Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miszk Emil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miszk Emil. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2026

Irek Wojtczak Tentet - "Suita Parzęczewska"

Irek Wojtczak Tentet

Irek Wojtczak - saks. sopranowy, klarnet basowy
Tomasz Dąbrowski - trąbka
Emil Miszk - trąbka
Tomasz Ziętek - trąbka
Piotr Chęcki - saks. tenorowy
Michał Ciesielski - saks. sopranowy
Piotr Mania - fortepian
Paweł Niewiadomski - puzon
Adam Żuchowski - kontrabas
Krzysztof Szmańda - perkusja

Album "Suita Parzęczewska" (2023)

Link do muzyki na Bandcamp

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Suita" była dodatkiem do numeru JAZZ Forum w marcu 2023! .

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku ciężkiej harówy aktorskiej jako hoplita na planie zdjęciowym "Odysei"...

Niemniej - udało się.

piątek, 12 czerwca 2026

TCQ - "It's Not a Fake, It's a Replica"

TCQ

Tomasz Chyła – violin
Emil Miszk – trumpet
Krzysztof Hadrych – guitar
Konrad Żołnierek – electric bass
Sławek Koryzno – drums, congas

Tytuł płyty: "It's Not a Fake, It's a Replica"

Wydawca: Alpaka  Records


Tekst: Maciej Nowotny

Polish Jazz Editor's Choice

Najnowsza płyta kwintetu robi dokładnie to, czego spodziewamy się po najwyższej jakości jazzie: zaskakuje, jednocześnie zachowując ciągłość artystycznej ewolucji jednego z najciekawszych jazzowych polskich combo. Zacznijmy zatem najpierw od tej "ciągłości", aby potem przejść do tego, co tygryski lubią najbardziej czyli niespodzianki, świeżości i zdziwienia, bez których nie ma jazzu.

środa, 17 stycznia 2024

Emil Miszk & The Sonic Sindicate - "Scratches For 8 Musicians"

Emil Miszk & The Sonic Sindicate

Emil Miszk – trąbka
Piotr Chęcki – saksofon tenorowy
Jakub Klemensiewicz – saksofon barytonowy
Paweł Niewiadomski – puzon
Michał Zienkowski – gitara
Mikołaj Basiukiewicz – fortepianKonrad Żołnierek – kontrabas
Sławek Koryzno – perkusja

"Scratches For 8 Musicians" (2022)

Tekst: Piotr Banasiak


Wydawnictwo: Alpaka

Trzeci album Syndykatu dowodzonego przez Pana Miszka. Zapis koncertu w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego, który odbył się wiosną 2021 i który wydano w ekspresowym tempie - już latem 2022. Zatem i ja się dostosuję - opisuję moje wrażenie pod koniec roku 2023. Przynajmniej będzie okazja, aby fanom muzyki improwizowanej przypomnieć ten album. Album dość niezwykły z wielu względów. Co ciekawe: koncert ten, nagrany dla Programu Drugiego PR przez trzy lata można sobie było OBEJRZEĆ w internecie. Niestety - "Dwójka" to video niedawno usunęła. Zatem płyta pozostaje jedynym dokumentem tego wydarzenia.
 
Osoby Pana Emila i Jego kompanów nie ma potrzeby przedstawiać, bowiem powszechnie znane są: twórcze ADHD, stachanowska aktywność i mrówcza pracowitość środowiska artystów z okolic Zatoki Gdańskiej. Artystów takich jak Pan Emil - czyli grających jednocześnie w 50 projektach i myślących już o 50 następnych. Miszkowy Syndykat Soniczny debiutem "Don't Hesitate" i jego kontynuacją "Artificial Stupidity" zyskał uznanie amatorów muzyki błyskotliwej, modernjazzowo eklektycznej acz klasycznymi wpływami znamiennej. Niemniej ambitny lider przedsięwzięcia postanowił, że pora na zmiany, pora wymyśleć się na nowo. I wymyślił.

Pierwszą zmianę widzę na początku - trzymam w rękach album z bardzo intrygującą okładką. Okładki poprzednich płyt wpisywały się idealnie popularny w polskim jazzie trend pt. "zniechęcić do zapoznania się z zawartością". Tym jednak razem patrzy na mnie monochromatyczna ludzka głowa pokrojona w kromki, jak świeży chleb. Nic, tylko masłem posmarować. Pierwszy plus.

Druga zmiana to podejście do formy i receptury. W miejsce dość zwartych i ewidentnie zakomponowanych utworów Syndykat funduje nam 40sto minutową kolubrynę - suitę, podzieloną na 4 dłuuuugie, choć znacznie odmienne od siebie fragmenty. Od razu słychać, że jest to dzieło otwarte, dające pole do swobodnych improwizacyjnych wycieczek. Wg wykładni oficjalnej tytuł płyty pochodzi od terminu "from scratch" - od zera, od nowa. Ja się jednak skupiam na słowie "scratch" - szkic, albo - a co tam! - bazgroły. Zwłaszcza słychać to we części "III", czyli partytura złożona z kilku symboli na pięciolinii - i jedziemy panowie, w nieznane.

Trzecią zmianę także rychło można usłyszeć. Podniebny i "jasny" sax alt Pana Kuby Więcka został zastąpiony growlingiem saxu tenorowego Pana Klemensiewicza, co nadaje dźwiękom większej siły rażenia, zwłaszcza we fragmentach że tak powiem - bigbandowych. Kolejny plus.

A zatem suita - 40 minutowy fresk dźwiękowy. Otwierający "I" to nieśpiesznie rozwijający się z nicości opus, w którym usłyszymy wpływ muzyki współczesnej, z częstymi w twórczości Pana Miszka fragmentami progresywnymi, zwłaszcza w kulminacjach, kiedy dęciaki (ach ten puzon z barytonem) zapodają ciężką, crimsonowską riffownię. Następny, pełen powietrza i przestrzeni "II" spoczywa na barkach Pana Zienkowskiego. Najpierw jego gitara natarczywym ostinanto buduje niepokojący klimat i konstrukcję bazową dla pozostałych muzyków. Gdy zaś to ostinanto przejmie kontrabas, gitara zaczyna swój solowy - równie niepokojący - poemat. Jeśli "I" można opisywać słownictwem progresywnym, to "II" przywołuje nieco motorykę krautrockową. Fragment "III" - bardzo intuitywna wyprawa sonorystyczna na terytoria, które penetruję nie często, ale za sprawą albumów Pani Kamili Owczarek od pewnego czasu nabrały dla mnie specyficznego uroku i powabu. Zwieńczenie, czyli "IV" rozpoczyna się szaleństwami free Pana Chęckiego i kolegów, by stopniowo nabierać formy coraz bardziej uporządkowanej, w której moją uwagę zwraca bardzo barwna i zmienna gra perkusji Pana Koryzno.

Album ciekawy i nienudny, choć wymagający uwagi i skupienia. Nagrodą jest odkrywanie detali, smaczków oraz dowodów pomysłowości i wyobraźni muzyków, zwłaszcza w improwizacjach. Pan Miszk na pewno zaproponował coś nowego w muzycznym języku Sonic Sindicate - coś, co można rozwijać na koncertach. Czy tak w istocie nastąpi - to jest zupełnie inne zagadnienie. Dość powiedzieć, że o Sonic Sindicate od dłuższego czasu głucho i cisza w eterze... Trochę mnie to niepokoi...

Panie Emilu - sugestia ode mnie. Pan może zbierze chłopaków - tak wiem, że minęło kilka lat i niektórzy to już gwiazdy - ale może się uda. Pojedźcie w miejsce, które Pan doskonale zna - to z widokiem na Śnieżnik. Tam jakieś dobre fluidy są. Fajne płyty tam powstają. Powodzenia!

środa, 10 stycznia 2024

Tomasz Chyła Quintet - „Music We Like to Dance To”

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła – skrzypce
Emil Miszk – trąbka
Krzysztof Hadrych – gitara
Konrad Żołnierek – kontrabas, gitara basowa
Sławek Koryzno – perkusja

„Music We Like to Dance” (2023)

Wydawnictwo: Alpaka Records

Autor: Jędrek Janicki

Możecie się ze mną zgadzać lub nie (nawet nasz Naczelny pozwala nam na odważne sądy – Polish Jazz, wolne media ha!), lecz w Polsce zawsze brakowało grania jazz-rockowego. Niby pojawiały się jakieś delikatniutkie kapelki z nurtu fusion, które opierały się na wirtuozersko-wymuskanych rifficzkach (bo przecież nie solidnych riffach!) wygrywanych na tle monotonnej jak piłkarska Serie B pracy sekcji rytmicznej. Chlubnym wyjątkiem zawsze był zespół Niechęć, który, jak chłopaki sami twierdzą, jest raczej kapelą rockową z jazzowym instrumentarium. Samą Niechęcią człowiek jednak nie żyje, a oczekiwanie na ich kolejny album umiliło mi nowe nagranie kwintetu skrzypka Tomasza Chyły. „Umiliło”, co ja w ogóle bredzę, ci panowie po prostu rozerwali mi łeb!

I choć już poprzednia studyjna płyta kwintetu, zatytułowana przesadnie górnolotnie da Vinci (to ten włoski aktor??), zwiastowała nadejście ery rockowej, to jednak cała ta kumulowana energia z niezwykłą wręcz mocą wystrzeliła ku górze dopiero na Music We Like To Dance To. I choć wiem, że na płycie tej grają mistrzowie swoich instrumentów co się zowie (trębacz Emil Miszk, kontrabasista i basista Konrad Żołnierek oraz perkusista Sławek Koryzno), to dla mnie jednak album ten jest porywającym show dwóch innych wymiataczy – gitarzysty Krzysztofa Hadrycha i lidera całego zamieszania, czyli skrzypka Tomasza Chyły. Ten pierwszy balansuje na krawędzi rocka progresywnego spod znaku Roberta Frippa – gitarzysty rockowego, który być może jako pierwszy porzucił w tego typu graniu bluesa i uciekł w stronę jazzu i awangardy, nie stroniąc przy tym od naprawdę ciężkich brzmień. Hadrych absolutnie nie jest jednak w nawiązywaniu do tradycji odtwórczy! Wszak dodaje on do solówek bardzo wiele przesteru, sporo nieczystości, brzmień znanych bardziej czasami być może z estetyki noise, a wyjątkowa ognistość jego gry sprawia, że ta mieszanka to istny ładunek wybuchowy. O zaszczytne miano „sergioleonowskiego Johna Mallory’ego” z Hadrychem zaciekle walczy jednak sam Chyła. Ten bohater z kolei przypomina o starym dobrym Mahavishnu Orchestra – swoją grą nierzadko nadaje dynamikę i napędza poszczególne struktury. Jego rola jest jednak chyba nieco inna niż Hadrycha. Tak naprawdę ci muzycy wcale ze sobą nie walczą, a raczej założyli specyficzną spółkę – pozostając w klimacie mistrza Leone, dogadują się niczym Clint Eastwood i Eli Wallach z początkowej części filmu Dobry, zły i brzydki. Chyła dzieło zniszczenia rozpoczyna, podkłada dynamit, podpuszcza swojego młodszego kumpla. Tego, jak się pewnie domyślacie, zbyt długo namawiać nie trzeba. Ich muzyczny plan rozwałki jest jednak precyzyjnie przemyślany. Co więcej, wydaje się, że w pewnym sensie kontrolują oni nawet przypadkowość, a na pewno starannie wyznaczają ramy tego, w którym momencie może się ona pojawić.

Music We Like To Dance To zdecydowanie zapełnia pewną lukę w polskiej przestrzeni muzycznej. Jest niczym powiew ognistego, lecz krystalicznie świeżego wiatru. Kwintet Chyły staje się coraz lepiej funkcjonującym bandem, którego brzmienie po prostu porywa. Dołóżcie do tego naprawdę niezłe kompozycje i oto mamy prawdziwego, by posłużyć się językiem hiphopowego podziemia, bangera!

piątek, 7 lipca 2023

Dariusz Petera Sextet - Władza algorytmów (2023)

Dariusz Petera Sextet

Dariusz Petera - piano, Fender Rhodes
Emil Miszk - trąbka
Maciej "Kocin" Kociński - saksofon tenorowy
Krzysztof Lenczowski - wiolonczela, gitara
Andrzej Święs - kontrabas
Krzysztof Szmańda - perkusja, wibrafone
gościnnie:
Mateusz Smoczyński - skrzypce
Jan Smoczyński - syntetyzatory, elektronika, efekty


Władza algorytmów (2023)

Wydawca: Audiocave.pl

Autor tekstu: Jędrek Janicki

„Nie potrafię słuchać, a sam bez przerwy gadam, jakbym istniał tylko ja, a światem rządził szatan” – w przypływie młodzieńczej autokrytyki takie oto słowo wyśpiewywał kiedyś Maciej Kurowicki z zespołu Hurt (obecnie współtworzy wraz z Igorem Pudło ze Skalpela wyjątkowo interesujące elektro-popowe Evorevo). Cytat ten ma tyle wspólnego z najnowszą płytą sekstetu Dariusza Petery, co ja, parafrazując słynny tekst Kazika Staszewskiego, z Mercedesami (pomińmy moją krótką miłość lapidarnie ujmowaną pod hasłem: „bez gwiazdy, nie ma jazdy”). Otóż ze wspomnianą płytą jest zgoła odwrotnie niż w cytacie z piosenki zespołu Hurt. Petera gada niewiele, doskonale zdaje sobie sprawę, że inni wokół niego istnieją, a płytą rządzi duch kolektywnej improwizacji, który być może przez nieco mroczniejsze dusze z szatanem może być utożsamiany…

Już debiut sekstetu pianisty Dariusza Petery zatytułowany "Flashover" zwiastował, że oto do czynienia mamy z zespołem co najmniej intrygującym. Pewne braki z poziomu kompozycyjnego w bardzo zgrabny sposób przykryte zostały na tamtym albumie świetnym brzmieniem. Tym razem nie mamy do czynienia ze ściśle przemyślanymi kompozycjami, lecz utworami opartymi w głównej mierze na improwizacji. Dowodzonemu przez Peterę zespołowi udało się posiąść tajemną wręcz umiejętność uchwycenia na albumie studyjnym istoty improwizowanych działań zespołowych. Z jednej strony słuchając harców sekstetu mamy poczucie obcowania z żywą i wymykającą się wszelkim kajdanom materią muzyczną, a z drugiej poszczególne utwory nie mają w sobie przesadnie wiele z chaosu czy przypadkowości. Choć muzycy zanurzają się w odmętach przeróżnych inspiracji stylistycznych (wyraźnie słychać chociażby kameralistykę, współczesną awangardę, lecz również brzmienia elektroniczne czy te bardziej mainstreamowo jazzowe), to jednak Władza algorytmów całościowo wybrzmiewa bardzo spójnie! Co więcej, struktury budujące kolejne kompozycje zdecydowanie nie należą do tych najprostszych, a jednak mimo to zespół potrafi przyciągnąć i skupić uwagę odbiorcy każdym kolejnym dźwiękiem. Władza algorytmów jest trochę jak forestgumpowskie spożywanie pudełka z czekoladami – nigdy do końca nie wiemy na co trafimy, lecz być może to właśnie tak bardzo ekscytuje.

Sekstet Dariusza Petery, jak mawia się w slangu kolarskim, podostrzył. Nie chodzi tu wcale o przyspieszanie tempa, lecz raczej o odwagę w wypróbowywaniu zupełnie nieoczywistych muzycznych rozwiązań. Władza algorytmów to płyta brawurowo pomyślana i zagrana, w której dominującą rolę odgrywa zespół, a nie poszczególni instrumentaliści. Koniecznie!

 

piątek, 17 lutego 2023

Carillon Electric Orchestra - Matter Of Reverberations (2021)

Carillon Electric Orchestra

Monika Kaźmierczak – carillon (karylion)
Emil Miszk - trąbka
Tomasz Chyła - skrzypce
Mikołaj Basiukiewicz - syntezator analogowy
Sławek Koryzno - perkusja, syntezator modularny

Matter Of Reverberations (2021)

Wydawnictwo: Alpaka

Autor recenzji: Piotr B.

Na początku przeprosiny - ten album wybłagałem u Szefa jeszcze latem zeszłego roku. Niestety - ku mojemu zaskoczeniu - w słoneczne dni i upalne noce nijak nie potrafiłem się z nim zestroić. Okazało się, że te dźwięki smakują najlepiej i przemawiają do mnie w takim czasie, w jakim zostały nagrane. Jest to Muzyka Spadających Liści. A dlaczego molestowałem Naczelnego o możliwość zrecenzowania tego albumu? Tutaj po raz drugi muszę przeprosić, konkretnie Pana Miszka i Jego kolegów - tym razem to nie o Panów głównie chodziło. Chodziło mi głównie o karylion i Panią Kaźmierczak.

Istnieją takie instrumenty, których dźwięk, jakże charakterystyczny ze względu na swoje składowe harmoniczne, powoduje natychmiastową miłość lub nienawiść do siebie. I tak jak w niebie prawdopodobnie zagrają nam harfy, a już na pewno wibrafony, tak w piekle z pewnością będą mnie torturować akordeonem. Jedni skrzypce czy mandolinę uwielbiają, inni ledwie tolerują. Tak samo jest z dzwonami. Nie pozostawią one słuchacza obojętnym.

Karylion - zestaw kilkudziesięciu dzwonów, wielki kilku - kilkudziesięciotonowy spiżowy monster, którego "klawiaturę" obsługuje się pięściami. Potrafi bardzo wiele. Raz zagra dźwiękiem potężnym, nieuchronnym i nieodwołalnym jak sąd ostateczny. Innym razem zadzwonmi trelem niczym skowronek gdzieś hen przestworzach. W jakimkolwiek otoczeniu dźwiękowym go usłyszymy, karylion z miejsca nada muzyce monumentalnego a zarazem pastoralnego charakteru. Instrument o 500-letniej historii, lokowany na wieżach kościelnych i ratuszowych. W Europie Zachodniej dość powszechny i trwały element miejskiego życia, dla przykładu w Holandii populacja karyliona to ok. 200 osobników. W Polsce gatunek rzadki i zdecydowanie endemiczny - wszystkiego raptem 5 okazów, z tego 4 sprawne, w tym 3 karyliony koncertowe w Gdańsku. Oswajanie krajowych karylionów to zdecydowanie domena pań, a gdańskim matecznikiem karylionowym zarządza od lat Pani Monika Kaźmierczak.

Poczynania Pani Moniki możemy obserwować tutaj. Jest to artystka nader interesująca, żądna przygód i nie bojąca się wyzwań. Jej koncerty obejmują szerokie spektrum: od baroku do muzyki współczesnej, od Bacha do Zygmunta Krauze i ACpiorunDC. Jeśli trzeba, to jedynym w Polsce karylionem mobilnym (kilkutonowe maleństwo z 48 dzwonami zainstalowane na przyczepie samochodowej) rusza w plener na wspólne koncerty z DJami techno, a nawet takie audiokstrema, które mój afekt do twórczości Pani Moniki wystawiły na najcięższą próbę . Osobnym i bardzo ciekawym rozdziałem jest współpraca karylionistki z członkami grupy Tubicinatores Gedanenses, przybliżająca słuchaczom tradycyjną muzykę miejską, chorały grane przy różnych uroczystościach, a także nowe kompozycje na karylion i trąbki historyczne. Całą gamę aktywności i kolaboracji Pani Moniki dokumentują bardzo interesujące płyty, które można znaleźć w wydawnictwach Anaklasis, Ars Sonora, albo hurtem - w witrynie Sklepu Muzeum Gdańska. Co ważne - członkiem Tubicinatores Gedanenses jest m.in. Wulkan Pomysłów Gdańskiej Sceny Impro: wszędobylski Pan Emil Miszk. Wydaje mi się, że to właśnie Pan Emil wpadł na pomysł: "ożeńmy karylion z jazzmanami!".
 
Przepis był taki. Bierzemy pięć fragmentów karylionowego cyklu „Ludus Modalis” pióra Belga Geerta D’Hollandera oraz jeden utwór litewskiej kompozytorki Lorety Narvilaitė. Pani Monika zagra je zgodnie z partyturą. To będzie nasz punkt wyjścia. Bierzemy wdzięczne akustyki: trąbkę, skrzypce. Bierzemy perkusję. A co z "dołem"? Karylion to potęga w niskich częstotliwościach, zdominuje nam kontrabas. To może organy? Oliwskich nie pożyczą, nawet Panu Miszkowi, odpada. To weźmiemy syntezator z tłustym analogowym brzmieniem, coś w deseń mooga. Panowie - strzał w dziesiątkę!
Dźwięki karylionu nie zostały obudowane, czy też oblepione tkanką pozostałych instrumentów. Karylion, nie tracąc swego unikalnego charakteru, znakomicie wtopił się w skład, wchodząc w dialogi, unisona i inne relacje z pozostałymi, równoprawnymi instrumentami, co dało wspaniały i bardzo uniwersalny pejzaż dźwiękowy. Podkreślam: UNIWERSALNY.
 
Album spokojnie mógłbym polecić na każdym forum zwolenników muzyki progresywnej. Oczywiście co bardziej zaczadzeni fanatycy zwiewnoszatnych symfonzimów w pierwszym odruchu zawyli by sakramentalne "Carillion bez Fisha to już nie to samo", ale sądzę, że już przy otwierającym płytę "Spring Morning" zbierali by szczęki z podłogi. Karylion zapodaje żwawy temat w ciekawym metrum, za chwilę dochodzą pozostałe instrumenty i słuchamy rzeczy, za które Genesis czy Curved Air daliby się pokroić, a Robert Fripp przybiłby piątkę! Werwa, dynamika, polot, niespodziewane i dające oddech wdzięczne interludium skrzypcowe. A chwilę przedtem świetne, swobodne, jakby od niechcenia solo Miszkowej trąbki. Równie prześwietnie Pan Miszk zasoluje w "Sorrowing". Jest też miejsce na jakże miłą symforockowym uszom syntezatorową emersoniadę. Ani sekundy nudy.

Większość utworów na tym albumie jest równie wielowątkowa. Choćby "Reflections", w którym rozgrywa się jakiś dramat. Na początku karylion, skrzypce i trąbka równocześnie snują swoje kantyleny, ich linie splatają się, tworząc aurę jesiennej zadumy... Nagle to wszystko burzy kanonada perkusji i napastliwa moogowa tyrada, rozgrywa się gwałtowna walka dźwiękowa syntezatora z trąbką i skrzypcami krzyczącymi jak wystraszone ptactwo... po chwili jest po wszystkim. Bitewny kurz opada, a na placu boju pozostaje zwycięski moog niezdarnie i nerwowo dialogujacy z karylionem...

Tak się składa, że poza "Spring Morning" pozostałe kompozycje tworzą zdecydowanie molowy, oniryczny, jesienny nastrój. W "Reflections" wręcz elegijno - epitafijny. Moja propozycja dla Artystów: odpalcie karyliona mobilnego i pojedźcie z tym materiałem na coroczny festiwal do Bolkowa. Fani gotyku nareszcie posłuchaliby naprawdę wartościowej muzyki.

Bardzo ciekawie wpada kompozycja "Layers". Utwór ten byłby prawdziwą ozdobą dorobku Depeche Mode z najlepszych lat '86 - '87. To wrażenie potęguje okoliczność, że zamiast perkusji puls utrzymują tu dźwięki rodem z przepastnej biblioteki sampli Alana Wildera. Jestem zaskoczony. Nie podejrzewałem starych jazzowych wyjadaczy o takie inspiracje, na dodatek - na moje oko - Pani Moniki na pewno jeszcze wtedy na świecie nie było. Ale - u Depeszów nigdy nie usłyszałem tak pięknie grających skrzypiec i trąbki, no i gdzie tam Depeszowemu dzwoniącemu złomowisku z Emulatora do soundu karyliona!

Nie zapominajmy jednak, że karylion jest instrumentem nierozerwalnie związanym z organizmem miasta, wtopionym w jego krajobraz dźwiękowy. Wtopionym tak dalece, że codzienny, systematyczny głos karylionowych dzwonów może stać się np. dla Gdańszczanina niewyróżnialnym już fragmentem miejskiego zgiełku, składnikiem semantycznego szumu. I odwrotnie - gdzieś tam wysoko na wieży słyszymy szum wiatru, krzyki ptaków oraz dobiegające z dołu odgłosy wielkiego ludzkiego mrowiska, które po jakimś czasie stają się oczywistym elementem spektaklu dźwiękowego, jaki za sprawą karylionu w tej wieży się odgrywa. O tym opowiada utwór "Matter Of Reverberations" i ten aspekt jest "drugim dnem" zamykającego płytę "Bell Speaks Into Silence". Wystarczy posłuchać ich odpowiednio głośno. O tak. Pogłos ma znaczenie...
 
Zderzenie czy też zespolenie wiekowego instrumentu pastoralnego, wdzięcznych solowych instrumentów akustycznych oraz najnowszego katalogu elektroniki dało w moim przekonaniu fantastyczny efekt. To samo mogę powiedzieć o "przyprawieniu" form zakomponowanych elementami improwizowanymi. Powstał album, którego konteksty historyczne, kulturowe i bogactwo muzyczne można niespiesznie odkrywać, a niuanse smakować. Będę kibicował dalszej współpracy Pani Kaźmierczak z gdańskimi improwizatorami. Mam nawet kolejną propozycje dla Artystów. Jak wiadomo, już barok improwizacją stał. Pamiętając o tym, może następnym razem Panowie stworzycie formę, a Pani Monika zaszaleje we free solówkach? Ja chętnie bym posłuchał!

sobota, 4 września 2021

Michał Bąk Quartetto - Fortress (2021)

Michał Bąk Quartetto

Michał Bąk - doublebass
Emil Miszk - trumpet
Jakub Klemensiewicz - tenor saxophone
Sławek Koryzno - drums

Fortress (2021)

Alpaka Records

By Maciej Nowotny

Początkowo myślałem, że jest to debiut Michała Bąka, bo nie miałem okazji słuchać jego pierwszej płyty zatytułowanej po prostu "Quartetto". Adam Baruch skomplementował wtedy ten album na łamach naszego bloga w swojej recenzji, a sam album uznaliśmy za jeden z najlepszych debiutów w tamtym roku, umieszczając go w prestiżowej kategorii FOCUS ON DEBUT. Ja jednak myślałem, że jest to debiut Michała i byłem po prostu wniebowzięty poziomem tej płyty. Teraz wiedząc, że debiutem nie jest, mój podziw wcale nie maleje, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że mamy do czynienia z w pełni dojrzałym artystą, otoczonym grupą wyśmienitych muzyków, którzy nagrali jeden z najlepszych materiałów jaki do tej pory, w tym roku 2021, miałem okazję słyszeć w polskim jazzie.

Na czym polega unikalny charakter tej muzyki? Jest ona bardzo, ale to bardzo zgrabnym połączeniem czterech nurtów. Na pewno mamy tu szeroko pojęty mainstream, ale mainstream nowoczesny, troszkę taki nowojorski. Niekiedy nawet spod znaku Hell's Kitchen, bo nie brak w tej muzyce nawiązań do estetyki awngardowej, okazjonalnych free jazzowych z ducha odjazdów, indywidualnych jak zespołowych improwizacji. Ale zasadniczo wszystko jest tu pod kontrolą mówimy raczej o inspiracji, nie jest to muzyka chaotyczna, spontaniczna ze wszystkimi tego konsekwencjami, najcześciej wątpliwej wartości. Nie, tu mamy koncepcję i dobrane do niej odpowiednie środki, improwizacja i eksperymenty pełnią rolę wobec tej koncepcji służebną, tak na przykład było u Stańki z ery ECM, co chyba przesądza sprawę mojej opinii o tym podejściu.

Ale jest jeszcze coś poza tym równie ważnego. W muzyce tej bowiem bardzo silnie obecne są elementy duchowości (zresztą tytuł płyty do tego nawiązuje, co wyjaśnia cytat z Psalmu 62, 2-3)/ Tylko nie tak jak u wielu naszych jazzamanów, takiej spod znaku katolicko-częstochowskiego, a po prostu duchowości czysto artystycznej, muzycznej i jazzowej. Ten nurt w jazzowym świecie uoasabiają John i Alice Coltrae, Sun Ra, William Parker, David Murray, w ogóle całe środowisko AACM, a z białych np. Charles Loyd czy Joe Zawinul. W Polsce ten kierunek też był eksplorowany w latach 70-tych przez Stańkę, a bliżej czasów współczesnych np. przez Wacka Zimpla. 

Ostatni wreszcie nurt obecny na tym krążku to sakralna muzyka klasyczna, co jest logicznym i jakże odpowiednim nawiązaniem mając na uwadze to co zaznaczyłem w powyższym akapacie. To przecież Monteverdi, Mozart, Bach czy Haendel byli mistrzami takiej muzyki zanim stała się ona domeną salonów za czasów Chopina, Lista, Schuberta czy Brahmsa. Stąd muzycy cytują wprost z Haendela, a momentami brzmią nie jak zespół grający muzykę współczesną, czy jazz w szczególności, ale jak quartetto (odpowiednia to nazwa dla tego zespołu) grający niemal muzykę dawną, oczywiście bez popadania w inną estetykę, trzymając cały czas stylistyczny fason, jedność czasu i miejsca. Podsumowując: miałem ciarki słuchając tego krążka, kapitalna muzyka, do której mam ochotę wracać po wielekroć. Brawo!


sobota, 3 kwietnia 2021

Tomasz Chyła Quintet - da Vinci (2021)

Tomasz Chyła Quintet

Tomasz Chyła - violin, voice
Emil Miszk - trumpet, percussion
Krzysztof Hadrych - guitar
Konrad Żołnierek - double bass
Sławomir Koryzno - drums, modular synth
with Vocal Ensemble Art'n'Voices

da Vinci


ALPAKA 014

By Krzysztof Komorek

Tomasz Chyła, trzy lata po znakomitym poprzednim studyjnym albumie swojego kwintetu, prezentuje nowy materiał, podobnie do poprzednich projektów, zaskakując wieloma złożonymi aspektami najnowszej produkcji. Pierwszą niespodzianką są personalia. Ze starego składu zespołu pozostał tylko perkusista  Sławek Koryzno. W prezentowanych tu nagraniach skrzypkowi towarzyszyli: kontrabasista Konrad Żołnierek, znany już z poprzedniego cyfrowego wydawnictwa z rejestracją występu w Studiu Koncertowym Trójki, trębacz Emil Miszk, muzyk o ugruntowanej renomie zarówno sidemana jak i lidera, którego śmiało można zaliczyć do czołówki krajowej sceny jazzowej, oraz debiutant Krzysztof Hadrych, gitarzysta, student Tomasza Chyły. 

Sięgnąwszy wstecz w historię artystycznych działań lidera kwintetu, można skonstatować, że z nowym składem powracają znane już z początków kariery skrzypka personalne konfiguracje. Na płycie wystąpił również zespół wokalny Art'n'Voices, którego członkiem jest na co dzień Chyła. Warto przy tym wspomnieć, że  prowadzi on jako dyrygent również dwa inne chóry, których udział w projekcie "da Vinci" był planowany, jednak powstrzymany został przez pandemiczne ograniczenia. 

Poprzednie studyjne nagrania skrzypka ("Circlesongs") koncentrowały się na formie. Tym razem tytuł płyty sugeruje, że koncepcja artystyczna zasadza się na inspiracji postacią Leonarda da Vinci. Nawet materiały prasowe kierują uwagę odbiorcy ku zbieżności istnienia niezliczonych talentów da Vinciego z artystyczną wszechstronnością lidera kwintetu. Sam Tomasz Chyła w wywiadach nie ucieka od takich interpretacji, deklaruje jednak, że album bardziej odnosi się do zainteresowania całym okresem renesansu. 

Słynny artysta jest tu więc przywołany jako postać symboliczna, co do istotności której dla epoki odrodzenia, ale i dla historii ludzkości, wątpliwości mieć trudno. Przed słuchaczem (i jednocześnie recenzentem) koncepcyjność płyty otwiera liczne możliwości snucia analogii i odniesień. Trzeba oczywiście uważać, by w tych enuncjacjach nie popaść w pułapkę przesady. Jednak można śmiało stwierdzić, że zarówno założenia albumu, jak i gotowe już kompozycje (w formie w jakiej znalazły się na płycie) tego typu rozważaniom sprzyjają.   

Tytuły utworów odnoszą się raczej do renesansowych obszarów zainteresowań i działań mistrza Leonarda i jemu podobnych. Nie ma w nich bezpośrednich nawiązań - poza jednym wyjątkiem - do konkretnych prac. Ów wyjątek to druga na płycie "Macchina Volante". Ostre, przeszywające, gitarowe brzmienie, kapitalnie korespondujące z ponadczasowością wynalazków Leonarda. Szaleńcza, rockowa gitara na pierwszym planie wyrywa się ku przestworzom na kształt tytułowej maszyny latającej, pędząc naprzód niczym współczesna jej emanacja obleczona w postać super samochodu Pagani Huayra BC. 

Z renesansową wszechstronnością zderzać się będziemy na "da Vincim" w różnych przejawach. Muzyka raz wprowadza nas w nastrój podniosłości, by za chwilę uderzyć energetyczną pasją. Przebijają z kolejnych nagrań echa dzieł o tematyce religijnej,  zaangażowania w nauki matematyczne (kapitalne "Strong Algorithms" z wykorzystaniem syntezatorów modularnych, które dla mnie w pełni oddają skomplikowaną, acz uporządkowaną naturę matematyki), odkryć geograficznych (kompozycja "Amerigo" poświęcona odkrywcy Amerigo Vespucciemu - fantastyczne zobrazowanie wyprawy w nieznane, oczekiwań, trudów, nadziei, napotkanego piękna, ale i towarzyszących temu przeciwieństw). 

Takie alegorie nasuwają się  przy słuchaniu tego albumu dość często. To muzyka zrodzona z bogatej wyobraźni i otwierająca szerokie możliwości przed imaginacją słuchacza. "da Vinci" jest układanką skomplikowaną, ale za to złożoną i funkcjonującą z niezwykłą precyzją. Wszystkie elementy - a myślę tu zarówno o samym dziele, jak i każdym z wykonawców - są tu perfekcyjnie dopasowane i potrzebne. Płyta - co oczywiste - wymaga skupienia podczas słuchania - bez tego nie ma szans, by odkryć i docenić niuanse poszczególnych opowieści. Ale za skupienie odpłaci się bogactwem wrażeń i satysfakcji, nawet bez przypisywania nagraniom jakiejkolwiek domniemanej symboliki.  

środa, 10 marca 2021

Tomasz Chyła Quintet - da Vinci - premiera nowej płyty w Alpaka Records

Tomasz Chyła - skrzypce, głos
Emil Miszk - trąbka, perkusjonalia
Krzysztof Hadrych - gitara
Konrad Żołnierek - kontrabas
Sławek Koryzno - perkusja, syntezator modularny
Vocal Ensemble Art'n'Voices

"da Vinci" to kolejne wcielenie skrzypka i kompozytora Tomasza Chyły, jednego z najciekawszych objawień polskiej sceny jazzowej ostatnich lat. Tak jak tytuł trzeciego studyjnego albumu jego kwintetu odnosi się do renesansowego malarza, architekta, matematyka, geologa i… muzyka, tak i w środku mamy do czynienia z połączeniem różnych technik wykonawczych, kompozytorskich i estetyk.

Materiał z albumu "da Vinci" stanowi zwartą, skomponowaną formę, co świadczy o nieustannym rozwoju artystycznym kwintetu. Bodźcem do powstania płyty była osoba Leonarda da Vinci - geniusza i legendy, jego fascynacja człowiekiem, światem, ale też nieokiełznana i nieposkromiona ciekawość, poparta nieustannym dążeniem do doskonałości. Jako erudyta i osoba niezliczonych talentów stanowi więc z jednej strony inspirację, z drugiej - wyzwanie. Bazując na tych przesłankach, nowy album opiera się właśnie na jego osobie, jako głównej i tytułowej inspiracji. Na jednym ze spotkań prasowych Piotr Metz porównał działalność artystyczną Tomasza Chyły do wszechstronności Leonadra da Vinci, stąd właśnie tytuł i pomysł na kolejną płytę.

Na albumie znajduje się szereg różnorodnych muzycznych koncepcji, przybliżających impresje tego, w jaki sposób działać może wszechstronny umysł. Muzyka na "da Vinci" stanowi połączenie, jazzu, rocka, tzw. contemporary music, a nawet muzyki chóralnej. Do udziału w projekcie zaproszono także zespół wokalny Art'n'Voices, którego członkiem jest Tomasz Chyła. Po "Eternal Entropy" i "Circlesongs" formacja debiutuje w nowym składzie - poza liderem i silną sekcją rytmiczną (Sławek Koryzno i Konrad Żołnierek) nowością jest laureat nagrody Fryderyka, trębacz Emil Miszk i intrygująco rozwijający się gitarzysta Krzysztof Hadrych. 

Singiel promujący płytę, "The Ritual", w którym niespodziewanie pojawia się żeński skład zespołu Art’n’Voices, to utwór mistyczny, oparty o miarowe uderzenia w gong, którego kulminacja prezentuje klimat niemalże jak z "Dziadów" Mickiewicza. Kwintet czujnie bada tutaj granice muzyki współczesnej oraz minimalizmu, momentami wchodząc w mocny riff oddający ducha tej kompozycji. Można tu doszukiwać się pewnego rodzaju symbolizmu, polegającego na nieustannym przekraczaniu granic pomiędzy sacrum a profanum. W kompozycji ukazane zostały rytuały przejścia, które wiążą się z decydującymi momentami życia. Rytuały, które momentami stawiają artystę jako postać najwyższą, który poprzez sztukę decyduje o stanach emocji jej odbiorców. "The Ritual" brzmi raz orkiestralnie, raz bardzo oszczędnie, eksponuje melodie i ciekawe motywy albo zagłębia się w sonoryzm. Muzycy są otwarci na poszukiwania, co owocuje strukturą ukazującą nową perspektywę Chyły i jego zespołu.

środa, 29 lipca 2020

Emil Miszk & The Sonic Syndicate - Artificial Stupidity (2020)

Emil Miszk & The Sonic Syndicate

Emil Miszk - trumpet
Kuba Więcek - alto saxophone
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Paweł Niewiadomski - trombone
Szymon Burnos - piano
Michał Zienkowski - guitar
Konrad Żołnierek - bass
Sławek Koryzno - drums


Artificial Stupidity

ALPAKA 014

By Adam Baruch

This is the second album by Polish Jazz trumpeter / composer / bandleader Emil Miszk and his octet called Sonic Syndicate, which also includes saxophonists Piotr Chęcki and Kuba Więcek, trombonist Paweł Niewiadomski, pianist Szymon Burnos, guitarist Michal Zienkowski, bassist Konrad Żołnierek and drummer Sławomir Koryzno, same lineup as on the debut. The album presents six original compositions, which strangely are not credited on the album's artwork and are therefore assumed to be all by the leader. The total playing time of the album is just below thirty-five minutes, which is closer to an EP than a full album.

The brilliant debut album released a couple of years earlier created enormously high expectations from the sophomore release, which are almost impossible to be fulfilled. Considering the fact that the music on this album is significantly different from that on its predecessor, any attempt to compare the two is practically fruitless. Combined with loosing the element of surprise, the resulting effect is somewhat less exciting.

Nevertheless this is still brilliant music, beautifully performed by some of the best young generation Polish Jazz musicians. The compositions are complex and combine several melodic and rhythmic themes within each of the pieces. They are all carefully designed, ordered and planned, cerebral and refined, oriented towards the "big sound" the octet is able to create, at times offering up-to-date Big Band mannerisms.

There is no doubt that Miszk and his Sonic Syndicate offer some of the cleverest music on the Polish Jazz scene, which can eventually lead to some level of estrangement with the audience. This album, as already mentioned, has a short playing time, but is so intensive and demanding that perhaps any additional material might have been simply over the top. Miszk obviously gives up almost completely his role as an instrumentalist and is completely absorbed by his role of a composer and arranger.

Overall this is a dazzling piece of music, which concentrates on highly complex, sophisticated compositions, which are difficult to follow but highly rewarding to advanced Jazz listeners. The (almost) orchestral arrangements are devilishly tricky and must have been a real challenge to perform and record, which makes me wonder if this music is possible to be played live. In any case Miszk is surely an Artist to be watched closely, as he obviously is just worming up.

środa, 18 marca 2020

Emil Miszk And The Sonic Syndicate - Artificial Stupidity - premiera nowej płyty


Emil Miszk – trąbka
Kuba Więcek – saksofon altowy
Piotr Chęcki – saksofon tenorowy
Paweł Niewiadomski – puzon
Michał Zienkowski – gitara
Szymon Burnos – fortepian
Konrad Żołnierek – kontrabas, gitara basowa
Sławek Koryzno – perkusja


Emil Miszk, trębacz jazzowy młodego pokolenia, laureat Fryderyka 2019 w kategorii Jazzowy Debiut Roku, wraca z drugim albumem sygnowanym nazwą Emil Miszk And The Sonic Syndicate. Na "Artificial Stupidity" znalazło się sześć autorskich utworów, które swoją finezją, ale też lekkością, zauroczą zarówno miłośników jazzu, jak i tych, w których dopiero rodzi się uwielbienie do tego gatunku.

Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną – Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów, mający "supermoce", których nie boją się stosować podczas koncertów. Siłę formacji stanowi niespieszny charakter działań – "Idąc powoli, zajdziesz dalej". Wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromna radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych ośmiu indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tego rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko. Pierwsza płyta zespołu, "Don’t Hesitate!", otrzymała nagrodę Akademii Fonograficznej Fryderyk 2019 w kategorii Jazzowy Debiut Roku.

wtorek, 22 października 2019

Algorhythm - Termomix (2019)

Algorhythm

Emil Miszk - trumpet, piano, percussion
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Szymon Burnos - rhodes, moog, programming
Sławomir Koryzno - drums, percussion

Termomix


ALPAKA 010

By Adam Baruch

This is the third album by young Polish Jazz ensemble Algorhythm, this time reduced to a quartet which includes trumpeter Emil Miszk, saxophonist Piotr Chęcki, keyboardist Szymon Burnos and drummer Sławomir Koryzno. It presents fourteen short compositions, which are not credited on the album's artwork and therefore assumed to be co-composed by all four members of the ensemble. In fact even the name of the ensemble is (almost) missing from the artwork.

The music and the ambience of this album are radically different from their earlier work and moves almost completely away from the traditional Jazz idiom into contemporary ambient/electronic music, Avant Rock and Avant-Garde explorations. However, Jazzy improvisations, are still an important ingredient of the music, and as such are an obvious link with the past. This album must have taken the followers of the group and the Polish Jazz scene by surprise, as it is both quite unexpected and stylistically revolutionary.

In order to appreciate this music properly one has to put aside the ensemble's earlier work and accept the music for what it is rather than judging what it should/could have been, which some "critics" graciously implied. Of course experimenting and searching for new ways of expression is always welcome, even if it produces a less appealing or immediately accepted result.

Obviously this music sets a challenge in front of the listeners, who have to decide if they are willing to follow the musicians on their new path or let this music pass them by. The audiences are more often than not much more stagnant and conservative than the music makers, which creates the commonly accepted reserved attitude towards Avant-Garde, blaming the musicians for leaving the listeners behind, but it fact it is the listeners who are lingering behind of their own choice.

Personally I find this album as a bold and important experiment, which finds the ensemble in a transitory stage between the established and safe musical environment and a new experimental milieu, without actually quite making up their mind. The future will tell if this was just a one time venture or a start of a new aesthetics which will be further developed.

Whatever the future may hold for them, Algorhythm deserve respect for daring to experiment and looking into new forms of expression, threading the less travelled road. Their individual ability as instrumentalists is already well established and now is the time to forge their unique personal musical identities. May the Force be with you.

poniedziałek, 29 lipca 2019

Dominik Bukowski Quartet - Transatlantyk (2019)

Dominik Bukowski Quartet

Dominik Bukowski - vibraphone, kalimba
Emil Miszk - trumpet
Adam Żuchowski - double bass
Patryk Dobosz - drums

Transatlantyk

SOLITON 887


By Adam Baruch

This is an album by veteran Polish Jazz vibraphonist/composer Dominik Bukowski recorded in a quartet setting with younger musicians: trumpeter Emil Miszk, bassist Adam Żuchowski and drummer Patryk Dobosz. The album presents nine pieces, seven of which are original compositions by Bukowski, one is co-composed by all four members of the quartet and one is an arrangement of a composition by Polish Classical Music composer Andrzej Panufnik.

The music on this album was inspired by the human experience of emigration, of leaving someone's home and country and moving to another place, a process millions of Poles went through in modern history for a variety of reasons and as a result of economic, political, religious and personal pressures. This, Bukowski's sixth album as a leader, repeats the lineup of his previous album "Sufia", with Miszk replacing Amir ElSaffar and the rhythm section remaining in place. Miszk, who makes an impressive mark on the local scene lately, is in charge of most of the solo parts, as expected.

The music continues the path set by Bukowski many years ago, which is based on the characteristic Polish lyricism and melancholy, but keeps changing and developing from one album to the next. The recording of the preceding album made a distinctive mark on Bukowski's music with the inclusion of odd time signatures and strong World Music influences, which are also present here. But the music is in general more daring and adventurous, which can be perhaps credited also to the presence of the young players.

The challenging task of creating a "concept album", which presents a coherent sequence of compositions with a common context uniting them, is achieved here remarkably well and the atmosphere of "storytelling" is felt distinctly, emphasized by the inclusion of the spoken word parts. The feeling of uncertainty, fear and outlandishness is present very vividly, expressing the mental state of émigrés, surly at the early stages of their new lives, but often lastingly. Therefore this album deserves a somewhat different perspective than a purely musical creation.

Overall this is a momentous piece of Art, powerful both musically and as a document of human emotional states, which deserves a serious and attentive listening. Although the texts are almost exclusively in Polish, their meaning is universal enough to be felt without actually understand the verbal context. As someone who went through the process of emigration I can of course relate to this album more directly and emotionally than those who didn't experience emigration in person, but I am sure that the power of this music is completely universal. Thank you Dominik for this wonderful gift of music and human sensitivity!

czwartek, 6 czerwca 2019

Petera Sextet - Flashover (2019)

Petera Sextet

Dariusz Petera - piano
Maciej "Kocin" Kociński - tenor saxophone
Emil Miszk - trumpet
Krzysztof Lenczowski - cello
Andrzej Święs - double bass
Krzysztof Szmańda - drums

Flashover


REQUIEM/LYDIAN 2019/4

By Adam Baruch

This is the debut album as a leader by Polish Jazz pianist/composer Dariusz Petera recorded in a sextet setting with some of the top Polish Jazz musicians: trumpeter Emil Miszk, saxophonist Maciej Kociński, cellist Krzysztof Lenczowski, bassist Andrzej Święs and drummer Krzysztof Szmańda. The album presents ten original compositions, all by Petra. The music was recorded at the excellent RecPublica Studios and offers a superb sound quality. It also offers a highly aesthetic packaging.

The music is a wonderful example of contemporary Polish/European Jazz, which combines melodic themes with open structures, which enable the music to spread freely in many different directions not being limited by traditional Jazz pre-conceptions, resulting in many unexpected manifestations of the compositional palette. Petera certainly arises as a new talent on the local Jazz scene and the fact that the last time he took part in recording an album happened six years ago is very intriguing. But the long wait was certainly worthwhile, as the compositions on this album are all perfectly rounded and coherent, mature and most importantly present unique personal stylistic idiosyncrasies, characterized by the dominant role of the rhythmic pulse, which stands on the same level as the melodic and harmonic contents.

The performances are all absolutely stellar, which of course is hardly surprising. Kociński, Święs and Szmańda, who together with Krzysztof Dys at the piano played together for many years as the sublime Soundcheck quartet, one of my favorite Polish Jazz ensembles which sadly dropped off the horizon, are of course Masters of the trade. Lenczowski, who made a spectacular career with the Atom String Quartet and recorded superb solo albums, is a Superstar. And finally Miszk, who is the most in demand young generation upcoming Polish Jazz trumpeter. In short Petera might have as well called this ensemble All Stars. Of course Petera also plays excellently, but respectfully shares the spotlight more or less evenly with the rest of the sextet members.

Overall this album is undoubtedly a notable event on the Polish Jazz scene, especially in view of the incredibly high competition that scene generates. It is also a splendid debut effort, which hopefully will be followed by many similar achievements of the same significance and Artistic scale. Well done indeed!

środa, 15 maja 2019

Algorhythm - Termomix (2019)

Algorhythm

Emil Miszk - trumpet, piano, percussion
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Szymon Burnos - rhodes, moog, programming
Sławomir Koryzno - drums, percussion

Termomix


ALPAKA 010

By Maciej Krawiec

Kwartet Algorhythm to aktualnie jeden z najważniejszych młodych zespołów wywodzących się z Trójmiasta, obok tych prowadzonych przez Tomasza Chyłę i Kamila Piotrowicza – i pewnie należy on do najciekawszych składów pokolenia dwudziestolatków w Polsce w ogóle. Na dwóch pierwszych albumach grupa dała się poznać jako sprawny, jazzowy kolektyw. Na debiutanckim "Segments" realizowali raczej typowy akustyczny mainstream; wykonany wprawdzie z werwą, ale bez zaskoczeń. Potem muzycy wydali płytę "Mandala", gdzie rozwinęli formułę swej gry: poszerzyli instrumentarium o perkusjonalia, porozrzucali pośród bardzo dobrych kompozycji nieco abstrakcji, w większym stopniu niż na "Segments" zabawili się formą i przestrzenią. Do tego stopnia te odświeżające zabiegi się powiodły, że płyta znalazła się w 2018 roku w gronie nominowanych do Fryderyka w kategorii Album Roku. 

Trzeci, wydany niedawno, krążek pt. "Termomix" przynosi jeszcze więcej nowości. Przede wszystkim zmienił się skład grupy – odszedł z niego kontrabasista Krzysztof Słomkowski. W rezultacie muzycy Algorhythmu stanęli przed wyborem: albo szukać nowego członka zespołu, albo własnymi siłami zastąpić brakujący niski rejestr. Wybrali to ostatnie rozwiązanie i w efekcie akustyczny dotychczas skład stał się elektryczną machiną z prawdziwego zdarzenia: pianista Szymon Burnos gra m.in. na Moogu i Rhodesie, trębacz Emil Miszk i saksofonista Piotr Chęcki wykorzystują elektronikę, natomiast praca perkusisty Sławka Koryzno urozmaicona jest przez rytmizujące sample i przeszkadzajki.

W parze ze wzbogaconym instrumentarium i całkowicie zmienionym soundem grupy idzie nowa koncepcja budowania utworów. Album powstał bowiem nie tyle podczas sesji w gdańskim studiu Maska, co w trakcie późniejszego montowania zarejestrowanego materiału z głosowymi samplami, zapętlania go w loopy i dodawania nowych elementów. Już dzięki tym działaniom zrodziła się płyta, której słucha się z dużym zainteresowaniem – opracowany kolaż jest wydarzeniem pod względem technicznym i produkcyjnym.

Satysfakcja z "Termomixu" nie ogranicza się jednak do zaciekawienia formą. Algorhythm wciąż pisze świetne kompozycje – do niewątpliwych przebojów albumu należą "Baba Ganoush" (!), "Hakula Chakula", "Mario" i "Transgroove" – ale teraz zespół czyni je jeszcze bardziej atrakcyjnymi, zanurzając w sosie rewelacyjnych pomysłów brzmieniowych. Tym samym udaje im się połączyć jazzowe wyrafinowanie aranżacji oraz to, co wynika z ich solidnego muzycznego wykształcenia, z ultranowoczesną i bardzo efektowną zabawą w elektronikę, ambient, world music czy drum'n'bass. Artyści nie wyrzekają się też improwizacji, które przybierają nieraz formę soczystych solówek, a czasem błądzących, fragmentarycznych wypowiedzi, które znakomicie kontrapunktują chwytliwe i rytmiczne całości.

Jest wreszcie "Termomix" interesujący jako swego rodzaju album konceptualny. Tytuł był zainspirowany nazwą wielofunkcyjnego urządzenia kuchennego i sposób, w jaki Algorhythm "gotuje" muzykę, koresponduje z ową wielofunkcyjnością. Wielość brzmieniowych składników zgrabnie łączy się z kulinarnymi nazwami utworów: po ich przetłumaczeniu otrzymujemy na przykład "Suitę przystawkową", "Skórkę cytrynową" albo "Pieprzową zupę". Kulinarną tematykę dopełnia treść sampli, wziętych z internetowych filmów zawierających instrukcję obsługi termomiksu bądź kuchenne przepisy. Nieraz wywoła to na twarzy uśmiech, ale na pierwszym miejscu stoi tu bez wątpienia muzyka, a nie zgrywa.

wtorek, 7 maja 2019

Petera Sextet - Flashover (2019)

Petera Sextet

Dariusz Petera - piano
Maciej "Kocin" Kociński - tenor saxophone
Emil Miszk - trumpet
Krzysztof Lenczowski - cello
Andrzej Święs - double bass
Krzysztof Szmańda - drums

Flashover


REQUIEM/LYDIAN 2019/4

By Krzysztof Komorek

Ładnych parę lat temu przemknęła – z sukcesem – przez krajowy jazzowy rynek płyta kwartetu Fusion Generation Project. Jeden z współtwórców tego zespołu, Dariusz Petera, powraca obecnie z własnym, autorskim albumem. Chociaż zmieniło się stylistyczne ukierunkowanie prezentowanej muzyki, to jednak oba wydawnictwa wiele łączy. 

Przede wszystkim obok liderującego sekstetowi pianisty, pojawia się na płycie Krzysztof Lenczowski, który brał udział również w nagraniach FGP. Instrumentalny skład sekstetu bardzo zbliżony jest do ówczesnego zestawienia, choć – poza wspomnianym Lenczowskim – zmieniły się personalia zaangażowanych w projekt artystów. Tak jak i sześć lat temu pośród muzyków znajdziemy – wówczas tylko gościnnie, teraz jako pełnoprawnych członków zespołu – trębacza (Emil Miszk) oraz saksofonistę (Maciej „Kocin” Kociński). Za zestawem perkusyjnym zasiadł Krzysztof Szmańda, a na kontrabasie zagrał Andrzej Święs. Obaj znani z wielu koncertowych i studyjnych aktywności, często wspólnych, co dodało ich obecności dodatkowego atrybutu jakościowego. Jedyna zmiana paradoksalnie dotyczy właśnie Krzysztofa Lenczowskiego, który na "Flashover" nie sięga już jak poprzednio po gitarę, pozostając jedynie przy swoim koronnym instrumencie – wiolonczeli. 

Utworów na albumie wymienionych jest wprawdzie dziesięć, jednak trzy z nich są krótkimi wstępami bądź zakończeniami innych nagrań. Rekompensują to jednak inne mocno rozbudowane kompozycje trwające po sześć do ośmiu minut. Wszystkie utwory podpisane są przez Dariusza Peterę, a cała płyta trwa prawie pięćdziesiąt minut. Tytułowy "Flashover" zdobył jedną z nagród 5. Międzynarodowego Konkursu na Kompozycję Jazzową w roku 2018 i muszę przyznać, że laur ten wcale mnie nie dziwi. Trudno bowiem oprzeć się atrakcyjności nagrań, a także ciekawym i pomysłowym aranżacjom. Petera miał do dyspozycji naprawdę klasowych muzyków, a fakt ten może spowodować czasem komplikacje z odpowiednim pomieszczeniem i wyeksponowaniem całego dostępnego bogactwa. Tej pułapki udało się jednak uniknąć, między innymi dzięki temu, że dłuższe fragmenty poszczególnych utworów zagrane zostały w mniejszych konfiguracjach, bez udziału części instrumentów. 

Wspomniany zabieg spowodował, że nietrudno jest zapamiętać udział każdego z muzyków w projekcie, znaleźć wyjątkowe chwile ich obecności na "Flashover". W album wprowadza nas "Intro" zagrane przez fortepian i wiolonczelę, a już w kolejnym nagraniu zwraca uwagę znakomity, ponad minutowy dialog kontrabasu i wiolonczeli. Z kolei wspomniany już utwór tytułowy, poprzedzony solowym intro Dariusza Petery, zawiera fantastyczne dwie minuty, gdzie słychać jedynie trio Miszk/Święs/Szmańda oraz porywające, niemal dwuminutowe solo perkusji wykonane początkowo z towarzyszeniem jedynie kontrabasu, a w drugiej części także obu instrumentów dętych. "Nordic" niemal w całości zagrany jest przez Krzysztofa Szmańdę na blachach i różnego rodzaju przeszkadzajkach. Z kolei w "Kodoku" oraz krótkim, acz kapitalnym "Lazy Morning" nie doszukamy się instrumentów dętych – pierwszy zachwyca balladowym nastrojem i partią wiolonczeli, drugi natomiast następującymi po sobie i płynnie przechodzącymi jedna w drugą solówkami fortepianu, basu i wiolonczeli. Kończące całość "Be Water" oraz "Be Water (Outro)" to najpierw popis tria fortepian/bas/perkusja, a potem na wpół mroczno-tajemniczy, na wpół elegijny finał zagrany przez Lenczowskiego, Miszka i Kocińskiego. 

Można by jeszcze dłuższy czas wymieniać ekscytujące momenty "Flashover". Zmiany tempa, kolejne solówki poszczególnych instrumentalistów. Ale muzyki lepiej jednak słuchać niż li tylko o niej czytać. A "Flashover" , który ma spore zadatki na to, by namieszać w tym roku w jazzowym światku, posłuchać zdecydowanie trzeba. Mam też nadzieję, że na kolejne projekty Dariusza Petery nie będziemy czekać długo.

niedziela, 7 kwietnia 2019

Petera Sextet - Flashover - premiera 07.05.2019


Dariusz Petera - fortepian
Maciej "Kocin" Kociński - saksofon tenorowy
Emil Miszk - trąbka

Krzysztof Lenczowski - wiolonczela
Andrzej Święs - kontrabas
Krzysztof Szmańda - perkusja

Po blisko sześciu latach, które upłynęły od albumu "No Fusion", wydanego z formacją Fusion Generation Project, pianista Dariusz Petera postanowił powrócić z nową muzyką zanurzoną w nieco innym brzmieniu. Tym razem do swojego zespołu lider zaprosił czołowych muzyków współczesnej polskiej sceny jazzowej. Wiolonczelista Krzysztof Lenczowski, trębacz Emil Miszk, saksofonista Maciej Kociński, kontrabasista Andrzej Święs oraz perkusista Krzysztof Szmańda to artyści o dużym dorobku scenicznym i studyjnym oraz niekwestionowanej pozycji w polskim jazzie.

Petera Sextet to nowy rozdział w twórczości debiutującego na tej płycie w roli lidera Petery, który od dobrych kilku lat konsekwentnie buduje swą markę na krajowej scenie jazzowej. Tym razem artysta proponuje muzykę bardziej wysublimowaną zarówno pod względem klimatu, jak i brzmienia. Powstałe w ciągu zaledwie dwóch dni nagrania obrazują doskonale zgrany zespół, w którym głos każdego z muzyków stanowi równoprawny element ostatecznie uzyskanej formy.

Lider dał każdemu instrumentowi bardzo dużo przestrzeni, obdarzając pełnym zaufaniem wszystkich muzyków. Nic dziwnego, wszak Petera otoczył się artystami, z których każdy dysponuje znakomitym warsztatem i nadzwyczajnym zmysłem improwizacji oraz ogromem doświadczenia zdobytego nie tylko w ramach współpracy ze śmietanką polskiego jazzu, ale i własnych autorskich projektów.

Album stanowiący zderzenie się z sobą sześciu znakomitych osobowości muzycznych, jest też okazją do poznania lidera projektu jako pełnego ogromnej wyobraźni oraz improwizacyjnego zmysłu pianistę i kompozytora. Utwory wypełniające "Flashover" to muzyka skierowana do odbiorcy ceniącego nie tylko wirtuozerię i improwizację, ale też skłonnego zagłębić się w klimat, harmonię i melodykę zaklętą w wypełniających krążek utworach.

wtorek, 22 stycznia 2019

POLISH JAZZ 2018 PODSUMOWANIE !!!


MUZYK ROKU 2018: MACIEJ GARBOWSKI


Reprezentant polskiej myśli kompozytorskiej, w której wyraźne wpływy technik charakterystycznych dla języka Lutosławskiego czy Pendereckiego syntetyzują z muzyczną erudycją i kontrabasową wirtuozerią. Garbowski zasłuchany w muzyce XX wiecznych twórców eksploruje zagadnienie melodyki i harmoniki, wplatając w nią słowiański liryzm i autorski charakter przepełniony wrażliwością i subtelnością. Współzałożyciel jednego z najważniejszych i najbardziej utytułowanych triów fortepianowych - RGG. Inicjator IMP (International Musical Project) – platformy muzycznej i wydawniczej, której działania obejmują nie tylko jazz, ale także muzykę improwizowaną oraz obszary na styku muzycznych dziedzin. Jest również członkiem międzynarodowych platform twórczych Jazz Plays Europe oraz Take Five Europe. Zainicjował międzynarodowy muzyczny projekt Lutosławski Collective, do którego zaprosił takie sławy jak śpiewaczkę Lenę Willemark czy kontrabasistę Andersa Jormina. W latach 2002-2005 był stałym członkiem słynnej orkiestry kameralnej AUKSO prowadzonej przez Marka Mosia. W 2004 roku ukończył wydział jazzowy, a rok później wydział klasyczny Akademii Muzycznej w Katowicach w klasie kontrabasu. Od prawie dekady sam jest nauczycielem w Instytucie Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w Katowicach.

Płyty wydane w 2018 roku:

RGG/Verneri Pohjola/Samuel Blaser - City Of Gardens
RGG & Trevor Watts - RAFA
Anna Gadt Quartet feat. Annemie Osborne - Mysterium Lunae
Pohjola/Garbowski/Gradziuk - Gemstones
Garbowski/Cruz/Orins - Lines Of Flux
Piotr Schmidt Quartet - Saxesful
Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela - Tribute To Tomasz Stańko

DEBIUT ROKU 2018: EMIL MISZK AND THE SONIC SYNDICATE - DON'T HESITATE!


Emil Miszk And The Sonic Syndicate to oktet złożony z czołowych artystów młodego pokolenia w Polsce, którego liderem jest trębacz i kompozytor związany z trójmiejską sceną - Emil Miszk. Muzycy współtworzący zespół to wirtuozi swoich instrumentów lecz przede wszystkim wspaniali ludzie, z którymi spędzanie czasu sprawia ogromną radość. Każdy, mimo młodego wieku, jest doświadczonym artystą z ogromnym dorobkiem i potencjałem twórczym. Spotkanie tych indywidualności na jednej scenie stanowi wyjątkowe wydarzenie, gdyż występ tege rodzaju ansambli to rzadko spotykane zjawisko. Materiał zarejestrowany na płycie "Don't Hesitate!" to podsumowanie dotychczasowych dokonań trójmiejskiego twórcy. Bez tego albumu, jego przemiana w postrzeganiu muzyki i wykonywaniu jej nie mogłaby się w pełni urzeczywistnić.


REEDYCJA/NAGRANIE ARCHIWALNE 2018 ROKU: JERZY MILIAN - CIRCULATIONS


Dokumentacja jednego z najbardziej kolorowych epizodów w twórczości Jerzego Miliana – historia współpracy z belgijskimi radiem, dla którego napisał szereg rozbudowanych, ambitnych form, daleko wykraczających poza jazz. A wszystko w czasie, gdy równie intensywnie pielęgnował gorące, swingujące rytmy z orkiestrą Gustava Broma, prowadził nowoczesne wibrafonowe trio i nagrywał muzykę rozrywkową w poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia. "Circulations" to siódma część serii "Jerzy Milian Tapes". Sześć rozbudowanych form napisanych i nagranych przez BRT w latach 1966-69 ukazało się na płycie po raz pierwszy. Wydanie uzupełnia książeczka z niepublikowanymi zdjęciami i szkicem na temat współpracy z Belgami.

Recenzja

niedziela, 30 grudnia 2018

Kamil Piotrowicz Sextet - Product Placement (2018)

Kamil Piotrowicz Sextet

Kamil Piotrowicz - piano, synthesizer
Kuba Więcek - alto saxophone
Piotr Chęcki - tenor & baritone saxophones
Emil Miszk - trumpet
Andrzej Święs - double bass
Krzysztof Szmańda - drums, vibraphone


Product Placement

HOWARD 1

By Adam Baruch

This is the third album by Polish Jazz pianist/composer/bandleader Kamil Piotrowicz recorded with the same sextet lineup which recorded the previous album a couple of years earlier. Besides Piotrowicz the sextet also includes trumpeter Emil Miszk, saxophonists Kuba Więcek and Piotr Chęcki, bassist Andrzej Świes and drummer Krzysztof Szmańda. The album presents eight original compositions, all by Piotrowicz, one of which is an epic multipart eighteen and a half minutes long piece and another is a short bonus track closing the album.

The music on this album makes a bold step towards Free Jazz and other less constrained musical forms in comparison to the two earlier albums, with the traditional sense of composition almost completely lost in the process. Of course the music has a coherent continuum and sense of direction, but there are almost no melody lines or steady rhythmic passages. As a result the music simply flows propelled by its intrinsic drive and allows the instrumentalists to create the sound on the fly. It is often very difficult to distinguish between the "composed" and the improvised ingredients of this music, not that it really matters, as the end result is what counts, similarly to an attempt to analyze an abstract painting and try to find in it the pre-designed and the spontaneous smears of paint.

The album is a stupendous exhibit of ensemble work, without which the entire creation would have simply collapsed on itself. The level of conversation and mutual influence, as displayed by the sextet members, is simply phenomenal. Obviously they are all superb instrumentalists, as is clearly heard all along the way, but this music is all about fusion of individual statements into an amalgam, which is way grander than just a sum of its ingredients. Piotrowicz obviously plays a central role in the entire process and his piano lines and synthesizer parts serve both as the glue and the backbone of the entire musical structure, strangely playing more a role of a conductor rather than a soloist.

In spite of the devilish complexity, multi-layered and multi-directional structure, unusual approach and even eerie sound at times, this music is remarkably lucid and comprehensible and as a result accessible. In complete contrast to most Avant-gardish statements of such scope, this album is a true pleasure to listen to, which hopefully will help this music to reach as wide an audience as possible.

Overall this is another brilliant album made by young Polish Jazz musicians and another pretender to the title of one of the best albums of 2018. It is also another statement of quality, which puts the Polish Jazz right at the very top of the European level. By now Piotrowicz has entered the "serious" league of contemporary European Jazz Artists, well earned and praiseworthy by any standards. Personally I already can't wait for the next album. Well done messieurs and hats off high!

środa, 17 października 2018

Jaskułke Sextet - Komeda Recomposed (2018)

Jaskułke Sextet

Sławek Jaskułke - piano
Emil Miszk - trumpet, flugelhorn
Piotr Chęcki - tenor saxophone
Michał Jan Ciesielski - alto saxophone
Piotr Kułakowski - double bass
Roman Ślefarski - drums

Komeda Recomposed


PRIVATE EDITION 2018

By Maciej Krawiec

Najnowszy krążek pianisty Sławka Jaskułke to kreacja inspirowana twórczością Krzysztofa Komedy. Nie jest to jednak kolejne przedsięwzięcie biorące na warsztat oryginalne kompozycje autora legendarnego „Astigmatic”, ale zawiera ono utwory nowe, pod różnymi względami do dorobku Komedy nawiązujące.

Chodzi o pewne motywy melodyczne, akcentowanie fraz, przetwarzane pasaże czy aurę utworów, które natychmiast odsyłają do klasycznych tematów patrona albumu „Komeda Recomposed”. Zasługą pianisty jest wykazanie, że na pewne konstrukcje reaguje się spontanicznym skojarzeniem z pomysłami Komedy – choć przecież w bardzo inteligentny nieraz sposób, zwykle nie dosłowny, Jaskułke wplótł je w swoją nową muzykę.

Owa inspiracja „Crazy Girl”, „Niekochaną” czy „Svantetic” nie sprowadza się jednak do interesującego dla jazzfana, wyrafinowanego mrugnięcia okiem. Jaskułke wywodzi bowiem z ogromu pomysłów Komedy złożoną architekturę własnych utworów, ciekawie modyfikując ich dramaturgię, natężenie rytmiczne, fakturę brzmień. Wprawdzie wplata zamyślone, minimalistyczne tony znane ze swych solowych albumów „Sea” bądź „Senne”, czy proponuje kolektywny groove przywodzący płytę jego tria „On”, ale środków wyrazu jest tutaj znacznie więcej. Dzięki temu o mniej udanych sekwencjach – np. drugiej części „Nastic” czy konwencjonalnym „Szaro” – pozwalają zapomnieć inne, iście wspaniałe – choćby wprowadzający duet pianisty z trębaczem Emilem Miszkiem w „Kato” czy złowrogi motyw w dolnym rejestrze w „Oxis”.

Na „Komeda Recomposed” dominują szlachetne, poważne formy, pokazujące zarówno wykonawcze, jak i improwizatorskie zalety dobrego zespołu Sławka Jaskułke. Szczególnie podoba mi się saksofonowy tandem Chęcki-Ciesielski, których dyskusja w „Oxis” to jeden z najlepszych momentów albumu. Tytułowa „rekompozycja” muzyki Komedy udała się – dzięki sekstetowi słyszymy ją w nowym, intrygującym kontekście, choć nie zapominajmy, że to dzięki Komedzie ukazuje nam się w ciekawym wydaniu Jaskułke.

Zobacz też: