Sunday, March 29, 2015

Mateusz Puławski Lunar Quartet - Half Moon Heart (2014)

Mateusz Puławski Lunar Quartet

Mateusz Puławski - guitar
Gideon Tazelaar - tenor saxophone
Hendrik Mueller - double bass
Stefan Franssen - drums
Esther van Hees - vocals, lyrics

Half Moon Heart (2014)


By Alek Jastrzębski

"Szczere, romantyczne ballady i ogniste kawałki zapakowane we współczesny jazz" – zachęca napis na tylnej części opakowania debiutanckiej płyty formacji młodego i utalentowanego gitarzysty jazzowego Mateusza Puławskiego. Nie są to czcze słowa, bo na "Half Moon Heart" znajdziemy to wszystko pod postacią siedmiu autorskich kompozycji, inspirowanych życiem muzyka. Ponadto na płycie znalazła się też interpretacja utworu Joe Zawinula – "Midnight Mood". 

Puławski, wyjaśniając koncepcję albumu, wspomina, że jako muzyk jazzowy zawsze trzymał się wymaganej konwencji czy stylu muzycznego. Natomiast w projekcie Mateusz Pulawski Lunar Quartet gitarzysta podąża za swoim wewnętrznym muzycznym głosem, odkładając zasady i konwencje na półkę z podręcznikami, i daje się ponieść muzyce, którą czuje. Nie uchyla się też przed wyjaśnieniem genezy nazwy zespołu, tłumacząc, że księżyc był zasadniczą częścią inspiracji, pod wpływem której zebrał muzyków i komponował.

I faktycznie już w otwierającym płytę "What Saturday Brings" prócz niczym nieskrępowanej wolności można doszukiwać się analogii z naturalnym satelitą Ziemi, który nieustannie tkwi wśród gwiazd, choć nie zawsze możemy go dostrzec. Tak jest też z formą tego utworu, którą w jednej chwili słychać wyraźnie, a za moment trudno ją odszukać w meandrach improwizacji. Nie jest to bynajmniej wadą, a ciekawym zabiegiem, dzięki któremu miałem wrażenie, że miejscami flirtujemy już z nurtem free, a w rzeczywistości wszystko było uporządkowane. Bardzo przypadł mi też do gustu początek utworu, w którym poszczególne instrumenty zdają się nieśmiało poznawać nawzajem, po czym wyruszają w improwizacyjną przygodę. Zawsze ceniłem umiejętność budowania historii muzyką instrumentalną i ta sztuka z pewnością udała się Puławskiemu. 


Jednak nie samymi instrumentami żyje człowiek i na krążku znalazło się też miejsce na wariant wokalny dwóch utworów: "19th Day of the Moon Cycle" i "The City of Lost Feeling and Betrayed Emotion". Szczególne wrażenie wywarł na mnie ten pierwszy ze względu na przepiękną melodię, której uroku dodaje subtelny i pozbawiony zbędnego efekciarstwa głos belgijskiej wokalistki Esther van Hees. W połączeniu z ciekawą harmonią, dobrym tekstem i jak zawsze wyważonymi partiami solowymi, otrzymaliśmy, moim zdaniem, perełkę. Według mnie jest to też najlepszym dowodem na to, że lider kwartetu jest nie tylko świetnym gitarzystą, ale i kompozytorem z interesującymi pomysłami.

Początkowo nieco zasmucił mnie fakt, że wspomniane wcześniej "19th Day of the Moon Cycle" i "The City of Lost (...)" występują w dwóch wersjach, bo chętniej usłyszałbym w tym miejscu dwa zupełnie nowe utwory. Jednak po kilku przesłuchaniach pożegnałem się ze smutkiem, bowiem poszczególne wersje różnią się od siebie na tyle, że słucha się ich bez niepokojącego déjà vu. Szkoda też, że wewnętrzna strona okładki zawiera jedynie tekst do "19th Day of the Moon Cycle". Być może ma to podkreślić wagę tego utworu, choć niewykluczone też, że słowa drugiej kompozycji zostały na ciemnej stronie Księżyca.

"Half Moon Heart" to bardzo dobra płyta, którą polecam przede wszystkim fanom gitary jazzowej, bo w partiach tego instrumentu dzieje się wiele ciekawych rzeczy – zarówno w solówkach, jak i grze akordowej. Miłośnicy instrumentalnego jazzu, którzy nie faworyzują specjalnie żadnego instrumentu, również powinni być usatysfakcjonowani, bo w ciągu tych 55. minut jazzowej przygody trudno o nudę. Utwory są zróżnicowane stylistycznie, dzięki czemu na krążku usłyszymy nie tylko ballady jak np. "Midnight Mood" i przepełnione smutkiem "How to Say Goodbye", z częściowo smyczkową partią kontrabasu, ale i bardziej żywiołowe kompozycje, jak porywające "And if I Return the Same Night". Na plus należy też zaliczyć fakt, że gitarzysta nie stroni od metrum trójdzielnego. Dodatkowo warto podkreślić, że "Half Moon Heart" jest płytą wymagającą poświęcenia jej całej uwagi. W przeciwnym razie możemy przegapić mnogość detali, które licznie przyzdabiają poszczególne utwory. Czasem chodzi o dogranie przez gitarzystę paru dodatkowych dźwięków pod linią wokalu, innym razem zaś o podbicie przez perkusistę frazy solisty. Różnica zdaje się być subtelna, ale gdy już ją poznamy, nagle okazuje się równie znacząca, jak między nocnym niebem, na którym widzimy jedynie Księżyc, a takim, na którym dostrzeżemy też gwiazdy. Warto posłuchać – nie tylko nocą.


Saturday, March 28, 2015

Piotr Wylezol - Improludes (2014)

Piotr Wyleżoł

Piotr Wyleżoł - piano

Improludes 

Hevhetia






By Maciej Nowotny

W języku angielskim istnieje wyrażenie "best of two worlds", które dość trudno przetłumaczyć na język polski. Wskazuje ono na ograniczenia, jakie w naszym myśleniu narzuca powszechny dla naszej europejskiej kultury dualizm. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale próbując zrozumieć świat instynktownie i podświadomie, sprowadzamy wszystko do prostych przeciwstawień: dobro i zło, ciało i umysł, duch i materia. Takie dualistyczne myślenie znajduje oczywiście swoje miejsce także w muzyce, a jednym z jego przejawów jest znane od wieków przeciwstawienie "sztuki starej", czyli klasyki, i "sztuki nowej", nazwijmy ją awangardą.

Granice tego, co klasyczne, a co awangardowe, przesuwają się oczywiście co pokolenie, raz młodzi są zwróceni bardziej ku przyszłości, innym razem odkrywają to, co zostało zapomniane, ale dynamika samego procesu jest niezmienna. Może dlatego, że przynosi on muzyce korzyść, sprawia, że aktualizuje ona swój język, zachowując atrakcyjność dla kolejnych generacji. I dlatego być może dość często bywa tak, że to, co najciekawsze pod względem artystycznym, rodzi się gdzieś na styku, zawierając to, co najlepsze z obu światów.

Jeśli ktoś szukałby przykładu dla opisanego wyżej fenomenu we współczesnej muzyce jazzowej, śmiało sięgnąć może po najnowszy krążek Piotra Wyleżoła. Rok 2014 przejdzie w naszym jazzie do historii jako rok wyśmienitych albumów nagranych solo, z których lwią część nagrali pianiści. Wymienić wystarczy chociażby "Mazurki" Marcina Maseckiego, "15 Studies For The Oberek" Piotra Orzechowskiego czy "Eleven Songs" Kuby Płużka. Powinno się się wśród nich znaleźć i "Improludes" Wyleżoła, jak sam tytuł wskazuje inspirowany tak tradycją klasyczną, choćby formą dobrze nam znanych szopenowskich preludiów, jak i duchem improwizacji, określających tożsamość współczesnej muzyki, w tym jazzowej.

Od lat śledzę karierę Piotra i niektóre z jego płyt należą do moich ulubionych w polskim jazzie w ogóle, jak choćby przedostatni jego album "For You", nagrany w duecie z kontrabasistą Adamem Kowalewskim, którym zwyczajnie po ludzku i szczerze mówiąc zachwyciłem się. "Improludes" także mnie nie rozczarowały, a za szczególnie cenne uważam, że Wyleżoł nikogo tak w Polsce, jak  i na świecie nie naśladuje, nie ulega przelotnym modom i trendom, lecz konsekwentnie gra swoją własną muzykę. Jego styl charakteryzuje wspaniały pianistyczny warsztat, wielka dbałość o brzmienie, o detal, a nadto elegancja, jasność i przejrzystość języka, którym się posługuje, sprawiająca, że gdy słucha się jego muzyki, człowiek ma to wyjątkowe wrażenie, że instrument nie stoi na przeszkodzie emocjom, które artysta chce przekazać swoim odbiorcom.

Zawieszona między tym, co dobrze znane z muzyki klasycznej, lecz na tyle własna, by zaskakiwać i brzmieć świeżo, muzyka "Improludes" nie jest ani klasyczna, ani awangardowa, ani trudna, ani banalna, ani odkrywcza, ani wtórna. Ma ona tę najważniejszą cechę dla naprawdę udanych wytworów artystycznych, że bez względu na to, czy się słuchaczowi propozycja przedstawiona przez artystę spodobała czy nie, to ma wrażenie, iż słuchając jej nie stracił czasu.


Friday, March 27, 2015

Lotto - Ask The Dust (2014)

Lotto

Łukasz Rychlicki - guitar
Mike Majkowski - double bass
Paweł Szpura - drums

Ask The Dust

Lado ABC C/21




By Dirk Blasejezak

When I received this record to review I didn’t know anything about Mike Majkowski (shame on me), this is even more surprising since he has been around in Berlin for a while and has chosen this as his second home, and he is of course often playing live here. Fortunately only a few days later I had the opportunity to see him play live – that evening with his Fabric Trio (together with the German saxophonist Frank Paul Schubert and Greek drummer Yorgos Dimitriadis, as well as two guest musicians) – and it was a great concert during which his ingenuity enormously impressed me.

While researching I noticed that he was also part of the great album "Nature Moves" by the Wacław Zimpel To Tu Orchestra. Incidentally there was also a second member of the trio involved: Paweł Szpura. Both also know each other from "Mikołaj Trzaska Gra Roze" (dating from 2013). Paweł Szpura is of course well known as he played on some of my favorite records by Hera and Cukunft. Only about Łukasz Rychlicki I know nothing to say. It seems he is not to be heard on many albums yet, but I very much hope that this will change soon. I'm generally not a very big fan of jazz guitar, but that's what I like about Łukasz Rychlicki: his playing doesn’t sound like one of those boringly strummed guitars, instead he plays a very rocking guitar, distorted and very variable.

The recordings for "Ask The Dusk" took place in August 2013, after the final mix a year later, a limited number of 300 vinyl copies were released in December 2014. A digital version can of course be downloaded from the bandcamp page of the band (see below). Naturally, in such a trio the guitar is the dominant instrument (or the piano in "Gremlin-prone"). And on a first listening of this album too, bass and drums remain in the background. However, it is worthwhile to listen to it more closely, because the two do much more than just accompany. Overall I would range in the sound somewhere between Suicide and Desert Rock, in the context of jazz, of course. An impression, the rhythm section strongly supports. The trio doesn’t produce "Walls of Sound", but instead a rhythmically sophisticated framework. It also reminds me a bit of Loskot’s “Sun”.

Maybe the strong emphasis on rhythm is also one of the weaknesses of the album (if you want to call it weakness), as unfortunately it lacks melodies – I’m not sure though if you would necessarily need melodies here, but every now and then the recognition value gets lost. Nevertheless, this record is a great example of the possibilities that can arise when open minds combine jazz and rock!

Wednesday, March 25, 2015

Wojciech Konikiewicz – Another Form Of Communication (1993)

Wojciech Konikiewicz

Wojciech Konikiewicz - piano
Zbigniew Wegehaupt - bass
Cezary Konrad - drums

Another Form Of Communication

ARTING



By Adam Baruch

This is a beautiful and sadly little known album by the Polish Jazz pianist/composer Wojciech Konikiewicz. The album presents six original compositions by Konikiewicz, performed on piano solo (the two opening tracks) and in a trio setting (the remaining four tracks, recorded live) with the wonderful late bassist Zbigniew Wegehaupt and drummer Cezary Konrad, recorded at the Warsaw Music University. The album was released first as an exquisitely packaged promotional gift by the prestigious Paris based communication and design firm Arting, which is today a highly sought-after collector's item, and which I was honored to receive from the Artist himself. Later on it was released commercially in Poland by Koch, but is of course completely gone from the market.

The album presents the gentle/lyrical side of Konikiewicz, who weaves beautifully melodic themes and improvises at length, slowly developing his ideas and exposing fragment after of his inner soul to the listener. The album completely lacks any attempts of flashy display of technique or self-centered showmanship, and is simply all about the music and its sound and feeling.

The trio tracks are a superb example of the classic piano trio format, with all three musicians listening to each other with obvious sympathy and respect. Personally I feel that these tracks are also some of the most beautiful pieces Wegehaupt ever recorded (and I know all of his work intimately), with fabulously crafted solos, full of finesse and emotion, being another added value of this project. He was definitely, in the words of Konikiewicz, a great poet of the bass.

In retrospect I can say that the fact that this music in unavailable to the Polish Jazz connoisseur is a crying shame. All those forgotten albums truly deserve a proper reissue, as they are beyond a shadow of a doubt, part of the Polish Jazz legacy, which deserves to be cherished and preserved. It today's "one minute attention span" world, pieces of art like this one are simply islands of sanity.

Tuesday, March 24, 2015

Yankel Band – W Lodzkiej Szkole Filmowej (2015)

Yankel Band

Piotr Przybył - violin
Krzysztof Kociszewski - guitar
Bogdan Grad - guitar
Maksymilian Pelczarski - accordion
Krzysztof Ścierański - bass
Thomas Celiz Sanchez - percussion

W Lodzkiej Szkole Filmowej

PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is a live recording by the Polish ensemble called Yankel Band, which hails from the town of Lodz and plays mostly original instrumental music. The ensemble is a quartet and comprises of violinist Piotr Przybył, guitarists Krzysztof Kociszewski and Bogdan Grad and accordionist Maksymilian Pelczarski. For the concert captured on this DVD the band was expanded to a sextet with the inclusion of the Polish Jazz bass legend Krzysztof Ścierański and Mexican (resident in Poland) percussionist Thomas Celiz Sanchez. The sextet performs five compositions, four of which are originals composed by Przybyl and Kociszewski (two each) and the remaining one is a Yiddish standard.

Contrary to the band's name, which suggests an association with Jewish Music and Culture, the ensemble presents an amalgam of Jazz and World-Music influences, mostly of Gypsy and other European folkloristic sources, but not connected to Jewish music per se. The inclusion of the Yiddish standard seems a bit out of place, as if used only to justify the band's name?

All the musicians involved in this project are highly professional players with extensive experience, and they manage to create an intimate almost acoustic ambience, cooperating with each other splendidly. The tunes receive expanded arrangements, stretched out to allow elaborate solo parts by all the participants. Many of these solos are truly excellent, musically coherent and even bordering on virtuosity. Scieranski is still in excellent shape and still leaves most other Polish electric bassist way behind.

However, the band fails to present a truly original voice overall, and sounds like numerous other ensembles playing similar material in Poland, not mentioning the World over. Nevertheless the concert is definitely worthy of the attention of fans of improvised melodic World Music, and should be enjoyed by most listeners.

As to the video component of this DVD, it is honestly rather unexciting. Watching six musicians standing in a circle and exchanging licks is as interesting visually as licking ice. Releasing this material in audio form would have been more than enough. But of course that is not my call… Enjoy!

Sunday, March 22, 2015

Kilka pomysłów rewolucyjnych reform krytyki jazzowej

Po co nam w dzisiejszych czasach krytyka jazzowa? Spójrzmy nareszcie prawdzie w oczy! Wydanie płyty jest dzisiaj kompletnie niedochodowym interesem, wymagającym od artystów, wytwórni i wszystkich zainteresowanych takiego hartu ducha, że krytykować jeszcze zawartość - choćby najgorszą szmirę - wydaje się po prostu zwykłą ludzką niewdzięcznością. Ponadto w chwili obecnej jazz jest tak kompletnie, całkowicie i totalnie ignorowany przez mass media, że dotarcie do słuchacza innego niż ten, który i tak już zna artystów osobiście, jak rodzina i znajomi, graniczy z cudem. W tej sytuacji najlżejsza nawet krytyka niweczy i tak niewielkie szanse na przebicie się z danym projektem do szerszej publiczności i wydaje się po prostu nie fair wobec tworzących w pocie czoła różne dzieła muzyków.

Dlatego wiedziony wrodzoną dobrocią serca, łagodnością obyczajów i współczuciem dla steranych twórczą męką artystów, postuluję wprowadzenie rewolucyjnych zmian w krytyce muzycznej, a w szczególności jazzowej, które - przynajmniej częściowo - wyrównają szanse w tej nierównej grze.

Po pierwsze, jeśli chodzi o recenzje pozytywne, pochwalne peany, hymny i panegiryki na cześć albumów, koncertów i personalnie muzyków, to mogą być one niczym nieuzasadnione, nieoparte na żadnych racjonalnych przesłankach, wzięte z powietrza i jeszcze do tego napisane na grafomańskim poziomie. Jeśli jednak komuś przyszłaby do głowy taka idea, aby choć małe słówko pisnąć w tonie krytycznym, to istnieje potrzeba wprowadzania ściśle określonych reguł i zasad. Uważam na przykład, że krytyki nie powinny uprawiać osoby młode. Powinniśmy uznać zasadę, że jedynie redaktorzy najbardziej doświadczeni, że tak powiem sprawdzeni w bojach, mogą sobie pozwolić na odrobinę mniejszy entuzjazm. I jeśli już koniecznie musi paść jakaś krytyczna uwaga, to powinna ona być uzasadniona in extenso muzykologicznie, z dołączonym zapisem nutowym, a najlepiej alternatywną lepszą koncepcją. Optymalne byłoby, aby tak zwany krytyk sam chwycił za instrument i zagrał daną rzecz lepiej, skoro uważa to za możliwe i wskazane. To byłby ostateczny argument, a prawdę mówiąc jedyny do przyjęcia przez większość muzyków, nieprawdaż?

Po drugie, skoro muzycy i wytwórnie inwestują czas i środki ryzykując nieraz byt swych rodzin, by wydać płytę lub zagrać trasę koncertową, to wydaje się nie fair, że beztroski krytyk nie ponosi absolutnie żadnej materialnej odpowiedzialności za swoje słowa. Dlatego proponuję, aby przed publikacją krytycznej recenzji autorzy byli zobowiązani deponować pewną, nawet niewielką sumę powiedzmy w ZAIKSIE (zapewniam Was, że nie odmówią). Kwota ta ulegałaby przepadkowi, gdyby okazało się, że krytyk się mylił, a dany album zostałby nagrodzony prestiżową nagrodą na przykład Grammy (to się już zresztą zdarzyło w tym kraju). Gdyby ktoś z Was miał zastrzeżenia co do tej metody i obawiał się, że podobne zasady mogą doprowadzić do zaniku krytyki muzycznej, to odpowiem, że wyjdzie to tylko krytykom na zdrowie. Jest bowiem tajemnicą poliszynela, że krytycy to z reguły nieumiarkowani palacze, pijacy i kobieciarze. Mniej pieniędzy w ich portfelu przełoży się zatem na poprawę ich stanu zdrowia, a także większą trwałość związków małżeńskich i za to powinni być nam wdzięczni!

Wreszcie po trzecie i moim zdaniem najważniejsze, jeśli gdzieś w mediach ma się pojawić krytyka, to dla zdrowej równowagi powinna jej automatycznie towarzyszyć krytyka krytyka! Bo jest coś głęboko niesprawiedliwego w tym, że krytyk może wyżywać swoje kompleksy pastwiąc się nad Bogu ducha winnymi artystami i ich dziełami, a pozostaje jakby poza zasięgiem amunicji, którą sam strzela. A ciekawym byłoby zobaczyć, jak taki bezczelnie pewny siebie krytyk wije się i cierpi, gdy to jego skrytykować. Nie powinno być to zbyt trudnym, bo umówmy się, że niemal wszyscy krytycy to po prostu niespełnieni muzycy, miernoty i beztalencia, którzy ponieważ nie mogli być muzykami, w desperacji chwycili za pióra. 

Podsumowując, pozwólcie mi stwierdzić, że wprowadzając te zasady uzdrowimy nie tylko kulejącą polską krytykę jazzową, ale przysłużymy się przede wszystkim słuchaczom. Otóż odtąd będą oni obcować wyłącznie z dziełami wybitnymi, nadzwyczajnymi i genialnymi. Dziwnym zbiegiem okoliczności co prawda ten zachwyt będzie ograniczony tylko do ściśle określonego terytorium między Odrą a Bugiem. Czy będziemy mogli wtedy spać spokojni o los jazzu w Polsce? Mnie prześladować będzie jeden koszmar: otóż pewnego dnia, jakiś dzieciak, jeszcze nieopierzony, źle wychowany, który jakimś cudem umknie naszej czujnej kurateli, spojrzy na to wszystko i wiecie jakie słowa wypowie? “Mamo, tato, przecież ten król jest nagi!!!”.

Saturday, March 21, 2015

Krzysztof Komeda – Krzysztof Komeda W Polskim Radiu Vol.04 – Sophia`s Tune (2014)

Krzysztof Komeda

Krzysztof Komeda - piano
Tomasz Stanko - trumpet
Michal Urbaniak - saxophone
Janusz Kozlowski - bass
Maciej Suzin - bass
Czeslaw Bartkowski - drums

Krzysztof Komeda W Polskim Radiu Vol.04 – Sophia`s Tune

POLSKIE RADIO 1864

By Adam Baruch

This is the fourth installment in a new series of albums launched by the Polish Radio, which presents radio recordings by the Godfather of Polish Jazz, pianist/composer/bandleader Krzysztof Komeda. Komeda is of course the most familiar name associated with Polish Jazz and his legacy is of crucial importance to Polish and European Jazz. Considering the fact that Komeda's studio recordings are relatively scarce, the radio recordings are in fact the main source of his recorded legacy, as they include among others the Jazz Jamboree festival appearances by Komeda and his various ensembles over the years.

Recorded in 1963 and 1964 during the sixth and seventh edition of the seminal Jazz Jamboree Festival in Warsaw, this collection showcases the legendary Komeda Quintet, which in many respects was the quintessential vehicle, which presented Komeda's music at its pinnacle. The quintet included, besides Komeda of course, trumpeter Tomasz Stanko, saxophonist Michal Urbaniak and drummer Czeslaw Bartkowski, who play on both dates, and bassist Maciej Suzin who plays on the 1963 date and Janusz Kozlowski who plays on the 1964 date. The album includes only five compositions, all originals by Komeda, which get an extended treatment which stretches around seventeen minutes for three of the tunes, twelve minutes for the fourth and six minutes for the tune which gives the album its titles, dedicated to Komeda's wife Zofia.

This is obviously some of the most important Jazz music recorded in Poland during the early days of modern Polish Jazz, but also some of the most important European Jazz, which was shaping out at the time as a new wave of independent thinking, based on American Jazz tradition, but expanding the known realm with new ideas and European legacy, melancholy, folklore and other prominent factors, which eventually were to create a completely new genre altogether. Komeda's outstanding ability to weave beautiful melodies, combined with the virtuosity of his quintet's members, reach unprecedented emotional and aesthetic levels, which to this day can hardly be matched.

This music is a cradle of modern European Jazz, ultra modern and even avant-garde at the time, which almost completely rebels against American mainstream Jazz, simply doing whatever feels right, in complete disregard of conventions and stylistic limitations. The tunes develop almost spontaneously, often from a riff or a chord sequence, which hints of the melodic theme, which is often developed later on and sometimes remains hidden behind the chord changes and is never actually stated in full. The rhythmic patterns change several times during each tune, often without warning. Such dramatically novel approach is amazingly bold even today, almost fifty years later.

Overall this is a collection of excellent Jazz music, superbly performed, which is an absolute delight to anybody who loves Jazz. It is a fundamental piece of every decent Polish Jazz record collection, especially in the case of the younger generation of listeners, which is just getting acquainted with the enormous legacy of Polish Jazz.

The recordings are splendidly restored and remastered and nicely packaged in an elegant digipak/slipcase. Dates, places and lineups are faithfully included and even personal liner notes by Polish Jazz critic Maciej Nowotny are present, but there is no in-depth background material about Komeda and his music, however considering the plentitude of published material and several excellent books on the subject, an intelligent listener can easily bridge the knowledge gap. The only small reservation one might have is the fact that these recordings have been already released many times, more or less legally on the somewhat untamed Polish music market, which means they is already owned by the serious Polish Jazz collectors, probably more than once.

Friday, March 20, 2015

Gorzycki & Dobie – Nothing (2015)

Gorzycki & Dobie

Rafał Gorzycki - drums
Jonathan Dobie - guitar

Nothing

REQUIEM 86/2015





By Dirk Blasejezak

Again a duo, and again a great one! It is indeed astounding how many good duos were coming from Poland in recent years. This time it’s a Polish/English duo with Rafał Gorzycki on drums and percussion as the Polish participant who is not only in Poland very well known and the likewise known Jonathan Dobie from Great Britain. Rafał Gorzycki made himself a name with projects like Sing Sing Penelope the Ecstacy Project, both with heavy influences on the Polish Jazz scene, while Jonathan Dobie already worked with familiar stars like Shoji Hano and Peter Brötzmann. 

With this album Rafał Gorzycki rounds up his trilogy of duo recordings, after issuing “Experimental Psychology” (with Sebastian Gruchot on violin) and “Therapy” (with Kamil Pater, who plays the guitar as well). The result of this third part is a duo of particular depth and warmth. 

The album starts like the opening of a board game, in “Full of…” both musicians position their pieces. Despite of the partly harsh changes the track is characterised by high mutual respect, both receive all the time they need to make their turn. After that it gets a little more relaxed, the front lines are clear – also for the listener – and both start playing together. Their play is in songs like “Ballad for Joanna” and “Sooper Looper” particularly melodic. 

All in all this is one of the specialties of this album: although it’s obviously free improvisation the whole recording feels very harmonic. And a track like “Call it anything” even get’s kind of like a blues. Here Jonathan Dobie plays out his strength – he cultivates an personal playing style and follows a clear concept, he showcases his very individual language that might as in this case even sound bluesy. And with a congenial partner like Rafał Gorzycki this adds to something very enjoyable!

And to round up the picture of the board game: At the end we have a draw, but one were not only both players win – but with them the listeners!

Thursday, March 19, 2015

Lion Vibrations – Lion Vibrations & Friends (2014)

Lion Vibrations

Jorgos Skolias - vocals
Piotr Baron - saxophone
Wojtek Mazolewski - bass

and others

Lion Vibrations & Friends

V 005


By Adam Baruch

This is a wonderful album by veteran Polish Reggae ensemble Lion Vibrations recorded with guests, which presents an ambitious and completely unique amalgam of Reggae and Jazz. The ensemble members, many of which are familiar names on the Polish Jazz scene as well, and their guests perform eleven songs, ten of which are Jazz standards, some of them with new lyrics in Polish, and one is an original song. Beautifully and cleverly arranged these songs preserve the Reggae rhythmic patterns, but become a synthesis of Jazz, Funk and Soul, which is very rarely heard anywhere else.

The list of participating guests includes some of the top Polish Jazz & Pop names, like vocalists Jorgos Skolias, Kamil Bednarek, Natalia Niemen and others, saxophonist Piotr Baron (his son and daughter in law are members of the ensemble) and bassist Wojtek Mazolewski. The album is full of fabulous instrumental solos and not too shabby vocals and altogether is a wonderful example of intelligent and sophisticated music that is also brilliant fun to listen to. Thanks to the excellent arrangements, the familiar standards sound completely natural in the Reggae setting, which is perhaps the album's greatest success.

Albums like these are great examples of the cross genre approach, which is able to achieve superb results and prove again and again that music knows no borders and talent and dedication are what matters. This album should be accessible to the majority of musical audiences, regardless of the age brackets and people who are able to open up to unusual ideas will have a great time listening to it. Excellent idea and perfect execution!

Legend Of Kazimierz – Seven Wonders (2013)

Legend Of Kazimierz

Mateusz Frankiewicz - bass
Paweł Iwan - accordion
Tomasz Pawlak - violin
Mateusz Chmiel - clarinet, flute
Tomasz Czaderski - percussion
Jacek Długosz - guitar

Seven Wonders



PRIVATE EDITION

By Adam Baruch

This is the debut album by young Polish Klezmer Jazz sextet Legend Of Kazimierz, which hails from Krakow, as do many other similar ensembles, and comprises of bassist Mateusz Frankiewicz, accordionist Paweł Iwan, violinist Tomasz Pawlak, clarinetist/flautist Mateusz Chmiel, percussionist Tomasz Czaderski and guitarist Jacek Długosz. A few other musicians participate as guests. The album presents eight tunes, three of which are originals composed by Frankiewicz and Chmiel, two are traditional Jewish melodies, and another two are traditional Bulgarian melodies and finally the last one is by Jerry Bock (the composer of the "Fiddler On The Roof" score).

To be perfectly clear the ensemble's music has very little, if anything at all, to do with Klezmer music. The fact that they use the name of the old Jewish quarter of Krakow (Kazimierz) as part of their name is definitely misleading. However, they show some influence of both Ashkenazi and Sephardic Jewish music, but also a lot of Balkan and Middle Eastern influences. So the whole Jewish / Klezmer "shpiel" is somewhat stretched, but entirely forgiven in view of the fact that they do play some excellent music. In fact they are one of the best Jazz-World Music Fusion bands active in Poland judging by the strength of this album.

All the tunes are splendidly arranged and the ensemble very skillfully utilizes the entire palette of instruments played by its members. The overall atmosphere of the music is "oriental", with mystical Middle Eastern reverberations of the flute and violin swinging like enchanted cobras, archetypal darbuka rolls and layers of accordion, which wrap the entire bazaar of sounds like round pita bread holding falafel balls. This music not only sounds oriental, but almost "smells" oriental, and would be perfect as a soundtrack of a movie which takes place in a Mediterranean port.

Of course these lads can play and the level of the performance is nothing short of amazing. But as ensembles go, it's not the individual stars that make the firmament and this ensemble sure knows how to put their collective skills together, to create a whole which is much stronger than the sum of its parts.

In short this is one ass-kicking Jazz-World Music Fusion album, which deserves to be heard by as many listeners around the globe as possible. I can hardly imagine anybody not liking this music, as it is as enchanting as a Gypsy queen, or a Flamenco dancer, or a belly dancer, or a snake charmer… pick one or all… Fans of World Music should not miss this one under no circumstances – you have been warned I say!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...