Saturday, May 21, 2022

Paweł Palcowski Quintet - Influences (2022)

Paweł Palcowski Quintet

Paweł Palcowski - trąbka, flugelhorn
Jarosław Bothur - saksofon tenorowy
Kajetan Borowski - fortepian, wurlitzer
Maciej Kitajewski - kontrabas, gitara basowa
Arek Skolik - perkusja

Influences (2022)

Wydawca: SJ Records 060

Tekst: Szymon Stępnik

Współczesny jazz kojarzony jest przede wszystkim z awangardą oraz próbą redefiniowania powszechnie znanych rozwiązań. Chęć robienia czegoś oryginalnego, przesłania często feeling powstałej muzyki, gdzie forma wielokrotnie przewyższa treść. Paweł Palcowski jest trębaczem oraz byłym wykładowcą Wydziału Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach. Album “Influences” jest drugą autorską płytą tego artysty, której kompozycje stanowią zresztą przedmiot rozprawy doktorskiej pod tytułem “Różnorodne oblicza jazzu akustycznego w kontekście muzyki XXI wieku”. I taka jest właśnie ta płyta - hołdem oddanym przeszłości, gdzie świat nie zna innej muzyki poza bebopem i hardbopem.

Przyznam szczerze, że sam fakt, iż przypadła mi do omówienia płyta będąca przedmiotem dzieła naukowego, jest dla mnie doświadczeniem nieco krępującym. Nie czuję się bowiem kompetentnym, aby stawać się recenzentem pracy doktorskiej, znanego i cenionego zresztą pracownika naukowego. Dość wspomnieć, że sam Wynton Marsalis był pod wrażeniem umiejętności Pawła Palcowskiego. Nic zresztą dziwnego - obaj muzycy zdają się mieć podobny styl oraz romantyczne uwielbienie do jazzowej klasyki, którą reinterpretują na nowo, mocno jednak trzymając się korzeni.

Bo właśnie taka płyta jest - totalnie celebrująca tradycję, niewiele jednak dodając nowoczesności. Sama nazwa jednak zdaje się sugerować trop interpretacyjny - artysta opowiada o tym, co na niego wpłynęło. Kompozycje są przewidywalne, schematyczne. Brakuje w nich szaleństwa oraz próby przełamania archetypów, którymi album wprost epatuje. Paradoksalnie utwór tytułowy “Influences” dzięki swojemu nieco funkowemu rytmowi, zdaje się być bardziej osadzony we współczesności, choć jest to wyjątek od reguły. Cały krążek brzmi trochę jakby był jakimś zaginionym (choć fantastycznym) albumem The Jazz Messengers sprzed lat, nagranym jeden do jednego przez współczesnych muzyków.

Ze względu na swoje braki w wykształceniu muzycznym, nie jestem w stanie rozpoznać wszystkich niuansów i nawiązań, które lider chciał przekazać swoim słuchaczom. Odnieść można wrażenie, że każdy dźwięk jest nieprzypadkowy, a frazy nawiązują do jakichś konkretnych nurtów jazzowych. Wielka szkoda, że w fizycznym wydaniu nie ma opisów przedmiotowych utworów, ich analizy lub stojącego za nimi procesu twórczego, co mogłyby nieco rozszerzyć wiedzę słuchaczy o pomysłach autora.

Kompozycje są wolne, a także nieco smooth jazzowe w swoim odbiorze ze względu na przystępność oraz niesamowitą klarowność kompozycji. Słucha się ich z niezwykłą przyjemnością. Na pierwszy rzut oka ich prostota zdawać się może nieco zaskakująca, aczkolwiek po kilkukrotnym przesłuchaniu, docenić można wręcz perfekcyjne rozwiązania harmonijne w konwersujących ze sobą trąbce i saksofonie. Szczególnie słyszymy to w utworze “Infuences” oraz “Jointly”, gdzie jeden instrument zdaje się komentować poczynania drugiego. Brzmi to naprawdę bardzo efektownie.

“Influences” nie jest płytą indywidualnych popisów muzycznych. Momentami, co prawda, zachwyca trąbką samego Pawła Palcowskiego, w której usłyszeć można echa wczesnego Milesa Davisa z ery Kind of Blue i jazzu modalnego. W każdym razie, to nie genialnymi solówkami ta płyta stoi, lecz strukturami kompozycyjnymi, które odwołują się do przeszłości. Jedyne co mogę jej zarzucić, to brak jakiejś głębszej polemiki z klasyką. Szkoda, że muzyk o tak wybitnej wiedzy nie pokusił się tutaj o nieco więcej komentarza w próbie redefiniowania i współczesnego podejścia do korzeni jazzu. Ta płyta jest jedynie (lub aż) laurką wystawioną bebopowi oraz hardbopowi. Z drugiej strony, nawet najbardziej znamienici jazzmani czasem idą również i tą stroną, jak choćby wspomniany Wynton Marsalis. Nie ma oczywiście w takim podejściu nic złego - takie płyty również są przecież potrzebne.

Wypada również wspomnieć o sekcji rytmicznej, która znakomicie “czuje swing”. Swoboda gry Kajetana Borowskiego (bo fortepian tu głównie za rytm odpowiada) i Arka Skolika wręcz onieśmiela swoim perfekcjonizmem. Brakuje bowiem zbędnego popisywania się, a przejścia wraz z akcentami rozłożone są bardzo naturalnie. Owszem, to znów zasługa samych kompozycji, ale ich kunszt byłby wręcz niedoceniany, gdyby nie Ci znamienici instrumentaliści. Szkoda tylko, że odpowiedzialny za bas Maciej Kitajewski jest lekko schowany z tyłu…

I oto właśnie krążek “Influences” w całej okazałości. Hołd złożony przeszłości, praca naukowa, która analizuje i znakomicie oddaje ducha minionych lat. Jej klarowność w przekazie pozwala zrozumieć charakterystyczne elementy niektórych podgatunków jazzowych nawet takim laikom, których wiedza teoretyczna nie należy do największych. Owszem, brak tu jakiejś polemiki lub komentarza od samego lidera Pawła Palcowskiego. Tak jednak była koncepcja tego nagrania, więc trudno stawiać w tym miejscu jakieś zarzuty. Sam z pewnością będę jeszcze wracał do tych kompozycji. Kompozycji, które w sposób bezpretensjonalny, uczciwy i znakomicie wykonany przeniosą słuchacza do innej epoki….

Thursday, May 19, 2022

Indeks - Jacek Bednarek (2021)

Jacek Bednarek

Jacek Bednarek - kompozycje oraz wszystkie instrumenty

Indeks - (2021, nagrana najprawdopodobniej w 1977 roku)

Wydawca: GAD Records

Tekst: Szymon Stępnik


Uważam, że bardzo trudno mówić o muzyce filmowej. Stoję na stanowisku, że istnieje jedynie w pewnym filmowym kontekście, a docenić ją można jedynie znając i mając na uwadze dzieło, dla którego została skomponowana. Owszem, istnieją kompozytorzy, których soundtracki bronią się same z siebie, jak choćby genialny Ennio Morricone, czy John Williams, ale nawet wśród nich zdarzały się nieco słabsze dokonania. Nie ma oczywiście w tym nic złego - to nie dźwięki grają w filmie pierwsze skrzypce, a jedynie ilustrują jego akcję, podkreślając panujące w nim emocje. Jeżeli jest inaczej, kompozytor popełnia błąd, ponieważ muzyka przestaje spełniać swoją funkcję. Dlatego też ścieżkę dźwiękową do filmu “Indeks” autorstwa Jacka Bednarka nie sposób oceniać bez znajomości samego filmu, dla którego została skomponowana.

“Indeks” jest pracą dyplomową Janusza Kijowskiego i odpowiedzialnego za zdjęcia Krzysztofa Wyszyńskiego. Józef Moneta (grany przez znakomitego Krzysztofa Zaleskiego) jest jednym z najlepszych studentów pewnego kierunku humanistycznego na roku. Ze względu na pewne sprzeczki oraz nieporozumienia z dziekanem na uczelni, główny bohater rzuca studia i zatrudnia się jako pracownik fizyczny, szukając jednocześnie swojego miejsca w życiu. “Indeks” to bardzo realny obraz polskiej inteligencji tamtych lat, mocno zagubionej, szukającej swojego miejsca w życiu. Co ciekawe, pomimo tego, że akcja dzieje się w latach słusznie minionych, poruszane w nim tematy są aktualne do dziś i wielu znajdzie w wydarzeniach z historii życia Józefa Monety coś ze swojego życia. Film jest nieco chaotyczny, operując przede wszystkim na zbiorze dość luźno powiązanych obrazów z życia protagonisty. Taki chaos jest też obecny w muzyce Jacka Bednarka.

Pomimo mało skomplikowanej struktury, utwory bywają mocno nieprzewidywalne w doborze harmonii i dźwięku. Z drugiej strony, wiele jest jednak uproszczeń, pewnych umownych schematów, które są powtarzane i niewiele rozwijane. Gdyby był to zwyczajny album, zapewne można byłoby uznać to za jego wadę. Jako ścieżka dźwiękowa do filmu - sprawdza się zaś znakomicie. Dzięki takiej przystępności pięknie koresponduje z pokazywanymi na ekranie wydarzeniami. Nie jest to bowiem trudna do grania muzyka, gdzie rytmy są jednostajne, choć może trochę zbyt mało wyrafinowane, szczególnie w przypadku sekcji perkusyjnej.

Album wyróżnia się prostotą, ale w żadnym wypadku prostackością. Każdy utwór jest inny i ma swoje miejsce w szeregu. Istnieje jednakże pewna cecha wspólna, która wyróżnia to nagranie spośród innych soundtracków - dialog klawesynu z kontrabasem. Sam Jacek Bednarek był przecież kontrabasistą, co zresztą mocno słychać. O ile większość instrumentów gra tutaj wspomniane proste, mało wyrafinowane kompozycje, to właśnie w sferze basu słychać o wiele więcej improwizacji, szaleństwa oraz zaskoczenia. Czasami można wręcz odnieść wrażenie, że pozostałe instrumenty jedynie robią tło dla różnych popisów artysty.

Na wszystkich instrumentach grał właśnie jej kompozytor. Słychać, że jest to swoisty one-man-show. Niestety, klarownym jest, że takiej biegłości nie posiada w stosunku do innych akcesoriów. Być może jego użycie kontrabasu jest na tyle świetne, że po prostu tak mocno kontrastuje z innymi dźwiękami z tej płyty.

Choć czołówka nie zapada jakoś mocno w pamięć i przypomina bardziej wstęp do typowego serialu telewizyjnego, dalsze utwory zdecydowanie wybijają się ponad przeciętność. Szczególne wrażenie zrobił na mnie Węgloblok, gdzie bas tworzy jednocześnie rytm i melodię. Gdzieniegdzie odzywa się też mocno preparowany dźwięk fortepianu, dziwne pociągnięcia smyczkiem po strunie, co tworzy przerażające wrażenie (ma to pewnie coś wspólnego z wydarzeniami przedstawionymi w filmie, gdzie na węglobloku zmarł młody chłopak).

Podsumowując, “Indeks” jest ścieżką dźwiękową do filmu ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie broni się dobrze jako samodzielny album, ale sprawdza jako tło wydarzeń przedstawionych w obrazie Janusza Kijowskiego. Słuchając albumu bez znajomości dzieła dla którego został stworzony, można dojść do wnioski, że jest to muzyka przeciętna i pozbawiona inspiracji. Po seansie, utwory Jacka Bednarka zyskują nowe oblicze, sprawiając o wiele więcej przyjemności w słuchaniu. To znakomita płyta, aczkolwiek należy ją poznawać wtórnie - po zaliczeniu pierwszego seansu filmowego.

Tuesday, May 17, 2022

Winicjusz Chróst - Promienie dźwięku (2021)

Winicjusz Chróst

Promienie dźwięku (2021)

Wydawca: GAD Records

Tekst: Mateusz Chorążewicz



Winicjusz Chróst to jeden z najważniejszych polskich muzyków lat 70-tych i 80-tych XX wieku, który za życia nie doczekał się swojej autorskiej, solowej płyty. Album "Promienie dźwięku", który swoją premierę miał w listopadzie 2021 to w istocie antologia nagrań artysty.

Na całość składa się dwanaście zremasterowanych utworów z archiwum Polskiego Radia z okresu lat 1983 – 1987. Poza Winicjuszem Chróstem na gitarze i syntezatorze usłyszymy tu także takich artystów jak Adam Lewandowski (perkusja), Jerzy Bartz (perkusjonalia), Zbigniew Wegehaupt (kontrabas), Janusz Skowron (fortepian), Joanna Morska (wokal), Ewa Bem (wokal), Izabela Zając (wokal), Czesław Bartkowski (perkusja), czy Janusz Smyk (saksofon tenorowy). Od takiego składu należy oczekiwać samych najlepszych rzeczy i taki też materiał otrzymujemy.

Wszystkie kompozycje zachowane są w stylistyce fusion, która w tamtym okresie właściwie królowała na szeroko rozumianej polskiej scenie jazzowej. Wiele brzmień, zastosowanych harmonii, czy form kompozycyjnych od razu przywodzi na myśl takie zespoły jak choćby Weather Report. Muzyka jest silnie inspirowana amerykańską szkołą fusion i jako taką należy ją traktować.

Co zwróciło moją szczególną uwagę to fakt, że całość brzmi w sposób bardzo spójny, pomimo sporego rozstrzału czasowego nagrań. Nie mówię już nawet o charakterze muzyki, ale również o różnorodności środowiska nagraniowego. Osoby odpowiedzialne za przygotowanie zremasterowanych wersji wykonały tu kawał naprawdę dobrej roboty.

Dnia 28.03.2022 przypada druga rocznica śmierci Winicjusza Chrósta. Uważam, że album Promienie dźwięku to wspaniały hołd dla całej kariery muzyka, który nie doczekał swojej solowej płyty. Oczywiście muzyka sama w sobie nie jest w żaden sposób przełomowa. Nie wywróci ona do góry nogami naszego postrzegania muzyki fusion czy nawet dotychczasowej wiedzy o twórczości Winicjusza Chrósta, ale przez nie o to w tym przypadku chodzi. Dzięki tej płycie otrzymujemy świetnej jakości materiał muzyczny niejako dokumentujący dokonania artysty i utrwalający pamięć o nim.

Specjalne podziękowania należą się córce Winicjusza, Aleksandrze Chróst, która trzyma pieczę nad twórczością ojca i dzięki której album taki jak ten ujrzał światło dzienne.



Saturday, May 14, 2022

Oleś Brothers & Strycharski - Koptycus (2022)

Oleś Brothers & Strycharski 

Bartłomiej Oleś – perkusja, instrumenty perkusyjne
Marcin Oleś – kontrabas
Dominik Strycharski – flety, elektronika

Koptycus

Wydawnictwo: Audiocave

Tekst: Jędrek Janicki

Co łączy braci Oleś i Dominika Strycharskiego z legendami sceny stonerowo-metalowej? Pytanie z gatunku efekciarskich, lecz okazuje się, że odpowiedź na nie może być interesująca! Charyzmatyczny basista i wokalista Al Cisneros na początku lat dziewięćdziesiątych założył zespół, którego twórczość w moim prywatnym rankingu ustępuje tylko dorobkowi Milesa (niech mu będzie). Chodzi oczywiście o mityczny już prawie doomowy zespół Sleep. Nawalanie w przesterowany bas koledze Cisnerosowi jednak trochę się znudziło i wraz ze swoim kolegą Chrisem Hakiusem (ten to znowu perkusista Sleep) założyli efemeryczny zespół Om, który bogato sięga po tradycję muzyki mistyczno-filozoficzno-religijnej z przeróżnych zakątków świata. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że twórczość wspomnianych Sleep, Om oraz dźwięki zawarte na płycie Koptycus nagranej przez trio Oleś/Oleś/Strycharski są sobie tak bardzo bliskie…

Płyta Koptycus to tak naprawdę wspólny projekt czterech osób. Za warstwę muzyczną odpowiadają dobrze znani miłośnikom polskiej muzyki jazzowej Marcin Oleś (kontrabas), Bartłomiej Oleś (perkusja) oraz Dominik Strycharski (flet, elektronika). Pomysłodawcą całego przedsięwzięcia jest jednak Miron Zajfert – siła napędowa festiwalu Muzyka Wiary Muzyka Pokoju. To właśnie Zajfert zaproponował muzykom by swoim czujnym artystycznym uchem przyjrzeli się (może bardziej – przysłuchali) muzyce Koptów. Koptowie to jedna z najstarszych grup etniczno-religijnych, zamieszkująca tereny obecnego Egiptu, Etiopii oraz Erytrei. Szczególnie intrygująca jest muzyka, którą tworzą ci wyznawcy chrześcijaństwa – ogniskują się w niej wpływy przedchrześcijańskie, greckie, czy żydowskie.

Płytę tę rozpatrywać można więc tak naprawdę z co najmniej dwóch perspektyw. Jedna to ta kulturoznawcza, która pokazuje jak ciekawie w uwspółcześnionym anturażu wybrzmieć może muzyka bliżej nieznana w naszym kręgu cywilizacyjnym. Fascynujące zdanie, jak ulał pasujące do folderowego bełkotu jakiegoś niezbyt wysublimowanego biura turystycznego. Drugi poziom to warstwa estetyczna. I tutaj zaczynają się, proszę państwa, dziać rzeczy wielkie i zdumiewające. Okazuje się nagle, że ta pełna skupienia i zadumy muzyka, służąca pierwotnie pewnej religijnej refleksji, jest po prostu hipnotyzująca. Co więcej, by ją poczuć nie potrzeba kompletnie żadnego kontekstu! Niesie ona w sobie jakiś tak pierwotny i naturalny vibe, że wsłuchanie się w te dźwięki jest swego rodzaju zespoleniem z jakąś cząstką nas, która rzecz jasna nie musi przybierać wcale religijnej formy. To muzyka kojąca, lecz nie w taki prostacki i głupawy sposób, że oto mamy przyjemną melodyjkę i pogodny tekst, które pozwalają nam się uśmiechnąć przez chwilkę i potupać nogą do taktu. Zapomnijcie, to zupełnie nie to. Koptycus sięga do tego nerwu świata, w którym spokój miesza się z niepokojem, a radość ze smutkiem czy nawet cierpieniem. Trio, niczym wytrwali jońscy filozofowie przyrody, poszukuje jakiejś praprzyczyny, czy może prareguły rządzącej całym naszym uniwersum i w muzyczny sposób próbuje ją przedstawić. Powiecie, że to próba z góry skazana na niepowodzenie – być może tak, lecz sam proces poszukiwania może się okazać sensem tego wszystkiego…

Możliwe również, że tego mitycznego wręcz sensu nigdzie nie znajdziemy. To też nie jest powód do większych zmartwień, wszak wtedy Koptycusa słuchać możemy w zupełnie inny sposób. Zatopienie się w tych dźwiękach pozwoli nam na kompletne odcięcie się od bodźców otaczającej nas rzeczywistości. To pewny sposób na osiągnięcie stanu pełnej gotowości i czujności umysłu, którego nie zaprzątają medialne pierdoły czy inne tego typu wymysły. Jednym słowem, jak zgrabnie ujął to zespół Niechęć na swojej ostatniej płycie – unsubscribe. Tak czy inaczej, niezależnie jaką wartość mistyczną (a może zupełnie ją pominiecie) przypiszecie płycie Koptycus, to jestem pewien, że otworzy ona przed wami świat, którego w muzyce mogliście nie znać. No chyba, że pasjami wcześniej słuchaliście Sleep czy Om – tu właśnie fani jazzu z metalowcami uścisną sobie dłonie (dobrze, że już „po pandemii”, przynajmniej tyle wolno)…


Friday, May 13, 2022

IX edycja warsztatów MUZYCZNE MOSTKI w Skarżysku-Kamiennej



Zapraszamy na IX edycję warsztatów MUZYCZNE MOSTKI, która odbędzie się w dniach 18-23 lipca 2022r. w Wiejskim Domu Kultury w Mostkach oraz Miejskim Centrum Kultury w Skarżysku-Kamiennej.

Warsztaty w tym roku jeszcze dłuższe!

Przez 6 dni pracy, będzie uczyć wspaniała kadra pedagogiczna:

Wokal- Patrycja Zarychta, dr Sandra Jakubowiak

Instrumenty klawiszowe/produkcja muzyczne - Grzegorz Rdzak

Perkusja - Gniewomir Tomczyk

Gitara basowa - Piotr Żaczek

Akompaniament - Kamil Barański


NOWOŚĆ!
Podczas warsztatów będzie można dowiedzieć się "Jak pracować w studio" oraz "Jak stworzyć domowe studio".

Koncert finałowy ponownie odbędzie się w MCK w Skarżysku-Kamiennej w dniu 23 lipca 2022r. o godz. 20.00.

Szczegóły warsztatów:

https://www.facebook.com/events/1113772349423911

KOSZT: 700* zł (przy zapisie do 30.04.2022), 750 zł (przy zapisie od 1.05.2022)

*cena obowiązuje uczestników poprzednich edycji

Zapisy prosimy kierować przez formularz na stronie: www.muzycznemostki.weebly.com

lub poprzez maila: muzycznemostki@gmail.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...