednak czasu coraz częściej natknąć się można na akordeonowe projekty, które zaskakują niezwykle zróżnicowaną stylistycznie ofertą. Nie brakuje również wirtuozów akordeonu i w Polsce. Pod koniec 2018 roku wytwórnia Requiem Records wydała, już czwarty w swoim katalogu, album jednego z nich - Pawła Janasa. "Buttonhacker" to zarówno tytuł płyty, jak i artystyczny pseudonim wszechstronnego instrumentalisty i kompozytora. Artysty, który ze swobodą odnajduje się w muzyce współczesnej, elektronicznej czy improwizowanej. A jak dowiedziałem się z jego biogramu, pośród wielu sukcesów, ma na swoim koncie także tytuł Mistrza Świata w grze na akordeonie cyfrowym. 

Przy pracy nad solowym albumem Paweł Janas zastanawiał się nad wykorzystaniem szerokiego spektrum instrumentów. Ostatecznie stanęło na zarejestrowaniu muzyki wykonanej tylko z użyciem akustycznego akordeonu, wspomaganego w niewielkim stopniu efektami elektronicznymi: loopstation i vocoderem. Elektronika pełni tutaj jednak funkcję wspomagającą i nie przytłacza brzmienia głównego instrumentu. Na albumie znajdziemy osiem utworów, częściowo skomponowanych, w części zaimprowizowanych podczas sesji nagraniowej. Wszystkie w atrakcyjnej dla odbiorcy formule. Często urzekające melodyjnymi motywami z zadatkami na chwytliwy przebój. Dynamiczne oblicze mają rozpoczynający całość "Black Button", "Virus" oraz "Loopman". Od razu wpada w ucho nieco łagodniejszy "Moon Spice", oryginalnie wybrzmiewa także końcówka "Catch Me!". 

Jednak  największe wrażenie wywarło na mnie nagranie finałowe. Zdecydowanie najdłuższe, trwające prawie dziesięć minut. Zgodnie ze swoim tytułem malujące urzekające, wysublimowane pejzaże. Utrzymane w spokojnym nastroju, choć momentami mroczne i ciężkie. Podążające w stronę muzyki ilustracyjnej, filmowej. Nieco odmienne klimatem od pozostałych siedmiu utworów, ale może właśnie dzięki tej odmienności, kapitalnie podsumowujące cały materiał. Dla mnie, z upodobaniem poszukującego akordeonowych śladów w nowościach wydawniczych, "Buttonhacker" Pawła Janasa stał się jedną z najmilszych i nieoczekiwanych niespodzianek ostatnich miesięcy.

piątek, 29 marca 2019

Chicago Edge Ensemble - Insidious Anthem (2018)

Chicago Edge Ensemble

Dan Phillips - guitar
Mars Williams - saxophones
Jeb Bishop - trombone
Krzysztof Pabian - double bass
Hamid Drake - drums

Insidious Anthem




TROST 177

By Adam Baruch

This is the second album by the American Jazz quintet Chicago Edge Ensemble, led by guitarist/composer Dan Phillips, which also includes trombonist Jeb Bishop, saxophonist Mars Williams, Polish (based in US) bassist Krzysztof Pabian and drummer Hamid Drake. The album presents eight original compositions, all by Phillips.

In contrast to the debut album, the music on this album is much more organized, with clearly composed themes, which are pushed forward and directed by the leader, and then stretched into lengthy improvised passages, backed by a swinging rhythm section. As such this music is closer to contemporary modern Jazz, which includes freely improvised parts, but is focused in coherent more often than not.

All five instrumentalists are obviously very experienced and talented, which contributes to the superb level of execution felt all the way through. Phillips, who uses a scorching Fusion oriented sound, is the most unique voice of the quintet, although Bishop and Williams contribute hot and inspiring parts as well. Pabian is a very distinctive bassist, perfectly balancing the rhythmic pulsations with the harmonic support he offers to the soloists. Drake is a Master drummer, who is well beyond the need to prove anything and his versatile rhythmic support is beyond reproach.

Overall the album offers some very exciting modern Jazz, which offers an elegant balance between melody and Freedom, with the music swinging splendidly from start to finish. With first class musicianship and great compositions, the album is real pleasure to listen to and deserves repeated spins to get all the hidden complexities, which are revealed only after careful and attentive listening. Personally I believe this is a much better offering than the debut, which already makes me curious as to their next offer. Well done Gentlemen!

środa, 27 marca 2019

Quantum Trio - Red Fog - premiera 29.03.2019


Michał Jan Ciesielski - saksofon altowy i tenorowy
Kamil Zawiślak - fortepian
Luis Mora Matus - perkusja


"Red Fog" to trzeci studyjny album polsko-chillijskiego Quantum Trio. Laureaci Grand Prix festiwalu Jazz Juniors 2017 nagrali go we Włoszech w odosobnieniu w malowniczych okolicach Rzymu. Jest on syntezą dotychczasowego eklektycznego stylu grupy. Tym razem otrzymujemy kompozycje bardzo skupione, pełne energii, ale i głębokiej zadumy. Grupa scaliła swoje dotychczasowe znaki rozpoznawcze, czyli inspiracje muzyką filmową, klasyczną, free-jazzem i muzyką rozrywkową, w nowoczesne i ciężkie jazzowe brzmienie. Tematem przewodnim albumu jest symbolizm natury ludzkiej, to, co podświadome, ukryte i pierwotne, tkwiące w każdym z nas.

Quantum Trio znane jest polskiej publiczności za sprawą albumu "Gravity", wydanego nakładem wytwórni ForTune, który przyniósł im tytuł Debiutu Roku 2015 przyznany przez serwis Polish Jazz. Nietypowy skład, saksofon-fortepian-perkusja, tworzony jest przez polskich muzyków, Michała Jana Ciesielskiego, Kamila Zawiślaka oraz chilijskiego perkusistę Luisa Morę Matusa

poniedziałek, 25 marca 2019

Polmuz – Drzewiej (2018)

Polmuz

Michał Fetler - alto & baritone saxophones
Rafał Zapała - electronics, synth, processing
Ksawery Wójciński - double bass
Rafał Igiel - percussion

Drzewiej



PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz ensemble Polmuz, led by saxophonist Michal Fetler, which also includes drummer Rafał Igiel, bassist Ksawery Wojcinski and synthesizer/electronics specialist Rafal Zapała, who uses a vintage Soviet made analog synthesizer called Polivox. The 2CD album presents contemporary interpretations of archival, over 100 years old recordings of Polish Folklore, which were accidently given to Igiel, who shared them with Fetler and the idea to re-interpret the music was born. Both CDs present the same six original archival pieces, interpreted in alternate versions.

Although incorporation of Polish Folklore within Polish Jazz is a continuous and often very fruitful tradition, the interpretations on this album take the matter much further than usually attempted, with a more radical/avant-garde approach, which removes the music a long distance away from its original roots. The extensive use of synthesizes and electronics, an ambient sound environment and rhythmic freedom create a much denser soundscapes than those which are the usual result of Jazz/Folklore encounters.

As such the music is much more interesting but at the same time also more challenging. It definitely requires attentive listening, with a deeper intellectual and emotional involvement. The idea to present alternate versions proves to be especially effective, as these versions differ dramatically from each other and expand the scope of the interpretations, achieving an enhanced result.

Overall this is a very bold, interesting and adventurous musical experiment, which deserves to be heard and enjoyed by connoisseurs of avant-garde Polish/European Jazz, which never ceases to surprise. Although this album received very little exposure so far, it is definitely worth seeking out!

sobota, 23 marca 2019

Wojciech Staroniewicz feat. Erik Johannessen - North Park (2019)

Wojciech Staroniewicz feat. Erik Johannessen

Wojciech Staroniewicz - tenor & soprano saxophones
Erik Johannessen - trombone
Dominik Bukowski - vibraphone
Paweł Urowski - double bass
Przemysław Jarosz - drums

North Park


ALLEGRO 036

By Adam Baruch

This is an album by veteran Polish saxophonist/composer Wojciech Staroniewicz recorded in a classic quintet setting with vibraphonist Dominik Bukowski, bassist Paweł Urowski and drummer Przemysław Jarosz and Norwegian trombonist Erik Johannessen. The album presents eight original compositions all by Staroniewicz. The music was recorded at the excellent Monochrom Studio and offers wonderful sound quality, as expected, and was released on Allegro Records, an independent record label owned by Staroniewicz, which since over two decades releases Polish Jazz albums recorded by musician living in the Baltic Pomeranian region.

The music, although melody based and mainstream oriented, offers a specific sound and atmosphere, which is somewhat similar to Scandinavian/Nordic Jazz and quite distant from typical Polish Jazz. The pianoless quintet, which uses vibraphone as the harmonic instrument and the presence of the dominant trombonist all have a decisive influence on the music, which offers a darkish, somewhat distant atmosphere and ambience, which is very effective. Combined with the characteristic compositions, which Staroniewicz is famous for since many decades, the music manages to create a unique and very startling overall impression.

All five musicians are of course highly skilled professionals, who know exactly what needs to be played at any given moment and their interplay is absolutely perfect for this music, which needs attentive listening in order to get familiar with all its intricacies and has a distinctive effect of growing on the listener with consecutive listening sessions. Personally the impressive bass parts by Urowski as some of my favorite moments on this album, but to be fair it is full of great playing from start to finish.

Overall this album is a wonderful example of the incredible diversity of the Polish Jazz scene, even within the mainstream genre itself. Staroniewicz, as usual, deservers praise for doing his own thing and ignoring fads and fashions. His lifetime commitment to excellence is admirable. This is highly interesting and challenging music, which deserves to be heard!

czwartek, 21 marca 2019

Die Perspektive - All In Forms (2018)

Die Perspektive

Michał Mike - trumpet
Artur Majewski - cornet processed
Sławomir Szudrowicz - guitar
Alena Domanowski - vocal
Tomasz Krzemiński - vocal
Piotr Komosiński - synth, electronics, cymbals, bass, ukulele bass, vocal
Dariusz Domanowski - gongs, percussion, bowls, vocal

All In Forms

PRIVATE EDITION 2018

By Piotr Wojdat

Pod koniec 2018 roku ukazała się ciekawa płyta, która wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom i raczej nie została zauważona przez dziennikarzy i krytyków. Mowa o albumie formacji Die Perspektive, którą do życia powołał basista i multiinstrumentalista Piotr Komosiński, znany m.in. z grup Potty Umbrella czy Hotel Kosmos. Z racji, że muzyka na niej zawarta z jazzem nie ma zbyt wiele wspólnego, warto wpierw uzasadnić obecność tej recenzji na łamach serwisu Polish Jazz.

Wspomniany Piotr Komosiński to bezdyskusyjnie spiritus movens tego artystycznego przedsięwzięcia. W skład Die Perspektive wchodzą jednak także artyści, których związki z jazzem i muzyką improwizowaną są mniej lub bardziej oczywiste. Trzeba tu wymienić kornecistę Artura Majewskiego kojarzonego z Mikrokolektywem czy Tone Hunting, trębacza Michała Mike (Groove Gravity) i gitarzystę Sławomira Szudrowicza mającego na koncie współpracę np. z Jerzym Mazzolem i Grzegorzem Pleszyńskim.

Mam zatem kolejny pretekst, by napisać o płycie niejazzowej, która pomimo, że jest krótka, to odznacza się różnorodnością stylistyczną i takimi też nawiązaniami. Skoro jazzu jest tu jak na lekarstwo, to z czym w takim razie mamy do czynienia? Z muzyką, która jest wypadkową inspiracji ambientem, eksperymentalnym rockiem i szeroko pojmowaną psychodelią. Coś dla siebie znajdą tu zarówno fani Innercity Ensemble, jak i projektów Rafała Iwańskiego. 

W utworach, w których na pierwszy plan wysuwa się kornet Artura Majewskiego, dźwięki są przepuszczane przez elektroniczne efekty. Przypomina to trochę dokonania zespołu kIRk. Uwagę zwraca też nagromadzenie środków wyrazu. Z jednej strony elektronika i syntezatory są istotnym elementem brzmienia Die Perspektive. Z drugiej pojawiają się też instrumenty akustyczne i gitara elektryczna. Miejsca nie brakuje też na ukulele, cymbały i instrumenty perkusyjne.

W przypadku "All In Forms" od nadmiaru głowa nie boli. Wydawałoby się, że połączenie brzmień akustycznych z elektrycznymi, elektroniką i etnicznymi odniesieniami, jest czymś, co można określić jako porywanie się z motyką na słońce. W tym przypadku tak się nie dzieje. "All In Forms" to udane połączenie licznych inspiracji i dobry prognostyk na przyszłe działania Die Perspektive.

środa, 20 marca 2019

Satoko Fujii Orchestra Berlin - Ninety-Nine Years (2018)

Satoko Fujii Orchestra Berlin

Satoko Fujii - piano
Lina Allemano - trumpet 
Natsuki Tamura - trumpet
Richard Koch - trumpet
Gebhard Ullmann - tenor saxophone
Matthias Schubert - tenor saxophone
Paulina Owczarek - baritone saxophone

Matthias Müller - trombone
Jan Roder - bass
Michael Griener - drums
Peter Orins - drums

Ninety-Nine Years

LIBRA 211-047

By Adam Baruch

This is an album by Japanese pianist / composer / bandleader Satoko Fujii, one of the most prominent representatives of the contemporary Avant-Garde Jazz activists. The album was recorded with an eleven piece Orchestra Berlin, one of Fujii's permanent ensembles, which features mostly German musicians, but includes also her Japanese husband, trumpeter Natsuki Tamura, French drummer Peter Orins and Polish saxophonist Paulina Owczarek. The album presents five extended original orchestral compositions, all by Fujii and is one of the twelve albums Fujii released in 2018 (one every month) to celebrate her 60th Birthday. Her cumulating discography since 1991 includes well over a hundred albums.

The music is everything contemporary Avant-Garde Big Band has to offer: composed parts expanded into lengthy improvised passages, several sub-ensembles constantly developing within the frame of the Big Band (duos, trios, etc.) sublime individual soloing and group improvisations and much more.

Fujii skillfully uses the entire arsenal at her disposal to continue the splendid tradition of European Avant-Garde Big Bands, which goes several decades into the past, initiated by the British Big Bands led by Barry Guy, Mike Westbrook and others and later European parallels like Globe Unity Orchestra and others. Since contemporary activity in this particular area is rather limited today, Fujii's recordings are even more important and significant.

Of course Avant-Garde Jazz never was music for the masses, and this intellectually challenging offering is of interest to a sadly miniscule group of potential listeners, who are able to appreciate and enjoy it. The faithful aficionados will find this music absolutely stunning of course, which is hardly surprising. Wholeheartedly recommended to the connoisseurs of the genre!

sobota, 16 marca 2019

RGG - Memento (2019)

RGG

Łukasz Ojdana - piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

Memento

PN 0190295475932




By Krzysztof Komorek

Po raz pierwszy zetknąłem się z materią muzyczną "Memento" na kameralnym koncercie, będącym rodzajem rozgrzewki zespołu, tuż przed wejściem do studia nagraniowego. Już wtedy zakiełkowała we mnie myśl, że będziemy mieli do czynienia z płytą bardzo dobrą. Przesłuchanie gotowego materiału potwierdziło tamte przeczucia z naddatkiem. Nie znałem jeszcze wypowiedzi muzyków o genezie powstawania utworów i inspiracjach,  jakie kierowały nimi w procesie twórczym. Odebrałem więc "Memento" jako nienazwany wprost hołd dla osoby Wielkiego Muzyka i okresu współpracy z Nim. W momencie nagrywania albumu nie naznaczony jeszcze Odejściem.

