Saturday, November 22, 2014

Pole – Radom (2014)

Pole

Michał Górczyński - clarinets, flute
Piotr Zabrodzki - guitar, bass, synth, EMS synthi
Jan Emil Młynarski - drums, percussion, monomachine

Radom



KILOGRAM 029

By Michał Pudło

Piotr Zabrodzki ma w tym roku fantastyczną passę. Pochód sukcesów wydawniczych rozpoczyna się w kwietniu, kiedy to nakładem ForTune Records ukazuje się jazzowy album „Spoon” zespołu Second Exit, na którym możemy usłyszeć Zabrodzkiego w roli niekonwencjonalnego pianisty i basisty. Mniej więcej miesiąc później na półki sklepowe trafia drugi pełnometrażowy album formacji The Kurws. Całości dopełnia czerwcowy debiut składu Pole. I podczas gdy dwa pierwsze z wymienionych zaistniały już w świadomości słuchaczy (sympatyków jazzu oraz sympatyków gitar) jako dokonania szczególnie godne uwagi, „Radom” wciąż stanowi „gorący towar”, który zasługuje na pięć minut w świetle jupiterów.

Pole to wspólny projekt Zabrodzkiego, Jana Emila Młynarskiego i Michała Górczyńskiego. Swoista odskocznia od ich wcześniejszych/ważniejszych projektów, tak przynajmniej się zapowiadało. Po tym jednak, co słyszę na debiucie, ustawiam kompletnie inną optykę. Mógłby zostać oczkiem w głowie trójki muzyków, ponieważ przemycili tu zadziwiająco wiele z poprzednich projektów, takich jak Cukunft, Baaba czy Profesjonalizm – z zachowaniem odpowiednich proporcji. Pojawia się natomiast pytanie: czy ryzykowny miks nie powinien spowodować kompletnego chaosu i pogubienia?

Debiut Pola brzmi niekonwencjonalnie z prostego względu: trudno wskazać jeden określony nurt, będący kamieniem węgielnym tej muzyki. Niby to improwizowany jazz, a jednak na tyle niepokorny i frywolny jednocześnie, że nie wpisuje się ani w typowe free-jazzowe awantury, ani w surową non-idiomatyczną estetykę, ani nawet w miksturę acid-jazzu. Wcale nie chcę sprzedawać w tym momencie gadki „tak bardzo eklektyczne = wybitne”, a jedynie wyrazić tę prostą obserwację, że niesztampowy sposób gry zespołu zwyczajnie może intrygować. Spośród trójki muzyków jedynie inspiracja Michała Górczyńskiego wydaje się czytelna – będzie to nowy żydowski jazz w kluczu dokonań zespołu Cukunft (którego zresztą Górczyński jest członkiem). Solówki klarnecisty przesiąknięte są „chasydzkim” duchem, słychać to dobitnie zwłaszcza w kawałkach „Radom” czy „Bi Ba”. Z kolei rozbrajająco nieokreślone okazują się wyczyny Młynarskiego, który dosłownie szaleje na perkusji, z utworu na utwór proponując zupełnie inny zestaw timbre’ów i wariacji na temat rytmu. 

Wizja muzyki Pola doskonale skupia się w pierwszym tracku – „Kieniewicz” – gdzie sekcja rytmiczna wkracza w wir (nie wiem, w jaki sposób Zabrodzki uzyskuje swoje charakterystyczne, „geometryczne” brzmienie gitary basowej, ale dawno nie słyszałem tak pociągająco kanciastych dołów), podczas gdy klarnet wygłasza laudację na temat nadwiślańskich ziem. Są też „Godzinki”, z Górczyńskim rozwijającym tym razem smętne liźnięcia, Młynarskim zataczającym się w zgiełku własnych perkusjonaliów i Zabrodzkim wznoszącym półprzytomne toasty; wszyscy są jakby zalani. Godzinki mijają, lecz trzeźwość nie powraca. Tak właśnie brzmi „Radom”, którego nazwę różni od słowa „random” tylko jedna litera. Ale jednak różni! I ta różnica czyni z zespołu Pole niemałe objawienie.

video

Friday, November 21, 2014

Krzysztof Komeda Trzciński – Krzysztof Komeda W Polskim Radiu Vol.01 – Nagrania Pierwsze 1952-1960 (2014)

Krzysztof Komeda

Krzysztof Komeda - piano

with various groups

Krzysztof Komeda W Polskim Radiu Vol.01 – Nagrania Pierwsze 1952-1960

POLSKIE RADIO 1861


By Adam Baruch

This is the first installment in a new series of albums launched by the Polish Radio, which presents radio recordings by the Godfather of Polish Jazz, pianist / composer / bandleader Krzysztof Komeda. Komeda is of course the most familiar name associated with Polish Jazz and his legacy is of crucial importance to Polish and European Jazz. Considering the fact that Komeda's studio recordings are relatively scarce, the radio recordings are in fact the main source of his recorded legacy, as they include among others the Jazz Jamboree festival appearances by Komeda and his various ensembles over the years.

As the title of this volume suggests, it collects sixteen tracks of the early recordings by Komeda, fourteen of which present him as a bandleader of his groups that vary from a trio to a sextet format. Two additional tracks showcase him as a member of the legendary Melomani group. All these tracks are Jazz standards except for only one original composition co-credited to Komeda and Jan Ptaszyn Wroblewski, another Polish Jazz legendary figure. As a result the music on this album is all about Komeda the pianist, rather than his traditional role of a composer first and performer later and shows his development as a piano player.

The musicians that were the band members of these ensembles led by Komeda are the first, pioneering generation of post-WWII Polish Jazz players, most of which disappeared from the scene to be replaced by the second, then very young generation, that was about to revolutionize Polish Jazz completely by the mid 1960s. These pioneers include the Melomani members: saxophonist Jerzy Matuszkiewicz, trumpeter Andrzej Wojciechowski, bassist Witold Kujawski (died 2011) and drummer Witold Sobocinski. Also worth mentioning are bassist Jozef Stolarz (died 2011) and drummer Jan Zylber (died 1997). The only know names on the Polish Jazz scene appearing on this album and still active today are the a.m. Wroblewski and vibraphonist / composer Jerzy Milian.

Overall this album, although important from obvious historic reasons, does not reflect the "true" Komeda genius, which was about to blossom slightly later, when Komeda started to write his own fabulous music and formed his new ensembles with the top new players of the day.

The recordings are splendidly restored and remastered and nicely packaged in an elegant digipak / slipcase. Dates, places and lineups are faithfully included and even personal liner notes by young Polish Jazz critics are present, but there is no in-depth background material about Komeda and his music, however considering the plentitude of published material and several excellent books on the subject, an intelligent listener can easily bridge the knowledge gap. The only small reservation one might have is the fact that these recordings have been already released many times, more or less legally on the somewhat untamed Polish music market, which means they is already owned by the serious Polish Jazz collectors, probably more than once.

Thursday, November 20, 2014

Waclaw Zimpel To Tu Orchestra - Nature Moves (2014)

Wacław Zimpel To Tu Orchestra

Wacław Zimpel - A, Bb & alto clarinets
Paweł Postaremczak - tenor & soprano saxophones
Dominik Strycharski - alto & tenor flutes
Jacek Kita - upright piano
Maciej Cierliński - hurdy-gurdy
Wojtek Traczyk - double bass
Mike Majkowski - double bass
Paweł Szpura - drums
Hubert Zemler - drums, metallophone

Nature Moves

FOR TUNE 0036

By Dirk Blasejezak

A small orchestra actually appears as a logical next step for Wacław Zimpel. For me he is one of the outstanding artists in Poland as I have already written in my review on "Stone Fog". And although that last one was a pleasure to listen to, it still did not completely convince me - but that's totally different here. I would describe "Nature Moves" as his masterpiece so far! Surely some fans of his projects like Hera or Undivided will not agree as here many traditional elements of (Free) Jazz are missing - or not so obvious. Instead, the whole album is more of a consistent composition whose title seems to fit quite perfectly. Therefore traditional jazz fans should be careful: It takes a lot of openness to approach this piece of work. In many parts it is more a reminiscence to minimalists such as Steve Reich or Terry Riley than to the american jazz tradition. But it seems as if those borders are at the moment extended very much, especially in contemporary Polish jazz. As an example the recently released album by Trzy Tony ("Efekt Księżyca", Requiem Records) might be cited. Personally, I like these transgressions very much.

As a listener you can expect long repetitive passages, just as known from minimalism. Impressive is the incredibly harmonious sound of the To To Orchestra though. Most of the musicians already know each other from previous projects, but nonetheless this harmony is an evidence of the huge dedication to the work. The backbone of the orchestra are the musicians of Hera (Paweł Postaremczak, Maciej Cierliński, Paweł Szpura and of course Wacław Zimpel). Wojtek Traczyk is known from his solo work but also through his bass playing in "The Light" - another project with Wacław Zimpel. Added to this is Jacek Kita, the pianist of one my favorite bands: Levity; and Dominik Strycharski, who just recently convinced with his play on Pulsarus. Hubert Zemler played in a variety of projects in the last years in which some of the here assembled musicians were involved too. Solely Mike Majkowski I only know from one collaboration with Mikołaj Trzaska ... But what's indeed amazing is that on these recordings Wacław Zimpel actually managed to combine those nine musicians into a uniform orchestral body to create a wonderful work of incredible harmony. That's also the reason why it's so difficult to tell something about the individual musicians - everyone seems to blend seamlessly into the collective.

For the impatient jazz fans I recommend track 3 ("Dry Landscape"), and the closing "Where The Prairie Meets The Mountains." Both pieces offer more traditional jazz elements than the other tracks on this album, while still not falling out of the line. For all other listeners I would absolutely recommend to listen to this album quietly in its entirety. The quietness is especially important. If you listen to this record on the side it might appear monotonous. The subtle nuances during the development of the individual pieces will become apparent only with due attention. But if you pay the attention it deserves to this album, you will be rewarded with a truly special listening experience.

There is one last thing I would like to say: I have deliberately avoided a comparison with "Alaman" as the approach is a completely different one here. I still mention it though, to point out that this is yet another outstanding example of a great intercourse with the "Big Band" that has become slightly dusty in recent decades. It’s in particular the differences between these two wonderful recordings that show what is possible with this ensemble! And even though I’m aware that it requires not only outstanding musicians and orchestra leaders, but that it's also a huge logistical challenge, I sincerely hope that more will dare follow this path!

Wednesday, November 19, 2014

Fletcher/Brice/Jozwiak – Nick Of Time (2014)

Fletcher/Brice/Jóźwiak

Mike Fletcher - alto saxophone, flute
Olie Brice - bass
Tymoteusz Jóźwiak - drums

Nick Of Time

SLAM 295



By Adam Baruch

This is the debut album by British Jazz trio consisting of saxophonist/flautist Mike Fletcher, bassist Olie Brice and Polish (residing in UK) drummer Tymoteusz Jóźwiak. The album presents six original pieces, all co-composed by the three trio members. Jozwiak arrived in UK to study with the legendary British Jazz drummer Tony Levin, now sadly departed, and stayed on. He met Fletcher and Brice in 2013 and they struck an immediate rapport as musical partners, which led to this recording.

The music is a typical Free Jazz/Improvised Music setting, which presents three individual musicians trying to find a common ground and cooperate sonically in order to create an expression, which is a sum of their individual inputs. Judging by the result they definitely both enjoyed this meeting and managed to produce some excellent music together. Although obviously improvised, the music includes enough melodic contents to keep listeners from beyond the strict avant-garde scene receptive to this music. Fletcher's playing is remarkably mellow and non aggressive and both Brice and Jozwiak engage with the front soloist constantly and yet manage to remain at least partly in the background, which saves the music from becoming cacophonous. Obviously Fletcher draws most of the listener's attention, but his playing without the support of his two cohorts would have been most probably much less impressive.

Brice builds up a respected position among the Improvised Music community members in the last few years, appearing on several very strong recording dates, like the trio with Polish saxophonist clarinetist Mikolaj Trzaska called "Inem Gortn", which should be most interesting to people listening to this album. He is surely a player worth watching in the years to come, following his impressive start-up achievements. Jozwiak is relatively anonymous as of now, but judging by his performances herein, we'll definitely hear more about him in years to come.

Overall this is an interesting and aesthetically pleasing debut presenting ambitious music, which is definitely worth hearing. The album was released on the small independent label called Slam Records, which was founded and is operated by British baritone saxophonist George Haslam, and which in the last 25 years released some of the most fascinating avant-garde music recorded on the British Isles.

video

Tuesday, November 18, 2014

Małe Instrumenty - Kartacz (2014)

Małe Instrumenty

Paweł Romańczuk
Marcin Ożóg
Tomasz Orszulak
Jędrek Kuziela
Maciej Bączyk

Kartacz

BR ES 13


By Bartosz Nowicki

Małe Instrumenty, projekt dowodzony przez Pawła Romańczuka, przyzwyczaiły nas do wyszukanej formy swoich wydawnictw, w których oprócz pasjonującej muzyki znalazła się zarówno katarynka, jak i poradnik "Samoróbka" dla domorosłych konstruktorów instrumentów muzycznych. W przypadku "Kartacza" nie otrzymujemy w bonusie dodatkowych fantów, ale nie ma to większego znaczenia, gdyż zawartość dźwiękowa albumu jest na tyle bogata i wielowątkowa, że sama w zupełności wystarczy, aby zaskarbić sobie ciekawość słuchacza. Trzy z pozoru odmienne wątki podejmuje w zaledwie siedmiu kompozycjach Paweł Romańczuk, jednak wszystkie zainspirowane są polską kulturą lat 60-tych i 70-tych. "Kartacz" finalnie okazuje się być hołdem oddanym złotym czasom polskiej muzyki eksperymentalnej oraz - w mniejszym stopniu - rodzimej kinematografii.

Pierwsza część "Kartacza" poświęcona jest pamięci legendarnego Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Płytę otwiera wierna interpretacja pierwszego polskiego utworu elektronicznego, którym jest "Etiuda na jedno uderzenie w talerz" Włodzimierza Kotońskiego - współpracownika studia, wybitnego eksperymentatora i kompozytora muzyki współczesnej. "Etiuda" jest również pierwszym polskim utworem na taśmę. Dzięki zabiegom edytorskim Kotoński uruchomił całe uniwersum dźwięków, którego źródłem stało się tylko jedno, jedyne uderzenie pałeczką w talerz. Preparacja tego jednego dźwięku ukazała nieskończone wręcz możliwości edycji ograniczonej tylko wyobraźnią twórcy. Rozciąganie, skracanie, powielanie, sklejanie, szatkowanie, filtrowanie i inne pomysłowe modyfikacje zaowocowały kompozycją, w której słuchacz odnosi wrażenie, jakby każdy z dźwięków został użyty jednorazowo. "Etiuda" to wertykalna impresja, gdzie żaden z dźwięków nie stanowi dominanty. Ten demokratyczny dźwiękowy dialog, muzyczny metajęzyk Małe Instrumenty rekonstruują w skali 1:1, wykorzystując w tym celu fircykowatą maszynerię wymyślnych i wymyślonych instrumentów. W rzeczy samej Romańczuk nie odtwarza metody taśmowej Kotońskiego, a jedynie sam rezultat jego działań.

Również dwa kolejne utwory na płycie to osobliwy hołd dla muzyki taśmowej i elektroakustycznej. Idea muzyki konkretnej zostaje zaprezentowana naiwnymi (w sensie art brut) brzmieniami zabawek i dźwiękoprzedmiotów oraz szlachetnym akcentem instrumentów akustycznych. Postawione na równi w hierarchii muzycznej odgłosy zgodnie z założeniami celebrują dźwięk sam w sobie, jego wybrzmiewanie i oddziaływanie na całość kompozycji oraz na wrażliwość słuchacza.

Centralne miejsce na albumie zajmuje tytułowy "Kartacz", który oddziela głównych patronów tego wydawnictwa. Kartacz to broń jaką posługiwano się w trakcie zbrojnych konfliktów między XVI a XIX wiekiem. To specyficzny pocisk artyleryjski wypełniony kulistymi, ołowianymi nabojami, o szerokim polu rażenia. Specyfika jego działania została zilustrowana przez Romańczuka w sposób niezwykle obrazowy - poprzez delikatny stukot deszczu metalicznych kropelek, które w rzeczywistości powstały wskutek dynamicznych, choć subtelnych postukiwań pałeczkami o struny w wysokich rejestrach. Pomimo militarystycznej konwencji reżyseria i realizacja Małych Instrumentów pozbawiona jest grozy i ciężaru. To raczej surrealistyczna i żartobliwa impresja dodatkowo wzbogacona o dialogi wycięte z polskich filmów z lat 60-tych i 70-tych. Błyskotliwa kompozycja filmowych cytatów układa się w zabawne słuchowisko poświęcone strzelaniu, w którym rozpoznać można głosy całej plejady gwiazd polskiego kina "z wojną w tle", m.in.: Cybulskiego, Mikulskiego, Pieczki, Kociniaka, czy Czechowicza.

Nad trzecią częścią "Kartacza" unosi się natomiast duch Tomasza Sikorskiego, pierwszego polskiego minimalisty, twórcy niezrozumianego i odrzucanego przez jemu współczesnych, odkrytego dopiero po jego śmierci. On również miał swój epizod w ramach Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. W interpretacji twórczości Sikorskiego charakterystyczne dla Małych Instrumentów fircykowate instrumentacje i pourywane dźwięki zostają zastąpione rozległymi plamami dronów, które pochodzą z samoróbkowej harfy z metalowymi strunami, zestawu strojonych kielichów i syntezatora Synthi AKS. Kompozycje zostają wyciszone i przybierają kontemplacyjny charakter.

Skonfrontowanie specyficznej ekspresji Małych Instrumentów z awangardowymi ideami lat 60-tych okazało się zabiegiem niezwykle świeżym i oryginalnym. To ekscytujące spotkanie dwóch wykluczonych z głównego nurtu świadomości muzycznej estetyk. Tak jak kiedyś wizjonerskie realizacje awangardzistów były niezrozumiałe i niechętnie przyswajane jako pogwałcenie klasycznych wzorców myślenia o muzyce, tak obecnie estetyki "toy music" nie traktuje się z powagą, często trywializując jej ekspresję. Jednak próba odświeżenia idei muzyki elektroakustycznej czy minimalizmu - jak ma to miejsce na"Kartaczu" - ma obopólne zalety. Z jednej strony nobilituje estetykę "zabawkowej muzyki", z drugiej zaś do awangardowych, akademickich idei wnosi trochę dystansu, nie polegającego jednak na banalizowaniu czy infantylizacji dyskursu, bo paradoksalnie "zabawkowe interpretacje" Małych Instrumentów realizują jego założenia o otwarciu na wszechobecny dźwięk bez względu na jego proweniencje.

Polish Jazz Mixtape Vol. 3 czyli DJ WtymSęk tnie i skleja!!!



W trzeciej części Polish Jazz Mixtape, tym razem przygotowanej przez didżeja WtymSęka, potężna dawka funkowego saksofonu na jazzowym beatcie.

Zanim jednak czołówka polskiej sceny jazzowej wydmucha ze swych tenorów, altów i sopranów skoczne melodie, zapanuje dezorientacja zgotowana przez Extra Ball. Liryczny ton sopranowej rury Andrzeja Olejniczaka na tle potulnych jak baranek klawiszy Władysława Sandeckiego sugeruje odmienny typ rozrywki, tej stonowanej, nastawionej na nocne słuchanie do poduszki. I tylko przez moment, w chwili kulminacyjnej kolektywnej gry zespołu, rosnącego poziomu natężenia dźwięku, udaje się dostrzec, że pierwsze sześć minut to tylko zasłona dymna, która opada z upływem kolejnych.

Funku przybywa, a jego pierwszym zaklinaczem jest Zbigniew Namysłowski w kompozycji „Load Off Mind”. Nagrania saksofonisty z pierwszej połowy lat 70. podnosiły poprzeczkę na jazzowym podwórku aż do chmur, tym większe zaskoczenie wywołuje selekcja WtymSęka oparta nie na kamieniach milowych polskiej jazzkografii, lecz nagraniach występujących w komisach z winylami rzadziej. Do tego typu nagrań należą m.in. Wild Minds Marka Surzyna, Soundcheck Włodka Gułgowskiego czy Workoholic String Connection. Odchodząc na moment od zaprogramowanego układu miksu, warto zwrócić uwagę na tytułowe nagranie grupy wymienionej jako ostatnia, gdyż to cudowny przykład łagodnego jazz-funku (na saksofonie ponownie Andrzej Olejniczak) przypominające dokonania Boba Jamesa dla Creeda Taylora.

Po chwili spędzonej panem Gułgowskim, jesteśmy z powrotem na szlaku polskiego saksofonowego jazz-funku dzięki Januszowi Muniakowi. WtymSęk wybrał pochodzące z dwóch światów „Rozmyślanie na Sopranie”. Nagranie z albumu Placebo zawiera tyle samo prostych, wpadających w ucho dźwięków co skomplikowanych, ekwilibrystycznych popisów umiejętności pana Muniaka wspartych ekspansywną grą na klawiszach Wojciecha Puszka.

W trakcie słuchania Vol. 3 ucieka istotna sprawa techniczna, otóż nasz Mistrz Didżejskej Ceremonii WtymSęk sięgnął do źródeł, czyli płyt winylowych. Wysokie umiejętności sztuki operowania dwoma gramofonami, mikserem i tonami płyt, pozwoliły mu zmontować podcast bez bajerów, delay'ów i innych popularnych efektów. Czysta muzyka z nośnika analogowego, wprawdzie zapisana w formacie cyfrowym, lecz dusza pozostała nietknięta. Brawo!

Kompozycja Janusza Muniaka stopniowo sygnalizuje zmiany w obrębie funku. Do skomplikowania formy dochodzi przy „Suita Trzy Tysiące” Krzysztofa Sadowskiego & His Group. Z dwudziestominutowej kompozycji, w miksie usłyszymy dwu i pół minutowy wycinek free jazzowej solówki saksofonisty Veselina Nikolova. Suita gładko przechodzi w „Alustrę”. Sekcja rytmiczna, którą tworzą Czesław Bartkowski, Witold Szczurek oraz Sławomir Kulpowicz, daje niecodzienny dla jazzu uprawianego w tej strefie klimatycznej latin-jazzowy groove. Ciekawe połączenie kilku stylów jazzowych w jeden, którego wspólnym mianownikiem jest Tomasz Stańko, to również jedyny przykład użycia trąbki w miksie WtymSęka.

Free jazzowy tryptyk liderujących instrumentów zamyka Tomasz Szukalski. Podobnie jak w przypadku solowych partii panów Stańki i Nikolova, którzy swą grę prowadzili na funkowym tle sekcji rytmicznej, tak i tu, w kompozycji „Double-B” polskiej super grupy Time Killers (Karolak/Szukalski/Bartkowski) rytmiczne tło utrzymane w popularnym w latach 80. stylu fusion, stanowi doskonałą przestrzeń dla barwnej gry Szakala.

Tak sobie myślę, że łatwo stracić zęby za zlekceważenie bielszego odcienia jazz-funku w wykonaniu Polaków. W tej materii posiadamy wysokie kompetencje oraz kompozytorów pojmujących jazz (w tamtych czasach) globalnie. Mowa tu przede wszystkim o Janie Ptaszynie Wróblewskim, którego nie mogło zabraknąć w trzecim woluminie Polish Jazz Mixtape. Jego „Dlaczego Małpa” to pierwszy z brzegu przykład w twórczości saksofonisty jakich nie mało, nie tylko postrzeganej przez pryzmat solowej kariery, ale jako wybitnego kompozytora polskiej muzyki rozrywkowej w ogóle! Może w przyszłości któryś z zaproszonych didżejów do projektu Polish Jazz Mixtape odda hołd ciepłej i słonecznej stronie twórczości ikony polskiego jazzu?

JMS (soul-jazz.pl)

Monday, November 17, 2014

Bartosz Dworak Quartet – Live At Radio Katowice (2014)

Bartosz Dworak Quartet

Bartosz Dworak - violin
Piotr Matusik - piano
Jakub Dworak - bass
Szymon Madej - drums

Live At Radio Katowice

PRK 0130



By Adam Baruch

This is the debut album by young Polish Jazz violinist Bartosz Dworak recorded live with his quartet which also includes pianist Piotr Matusik, bassist Jakub Dworak and drummer Szymon Madej. They perform six compositions, two of which are original compositions by Bartosz Dworak, one is by Piotr Matusik, two are by Polish Jazz composers Slawomir Kulpowicz and Zbigniew Seifert and the remaining one is by Joey Calderazzo.

Bartosz Dworak is the winner of the 1st International Zbigniew Seifert Jazz Violin Competition, which took place in Poland in 2014 and is considered as one of the top young Polish Jazz violinists who continue the glorious legacy of Jazz violin in Poland established by such luminaries as Michal Urbaniak, Zbigniew Seifert, Krzesimir Debski, Adam Baldych and others.

From the very first notes of this record it is pretty obvious that Dworak is a Polish violinist, as he has the same unmistakable "Polish sound" that characterizes his predecessors and other contemporary Jazz violinist in the country. In his case this specific sound, which floats somewhere between Slavic folksy fiddle and virtuosic lyricism is clearly identifiable. And of course there is the individualism and the virtuosity, which are obviously in their early stages but already clearly noticeable.

From the strength of the two original compositions it is immediately apparent that Dworak should concentrate on playing his own material. His interpretations of the compositions by other musicians are less impressive, except that of his band mate Piotr Matusik. The entire quartet plays smoothly and dynamically, with the rhythm section supporting the two soloists with taste and elegance. Matusik is one hell of a player and steals a significant part of the show in his favor, deserving every bit of it. I'm waiting anxiously to hear his first solo album.

Considering that this is a debut recording one can simply envy these young musicians their talents and obvious musicality. Hopefully Dworak will develop his skills as a composer and engage in more ambitious / challenging adventures when his career takes off, which will inevitably happen. In the meantime this is definitely a most impressive calling card.

Sunday, November 16, 2014

Ted Novak Trio – Rural Crisis (2014)

Ted Novak Trio

Ted Novak - guitar
Krzysztof Pacan - bass
Paweł Dobrowolski - drums

Rural Crisis

PRIVATE EDITION




By Adam Baruch

This is the debut album by Polish guitarist Ted Novak, recorded with a trio which also includes Polish Jazz veterans: bassist Krzysztof Pacan and drummer Pawel Dobrowolski. The album presents eight compositions, seven of which are Novak originals and the remaining one is a Miles Davis tune. The music was recorded at the excellent Studio Tokarnia with Jan Smoczynski presiding, as usual, at the console. This is the first heavily electric production that comes to my attention recorded at Studio Tokarnia, which usually excels at acoustic music, and once again I must raise my hat to Mr. Smoczynski for his incredible skills as a sound magician.

From the first note heard on this album the listener is exposed to an unfamiliar electric guitar sound, which is pretty original and surprising. After many decades, where the music scene was under complete guitar domination, one is sure that everything that is possible to do with a guitar was already done, but apparently the surprises never cease to pop up. However after a couple of tunes the guitar tone and sound effects get absorbed by our brain and we get back to a quite familiar world of heavy Fusion, which although has some improvisational elements, is much closer to Rock than to Jazz, especially rhythmically.

Guitar pyrotechnics are unfortunately a very perilous and slippery ground; how much of it is sheer genius and how much is just a show off and boring repetitious doodling? It's for the listener to decide in every specific case, and those opinions will probably vary quite a bit. Personally I must say that I have heard all of this before, after all I was lucky to hear Jimmy Hendrix, Mahavishnu Orchestra and all other significant guitar players in person and at their prime. But does it mean that this album has no merit at all? Not at all, I'm quite sure that many guitar aficionados will absolutely love the distorted, echoing guitar screams to bits. Combined with the unusual sound, superb rhythm section and excellent sound quality, this album is actually a lot of fun.

But the album has its drawbacks: with just slightly over half an hour of music it is hardly a full CD and should really be treated as an EP, especially if someone is going to buy it (if that happens at all any more). The Fusion listeners might find it too Rocky and the Rock listeners might find it too complicated. Life is a bitch…I'm already waiting for the next adventure!

video

Saturday, November 15, 2014

Jesienna kochanka

Jej oczy rozbłysły jak dwa niebieskie topazy, gdy pojawiła się w głębi alejki Parku Saskiego od strony ulicy Marszałkowskiej. Brązowe włosy targał wiatr, wplatając w nie złote i purpurowe liście opadające z pochylających się nad ścieżką klonów i kasztanowców. Szła ku mnie chmurna, pełna gniewu i chłodu, lecz fascynująca: moja jesienna kochanka. “Jak masz na imię?” zapytałem. “Trio” - odpowiedziała.

Zawładnęła moim sercem, gdyż przypomniała mi jak to jest dać się porwać emocjom, które by je odczuć nie potrzebują krzyczeć i epatować ekstrawertyzmem. Zjawiła się wieczorem, gdy słońce zawisło nad horyzontem, w kieliszku perlił się szampan, a wygodna kanapa kołysała mnie w swoich ramionach. Czegoś jednak brakowało! Czegoś, co szum wiatru, lot spadających liści, odgłos kroków ukochanej osoby ułoży w jeden wzór i nada mu harmonię. 


I wtedy pojawiło się trio Billa Evansa ze Scottem LaFaro i Paulem Motianem. Równie blisko mu było do rozbuchanego nowojorskiego bopu, co do postromantyzmu Rachmaninowa, Skriabina czy Ravela, tworząc coś, czego w muzyce jazzowej jeszcze nie było i dając początek dynastii królów jazzowego trio, która z wszystkich jazzowych arystokracji ma być może najlepszy rodowód! Zatem patrząc w przepełnione bluesem oczy mojej kochanki, przypominałem sobie wszystkie nasze spotkania: od “Portrait In Jazz” począwszy, a potem niezliczone inne, w tym tak namiętne jak te z trio Keitha Jarretta  czy Brada Mehldaua. Było na tych płytach wszystko: wielkie indywidualności, nadzwyczajny poziom wykonania, jednocześnie nowatorstwo i kontynuacja wielkich tradycji sięgających Chopina i Lista, wspaniałe kompozycje i swoboda improwizacji otwierająca nieznane dotąd perspektywy. 


Naprawdę z muzyką jest jak z kobietami, bo jeśli wpadniemy w ich objęcia, pragnienie potęguje się im bardziej próbujemy je zaspokoić. Stąd kolejne nasze spotkania tylko zaostrzały mój apetyt: trio Oscara Petersona, Ahmada Jamala, Herbiego Hancocka, Chicka Corea, Kenny Wernera, Freda Herscha, The Bad Plus czy liczne i wyśmienite skandynawskie trio, wśród nich niezrównane E.S.T. To właśnie nimi inspirowały się dwa najlepsze polskie trio - Marcina Wasilewskiego i RGG (Raminiak, Garbowski, Gradziuk), którego debiutancka płyta nosiła tytuł po prostu “Scandinavia”. 


Przez ponad dekadę ich płyty należały do najbardziej przez mnie oczekiwanych w polskim jazzie. To chyba Marek Dusza nazwał je słusznie “dumą polskiego jazzu”, a szczególnie istotne było to, że takie krążki jak na przykład nagrany przez RGG w 2007 roku “Unfinished Story” poświęcony legendarnemu pianiście Mieczysławowi Koszowi wprawiały w zgodny zachwyt nie tylko krytyków, lecz także publiczność. “Sunrise” z tej płyty polecam każdemu, kto nie wierzy w cuda! Przekona się wtedy, że opisujące rzeczywistość wymiary nie wystarczą, by oddać to, co dzieje się w naszych sercach, gdy dociera do nich tworzona w natchnieniu muzyka.


Minęły lata, mamy rok 2014 i spotykamy się znowu. Na koncercie RGG z muzyką z nowej płyty “Aura”, w której nie ma śladu… RGG jakie znałem (zmienił się nawet pianista, gdyż Przemysława Raminiaka zastąpił młody Łukasz Ojdana) i którego granie bardziej teraz przypomina eksperymenty na słuchaczu znane z Warszawskiej Jesieni. Trio Marcina Wasilewskiego z kolei w niezmienionym składzie z Michałem Miśkiewiczem i Sławomirem Kurkiewiczem nagrało w krótkim odstępie dwa krążki dla ECM, jeden z Jacobem Youngiem, a drugi autorski z Joakimem Mildnerem, które są równie słodziutkie co pozbawione koncepcji. 

“Co się z Tobą dzieje, Trio?” - zapytałem z pretensją - “kiedyś tak bliska, stałaś mi się teraz obca. Mówisz do mnie językiem, którego nie rozumiem albo wydajesz się banalna i przewidywalna, jakbyśmy byli starym małżeństwem." “A może to Ty się zmieniłeś?” - odpowiedziała na to, wyprostowała się, poprawiła szalik, który szarpał nieprzyjemny jesienny wiatr i odeszła na zawsze, pozostawiając trudną do zapełnienia pustkę w moim sercu. 

Autor: Maciej Nowotny

Friday, November 14, 2014

Pianohooligan - 15 Studies For The Oberek - premiera 25.11.2014


"15 Studies for the Oberek", czyli 15 Studiów nad Oberkiem, to drugi album solowy Piotra Orzechowskiego "Pianoohooligana", sygnowany logotypem słynnej londyńskiej wytwórni Decca Classics, będący zbiorem muzycznych rozważań artysty poświęconych tej formie polskiego tańca. Tytułowe Studia to krótkie szkice muzyczne dedykowane konkretnym cechom Oberka, przywołujące na myśl fortepianową miniaturę. 15 utworów zawartych na krążku stanowi próbę odnalezienia uniwersalnych właściwości muzyki ludowej, jak również ich konfrontacji z językiem muzyki współczesnej. 

Materiał obejmuje pięć zagadnień tematycznych, na które składają się po trzy Studia. Artysta, zadając sobie pytania o źródło improwizacji, rejestruje proces wnikania do wnętrza tańca, uwypuklając i opisując takie jego elementy jak rytm, melodia czy harmonia. Otrzymujemy dzięki temu materiał niezwykle barwny, napięciowo zróżnicowany, z wieloma zaskakującymi zwrotami akcji, którego nadrzędnym celem jest odnalezienie i zrozumienie istoty tytułowego Oberka. 

Koncert premierowy albumu "15 Studies for the Oberek" odbędzie się w piątek, 28 listopada w Małopolskim Ogrodzie Sztuki w Krakowie. Partnerami projektu są: Program 2 Polskiego Radia oraz Narodowy Instytut Audiowizualny.

Piotr Orzechowski - lider kwartetu jazzowego High Definition, z którym wygrał kilka międzynarodowych konkursów, m.in. Jazz Hoeilaart w Belgii (2011), a także zaprosił do współpracy giganta jazzowej trąbki Randy’ego Breckera, której owocem były dwie trasy koncertowe – po Polsce (2012) i krajach Zatoki Perskiej (2013). Ma na swoim koncie trzy albumy: płytę solową z aranżacjami i utworami inspirowanymi twórczością Krzysztofa Pendereckiego pt. "Experiment: Penderecki" (Decca Classics/Universal Music Polska, 2012), wydany z High Definition Quartet krążek pt. "Hopasa" ze swoimi kompozycjami (EmArcy Records/Universal Music Polska, 2013), oraz nagrany wraz z Marcinem Maseckim z towarzyszeniem Capelli Cracoviensis album pt. "Bach Rewrite" (Decca Classics/Universal Music Polska, 2013). 

Laureat tzw. Oskara Jazzowego „Grand Prix Jazz Melomani” w kategorii „Nadzieja Melomanów” (2013), czy tytułu „Nadzieja Polskiego Jazzu” magazynu Jazz Forum (2014), otrzymał nominacje do najważniejszych polskich nagród: „Koryfeusz Muzyki Polskiej” (2012), „Gwarancje Kultury” TVP Kultura (2013), „Fryderyk” (2013, 2014). Współpracował z tak wybitnymi osobowościami świata muzyki ,jak m.in.: Philip Glass, Krzysztof Penderecki, Adrian Utley z Portishead, Randy Brecker, Victor Mendoza, Carlos Zíngaro, Skalpel, Adam Bałdych, czy Vladislav "Adzik" Sendecki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...