Muzycy:
Maciej Świniarski - vocals, guitar
Magda Kuraś - vocals
Alan Kapołka - drums
Alicja Sobstyl - vocals
Szymon Zalewski - double bass
Michał Jan Ciesielski - saxophone
Krzysztof Hadrych - guitar
Adam Skorczewski - trumpet
Małgorzata Priebe - vocals
Małgorzata Oleszczuk - vocals
Weronika Kulpa - cello
Ola Szymańska - violin
Jakub Janoszek - piano
Tytuł albumu: "Orchestra"
Data premiery: 16 maja 2025
Autor recenzji: Jakub Sokołowski
Link do muzyki: https://alpakarecords.bandcamp.com/album/orchestra
Link do muzyki: https://alpakarecords.bandcamp.com/album/orchestra
Zaczyna się od ściany dźwięku. Gęstej, przesterowanej, niemal brudnej, w tle której odbijają się echa eterycznie brzmiących zaśpiewów. Jest więc intensywnie, z dużą zawartością dźwięku w dźwięku. Mimo kontrolowanej dzikości, brzmi to miękko, a dźwięk ma przyjemną i gładką fakturę.
To tu między innymi słychać inspiracje post-rockiem z Japonii, o których wspominają twórcy w opisie płyty. Zwiększona dawka patosu na tym etapie póki co nie przeszkadza. Ale czuć, że ewidentnie powzięto tu niemały zamiar.
Potem nastrój nagle się zmienia. Robi się ciszej i w zamierzeniu bardziej lirycznie. Pojawia się wrażliwy głos. Słyszymy wtedy “Don’t judge my demons”, a potencjometr z napisem “Uroczysty Nastrój” zostaje wyraźnie odkręcony w prawo. Towarzyszą mu namaszczenie, muskanie i delikatne delektowanie się samym sobą.
Minie chwila zanim wrócimy do przyjemnego post-rockowego hałasowania. Potem znów wracają wokale. Przepis jest więc prosty. Najpierw zmiękczamy cię ścianą dźwięku, a potem na tak urobiony grunt wprowadzamy afektowany i bazujący na repetycji wokal.
Całość kończy się, jakże by inaczej, wielkim finałem. Najpierw wszystko robi się tu każdą sekundą gęstsze, a potem w majestatyczny sposób zwalnia. Przez cały ten czas śpiewane jest jedno, najwyraźniej stylizowane na ostateczne, zdanie.
Nasuwa się więc następujące pytanie - czy aby nie próbują tu zbyt dosłownie tworzyć dzieła wielkiego? Wskazywać mogą na to i teksty, i wszystkie powtórzenia, hymnowe zaśpiewy, nadmiar finałów, i ogólnie panująca i wszechobecna eteryczność.
Są tu dobre strony. Jest skupienie, atmosfera. Są zapowiadane kulminacje i eksplozje. Ale też czuć bardzo, że to nagranie to efekt myślenia projektowego niż dźwięki, które powstały organicznie, na przykład w wyniku swobodnych jam session.
Trudno powiedzieć czym w muzyce jest metafizyka. Ale nie trzeba większego filozofa, żeby wiedzieć, że zabawy w łapanie metafizyki, szukanie dźwięku ostatecznego i transcendencji kończą się różnie. Zwłaszcza gdy, wszystko to brzmi jakby było wymyślone. I obliczone na wywołanie określonego efektu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz