Tomasz Chyła – violin
Emil Miszk – trumpet
Krzysztof Hadrych – guitar
Konrad Żołnierek – electric bass
Sławek Koryzno – drums, congas
Krzysztof Hadrych – guitar
Konrad Żołnierek – electric bass
Sławek Koryzno – drums, congas
Tytuł płyty: "It's Not a Fake, It's a Replica"
Wydawca: Alpaka Records
Tekst: Maciej Nowotny
Polish Jazz Editor's Choice
Najnowsza płyta kwintetu robi dokładnie to, czego spodziewamy się po najwyższej jakości jazzie: zaskakuje, jednocześnie zachowując ciągłość artystycznej ewolucji jednego z najciekawszych jazzowych polskich combo. Zacznijmy zatem najpierw od tej "ciągłości", aby potem przejść do tego, co tygryski lubią najbardziej czyli niespodzianki, świeżości i zdziwienia, bez których nie ma jazzu.
Jeśli chodzi o ciągłość to trzeba podkreślić, że kwintet skrzypka Tomka Chyły zdobył serca krytyków jak i publiczności serią wyśmienitych nagrań, które - co szczególnie ważne! - pokazywały stały rozwój tego kolektywu. Miło mi stwierdzić, że nasz blog Polish Jazz był tu czujny na posterunku i bardzo szybko zwrócił uwagę na ten projekt. Już ich pierwszy album czyli wydany w 2017 "Eternal Entropy" wyróżniliśmy zaliczeniem do kategorii "Focus on Debut", a Adam Baruch tak pisał w swojej recenzji: (tł. z ang.) "Kreatywność i pomysłowość tych młodych muzyków po prostu nigdy nie przestaje zadziwiać".
Kolejna ich płyta "Cirlesongs" z 2018 zdobyła już nasze najwyższe wyróżnienie Editor's Choice, a Adam Baruch pisał z całą mocą (tym razem tekst zostawimy po anbielsku, bo brzmi jakże smakowcie): "To put things boldly: this is a fucking great album (excuse my French) and you better believe it!".
Od tej pory Editor's Choice przyznawaliśmy także kolejnym płytom tego zespołu, z których wydany w 2021 "da Vinci" przyniósł zasadniczą zmianę składu, z którego zostali jednie grający na skrzypcach lider i na perkusji Sławek Koryzno, a Piotr Chęcki, Szymon Burnos i Krzysztof Słomkowski ustąpili miejsca Emilowi Miszkowi grającemu na trąbce, gitarzyście Krzysztofowi Hadrychowi i basiście Konradowi Żołnierkowi. W recenzji tego albumu Krzysztof Komorek stwierdzał: "To muzyka zrodzona z bogatej wyobraźni i otwierająca szerokie możliwości przed imaginacją słuchacza. "da Vinci" jest układanką skomplikowaną, ale za to złożoną i funkcjonującą z niezwykłą precyzją".
Wreszcie ostatni ich krążek wydany w 2023 „Music We Like to Dance To” poza wyróżnieniem Editor's Choice zasłużył na wyśmienity tekst na blogu pióra Jędrka Janickiego, który tak konstatował: "Music We Like To Dance To" zdecydowanie zapełnia pewną lukę w polskiej przestrzeni muzycznej. Jest niczym powiew ognistego, lecz krystalicznie świeżego wiatru".
Jak widać sporo się działo w tym kwintecie na przestrzeni ostatniej dekady, a ich najnowsza płyta przynosi kolejną zmianę, wyznaczając artystyczny standard, o którym wiele innych zespołów mogłoby marzyć. Tym razem bowiem muzycy całkowicie przechodzą nie tylko na rockową, ale wręcz heavy metalową stronę mocy. Z reguły jazzu słucham w skupieniu, niezbyt głośno, delektując się wysmakowanymi detalami, skomplikowanymi rytmami, współgraniem członków zespołu. Tu to wszystko jak najbardziej jest obecne i to w najwyższym stopniu, ale jednocześnie gorąco zachęcam, aby odsłuchów płyty dokonywać na wyraźnie podwyższonej, rockowej głośności. Dopiero wtedy usłyszymy go tak jak chcieliby sami muzycy, aby zabrzmiał: z całą siłą, gigantyczną energią, mocą, która jak żelazna pięść, jak huragan, jak tornado jest w stanie unieść wszystko i zmieść z powierzchni ziemi. Zachowując przy tym jazzowe wyrafinowanie, selektywność brzmienia i współbrzmienia wybitnych instrumentalistów swego pokolenia. To jest doprawy spore osiągnięcie!
Bardzo silną stroną tego albumu są też kompozycje. Brawo za decyzję, aby napisać kompozycje heavy metalowe i zagrać je z jazzowymi umiejętnościami muzyków, a nie odwrotnie. Dzięki temu płyta zachowuje charyzmę, pazur i agresywność autentycznego "mocnego uderzenia". Nie wiem jak im się to udało, ale piosenki są na tyle atrakcyjne melodycznie, że natychmiast wpadają w ucho i każdy może je zapamiętać, ba, zanucić, a jednocześnie mają ten jazzowy potencjał do tworzenia nieskończonych permutacji, interpretacji, improwizacji, dzięki czemu ani przez chwilę materiał na płycie nie nuży, a mówimy o niemal pełnych 60 minutach muzyki!
Dla piszącego te słowa najpiękniejsze są jednak te chwile - liczne - gdy w tym zgiełku, który jednak nigdy nie przekracza granicy chaosu i hałasu, pojawiają się momenty ciszy, idealnie wręcz wkomponowane w ten tak przecież energetyczny flow tego albumu. To wtedy możemy docenić piękną Seifertowską frazę skrzypiec Tomka Chyły, autentycznie rockową zadziorność gitary Krzysztofa Hadrycha, bluesowy zaśpiew elektrycznej gitary basowej Konrada Żołnierka, krystaliczny krzyk trąbki Emila Miszka i twardy jak bicie serca samej matki Ziemi puls perkusji Sławka Koryzno.
Fantastyczna muzyka i pozycja obowiązkowa nie tylko dla zakochanych w jazzie i muzyce improwizowanej, ale i w heavy metalu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz