Już dzisiaj w Piątek 28.06 tym razem już od godz. 18:00 do 20:00 prowadzący Maciej Nowotny i Pawel Ziemba zapraszają do wysłuchana na antenie RadioJAZZ.FM na kolejne wydanie naszej Audycja "Muzyka, która leczy". Tym razem naszymi gośćmi będą redaktorzy recenzujący płyty polskich wykonawców jazzowych na blogu Polish Jazz: Agnieszka Gawrych, Robert Kozubal i Szymon Stępnik. Tematem naszej rozmowy, jak również prezentacji muzycznych, będą wybrane nagrania, które w okresie ostatnich sześciu miesięcy ukazały się na polskim rynku i wzbudziły zainteresowanie naszych gości. Jak zawsze trochę porozmawiamy i będzie dużo, dobrej, ciekawej i różnorodnej muzyki. Zapraszamy!!!
Translate
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gawrych Agnieszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gawrych Agnieszka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 28 czerwca 2024
piątek, 17 maja 2024
Tercet Kamili Drabek - „Tak bym chciała kochać już"
Tercet Kamili Drabek
Marcin Konieczkowicz (saksofon),
Kamila Drabek (kontrabas),
Kacper Kaźmierski (perkusja).
„Tak bym chciała kochać już” (2024)
Wydawca: Audio Cave
Tekst: Agnieszka Gawrych
Marcin Konieczkowicz (saksofon),
Kamila Drabek (kontrabas),
Kacper Kaźmierski (perkusja).
„Tak bym chciała kochać już” (2024)
Wydawca: Audio Cave
Tekst: Agnieszka Gawrych
Zdarzają się, ale bardzo rzadko, płyty do których warto nakręcić film - nie teledysk, nie krótką formę. Jedną z takich płyt jest „Tak Bym Chciała Kochać Już” Tercetu Kamili Drabek. Muzyka filmowa, przeplata z motywami ludowymi, a to interesujące połączenie uzupełnia - tuż przed finałem - niestandardowe wykonanie standardu Sonniego Rollinsa.
Płytę nagrano w październiku 2023 roku w warszawskim studio Pasterka. Zespół zdecydował się na nagranie analogowe, a konsekwencje tej decyzji, można słyszeć w ciepłym brzmieniu każdego z dziewięciu utworów.
Album otwiera „Słona róża”, kompozycja Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza, napisana do filmu Majewskiego o tym samym tytule. „Słoną różę” zaczyna słodkim brzmieniem Konieczkowicz, niemal natychmiast dołączają do niego Drabek i Kaźmierski. Kamila Drabek, autorka aranżacji, uzupełniła kolejne frazy niebanalnymi przejściami, słychać kontrabasowe glissando, delikatne czynele i zdecydowane brzmienie budującego napięcie werbla. Gdy werbel milknie znów powraca saksofon, i niemal każdą swoją frazę kończy subtelnym wibrato. Cała trójka - Marcin Konieczkowicz, Kamila Drabek i Kacper Kaźmierski - buduje dla nas filmowy świat. Wsłuchajmy się w niego - naprawdę warto.
Pod numerem drugim - choć to dla mnie numer jeden! - znajdziemy oryginalną kompozycję Drabek, „Last Minute”. Utwór powraca w repryzie na końcu płyty. Taka formuła daje nam złudzenie wersji live. Możemy wyobrazić sobie, że tercet przygotował performance tylko dla nas. Właśnie kończą, choć my wcale nie chcemy, żeby kończyli, i powracają repryzą. Ale zanim dotrzemy do finału przyjrzyjmy się „Last Minute”. Saksofon altowy, instrument w stroju es, zaczyna w H-dur od cis. Konieczkowicz puszcza wszystkie klapy i dołącza do Drabek i Kazimierskiego. A tych dwoje nie można sprowadzić wyłącznie do określenia „sekcja rytmiczna”. „Last minute” to pod jednym względem prawdziwie jazzowy utwór - mimo rockowych inklinacji - eksponuje każdego muzyka z tercetu. A co przeżywamy my, słuchacze? Żyjemy nieco intensywniej. Zapętlone „Last Minute” kształtowało moje ostatnie tygodnie, chwile między spotkaniami i długie trasy. A przy takiej muzyce, z taką dynamiką, wszystko może się zdarzyć, każda nieprawdopodobna, filmowa, historia.
I docieramy do „Bye”, najsłabszego utworu na tej naprawdę dobrej płycie. Można bronić go melancholią brzmienia, doskonale wprowadzanym piano, ale brakuje tu silnego motywu, brakuje puenty, czegoś co mogłoby pozostać z słuchaczem. W naszym filmie to moment dla plenerów i nudnych przejść. Czas, w którym nie dzieje się nic istotnego.
Na szczęście tercet powraca do nas „Hulanką” w świetnym stylu. Wszystko ożywa, mamy staccato, tremola, chromatyczne wejścia i zejścia, swoop notes, idealnie wymierzone pauzy. A co dzieje się z nami w trakcie hulanki? Chyba nie muszę podpowiadać.
Po „Hulance” wpadamy - z pełnym impetem - w „Opolankę”. A w niej, od głównego tematu z motywami ludowymi i brzmieniami bliskimi naturze, przechodzimy do głębokiego - jazzowego i dojrzałego - rozwinięcia, by w finale powrócić do tematu. Opolanka nas odpręża, zbliża do natury, pozwala wsłuchać się nie tylko trio, ale też w siebie. Słychać w niej ślady „Muzyki naiwnej” (2019), pierwszego albumu nagranego przez tercet. Warto docenić konsekwentny rozwój zespołu. Świadomy wybór muzycznej formy, umiejętne balansowanie między gatunkami muzycznymi z pogranicza jazzu, rocka i folku.
W „Etr”, szósty utwór tej płyty, wprowadza nas Kaźmierski. Tu muzycy pozwalają sobie na najswobodniejsze improwizacje. Konieczkowicz i Drabek momentami grają unisono. Z czasem słuchać fuzje między różnymi gatunkami. A mnie najbardziej intrygują wybory Kaźmierskiego, który łączy jazzowe czynele z rockową perkusją i werblowymi tremolami. Z takim rytmem nasz czas się odkształca, wpadamy na jego boczne ścieżki. W ciągu siedmiu minut, w trakcie których rozbrzmiewa „Etr” zyskujemy czas zamiast go tracić.
I nie wiadomo kiedy zbliżyliśmy się do tytułowego utworu płyty, „Tak Bym Chciała Kochać Już”. Wykonują go, podobnie jak „Słoną różę”, wiernie wobec oryginału, modyfikując jedynie dynamikę i sposób artykulacji. A Matuszkiewicz w interpretacji tercetu przyciąga do nas wszystko w stylu doucement - z przewagą ciepłych uczuć i pogody ducha.
Są wierni Dudusiowi, ale wobec Rollinsa się buntują. Jego standard „Pent-Up House” wykonują bardzo odważnie. Utwór z 1956 roku w ich interpretacji brzmi współcześnie, rockowo, buntowniczo. Choć nie mają przewagi liczebnej nad kwintetem Clifforda Browna & Maxa Roacha, bronią się bardzo dzielnie. Nie brakuje nam trąbki i klawiszy, a zmiana głębokiego brzmienia saksofonu tenorowego na alt nadaje utworowi nowy wymiar. Zatrzymajmy się na chwilę przy tytule. „Pent-up” (tłumić, powściągać) połączył Rollins z „penthouse”. Wyobraźcie sobie Państwo, że w naszej filmowej opowieści trio zabiera nas do penthouse’u. A my, choć byliśmy początkowo onieśmieleni przestrzenią luksusowego apartamentu, rozluźniamy się i przestajemy tłumić emocje. Właśnie to zrobi z nami przedostatni utwór na płycie „Tak Bym Chciała…”. Nim wrócę do „Last Minute” dodam jeszcze kilka słów o oryginalnej wersji „Pent-up House”. Warto pamiętać o tym, że powstała w trakcie ostatniej pełnej sesji nagraniowej, w której wzięli udział Richie Powell i Clifford Brown - trzy miesiące później zginęli w wypadku samochodowym.
Powróćmy do „Last Minute (Reprise Version)”. Ostatni utwór płyty jest dowodem świetnego wyczucia formy przez Kamilę Drabek. „Last Minute” wycisza słuchacza, daje uczucie kompletności - mimo, że płyta składa się z utworów skomponowanych przez troje bardzo różnych artystów.
Za realizację nagrań odpowiadał Piotr Zabrodzki. I Last but not least - na okładkę naniesiono obrazy Poli Dwurnik wykonane gwaszem na papierze. Na pierwszej stronie okładki umieszczono tajemniczą, kobiecą postać, okrytą połyskującą, nieprzeniknioną woalką i pióram. Obok listy utworów - spisanej odręcznie przez artystkę - widnieje kruk, a wewnątrz okładek znajdziemy jego czarne pióro. Być może to ona „tak by chciała kochać już…”.
Jak zaznaczyłam na początku - nie jest to muzyka filmowa. Nie mogłaby być rodzajem akompaniamentu do kinowej historii. To muzyka, która ma w sobie siłę tworzenia narracji, opowieści, niezwykłych zdarzeń. Warto poświęcić jej więcej niż niezbędne do wysłuchania całości 40 minut.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