Jak się okazało intencje RGG były podobne. Rzeczywiście jest "Memento" (cytując Macieja Garbowskiego) pamiątką okresu współpracy z wybitnymi muzykami europejskimi. Ostatnie lata były przecież niezwykle owocne dla zespołu jeżeli weźmiemy pod uwagę właśnie koncertowe i fonograficzne kooperacje ze znaczącymi postaciami muzyki improwizowanej. Płyty z Evanem Parkerem, Trevorem Wattsem, Samuelem Blaserem i Vernerim Pohjolą, liczne koncerty z Tomaszem Stańką, chyba bez wyjątku doczekały się najwyższych ocen. Teraz przyszedł czas na odniesienie się do tych doświadczeń i skomentowanie owych historii przez samo trio. 

Ton tych wspomnień może nieco zaskoczyć . Jest bowiem "Memento" płytą bardzo spokojną, można wręcz rzec melancholijną. Pełną zadumy i zamyślenia, a przy tym daleką od prostej "balladowatości". Tylko krótki, gwałtowny (nomen omen) "Furiant" oraz "Chronology" Ornette'a Colemana, łamią wspomniane nastroje. Na album składają się cztery kompozycje Macieja Garbowskiego, cztery Łukasza Ojdany, wspomniany utwór Colemana oraz zamykające całość interpretacje dwóch dzieł Henryka Mikołaja Góreckiego ("Szeroka woda" i "Three Pieces In Old Style I"), które poprzedzają właściwy finał w postaci "Gloria Tibi Domine" Jacka Gałuszki. 

Znalazło się na płycie miejsce na ów domniemywany przeze mnie hołd - "Hombre Con Sombrero" sugeruje dedykację już samym tytułem. Prawdziwie senne "We śnie", inspirowane wierszem Bolesława Leśmiana, kieruje z kolei myśli ku sesji "Mysterium Lunae" zrealizowanej z Anną Gadt. Zrodziło się we mnie również nieodparte wrażenie słuchania dwóch narracji: delikatnej, zrównoważonej, niejednokrotnie melodyjnie romantycznej – prowadzonej przez fortepian, oraz bardziej szarpanej, gwałtowniejszej - będącej udziałem kontrabasu i perkusji. Dwóch różnych punktów widzenia kapitalnie łączących się w niesamowicie spójną opowieść. 

Oczywistym jest, że subiektywne niuanse po stronie odbiorcy mają dla oceny duże znacznie. I tak się złożyło, że ten wysublimowany album, w którym słychać namysł nad każdym dźwiękiem, wpasował się moje oczekiwania perfekcyjnie. Dlatego do "Memento" chce mi się ciągle powracać. Wyjątkowo często. Niekiedy docenienie dzieła artystycznego zajmuje trochę czasu. Potrzeba dłuższej chwili zastanowienia, głębszej analizy. Jednak zdarza się i tak, że już pierwsze dźwięki rodzą w słuchaczu przekonanie, że ma się do czynienia z czymś wyjątkowym. Stwierdzenie, że właśnie ukazał się jazzowy album roku 2019 może zabrzmieć ryzykownie. W moim przekonaniu artystyczna konkurencja będzie jednak musiała się wspiąć się na wyżyny, by "Memento" zrzucić z tego piedestału.

środa, 13 marca 2019

Adam Bałdych Quartet - Sacrum Profanum (2019)

Adam Bałdych Quartet 

Adam Bałdych - violin
Krzysztof Dys - piano
Michał Barański - double bass
Dawid Fortuna - drums, crotales, gran cassa

Sacrum Profanum

ACT 9881-2


By Maciej Krawiec

Casus Adama Bałdycha to jedna z ciekawszych historii w polskim jazzie ostatnich lat. Piekielnie utalentowany muzyk, który przebojem i zasłużenie wdarł się na europejskie sceny, ma zarówno oddanych fanów, jak i odbiorców zdecydowanie bardziej sceptycznych. Jedni i drudzy, jak sądzę, doceniają kunszt wykonawczy skrzypka, ale krytycy zarzucają mu nadmierne epatowanie techniką, zbytnią przewidywalność formy czy skłonność do patosu.

Przyznaję, że i mnie bliższy jest punkt widzenia tych ostatnich. Uważam, że po bardzo dobrej płycie "Imaginary Room" Bałdych nadmiernie skupił się na brzmieniu swojego instrumentu, które stało się dla niego wręcz czymś w rodzaju fetyszu. Z tego powodu forma nieraz brała górę nad treścią; kunsztowna powierzchowność muzyki broniła dostępu do jej głębszego przekazu. W efekcie trudno było brać na poważnie emocjonalne paroksyzmy czy subtelne wzruszenia, które nie wybrzmiewały przekonująco, nieraz ocierając się o kicz. Ponadto, dwa niedawne albumy, "Bridges" i "Brothers", Polak nagrał ze skandynawskim triem Helgego Liena i jest to zespół na tyle bezbarwny, że nasz skrzypek mógł niemalże bez ograniczeń dyskontować swoją ekstrawersję. Jego nadaktywność kojarzyła mi się wtedy z postawą stepującego tancerza z francuskiej animacji pt. "Trio z Belleville": tak chciał się popisać, tak wywijał nogami, że w końcu buty do stepowania go... pożarły.

Na płycie "Sacrum Profanum" muzykowanie Bałdycha się nie zmienia. Wciąż mamy do czynienia z wirtuozem, który preferuje śpiewną melodykę i raczej czytelne struktury utworów, chętnie "podpala" skrzypce podczas solówek, jego ekspresja bywa to rozbuchana, to delikatna. Tym razem jednak, za sprawą całego szeregu czynników, udało mu się wprzęgnąć te preferencje w faktycznie bardzo ciekawą muzyczną całość. Dzieje się tak przede wszystkim dzięki jego kompanom: pianiście Krzysztofowi Dysowi, kontrabasiście Michałowi Barańskiemu i perkusiście Dawidowi Fortunie. Bałdych wywiódł ten skład z sekstetu, z którym koncertował ponad rok temu – poza wymienionymi artystami grali tam Maciej "Kocin" Kociński na saksofonie i Szymon Mika na gitarze. 

Pomimo uznania dla obu, ograniczenie składu uważam za dobre posunięcie, gdyż dzięki temu obecni w studiu muzycy mogli bardziej rozwinąć skrzydła. Na to bowiem lider im pozwolił, co wcale – znając postawę skrzypka z niejednego koncertu – nie było oczywiste. Może wreszcie uznał, że oddanie większego pola znakomitym kolegom bardzo pozytywnie wpłynie na obraz jego muzyki? Ich wkład w "Sacrum Profanum" trudno przecenić: zawdzięczamy im niesztampową grę sekcyjną, znakomite partie solowe, zaangażowanie w niebanalną warstwę sonorystyczną albumu. Nie wiem, co bardziej zasługuje na pochwały: czy wyczucie wieloplanowej gry Dysa i jego interesujące sola, czy galopujące pasaże Barańskiego, czy wreszcie gigantyczna praca wykonana przez Fortunę, który nawet lirycznemu motywowi nada frapującą, współczesną rytmikę?

Dzięki temu składowi, być może najlepszemu ze wszystkich zespołów Bałdycha, wybrane przez niego utwory (pięć własnych i pięć z repertuaru muzyki dawnej, religijnej oraz współczesnej) mogą wreszcie zaciekawić, wywołać wstrząs, pobudzić emocje. Patos i nadmiar, tak bliskie skrzypkowi, w końcu znajdują wykonawców, którzy z tymi treściami są w stanie zrobić coś zajmującego. Pomógł im w tym na pewno również realizator albumu z hamburskiego studia Clouds Hill, dzięki któremu dźwięki są jakby zamglone, eteryczne, pozbawione dosłowności. To po pierwsze adekwatnie koresponduje z zamierzonym namysłem Bałdycha nad sakralnością i świeckością sztuki, a po drugie – z pożytkiem dla muzyki (!) – rozmywa nieco brzmieniowe detale pracy skrzypka. Mądrym ruchem była także mniejsza, niż na przykład na ostatnich albumach Pawła Kaczmarczyka, ekspozycja Dawida Fortuny. Dzięki temu jego rozbiegana, skrząca się od pomysłów gra służy muzyce na dziesiątki sposobów, zamiast okazjonalnie burzyć jej wewnętrzną harmonię.

Pomimo kilku słabszych momentów w drugiej części albumu, "Sacrum Profanum" to płyta warta polecenia – nie tylko dla fanów ekwilibrystycznej wiolinistyki, ale przede wszystkim dla miłośników pobudzającego, kolektywnego grania, które ujmie zarówno urodą podniosłej melodii i metodą jej rozwinięcia, jak i enigmatycznymi poszukiwaniami form i brzmień.

poniedziałek, 11 marca 2019

Silberman Quartet - Asanisimasa - premiera 14.03.2019


Dorota Zaziąbło - fortepian, syntezatory
Mateusz Gawęda - fortepian, syntezatory
Jakub Mielcarek - kontrabas
Łukasz Stworzewicz - perkusja

Perkusista, kompozytor i aranżer Łukasz Stworzewicz nie przestaje zaskakiwać. "Asanisimasa" to jego piąta płyta firmowana pseudonimem Silberman, a mimo to wciąż udaje mu się unikać powtórek. Po dwóch wersjach tria i dwóch albumach nagranych w kwintecie przyszła pora na kwartet. Tym razem lider zaprosił do współpracy osoby, które w przeszłości pojawiały się już w uniwersum Silbermana. Są to Dorota Zaziąbło (Silberman Trio), Mateusz Gawęda oraz Jakub Mielcarek (obaj grali na płycie "Silberman And Three Of A Perfect Pair"). "Asanisimasa" jest więc wynikiem spotkania znanych sobie muzyków, które przynosi jednak znacznie więcej niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji niż mogłoby się wydawać. 

Tym razem akcent położony został na brzmienie instrumentów klawiszowych obsługiwanych przez Gawędę i Zaziąbło. Rozedrgany jazzowy fortepian i niepokojące syntezatory nadają całości mocno filmowego posmaku i dramaturgii. W połączeniu ze znakomitą okładką, muzyka Silberman Quartet brzmi niczym ścieżka dźwiękowa do zapomnianego majstersztyku kina noir. Dla miłośników wcześniejszych wcieleń projektu Stworzewicza jest to pozycja absolutnie obowiązkowa - dla wszystkich innych "Asanisimasa" może okazać się idealnym zaproszeniem do świata Silbermana.

niedziela, 10 marca 2019

Kuba Płużek - Creationism (2018)

Kuba Płużek

Kuba Płużek - piano, fender rhodes, wurlitzer, harmona 85, korg
Marek Pospieszalski - tenor saxophone, alto clarinet
Max Mucha - double bass
Dawid Fortuna - drums

Creationism


FOR TUNE 0138

By Adam Baruch

This is the fourth album as a leader by the young (born 1988) Polish Jazz pianist/composer Kuba Płużek and his third recording with the same quartet, which also includes saxophonist Marek Pospieszalski, bassist Max Mucha and drummer Dawid Fortuna. The album presents fifteen relatively/untypically short compositions, nine of which were composed by Płużek, three were co-composed by him with Pospieszalski and another three were co-composed by all the members of the quartet, although "composed" has to be taken with a grain of salt, as in fact all except two of the pieces on the album are improvised and Płużek "admits" to composing only two of the pieces, which appear towards the very end of the album.

Płużek, who first appeared on the Polish Jazz scene as a sideman in 2010 and recorded his debut album as a leader in 2012, took part in more than a dozen recordings since, which offer a chameleonic stylistic diversity, which could only mean either a complete lack of focus of an exceptional multi-layered musical talent, which in his case is definitely the latter. Even if one follows only his recordings as a leader, there is clear evidence that Płużek is trying to cover an unlimited (stylistically) ground in his search for the genius loci of his musical universe.

It is therefore not really surprising that Płużek should arrive in his quest of exploration to the very source of music, as the album's title suggests. The "primitivism" of sound before melody, harmony and rhythm took over, as he suggests in his comments about the music. One could of course say that the same process happened countless times before, when Jazz musicians abandoned the form in order to explore the source/spirit of music, moving from the traditional Jazz towards Free and Improvised Music, which in fact although commonly called avant-garde was in reality completely retro-garde.

The music on this album offers the listener a sublime journey, which is propelled more by hints and suggestions rather than by actual directions. It is up to the listener to create the music in his head, based on the "primitives", supplied by the musicians, except, as already stated earlier, in the case of the two fully developed compositions appearing towards the finale, which could be envisaged as the "Let there be light" of the creation process.

There is no doubt that Płużek consistently paves his way towards a respected position on the crowded Polish Jazz piano scene and this excellent album is definitely a step in the right direction. Perhaps this is a closing chapter in the initial chapter of his career, which now passes towards the mature stage when he leaves the boisterous "twenties" behind.

This album, recorded at the now already legendary Monochrom Studio, offers a spectacular sound quality in addition to the extraordinary music, and is of course wholeheartedly recommended to all Polish/European Jazz connoisseurs, who already know where truly great music comes from.

czwartek, 7 marca 2019

Sundial feat. Irek Wojtczak - Sundial III (2019)

Sundial feat. Irek Wojtczak

Wojciech Jachna - trumpet
Grzegorz Tarwid - piano
Albert Karch - drums, percussion
Irek Wojtczak - tenor & soprano saxophones

Sundial III

HEVHETIA 0186


By Krzysztof Komorek

Po dwóch studyjnych albumach trio Sundial przygotowało dla słuchaczy płytę koncertową. Tytuł pierwszych wydawnictw stał się już swego rodzaju marką i potocznie używaną nazwą grupy, tak więc zespół występujący dotąd jako Jachna/Tarwid/Karch, dokonał przy okazji kolejnej płyty wizualizacyjnej zmiany. 

Na tym jednak nie kończą się niespodzianki związane z omawianym tu albumem. Te znaleźć można bowiem także w stricte artystycznych elementach wydawnictwa. Muzycy wspominali w rozmowach, że po kilku latach wspólnej pracy potrzebowali impulsu, który pozwoli na przełamanie pojawiających się koncertowych schematów. Takim bodźcem stało się zaproszenie do nagrań czwartej osoby. Sundial miał już okazję przetestować występy w rozszerzonym składzie, grając koncert z Tomkiem Dąbrowskim, natomiast na czas nagrywania nowej płyty gościem tria został Irek Wojtczak - trójmiejski saksofonista, improwizator, kompozytor, aranżer, animator polskiej muzyki ludowej, która inspirowała firmowane przez niego albumy. 

Cała czwórka spotkała się w wypróbowanym (to już nie pierwszy nagrywany tam album live) miejscu, łódzkich Ciągotach i Tęsknotach, na dwudniowej koncertowej rezydencji, którego efektem jest najnowsza odsłona Sundiala. Często nagrania live stanowią prezentację znanego wcześniej repertuaru. "Sundial III" składa się w większości z kompozycji nowych, a choć zabrzmiały na płycie także dwa utwory z pierwszego albumu, to zostały one przearanżowane i przekomponowane. Pewnym nawiązaniem - chociażby w tytule - do drugiej z kolei płyty jest także "Return Of The Hedgehog". 

Zespół zdecydował się na kilka ciekawych zabiegów przy okazji produkcji całości. Pełną koncertową spontaniczność zastąpiło połączenie wybranych utworów, które płynnie przechodzą z jednego w drugi, tworząc rodzaj suity. Dopiero po wybrzmieniu ostatnich dźwięków kończącego album nagrania możemy usłyszeć reakcję publiczności. "Celestailly Light" Alberta Karcha, który na żywo zabrzmiał jako monumentalna całość, finalnie rozbity został na trzy części, tworząc interludia pomiędzy pozostałą szóstką utworów. Byłem obecny podczas koncertowej sesji i muszę przyznać, że ów drugi zabieg świetnie się sprawdził, pozwalając zaistnieć na płycie ciekawej, acz wymagającej w odbiorze kompozycji. 

Nie jest zaskoczeniem udane wkomponowanie się w występ Sundiala Irka Wojtczaka. Saksofonista nie starał się swoją obecnością gwałtownie zmieniać oblicza tria. Stał się uzupełnieniem, a może raczej znakomitym dopełnieniem brzmienia zespołu. Dociekliwym podpowiem, że wsłuchując się uważnie w "Sudden Rush Recomposed", można wyłapać pojawienie się niewymienionego na okładce instrumentu, którego Irek Wojtczak użył podczas koncertu. 

Pięćdziesiąt trzy minuty samej muzyki, stylistycznie nie stanowią wielkiego zaskoczenia. Mamy do czynienia ze współczesną improwizacją. Oczywiście zróżnicowaną i bogatą w tempa oraz nastroje. Wspomniany już "Sudden Rush Recomposed" daje posmakować energetycznego free. "Sundial III" z kolei, niczym dobry thriller, porusza tajemniczością i mrokiem. Trzy części "Celestially Light" wprowadzają uspokojenie minimalizmem oraz mantrami perkusji i perkusjonaliów. Zachwycająco wybrzmiewa "Hymnical" z dynamicznym początkiem i pianinem fundującym słuchaczowi szeroki wachlarz emocji. 

Nadmieniłem już, że miałem okazję być na koncertowej sali podczas nagrań. Czekałem więc na zmaterializowanie się płyty z zaciekawieniem i niecierpliwością. Finalny efekt mnie nie zawiódł. Poza miłym wspomnieniem "Sundial III" dostarcza solidnej dawki znakomitej, oryginalnej muzyki.

środa, 6 marca 2019

The Cuban Latin Jazz – Juntos Por Siempre (2019)

The Cuban Latin Jazz

Roland Abreu - bass
Taras Bakovskyi - saxophone
Paweł Kukuła - piano
Dominik Jaske - drums

Juntos Por Siempre

V 015



By Adam Baruch

This is the debut album by the international Jazz quartet called The Cuban Latin Jazz, which comprises of Cuban bassist/composer Roland Abreu, Ukrainian saxophonist Taras Bakovskyi and Polish pianist Paweł Kukuła and drummer Dominik Jaske. Two additional renowned Cuban percussionists also participate in the recording. The album presents six compositions, three of which were composed by Abreu, one was co-composed by Abreu and Bakovskyi and the remaining two are by famous Cuban musicians/composers. The music is wonderfully recorded and offers a splendid sound quality, which enhances the listening experience considerably.

The music is exactly what one might expect from the quartet's name – an energetic display of Cuban Jazz, which sounds as original as they come. The surprising element is of course the fact that three quarters of the quartet are East Europeans, who certainly were not born with the Latin ingredient in their Cultural heritage, but manage to sound convincing enough to fool most of the listeners. Of course a more trained ear will discover that the music is slightly less passionate, wild and sensuous than the original Cuban Jazz, but on the other hand it might as well be for the best. Who needs another Cuban Jazz imitation? These young musicians manage to paint the Cuban character with the lyricism of Eastern European music, which is most evident in the playing of Kukula, who is the most ingenious musician in the quartet.

Albums of this kind prove that cross-cultural experiments in Jazz work well, as much as one doest not have to be born Polish to love pierogi. Amazingly at times musicians not born into a certain cultural background are able to absorb and emulate it more authentically than those who were.

Overall this is a splendid album from start to finish, and considering that Cuban music is always danceable, even in its most Jazzy form, the music simply does not allow the listener to sit still and not move his (and especially hers) butt, bringing on an orgy of energy and good mood. Subtle musical accents arriving from beyond the Cuban environment are present as well, adding some highly aesthetic spicing to the salsa on the table! Enjoy!

poniedziałek, 4 marca 2019

Riccardo Del Fra - Moving People (2018)

Riccardo Del Fra

Carl-Henri Morisset - piano
Tomasz Dąbrowski - trumpet
Jan Prax - saxophones
Remi Fox - saxophones
Kurt Rosenwinkel - guitar
Riccardo Del Fra - double bass
Jason Brown - drums

Moving People


CRISTAL 276

By Adam Baruch

This is an album by veteran Italian (resident in France) bassist/composer Riccardo Del Fra, who leads an international sextet, which includes Polish trumpeter Tomasz Dąbrowski, German saxophonist Jan Prax, French saxophonist Remi Fox and pianist Carl-Henri Morisset and finally American drummer Jason Brown. American guitarist Kurt Rosenwinkel appears as a special guest. The album presents ten original compositions, all by Del Fra.

The music is mainstream, beautifully melodic contemporary Jazz, lyrical and melancholic, but at the same time full of zest and superb compositions. Contrary to the initial impression the music gets quite complex and unexpected at times, with broken themes and odd meters, but at the same time never loses focus or coherence. As a result the music flows swiftly, completely absorbing the listener and the album seems to be over very quickly. The relatively short tracks and their diversity also add to this effect. The album is first and foremost an exceptional display of Del Fra's compositions.

The musicianship is superb throughout, with every note played being just the right one at the right time. All these musicians, who represent different cultural backgrounds and age groups, are able to cooperate splendidly, creating a delicate mesh of sounds and harmonies. Listeners familiar with the work of Dąbrowski, who is usually associated with a more avant-garde Jazz activity, will be definitely surprised by his mellow contributions here, which are of course as delightful as everything else he ever did.

Rosenwinkel is not, in my opinion, the ideal addition to the sextet, as his playing is way more Fusion oriented and electric than the (mostly acoustic) music itself or the stylistics of the rest of the musicians and his long guitar synthesizer solos frankly sound a bit out of place, as much "attractive" as they are. But of course he is a very able instrumentalist. Overall this is an excellent album from start to finish, with strong compositions and exquisite performances, which should delight Jazz connoisseurs the world over.

sobota, 2 marca 2019

Hati & Zdzisław Piernik - Avant-Garde Out Of Poland (2018)

Hati & Zdzisław Piernik

Zdzisław Piernik - tuba, prepared tuba, percussion, objects
Rafał Iwański - gongs, cymbals, bells, bandair, bodhran, rattles, pipes, objects
Rafał Kołacki - gongs, bells, ocean drum, wooden block, rattles, flutes, pipes



Avant-Garde Out Of Poland 

REQUIEM 178/2018

By Maciej Krawiec

Współpraca toruńskiego duetu Hati z tubistą Zdzisławem Piernikiem mogłaby posłużyć za idealną egzemplifikację powiedzenia "ciągnie swój do swego". Z towarzyszącego płycie tekstu autorstwa Jana Błaszczaka dowiadujemy się, jaka była sekwencja zdarzeń, które doprowadziły do tego, że oto możemy trzymać w dłoniach ich album "Avant-Garde Out Of Poland". 

Otóż w 2014 roku, po solowym koncercie Piernika w warszawskim Mózgu Powszechnym, muzycy duetu Hati – czyli multiinstrumentaliści Rafał Iwański i Rafał Kołacki – zaprosili artystę, by wystąpił na organizowanym przez nich festiwal CoCart w Toruniu. W marcu 2017 roku zagrali razem na scenie w ramach cyklu "Awangarda na ucho", a parę miesięcy później zarejestrowali muzykę, która znalazła się na wydanej niedawno przez Requiem Records płycie. Nie mogłyby te zdarzenia nastąpić, gdyby nie wspólnota artystycznych dusz Hati i Piernika.

Dominują tu formy improwizowane, które zadziwiają konsekwencją budowania atmosfery oraz właśnie wspólnotowością tworzenia. "Avant-Garde Out Of Poland" to nie wynik spotkania egoistów, gdzie ważniejszy od kolektywnej pracy byłby na przykład krzyk, który mógłby uchodzić za wyraz bezkompromisowej szczerości. Jest wręcz przeciwnie: to bardzo spójna sekwencja utworów, w ramach których wszystkie głosy tak płynnie i logicznie się przenikają, jakby płynęły z jednego, złożonego instrumentu. Mam nadzieję, że to porównanie skutecznie obrazuje skalę zespołowości i wyczucia, którą Hati i Piernikowi udało się osiągnąć. Harmonia brzmień i osobliwych opowieści wydaje się być efektem wyćwiczenia i przygotowania, a przecież tak nie było!

Ich fascynująca muzyka to istna uczta dla wyobraźni, która kreuje najdziwniejsze obrazy i sytuacje. Trio tworzy ciekawe, panoramiczne łuny, pośród których eksplodują kolejne sonorystyczne zdarzenia. Pewne brzmienia przynależą do świata instrumentów, inne są niczym dźwięki z recyklingu, gdzie usterka i przypadek są akuszerami sztuki. Szkoda jedynie, że muzyka podzielona jest tu na kilkuminutowe jednostki, o wiele lepiej słuchałoby się jej bez przerw, które wybijają z kompletnego w niej zanurzenia. Chciałoby się bowiem w takim stanie pozostać nie na kilka, lecz przynajmniej na kilkadziesiąt minut.