Maciej Prokopowicz – puzon
Kajetan Skoneczny - wibrafon
Filip Botor - kontrabas
Kacper Kałuża - perkusja
Album: "Now You Know"
Wydawca: Jazz Forum (2023)
Jakoś tak się złożyło, że chociaż słyszałem wiele o tej płycie, to dopiero teraz, ponad rok od premiery w marcu 2023 roku, mam okazję jej posłuchać. I muszę przyznać rację moim kolegom krytykom (więcej na ten temat możecie znaleźć np. w informacji podanej przez Jazz Forum), że muzyka ta to rzeczywiście jeden z najciekawszych debiutów ubiegłego roku. Dzisiaj więc napiszę dosłownie kilka słów o tym, jak wyglądało moje własne spotkanie z tą muzyką.
Że to się udaje jest jednak zasługą nie tylko genialnego tekstu jako takiego, ale przede wszystkim tak umiejętności wokalnych Zapolskiej, jak i wspaniałego po prostu wsparcia ze strony towarzyszącego jej trio, w osobach grającego na fortepianie Dominika Kisiela, na kontrabasie Filipa Arasimowicza i na perkusji Maksymiliana Krefta. Dominik Kisiel, o którym pisałem ja, a także moje koleżanki i koledzy na tym blogu wielokrotnie - link - to jeden z najbardziej uzdolnionych i obiecujących talentów w polskiej muzyce improwizowanej i jazzowej. Na tej płycie znalazł doskonałe zrozumienie z pozostałymi członkami zespołu i dzięki ich kreatywności, czujności i otwartości na dalekie od ortodoksji pomysły wokalistki, otrzymaliśmy propozycję stanowiącą nie tylko interesującą intelektualną zagadkę, ale w całości bardzo satysfakcjonujące muzycznie doświadczenie.
Wróćmy jednak do wokalistki, bo należy dodać, że oprócz fragmentów Lewisa Carrola, Zapolska proponuje nam też spotkanie z poezją swojego pióra i to pisaną po angielsku. Z reguły jest to recepta na katastrofę, ale nie w tym przypadku. Poezja jest wysokiej próby, angielski traktowany jako tworzywo do wypowiedzi, rodzaj kodu, szyfru, broni się dobrze i jedyna wątpliwość, która się tu pojawia to jak wiele osób będzie w stanie docenić tak sformułowany komunikat. Bo przecież muzyka już sama w sobie jest odważna, interesująca raczej dla niszowego słuchacza, a artystka jeszcze podniosła poprzeczkę, bo iluż polskich czytelników zna na tyle dobrze angielski, by się móc zachwycić tymi tekstami. Dla tych jednak co to potrafią i będą chcieli poświęcić na to swoją uwagę, czeka nagroda. Teksty skłaniają do refleksji, nie pozostawiają czytelnika obojętnym, a do tego są rewelacyjnie zaśpiewane, a okazjonalnie wyrecytowane.
Z tego wszystkiego, co dotychczas napisałem, widzicie, że mamy do czynienia z dziełem nietuzinkowym, doprawdy niezwykłym, które zwiastuje artystkę o dużych możliwościach. Z niecierpliwością będę czekał na jej kolejne projekty, podobnie jak te zagrane przez muzyków towarzyszącego jej trio. I może także z pewną nadzieją, że następnym razem muzyka, którą nam zaprezentuje będzie miała nieco większe szanse na dotarcie do szerszej publiczności i częstsze goszczenie w salach koncertowych. Przyznam bowiem, że bardzo chciałbym usłyszeć jak ta utalentowana wokalistka brzmi na żywo na koncercie.
Tytuł płyty: "Tryptyk Biłgorajski"
Wydawnictwo: Alpaka Records (2023)
Na pierwszy rzut oka, "Tryptyk Biłgorajski" Magdy Kuraś Quintet może wydawać się kolejnym wpisem w niekończącej się serii jazzowych albumów z folklorycznym zabarwieniem. Jednak już po pierwszych taktach staje się jasne, że debiutancka płyta kwintetu Kuraś ma w sobie coś więcej.
Muzyczne dziedzictwo południowo-wschodniej Polski jest tu nie tylko tłem, ale fundamentem dla całego projektu, co nadaje tej pracy głęboki, osobisty charakter. Kompozycje, oparte na tekstach ludowych pieśni, są przeplatane intymnymi recytacjami, które dodatkowo wzbogacają emocjonalny kontekst albumu.
Nie można jednak mówić, że "Tryptyk Biłgorajski" wnosi wiele nowości do gatunku; to raczej umiejętne przetworzenie i adaptacja tradycji. Zdecydowanie dominują tu elementy folkowe, a jazz, choć obecny, ustępuje pierwszeństwa bardziej ludowym brzmieniom. To, co jednak fascynuje i przyciąga, to sposób, w jaki Kuraś i jej zespół balansują na granicy tych dwóch światów. Bardzo interesujące (choć niespecjalnie skomplikowane) struktury harmoniczne świadczą o głębokim zrozumieniu i szacunku do obu gatunków.
Album ma charakter kolektywny, co widać w sposobie, w jaki muzyka jest wykonywana — każdy z muzyków przyczynia się do całości, nie dominując, ale wspierając opowieść. Można by zarzucić, że taka forma ogranicza przestrzeń dla indywidualnych popisów, ale w kontekście tego albumu jest to zdecydowanie zaleta, a nie wada.
Mimo inflacji folkowych albumów jazzowych na rynku, "Tryptyk Biłgorajski" zdołał przyciągnąć moją uwagę. Może nie przez nowatorstwo, ale przez szczerość i emocjonalne zaangażowanie, z jakim Magda Kuraś przedstawia swoją muzyczną wizję. To uczciwa i piękna celebracja jej muzycznych korzeni, która zasługuje na wysłuchanie.