Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2023. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2023. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Know Material - "Now You Know"

Know Material

Maciej Prokopowicz – puzon
Kajetan Skoneczny - wibrafon
Filip Botor - kontrabas
Kacper Kałuża - perkusja

Album: "Now You Know"

Wydawca: Jazz Forum (2023)

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież płyta "Now You Know" była dodatkiem do numeru JAZZ Forum w październiku 2023! .

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to nieszczęsne półtora roku w Rumunii, jako pasterz owiec...

Niemniej - udało się.

piątek, 7 sierpnia 2026

Zbigniew Namysłowski - "Radio Sessions 1974-1995"

Zbigniew Namysłowski

Zbigniew Namysłowski GROUP 1974 -75

Zbigniew Namysłowski - saks.altowy, wiolonczela
Wojciech Karolak - piano el.
Paweł Jarzębski - git. basowa
Janusz Muniak - saksofony, flet (1974)
Czesław Bartkowski - perkusja (1974)
Tomasz Szukalski - saks. tenorowy (1975)
Kazimierz Jonkisz - perkusja (1975)
Jerzy Bartz - perkusjonalia (1975)

Zbigniew Namysłowski QUARTET 1992

Zbigniew Namysłowski - saksofony
Leszek Możdżer - fortepian
Zbigniew Wegehaupt - kontrabas
Cezary Konrad - perkusja

Zbigniew Namysłowski QUINTET 1995

Skład z 1992 plus Piotr Wojtasik - trąbka

Album "Radio Sessions 1974-1995"

Wydawca: Agencja Muzyczna Polskiego Radia (2023)

Tekst: Piotr Banasiak

piątek, 31 lipca 2026

Irek Wojtczak Tentet - "Suita Parzęczewska"

Irek Wojtczak Tentet

Irek Wojtczak - saks. sopranowy, klarnet basowy
Tomasz Dąbrowski - trąbka
Emil Miszk - trąbka
Tomasz Ziętek - trąbka
Piotr Chęcki - saks. tenorowy
Michał Ciesielski - saks. sopranowy
Piotr Mania - fortepian
Paweł Niewiadomski - puzon
Adam Żuchowski - kontrabas
Krzysztof Szmańda - perkusja

Album "Suita Parzęczewska" (2023)

Link do muzyki na Bandcamp

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Suita" była dodatkiem do numeru JAZZ Forum w marcu 2023! .

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku ciężkiej harówy aktorskiej jako hoplita na planie zdjęciowym "Odysei"...

Niemniej - udało się.

piątek, 10 kwietnia 2026

Ryszard Wojciul United Orchestra - "Zorza Prześliczna Wynika - Pieśni Wielkanocne"

Ryszard Wojciul United Orchestra

Ryszard Wojciul - klarnet basowy, saksofon sopranowy, fortepian, syntezator, EWI
Joachim Mencel - lira korbowa
Wojciech Lubertowicz - bębny obręczowe, duduk
Marcin Olak - gitary
Maciej Szczyciński - kontrabas, git. basowa
Krzysztof Szmańda - perkusja
Maria Pomianowska - śpiew, suka biłgorajska, fidel płocka
Grażyna Auguścik, Dorota Miśkiewicz, Iwona Lorenc, Bartosz Szymoniak, Jacek Hałas, Kwartet wokalny IL Canto - śpiew

Album: "Zorza Prześliczna Wynika - Pieśni Wielkanocne"

FINA (2023)

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Zorza Prześliczna" wniknęła w Czas Wielkanocny 2023 r.!

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to nieszczęsne półtora roku w Rawiczu...

Niemniej – udało się!

poniedziałek, 2 marca 2026

Krzysztof Komeda Quintet - "Krzysztof Komeda Quintet Live In Bled 1965"

Krzysztof Komeda Quintet

Krzysztof Komeda – fortepian
Tomasz Stańko - trąbka
Janusz Muniak - saksofony
Roman Dyląg - kontrabas
Andrzej Dąbrowski - perkusja

Album: "Krzysztof Komeda Quintet Live In Bled 1965"

Wydawca: GAD Records (2023)

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. W końcu odkopywanie i publikacja koncertów Komedy ( i nie tylko ) w krajach demokracji ludowej i powszechnej szczęśliwości jest specjalnością GAD Records.

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku zmarnowane w nowicjacie u Kamedułów...

Niemniej – udało się.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Adam Lemańczyk Mental Trio - "Go Around"

Adam Lemańczyk Mental Trio

Adam Lemańczyk – fortepian, instr. klawiszowe
Antoni Olszewski - kontrabas, git. basowa
Mateusz Krawczyk - perkusja

gościnnie Marta Wajdzik - saksofon altowy w "Go Around"

Album: "Go Around" (2022)

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. W końcu album „Go Around” był w moim  TOP - 5 A.D.2023! Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to nieszczęsne półtora roku w Legii Cudzoziemskiej...

Niemniej – udało się.

Najpierw kilka słów wstępu.

środa, 31 lipca 2024

Mieczysław Kosz - "Volume 2: Piano Solo, Duo, Trio"

Mieczysław Kosz 

Mieczysław Kosz - fortepian
Janusz Kozłowski - kontrabas (2-4)
Sergiusz Perkowski - perkusja (2-4)
Bronisław Suchanek - kontrabas (11)

"Volume 2: Piano Solo, Duo, Trio"

Wydawca: Polskie Radio; seria Polish Radio Jazz Archives, vol. 37 (2023)

Tekst: Marcin Kaleta

Rzadko się zdarza, by wybitność identyfikować po pierwszych dźwiękach. Zazwyczaj potrzeba co najmniej utworu. Albo i całej płyty. Bywa, że dorobku życia. W tym jednak przypadku nie zdążyłem nawet usiąść po uruchomieniu odtwarzacza, a już "wiedziałem". Podobno jury Bielskiej Zadymki Jazzowej wystarczyło "piętnaście sekund", by podjąć decyzję o wyróżnieniu wykonawcy, czyli RGG Trio. Dokładnie: Przemysława Raminiaka (fortepian), Macieja Garbowskiego (kontrabas) i Krzysztofa Gradziuka (perkusja). Oraz albumu "Unfinished Story — Remembering Kosz" (2007), zadedykowanego współtwórcy "polskiej szkoły jazzu", Mieczysławowi Koszowi (1944-1973; o nim Maciej Pieprzyca wyreżyserował film z 2019 pt. "Ikar. Legenda Mietka Kosza").

Mamy tam do czynienia z kwintesencją medytacji. To kameralny jazz, w którym dominuje spokój, szelest, szczegół. Krystaliczne uduchowienie, dyskretne piękno i wyciszony smutek. Albo i "muzyka wypełniająca przestrzeń powagą i świętym światłem" (Anders Jormin). Dwie kompozycje Kosza, natomiast za inspirowanych jego twórczością pozostałych dziesięć odpowiadają członkowie grupy, zwłaszcza Raminiak.

Intensywniejszy kontakt z niewidomym pianistą nawiązałem, kiedy przekonałem się, że jego interpretacja słynnej kołysanki Krzysztofa Komedy ("Rosemary's Lullaby"; oryg. "Sleep Safe and Warm") należy do najciekawszych, jakie miałem okazję poznać. Uzbierałem cztery płyty: "Mieczysław Kosz" (2009, Wydawnictwo Anex), "Piano Solo" (2013, Polskie Radio; seria Polish Radio Jazz Archives, vol. 10), "Reminiscence" (2017, Polskie Nagrania; seria Polish Jazz, Vol. 25; kolejna reedycja albumu z 1971) i obecnie omawianą: "Volume 2: Piano Solo, Duo, Trio" (2023, Polskie Radio; seria Polish Radio Jazz Archives, vol. 37). Ta ostatnia poprzez sam tytuł zdradza, jakie formacje preferował (bądź na jakie był skazany). Przewaga występów solowych, sporadycznie trio bądź duet.

Samodzielnie parafrazował głównie klasykę (Liszt, Chopin), ponadto prezentował standardy jazzowe, współczesne przeboje, a także autorskie utwory. Zamierzałem napisać, że legenda legendą, ale to repertuar niekonieczny: takie plumkanie, smęcenie. Cenił przecież muzykę, która przygnębia. Niemniej przyznaję, przy odpowiednim nastawieniu również urzeka, otaczając nimbem melancholii. Pogrążamy się wtedy w "zadumie i czekaniu na piękno", by sparafrazować opinię Tomasza Stańki. Należy uruchomić wyobraźnię — zaiste, sugestywny jest ten Kosz i w epoce, gdy wszystkiego brakowało, zwłaszcza jazzu, takie występy musiały stanowić nieomal misterium. Coś z tej aury pozostało.

Stwierdza Marek Romański: "Jego sława opierała się przede wszystkim na niesamowitej charyzmie koncertowej. [...] Melodie podawał w sposób nieoczywisty, zawoalowany. Ich piękno było dla niego jedynie pretekstem, powierzchnią muzycznego przekazu. Natomiast jego istota kryła się [...] w kłębiących się w nim emocjach". Grywał w klubach, kawiarniach, lokalach Krakowa, Zakopanego, Warszawy. Potem na festiwalach: od Jazz Jamboree po Montreux. Wszędzie go chwalono, doceniano, porównywano do samego Billa Evensa, chociaż bardziej oddziaływali na niego już Cecil Taylor czy Keith Jarrett.

Współpraca ze znakomitymi sekcjami rytmicznymi przynosiła "czysty jazz". Świadectwem tego na omawianej płycie są trzy własne utwory, nagrane w 1968 w towarzystwie kontrabasisty Janusza Kozłowskiego i perkusisty Sergiusza Perkowskiego. Pierwszy z nich, "Wspomnienie" ("Reminiscence"), powtórzy po latach z kontrabasistą Bronisławem Suchankiem i perkusistą Januszem Stefańskim na jedynej, tak też zatytułowanej płycie długogrającej, jaką zdąży wydać za życia.

I właśnie Suchanek współtworzy duet w kompozycji Kosza "Elza". Połączenie kontrabasu i fortepianu tak w jazzie, jak w muzyce poważnej, nie zdarzało się naówczas często. Upowszechni się po dekadzie czy dwóch i obecnie mógłbym wymienić wiele takich par, zasługujących na najwyższą uwagę. Tutaj odczujemy zaledwie przedsmak tego, w jakim kierunku podąży muzyka improwizowana. Śmierć przerwała karierę utalentowanego pianisty akurat w momencie, gdy zaczynał odczuwać potrzebę eksperymentowania. W wywiadzie z 1970 wyznawał: "W jazzie najbardziej pasjonuje mnie awangarda. To jest oczywiście muzyka bardzo trudna, muzyka wymagająca kolosalnych umiejętności".

On je posiadał.


środa, 24 lipca 2024

Jarecki Jazz Octet - "EP: Extended Products"

Jarecki Jazz Octet

Agata Ławicka - trąbka, flugelhorn
Tomasz Klepczyński - klarnet basowy 
Szymon Kowalik - saksofon tenorowy 
Rafał Jackiewicz - saksofon sopranowy
Mieczysław Musiał - puzon 
Jan Jarecki - fortepian, Rhodes 
Michał Aftyka - kontrabas 
Marcin Sojka - perkusja

"EP: Extended Products"

Wydawca: Challenge Records (2023)

Tekst: Maciej Nowotny

Nie tak znowu dawno, bo w roku 2021 wpadł mi w ręce krążek "Travellers" nagrany przez JAH Trio i już wtedy zaświtało mi głowie, że grający w nim muzycy mogą nas w przyszłości przyjemnie zaskoczyć. Sprawdziło się to w 100% jeśli chodzi o Michała Aftykę, którego debiutancki album "Frukstrat", jak to się mówi, rozbił bank i był powszechnie uznany za jeden z najciekawszych debiutów jazzowych w ubiegłym roku nie tylko w Polsce, ale nawet w Europie. Ale okazuje się, że ta trójka muzyków bynajmniej nie zamierza zaprzestać współpracy. Jedną z jej form jest oktet prowadzony przez innego członka tego składu pianistę Jana Jareckiego, z którym w listopadzie 2023 wydał debiutancką EPkę.

Zanim przejdziemy do opisu samej muzyki, napiszmy parę słów o historii projektu i zaangażowanych w nim muzykach. Warto to zrobić, bo są to młodzi i  utalentowani ludzie, o których prawdopodobnie nie raz jeszcze usłyszymy w przyszłości. Jeśli chodzi o genezę projektu to wszystko zaczęło się od dyplomu Jana Jareckiego u Sławka Jaskułke w klasie fortepianu gdańskiej Akademii Muzycznej. Ponadto nagranie to  miało stanowić dla tego muzyka także próbę swoich sił w dziedzinie kompozycji i aranżacji, w których nie odebrał formalnego wykształcenia, ale które interesowały go jako artystę.

Wracając do zaproszonych do projektu muzyków, to oprócz Michała Aftyki grającego na kontrabasie i Marcina Sojki na perkusji, członków wspomnianego już wyżej JAH Trio, usłyszymy tu jeszcze Agatę Ławicką na trąbce i flugelhornie, Tomasza Klepczyńskiego na klarnecie basowym, Szymona Kowalika na saksofonie tenorowym, Rafała Jackiewicza na saksofonie sopranowym i altowym, a także Mieczysława Musiała na puzonie. Większość z nich to przyjaciele ze studiów bądź znajomi z różnych sytuacji koncertowych, w znakomitej większości z Trójmiasta.

Jeśli chodzi o styl to chociaż muzyka tego oktetu w sposób oczywisty inspirowana jest big bandami ery swingu, to jednocześnie brzmi nowocześnie, wykazując podobieństwa do nagrań zespołów prowadzonych przez Marię Schneider czy, na polskiej scenie, Nikolę Kołodziejczyka. Mamy tu zatem ciekawą próbę połączenia muzyki swingującej, ale zagranej tak by zachować otwarty charakter, pozwalający na sonorystyczne eksperymenty. Słyszane z tego punktu widzenia dodanie kwintetu instrumentów dętych do klasycznego jazzowego trio jest ciekawym i rzadko spotykanym zabiegiem, pozwalającym na uzyskanie olbrzymiej liczby dźwiękowych kombinacji do eksplorowania. Kiedy zapytałem Jana Jareckiego o te możliwości i czy zamierza ten projekt kontynuować, odpowiedział: "Zdecydowanie tak. Mam przekonanie, że jest to otwarte granie i może ewoluować w wielu kierunkach. Już zaczynam pracować nad nowymi rzeczami. Włączenie instrumentów dętych daje przestrzeń na wykorzystanie np. trąbki basowej, klarnetów b i c, a nawet organów Hammonda. Nie jestem jeszcze  pewny, w jakim to pójdzie kierunku. Wszystko je możliwe, nawet włączenie dźwięków generowanych elektrycznie czy syntetycznie, za wcześnie o tym mówić. Ale czuję, że już  teraz mam pomysły na 2 kolejne płyty."

Brzmi obiecująco! Trzymamy kciuki za realizację tych pomysłów, ponieważ w Polsce jest niewiele jazzowych oktetów na tak wysokim poziomie. To unikatowy projekt, cieszący nie tylko nagraniami, ale także możliwością koncertów z tym materiałem. W tym roku udało się muzykom w tym składzie zagrać pięć koncertów i istnieje szansa na podobną liczbę w drugiej połowie 2024 roku. Byłoby wspaniale, gdyby zespół zawitał do Warszawy. Z pewnością nie byłbym jedynym zainteresowanym, aby posłuchać tak dużego składu na żywo. Zwłaszcza że - jak mówi sam Jan Jarecki - na koncertach muzycy grają znacznie szerszy repertuar niż ten zawarty na EP-ce, w tym więcej groove'owych utworów, ballad oraz standardów, jak np. "Infant Eyes" Wayne'a Shortera. Już nie mogę się doczekać, a w tak zwanym międzyczasie mogą Państwo cieszyć się odsłuchem muzyki z tego nagrania. Warto!

poniedziałek, 8 lipca 2024

P.G.R. - „Polish Psalter vol.2 for soprano & jazz ensemble” (2023)

P.G.R.

Barbara Rogala – sopran/soprano
Szymon Bońkowski – saksofon altowy/alto saxophone
Grzegorz Rogala – puzon tenorowy, aranżacja /tenor trombone, arrangement
Witold Janiak – fortepian/piano
Michał Rutkowski – kontrabas/double bass
Kamil Miszewski – perkusja/drums

„Polish Psalter vol.2 for soprano & jazz ensemble” (2023)

Wydawnictwo: Ars Sonora

Tekst: Renata Rybak

Nazwa formacji, P.G.R., oznacza Projekt Grzegorza Rogali, puzonisty, aranżera i kompozytora. Rogala po wydanej w 2020 roku pierwszej części „Polish Psalter”, dobrze ocenionej zwłaszcza przez środowisko muzyki klasycznej, podejmuje próbę kontynuowania tego konceptu. Jego ideą jest łączenie kultur i gatunków muzycznych oraz swoista podróż w czasie, a realizowane jest ono poprzez zaprezentowanie utworów renesansowego kompozytora Mikołaja Gomółki do słów Jana Kochanowskiego w zupełnie nowej odsłonie.

Oto pieśni Gomółki, tradycyjnie zaplanowane na cztery głosy, stanowiące dla siebie kontrapunkt, zostają zaaranżowane przy wykorzystaniu konceptu synkretyzmu estetyk muzycznych. Wierny oryginałowi pozostaje jedynie sopran, który jednak także wykonuje fragmenty oparte na wokalizie. Pozostałe głosy z oryginalnych kompozycji Gomółki realizowane są przez sekcję dętą i fortepian, wspierane przez sekcję rytmiczną.

Konstrukcja psalmów zaaranżowanych przez Rogalę to prezentacja głównej linii melodycznej przez sopran, który odtwarza oryginalny tekst i melodię w estetyce klasycznej muzyki renesansowej, to znaczy bez ozdobników i wibrata. Pozostałe głosy zastąpione są przez zespół jazzowy, pełniący początkowo rolę dopełniającą harmonicznie sopran, rolę towarzyszącą. Czasem fragment oryginalny, prezentowany przez sopran, poprzedzony jest intro w wykonaniu zespołu jazzowego, jednak zwykle pierwotna linia melodyczna pojawia się od razu na wstępie.

Temat przejmowany jest następnie przez fortepian lub któryś z instumentów dętych, prezentujacy nieco przetworzoną główną linię melodyczną. Główny temat podlega też improwizacji, początkowo bliskiej oryginalnej linii melodycznej, następnie dość swobodnie odbiegającej melodycznie, rytmicznie i w aspekcie estetyki, od oryginału. Takie zabiegi stosowane są zwłaszcza przez fortepian z towarzyszeniem kontrabasu i perkusji. Są one ciekawą przeciwwagą do renesansowej estetyki oryginału i wnoszą ciekawy jazzowy pierwiastek do oryginalnych utworów. Świetne zgranie fortepianu z instrumentami sekcji nie jest zaskoczeniem, ponieważ Michał Rutkowski na kontrabasie i Kamil Miszewski na perkusji wielokrotnie towarzyszyli pianiście Witoldowi Janiakowi w jego poprzednich projektach, podczas których Janiak brał na warsztat utwory co prawda nie klasyczne, ale ludowe. One także były aranżowane w estetyce jazzowej. Stąd proces taki jest Janiakowi dobrze znany, a jego pomysły interpretacyjne doceniane.

Na płycie słyszymy też saksofon, na którym gra Szymon Bońkowski. Saksofon czasem przejmuje linię melodyczną od głosu żeńskiego i jest jego naturalnym przedłużeniem, a czasem dość zgrabnie improwizuje.

Ciekawym elementem tej płyty są fragmenty wokaliz sopranistki Barbary Rogali, w estetyce bardziej muzyki klasycznej, z towarzyszeniem jedynie kontrabasu. Te właśnie aranżacje Grzegorza Rogali moim zdaniem faktycznie łączą światy muzyki klasycznej i jazzu, a sam koncept jest nowatorski.

Kolejnym ‘smaczkiem’ jest fortepian grający w estetyce klawesynu, który to instrument byłby pewnie bardziej zbliżony do czasów, kiedy te pieśni powstawały. Janiak bawi się tu estetykami i płynnie przechodzi między jedną a drugą.

Reasumując, album przedstawia ciekawy koncept zaprezentowania muzyki klasycznej z towarzyszeniem jazzu i możliwości zainspirowania się renesansową estetyką. Płyta wpisuje się tym samym w dość popularny ostatnio w muzyce jazzowej nurt synkretyzmu tradycji muzycznych z różnych epok. Jest to zdecydowanie kolejny krok ułatwiający przybliżenie tego typu muzyki szerszej publiczności.

środa, 3 lipca 2024

Irka Zapolska Quartet - "Perception of Preception"

Irka Zapolska Quartet

Dominik Kisiel - piano
Filip Arasimowicz - kontrabas
Maksymilian Kreft - perkusja
Irka Zapolska - wokal

"Perception of Preception" (2023)

Tekst: Maciej Nowotny

Jakoś tak się złożyło, że chociaż słyszałem wiele o tej płycie, to dopiero teraz, ponad rok od premiery w marcu 2023 roku, mam okazję jej posłuchać. I muszę przyznać rację moim kolegom krytykom (więcej na ten temat możecie znaleźć np. w informacji podanej przez Jazz Forum), że muzyka ta to rzeczywiście jeden z najciekawszych debiutów ubiegłego roku. Dzisiaj więc napiszę dosłownie kilka słów o tym,  jak wyglądało moje własne spotkanie z tą muzyką.

Przede wszystkim nie jest to muzyka do słuchania w tle: nie można przy niej czytać, spożywać kolacji czy rozmawiać ze znajomymi. Przy czym muzyka nie jest agresywna, nie epatuje nas hałasem, potencjalnie niczego nie zakłóca, natomiast od pierwszej nuty wymaga skupienia uwagi i to niemal absolutnego. W roli bowiem głównej występuje tu liderka, Irka Zapolska, która wybrała i napisała teksty, których zadaniem jest wytworzyć w naszym umyśle coś, co psychologowie nazywają dysonansem poznawczym. 

Zapolska wykorzystała jako teksty fragmenty prozy Lewisa Carrola z "Alicji w Krainie Czarów" jak i znajdujący się w tej książce poemat „Jabberwocky”, którym inspirował się Terry Gilliam w swoim filmie o tym samym tytule. Wybór tych fragmentów do wokalnej interpretacji jest z jednej strony niesłychanie odważnym krokiem, wręcz szalonym, ale z drugiej strony umiejętnym, bo stanowią one nierozwiązywalną zagadkę, coś w rodzaju buddyjskich koanów, będących wyzwaniem dla naszego szukającego oparcia w logice umysłu, zmuszając go do skupienia na tu i teraz, w tym przypadku na muzyce.

Że to się udaje jest jednak zasługą nie tylko genialnego tekstu jako takiego, ale przede wszystkim tak umiejętności wokalnych Zapolskiej, jak i wspaniałego po prostu wsparcia ze strony towarzyszącego jej trio, w osobach grającego na fortepianie Dominika Kisiela, na kontrabasie Filipa Arasimowicza i na perkusji Maksymiliana Krefta. Dominik Kisiel, o którym pisałem ja, a także moje koleżanki i koledzy na tym blogu wielokrotnie - link - to jeden z najbardziej uzdolnionych i obiecujących talentów w polskiej muzyce improwizowanej i jazzowej. Na tej płycie znalazł doskonałe zrozumienie z pozostałymi członkami zespołu i dzięki ich kreatywności, czujności i otwartości na dalekie od ortodoksji pomysły wokalistki, otrzymaliśmy propozycję stanowiącą nie tylko interesującą intelektualną zagadkę, ale w całości bardzo satysfakcjonujące muzycznie doświadczenie.

Wróćmy jednak do wokalistki, bo należy dodać, że oprócz fragmentów Lewisa Carrola, Zapolska proponuje nam też spotkanie z poezją swojego pióra i to pisaną po angielsku. Z reguły jest to recepta na katastrofę, ale nie w tym przypadku. Poezja jest wysokiej próby, angielski traktowany jako tworzywo do wypowiedzi, rodzaj kodu, szyfru, broni się dobrze i jedyna wątpliwość, która się tu pojawia to jak wiele osób będzie w stanie docenić tak sformułowany komunikat. Bo przecież muzyka już sama w sobie jest odważna, interesująca raczej dla niszowego słuchacza, a artystka jeszcze podniosła poprzeczkę, bo iluż polskich czytelników zna na tyle dobrze angielski, by się móc zachwycić tymi tekstami. Dla tych jednak co to potrafią i będą chcieli poświęcić na to swoją uwagę, czeka nagroda. Teksty skłaniają do refleksji, nie pozostawiają czytelnika obojętnym, a do tego są rewelacyjnie zaśpiewane, a okazjonalnie wyrecytowane.

Z tego wszystkiego, co dotychczas napisałem, widzicie, że mamy do czynienia z dziełem nietuzinkowym, doprawdy niezwykłym, które zwiastuje artystkę o dużych możliwościach. Z niecierpliwością będę czekał na jej kolejne projekty, podobnie jak te zagrane przez muzyków towarzyszącego jej trio. I może także z pewną nadzieją, że następnym razem muzyka, którą nam zaprezentuje będzie miała nieco większe szanse na dotarcie do szerszej publiczności i częstsze goszczenie w salach koncertowych. Przyznam bowiem, że bardzo chciałbym usłyszeć jak ta utalentowana wokalistka brzmi na żywo na koncercie.


środa, 26 czerwca 2024

Marek Pospieszalski - "No Other End Of The World Will There Be"

Marek Pospieszalski 

Marek Pospieszalski – saksofony altowy i tenorowy, klarnet oraz magneton szpulowy
Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy,
Tomasz Dąbrowski – trąbka,
Tomasz Sroczyński – altówka,
Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna,
Grzegorz Tarwid – fortepian,
Max Mucha – kontrabas,
Qba Janicki – perkusja i elektronika.

"No Other End Of The World Will There Be (Based On The Works Of Polish Female Composers Of The 20th Century)" 

Wytwórnia: Clean Feed (2023)

Tekst: Marcin Kaleta

Bogusławowi Schaefferowi zawdzięczam, że Barbarę Buczek (Buczkównę) poznałem ćwierć wieku wcześniej aniżeli Grażynę Bacewicz. Pierwszej poświęcił bowiem rozdział w dwutomowych "Kompozytorach XX wieku" (biblia nastolatka, obok trzytomowej "Historii filozofii" Tatarkiewicza), drugiej nie (acz pisywał o niej gdzie indziej). Własną protegowaną komplementował tam niepomiernie i zaliczył "nie tylko do twórców wybitnych, ale zgoła wyjątkowych". Podkreślał: umiejętność przekazania "ogromu niedoli ludzkiej", wielowarstwowość i wielogłosowość, wyrafinowanie kolorystyczne i wysublimowanie, "bogactwo odcieni interpretacyjnych i agagogicznych", "arcyosobisty" charakter, nowatorstwo, wreszcie nieustępliwość na rzecz "doraźnego efektu", czyli niechęć do przypodobywania się producentom czy publiczności. Dla mnie ideał, dla innych niekoniecznie.

Powyższe przełożyło się bowiem na stan, który utrzymuje się od półwiecza: jej twórczość "pozostaje ogółowi odbiorców nieznana". O ile płyt Bacewicz uzbierałem kilkanaście, o tyle Buczkówny żadnej, znam jedynie nagrania z YouTube. Ostatnio zdwoiłem wysiłki. Prowadzę blog poświęcony wiolonczelistkom i wiolonczelistom, zatem potrzebowałem zaprezentować kogoś, kto wykonuje "Hipostazę" (1978) na sopran, flet, wibrafon, wiolonczelę i saksofon, podobno "utwór przepiękny". Dotąd się nie udało, ale w ten sposób niespodziewanie natrafiłem na pozycję, gdzie dzieła obu pań ze sobą sąsiadują!

Mowa o "No Other End of the World Will There Be" Marka Pospieszalskiego (2023, Clean Feed). Fenomenalna i unikatowa jest już sama koncepcja tego albumu. Oto w kraju, w którym wielu zawadzają feminatywy, zaś herstoria w zasadzie nie istnieje (albo w bólach się rodzi), częstochowski jazzman zdecydował się zarejestrować materiał wyłącznie w oparciu o utwory polskich kompozytorek (podtytuł: "Based on the works of Polish Female Composers of the 20th Century"). Ponadto mamy do czynienia z przedsięwzięciem niezmiernie erudycyjnym: konsekwentnie przybliża przedstawicieli polskiej szkoły kompozytorskiej, którzy bywają nieznani nie tylko za granicą, lecz nawet przez rodaków.

Poprzednie wydawnictwo z tej serii, podwójne: "Polish Composers Of The 20th Century" (2023, Clean Feed), prezentowało dwunastu kompozytorów. Uznane zostało za sensację i zdobyło m.in. zaszczytne miano Albumu Roku 2022 w plebiscycie magazynu "Jazz Forum". Co ciekawe, na liście sklasyfikowana została inna płyta Pospieszalskiego – naówczas muzyka roku, docenionego również za aranżację – nagrana w kwartecie „Durer’s Mother” (2022, Clean Feed). Obecnie omawiana w analogicznym zestawieniu za 2023 w ogóle nie wystąpiła! Trudno wytłumaczyć, dlaczego.

Nikt mi nie wmówi, że dzieła Elżbiety Sikory, Bernadetty Matuszczak, Lucii Dlugoszewski, Grażyny Bacewicz, Barbary Buczek, Hanny Kulenty, Krystyny Moszumańskiej-Nazar, Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil, Marty Ptaszyńskiej, Agaty Zubel w czymkolwiek ustępują dziełom Zygmunta Krauzego, Włodzimierza Kotońskiego, Tadeusza Bairda, Zbigniewa Rudzińskiego, Marka Stachowskiego, Jana Krenza, Kazimierza Serockiego, Romana Palestera, Witolda Szalonka, Andrzeja Panufnika, Tomasza Sikorskiego czy Bogusława Schaeffera. Jeżeli nie napiszę, że bywają ciekawsze, to wyłącznie dlatego, że na tym poziomie artystycznym hierarchie po prostu nie obowiązują. Natomiast zdarza się, że są bardziej radykalne.

Poza tym od początku "oba albumy traktowane były jako monolit" (Pospieszalski). Identyczna jest ich koncepcja. Jak i poprzednio, nie są to oryginalne kompozycje, tylko "wariacje na temat" pierwowzoru, ewentualnie improwizacje inspirowane tymże. Jak informuje twórca: "Chwytałem się małych fragmentów, z których rozwijałem własne transowe, minimalistyczne, długie formy". Również one nie są rozpisane na oryginalne instrumentarium, lecz na oktet jazzowy. Obok lidera na saksofonach altowym i tenorowym oraz klarnecie (ponadto magnetofon szpulowy) usłyszymy znakomitych muzyków: Piotr Chęcki – saksofony tenorowy i barytonowy, Tomasz Dąbrowski – trąbka, Tomasz Sroczyński – altówka, Szymon Mika – gitary elektryczna i akustyczna, Grzegorz Tarwid – fortepian, Max Mucha – kontrabas, Qba Janicki – perkusja i elektronika.

W tym miejscu postawię zarzuty, trzy. Po pierwsze, niewystarczająco ujawnia się indywidualność tych panów. Materiał, zarejestrowany podczas krakowskiego festiwalu Sacrum Profanum w sierpniu 2022, jest zbyt kolektywny; w moim przekonaniu za mało tu sugestywnych partii stricte solowych. Po drugie, tytułowa fraza (staruszka uprawiającego ogród) powinna zostać jednak wykrzyczana po angielsku. Po trzecie, brak bookletu, o który aż się prosiło. Poza pierwszym, drobiazgi? Owszem. Bo to bardzo dobra pozycja.

Otrzymujemy wręcz gwarancję niezawodnego grania. Widzę tu i ówdzie, że potraktowano tę muzykę jako jazz awangardowy. Owszem, ale umiarkowanie. Przy okazji jest bardzo komunikatywny, przyswajalny i na pewno idealnie się sprawdza podczas koncertów. Momentami istna ściana dźwięków, różne szarże, a niektóre zagrania zrytmizowane w sposób, który kojarzę z progresywnego rocka. Niemniej przeważa tempo stateczne, występują nawet spowolnienia, rozwleczenia – utwór czwarty mógłby stanowić akompaniament dla konduktu pogrzebowego. Gdzieniegdzie "wykorzystanie środków ze świata sound designu, noise’u i muzyki elektronicznej" przypomina, że to estetyka w pełni nowoczesna.

Myślę, że album usatysfakcjonowałby jedną z jego bohaterek, śp. profesor Krystynę Moszumańską-Nazar. Zapytana o fascynację młodych artystów elektroniką, nadmieniła: "nie przeczę, niektóre rozwiązania są interesujące". Przede wszystkim jednak wspominała: "My, Polacy, nie umiemy zatroszczyć się o własną kulturę wysoką. [...] Piętno polskiego syndromu: w repertuarze muzycznym nieobecni są Malawski, Serocki, Baird – ba, nawet Karłowicz" i inni, im podobni. A tu proszę, mamy to, mamy i tamto, przynajmniej w pewnym zakresie. Tylko czy potrafimy docenić? Czy ktokolwiek zacznie teraz szukać informacji, których tu zabrakło, mianowicie o tych wspaniałych polskich kompozytorkach i (wcześniej) kompozytorach?


sobota, 15 czerwca 2024

Michael Bates’ Acrobat / Lutosławski Quartet - "Metamorphoses: Variations On Lutosławski"

Michael Bates’ Acrobat / Lutosławski Quartet

Michael Bates' Acrobat:
Marty Ehrlich - klarnet
Sara Schoenbeck - fagot
Fung Chern Hwei - skrzypce
Michael Bates - kontrabas, aranżacja
Michael Sarin - perkusja

Lutosławski Quartet:
Roksana Kwaśnikowska - pierwsze skrzypce
Marcin Markowicz - drugie skrzypce
Artur Rozmysłowicz - altówka
Maciej Młodawski - wiolonczela

Anna Lobedan - wokal w The Sea

Tytuł płyty: "Metamorphoses: Variations On Lutosławski "

Wydawca: Anaklasis (2023)

Opis do zdjęć: Fot. PWM / ANAKLASIS / Bartek Barczyk.

Autor tekstu: Hanna Raya Polanowska

Kto stoi za twoim ulubionym utworem? Czy znasz swojego rolnika? Z przekąsem zadałam sobie to pytanie, gdy w rozmowie z Maciejem, redaktorem Polish Jazz-u, poruszyliśmy temat płyty: Metamorphoses: Variations On Lutosławski - Michael Bates’ Acrobat / Lutosławski Quartet.

Przenieśmy się na chwilę do jesieni roku 2021, kiedy to na wrocławskim Jazztopadzie pojawił się Michael Bates. Na muzycznej scenie na wodzie, Odra Centrum, którą prowadziłam, gościliśmy koncert festiwalowy. Tam, producencko-artystycznie, nasze ścieżki się przecięły i zaczęła się znajomość. Pewnie dobrze wiecie, jak mały jest świat. Nikogo nie powinno dziwić, że ten nowojorski kontrabasista okazuje się być kolegą mojego kolegi, znanego z czasów, kiedy John Zorn brylował na Manhattanie. Wróćmy jednak do tytułowego rolnika – zdradzę wam, że Michael w brooklińskim ogródku miał kury. O ile Michaela miałam przyjemność poznać osobiście, tyle o narodowym dobru, jakim określa się Lutosławskiego, nie wiedziałam nic. W tym momencie pewnie straciłam wielu z was, zagorzałych muzykologów. Bardzo dobrze! Ten felieton/artykuł/kawałek moich wynurzeń osobistych miał się pojawić już jakiś czas temu – za cierpliwość raz jeszcze dziękuję Maciejowi. Nie mogłam nikomu tego zrobić, nadal uważam, że nie mogę. Przedwiośnie spędziłam zatem stalkując Witolda Lutosławskiego: Jego osobę, jego otoczenie, jego dom, jego rodzinę, utwory, warszawską salę koncertową, komentarze jego fanów. Wszystko po to, by móc posłuchać płyty, wydanej w cudownym ANAKLASIS PWM, z uwagą.

Spróbuję dla was odtworzyć moment, w którym w niedużej wrocławskiej trattorii spotykam się z artystami, chwilę po zakończeniu drugiego dnia nagrań. Jest grudzień 2022 roku, dość zimny. Przy stole wita nas Michael Bates, kontrabasista, kompozytor i edukator muzyczny pochodzenia kanadyjskiego, który od wielu lat mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Michael wraz ze swoim zespołem Acrobat nie pierwszy raz bierze na warsztat wschodnio-europejską klasykę, ciekawskim polecam „Music for, and by, Dmitri Shostakovich”. Kwintet, w nieco odświeżonym składzie, tworzą muzycy jazzowi oraz klasyczni z bogatym doświadczeniem, również kompozytorskim. W skład wchodzą: Marty Ehrlich, multiinstrumentalista, który w szczególności uwiedzie was swoim kunsztem klarnetu w „Dance Prelude #2-I”; Sara Schoenbeck, fagocistka otwierająca „Cantilenę”; Michael Sarin, perkusista z ogromnym uśmiechem, bez którego utwór „Wind Trio³-I” nie mógłby zaistnieć; Fung Chern Hwei, skrzypek, o którym, choć nie powinnam publicznie tego wyznawać, po tym jak przeczytałam kilka słów przyjaciół Funga na jego temat, zapisał się w moim umyśle, jako jedna z najcieplejszych osób jakie miałam przyjemnośc kiedykolwiek poznać. Włoska knajpka nie jest duża, ale to dopiero połowa stołu. Jest z nami Antoni Grzymała, legendarne ucho polskiej reżyserii i realizacji dźwięku, który przyjechał na nagrania z Warszawy. Są i ci, bez których tej historii w ogóle by nie było – Lutosławski Quartet. Puszczam tutaj oko do zespołu, gdyż rok później spotkaliśmy się przy podobnej okazji przy stole z Craigiem Tabornem i Ksawerym Wójcińskim. Mała chwila na „female empowerment” – w tym powstałym w 2007 roku zespole pierwsze skrzypce gra Roksana Kwaśnikowska. Marcin Markowicz (drugie skrzypce), Artur Rozmysłowicz (altówka) oraz Maciej Młodawski (wiolonczela). Historycznie, w 1964 roku Witold Lutosławski opublikował dwuczęściowy utwór „Kwartet Smyczkowy”, który w jego twórczości był co prawda doświadczeniem jednorazowym, ale charakteryzował się wzrostem roli aleatoryzmu kontrolowanego – aspekt, dzięki któremu kompozytor zapisał się w kartach historii muzyki. Mamy jednak rok 2022, a kwartet od 15 lat na całym świecie sławi dorobek polskiej muzyki, a w szczególności twórczość Witolda Lutosławskiego. To właśnie ich koncert z Urim Cainem, rok wcześniej, zauroczył Bates’a i zapalił jego małą obsesję wokół twórczości tego kompozytora. Klamrę osobową można zamknąć w dość przekornym – patrząc na biografię Lutosławskiego – miejscu: utwór „the Sea”, gdzie syrenim głosem ludowe motywy wyśpiewuje Anna Lobedan. Aktorka i wokalistka, która kilka miesięcy wcześniej wraz z Lutosławski Quartet, Marcinem Maseckim i Grzegorzem Tarwidem oczarowała słuchaczy 20-stej Jesieni Jazzowej im. Tomasza Stańko w Bielsku Białej. Gdybyśmy mieli wymienić wszystkich, których dotknął  złoty palec tego projektu, nie wiem czy starczyłoby miejsca w tym przytulnym lokalu gastronomicznym. Zostawię wam jednak jeszcze jedną ciekawostkę: był tam z nami również Zbigniew Kozera, wrocławski kontrabasista znany z takich formacji jak Into The Roots – trio Piotra Damasiewicza, którego to instrument usłyszycie na płycie.

Czy coś łączy Bates’a i Lutosławskiego? Patrząc na mnie z okładki, poprzecinanym wzrokiem, Witold Lutosławski zdaje się zadawać to pytanie. Zastanawiam się, czy czas, który spędziłam chłonąc materiały o tym muzyku, legitymizuje mnie, choćby w najmniejszym stopniu, do recenzowania tej płyty. W wyobraźni wracam do żoliborskiej pracowni artysty. Do perfekcyjnego zestawienia mebli, rytmu dnia, wspólnej kawy z żoną w południe, aż po dywan zamówiony na wymiar w jednym z londyńskich butików. Te ostatnie miesiące wgłębiania się w historie tej rodziny to była realna metamorfoza mojego nastawienia do życia. Im bardziej wsłuchiwałam się w słowa o tym człowieku, tym bardziej jego altruizm, pogoda ducha oraz dbałość o higienę słuchania i słyszenia stawały się mi bliskie. Co ciekawe, w poznawaniu bliżej Michaela Bates’a również towarzyszyły mi te obserwacje. Widzicie Michael to ciepły, szczerze uśmiechający się muzyk z niebywałym uporem i dążeniem do perfekcji. W podcaście Contrabass Conversation opisał proces opracowywania utworów na tę płytę i cóż, bez zbędnego zaskoczenia można powiedzieć, że to co słyszymy na płycie to efekt ciężkiej, codzienniej żmudnej pracy.

Zakopując się w materiałach o Witoldzie Lutosławskim, miałam również przyjemność poznać opinie fanów, którzy szeroko komentowali dostępne w internecie treści. Podkreślali, że dla melomana największą ucztą było nie tylko słyszenie utworów, ale również możliwość zobaczenia samego mistrza na scenie. Chociaż koncert promujący projekt "Metamorphoses" był ograniczony do nowojorskiej publiczności, z radością przekazuję ekscytujące wieści. Jesienią odbędzie się trasa koncertowa tego projektu po Polsce, z przystankami w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie. Jeśli chcecie doświadczyć tego unikalnego połączenia dźwięków i historii na żywo, zapraszam do uczestnictwa. To będzie doskonała okazja, aby na własne uszy przekonać się jak brzmi wasz nowy ulubiony utwór, i kto za nim stoi.


środa, 12 czerwca 2024

Kuba Cichocki – "Flowing Circles"

Kuba Cichocki 

Kuba Cichocki - Fortepian
Brandon Seabrook - Gitara
Lucas Pino - Saksofon
Bogna Kicińska - Wokal
Edward Perez - Kontrabas
Colin Stranahan - Perkusja
Patrick Breiner - Saksofon
Rogerio Boccato - Perkusjonalia
Rose Ellis - Wokal

Kwartet smyczkowy:
Sana Nagano
Leonor Falcòn
Benjamin von Gutzeit
Brian Sanders

Tytuł płyty: "Flowing Circles"

Wydawca: Brooklyn Jazz Underground Records (2023)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Album "Flowing Circles" autorstwa Kuby Cichockiego, wydanego przez Brooklyn Jazz Underground Records, to dzieło złożone i wielowymiarowe, które z pewnością zasługuje na szczegółową analizę. Zanurzając się w ten muzyczny świat, szybko zauważamy, jak umiejętnie Cichocki łączy skomplikowane, wielowarstwowe kompozycje z momentami improwizacji, tworząc unikalną narrację muzyczną.

Właściwie cały album jest mieszanką skomponowanych i improwizowanych sekwencji, które nie tylko wtapiają się w siebie, ale czasami istnieją równolegle, tworząc fascynującą strukturę muzyczną. Takie podejście do kompozycji wskazuje na głębokie zrozumienie jazzowej tradycji oraz zdolność do jej nowatorskiego rozwijania. Cichocki, mieszkając na co dzień w Nowym Jorku i zapraszając do współpracy muzyków z tego miasta, czerpie pełnymi garściami z energetycznej sceny Nowego Jorku, co słychać w każdej kompozycji na płycie.

W czasie odsłuchu niekiedy przypominały mi się utwory Rafała Sarneckiego – podobnie jak u niego, tak też na „Flowing Circles”, kompozycje są dość złożone i należy się w 100% skupić na muzyce, aby niczego nie przegapić. Momentami można odnieść nawet wrażenie, że utwory Cichockiego są trochę przeintelektualizowane. Nie sądzę jednak, aby był to minus – płyta ta niejako wymusza na słuchaczu zaangażowanie w odbiór.

Kuba Cichocki szczególnie znany jest ze współpracy z gitarzystą Brandonem Seabrookiem. Czytając wywiady Cichockiego odnosi się wrażenie, że tych dwóch artystów łączy szczególna więź muzyczna. W takich sytuacjach niekiedy słychać na nagraniach, że część składu rozumie się wzajemnie dużo lepiej niż z pozostałymi członkami zespołu. Na „Flowing Circles” absolutnie jest to niezauważalne – właściwie żaden element tej muzycznej układanki nie góruje nad pozostałymi.

Obecność kwartetu smyczkowego oraz innych znakomitych muzyków, takich jak Lucas Pino na saksofonie czy Rogerio Boccato na perkusjonaliach, wzbogaca teksturę albumu, nadając mu dodatkową głębię. Warto zwrócić uwagę na bogactwo użytych instrumentów oraz sposób, w jaki są one eksplorowane. Od delikatnych smyczków po energetyczne uderzenia perkusyjne, każdy element ma swoje miejsce i znaczenie, co sprawia, że "Flowing Circles" jest dziełem kompleksowym i wielowarstwowym.

Podsumowując, "Flowing Circles" Kuby Cichockiego to album, który zmusza do refleksji i głębokiego zanurzenia w dźwięki. Jest to praca wymagająca od słuchacza zaangażowania, lecz równocześnie oferująca bogate, satysfakcjonujące doznania muzyczne. Cichocki pokazuje także, że jego muzyczna ewolucja wciąż trwa. Odstępując od bardziej awangardowych eksploracji swoich wcześniejszych prac, na "Flowing Circles" skupia się na bardziej dostępnych, ale równie wyrafinowanych kompozycjach, które balansują na granicy intelektualnej głębi i emocjonalnego oddziaływania.

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Michal Aftyka Quintet - "Frukstrakt"

Michal Aftyka Quintet

Marcin Elszkowski - Trumpet
Marcin Konieczkowicz - Alto Saxophone
Tymon Kosma - Vibraphone, Xylophon
Michał Aftyka - Double Bass
Stefan Raczkowski - Drums

Album's title - "Frukstrakt"

Multikulti (2023)

Review author: Viačeslavas Gliožeris

„Frukstrakt” - a title of double bassist Michal Afyka quintet's debut album – is an artificial word, invented by Michal himself. Since the album's music is presented as a sort of soundtrack to the walk through the Museum of Lost Flavours in the album's notes, for me the title somehow associates with a combination of “fruit” and “extract”, but most probably I'm wrong here.

Anyway, what we have inside of a nicely packaged album is tasteful avant-garde jazz with strong chamber influence. All compositions are Aftyka's originals, but the final music is an obvious collective work's result. Traditional reeds – drums – bass quintet is completed with vibes player/xylophonist Tymon Kosma instead of an expected piano player, which works pretty well with quite elegant and partially dreamy Afyka's music.

Rooted in chamber avant-garde jazz tradition (ca. 90s), the Quintet sounds quite conservative, which probably is for good here. At the same time, there are modern touches here and there. In all, the album's music is a respectable mix of the past and nowadays. As almost always, best chamber jazz offers a lot of colors, nuances, and moods, “Frukstrakt” is not an exemption.

The album's music varies from dreamy to a bit sentimental, from slightly melancholic to nervous, but always well framed and controlled. I like there is no aggressiveness, exaltation, or artificial rebellion in this music, so often usual for works of young artists, searching for their own place on the jazz scene. It is intelligent, tasteful, and somehow pleasantly comfortable, in its own way. I really like the simplicity of arrangements – moods, and atmosphere are both obviously more important than virtuosity's demonstration here. I like the reeds soloing and vibes sound too. 

Yes, we feel there is more freshness of young hearts and heads against maturity and technical excellence demonstration in this music, but probably “Frukstrakt” is attractive because of that as well. Strong debut and I'm really curious about what comes after.

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Magda Kuraś Quintet - "Tryptyk Biłgorajski"

Magda Kuraś Quintet 

Magda Kuraś – Wokal
Maciej Świniarski – Głos, burza, tamburyn
Ziemowit Klimek – kontrabas, głos
Kuba Krzanowski – perkusja, głos
Dominik Kisiel – piano, głos

Tytuł płyty: "Tryptyk Biłgorajski" 

Wydawnictwo: Alpaka Records (2023)

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Na pierwszy rzut oka, "Tryptyk Biłgorajski" Magdy Kuraś Quintet może wydawać się kolejnym wpisem w niekończącej się serii jazzowych albumów z folklorycznym zabarwieniem. Jednak już po pierwszych taktach staje się jasne, że debiutancka płyta kwintetu Kuraś ma w sobie coś więcej.

Muzyczne dziedzictwo południowo-wschodniej Polski jest tu nie tylko tłem, ale fundamentem dla całego projektu, co nadaje tej pracy głęboki, osobisty charakter. Kompozycje, oparte na tekstach ludowych pieśni, są przeplatane intymnymi recytacjami, które dodatkowo wzbogacają emocjonalny kontekst albumu.

Nie można jednak mówić, że "Tryptyk Biłgorajski" wnosi wiele nowości do gatunku; to raczej umiejętne przetworzenie i adaptacja tradycji. Zdecydowanie dominują tu elementy folkowe, a jazz, choć obecny, ustępuje pierwszeństwa bardziej ludowym brzmieniom. To, co jednak fascynuje i przyciąga, to sposób, w jaki Kuraś i jej zespół balansują na granicy tych dwóch światów. Bardzo interesujące (choć niespecjalnie skomplikowane) struktury harmoniczne świadczą o głębokim zrozumieniu i szacunku do obu gatunków.

Album ma charakter kolektywny, co widać w sposobie, w jaki muzyka jest wykonywana — każdy z muzyków przyczynia się do całości, nie dominując, ale wspierając opowieść. Można by zarzucić, że taka forma ogranicza przestrzeń dla indywidualnych popisów, ale w kontekście tego albumu jest to zdecydowanie zaleta, a nie wada.

Mimo inflacji folkowych albumów jazzowych na rynku, "Tryptyk Biłgorajski" zdołał przyciągnąć moją uwagę. Może nie przez nowatorstwo, ale przez szczerość i emocjonalne zaangażowanie, z jakim Magda Kuraś przedstawia swoją muzyczną wizję. To uczciwa i piękna celebracja jej muzycznych korzeni, która zasługuje na wysłuchanie.


piątek, 24 maja 2024

Follow Dices - "Czułość"

Follow Dices

Mikołaj Kostka - skrzypce
Franciszek Raczkowski - fortepian
Jan Jerzy Kołacki - kontrabas
Adam Wajdzik - perkusja

"Czułość" 

Wydanie własne (2023)

Tekst: Maciej Nowotny


Jedną z cech wyróżniających polski jazz jest jego silny związek z muzyką klasyczną. Być może dlatego wśród jazzowych instrumentalistów mamy w Polsce tylu pianistów i to wybitnych, ale też niemało mamy skrzypków. I chyba w żadnym innym kraju, w którym gra się jazz skrzypkowie nie odegrali tak wybitnej roli ani nie ma ich tak wielu i tworzących tak różnorodną muzykę jak właśnie w naszym kraju. Bez Zbigniewa Seiferta i Michała Urbaniaka trudno sobie wyobrazić rozwój jazzu w Polsce, ponadto należeli oni do wąskiego grona polskich jazzmanów, którzy zrobili międzynarodową karierę. Ale i inni mniej znani z tamtego pokolenia byli wspaniali jak np. Henryk Gembalski, Maciej Strzelczyk czy Krzesimir Dębski, o którego nowym krążku "Borello" pisaliśmy niedawno z uznaniem na naszych łamach (a który w międzyczasie dostał nominację do Fryderyka 2023 za Album Roku w kategorii Elektronika).

Także teraźniejszość polskich jazzowych skrzypiec wygląda imponująco zarówno ze względu na liczbę muzyków jak i poziom dostarczanej przez nich muzyki. Adam Bałdych to gwiazda znanej wytwórni ACT, Mateusz Smoczyński i Dawid Lubowicz wraz z Atom String Quartet są jednymi z najoryginalniejszych głosów we współczesnym polskim jazzie. A przecież są muzycy jeszcze od nich młodsi i równie utalentowani jak np. Tomasz Chyła, Bartosz Dworak, Kacper Malisz czy - występujący na tej płycie - Mikołaj Kostka. Mimo młodego wieku - zaledwie kilka lat temu ukończył znany Wydział Jazzu na Akademii Muzycznej w Katowicach - dał się już poznać nagrywając kilka ciekawych płyt wśród których wyróżniają się te nagrane z udziałem równie młodego pianisty Franciszka Raczkowskiego czyli "Duo" i debiutancka kwartetu Follow Dices zatytułowana "Eternal Colors".

Współpraca z Raczkowskim, jak i pozostałymi członkami zespołu kontrabasistą Janem Jerzy Kołackim i perkusistą Adamem Wajdzikiem, zaowocowała po 5 latach od debiutu tego zespołu kolejnym krążkiem, który brzmi bardzo dojrzale i pod względem wykonawaczym, kompozytorskim, ba, nawet edytorskim prezentuje wyjątkowo wysoki poziom. Wszystko jest tu nie tylko od początku do końca przemyślane, ale też świetnie zrealizowane, w efekcie mamy wrażenie obcowania z muzyką kompletną, mającą własną tożsamość, własnego ducha, co biorąc pod uwagę młody wiek artystów, jest czymś niezwykłym i rzadko spotykanym.

Także pod względem brzmienia mamy tutaj do czynienia z czymś zaskakującym, bo muzycy oprócz odwoływania się do tradycji jazzowej, sięgają równie odważnie do muzyki klasycznej, a nawet muzyki dawnej. Ten melanż brzmi przy tym spójnie, a poszczególne utwory łączy w całość właśnie dźwięk skrzypiec, które nadają tej muzyce własny unikalny charakter. Wielu słuchaczom podobać się będą także kompozycje, które łatwo wpadają w ucho, nie popadając jednak w banał, a przy tym jest to wszystko po prostu świetnie zagrane. Można się delektować brzmieniem poszczególnych instrumentów i ich interakcją. Z pozytywnych rzeczy warto jeszcze podkreślić fakt, że muzyka ta niczego nie naśladuje, artyści szukają tu własnej drogi, dostajemy propozycję czegoś osobistego, oryginalnego i brzmiącego świeżo, a to jest to co tygryski lubią w jazzie najbardziej.

A jednak mimo tylu mocnych stron muzyka na tej płycie wprawiła mnie też w pewną konsternację. Na początek coś bardzo subiektywnego: ten zespół wspaniale brzmi razem, jest złożony ze świetnych instrumentalistów, a tymczasem dość często skrzypce dominują całkowicie i nie pozostawiają przestrzeni na interakcję między muzykami. Ta wszędobylskość skrzypiec wiąże się też z przewagą elementu melodyjnego, komponowanego w tej muzyce, który z jednej strony skutecznie przykuwa uwagę przy pierwszym odsłuchu, ale już przy kolejnych mniej.

I tu chciałbym zwrócić uwagę na kolejne zaskoczenie, mianowicie czuję że artyści nie spełnili jeszcze wszystkich obietnic jakie nam złożyli choćby wybierając na nazwę zespołu przypisywane Johnowi Cage'owi powiedzenie "follow dices". Oznacza ono nic innego jak zachętę do celebrowania przypadku, losowości, świetnie znajdujące swe odbicie w improwizowanym aspekcie muzyki. I rzeczywiście ten element jest obecny na płycie i brzmi  nieraz wręcz kapitalnie. Ale dla takiego słuchacza jak piszący te słowa, dla którego jazz to przede wszystkim wolność, właśnie tego elementu jest w grze zespołu zbyt mało. Dlatego chociaż muzyka brzmi niezwykle atrakcyjnie i kiedy raz już zaczniemy jej słuchać, to właściwie trudno przestać, bo poszczególne utwory nie stanową zbioru luźno powiązanych ze sobą piosenek, a raczej część większej, jednorodnej całości, rodzaj suity, to przy kolejnych odsłuchach zaczyna mi tu brakować swobody, nieprzewidywalności, tajemnicy. A zatem mam nadzieję, że to jeszcze moje nie ostatnie spotkanie z tą grupą wybitnie uzdolnionych muzyków i czekam na ich kolejny krok, który mam nadzieję będzie wiódł jeszcze głębiej w stronę tego wielkiego, gęstego i ciemnego lasu jakim jest improwizowany jazz.



poniedziałek, 6 maja 2024

Kołdra - "Korpo Diem"

Kołdra

Agnieszka Frączyk (wokal/skrzypce),
Piotr Gil (kontrabas/gitara basowa),
Michał Małkowicz (perkusja),
Jakub Chrobak (gitara elektryczna)
Michał Olejnik (instrumenty klawiszowe

"Korpo Diem"

Tekst: Maciej Nowotny

Założony z inicjatywywy Agnieszki Frączyk zespół Kołdra gra rodzaj gulaszu muzycznego, w którym jest wszystko: pop, R&B, reagee, fun, folk, samba, jazz, a nawet trochę szantów. Oprócz liderki, która gra na skrzypcach (nie są to najlepsze momenty na tym albumie) i śpiewa (to idzie znacznie lepiej) w zespole grają Piotr Gil na kontrabasie i gitarze basowej, Michał Małkowicz na perkusji, Jakub Chrobak na gitarze elektrycznej i Michał Olejnik na instrumentach klawiszowych. Ten skład zaskakująco dobrze wypada w partiach czysto instrumentalnych, wykazując się dużą erudycją w zakresie muzyki popularnej. Aranże są pomysłowe i wiele z nich ma potencjał na bycie przebojem. Także wokal Frączyk nie jest bynajmniej rozczarowaniem, może nie jest operowy, nie ta skala, ale wokalistka jest bardzo muzykalna, a ponadto kipi energią i potencjalnie jest to charyzmatyczne połączenie.

Niestety mimo tego potencjału odsłuch muzyki na płycie nie był dla mnie satysfakcjonujący. Problem polega na doborze tematu. W teorii pomysł był ciekawy, bo muzycy, którzy nagrali album na co dzień pracują w korporacjach (podobnie jak autor tego tekstu), a dokładniej w koporacjach IT i właśnie codzienne życie pracowników IT w korporacji wzięli za temat swoich tekstów. To, co nie zagrało - przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu - to decyzja, by w tekstach używać korporacyjnej i co gorsza informatycznej nowomowy. Nie żartuję. Serio. Ktokolwiek pracował w korporacji i zetknął się z działem IT ten wie jakiego poziomu komunikatywności można się było spodziewać. I dokładnie taką mieszaniną kiepskiego polskiego, ułomnego angielskiego i żargonu IT posługuje się autorka tekstów i woklistka by opowiadać swoje skądinąd ciekawe historie o rekrutacjach, coachingu czy perypetiach nowego project menedżera. Poniżej przykład takiego tekstu:

Jak dobrze testować to tylko na prodzie Od wieków najlepiej, od zawsze to w modzie Nie żadne sandboxy, vm-ki, Czy klony Testuję tylko na prodzie Jak robić deploye to tylko w piąteczek Bez mrugnięcia okiem, pęknięcia żyłeczek Najlepiej astralne releasy kwartalne Już szukam last-minute wycieczek Jak puszczać update’y to tylko bez whera Od zawsze w porząsiu, ten cud nie wymiera Nie żadne transakcje, testowe atrakcje Updaty tylko bez whera Gdy delete za duży i łakniesz kariery Świadomość meduzy, a twe są serwery Nieczuła twa dusza - F5 naduszaj Congratsy, już response jest 404 Ref. Bo na produkcji prawdziwe jest życie Podnosi kortyzol, przyspiesza serca bicie Kawy nie trzeba, ordery, zaszczyty Gdy rzeźbisz na prodzie toś niesamowity jest!

Przykro mi, ale mimo dobrej gry muzyków, interesującego wokalu szansonistki i pomysłowych aranży nie jestem w stanie słuchać tego tekstu, a tym bardziej zrozumieć z czym zmaga się podmiot liryczny. Teksty pozostają dla nas często niezrozumiałe, a nawet gorzej, irytują, drażnią. Nawet kiedy staramy się w nie wczytać i zrozumieć świat, który opisują, wywołuje on nie zaciekawienie, a po prostu śmiech, a następnie przerażenie. Chociaż nie, bo czasami pojawia się też zwykłe współczucie dla tych utalentowanych młodych  ludzi, którzy muszą spędzać czas w miejscu tak nierzeczywistym, tak pełnym nic nie znaczących rytuałów, tak odhumanizowanym. Bez wątpienia artyści nagrywający tę płytę czuli odstręczającą sztuczność tego świata i w  tych momentach jak np. w nostalgicznej balladzie "Na supporcie" ta płyta jest najlepsza i odkupuje swoje grzechy. Piszę te słowa z żalem, bo młodzi muzycy mają duży potencjał i chciałbym jeszcze ich posłuchać w przyszłości w czymś naprawdę godnym ich talentu. Bowiem nie wierzę, że pracując w dziale IT traci się duszę. Trzymam za to kciuki.



środa, 1 maja 2024

Zespół Perkusyjny J. Bartza - "Ostryga Pustyni"

Zespół Perkusyjny Jerzego Bartza 

Włodzimierz Nahorny - sax, fl
Janusz Sidorenko - g
Jacek Bednarek - g
Jerzy Bartz - dr, perc
Sergiusz Perkowski - dr, perc
Józef Gawrych - dr, perc, marimba
Jerzy Woźniak - dr, perc, marimba

Tytuł albumu: Ostryga pustyni

Wydawca: GAD Records (2023)

Autor tekstu: Maciej Nowotny

Michał Wilczyński, szefujący wytwórni GAD Records, niezmordowanie przeczesuje archiwa i znajduje nagrania, które w wielu przypadkach każą przemyśleć historię polskiego jazzu na nowo. W przypadku tego pochodzacego z roku 1969 nagrania jednak... tak nie jest. Z jednej bowiem strony mamy tutaj - co jest intrygujące - kawałek rzadko granego jazzu ala exotica zagrany przez nieczęsto spotykany skład, w którym spotkało się aż czterech perkusistów czyli obok lidera Sergiusz Perkowski, Józef Gawrych i Jerzy Woźniak. Z drugiej strony nasz ewentualny zachwyt tą estetyką trwać będzie tylko do momentu, gdy przypomnimy sobie nagrania Lesa Baxtera i skonstatujemy, że polskie wersje są niemal wierną kopią oryginałów pióra tego klasyka muzyki "easy listening".

Czy zatem płyta ta jest zupełnym rozczarowaniem? Ale oczywiście nie! Po pierwsze udowadania ona jak uważnie polscy muzycy słuchali tego co się na świecie dzieje i jak eksperymentowali próbując jakoś wpleść różne wymyślone głównie za ocenanem estetyki w polską wrażliwość muzyczną. Dzięki takim próbom, tu podjętym przez Bartza i jego zespół, mozolnie i powoli przeszczepiane były na grunt polski nowe idee, szczególnie w obszarze rytmiki, oczywiście insprowane tradycją afrykańską i mające po kilku dekadach zupełnie odmienić język współczesnej polskiej muzyki improwizowanej (chociaż autor jest zdania, że ten proces ciagla trwa i mógłby postępować szybciej).

Po drugie, muzycy naprawdę świetnie się bawili grając te muzykę, której i dzisiaj słucha się przyjemnie, a horyzont kołysze się nam jakbyśmy płynęli transatlantykiem (gdzie zresztą ta muzyka też była grana) i wciagnęli już parę daiquiri. A wisienką na tym niekiedy aż za słodkim ciastku jest obecność na płycie Włodzimierza Nahornego, grającego o dziwo na flecie i saksofonie, zreszta świetnie. Nahornego, który ponadto dołożył tutaj jedną kompozycję o znamiennym tytule "Namiastka", która jest tak dobra i tak się wyróżnia spośród pozostałych na płycie, że przez chwilę można nawet ulec złudzeniu że ta muzyka to coś więcej niż dobre na wakacyjną kolację pitu pitu. Złudzenia ulegają rozwianiu szybko, ale pobłażliwy uśmiech nie znika nam z twarzy, bo muzycy włożyli w tę muzykę naprawdę sporo serca, to słychać, to cieszy i niech nam to wystarczy.

środa, 24 kwietnia 2024

Szymon Wójcik - "All the Wonders of Six Little Spoons"

Szymon Wójcik

Szymon Wójcik - electric guitar, compositions
Thea Soti - voice
Ferdinand Schwarz - trumpet
Jonas Engel - alto sax, clarinet
Victor Fox - bass clarinet
Emilia Gołos - piano
Zoe Argyriou - vibraphone, timpani, bass drum
Magdalena Lorenz - violin
Jonas Gerigk - double bass
Anthony Greminger - drums

Tytuł albumu: All the Wonders of Six Little Spoons

Wydawca: Gotta Let It Out, Denmark (2023)

Autor recenzji: Viačeslavas Gliožeris


Polish guitarist Szymon Wójcik played with Swede Mats Gustafsson as part of Mats Hidros 9 large-scale project, combining two 9-piece bands (Polish and Norwegian) and six renown international soloists including American bass-sax player Colin Stetson, Norwegian female guitarist Hedwig Mollestad and Austrian turntables wizard Dieb13. Still, for Polish listener Szymon is probably better known by his avant-punk band RASP Lovers.

On “All the Wonders of Six Little Spoons” Szymon (now based in Cologne, Germany) offers an ambitious work as composer. Besides of multinational band which contains reeds section, pianist, vibes player, violinist, acoustic bassist, drummer and voice artist, Szymon plays an electric guitars as well. New album's music is different from RASP Lovers and Szymon collaboration with Mats Gustafsson both. Based on Gertrude Stein poems, album's music sounds closer to Musique concrète and academic avantgarde from the second half of 20th century than to once popular free jazz and poetry mix of Amiri Baraka.

“All the Wonders...” opens with almost static aerial “Blackening” with distant anemic voice of Serbian-Hungarian, Germany-based artist Thea Soti. “Go Red Laugh White” is more energetic, more angular, but still same cold and dark song, with free jazz reeds and piano intersections. “Suppose A Collapse” offers a Dadaist surreal atmosphere with lot of sax free soloing which surprisingly develops towards quite lyrical vocalize. “Sokrates Im Supermarkt” (two parts) opens as clock-work retro-mechanic composition, which ends up as slow and dark viscous tune. The closer, ”Daffodilis”, is based on Polish artist Monika Orpik (who is responsible for album's cover art as well) poem. It contains multilayered vocalize, heavier drums and is more energetic.

It's interesting, that the album, sounding as if it is heavily based on electronics, contains no synth or electronics at all. All ambient sounds are produced by ”live” instruments what gives to the music much more “human” feel. Been inclement by its atmosphere, this album doesn't sound as non-human, machine work. It recalls me a lot some great Keith and Julie Tippets experimental works, just transferred to the Weimar Republic's and Berlin (electronic) school land.

Not really a release for entertainment, it offers some interesting ideas and aesthetics to open ears listener's head. I really like it.


piątek, 19 kwietnia 2024

Dominik Kisiel & Krzysztof Pawłocki - “Late Summer”

Dominik Kisiel & Krzysztof Pawłocki - “Late Summer”

Dominik Kisiel - fortepian, modyfikacje
Krzysztof Pawłocki - gitara, efekty

“Late Summer” (2023)

Tekst: Robert Kozubal

“Late Summer” należy do grona płyt, o których powstaniu warto wiedzieć kilka rzeczy przed pierwszym odsłuchem, ponieważ jej geneza jest istotnym kluczem-tropem do ulotnej, efemerycznej muzyki jej twórców, duetu Dominik Kisiel i Krzysztof Pawłocki i może pozwolić szerzej otworzyć się na ich muzykę oraz dać się ponieść dźwiękom tkanym przez artystów. Dla niektórych słuchaczy może być to wręcz warunek do tego konieczny.

Na początku, przed płytą, był więc koncert, choć z rąbków uchylanych przez duet wynika, że słowo koncert jest nadadekwatne, bo automatycznie skojarzone z dużą gromadą gawiedzi, a publika wydarzenia zaczynu “Późnego lata” była podobno skromniejsza, sami autorzy mówią, że był to występ kameralny, dla grona przyjaciół. To ważne określenie, albowiem właśnie ta nieliczna wspólnota, miejsce oraz atmosfera sprawiły, że panowie zagrali w pełni improwizowany występ, gdzie tylko jeden utwór, pod tytułem “Bene dicte”, miał jakąś wcześniej zaplanowaną strukturę. O taką:


Oddajmy na moment głos autorom, gruntownie wykształconym muzykom z Trójmiasta , zanim oddamy głos ich instrumentom: “Siedem utworów skomponowanych na żywo, podczas koncertu - jest to (płyta “Late Summer” - przyp. autor)  intymny i ekskluzywny zapis chwili, uczuć, emocji, myśli i energii. Dźwięk fortepianu spreparowany m.in. wytłumieniem strun, gitara lekko podbarwiona efektami tworzą pogodny i wciągający nastrój, zaś muzycznie jest to czysta improwizacja inspirowana daną chwilą, uczuciami zgromadzonych ludzi”.

Podziwiam odwagę muzyków. Po pierwsze ciężko obiektywnie ocenić własny materiał w zasadzie pozbawiony formy, zatem istniało realne ryzyko, że zapis nie pozostawi słuchaczowi nawet strzępka z magii “chwili, uczuć, emocji, myśli i energii”, jaka wypełniła przestrzeń podczas występu i będzie obcował jedynie z nagą, trudną w odbiorze muzyką improwizowaną. Po drugie przestrzeń muzyczną “Late Summer” wypełniają jedynie dwa instrumenty, nie ma tu dźwiękowych fajerwerków, gdzieś tam jedynie słychać lekkie tło elektroniki, ale przez ponad 50 minut mamy do czynienia z muzyką improwizowaną, w dodatku dość surową. Wprawdzie Dominik Kisiel i Krzysztof Pawłocki podkreślają, że dopiero gdy usłyszeli nagrany materiał uznali, że zyskuje on więcej “ciepła i szerokości” i postanowili wydać z tego płytę - mimo wszystko uchylam przez muzykami swój melonik z szacunkiem i podziwem. Bo ryzykowali. Ale moim zdaniem ryzykowali słusznie.

Rzeczywiście dwie rzeczy robią duże wrażenie. Najpierw bliskość muzyki - realizacyjnie udało się znakomicie umieścić słuchacza dosłownie “w” lub “na” koncercie, w jego centrum. Zwłaszcza odsłuch na słuchawkach robi niesamowite wrażenie “bycia” uczestnikiem występu, a ślad “magii” chwili pozostał. Druga rzecz wynika z pierwszej: rzadko mamy do czynienia z tak intymnym kontaktem z artystami. Zwłaszcza gitara jest tutaj bardzo blisko słuchacza. Na wyciągnięcie ręki, zdawałoby się. Nie ma tu podziału na sceną i widownię. Dokładność, blisko dźwięku zaciera te granice. 

Muzyka na płycie jest spokojna, płynie wolno, choć momentami jej nurt przyspiesza i przypomina rwący potok, ale nie na długo, później znów leniwie meandruje. Całość jest raczej urokliwie spokojna i fantazyjnie melancholijna. Bywa, owszem, melodyczna i rytmiczna - ale utwory są raczej pasażami, muzycznymi widokami, dźwiękowym babim latem, no i powtórzę do znudzenia: mamy do czynienia z materiałem niemal w stu procentach improwizowanym, z żywą (ale nie żywiołową czy tworzoną na żywioł) rozmową instrumentów i splotem osobowości artystów. Nie ma co spodziewać się zwartych, formalnych struktur, a skąpe instrumentarium pisze muzyczny scenariusz: słyszymy więc albo popisy instrumentalne jednego z artystów na tle akompaniamentu drugiego z nich lub wspólne lub raczej współistniejące instrumenty.

Czy to więc dobrze, że koncert zamienił się w płytę? Odpowiedź na to pytanie jest absolutnie subiektywnie indywidualna i tak samo, jak ulotna emocja koncertu będzie ona wypadkową: upodobań słuchacza, jego stanu emocjonalnego, a nawet sprzętu, na którym “Latte Sumer” będzie odsłuchiwany. 

Mnie płyta Dominik Kisiela i Krzysztofa Pawłockiego oczarowała. Nie zauważyłem, gdy się skończyła. Ale czy oczaruje innych? Sprawdźcie koniecznie


Zobacz też: