Wednesday, July 27, 2022

Michał Kiełbasa, Aleksander Papierz - Movements (2022)

Michał Kiełbasa, Aleksander Papierz

Michał Kiełbasa - synths, lyra8
Aleksander Papierz - saxophone, fx

Movements (2022)

Wydawca: Antenna Non Grata

Tekst: Maciej Nowotny

Jeśli chodzi o muzykę eksperymentalną, odjechaną, nie-z-tej-ziemi to stolicą Polski jest - i mówię to z przykrością jako zasadniczo warszawiak (acz z Wrocławia) - Kraków. Krakowiacy (bo nie Górale) mają jakąś niewytłumaczlną predylekcję to wyginania muzycznej materii na wszelkie możliwe sposoby i wiele można by dowodów na ten stan rzeczy rzedstawić. A jednym z nich i to bynajmniej nie najsłabszym byłaby biografia krakowskiego saksofonisty Aleksandra Papierza. Warto prześledzić projekty,  w których brał udział na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat i które recenzowaliśmy na blogu Polish Jazz: Nucleon, Cuefx czy Pulsarus. Wszystkie oryginalne, charakteryzujące się nieortodoksyjnym podejściem do użycia szczególnie elektronicznie generowanych dźwięków, nie podobne do niczego, kontrowersyjne, lecz jednocześnie charyzmatyczne. Kiedy więc usłyszełm, żę tworzy on duet z Michałem Kiełbasą, znanym muzykiem grającym heavy metal (Whalesong, Useless i inne) to pomyślałem, że jest szansa na najbardziej odjechany album miesiąca! I... odsłuch materiału bynajmniej mnie nie rozczarował. Muzyka okazała się różnorodna, wyrafinowana, brzmiąca indywidualnie, łączaca wiele różnych wpływów, w tym metalowy, industrialny, eksperymentalny czy free jazzowy. Miałem wrażenie, że była to podróż w kierunku, którego jeszcze nie znałem, opowieść, której kod warty jest rozszyfrowania, klucz do nastrojów, które na co dzień leżą nietknięte i trzeba czegoś niezwykłego - jak ta muzyka - by nareszcie mogły dojść do głosu. Warte grzechu!


Saturday, July 23, 2022

Thomas Hass, Thomas Blachman, Artur Tuznik, Thomas Fonnesbæk – The Shortlist (2022)

Thomas Hass, Thomas Blachman, Artur Tuznik, Thomas Fonnesbæk

Thomas Hass - saksofon tenorowy
Thomas Blachman - perkusja
homas Fonnesbæk - kontrabas
Artur Tuznik - fortepian

Wydawca: Gateway Music

The Shortlist (2022)

Tekst: Jędrek Janicki

Płyta The Shortlist to efekt duńsko-polskiego połączenia sił, które za swój artystyczny cel postawiło sobie uporanie się ponadczasowymi kompozycjami Wayne’a Shortera. Kwartet, który współtworzą saksofonista Thomas Hass, perkusista Thomas Blachman, kontrabasista Thomas Fonnesbæk oraz pianista Artur Tuźnik stara się uchwycić ten nieco nonszalancki (oczywiście w pozytywnym znaczeniu) i niezwykle swobodny wymiar twórczości mistrza Wayne’a. Luz w graniu, który raz po raz prezentują wszyscy czterej muzycy może zachwycić, lecz tak naprawdę o sile The Shortlist stanowi niezwykłe wręcz zaangażowanie muzyków, które pozwoliło na wytworzenie pewnego efemerycznego flow tak charakterystycznego dla jazzu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Choć żaden element tej płyty nie jest oryginalny i odkrywczy, to całość wybrzmiewa jednak zaskakująco świeżo. Cóż, jak się okazuje nawet sprawdzony i dobrze znany schemat, gdy zagrany jest z pasją, po prostu nigdy się nie starzeje. A Water Babies w interpretacji tego właśnie zespołu to prawdziwa jazzowa petarda!

 

Thursday, July 21, 2022

Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble - Kagel, Donatoni, Szymański, Muntendorf, Peszat, Eizirik (2022)

Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble

Jakub Gucik - cello
Krzysztof Guńka - saxopohone
Wiktor Krzak - bassoon
Barbara Mglej - violin
Małgorzata Mikulska - flute
Mateusz Rusowicz - trumpet
Tomasz Sowa - clarinet
Aleksander Wnuk - percussion
Paulina Woś - violin
Martyna Zakrzewska - piano

Kagel, Donatoni, Szymański, Muntendorf, Peszat, Eizirik (2022)

Wydawca: Dux

Tekst: Maciej Nowotny

Stare jazzowe koty jak ja muszą się pogodzić z taką oto rzeczywistością, że dla młodego pokolenia granice między gatunkami muzycznymi stały się płynne, a właściwie lepiej powiedzieć, że w wielu przypadkach przestały odgrywać jakąkolwiek rolę. Dlatego dostając dzisiaj płytę do rąk nie sposób dokładnie rozstrzygnąć gdzie w katalogu powinna się ona znaleźć: czy w dziale muzyki eksperymentalnej, muzyki współczesnej, muzyki improwizowanej czy freejazzowej? I tak jest z tym oto, tak naprawdę wybitnym krążkiem, zespołu o wdzięcznej (lecz nie krótkiej) nazwie Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble. Tworzą go następujący muzycy: Małgorzata Mikulska (flet), Tomasz Sowa (klarnet), Krzysztof Guńka (saksofony), Wiktor Krzak (fagot), Mateusz Rusowicz (trąbka), Barbara Mglej (skrzypce), Paulina Woś (skrzypce, altówka), Jakub Gucik (wiolonczela), Aleksander Wnuk (perkusja) i Martyna Zakrzewska (fortepian). Co najmniej dwa z tych nazwisk są mi znane, a myślę tu o Jakubie Guciku i szczególnie Aleksandrze Wnuku, którego nagrany ostatnio z Pauliną Owczarek album  zatytułowany "Komentarz Eufemistyczny" był przez nas opisany na blogu i piszącemu te słowa bardzo się podobał.

Także w reperturze, który stanowi szereg niezwykle świeżo brzmiących utworów kompozytorów współczesnych (Kagela, Donatoniego, Szymańskiego, Muntendorfa, Peszata i Eizirika) znaleźć można jazzowe nawiązania jak np. w świetnej kompozycji Maurizio Kugela zatytułowanej "Ragtime Aus Westen 1994". Ale najwięcej wspólnego z jazzem ma ta muzyka w sferze inspiracji: buntownicza, swobodna (chociaż grana z partytury), dowcipna i zaangażowana społecznie (udział w nagraniu - niezamierzony oczywiście - Antoniego Macierewicza). Krótko mówiąc, jeśli ktoś niekoniecznie szuka jazzu jazzu (powtórzenie zamierzone), a raczej muzyki jako takiej, współczesnej, wykonanej na najwyższym poziomie i na najwyższym poziomie też, a do tego oryginalnie, pomyślanej to ten album jest dla Was i podobnie jak mnie bardzo pozytywnie może Was zaskoczyć (szczególnie jeśli kojarzycie np. kto to był Pierre Boulez).

Saturday, July 16, 2022

Elma - Licentia Poetica (2022)

Elma

Elma Kais - wokal, lira korbowa i elektronika
Knox Chandler - gitara elektryczna i elektronika
Daigo Nakai - gitara basowa
Klaus Kugel - perkusja i perkusjonalia

Licentia Poetica (2022)

Wydawnictwo: Hevhetia

Tekst: Szymon Stępnik

“Scribere temptabam verba soluta modis. Sponte sua carmen numeros veniebat ad aptos, et quod temptabam dicere versus erat”.

Te słowa przyświecają najnowszej płycie znakomitej Elmy Kais. Są one zarówno jej mottem, jak i odpowiadają poszczególnym tytułom utworów. Sentencję, napisaną pierwotnie przez antycznego poetę Owidiusza, można przetłumaczyć w sposób następujący: “Próbowałem napisać słowa uwolnione od rytmu. Pomimo tego, piosenka i tak się pojawiła, sama w sobie, we właściwym tempie. Czegokolwiek nie spróbowałbym napisać, zawsze będzie to poezją.” Po kilkukrotnym przesłuchaniu propozycji muzycznych polskiej jazzmanki, uważam, że idealnie podsumowuje ona ten jakże cudownie szalony album.

Elma Kais jest absolwentką Krakowskiej Szkoły Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w klasie Marka Bałaty. Już w latach szkolnych stawała się laureatką wielu różnych konkursów jazzowych, a jej życie zawodowo-muzyczne od zawsze oscylowało wokół muzyki improwizowanej. Na swoim koncie ma także płytę "Hic Et Nunc" oraz “Ad Rem” nagrane wspólnie z Vernerim Pohjolą, Dominikiem Wanią i Maciejem Garbowskim, które zebrały znakomite recenzje (swoją drogą, Elma uwielbia chyba łacinę). W najnowszym krążku postawiła jednak na zmiany i tym razem dobrała sobie innych, choć równie świetnych instrumentalistów z całego świata, całkowicie tym samym kreując na nowo swoje brzmienie.

O ile w poprzednich płytach wokalistki słychać było dużo konserwatyzmu, nawet pomimo ogromnego postawienia na improwizację, “Licentia Poetica” od tradycyjnego jazzu odgradza się potężnym murem. Najnowszy krążek Elmy jest jedną z najbardziej abstrakcyjnych pozycji wydawniczych w tym roku, zadziwiającą na każdym kroku swoją pomysłowością. Próżno szukać tu swingowania, jasno zarysowanego rytmu lub nawet zrozumiałych słów. Surrealizm wylewa się tutaj z każdej nuty każdego utworu.

Wszystkie piosenki zbudowane są de facto podobnie. Do improwizowanej muzyki, gdzie od czasu do czasu powtarzają się pewne motywy, liderka dodaje swój komentarz. Wokal, co zostało już wcześniej wspomniane, nie należy utożsamiać z jego tradycyjnym rozumieniem. Nie ma wyrazów, jasnego przesłania - są tylko odgłosy, nierzadko z jakimś efektami, którymi stara się ona uzupełnić kompozycje. Jej głos traktowany niemal jako czwarty instrument w zespole. Szczególnie taki zabieg sprawdza się w nieco mroczniejszych kompozycjach i przywodzi na myśl pobyt w jakimś zakładzie dla obłąkanych. Niech was nie zwiedzie kolorowa okładka! W dźwiękach barwy świata są zaskakująco ciemne!

Pesymistyczna abstrakcja nie oznacza jednak, że w ogóle brakuje tutaj jakichś ciekawych rozwiązań harmonicznych. Wręcz przeciwnie! Pojawiają się, rzadko, ale właśnie dzięki temu tak silnie wpadają w pamięć. Knox Chandler odwala kawał dobrej roboty, nieśmiało odzywając się swoją elektryczną gitarą, a klawisze (na których chyba gra Elma) w Aptos zagrały niesamowicie szlagierowy motyw, który mógłby z powodzeniem zaistnieć w jakiejś mainstreamowej muzyce, skierowanej do szerszego odbiorcy.

No właśnie, wielka szkoda, że jest to muzyka trudna, przez co trudno będzie jej odnieść komercyjny sukces. Dopiero pewne osłuchanie z jazzem pozwala docenić jej walory artystyczne. O tym, jak trudno jest stworzyć dobry jazz awangardowy (bo chyba jednak taka metka najlepiej definiuje recenzowany krążek), przekonałem się podczas słuchania pozycji od Pauliny Owczarek, która wraz z Peterem Orinsem nierzadko pozostawała zagubiona w swoich improwizacjach. Elma Kais uniknęła tych błędów, tworząc płytę oryginalną, a jednocześnie zaskakująco przyjemną w odbiorze.

Warto wspomnieć, że liderka jest też dyplomowaną muzykoterapeutką. Zdaje się, że to właśnie dzięki swojej wiedzy album brzmi po prostu tak dobrze. Największe wrażenie zrobiło na mnie to, jak poszczególne kreacje, pomimo swojej niebanalności i abstrakcji, są jednocześnie tak bardzo przyjemne w słuchaniu. Nawet biorąc pod uwagę, jak często bywa tu mrocznie, nie potrafię w logiczny sposób wytłumaczyć, jak udało jej się osiągnąć taki sukces, tym bardziej, że wszystkie te wspomniane czynniki zaiste nie ułatwiały jej tego zadania.

Przez długi czas zastanawiałem się, czym jest tytułowa “Licencja poetycka”, skoro w piosenkach nie usłyszymy ani jednego wyrazu. Doszedłem jednak do wniosku, że chodzi o analogiczną sytuację do słów wypowiadanych przez Owidiusza. Wypluwane dźwięki, choć z założenia nie niosą w sobie żadnego znaczenia, w kontekście całych utworów nabierają emocji, którymi dzielą się ze słuchaczami. Poetą jest się więc zawsze, nawet nieświadomie. Wystarczy jeno tworzyć od serca.

Elma Kais wydała świetny krążek. “Licentia Poetica” dotyka duszy, intryguje brzmieniem oraz przywraca wiarę w muzykę abstrakcyjną, która może być tworzona od serca i być jednocześnie przystępną dla słuchacza. Równocześnie wspaniałe jest, iż artystka nie stoi w miejscu, kierując się w rejony muzyczne jakże odległe od tych, do których nas przyzwyczaiła. Szkoda, że tak rzadko pojawiają się na rynku kolejne jej propozycje muzyczne. Mając na uwadze ich wspaniałą jakość, zdecydowanie warto na nie czekać i posłuchać czym jeszcze może nas zachwycić.


Thursday, July 14, 2022

Slow - Under Everchanging Sky (2022)

Slow


Tomasz Kaczmarczyk - gitara
Leszek Szczerba - saksofon
Krzysztof Wermiński - piano, instr. klawiszowe
Tomasz Grabowy - bas
Sławomir Berny - perkusja

Under Everchanging Sky (2022)

Tekst: Maciej Nowotny

Pod bardzo pojemnym parasolem jazzu (tak powiedział kiedyś jeden z wielkich, nie pamiętam już dokładnie który, chyba Hancock) mieszczą się tak skrajnie różne gatunki jak jazz eksperymentalny, free, awangardowy, ale i jazz rock czy fusion, taneczne acid jazz i nu jazz, różne rodzaje etno jazzu i world music, flirtujący  z muzyką poważną tzw. trzeci nurt i wiele, wiele innych, a wśród innych rodzaj popularny wśród słuchaczy, ale mniej kochany przez krytyków czyli smooth jazz. Do muzyków go uprawiających należeli/należą tak wspaniali artyści jak Chuck Mangione, Dave Koz, Bob James czy (na kilku płytach) David Sanborn i tak nijacy, ale tworzący fajny klimat jak Chris Botti, nęcąca wdziękami Candy Dulfer czy będący antytezą dobrego jazzowego smaku (przynajmniej dla piszącego te słowa) Kenny G. Byłoby jednak błędem niedostrzeganie wartości tej muzyki, faktu, że cudownie się sprawdza w pewnych sytuacjach jak np. pyszna kolacja zakrapiana wyśmienitym winem zakończona... jazdą w windzie :-).

Tak czy owak gatunek żyje i także w Polsce ma swoich wybitnych przedstawicieli, do których należy gitarzysta Tomasz Kaczmarczyk. Jego najnowszy album nagrany w towarzystwie wyśmienitych muzyków (Leszek Szczerba grający na saksofonie, Krzysztof Wermiński na fortepianie i instr. klawiszowych, Tomasz Grabowy na basie i Sławomir Berny na perkusji) pozostaje wierny smooth jazzowej formule. Ale jednocześnie jest tak dobrze zagrany i zawiera tyle oryginalnych, skomponowanych przez lidera melodii, łatwo wpadających w ucho i mających uspokajający, terapeutyczny wpływ na słuchacza, że - szczerze mówiąc - trudno się od niej oderwać. Jadąc ostatnio samochodem  z Warszawy do Wrocławia (w niejazzowym towarzystwie) złapałem się na tym, że wysłuchałem jej trzy razy pod rząd. Mogłem jednocześnie gwarzyć ze znajomi, oddawać się swobodnym rozmyślaniom o zbliżających się wakacjach, głaskać psa (tak, jazda samochem ze mną obarczona jest sporym ryzykiem), ale muzyka cały czas docierała do mnie, łagodziła ostre brzegi rzeczywistości, koiła, wprowadzała w dobry nastrój, nie raniąc przy tym moich uszu. I dlatego sądzę, że można polecić ją tym, którzy potrzebują jazzu albo po prostu muzyki w każdej z życiowych sytuacji, nawet tych zdawałoby się najbardziej trywialnych. 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...