Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masecki Marcin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masecki Marcin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 czerwca 2026

Marcin Masecki - "Bolerosy Y Masecki"

Marcin Masecki

Tytuł płyty: "Bolerosy Y Masecki" (2025)

Tekst: Maciej Nowotny


2 lata po nagranej w klasycznym jazzowym trio - z perkusistą Jurkiem Rogiewiczem i kontrabasistą Maxem Muchą - płycie "Boleros y más", utrzymanej w stylistyce muzyki latynoamerykańskiej, Masecki powrócił do tego repertuaru tylko w wykonaniu orkiestrowym i nagrał (oraz zaśpiewał!) muzykę na płytę "Bolerosy Y Masecki". Zmiany w składzie polegały konkretnie na dodaniu sekcji dętej, co przybliżyło muzykę do jej etnicznych korzeni i jednocześnie pozwoliło artyście spożytkować doświadczenia nabyte podczas współpracy w tym formacie w ramach Jazz Band Młynarski - Masecki czy jeszcze wcześniej w rewelacyjnym Profesjonalizmie.

poniedziałek, 4 września 2023

Marcin Masecki - Jazz z MACV (2023)

Marcin Masecki

Marcin Masecki – Kemble Piano

Orkiestra Instrumentów Dawnych

Warszawskiej Opery Kameralnej - MACV

„Jazz z MACV” (2022)

Wydawnictwo: Warszawska Opera Kameralna 

Tekst: Paweł Ziemba

Każdy czasami potrzebuje czasu, aby się do czegoś przekonać. Ja wielokrotnie zastanawiałem się czy muzyka poważna powinna być traktowana wyjątkowo, jak sztuka wymagająca nie tylko odpowiedniego przygotowania słuchacza, ale również odpowiednich warunków do jej odbioru. Czy ten przymiotnik „POWAŻNA” nie zamyka jej w przysłowiowej „złotej klatce”, czyniąc mniej powszechną, niedostępną, dedykowaną jedynie wybranej części odbiorców?

Jednym z dowodów, że muzyka nie zna granic, jest projekt Pani Alicji Węgorzewskiej - dyrektora sceny WOK i pomysłodawczyni zaproszenia muzyków jazzowych do orkiestry instrumentów dawnych Musicae Antiquae Collegium Varsoviense (MACV). Seria „Jazz z MACV” łączy w sobie elementy jazzu (improwizacji) z muzyką dawną, prowokując inne, świeże spojrzenie na muzykę klasyczną.

Prezentowanie muzyki dawnej w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez technologie i komercjalizm, jest zadaniem trudnym. Kto dziś miałyby sięgać po płyty z nagraniami utworów Bacha bądź Mozarta – przecież nie ma tam nic nowego i przebojowego. Jak się jednak okazuje wszystko zgodnie z zasadą różnorodności jest możliwe.

„Jazz z MACV – Marcin Masecki” jest drugą płytą z serii Jazz z MACV, którą zapoczątkował wydany w czerwcu 2022 roku album z Krzysztofem Herdzinem.

Po pierwszym przesłuchaniu krążka miałem bardzo mieszane odczucia i wiele pytań. O co w tym projekcie muzycznym chodzi? Czym ten krążek ma się wyróżnić od innych? Czy to jest w ogóle muzyka jazzowa? Sporo czasu zabrało mi zrozumienie istoty tego projektu, który teraz, po kilkukrotnym przesłuchaniu albumu, na swój sposób mnie zachwycił.

Sukces Jazz z MACV w dużej mierze wynika z odpowiedniego doboru repertuaru oraz wykonawców jazzowych, których wrażliwość, doświadczenie oraz umiejętności techniczne umożliwiają realizację tego projektu wspólnie z orkiestrą. Ten krążek to znacznie więcej niż tylko kolejne nagranie koncertu Bacha i Mozarta.

Marcin Masecki – znany szerszej publiczności chociażby z nagrań Jazz Bandu Młynarski-Masecki, jest entuzjastą instrumentów klawiszowych. Pianista, kompozytor, aranżer. Należy do niewielkiej grupy artystów, dla których muzyka klasyczna, jazz i szeroko rozumiana muzyka rozrywkowa stanowią jedynie fundament do kreatywnego tworzenia.

Album zaskakuje swoją świeżością i oryginalnością interpretacji. Jazz i muzykę dawną łączy ta sama idea - twórczego podejścia do materiału muzycznego. Improwizacja jest oczywistą fakturą jazzmanów, zapewne tak samo była nią dla Bacha i Mozarta.

Na krążku „Jazz z MACV – Marcin Masecki” znajdziemy trzy koncerty: pierwszy to E-dur BWV 1053 wielkiego Jana Sebastiana Bacha; drugim jest c-moll Wq 43/4 skomponowany przez jego syna Carla Phiippa Emanuela Bacha, a trzeci - to Koncert C-dur nr 13 KV 415 Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Marcin Masecki podszedł do projektu bardzo odważnie i kreatywnie. Bazując na swoim doświadczeniu oraz wrażliwości, dokonał transformacji niewspółczesnej formy wybranych kompozycji, prezentując je w inny, bardziej „uwspółcześniony” sposób, zachowując jednak oryginalny kształt kompozycyjny. Fragmenty improwizacji jazzowych opierają się na materiale muzycznym Bacha i Mozarta, w ten sposób nadawany jest nowy kształt utworom. Bez wątpienia dla artystów z MACV, jest to możliwość otwarcia się na nowe formy muzyczne i niestandardowy dla nich język, bazujący na elastycznym podejściu do zapisu nutowego.

Dodatkowo, aby zbliżyć się jednak do warunków w jakich powstawał oryginał, Masecki zdecydował się wykorzystać w nagraniach sześciooktawowe pianino marki Kemble, które z uwagi na strój w jakim gra orkiestra MACV, zostało przestrojone do 430 Hz.

Efekt muzyczny jest zaskakujący. Artysta doskonale czuje materię, w której się porusza, nadąża za ideą, wpisując się swoją grą w fantastycznie brzmiącą orkiestrę. Słucha się tego lekko, z przyjemnością, odnosząc wrażenie, że artystyczny cel to uniezależnienie się od rygorystycznie czczonej wierności zapisu nutowego i odejście od powszechnie znanej bądź oczekiwanej tradycji wykonawczej utworów tego rodzaju.

Jazz z MACV to projekt, który umiejętne łączy elementy jazzu z muzyką dawną. Gra Maseckiego z pewnością może się podobać, a czasami nawet zachwycać stylowością i detalami zręcznie wplatanymi w całość. Album zasługuje na uwagę nie tylko z racji kolejnego perfekcyjnego wykonania koncertów klasycznych, ale przede wszystkim z uwagi na swoisty estetyzm oraz świeżość w podejściu do interpretacji dzieł muzyki dawnej. Kunszt i umiejętności techniczne wszystkich wykonawców biorących udział w tym projekcie sprawiają, że w naturalny i harmonijny sposób powstała cudowna współzależność muzyki dawnej z muzyką improwizowaną. Projekt ten stanowi „pomost”, umożliwiający współczesnemu słuchaczowi wejście do świata kompozycji wykonywanych na instrumentach dawnych. Mam wrażenie, że jesteśmy świadkami tworzenia się nowej estetyki obejmującej swoim zasięgiem zarówno sympatyków muzyki poważnej jak i muzyki improwizowanej.


sobota, 7 września 2019

Marcin Masecki & Jerzy Rogiewicz – Ragtime (2018)

Marcin Masecki & Jerzy Rogiewicz

Marcin Masecki - upright piano
Jerzy Rogiewicz - drums

Ragtime

BMC 256




By Adam Baruch

This is the debut album by Polish duo comprising of pianist/composer Marcin Masecki and drummer Jerzy Rogiewicz (both are members of the Jazz Band Młynarski – Masecki). The album presents nine pieces, five of which are original compositions by Masecki, two pieces were composed by Polish popular music composers active between the two World Wars and another two pieces were composed by American composers active at the same period, all four with strong Jewish ties.

As with everything Masecki touches, the obvious becomes anything but obvious and the reference to the Ragtime music is more symbolic and imaginary than what might be expected. The original compositions and the interpretations of the four "standards" are therefore first and foremost Masecki's creations, both on the compositional and the performance platforms.

In the liner notes of the album Masecki states that hearing Ragtime when he was nine years old was what "got him into music originally". That is hardly surprising considering the fact that Ragtime, although considered the root of Jazz, was a composed music, and served as a bridge between European Classical Music and American syncopation, which reflects Masecki's musical duality and floating between genres.

If anybody is after a typical Ragtime music and expects to hear the popular classic Ragtime hits, this album is definitely not something they should consider listening to. If, however, someone is searching for unconventional and highly challenging new music, which takes hints from the stylistic characteristics of Ragtime and brings them a Century forward in time, with the extremely personal treatment that Masecki delivers, this album is a treasure chest of discovery and hidden marvels.

For the many Masecki's fans, this is of course something they will happily sunk their teeth into, without much ado. For others, less familiar with his word (if that is at all possible) this is a window of opportunity to discover a true original talent, who symbolizes individuality and complete disregard of convention with a smile on his face.

sobota, 24 listopada 2018

Bastarda - Promitat Eterno (2017)

Bastarda

Paweł Szamburski - clarinet
Michał Górczyński - contrabass clarinet
Tomasz Pokrzywiński - cello
Marcin Masecki - piano (7)

Promitat Eterno

LADO C/25


By Piotr Wojdat

Klarnecista Paweł Szamburski po znakomitym solowym "Ceratitis Capitata", które było ukłonem w stronę tradycyjnej muzyki sakralnej różnych religii basenu Morza Śródziemnego, wraz z wiolonczelistą Tomaszem Pokrzywińskim i klarnecistą Michałem Górczyńskim porusza kolejne ciekawe wątki muzyczne. Tym razem popularyzuje średniowieczne utwory Piotra z Grudziądza - postaci, która do 1975 roku nie była znana muzykologom. Dopiero czeski naukowiec Jaromír Černý odkrył jego imię zaszyfrowane w jednym z poematów. 

Piotr z Grudziądza to postać tajemnicza i wciąż niewiele na jego temat wiemy - w dużym uproszczeniu może oprócz tego, że sporo podróżował i napisał kilkadziesiąt utworów. Na szczęście z roku na rok twórczość kompozytora staje się coraz bardziej popularna, o czym może świadczyć fakt, że utwory jego autorstwa można usłyszeć na Festiwalu Muzyki Dawnej w Grudziądzu, który jest jemu poświęcony. Zresztą koncerty w ramach tego wydarzenia odbywają się nie tylko w rodzimym mieście artysty, ale też w innych regionach Polski. Cegiełkę dokłada do tego Bastarda, czyli trio, które podchodzi do tematów Piotra z Grudziądza z dużym poszanowaniem dla ich charakteru. Jednocześnie Paweł Szamburski, Tomasz Pokrzywiński i Michał Górczyński nadają im współczesny sznyt, co tylko dodaje kompozycjom kolorytu.

Utwory, które zostały wybrane na potrzeby albumu "Promitat Eterno", tworzą atmosferę pełnego skupienia i nastrój lekkiego oderwania od rzeczywistości. Artyści artykułują długimi dźwiękami, więc muzyka wybrzmiewa powoli. Czasami dwa klarnety i wiolonczela tworzą mocniejsze frazy, pojawiają się też wyciszenia, ledwo słyszalne szmery - to wszystko układa się jednak w przekonującą całość i tak naprawdę trudno rozpatrywać tę płytę w kontekście poszczególnych utworów. 

W muzyce Bastardy słychać echa nie tylko muzyki dawnej, ale też tego, co Szamburski i Górczyński proponują słuchaczom w kwartecie klarnetowym Ircha. Można też mieć skojarzenia z muzyką filmową Mikołaja Trzaski, która przykuwa uwagę nieprzegadanymi motywami. A z solową płytą Pawła Szamburskiego Bastardę łączy z kolei oszczędność brzmieniowa oraz surowy, pozbawiony ozdobników charakter prezentowanych kompozycji. Przez cały czas trwania albumu jesteśmy pogrążeni w mroku i melancholii. Ze średniowiecznej otchłani wydobywa nas jednak ostatni utwór na płycie, w którym gościnnie pojawia się pianista Marcin Masecki. To bardzo ciekawy kontrapunkt dla muzyki Piotra z Grudziądza w interpretacji Bastardy, a zarazem doskonałe zwieńczenie bardzo udanego wydawnictwa.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Marcin Masecki & Jerzy Rogiewicz - Ragtime (2018)

Marcin Masecki & Jerzy Rogiewicz

Marcin Masecki - upright piano
Jerzy Rogiewicz - drums

Ragtime

BMC CD 256




By Maciej Krawiec

„Masecki zagrałby wszystko, bo on jest człowiekiem, który ma technikę i otwarty łeb. Skręca w takie kierunki, że naprawdę gra się z nim ciekawie”. Tak o pianiście w swojej wydanej osiem lat temu autobiografii powiedział Tomasz Stańko i dziś słowa te wydają się jeszcze bardziej adekwatne. Poza współpracą z osadzonymi w różnych stylistykach zespołami, sięgał na przykład po kompozycje Bacha, Beethovena, Chopina i Scarlattiego, czy rozprawiał się z polonezami i mazurkami. Jego najnowszy album „Ragtime” – nagrany z perkusistą Jerzym Rogiewiczem – to zatem nie pierwszy dialog pianisty Marcina Maseckiego z historią muzyki, czy konwencjami wykonawczymi.

Ów dialog Masecki zwykle prowadzi na własnych, osobliwych prawach. Jest przekorny, nie przeszkadza mu powtarzanie się, woli zepsuć niż zbudować, nie chce się podobać, lubi zaskakiwać. Konwencjonalnie melodyjne i rytmiczne ragtime'y posłużyły mu do kolejnej muzycznej dekonstrukcji, w ramach której nie dba o przejrzystość narracji utworów czy perfekcyjne brzmienie. Zamiast tego pianista oferuje jednak znacznie więcej: własny styl. Łączy nienaganną technikę z nonszalancją, szacunek z wygłupem, melancholię z groteską. Gdy do tego doda się jeszcze jego wyobraźnię i swobodę improwizowania, nie pozostaje nic innego, jak z radością i zaciekawieniem odkrywać zarówno sam album, jak i koncertowe nagrania tego repertuaru.

Nie bez znaczenia jest oczywiście udział Jerzego Rogiewicza, wieloletniego partnera muzycznego pianisty. Na oszczędnym zestawie perkusyjnym kompetentnie swinguje, dzięki czemu wzmacnia związek duetu z jazzową tradycją. Poza tym, Rogiewicz naturalnie dyscyplinuje Maseckiego, dzięki czemu pianista gra w sposób bardziej ścisły i uporządkowany niż muzykując solo. Ten fakt można uzmysłowić sobie, porównując materiał duetowy z utworem zamykającym „Ragtime” – to nagranie z solowego występu Maseckiego w amsterdamskim klubie Bimhuis. Oba oblicza albumu są równie ciekawe, choć tych, którzy samotną grę pianisty słyszeli nie raz, powinno zainteresować bardziej jego muzykowanie z Rogiewiczem. A brak kontrabasu? To świetny pomysł, dzięki któremu uwydatnia się odrębność przedsięwzięcia, jego bezkompromisowość, a także daleka od perfekcjonizmu twórcza filozofia.

Jeśli więc chcieć dziś słuchać ragtime'ów – czy w ogóle muzyki tradycyjnej – unikając przy tym niestrawności towarzyszącej spotkaniom z epigonami, to właśnie w takich wykonaniach, jak to Maseckiego i Rogiewicza.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Marcin Masecki - Chopin Nokturny

Marcin Masecki

Marcin Masecki - upright piano

Chopin Nokturny

LADO C/23






By Jędrzej Janicki

Marcin Masecki po raz kolejny rzuca wyzwanie tradycji. Tym razem bierze na warsztat nokturny Fryderyka Chopina. Niech nie dadzą jednak się nabrać puryści muzyki klasycznej. Masecki Konkursu Chopinowskiego by nie zawojował, a płyta "Chopin Nokturny" przepojona jest nie tylko muzyką mistrza z Żelazowej Woli, lecz także jazzem, niepokornością i wrażliwością jednego z najważniejszych obecnie polskich pianistów.

Rzeczone nokturny są dla Maseckiego pretekstem do zaprezentowania własnego sposobu rozumienia muzyki klasycznej. Pozbawionego pompatyczności, sztuczności czy blasku świateł. To płyta surowa, której piękno paradoksalnie leży w pewnych brzmieniowych i technicznych niedoskonałościach (wszak płyta nagrana była na podrzędnym pianinie, bez zaawansowanych technologii, czym Masecki zbliża się do estetyki lo-fi, pozornie tylko tak bardzo odległej od muzyki klasycznej czy jazzu). Jak sam podkreślał, bardzo chciał zagrać te utwory "po swojemu", ucząc się ich na pamięć, porzucając zapis nutowy i bardzo wiele improwizując. To nie jest Chopin z podręczników akademickich czy nudnych koncertów okolicznościowych, lecz Chopin z zadymionej, niechlujnej knajpy, w której ktoś na lekko rozstrojonym pianinie w skrajnie emocjonalny i porzucający tradycję sposób gra jego muzykę.

Marcin Masecki tym albumem daje kolejny wyraz swojego nieszablonowego podejścia do materii muzycznej. Dla niego Chopin to nie obiekt muzealny, który należy wielbić i podziwiać, lecz twórca melodii, które stanowią jedynie kanwę do zaprezentowania swojej muzycznej wrażliwości. To idea bardzo podobna do tej towarzyszącej muzykom rockowym, pewnego rodzaju sprzeciw wobec obowiązujących schematów interpretacyjnych. Sam pianista wspomina, że najbardziej związany czuje się z Nokturnem Es-dur Op.55. Trudno jednak wyróżnić pojedyncze kompozycje z tego zestawu, gdyż wszystkie one są ze sobą płynnie powiązane licznymi improwizacjami, które powodują, że zaciera nam się granica pomiędzy tym, co skomponował Chopin, a co jest improwizacją Maseckiego. Wszytko to zagrane jest jednak z ogromnym wyczuciem muzycznym i świadomością kompozycji. Atmosferą ta płyta przypomina podglądanie wyjątkowo utalentowanego pianisty, który w zaciszu swojego domu, dla własnej przyjemności, gra utwory wielkiego kompozytora, towarzyszącego mu przez całą karierę muzyczną. 

"Chopin Nokturny" to akt artystycznej odwagi. Wszak Masecki musiał mieć świadomość, że takim podejściem do muzyki Chopina może zniechęcić do siebie bardzo wielu odbiorców. Po raz kolejny wypowiedział jednak wojnę muzycznym konwenansom i ponownie stworzył wyjątkową, na swój sposób piękną płytę. Co więcej, taki sposób przypominania muzyki klasycznej to chyba jedyna droga do jej popularyzowania i "wyciągnięcia" jej z kostycznych sal koncertowych wprost do odtwarzaczy miłośników jazzu, awangardy czy może nawet... punk rocka.

środa, 17 lutego 2016

Marcin Masecki – Mazurki (2015)

Marcin Masecki

Marcin Masecki - piano

Mazurki

FOR TUNE 0051






By Adam Baruch

This is a solo piano album by Polish Jazz pianist/composer Marcin Masecki, dedicated, as the title suggests, to the Polish folk dance, the mazurka, which is often used in Polish Classical Music, especially by the Polish National composer Frederic Chopin. The album presents ten original compositions, all by Masecki, which are more or less associated with the mazurka. A radio edit of the opening track is added as a bonus track.

Masecki, the enfant terrible of Polish Jazz, is one of the most unconventional musical personalities on the local scene. A recognized brilliant Classical pianist, he completely disregards all conventions and does only what he considers is worth pursuing, recording a series of bold, unconventional and often plainly insulting albums, slaughtering holy cows like there is no tomorrow. Obviously his music is often at the epicenter of heated discussions between his fans and supporters and his critics.

On this album Masecki continues his interest in Polish musical folklore, having previously recorded an album dedicated to another Polish folk dance, the polonaise. It is also worth to mention that other Polish Jazz pianists, like Piotr Orzechowski, also recorded solo piano albums dedicated to Polish folk dances, like the oberek in Orzechowski's case.

Although I usually like Masecki's music very much, I find this project less convincing. The ten pieces present here, clearly linked to the mazurka, sound quite mechanical and unnatural to me, simply not connecting the dots. Obviously Masecki had a clear idea behind what he wanted to achieve here, but I fail to see what it might be. There are numerous transformations and variations on the basic mazurka form, but they sound to me as if a computer program was generating these variations given some basic parameters. This is definitely an intellectual exercise, but I fail to find any emotional involvement or the reasoning behind it.

Of course it is quite possible that it is only my personal shortcoming being unable to enjoy this music, but so far this is the weakest Masecki's project as far as I am concerned. Of course he'll surely surprise us all shortly with another of his brilliant ideas.

środa, 8 lipca 2015

Marcin Masecki - El Pueblo Unido Jamás Será Vencido (2014)

Marcin Masecki

Piotr Nowicki - piano

El Pueblo Unido Jamás Será Vencido

BR 1023





By Marta Januszkiewicz

Marcin Masecki, porzucając na chwilę rolę pianisty-improwizatora, wypróbował swych sił jako kompozytor. Autor wykorzystał formę klasyczną o sporej tradycji: wariacje. Ułożył ich dziewiętnaście, każda trwa od dziewięciu sekund do dziewięciu minut. Nowością jest też to, że nie zagrał swego dzieła sam: wariacje powierzył Piotrowi Nowickiemu.

Za ich temat wziął pieśń "El Pueblo Unido, Jamás Será Vencido!" (tłum. Lud zjednoczony nigdy nie będzie zwyciężony!). To nieformalny hymn przeciwników Pinocheta z czasów puczu w Chile w 1973 roku. Pieśń rewolucyjna. Piosenkę tę przejmują i modyfikują na swoje potrzeby różne ruchy lewicowe i antywojenne, została choćby sparafrazowana przez raperów ukraińskiej "Pomarańczowej rewolucji" w 2004 roku (a potem wykonana na Eurowizji…) – jako "Razom nas bahato". Czyżby Masecki poszedł tropem pianisty-eksperymentalisty – i lewicowca zaangażowanego politycznie – Frederica Rzewskiego, który stworzył na temat "El Pueblo Unido, Jamás Será Vencido!" cykl trzydziestu sześciu wariacji?

O ile u Rzewskiego rozumiemy kontekst, przesłanie, to u Maseckiego temat staje się formą zabawy. Nie ma w jego wariacjach krzty powagi wpisanej w naturę tej pieśni. Jest za to nieustanne burzenie i budowanie jej interpretacji. Jakby Masecki ciągle dobierał do niej nowe przebranie, różne oblicza. Na początku temat pieśni poddawany jest dekonstrukcji w stylu typowym dla stylistyki Maseckiego, do tego z nutą jazzową. Miejscami kompozytor wydaje się zachwycać linią melodyczną. Tak, ona potrafi być urocza. Zostaje więc wyśpiewana w dynamice piano w jedno- i dwugłosowym andante. W środkowych ustępach muzyka staje się oniryczna, daleka, jak marzenie z przeszłości. Następnie nachalna, repetytywna – cztery ustępy po około dziesięć sekund, a każdy niezwykle podobny. Zamiast fortepianu słyszymy w nich pianino, którego struny i mechanizmy młoteczkowe nadwątlił już czas.

Na koniec owe zdegenerowane dźwięki przeistaczają się w akordowy finał przeplatany melodiami radości oraz harmoniami strachu, a wszystko jakby latino (czyżby to nawiązanie do południowoamerykańskiego rodowodu pieśni?). Czysta groteska. I słuchacz nie wie, czy ma pogłębiać swoją refleksję nad tym wszystkim. A może nie ma w tych wariacjach-wariactwach żadnej większej wartości? Sam Masecki nie wypowiada się na temat swojego dzieła w superlatywach. To dobrze o nim świadczy.

czwartek, 5 marca 2015

Slalom gigant

Wasz Uniżenie miał ostatnio okazję nieco powłóczyć się po koncertach w Warszawie. Ze względu na trajektorię, jaką się poruszałem, był to slalom (dziękuję producentom śliwkowej Soplicy), ale już z punktu widzenia artystycznego: gigant. Dlatego postanowiłem chwycić za pióro, klawiaturę komputera, cycek małolatki (niepotrzebne skreślić) i dać się ponieść recenzenckiej wenie!

Studio Lutosławskiego to moja ulubiona sala koncertowa w Warszawie. Głównie z powodu legendarnej akustyki, ale także dlatego, że mieszkam rzut beretem od Woronicza i idąc na koncert i z niego wracając, mogę sobie zrobić długi spacer. Przyjmuję zatem zaproszenia na wszystkie odbywające się tam wydarzenia i nawet raz wylądowałem na poranku symfonicznym dla dzieci. Tym razem było lepiej i zamiast seksownej przedszkolanki skupiłem swoją uwagę na muzyce. 


Najpierw na scenie pojawił się Marcin Masecki. "Masa" podobnie jak Zimmerman "podróżuje" z własnymi instrumentami. Są to dwa dwa pianina - jedno z nich elektryczne - wyglądające jak wyciągnięte z piwnicy i odpowiednio przerobione przez artystę. Nawet pod względem imażu Marcin coraz bardziej "klasycznieje", bo zamiast dobrze znanego enerdowskiego dresu założył tym razem ciemniejsze i bardziej eleganckie gatki. I chociaż dalej wywija podczas grania śmiesznie lewą nóżką, ostatnio repertuar także jakby ma poważniejszy, "zimmermannowski": Bach, Scarlatti, a teraz Mazurki.

Na tym koniec złośliwości, bo za całą resztę, czyli muzykę - tylko czy to akurat jest dzisiaj w ogóle ważne? - artyście należą się słowa uznania. Na samym początku siedziałem nabzdyczony jak indyk swoim krytycznym potencjałem, gotowy zmiażdżyć Masę za "kolejny rozczarowujący i pozbawiony koncepcji projekt, w którym jałowy dekonstruktywizm mylony jest z kreatywnością" (taką ładną frazę przygotowałem sobie bowiem już z góry). Ale po pół godzinie zacząłem się po prostu śmiać jak przedszkolak, bo trudno było nie dać się ponieść dziecięcemu entuzjazmowi, z którym artysta - niczym bobas eksperymentujący z zestawem klocków Lego - rozkładał na części pierwsze dobrze znane mazurki, a potem układał z nich na nowo, nigdy wcześniej nie słyszane i zaskakujące konstrukcje.


Masecki słusznie został nagrodzony owacją, a na scenę wszedł Mariusz Adamiak (Buster Keaton polskiej konferansjerki jazzowej), aby zapowiedzieć trio braci Olesiów z niemieckim wibrafonistą Christopherem Dellem. Tym koncertem delektowałem się jak dobrym deserem lodowym polanym rumem lub wódką. Charakterystyczny dla gry Olesiów intelektualizm (wg niektórych przesadny) i chłód (z drugiej strony bezcenny na tej trapionym efektem cieplarnianym planecie) sprawia, że słuchając ich muzyki człowiek czuje emocje podobne do tych, jakich mógłby doświadczyć obserwując parę sprawnych chirurgów dokonujących skomplikowanej operacji neurologicznej. Na całe szczęście był Dell, który w pełnych ekspresji konwulsjach wił się wokół swojego wibrafonu, sprawiając, że muzyka Komedy, której interpretacji podjęli się artyści, uderzyła mi do głowy jakbym słuchał jej po raz pierwszy. Wielkie to osiągnięcie, zważywszy że "Ballad for Bernt" słuchałem może już z milion razy i nie sądziłem, że obcując z nią po raz kolejny i enty uronię jeszcze łzę wzruszenia. Za to artystom (co przyznaję niechętnie, znacie mnie!) należą się brawa.

Minęło kilka dni, w trakcie których Wasz Szczerze Oddany zarabiał pieniądze, oferując swoje szare komórki do wynajęcia, aż jego kręta, rzadziej wędrowana, lecz swoja własna ścieżka zaprowadziła go wczoraj do klubu Pardon ToTu, o którym co więcej rzec można poza tym, że jest Ach! Właściwie tym razem powinienem dodać jeszcze co najmniej trzy wykrzykniki, bo koncert Tomasza Stańki (chyba pierwszy w tym kultowym już miejscu) i Alexandra von Schlippenbacha był wydarzeniem towarzyskim i artystycznym o oszałamiającej wadze. Muzycznie jednak było tak sobie (chociaż weźcie pod uwagę, że ja zawsze narzekam i gdyby Miles Davis przyjechał znowu do Kongresowej, byłbym zapewne jedynym krytykiem, który zdołałby się do czegoś się przyczepić). Tak czy owak w moim odczuciu było to typowe dla Stańki muzyczne eksperymentowanie, w trakcie którego były momenty uniesienia, ale i chwile o których śmiało można zapomnieć.

Ja jednak tym razem chciałem zapomnieć o moim wewnętrznym krytyku, bo czułem po prostu jakbym uczestniczył w Mszy Świętej w intencji Jazzu, Sztuki i Kulturalnego Życia w Ogóle. Jak na mszy nogi wchodziły mi w dupę, bo jak zwykle w tym klubie nie było gdzie usiąść, a jeszcze do tego wszystkiego duchota panowała straszna, jednak pomimo przeraźliwie bolącego kręgosłupa przetrwałem cały długi (tylko subiektywnie) koncert, dwa bisy (młodszy ode mnie o 100 lat redaktor Roch Siciński jak i Maciek Karłowski pękli wcześniej i wyszli na fajkę), a nawet końcową owację, podczas której końca nie było wiwatom i podziękowaniom. Wyszedłem uniesiony, rozpromieniony, oczyszczony, z głębokim wewnętrznym przekonaniem, że ofiara została spełniona. Za co dziękuję Panu Bogu, ale także Danielowi Radtke, szefowi klubu Pardon ToTu, który jeśli zarobił na tym koncercie, to jest nie mniejszym cudotwórcą, jak pewien cieśla, który na weselu w Kanie Galilejskiej, jak wieść niesie, był w stanie zamienić wodę na wino.

czwartek, 13 listopada 2014

Malerai/Goldstein/Masecki - Preparing To Dance: New Yiddish Songs (2014)

Malerai/Goldstein/Masecki

Michał Górczyński - clarinet, bass clarinet, voice
Dagna Sadkowska - violin
Mikołaj Pałosz - cello
Hanna Goldstein - vocal
Marcin Masecki - piano

Preparing To Dance: New Yiddish Songs


MULTIKULTI MPT 011

By Adam Baruch

This is a live recording of a concert, which presents a cycle of nine songs composed by clarinetist/composer Michał Górczyński with lyrics in Yiddish by the American poet Yermiyahu Ahron Taub. The cycle is performed by the Malerai trio, which comprises of Górczyński, violinist Dagna Sadkowska and cellist Mikołaj Pałosz, vocalist Hanna Goldstein and the enfant terrible of the Polish Avant-garde Jazz scene, pianist Marcin Masecki. Górczyński is known to Polish Jazz followers as the member of the clarinet quartet Ircha led by Mikołaj Trzaska and also as a member of the Pole trio. He cooperated with Masecki as a member of his Profesjonalizm ensemble. The concert was recorded in 2013 during the 4th edition of the New Jewish Music Festival in Warsaw.

This album is a very important statement of several realities concerning contemporary Jewish Culture. Firstly it proves that the Yiddish language is alive and kicking, not only as the lingua franca of Ashkenazi orthodox Jewish communities in Israel and the USA, but also as a form of expression of contemporary Jewish Culture, including poetry and literary prose, which are being created as we speak; this contrary to the popular opinion that the Yiddish language is practically dead and represents a wonderful heritage, which sadly is buried in the past. Secondly it once again emphasizes the incredible rebirth/resurgence/renaissance of the Jewish culture in Poland, especially in the avant-garde cycles of the young Polish Jazz community.

To put things straight this is definitely not a Jazz album or Jazz music per se; the best form of describing it would be drawing a parallel to the glorious days of German cabaret of the decadent era created almost a century ago and best portrayed by the music of Kurt Weil. Górczyński, perhaps subconsciously, uses similar musical/theatrical devices as classic cabaret, but brings them up to date by adding dissonance and free improvised instrumental passages as part of the arrangements of the songs. Masecki, who is the most avant-garde prone ingredient of this ensemble, plays the "grown up in charge" part, elegantly accompanying the vocals and displaying maximal restrain almost at all times. Goldstein's vocals fit the musical setting well and she's not afraid to "let go" and explore some vocal acrobatics, whenever appropriate. If only her Yiddish accent was a bit more authentic… Therefore, although not really Jazz, this music does have a lot of free spirited expressionism and improvisational elements in it, to become aesthetically related to Jazz.

Although Taub comes from a strict orthodox Jewish background, the subject matter of his poetry is completely secular and universal, often full of psychedelic imagery and free associative connections. Górczyński's music is a superb vehicle for these poems to cross over into a new dimension, mixing music and words to create a new identity. Górczyński and his team created an excellent piece of contemporary Art, which adapted heritage, tradition and contemporary artistic resources, amalgamating them into a class of its own.

Overall, although this album does not make any revolutionary discoveries, it has enough merit to be called a bold, important step forward towards creating contemporary Jewish Culture as much as enriching the existing heritage. In a reality, in which most music is completely devoid of any ambition or artistic merit, this is a wonderful example of creativity and intellectually challenging spirit. Bravo!

sobota, 17 maja 2014

Marcin Masecki - Scarlatti (2013)

Marcin Masecki

Marcin Masecki - piano

Scarlatti (2013)








by Stephan Moore


There is always discussion among classical fans (new and traditional) about how many times can you record and hear the great pieces. How many times do you really need to hear or buy Mahler's 5th, Beethoven's 9th or Mozart's Piano Concerto No. 9? Usually my answer is - when you know it's a stellar re-interpretation. When a musician has taken it upon themselves to create it a new and make it their own. That's when you must own it. Well, we have come to that point with Polish pianist Marcin Masecki and his live release "Scarlatti".

First, by taken on one of the few composers that you see/hear being interpreted, its a immensely refreshing. Most young musicians will automatically go for aforementioned composers. Masecki takes on a number of Scarletti piano pieces under the heading of Act I - Act IX. There is fierce perspective approach Masecki has with these piece. The attitude is invigorating and refreshing. Act II, IV and Act VII are vibrant with lots of loud octaves and improvised segments that require intense concentration. The rolling notes are fun and haunting all at once. But as just as that excitement rises, Masecki delivers superb ability change directions and allow for more intimate moments of reflections. This is where you the listener become captivated by his skill on the instrument. The galloping nature of Act IV and VII are fruitful and entertaining and joyful on repeated listens. Closing out the live recital are two Goldberg Variations that are both calming and temperate. Filled with improvised sections but still attached to its original bedrock, Masecki makes this a wonderful way to end his concert.

With "Scarlatti", Marcin Masecki fuses the expansion concepts of jazz into the strict confines of traditional classical. The burst of inspirations allows for a complete deconstruction of how both are perceived. So again - when is listening to the same piece enough? Never. When it's done superbly well like Scarlatti. Highly Recommended!

niedziela, 13 kwietnia 2014

Tomasz Stańko & Marcin Masecki w Alchemii !!!


Kraków, 07.05.2014, Klub Alchemia, godz. 19.00 i 21.00.

Tomasz Stańko

Niepowtarzalne dźwięki jego trąbki brzmią w najbardziej prestiżowych venues na świecie, a jego muzykę wydaje renomowana monachijska wytwórnia ECM Records. Zaczął grać w końcu lat 50. na jazzowej scenie Krakowa. Joachim Ernst Berendt pisał o nim, że był pierwszym w Europie trębaczem grającym free. W latach 60. Stańko stał się filarem kwintetu Krzysztofa Komedy, z którym nagrał arcydzieło europejskiego jazzu, album „Astigmatic”. W początku lat 70. na czele własnego zespołu Tomasz Stanko Quintet, wszedł do czołówki free jazzu i pojawiał się na najważniejszych europejskich festiwalach. Pozycję tę utwierdziły kolejne projekty: Unit z Adamem Makowiczem oraz kwartet prowadzony z Edwardem Vesalą, zespół, z którym w 1975 roku rozpoczął współpracę z wytwórnią ECM. Wydany wówczas album „Balladyna”, stał się legendą po obu stronach Atlantyku. W latach 80. Stańko grywał w orkiestrach Cecila Taylora, prowadził zespoły C.O.C.X. i Freelectronic, do których wprowadzał inspiracje muzyką reggae, latino, elektroniką oraz rapem.

W latach 90. zaczął się powrót Stańki na jazzowy szczyt i kolejna faza współpracy z wytwórnią ECM. Jego nowy kwartet z Bobo Stensonem, Andersem Jorminem i Tony Oxley’em okrzyknięto najlepszą jazzową grupą dekady – rzadka najwyższa ocena płyty „Leosia” w „Penguin Jazz Guide”. Wydany w 1997 roku album „Litania”, który zaprezentował światu muzykę Krzysztofa Komedy stał się jego pierwszym światowym bestsellerem. Dzięki płytom „Soul of Things” i „Suspended Night” nagranym z młodym polskim kwartetem na początku nowego wieku Stańko przebił się na rynek amerykański, gdzie od tamtej pory regularnie koncertuje. W 2002 został pierwszym laureatem European Jazz Prize przyznawanej w Wiedniu, dwa lata później odznaczono go w Polsce wysokim odznaczeniem państwowym, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Od ośmiu lat regularnie pojawia się w pierwszej dziesiątce trębaczy prestiżowej dorocznej ankiety amerykańskiego magazynu magazynu „Down Beat”. Ta sama ankieta honorowała go również w roli kompozytora. Jako lider wydał 37 albumów, jest również autorem muzyki do wielu filmów i spektakli teatralnych. Od 2008 roku mieszka w Nowym Yorku na Manahattanie. Jego przedostatnia płyta to „Dark Eyes” nagrana w 2009 roku z nowym skandynawskim kwintetem. Wśród jego aktualnych projektów znalazły się też zespoły z nowojorskimi muzykami, m. in. Lee Konitzem i Craigiem Tabornem. W 2010 ukazała się w Polsce autobiografia artysty, „Desperado”, która stała się bestsellerem. W roku 2011 Instytut Smithsona, największy na świecie kompleks muzeów i ośrodków edukacyjno-badawczych, wydał sześciopłytową kompilację “Jazz: The Smithsonian Anthology”, którą zamyka utwór Tomasza Stańko, “Suspended Night Variation VIII”, wyróżniając go tym samym jako niewielu z Europejczyków.

Rok 2013 rozpoczyna się premierą albumu “Wisława”. Podobnie jak jego młodzieńczy idol Miles Davis, polski trębacz Tomasz Stańko ma dar układania świetnych zespołów, a ten, sformowany w światowej stolicy jazzu, obiecuje bardzo wiele. Thomas Morgan i Gerald Cleaver to jedna z najbardziej czujnych sekcji bas/bębny we współczesnej muzyce improwizowanej, a kubański pianista David Virelles, inspirowany muzyką rytualną a także Theloniousem Monkiem i Andrew Hillem, wydaje się szczególnie dobrze usposobiony do nabrzmiałego mroku i wyrafinowanej grozy free ballad Stańki. W szybkich tempach jakby wszyscy czterej wkraczali na nowe terytorium, z bardzo ekscytującym rezultatem. Inspiracją dla nowych kompozycji Stańki z tego podwójnego albumu była także poezja Wisławy Symborskiej, polskiej poetki, eseistki, laureatki Nagrody Nobla, zmarłej w 2012 roku. Jak Stańko pisze w książeczce płyty “Lekturze słów Wisławy Szymborskiej zawdzięczam wiele pomysłów i inspiracji. Spotkania z Nią i współgranie z Jej poezją nadały rozmach także i tej muzyce, którą chciałabym z szacunkiem dedykować Jej pamięci.

Marcin Masecki

Marcin Masecki, 1982, Warszawiak, pianista, kompozytor, absolwent prestiżowej Berklee College of Music w Bostonie, laureat wielu nagród, w tym pierwszego miejsca na Międzynarodowym Konkursie Pianistów Jazzowych w Moskwie 2005, oraz Grand Prix w Jazz Hoeilaart’98 w Bruskeli z zespołem Alchemik.

Prowadzi, bądź jest członkiem wielu projektów o szerokim zasięgu stylistycznym. Kreatywnie przekracza granice między poszczególnymi gatunkami oraz między tak zwaną sztuką wysoką i niską. Obecnie jest członkiem międzynarodowego zespołu rockowego Paristetris, prowadzi sekstet jazzowy Profesjonalizm oraz 10-osobową orkiestrę dętą Polonezy, grającą polonezy własnego autorstwa. Jest też dyrektorem artystycznym pierwszej edycji WORu – Warszawska Orkiestra Rozrywkowa, 18-osobowy big band złożony z warszawskich muzyków pochodzących z różnych środowisk muzycznych.

Jego równoległą pasją jest muzyka klasyczna, którą prezentuje w nieortodoksyjny sposób i najczęściej również w nieortodoksyjnych miejscach. Gra najczęściej jak tylko może na swoim spersonalizowanym 6-oktawowym pianinku i stara się w swoich interpretacjach ożywić dość już skostniałe pomniki kultury europejskiej. Tak na przykład pierwsza płyta z tego gatunku „Die Kunst der Fuge” J.S. Bacha została zagrana na tradycyjnym fortepianie, ale za to nagrana na stary dyktafon kasetowy. Współpracował z wieloma artystami - m. in. Raphael Rogiński, Tomasz Stańko, Macio Moretti, Pink Freud, Muzykoterapia, Michał Górczyński, Niewinni Czarodzieje, Piotr Orzechowski, Waglewski/Fisz/Emade, TAQ, Ziv Ravitz, Wacław Zimpel, Tomasz Pokrzywiński, Candelaria Saenz Valiente oraz Pictorial Candi. W 2013 artysta został uhonorowany dwiema nagrodami: „Mateuszem Trójki” oraz Paszportem Polityki w kategorii Muzyka Rozrywkowa. Mieszka w Warszawie i w Buenos Aires.

piątek, 6 grudnia 2013

Orzechowski/Masecki/Adamus/Capella Cracoviensis – Bach Rewrite (2013) ****


Piotr Orzechowski - rhodes piano
Marcin Masecki - wurlitzer piano
Jan Tomasz Adamus - conductor
+ Capella Cracoviensis

DECCA 602537545759




By Adam Baruch

This is definitely one of the most intriguing albums released in Poland in 2013; a completely cross-genre innovative project, which should interest a wide range of music connoisseurs. It combines the eternal music of Johann Sebastian Bach with two Polish enfants terribles: pianist / composer Piotr Orzechowski (a.k.a. Pianohooligan) and pianist / composer Marcin Masecki, usually associated with avant-garde Polish Jazz but also know to have flirted with Classical music, contemporary and otherwise. Orzechowski included a Bach prelude on his debut demo album in 2011 and then shook up the Polish music scene in 2012 with the album presenting his interpretations of the music by the celebrated Polish composer Krzysztof Penderecki. Masecki performed and recorded many times his interpretations of Classical music pieces earlier on and even recorded in 2012 a complete album covering Bach's "Die Kunst Der Fuge". Therefore this meeting is not really as surprising, as it might appear at the first glance.

The pianists perform three Bach concerti for harpsichord, strings & continuo; each performs one concerto and together they perform a double concerto for two harpsichords. They are accompanied by the Capella Cracoviensis Orchestra conducted by Jan Tomasz Adamus, which specializes in performing early Classical music played on original instruments of the period. The "catch" is that rather than using the harpsichord as intended, Orzechowski uses the Fender Rhodes electric piano and Masecki uses the Wurlitzer electric piano.

Other than the effect of hearing an electric piano accompanied by a Baroque orchestra the album sounds pretty straightforward / "normal" and almost conventional. The big surprises are hidden almost at the very end of each of the concerti, when the pianists perform a "solo" / free improvised section, which of course is not a part of the original concerti (in the double concerto they perform this section together as a duo). This bold and innovative idea is what adds an extra "spark" to what this album offers to its listeners. There is of course also the a.m. disparity between the electric pianos and the orchestra, but after a while it simply vanishes and Bach's music heals this gap quite naturally.

Both pianists and the orchestra perform their roles formidably and the overall effect is pleasing, but not overwhelming. The entire project turns out to be less innovative / challenging that one might expect. The short improvised passages are somewhat alien to the music at large and appear to be more "conceptual" than natural. The orchestra is absolutely perfect and the worm sound of the instruments is a true delight. The sound quality is acceptable, but not sensational. Summa summarum this is a pleasant, interesting album, which tries to bring Bach's music into contemporary environment, which is always commendable. It is not, however, a major / revolutionary concept / achievement.

Side Note: The author of the liner notes accompanying this album keeps rumbling on and on about Wendy Carlos' 1968 album "Switched-On Bach", which was a first of its kind recording of Classical music performed on a Moog synthesizer. I completely fail to see any connection whatsoever between that album and the music included herein. Although innovative, "Switched-On Bach" was after all just a gimmick intended to sell records, which worked very well BTW. Any attempt to uplift its status to a significant masterpiece is simply ridiculous as it connecting it with this album.

piątek, 31 maja 2013

Marcin Masecki - Polonezy (2013)

Marcin Masecki

Marcin Masecki - conductor, piano
Maurycy Idzikowski, Filip Mazur - trumpets
Michał Górczyński, Tomasz Stawiecki - clarinets
Bartek Smorągiewicz, Tomasz Duda - saxophones
Michał Tomaszczyk, Piotr Wróbel – trmbones
Jerzy Rogiewicz – drums

Polonezy (2013)

By Maciej Nowotny

Marcin Masecki - still young, in his thirties, a graduate of famous Berklee College of Music - has already gathered experience so unbelievably rich that it makes him personality absolutely unique on Polish music scene. In his teens he presented himself to the audience as prodigiously talented pianist employed by some of Polish best jazz musicians. He collaborated with such great players as Andrzej Jagodziński or Zbigniew Wegehaupt of older generation and also some of most successful of jazz musicians from younger one like Grzegorz Piotrowski (Alchemik's "Dracula in Bucharest") or Wojtek Mazolewski (Pink Freud's "Alchemia"). He summed up this period by releasing in 2006 the album "Live at Mińsk Mazowiecki" in so-well known jazz trio format with Garth Stevenson on double bass and Ziv Ravitz on drums which was easily one of the best mainstream recordings in last decade in Polish jazz.

After he had built for himself position on local jazz scene that many could only dream of, still being very young in his twenties, he became disillusioned with so-called mainstream and turned himself entirely toward avantgarde with - yet another surprise - occasional excursions toward indie or even pop music (Paristetris). Of particular interest are his piano solo projects ("Bob", "John" and "Die Kunst Der Fuge") and works for orchestra.

The first of latter was "Chopin Chopin Chopin" (2011) in which as in the lens were focused all features which makes music of Masecki so extraordinary: superb level of performance, child-like enthusiasm but first of all a total originality of his musical ideas which he builds upon as much jazz as classical music foundations. "Polonezy" could be justly seen as continuation to this very successful project. The size of orchestra has become a bit expanded but musicians taking part in recording of "Chopin Chopin Chopin" were kept on crucial positions. But most importantly the music on "Polonezy" retained the adventurous spirit of this first record.

No labels can describe appropriately what awaits you upon listening to this disc. The mixture is so bizarre, yet simultaneously so fresh and coherent that the listener can only choose between love and hate towards this music. For Masecki  there is no way in-between, no compromises, no prisoners taken. But if you are ready to check how would sound Chopin when played by Monk accompanied by auto-ironic swinging military band then you will probably end up being as much awed as I am after the consecutive rehearsals of this outstanding material.


sobota, 8 września 2012

Wojtek Mazolewski - Grzybobranie (2009)

Wojciech Mazolewski - bass

Candelaria Saenz Valiente - vocal, tuba
Irek Wojtczak - saxophone
Tomek Duda - saxophone
Kamil Szuszkiewicz - trumpet
Tomasz Ziętek - trumpet
Marcin Masecki - piano
Łukasz Moskal - drums
Kuba Staruszkiewicz - drums
Konstanty Czartoryski - voice
Wojtek Zralek Kossakowski - voice

Grzybobranie (2009)

This is the debut solo album by Polish bassist / composer Wojtek Mazolewski, well-known as the founder / leader of the legendary Polish Jazz ensemble Pink Freud, which managed to achieve considerable success on the local and international scene. He is supported on this album by a group of musicians, who were at the time members of Pink Freud or were associated with the group in one way or another. They are: trumpeters Kamil Szuszkiewicz and Tomasz Zietek, saxophonists Irek Wojtczak and Tomasz Duda, pianist Marcin Masecki and his wife Candelaria Saenz Valiente, who provided the vocal parts, drummer Kuba Staruszkiewicz and percussionist Lukasz Moskal. The album includes nine tracks, which although not specifically accredited to Mazolewski on the album's cover, are his compositions.

Recorded shortly after the excellent "Alchemia" album, which Mazolewski recorded with Pink Freud, this solo album is in many respects a continuation of the musical direction initiated there, i.e. a return to highly improvised Jazz. The music is not completely free and is based on pre-composed motifs, but with a lot of freedom awarded to the individual musicians, leading to lengthy expanded improvisations. Being very atmospheric, it develops slowly from delicate hints and low volume statements, gradually arriving at magnificent crescendos, with all the musicians playing together. There are many World-Music influences, some more obvious than others, like the distinctive Flamenco feel on the pieces featuring the Spanish vocals, which Candelaria delivers with a chilling sensitivity.

Although all the performances on this album are truly outstanding, I personally think that the work done by Masecki is the dominant factor, which turns this music from excellent to absolutely brilliant. The piano parts just keep everything together, filling the blanks and hinting towards the possible directions to be taken by the entire ensemble. Although not really up-front most of the time, his contribution is simply invaluable.

This is a complex album, which requires several (if not many) listening session in order to truly digest it and to appropriately comprehend its depth as well as appreciate its beauty. Regardless of one's favorite Jazz sub-genre, there is definitely something for everybody here, without compromising the quality or musical truthfulness herein.

This is something no serious Polish Jazz lover should ignore, so if you don't have it yet, get it as soon as possible. This stuff is timeless and although only a few years old, already feels like a classic.

By Adam Baruch
http://www.adambaruch.com/



Tracklisting: 1. Grzybobranie [07:26] 2. Roztrojenie Jaźni [03:09:00] 3. Unde Melum [06:14] 4. Rezerwat Dzikich Stworzeń [05:41] 5. Aprowizacja [05:16] 6. Picada [03:00] 7. Zyzn eto smiesznaja i głupia sztuka [04:16] 8. Spacer Po Trawie [04:18] 9. Unde Bonum [10:01]


niedziela, 15 lipca 2012

Pink Freud - Alchemia (2008) by Adam Baruch


Pink Freud (band)

Wojciech Mazolewski - bass, percussion
Tomasz Ziętek - trumpet
Tomasz Duda - saxophone, bass clarinet
Marcin Masecki - Hammond B3, Wurlitzer electric piano
Kuba Staruszkiewicz - drums

Alchemia (2008)

This is the 6th album by Polish ensemble Pink Freud, which managed to gain considerable popularity on the local scene, both with Jazz and non-Jazz listeners and critics alike. Formed in 1998 by bassist / composer Wojciech Mazolewski, the group changed its lineup several times over the years but succeeded to maintain its popularity and gradually achieved a cult following and a large fan base. Musically the group offers a unique amalgam of genres and musical directions, originating with Jazz and improvisation, but also encompassing elements of Punk Rock, dub, jungle, drum and bass and electronic music. 

In many respects it is a direct continuation of the Yass movement, which flourished in Poland in the 1990s, and could be referred to as post-Yass. Since Yass was initially intended as an expression of rebellion against the established Jazz canons, which many young musicians felt to be stagnant, post-Yass took the rebellion a bit further out, emphasizing the cross-genre trend, groove and even dance elements, which resulted in the music being much more widely accessible. As opposed to the intellectual image that Jazz is usually associated with, this music is intelligent fun music, with some Jazz associations, and should be treated as such, no more and no less. 

This album, which was recorded live at the legendary Jazz club "Alchemia" in Krakow, finds Pink Freud in an expanded quintet lineup, with trumpeter Tomasz Zietek and drummer Kuba Staruszkiewicz supported by saxophonist Tomasz Duda (who recorded with the group earlier) and brilliant young keyboardist Marcin Masecki. Five of the six expanded tracks (all over 10 minutes long) on this album are originals by the band members and the remaining one is their interpretation of a Joe Zawinul tune. In many respects this album is a "back to the roots" experience for the band, which returns to extensive Jazz improvisation, which although always present at the root of their music, was often subdued on their previous albums. The special atmosphere and ambience of the club and above all the presence of Masecki transform the band into a full-fledged Jazz combo and a great one at that. The trumpet / saxophone front line enables the players to stretch out, supported comfortably by a full rhythm section, with Masecki supplying some breathtaking solo spots as well. The emotional and more importantly musical level of the band heard here surpasses everything they managed to achieve earlier, and is truly exquisite. True to their basic approach, the band emphasizes personal expression and spontaneity rather that elaborate skills or scholarly musical background. For listeners, who can appreciate such approach to music, this is quite an experience. But this music is important enough to be heard by any music connoisseur and definitely should be re-visited for in-depth listening experience. Great stuff!



Tracklist:
1 Police Jazz 12:30
2 Punk Freud 11:29
3 Mademoiselle Madera 10:05
4 Muzyka Pięciu Przemian 10:45
5 Boogie Woogie Waltz 13:50
6 Rozmowy z Kapokiem-Noc 9:57


sobota, 14 lipca 2012

Pink Freud – Punk Freud (2007)

Pink Freud (band)

Wojciech Mazolewski - bass, percussion
Tomasz Zietek - trumpet
Tomasz Duda - saxophone, bass clarinet
Marcin Masecki - Hammond B3, Wurlitzer electric piano
Kuba Staruszkiewicz - drums

Punk Freud (2007)

This is the 5th album (and the first on Universal) by Polish ensemble Pink Freud, which managed to gain considerable popularity on the local scene, both with Jazz and non-Jazz listeners and critics alike. Formed in 1998 by bassist / composer Wojciech Mazolewski, the group changed its lineup several times over the years but succeeded to maintain its popularity and gradually achieved a cult following and a large fan base.

Musically the group offers a unique amalgam of genres and musical directions, originating with Jazz and improvisation, but also encompassing elements of Punk Rock, dub, jungle, drum and bass and electronic music. In many respects it is a direct continuation of the Yass movement, which flourished in Poland in the 1990s, and could be referred to as post-Yass. Since Yass was initially intended as an expression of rebellion against the established Jazz canons, which many young musicians felt to be stagnant, post-Yass took the rebellion a bit further out, emphasizing the cross-genre trend, groove and even dance elements, which resulted in the music being much more widely accessible. As opposed to the intellectual image that Jazz is usually associated with, this music is intelligent fun music, with some Jazz associations, and should be treated as such, no more and no less. 

On this album Pink Freud appear as trio with the leader and two other founding members: trumpeter Tomasz Zietek and drummer Kuba Staruszkiewicz. Saxophonist Tomasz Duda appears on five of the ten tracks and two female strings players guest on two of the tracks. Nine of the ten tracks on this album are original compositions by the participants and the last track is their interpretation of a Charles Mingus tune. The music is a typical Pink Freud mix of musical ideas, stylistically all over the place, but unified by the highly energetic and expressive delivery. The music definitely retains the rebellious spirit and often lacks the precision and flawlessness a Jazz fan might expect, but one must not forget this music is not about these qualities at all and therefore should not be judged by them. The ultimate question is the overall impression and effect this music has on a listener and if it is successful to make the listener spend an hour having fun while listening, it achieved its goal. Let's make no mistakes here; parts of this music are quite complex and advanced, requiring attentive listening and seriously challenging the listener's ear. Some listeners will mentally "skip" these parts at first, but might (hopefully) discover them later. Regardless of what one might think about Pink Freud and their music, one thing is sure: they can not be ignored. Definitely worth investigating!



Tracks:
1. Dziwny jest ten Kraj 3:13
2. Sex Przemoc Lek i Niemoc 6:22
3. Piasek Piasek Kupa Piasku 2:41
4. Velvet 4:35
5. Wszystko Plynie (intro woda) 2:50
6. Wszystko Plynie 4:02
7. PowiedzialElk 1:50
8. PornoPogoda 4:33
9. PoliceJazz 3:55
10. Canon 11:27

By Adam Baruch
http://www.adambaruch.com/


piątek, 22 czerwca 2012

Andrzej Jagodziński / Marcin Masecki - Tribute To Marek & Wacek (Polonia Records, 1998)

Andrzej Jagodziński / Marcin Masecki

Marcin Masecki - piano
Andrzej Jagodziński - piano
Wojciech Pulcyn - bass
Grzegorz Grzyb - drums

Tribute To Marek & Wacek (Polonia Records, 1998)

That is kind of enterprise in Polish Jazz one could only dream of. Old generation master Andrzej Jagodziński meets young prodigy Marcin Masecki. But instead of dreams-come-true music it resulted in nightmare. Their styles so competely do not fit each other that in order to save this session they had to make music as shallow, unimaginative and trivial as possible. I am witing all this without satisfaction. I had great expectances towards meeting of both these artists, the more so the idea of this project is very interesting. Marek & Wacek was legendary piano due in Polish music which was verging gracefully between pop, classical and jazz music. Imagination and flair they displayed in their music surely deserves tribute but... not of that kind...


Track listing:
1. Wesoły wieśniak (Schumann)
2. Symfonia nr 4 „Włoska” (Mendelssohn-Bartholdy)
3. Uwertura do opery „Wilhelm Tell” (Rossini)
4. What'll I Do (Berlin)
5. 24 Kaprys (Paganini)
6. Koncert a-moll (Grieg)
7. Blues (Masecki)
8. Suita „Peer Gynt” (Grieg)
9. Badineria (Bach)
10. America (Bernstein)
11. Kołysanka (Brahms)

By Maciej Nowotny

czwartek, 21 czerwca 2012

Kulenty / Masecki - Przeslanie (2006)

Kulenty / Masecki

Michał Kulenty - soprano, alto & tenor saxophones, flute
Marcin Masecki - piano

Przeslanie (2006)



I am great admirer of pianist Marcin Masecki talent. I can recommend to everyone his last album "Chopin Chopin Chopin" (2011) as much as many of his other projects, especially his astonishing piano solo recordings "Bob" (2009) and "John" (2010). Starting back from his latest discs I decided to discover what he recorded in times when I did not know him. I found there true peals like by many regarded as his best album "Live in Mińsk Mazowiecki" (2006) recorded with Garth Stevenson and Ziv Ravitz or "2525252525" (2008) where he was accompanied by Macio Moretti and very talented guitarist Raphael Rogiński. Saying all these positive things I must add that not all his albums which I listened to were equally interesting. It is important to note that there are not among them totally bad recordings. His talent is of such calibre that even on very doubtful projects he can somehow survive. And such is unfortunatekly the case with this album. 

It is typical piano-saxophone duo where Masecki has Michał Kulenty as partner. Kulenty style may be described as lyrical when you like such a music or weepy and sentimental if you (like me) are less interested in such moods. Unfortunately Kulenty style dominates this music which results in yet another sad and gloomy piece of jazzy music while Masecki sharp talons are showed by him very, very rare. The outcome of this meeting is therefore rather disappointing though I admit that for lovers of such "sentimental moods" listening to this album probably could be satisfactory experience as musicianship is great and tunes well-written.


Track listing:
1. Wierność[07:22]
2. Siwy baran, czorny baran[04:24]
3. Klasyczny romantyzm[04:34]
4. Eat Slow, Think Fast, Die Happy...[03:59]
5. Always And Forever[07:31]
6. Żeńże wołki żeń[06:25]
7. Jeszcze chwila[04:03]
8. Strumień miłości[06:06]
9. Wszystko jest możliwe[03:24]
10. Zawieja[06:52]

By Maciej Nowotny
http://kochamjazz.blox.pl

czwartek, 31 maja 2012

Marcin Masecki - Bob (2009)

Marcin Masecki - piano

Bob (2009)








"In 2009, Marcin Masecki released his sophomore solo album BOB, which received unanimous positive reviews in the Polish press, critics describing the record as one of the most original yet stylistically indefinable albums of the year". (source: http://www.culture.pl). More about Marcin Masecki music in our review of his another solo album: "John" (2010).



Track listing:1. Gesualdo 2. Bob 3. Pazaaz


Zobacz też: