Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblewski Ptaszyn Jan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wróblewski Ptaszyn Jan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet — On The Road vol. 2 (2023)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski — saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela — fortepian
Marcin Jahr — perkusja
Jacek Niedziela-Meira — kontrabas
Andrzej Święs — kontrabas
Maciej Garbowski — kontrabas

On The Road vol. 2 (2023)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Szymon Stępnik

“Gdyby nie było wojny, zostałby zapewne dziedzicem fortuny rodzinnej i żył jak milioner. Mógł też zostać mecenasem z doskonałą praktyką u ojca. Równie dobrze mogło go wcale nie być, gdyby samochód ojca w ostatniej chwili nie uciekł sprzed jadącego do „Danzig” pociągu, a kilka lat potem brama kamienicy nie wytrzymała jako jedyna część budynku uderzenia bomby rzuconej ze sztukasa (...) Według praw danych mu przez władzę ludową powinien zostać kierowcą kombajnu lub traktora po ukończeniu wydziału mechanizacji rolnictwa – jedynego, na który pozwolono mu iść. W domu było jednak radio, a w nim audycje rozgłośni Monachium i kipiący z głośników jazz. Ptaszyn został więc artystą. Wbrew woli rodziny.”

Właśnie tak Jan Ptaszyn Wróblewski przedstawia siebie w notce biograficznej na stronie internetowej. Kim jest, wie chyba każdy miłośnik jazzu w Polsce. Znakomity muzyk, redaktor radiowy, promotor jazzu, a także ikona kultury. Cieszę się, że przypadł mi zaszczyt napisania kilku zdań o najnowszym wydawnictwie jego kwartetu “On the Road vol. 2”. Już wcześniej na łamach bloga Polish-Jazz Paweł Ziemba napisał znakomity tekst o pierwszej części niniejszego wydawnictwa, do którego lektury serdecznie zachęcam pod linkiem http://polish-jazz.blogspot.com/2023/03/jan-ptaszyn-wroblewski-quartet-on-road.

Mój redakcyjny kolega w piękny sposób opisał fenomen artysty oraz jego wielkość, opowiadając przy tym w ciekawy sposób o poszczególnych utworach. Gdybym miał napisać klasyczną recenzję tego wydawnictwa, musiałbym właściwie powtórzyć wrażenia Pawła, co nie miałoby przecież większego sensu. Nie śmiem też dokonywać analizy poszczególnych nagrań — nie czuję się na siłach i wstyd robić mi to w kontekście tak wielkiej osobistości . Zamiast tego postanowiłem napisać o tym, kim jest dla mnie Mistrz Ptaszyn i jakie emocje przyświecały mi podczas słuchania niniejszego krążka.

Na początek jednak kilka słów o wydawnictwie. On the Road Vol. 2 zawiera pięć kompozycji w wersji live, wyselekcjonowanych przez samego lidera: “Trzydzieści osiem” Jana Ptaszyna Wróblewskiego (nagrana w 2008 roku w Ostromecku na festiwalu Drums Fusion), “Doxy” Sonny’ego Rollinsa (nagrana w 2009 roku w Miejskim Domu Kultury w Słupcy), “Autumn Nocturne” Josefa Myrowa (nagrana w 2020 roku na Podlasie Jazz Festival w Białej Podlaskiej) oraz “Billie’s Bounce” Charliego Parkera i “We’ll Be Together Again” Carla T. Fischera (nagrane w 2003 roku w Klubie “Perspektywy” w Ostrowcu Świętokrzyskim). Wszystkie nagrania brzmią bardzo dobrze i gdyby nie oklaski publiczności, z łatwością można byłoby je pomylić z nagraniami studyjnymi.

Pisząc ten tekst, doszedłem do wniosku, że gdyby nie Jan Ptaszyn Wróblewski, prawdopodobnie byłbym zupełnie inną osobą, niż jestem obecnie.

Jak pewnie większość miłośników jazzu, nie zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Odsuwając na bok wszelkie jałowe dyskusje na temat tego czym w ogóle jazz jest, wychowałem się na rocku z lat 70-siątych. Na moich głośnikach gościli głównie Queen, Led Zeppelin i The Doors. Z rzadka słuchałem czegoś innego, tym bardziej że w czasach sprzed ery Internetu muzyka była trudno dostępna. Aby kupić jakiś album, musiałem jechać ok. 60 km do większego miasta, co wiązało się dla mnie z dużym poświęceniem i wydatkiem. Skupiałem się więc na tym co dobrze znam, a wiedzę o nowościach czerpałem z magazynów branżowych. Wtem, gdzieś w okolicach końcówki gimnazjum usłyszałem w radio charakterystyczne: “To są Trzy Kwadranse Jazzu, mówi Jan Ptaszyn Wróblewski”. Od razu zakochałem się w głosie prowadzącego, w jego pasji i poczuciu humoru. Charakterystyczne komentarze oraz zapowiedzi sprawiały, że niezrozumiała dla mnie muzyka jazzowa nabierała w końcu sensu. To, co wydawało się niegdyś chaosem, stawało się piękną całością. Postanowiłem słuchać audycji regularnie, a jazz stał się dla mnie przestrzenią komfortu.

To właśnie Ptaszyn opowiedział mi o tym, kim jest Miles Davis. To właśnie on wyjaśnił mi fenomen Ahmada Jamala oraz dzięki niemu poszedłem na swój pierwszy koncert w życiu (był to koncert “Atom String Quartet” w Częstochowie — przed tym, zanim panowie stali się sławni). Ten głos towarzyszył mi w najtrudniejszych chwilach spędzonych na nauce, kiedy to ze współlokatorem w akademiku siadaliśmy w każdy poniedziałek o godzinie 23:00 w kuchni i przy odpowiednim napoju wyskokowym słuchaliśmy propozycji Mistrza.

Niewiele miałem okazji, aby docenić Jana Ptaszyna Wróblewskiego w kontekście granej przez niego muzyki. Zmieniło się to w roku 2017, kiedy z redakcyjnym kolegą Jędrzejem Janickim wybraliśmy się do Poznania, gdzie grał koncert w auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Po występie udało wybrać nam się na backstage i zrobić wspólne zdjęcie. Podziękowaliśmy, pogratulowaliśmy, a Jan uśmiechnął się tylko, mówiąc:

Przyjechaliście aż z Łodzi? Trzeba było poczekać, aż sam tam pojadę :)

“Trzech Kwadransów Jazzu” słucham do dziś. To, że prowadzący nie zmienił się w żadnym calu, dodaje mi spokoju ducha oraz wzbudza podziw. Niesamowita pasja i radość z prezentowanej słuchaczom muzyki wciąż pozwala przetrwać mi wiele ciężkich dni.

Niejako przepraszając za powyższą prywatę, chciałbym wyjaśnić, że, właśnie takie obrazy widzę w głowie podczas słuchania krążka “On the Road vol. 2”. Nie skupiam się w pierwszej kolejności na muzyce, lecz właśnie na wspomnieniach, sentymencie i podziwie. Nie oznacza to oczywiście, że samym dźwiękom czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie! Ktoś może powiedzieć, że Ptaszyn zbyt bardzo tkwi w przeszłości i zbyt mocno trzyma się schematów. Cóż, może i rzeczywiście tak jest, ale cóż z tego? W każdym z utworów wybrzmiewa zarówno klasa, jak i doświadczenie muzyków. Co więcej, każda sekunda z tych nagrań przyprawiona jest pasją, wielką radością z gry. Mistrz już nic nie musi udowadniać — mógłby wycofać się z działalności publicznej, a przecież i tak uznawany byłby za kogoś wielkiego. Jan Ptaszyn Wróblewski wciąż jednak nie mówi ostatniego słowa. Koncertuje nieustannie, a jego audycja ostała się w radiowej Trójce. Cieszę się, że jest ktoś taki, jak on. Ktoś, kto łączy pokolenia i zaraża jazzem kolejnych słuchaczy.

Lider kończy krążek słowami: “Dziękuję Państwu”. To my dziękujemy. Dziękujemy Mistrzu, że wciąż pięknie grasz i z nami jesteś.


poniedziałek, 27 marca 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet - On The Road Vol.I (2022)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski – saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela – fortepian
Jacek Niedziela-Meira – kontrabas (01, 02, 03)
Andrzej Święs – kontrabas (04, 05)
Marcin Jahr – perkusja

On The Road Vol.I (2022)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Paweł Ziemba

100 lat Mistrzu!!!

27 marca swoje osiemdziesiąte siódme urodziny obchodzi twórca ruchu Polish Jazz - Jan Ptaszyn Wróblewski - osoba wyjątkowa, jedna z najważniejszych i najbarwniejszych postaci polskiej sceny jazzowej. Pionier polskiego jazzu, nazywany przez wielu „Generałem”; aranżer, kompozytor, dyrygent, świetny saksofonista tenorowy i barytonowy. Muzyk o wielkim sercu, “dobry duch” życia jazzowego w Polsce i promotor wielu młodych talentów. Jakby tych wszystkich przymiotów było mało – radiowiec, recenzent, gawędziarz z ogromnym poczuciem humoru. Nie będzie przesadą powiedzieć o Ptaszynie, że to człowiek z innej planety - planety o nazwie JAZZ.

Leży przede mną kolorowe etui najnowszego CD kwartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego „On the Road vol 1, wydanego przez For Tune Records, opatrzone wieloma zdjęciami bohatera dzisiejszej recenzji. Z całą pewnością jest to płyta inna od wszystkich wcześniejszych nagrań Ptaszyna. Jej głównym wyróżnikiem jest okres, w jakim wszystkie kompozycje zostały zarejestrowane. Tych pięć utworów pochodzi z wybranych, przez samego Mistrza sesji koncertowych z lat 2003-2020. Jest to na chwilę obecną pierwsza i jedyna płyta obejmująca w swoim rozległym spectrum aż 17 lat spotkań z miłośnikami jazzu.

Ptaszyn brzmi na saksofonie w sposób niepowtarzalny i natychmiast rozpoznawalny. Nasz Jubilat sam o sobie mówi „Każdy wchodząc w granie, siłą rzeczy nastraja się do czegoś, co mu jest potrzebne – akurat taką barwę lubi, a takiej nie – w związku z tym wszystko się do tego dopasowuje: gęba, ustnik, stroik – potem trudno jest to zmienić”

Warto spojrzeć na nową płytę Wróblewskiego trochę z innej perspektywy. Posłuchajmy tej muzyki mając przed oczami osobę lidera – wyjątkowego człowieka, na którego twórczości wykształciło się kilka pokoleń adeptów jazzu; muzyka, który nieprzerwanie przybliża jazz z Polski i zagranicy wielu pokoleniom polskich słuchaczy.

Analizując własne wspomnienia, mając za sobą lata nie tylko pierwszej, ale i drugiej młodości, nie pamiętam polskiej sceny jazzowej bez obecności Ptaszyna.

Mamy możliwość słuchania być może najbardziej wyrazistego i wpływowego instrumentalisty polskiej sceny jazzowej. Tematyczna płodność i spójność swobodnych improwizacji Mistrza sprawiają wrażenie, jakby każdy zasłyszany przez niego skrawek muzyki był przechowywany w pamięci jego umysłu, aby następnie w dogodnym momencie mógł być szybko wykorzystany podczas koncertu.

Należy podkreślić, że w okresie, kiedy nasz bohater rozpoczynał swoją karierę, jazz był w Polsce zdelegalizowany. Kraj znajdował się za żelazną kurtyną. Państwowa wytwórnia nie chciała wydawać jazzu oraz wszystkiego co mogło być z nim powiązane.

Młodszym czytelnikom trudno będzie dziś uwierzyć, że prawie do końca lat 90-tych w Polsce nie były legalnie dostępne żadne zachodnie wydawnictwa płytowe. Jeśli ktoś chciał mieć płytę, musiał ją sobie przywieźć z Zachodu. Inną możliwością było słuchanie radia, a konkretnie: "Voice of America Jazz Hour" Willisa Conovera, nazywanego "ojcem chrzestnym polskiego jazzu". Od stycznia 1955 roku przez pięć dni w tygodniu w godzinach 21.15 - 22.00 przez ponad 40 lat Willis Canover dostarczał wszystkiego, czego fani jazzu potrzebowali. Można było usiąść przy odbiorniku i słuchać... Nie bez kozery przywołuję audycję Canovera. To właśnie on inspirował pierwsze pokolenia polskich jazzmanów, włącznie z młodym Ptaszynem. I jak to w życiu czasem bywa, uczeń przerósł mistrza, bowiem swoisty rekord Canovera został pobity przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego „Trzema Kwadransami Jazzu”, nadawanymi nieprzerwanie od ponad pół wieku, będącymi źródłem wiedzy i inspiracji dla kolejnych pokoleń.

Wróćmy jednak do muzyki zawartej na płycie On The Road Vol.1. Słuchając nagrań odnosi się wrażenie, że każda fraza zagrana przez Ptaszyna jest ważna, nie przypadkowa, ma swoje uzasadnienie i historię. Nie ma znaczenia, czy słyszymy znany nam dobrze standard „Moritat” Kurta Weilla z musicalu Mack the Knife, czy też autorską kompozycję Ptaszyna „Seans Na Niepogodę”. Każdy z utworów brzmi tak samo świeżo, żywiołowo i ciekawie, bez względu na to, kiedy były nagrane.

Wiedząc, że będę miał możliwość recenzowania płyty Ptaszyna, wybrałem się na koncert do miejsca, gdzie część nagrań została zarejestrowana. Dzięki zaproszeniu otrzymanemu od Jarka Michaluka, kontrabasisty, animatora życia jazzowego na Podlasiu, a jednocześnie członka kwartetu występującego tego wieczoru wraz z Ptaszynem, miałem okazję być na koncercie Mistrza w Białej Podlaskiej. I mogę stwierdzić stanowczo: Ptaszyn z wiekiem nie stracił NIC ze swojej muzycznej żywiołowości, poczucia humoru oraz ogromnej muzykalności! Osiemdziesięciosiedmioletni muzyk sprawia wrażenie najspokojniejszego człowieka na scenie. Mimo widocznych trudności w poruszaniu się spowodowanych słabym już wzrokiem, „Generał” polskiego jazzu ma pełną kontrolę nad zespołem. Swobodnie ogarnia przygotowany materiał muzyczny bez względu na jego tempo i tonacje. Gra wszystko z pamięci, bez żadnych nut. Tylko on i saksofon! Nie ma znaczenia czy zespół gra jedną ze starszych kompozycji Ptaszyna, czy też utwór autorstwa jednego z członków kwartetu. Mistrz na scenie panuje nad wszystkim.

Tego wieczoru kwartet Ptaszyna wykonał „Moritat” - dokładnie ten sam utwór, który 3 lata wcześniej został zarejestrowany podczas koncertu i znajduje się na krążku. Zgromadzoną na widowni publiczność Wróblewski oczarował, rzucając wszystkich na kolana interpretacją doskonale znanego standardu. Jego gra była pełna energii i muzycznego humoru, słychać tu ogromny szacunek dla melodii, ale jednocześnie Ptaszyn gra po swojemu... Delikatne brzmienie saksofonu czasami zmienia się w masywne, pełne uniesień solo lidera, a towarzyszący mu muzycy dopełniają całości.

Ptaszyn nie stroni od dowcipnych komentarzy do wykonywanych utworów, skracają w ten sposób dystans do siebie jak i pozostałych członków kwartetu. Ma ogromne poczucie humoru i, mimo niekwestionowanej pozycji pioniera polskiego jazzu, posiada też wiele pokory i skromności.

A przecież to właśnie On był członkiem pierwszej polskiej formacji grającej modern jazz z prawdziwego zdarzenia – Sekstetu Komedy. Występ grupy na pierwszym Sopockim Festiwalu Jazzowym w 1956 roku został uznany za rewelację. Wróblewski w tym czasie grał na klarnecie i saksofonie barytonowym. Był członkiem międzynarodowej orkiestry International Newport Band z którą wystąpił na Newport Jazz Festival, jak również koncertował w Europie, m.in. w Brukseli na Expo’58.

Dzięki jego staraniom ukazał się w 1962 roku pierwszy polski longplay jazzowy „GO RIGHT” Kwintetu Andrzeja Kurylewicza, w którego składzie wystąpili: Andrzej Dąbrowski – perkusja Wojciech Karolak – fortepian Andrzej Roman Kurylewicz – trąbka Tadeusz Wójcik – kontrabas oraz Jan Ptaszyn Wróblewski – flet, saksofon tenorowy.

Można długo jeszcze wypisywać kolejne nazwy zespołów, w których Jan Ptaszyn Wróblewski grał, bądź był ich założycielem; kolejne pionierskie inicjatywy, których się podejmował i niezłomnie realizował, budując fundamenty dla kolejnych pokoleń. Jedno jest pewne - posiadane doświadczenie sprawia, że dzisiejszy Ptaszym brzmi jak nikt inny. Jego gra jest swobodna, a zarazem pełna artystycznej pokory. Po prostu dmucha w róg w sposób jak robił to Coleman Hawkins, John Coltrane, Sonny Rollins czy też Beny Webster - wszyscy wielcy ludzie, których słuchał w młodości i których muzyka wciąż sprawia, że czujemy przysłowiowe „ciary”.

Kolejne utwory z płyty „On the Roud vol 1” dokumentują jak potężnym warsztatem możliwości technicznych oraz brzmieniowych dysponuje Ptaszyn, mimo zaawansowanego wieku. Z drugiej strony wyraźnie widać, że Mistrz jest dziś na innym poziomie realizacji swoich muzycznych ambicji i fascynacji. Jest gotowy do zaakceptowania środka pomiędzy własną nieskrępowaną improwizacją a oczekiwaniami słuchaczy na chwytliwe melodie i zdecydowanie wyczuwalny rytm. Muzyk gra w sposób, który łączy pokolenia, znajdując w utworach wspólny mianownik, bez względu na wiek słuchacza.

Niczym kameleon, korzystając z posiadanych umiejętności i możliwości interpretacyjnych, Ptaszyn potrafi zmieniać koloryt i nastrój utworu. Słychać to niezwykle wyraźnie w otwierającej płytę autorskiej kompozycji „Altissimonica Part III” będącej jedną z części rozbudowanej suity na orkiestrę symfoniczną i improwizującego solistę (w oryginale napisaną dla Henryka Miśkiewicza). Utwór nawiązuje stylistycznie do zachowawczych nurtów muzyki XX w. (Bernstein, Gershwin, Holst). Tenor Ptaszyna brzmi mocno i zdecydowanie. Frazy są długie i soczyste, znakomicie wplatane w zaproponowany układ harmoniczny. Szkoda, że to tylko 15 minut! Świetnie prezentuje się sekcja rytmiczna w składzie Wojciech Niedziela – fortepian, Marcin Jahr – perkusja i Jacek Niedziela-Meira – kontrabas, którego w dwóch ostatnich utworach na płycie zastąpił Andrzej Święs. Ptaszyn zawsze bardzo skrupulatnie dobiera członków zespołu. Musi ich znać, musi być przysłowiowa chemia, aby funkcjonowała całość. Obecny skład kwartetu istnieje od ponad dwóch dekad, ukształtował się w połowie lat dziewięćdziesiątych. Do dziś ma na koncie niezliczoną ilość koncertów, nagrań, udziałów w festiwalach w kraju i zagranicą.

Muzyka prezentowana na płycie przez kwartet Jana Ptaszyna osadzona jest w jazzowej tradycji, wykorzystując jednocześnie elementy muzyki współczesnej. Nie jest to muzyka skomplikowana, ale nie jest również pozbawiona nowoczesnych brzmień i ciekawej formy. Sposób, w jaki została zaprezentowana kompozycja „Inwersja”, przypomina muskularny liryzm pioniera saksofonu tenorowego Colemana Hawkinsa, choć z charakterystycznym dla Mistrza sardonicznym zadęciem.

Płytę kończy utwór „Po Wielkim Niżu”. Nagranie pochodzi z Października 2020 roku z koncertu zarejestrowanego podczas Podlasie Jazz Festiwal w Białej Podlaskiej. Mamy tu zmianę w składzie kwartetu. W miejsce Jacka Niedziela-Meira pojawia się Andrzej Święs na kontrabasie. W początkowej fazie utworu słychać pewną powściągliwość. Charakterystyczne brzmienie saksofonu buduje klimat kompozycji. Improwizacja Ptaszyna trzyma się blisko melodii i, jak to ma w zwyczaju, przepracowuje ją następnie w porywający sposób. Fantastyczna gra całej sekcji rytmicznej jest fundamentem dla długich fraz lidera. Wojciech Niedziela znakomicie odnajduje się w tej stylistyce, a dynamiczne solo uzupełniane akcentami perkusji Marcina Jahr dodają ognia do całości. Brzmi to bardzo dobrze i czapki z głów drodzy Państwo - dla muzyki i wykonawców!

Siłą tych nagrań jest jazz grany na żywo. To dźwięk oraz surowa energia wsparta muzyczną inteligencją czynią tę płytę czymś wyjątkowym. Od pierwszych dźwięków nikt tu nie odpuszcza. Ta muzyka żyje i oddycha. Rytmy łączą się, nabierają rozpędu i oddziałują na ciało, by po chwili odpłynąć. Niezależne linie instrumentalne rozchodzą się i łączą, tworząc słuchową gęstwinę i mentalne kolory. Obrazy obfitują niezależnie od sugestywnych tytułów nadanych poszczególnym utworom (swoiste poczucie humoru Ptaszyna).

Charakterystyczne brzmienie kwartetu oraz gra lidera sprawiają, że odbiorca odczuwa komfort obcowania z muzyką, dźwiękami dobrze mu znanymi. Zarówno publiczność jak i cały kwartet doskonale się bawią, co słychać w entuzjastycznych reakcjach publiczności jak i samego Ptaszyna.

Ten wyjątkowy krążek nie rozczaruje żadnego miłośnika jazzu bez względu na staż, doświadczenie w odkrywaniu uroków muzyki synkopowanej, jak i tak zwanych starych wyjadaczy.

Często mówi się, że Jana Ptaszyna Wróblewskiego najlepiej słuchać na żywo. Tych kilka próbek dowodzi, że tak właśnie jest. Płyta jest bardzo dobrze nagrana, a w zbiorach naszego Mistrza zapewne znajduje się jeszcze bardzo dużo niewydanych nagrań koncertowych. Liczę na to, że jak wskazuje tytuł, jest to dopiero pierwszy tom takich realizacji muzycznych. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie ich o wiele, wiele więcej w nieodległej przyszłości.


poniedziałek, 5 grudnia 2022

Jerzy Milian - Optima Fide (2022)

Jerzy Milian

Jerzy Milian – wibrafon
BRT Jazzorkest & BRT Jazz combo
Jan Ptaszyn Wróblewski - sax. tenorowy ("Optima Fide")

Optima Fide (2022)

Wydawca: GAD Records

Tekst: Piotr B.

Jakie to dobrze że mamy Pana Wilczyńskiego i jego GAD Records. Jakie to szczęście, że Pan Wilczyński okazał się tak sympatycznym człowiekiem z pasją, iż oczarowany nim Jerzy Milian po prostu podarował mu reklamówkę pełną archiwalnych taśm z nagraniami mówiąc "róbta co chceta". W ten sposób trafia do nas już 11 płyta z cyklu " Jerzy Milian Tapes".

Tym razem wracamy do czasu, którego początki naświetliła już część 7 cyklu, album "Circulations". Chodzi o długoletnią współpracę Miliana z sekcją jazzową belgijskiego radia i telewizji (BRT). Jej szef, Elias Gistenlick miał ambicję, aby radiowy bigband porządnie namieszał w Europie, ponadto mocno chciał pomyszkować w trzecim nurcie. No i szukał fachowca. W 1964 na Jazz Jamboree przysiadł się do Pana Jerzego w trakcie próby - i się dogadali. Przez kolejne kilka lat Millan regularnie komponował dla BRT i nagrywał z Jazzorkestrą oraz innymi radiowymi składami. Na "Circulations" słyszeliśmy długie, złożone formalnie utwory. Tym razem mamy okazję poznać nie tylko kolejne większe, ambitne formy, ale i utwory krótsze, wręcz radiowo przebojowe.

Album spinają kilkunastominutowe "Realities", "Four Engravings" i "Optima Fide". Rozbudowane, wieloczęściowe, odważnie penetrujące pogranicza jazzu i awangardy, zinstrumentowane z rozmachem wykraczającym poza typową wówczas formę trzecionurtową. W "Realities" rządzi Milian i jego wibrafon, w dialogach z przemyślnie kombinującą orkiestrą. "Four Engravings" to czas dla solistów belgijskich, z sekcji dętej. Bardzo ciekawe granie, zwłaszcza w części z metrum 3/4. Mnie najbardziej w pamięć zapada zamykający album "Optima Fide", z fantastycznym solo Miliana, z motorycznym, hipnotyzującym i porywającym fragmentem bazującym na nietypowym metrum 9/4. A to wszystko okraszone ekspresyjnym, wchodzącym we free sax tenorem Ptaszyna Wróblewskiego, dalekiego jeszcze wtedy od stwierdzenia, że "formuła się wyczerpała".

Na tle tych opusów pozostałe krótsze utwory mogą sprawiać wrażenie tyleż uroczych co nieistotnych. Ale tak nie jest. Wszystkie prezentują solidny poziom. Poczujmy choćby żar bijący od "Beat Obsession", nostalgię kunsztownie zaaranżowanego Moniuszkowskiego "Cossacka", a na koniec wieczorem posłuchajmy ballady "My Favourite Band", która jest po prostu... piękna.
Kolejny album - dokument. Z jednej strony pokazuje on Miliana jako muzyka z wielkimi ambicjami, gotowego już na początek lat 70tych, kiedy ze swoimi własnymi międzynarodowymi składami ruszy w podróż orientalną i awangardową (część 6 cyklu - "Neuroimpressions"). Z drugiej strony już tutaj słychać zainteresowanie groovem, co zaowocuje w następnej dekadzie fantastycznymi nagraniami z Katowicką Orkiestrą Rozrywkową PRiTV (np. znakomita kompilacja GAD Records "Znak wodnika"). Daje to nam obraz niebywałego talentu, wszechstronności i wyobraźni Artysty.

Jakie to szczęście, że mieliśmy takiego Miliana. Jak to dobrze, ze mamy Pana Wilczyńskiego i jego GAD Records.
 

środa, 15 grudnia 2021

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful vol. II (2021)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - grand piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

featuring:
Jan Ptaszyn Wróblewski
Zbigniew Namysłowski
Henryk Miśkiewicz
Maciej Sikała
Adam Wendt
Grzech Piotrowski

Saxesful vol. II (2021)

Tekst: Jacek Sołkiewicz

Wyobraźcie sobie gorące popołudnie. Jeden z tych dni, kiedy już nigdzie nie musicie się spieszyć. Zachodzące leniwie słońce faluje na horyzoncie, jest pomarańczowo. P-o-m-a-r-a-ń-c-z-o-w-o. Rynek a wokół niego kamienice ze spalonym upałem tynkiem. Pootwierane okna, delikatnie powiewające zasłony...budzi się ekscytacja nadchodzącym wieczorem. To może być Wasze miasto. To może być dowolne miasto. Przysiadacie na rynkowej ławce i nie spodziewając się niczego stajecie się mimowolnym uczestnikiem niewidzialnego koncertu. Taka okazja zdarza się bardzo rzadko zatem nie otwierajcie oczu i nasłuchujcie.

Pozwólcie by Piotr Schmidt i Jego Znakomici Goście przemówili w sposób w jaki tylko muzyka może przemówić. To ich język. Znany wszystkim od dekad, ale wciąż mówią nim nieliczni. Wyobraźcie sobie, że podczas gdy życie toczy się sielsko na rynku, w jednej z tych kamienic, w pięknej sali spotykają się cztery pokolenia muzyków jazzowych. Codzienność zderza się z niepowtarzalnością. Aż trudno słowami uchwycić romantyzm tego albumu i tej chwili. Jedna sesja a w niej legendy polskiej muzyki jazzowej i ci, którzy mają spore szanse dołączyć do tego znakomitego grona. Utwory znane, ograne, powszechnie uznawane za standardy.

Zatem, czy można było to zagrać tak by rynek stanął w miejscu? Jan ‘Ptaszyn’ Wróblewski, Henryk Miśkiewicz, Zbigniew Namysłowski, Wojciech Niedziela, Krzysztof Gradziuk, Maciej Garbowski i oczywiście spiritus movens projektu, Piotr Schmidt. Jazz All-Stars? Zapewne tak. Jednakże historia zna przypadki gdy takie galaktyczne składy niestety rozpływały się wraz z zadziwiająco rozrzedzonymi dźwiękami. To nie zawsze się udaje. Natomiast udaje się zawsze gdy jest wizja i przede wszystkim pomysł wszystkich muzyków na każdy takt ich obecności w muzyce.

‘Saxesful vol. II’ to modelowy przykład perfekcyjnego wykorzystania talentów wszystkich artystów biorących udział w projekcie. Wszystkie gwiazdy świecą, nie oślepiają i co najważniejsze, żadna z nich nie wchodzi na kurs kolizyjny. Cudowna symbioza rezultatem której są dźwięki docierające bez zbędnego lawirowania prosto do serca słuchacza. To album bezkompromisowy, ale nie w kwestii burzenia porządku jazzowego wszechświata tylko bycia sobą. Bycia tym, kim było się przez całą swoją karierę. To muzyka naznaczona osobowością każdego grającego, wręcz podpisana jego wrażliwością i stylem. Dlatego raz po raz uśmiechamy się do niej, ponieważ momentami z daleka słychać echa dokonań każdego artysty. Ta płyta emanuje niezwykłą emocjonalnością, płynącą do nas szerokim, ciepłym strumieniem z bardzo dalekiej przeszłości. Przeglądamy się w niej niczym w lustrze czasów minionych widząc świetność tych muzyków w całej swej okazałości. Nie dość, że podczas sesji zarejestrowano evergreeny to jeszcze zagrali je ci, którzy mają głośne przyzwolenie na ich dowolną interpretację. I z tego prawa wszyscy skwapliwie skorzystali. Tak oto powstała płyta, której słucha się z zapartym tchem, czekając na kolejny utwór i jego kolejne wcielenie. Jubilerski jazz. 24 karatowy. Muzyczny kruszec, którego wartość nie poddaje się inflacji czasu.

Album składa się z dwóch części - pierwszej, z wybranymi utworami z ‘Saxesful vol I’ i drugiej, ‘właściwej’, z zapisem sesji ‘Saxesful vol. II’. Niewątpliwie bonus w postaci selekcji części pierwszej jest miłym zaskoczeniem a dodatkowo pozwala odczuć różnicę między oboma wydawnictwami. I właśnie, ten ostatni fakt, jest dla mnie największym zaskoczeniem. Zdaję sobie sprawę, że utwory, które pojawiły się na ‘vol. II’ pochodzą z tej samej sesji co ‘vol. I’ a jednak… Możliwe, że to magia osobnych wydawnictw, możliwe, że czas zrobił swoje a możliwe, że…i tak, stawiam na to, dobrano zdecydowanie mocniej rezonujące utwory . Muzycznie, obie części są bardzo udane, ale to ta druga z nich ma w sobie pierwiastek magii.


Jak zwykle, trudno określić to słowami, jednakże aura najnowszej części niesie w sobie tę wspomnianą na początku ekscytację. Te dźwięki wirują wokół nas, zostawiając za sobą błyszczący pył swojego arcymistrzostwa. To ten rodzaj wirtuozerii, który przyciąga i przytrzymuje słuchaczy w bezruchu. 

Kokieteryjna nonszalancja Mistrzów, którzy zawsze grają na swoich zasadach.


Nie ma tu drogi na skróty, która przy tego typu standardach kusi wielu. Każda nuta zagrana jest z niezwykłą gracją i pietyzmem. Ta szczegółowość aranżacyjna zwraca uwagę już od pierwszej sekundy. 
Ornamentowość wykutej w złocie pięciolinii ‘Saxesful vol. II’ to wypadkowa miękkich zderzeń finezji, kunsztu i frywolności. Muzycy, których słyszymy na tym albumie, mogą sobie pozwolić na wiele i niewątpliwie robią to, ale z właściwym dla ikon wdziękiem i umiarem. 

Stąd taki ładunek emocjonalny tej płyty. Czy chcemy tego czy nie, wyobrażenie, że grają między innymi jazzmani tworzący fundamenty Polish Jazz, dominuje odsłuch. To taka piękna chwila, w której nagle wszystko staje się olśniewająco proste i bliskie. Nie ma zbędnych słów, labiryntów myśli…każda sekunda wybrzmiewa w naturalnym dla naszych serc rytmie. Jest galowo, jest wczesnowieczorno, jest cocktailowo, jest nobliwie, jest tak jak chcemy by było. Dzisiaj mało kto potrafi zagrać tak retroautentycznie. Ta sesja to cud pamięci przywołującej czasy, które mało kto wspomina.


Wystarczy posłuchać otwierającego ellingtonowskiego ‘Caravan’. Zwiewność, uniesienie i to wyczucie! 
Ta wersja wieje tak ognistym temperamentem, że trudno usiedzieć przy tym spokojnie w miejscu a jednocześnie zachowuje niesamowicie dystyngowany charakter. Wierzę, że taki perfekcyjny groove mogą osiągać jedynie wybitni muzycy.

Dalej jest niemniej wizytowo…’On the Sunny Side of the Street’ gra niczym soundtrack z naprawdę odległych, przedwojennych czasów i robi się naprawdę bardzo, ale to bardzo nostalgicznie. Bardzo podobnie jest także w ‘Cherokee’, który urzeka swoją niedzisiejszością, ale podaną w tak wyszukany sposób, że żadna z zagranych nut nie pokryła się patyną. To właśnie ogromny atut obu części ‘Saxesful’ - te skrawki historii jazzu zostały opowiedziane językiem teraźniejszości dzięki czemu dotrze ona do wielu.

Nawet wtedy, gdy zacznie grać nieśmiertelne ‘When I Fall in Love’ - cudowna puchowość tego utworu jest ponadczasowa a jednak, w tej wersji zyskuje ona kolejną klasę. Niespieszny, senny klimat azylu dla wszystkich, którzy zdecydowali się przestać biec. Płynne ciepło…stan umysłu zanurzonego w nieskazitelności.

Po czymś takim najlepiej obudzić się zjawiskową wersją ‘Footprints’ Wayne’a Shortera, w której znajdziecie wszystko to co najlepsze w tej genialnej kompozycji, ale, po raz kolejny, wyniesione na inny poziom. Lekkość, niemalże efemeryczność dźwięków zagranych niezwykle przestrzennie daje jakże bezcenne poczucie nieważkości. To moment prawdziwego oderwania na tej płycie. Trudno nie dać się ponieść tak zagranej muzyce.

Wieńczące ‘Ach śpij kochanie’, Henryka Warsa błogo wycisza i uświadamia nam niezliczoność sposobów zagrania tych samych dźwięków, emocji i słów…cóż za wersja! Śpiewali to Mieczysław Fogg, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza a teraz ten utwór dociera do nas w takiej postaci. Aksamitny magnetyzm na koniec…byśmy nawet nie pomyśleli, że to pierwszy i jedyny raz.


‘Saxesful vol. II’ to spotkanie z muzyką, którego nie wolno przekładać. Nieważne czy to zaskoczy Was w Waszym mieście czy gdziekolwiek indziej…jeśli usłyszycie ją dobiegającą w rynku, z okna kamienicy a może innego miejsca, zatrzymajcie się, ponieważ nieczęsto te sytuacje kończą się tak wzruszająco. Trzeba powiedzieć sobie jasno: instynktownie szukamy takich dźwięków, ale rzadko kiedy znajdujemy coś tak wartościowego. Czar tej płyty pozostanie na zawsze, ale świadomość ulotności chwili, w której została nagrana wprawia w szczerą zadumę. Trudno bowiem momentami oddzielić radość obcowania od kruchości wybrzmiewającego echa. Tym bardziej, iż dobiega ono do nas sprzed prawie 100 lat. Czas płynie, zmieniają się tylko jazzowe sztafety, które przekazują nam tę porcję wyjątkowych wrażeń a skoro obecnie jedna z nich biegnie tuż obok nas, wsłuchajmy się w każdy ich krok.

środa, 15 września 2021

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful vol. II (2021)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - grand piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

featuring:
Jan Ptaszyn Wróblewski
Zbigniew Namysłowski
Henryk Miśkiewicz
Maciej Sikała
Adam Wendt
Grzech Piotrowski

Saxesful vol. II (2021)


By Maciej Nowotny

Ta płyta, podobnie jak jej część pierwsza, okaże się niewątpliwie sukcesem. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości i to co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, obiektywnie rzecz biorąc jest to muzyka zagrana świetnie. Piotrowi Schmidtowi udało się namówić do współpracy jedną z najlepszych sekcji rytmicznych w tym kraju - Macieja Garbowskiego na kontrabasie i Krzysztofa Gradziuka na perkusji - których znamy z jednego z najlepszych i najdłużej grających polskich trio - RGG. Do tego dochodzi Wojtek Niedziela na fortepianie, zero komentarza, nazwisko mówi samo za siebie. To po prostu musiało dobrze zabrzmieć i brzmi, i to jak!

Po drugie, ten genialny w swojej prostocie marketingowy pomysł, aby zebrać saksofonistów o znanych nazwiskach, w wielu przypadkach muzyków otoczonych legendą, zresztą oczywiście świetnych, którzy wiele, niekiedy bardzo wiele zrobili dla polskiego jazzu, w takim czy innym momencie jego historii. Co ważne wszyscy oni aspirują w jakiejś mierze do własnego, indywidualnego dźwięku na saksofonie, a to jak wiadomo zawsze jest w jazzie najwyższą nobilitacją. 

Zatem takiej płyty nikt w Polsce, rozkochanej w benefisach, nie skrytykuje, wręcz przeciwnie. Ponieważ ta płyta jest po prostu świetna w warstwie wykonawczej, to ochom i achom nie będzie końca, i będziemy musieli uważać, żeby z nimi nie przesadzić i zachować miarę w pochwałach (niektórzy nie zachowają): tymczasem płyta ta jest bardzo dobra, ale nic ponadto.

Tylko, że jazzowy obywatel M., nie za bardzo jest zainteresowany czymś "ponadto". I tu dochodzimy do po trzecie: program płyty stanowi garść standardów, świetnie słuchaczom znanych, które słuchali setki razy, zagranych na olśniewającym poziomie, ale bez żadnych zaskoczeń. Płytę testowałem na znajomych. Podoba się po prostu wszystkim!!! Błagano mnie, aby zostawił egzemplarz do posłuchania. A kiedy wracałem to szła ona u niektórych "na okrągło". A zatem sukces!

Sukces? Mimo wszystko tak, ale przynajmniej dla mnie, nie z tych powodów, które wymieniłem powyżej. Niektóre z nich nawet mnie drażnią co jasno jak sądzę widać ze sposobu w jaki o nich opowiadam. Jest to zatem sukces z zupełnie innego powodu. Z powodu Piotra Schmidta. Śledzę jego karierę od samego poczatku. Pierwsze kroki dla mnie osobiście nie były porywające. Krytykowałem go za kurczowe trzymanie się standardów, jazzu traktowanego jak nowa muzyka klasyczna, zastygłego w przepięknej, ale skończonej formie. Nie robił sobie wiele z tej krytki, lecz szedł własną drogą. Dzisiaj jego trąbka brzmi piękniej niż kiedykolwiek. To de facto on trzyma tę płytę, on dominuje i tam, gdzie ma na to przestrzeń okazuje się najbardziej interesującym instrumentalistą ze wszystkich. Do tego objawił się jako lider potrafiący zmontować bardzo silny zespół i sformułować ideę, która przyciągnie publiczność. To olbrzymie osiągnięcie!

Zatem gratulucje. Ze szczerego serca. Ale... ale jak wyda trzecią część Saxesful, to zapowiadam, że nawet jaby się na tej płycie pojawił sam John Coltrane, nic nie powstrzyma mnie przed zaśnięciem.




niedziela, 14 marca 2021

Jan Ptaszyn Wróblewski - Studio Jazzowe Polskiego Radia 1969-78 (2020)

Jan Ptaszyn Wróblewski

Jan Ptaszyn Wroblewski - saxophone / leader
and orchestra

Studio Jazzowe Polskiego Radia 1969-78

POLSKIE RADIO 2327-2331



By Adam Baruch

This is an iconic archival album documenting the recorded legacy of one of the Godfathers of Polish Jazz, saxophonist / composer / arranger / bandleader Jan Ptaszyn Wróblewski. The first four CDs in this 5CD set present recordings by the Polish Radio Jazz Studio Orchestra led and conducted by Wróblewski between late 1968 and early 1978, and the last CD presents recordings by his quartet and sextet, recorded between 1979 and 2017. 

The entire crème de la crème of the Polish Jazz scene in the crucial decade of its development (late 1960s to late 1970s) can be heard on these recordings, including such celebrated names like Tomasz Stańko, Andrzej Trzaskowski, Zbigniew Namysłowski, Włodzimierz Nahorny, Bronisław Suchanek, Janusz Stefański, Jerzy Milian, Zbigniew Seifert, NOVI Singers and many others. Almost all the music on these CDs was composed and arranged by Wróblewski and the members of the orchestra. Wróblewski (born 1936), who is nearing his eighty fifth birthday, is still active today and he wrote the liner notes accompanying this release, reminiscing about the decade during which he fronted the orchestra.

The artistry of the Big Band idiom and the sophistication of the arrangements are of course the focal points of the music and although the American Big Bands are an obvious inspiration, the result reaches way beyond the basic model, creating the European Big Band approach, which looks for inspiration in way more complex compositions (like the music of Krzysztof Komeda in this case) and experimental soloing, bordering on Free Jazz, which can be heard extensively here. The fact that the members of Komeda’s ensembles play on these recordings speaks for itself and the contributing composers are all pioneers of modern Polish Jazz.

The music is, as expected, absolutely brilliant from start to finish, and in retrospect glorifies the level of the Polish Jazz musicianship and talent at the time. It is "criminal" that this music was locked down in the vaults of the Polish Radio for so long, and hopefully the rest of it (at least twice as much as was released now) will be released in the future. The damages made by limitations of the Polish music industry at the time and the monopoly of State owned music enterprises, which controlled and censored the output of recorded music for decades, should be all made right in time, preserving the Cultural treasures hidden from public access.

Polish Jazz enthusiasts all over the world should find this album an absolute must have in their collection. The list of participating musicians and the quality of the compositions is certain to satisfy the most demanding listeners and the historical importance is unprecedented. Essential listening!

niedziela, 17 stycznia 2021

POLISH JAZZ 2020 PODSUMOWANIE !!!

MUZYK ROKU 2020: DOMINIK WANIA


Dominik Wania rozpoznawalność na muzycznym rynku zaczął zdobywać, grając u boku Tomasza Stańki. Zaproszenie od legendarnego jazzmana otrzymał zaraz po skończeniu studiów w New England Conservatory of Music w Bostonie. Podczas czteroletniej współpracy z trębaczem, w jego zespole, Wania poznał swojego kolejnego muzycznego partnera - saksofonistę Macieja Obarę, którego kwartet współtworzy do dziś. Jedna z najważniejszych polskich formacji ostatnich lat pozwoliła pianiście rozwinąć swój talent i rozpocząć karierę międzynarodową. Wraz z zespołem Obary odwiedził najlepsze jazzowe sale i festiwale na świecie, a także nagrał sześć płyt, z czego dwie ostatnie znalazły się w katalogu wytwórni ECM Records. Sam Wania dołączył do elitarnego grona artystów nagrywających dla ECM Records w 2020 roku, a sygnowany jego nazwiskiem "Lonely Shadows" to pierwszy w historii solowy album polskiego muzyka wydany przez tę najbardziej prestiżową wytwórnię jazzową na świecie. Poza występami i nagraniami w licznych jazzowych konstelacjach, poświęca się też pracy dydaktycznej w murach Akademii w Krakowie i Katowicach, a także nagrywa muzykę filmową we współpracy ze Zbigniewem Preisnerem.

Płyty wydane w 2020 roku:

Wojtek Fedkowicz Noise Trio - Distant Heroes

NAGRANIE ARCHIWALNE 2020 ROKU: JAN PTASZYN WRÓBLEWSKI - STUDIO JAZZOWE POLSKIEGO RADIA 1969-78 (AGENCJA MUZYCZNA POLSKIEGO RADIA)


Imponujący dorobek Studia Jazzowego Polskiego Radia pod kierownictwem Jana Ptaszyna Wróblewskiego z lat 1969-1978, a także późniejsze nagrania wielkiego polskiego jazzmana, zebrano w obszernym, pięciopłytowym wydawnictwie, które przygotowane zostało z okazji 95-lecia Polskiego Radia. Ponad cztery godziny najwyższej jakości jazzu zostały zamknięte w pięciu krążkach. Wyboru nagrań dokonał osobiście Jan Ptaszyn Wróblewski, wybitna postać sceny jazzowej, laureat Nagrody Mediów Publicznych. Niemal wszystkie kompozycje ukazują się na płytach po raz pierwszy. W sporej części to wykonania bigbandowe, bo właśnie w tej formie funkcjonowało Studio Jazzowe Polskiego Radia, które powstało w 1968 roku, a zaczęło funkcjonować rok później. Ta wspaniała orkiestra nie tylko nagrywała w studiu, ale występowała na festiwalach w kraju i za granicą - w Norwegii, Szwecji, Finlandii, w Niemczech i na Węgrzech. Do Studia Wróblewski zapraszał najwybitniejszych przedstawicieli polskiej sceny jazzowej. Byli to m.in.: Krzysztof Komeda, Zbigniew Seifert, Zbigniew Namysłowski, Wojciech Karolak, Janusz Muniak, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Trzaskowski czy Tomasz Stańko. 

czwartek, 13 czerwca 2019

Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet - Komeda. Moja Słodka Europejska Ojczyzna (2018)

Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet 

Jan Ptaszyn Wróblewski – tenor saxophone
Henryk Miśkiewicz – alto saxophone
Robert Majewski – trumpet (CD1)
Łukasz Poprawski – soprano saxophone (CD2)
Wojciech Niedziela – piano
Sławomir Kurkiewicz – bass
Marcin Jahr - drums

Komeda. Moja Słodka Europejska Ojczyzna

PN 0190295700348 

By Krzysztof Komorek

Szczerze mówiąc, w pierwszym momencie mocno zdziwiła mnie zapowiedź wydania tego albumu. Podobnie jak wielu innych obserwatorów krajowej sceny jazzowej, nieco cierpiałem z racji nadmiaru komedowskich projektów (zwłaszcza tych średnio udanych) oraz wpychania za wszelką cenę dziedzictwa wybitnego kompozytora do kolejnych albumów. Zdumienie potęgowała osoba lidera, bowiem Jan Ptaszyn Wróblewski zawsze zdawał mi się osobą dokonującą przemyślanych wyborów artystycznych. Stąd może decyzja, by projektowi przyjrzeć się jednak uważniej. Decyzja ze wszech miar słuszna, bo sprawa nie okazała się wcale tak oczywista, jak wskazywałoby na to pierwsze wrażenie. I to z kilku równoprawnych powodów. 

Pierwszy z nich to nagrany materiał. Uznawany przez samego Komedę (jak wieść głosi) za najważniejsze dzieło życia, powstały w roku 1967 i wydany w Niemczech zbiór "Meine Süsse Europäische Heimat - Dichtung Und Jazz Aus Polen” – łączy polską poezję (wiersze m.in. Szymborskiej, Miłosza, Herberta, Ważyka czy Przerwy-Tetmajera przełożone na niemiecki przez Karla Dedeciusa) z polską muzyką. Nigdy jednak nie doszło do zarejestrowania czysto instrumentalnej wersji dzieła. Chociaż kilka muzycznych fragmentów płyty pojawiło się potem w zmienionej niekiedy formie na innych albumach Komedy – "Temat dla jednego, a wariacje dla drugiego świata" jest pierwowzorem "Nighttime Daytime Requiem", dobrze znane są "Litania" i "Po katastrofie".

Po drugie, płyta firmowa przez Ptaszyna Wróblewskiego nie jest owocem pochopnej decyzji. Pierwotnie całość przygotowywano do widowiska z udziałem Andrzeja Seweryna, recytującego wiersze. Spektakl zamykał w 2013 roku Letnią Akademię Jazzu organizowaną przez łódzki klub Wytwórnia. Jeszcze w trakcie prac zdecydowano się na opracowanie i nagranie wersji instrumentalnej. Doszło do tego dzień po koncercie, w tej samej sali, ale już bez udziału publiczności. Trzy lata później ową instrumentalną całość przedstawiono na Polish Jazz Fetsival w Tomaszowie Mazowieckim, a koncert ów także został nagrany. Materiał, jak widać, przeleżał nieco na półkach. Koniec końców w momencie finalizowania decyzji wydawniczych Jan Ptaszyn Wróblewski stanął przed koniecznością wyboru wersji, która miała się ukazać. Na szczęście dla nas, słuchaczy, decyzji tej nie udało mu się podjąć i do rąk publiczności trafił album dwupłytowy.

Program obu płyt jest wprawdzie dokładnie taki sam - różnicę stanowi jedynie zapowiedź lidera rozpoczynająca koncertową wersję – ale jak wspomniałem, możliwość posłuchania obu rejestracji jest niezwykle cenna. Przede wszystkim ze względu na odmienne składy, które wystąpiły przy każdej z okazji. W studyjnym nagraniu w sali Wytwórni w sekcji dętej zagrali Ptaszyn, Henryk Miśkiewicz oraz trębacz Robert Majewski. Podczas koncertu tego ostatniego zastąpił saksofonista Łukasz Poprawski, tworząc w ten sposób unikalne w odczytaniu Komedy saksofonowe trio tenoru, altu i sopranu. Obydwu części słucha się znakomicie. Każda z wersji przynosi solidną porcję znakomitej, nowoczesnej muzyki. Trudno nie pochwalić instrumentalistów – obok wspomnianych dęciaków, wyróżnia się jeszcze Wojciech Niedziela. Choć po prawdzie będzie to jedynie wskazanie pierwszych pośród równych w całym ansamblu.

Nad samą muzyką nie będę się tutaj więcej rozwodził. O twórczości Komedy pisano równie często, jak ją nagrywano. Ponadto dołączona do wydawnictwa książeczka zawiera między innymi obszerną analizę "Mojej słodkiej europejskiej ojczyzny" pióra Bogdana Chmury, do której odsyłam zainteresowanych. Warto wspomnieć, że opracowania kompozycji dokonał Ptaszyn na podstawie wydanych w Niemczech nagrań, wspomagając się jedynie oryginalnymi partyturami Komedy. Sam mogę jedynie "podbić" wyrażane zewsząd komplementy i zachwyty. Od pierwszego przesłuchania nie miałem wątpliwości, że to jedna z najważniejszych płyt roku 2018. Co potwierdziłem umieszczeniem albumu w moim Top 10 ubiegłych dwunastu miesięcy. Decyzję i dziś uważam ze wszech miar słuszną.

niedziela, 2 września 2018

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful (2018)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Jan Ptaszyn Wróblewski - saxophone
Zbigniew Namysłowski - saxophone
Henryk Miśkiewicz - saxophone
Piotr Baron - saxophone
Maciej Sikała - saxophone
Adam Wendt - saxophone
Grzech Piotrowski - saxophone

Wojciech Niedziela - piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

Saxesful

SJ 032

By Jędrzej Janicki

Dziesiąta autorska płyta w dziesiątą rocznicę muzycznej aktywności to doskonały powód do świętowania. Z podobnego założenia wychodzi trębacz Piotr Schmidt, którego album "Saxesful" jest swego rodzaju ukoronowaniem dotychczasowej kariery. Schmidt znany jest głównie jako znakomity trębacz, natomiast jego niespełnioną miłością pozostaje saksofon. Nic więc dziwnego, ze do swojego ostatniego projektu zaprosił absolutną czołówkę polskich saksofonistów. Efektem pracy tak zacnego grona jest naprawdę udany album.

Owe sławy polskiego saksofonu jazzowego, które wzięły udział w nagraniu płyty, to Henryk Miśkiewicz, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Maciej Sikała, Piotr Baron, Grzech Piotrowski i Adam Wendt. Trudno wyobrazić sobie jakikolwiek podręcznik do historii polskiego jazzu, w którym te nazwiska nie byłyby wymienione, co podkreśla tylko jak dużym szacunkiem i uznaniem darzony jest Schmidt w muzycznym środowisku. Sukcesu tak dużego przedsięwzięcia nie byłoby jednak bez trzech muzyków, którzy uzupełniają skład "podstawowego" kwartetu Schmidta. Trojkę tę stanowi pianista Wojciech Niedziela (wieloletni muzyczny kompan Schmidta – panowie stworzyli wspólnie chociażby kameralną płytę "Dark Morning") oraz kontrabasista Maciej Garbowski i perkusista Krzysztof Gradziuk, czyli fundamenty genialnego tria RGG.

Całe "Saxesful" zdominowane jest przez eleganckie interpretacje klasycznych utworów muzyki jazzowej, mieszczące się raczej w jej głównym, mainstreamowym nurcie. Rzecz jasna, nie jest to zarzut, wszak nie każda płyta musi być rewolucyjnym eksperymentem. To wyważone granie, w którym bardzo dużo przestrzeni otrzymują zaproszeni goście. Fantastycznie wypada nestor polskiej muzyki Jan Ptaszyn Wróblewski w utworze "You Don’t Know What Love Is", jazzowym standardzie, po którego bardzo chętnie sięgają muzycy różnych stylistyk (przypomina się od razu świetna wersja Lee Konitza z Joe Hendersonem). Ptaszyn w niczym jednak nie ustępuje swoim amerykańskim kolegom po fachu i z właściwym sobie urokiem tworzy przepiękną balladę o bardzo romantycznym i melancholijnym nastroju. Świetnie brzmi również bluesowa wręcz melodyjność utworu "Blue Monk" genialnego Theloniousa Monka. Odrobina chropowatości w partiach Piotra Schmidta, a zwłaszcza Adama Wendta, przenosi nas w zupełnie inną rzeczywistość, z której bardzo trudno się później wyrwać i wrócić do tak zwanej „normalności”.

"Saxesful" to płyta, którą traktować należy raczej jako hołd złożony wybitnym polskim saksofonistom i jazzowi samemu w sobie. Jako nagranie niosące radość z samego obcowania z muzyką sprawdza się naprawdę doskonale. Panteon gwiazd zgromadzony przez Schmidta zapewnia różnorodność stylistyczną i pokazuje przeróżne oblicza saksofonu. Właśnie dzięki tej różnorodności "Saxesful" (choć jest albumem długim) nie nuży nawet w najdrobniejszym fragmencie. Godnym najgłośniejszych oklasków jest, że pomimo tylu zaproszonych osobistości, kwartetowi Schmidta udaje się wypracować własne rozpoznawalne brzmienie. To nie jest płyta-ciekawostka, lecz kawałek historii jazzu i naprawdę świetnego grania. Doprawdy, przepiękne te urodziny, które urządził sobie Piotr Schmidt.

Zobacz też: