Kuba Sokołowski – inner piano, objects
Paweł Stasiewicz – inner piano, objects, voice
Paweł Leszoski – programming
Wydawca: Antenna Non Grata (2025)
Różnej maści projekty około-jazzowe czerpiące z polskiego folkloru mają się całkiem dobrze. Po „Masovian Mantra" Michała Barańskiego czy Into the Roots Piotra Damasiewicza na tapetę trafia teraz Confusion Project z albumem „Identity". Nie ukrywam, że do kolejnych wcieleń tego nurtu podchodzę już z pewną rezerwą - część z nich zrobiła się dość wtórna, jakby powstawała głównie dlatego, że akurat taka panuje moda (od razu zaznaczam: nie mam tu na myśli wymienionych wyżej płyt, bo te akurat bronią się bez trudu). Tym razem jednak byłem jakoś dziwnie spokojny. Znam dotychczasowe dokonania Confusion Project i sznyt kompozytorski Michała Ciesielskiego, który podpisał wszystkie utwory na krążku, więc o efekt końcowy specjalnie się nie obawiałem.
Grzech Piotrowski od lat ma brzmienie, które rozpoznaje się niemal od pierwszego oddechu. Jego saksofonowy język, bardzo dobrze znany, jest mocno osadzony w estetyce skandynawskiej, z wyraźnym cieniem Jana Garbarka. Tyle że to nie jest kopia ani próba udawania kogokolwiek. To raczej inspiracja przepuszczona przez własny filtr, przemielona, wygładzona i zaostrzona tam gdzie trzeba.
Bartłomiej Oleś - kompozycje, produkcja, elektronika
Mira Opalińska – fortepian
Tytuł albumu: "Time Diary"
Wydawca: Audio Cave (2025)
Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz
„Time Diary” jest albumem bardzo ambientowym. I to nie w tym rozumieniu, że „trochę spokojnym”, tylko w tym najbardziej dosłownym, klasycznym sensie: muzyka oddycha, ma wokół siebie dużo powietrza, a cisza bywa tu równie znacząca jak dźwięk. W wielu momentach mam wrażenie, że nie śledzę melodii, tylko pozwalam, by kolejne fragmenty same układały tempo oddechu. Wszystko płynie podobnym nurtem, lecz detal zmienia kolor. Raz cieplejszy, raz surowszy.
Maciej Dymek – instrumenty klawiszowe
Paweł Kowalski – perkusja
Bartosz Smorągiewicz - saksofony
Wydawca: Music And More Records
Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz
Debiutancki album formacji DR ZOLO od pierwszych minut jasno sygnalizuje, że nie będzie tu ani gładko, ani bezpiecznie. „Trickster Music” porusza się w estetyce jazz punka, gdzie energia, zadziorność i pewien kontrolowany chaos są ważniejsze niż dopieszczone harmonie czy klasycznie rozumiana jazzowa narracja. To płyta, która bardziej prowokuje niż zaprasza i raczej stawia opór niż stara się przypodobać.
Adam Bałdych
Adam Bałdych – skrzypce, skrzypce renesansoweWydawnictwo: Imaginary Music
Tekst: Mateusz Chorążewicz
Adam Bałdych od lat wypracowuje własny, rozpoznawalny język muzyczny – pełen elegancji, skupienia i emocjonalnej powściągliwości. Najnowszy album „Portraits” to kolejny rozdział tej konsekwentnej drogi. Z jednej strony mamy tu wszystko, czego można by się spodziewać po artyście tej klasy: dopracowane aranże, pełną kontrolę nad brzmieniem i zespołem, a z drugiej – subtelne poszerzenie granic estetycznych, które czyni ten album bardziej refleksyjnym niż efektownym.
Poulsen / Lundin / Dąbrowski
Tekst: Mateusz Chorążewicz

Tytuł płyty: "Tryptyk Biłgorajski"
Wydawnictwo: Alpaka Records (2023)
Na pierwszy rzut oka, "Tryptyk Biłgorajski" Magdy Kuraś Quintet może wydawać się kolejnym wpisem w niekończącej się serii jazzowych albumów z folklorycznym zabarwieniem. Jednak już po pierwszych taktach staje się jasne, że debiutancka płyta kwintetu Kuraś ma w sobie coś więcej.
Muzyczne dziedzictwo południowo-wschodniej Polski jest tu nie tylko tłem, ale fundamentem dla całego projektu, co nadaje tej pracy głęboki, osobisty charakter. Kompozycje, oparte na tekstach ludowych pieśni, są przeplatane intymnymi recytacjami, które dodatkowo wzbogacają emocjonalny kontekst albumu.
Nie można jednak mówić, że "Tryptyk Biłgorajski" wnosi wiele nowości do gatunku; to raczej umiejętne przetworzenie i adaptacja tradycji. Zdecydowanie dominują tu elementy folkowe, a jazz, choć obecny, ustępuje pierwszeństwa bardziej ludowym brzmieniom. To, co jednak fascynuje i przyciąga, to sposób, w jaki Kuraś i jej zespół balansują na granicy tych dwóch światów. Bardzo interesujące (choć niespecjalnie skomplikowane) struktury harmoniczne świadczą o głębokim zrozumieniu i szacunku do obu gatunków.
Album ma charakter kolektywny, co widać w sposobie, w jaki muzyka jest wykonywana — każdy z muzyków przyczynia się do całości, nie dominując, ale wspierając opowieść. Można by zarzucić, że taka forma ogranicza przestrzeń dla indywidualnych popisów, ale w kontekście tego albumu jest to zdecydowanie zaleta, a nie wada.
Mimo inflacji folkowych albumów jazzowych na rynku, "Tryptyk Biłgorajski" zdołał przyciągnąć moją uwagę. Może nie przez nowatorstwo, ale przez szczerość i emocjonalne zaangażowanie, z jakim Magda Kuraś przedstawia swoją muzyczną wizję. To uczciwa i piękna celebracja jej muzycznych korzeni, która zasługuje na wysłuchanie.
Staniecki / Jachna
Maciej Staniecki - gitara, elektronika
Wojciech Jachna - trąbka, efekty
Tytuł płyty: "Complementary Colors"
Wydawca: Requiem Records (2023)
Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz
„Complementary Colors” to drugi album duetu Maciej Staniecki (gitara, elektronika) i Wojciech Jachna (trąbka, efekty). Najnowsze dzieło jest dalszym ciągiem eksploracji, które zapoczątkowała płyta „Two Souls” z 2020 roku.
Zarejestrowany materiał jest dość specyficzny – unikalny i przewidywalny zarazem. Z jednej strony, słyszmy tu dźwięki, które są efektem bardzo indywidualnego i nieszablonowego u obu artystów podejścia do muzyki. Z drugiej jednak strony, po każdej zagranej frazie myślimy sobie „no tak, oczywiście że tak, nie można tego było zagrać inaczej”. W czasie odsłuchu doświadczyłem zatem bardzo specyficznego zaburzenia poznawczego – każdy dźwięk pasował mniej więcej do tego, czego się spodziewałem, ale mimo wszystko słuchało się tego w ciągłym napięciu i zainteresowaniu.
Myślę, że to co powyżej nakreśliłem, jest efektem bardzo dojrzałego i świadomego podejścia Stanieckiego i Jachny do tworzonej muzyki. Artyści świetnie zdawali sobie sprawę co chcą stworzyć i udało im się coś, co w przypadku wielu projektów jest nieosiągalne – nieprzewidywalność w swojej oczywistości.
Zachodzi tu jeszcze jedno specyficzne zjawisko. Mianowicie, kreowana przestrzeń muzyczna sprawia jednocześnie wrażenie surowej i bogatej. Jest to coś niezwykle intrygującego i trudnego do osiągnięcia. Za to kłaniam się artystom w pas.
Cechą charakterystyczną jest tu właściwie kompletny brak popisów indywidualnych. Muzycy bardzo dużo wzajemnie się słuchają. Skupieni są na celu jakim jest tworzenie muzyki samej w sobie, a nie na błyśnięciu szybkim i trudnym technicznie solo.
Osobiście staję się coraz większym fanem aksamitnego brzmienia trąbki Wojciecha Jachny. Sound ten niemal idealnie pasuje do charakteru albumu – spokojnego, w pełni skupionego „malowania” dźwiękami (do czego zresztą bardzo dobrze pasuje tytuł albumu). Warto zwrócić uwagę, że na „Complementary Colors” raczej nie uświadczymy harmonii w klasycznym tego słowa znaczeniu. Akordy właściwie tu nie występują. Na ogół kręcimy się wokół jakiegoś centrum tonalnego, ale poza nielicznymi wyjątkami, typowych progresji akordowych tu nie spotkamy.
Za taki wyjątek można uznać utwór „Fearless”, który został także singlem promującym płytę. Swoim charakterem wyraźnie odbiega on od całej reszty muzyki. Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić, to właściwie tylko do tego jednego elementu – brak spójności singla promującego z resztą albumu.
Na ten moment płyty nie znajdziemy na znanych platformach streamingowych. Wprawdzie można jej posłuchać na Bandcampie, ale rekomenduję każdemu zaopatrzenie się w fizyczny egzemplarz. Okładka może nie jest najpiękniejsza, ale muzyka zawarta na krążku absolutnie warta jest tego niewielkiego zachodu.