Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorążewicz Mateusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chorążewicz Mateusz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Confusion Project – "Identity"

Confusion Project

Michał Ciesielski – fortepian
Piotr Gierszewski – gitara basowa
Adam Golicki – perkusja

Tytuł płyty: "Identity"

Wydawca: Dot Time Records (2026)

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Różnej maści projekty około-jazzowe czerpiące z polskiego folkloru mają się całkiem dobrze. Po „Masovian Mantra" Michała Barańskiego czy Into the Roots Piotra Damasiewicza na tapetę trafia teraz Confusion Project z albumem „Identity". Nie ukrywam, że do kolejnych wcieleń tego nurtu podchodzę już z pewną rezerwą - część z nich zrobiła się dość wtórna, jakby powstawała głównie dlatego, że akurat taka panuje moda (od razu zaznaczam: nie mam tu na myśli wymienionych wyżej płyt, bo te akurat bronią się bez trudu). Tym razem jednak byłem jakoś dziwnie spokojny. Znam dotychczasowe dokonania Confusion Project i sznyt kompozytorski Michała Ciesielskiego, który podpisał wszystkie utwory na krążku, więc o efekt końcowy specjalnie się nie obawiałem.

poniedziałek, 13 lipca 2026

Makowicz & Medyna – "New York Flavors"

Makowicz & Medyna

Adam Makowicz – fortepian
Krzysztof Medyna – saksofon tenorowy

Tytuł płyty: "New York Flavors"  

Wydawca: For Tune (2025)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Link do muzyki na Bandcamp

24 listopada 2010, Polska Filharmonia Bałtycka w Gdańsku, koncert duetu Joshuy Redmana i Brada Mehldaua. Byłem niedługo po osiemnastce i jazz dopiero zaczynał mnie na dobre wciągać. Szedłem bez oczekiwań, ba, z lekkim powątpiewaniem – fortepian i saksofon, „pewnie będzie nudno". Wyszło dokładnie odwrotnie: tamten wieczór do dziś uznaję za najlepsze jazzowe dźwięki, jakie słyszałem na żywo. To on przypieczętował, że jazz potraktuję jednak na poważnie, a nie na żarty, ze studiami na akademii muzycznej włącznie.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Horntet - "Direct Message"

Horntet


Bartłomiej Leśniak – fortepian
Robert Wypasek – saksofon tenorowy i sopranowy
Szymon Ziółkowski – saksofon altowy i sopranowy
Mikołaj Sikora – kontrabas
Piotr Przewoźniak – perkusja

Tytuł: "Direct Message"

Wydawnictwo: For Tune (2025)

Link do muzyki na Bandcamp

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Płytę otwiera monumentalny utwór zagrany częściowo rubato. To wejście mówi sporo o całej płycie – będzie intensywnie, gęsto i bez specjalnego oglądania się za siebie. Panowie rzadko kiedy puszczają nogę z gazu. Muzyka jest zdecydowana i od początku nastawiona na dużą energię.

Generalnie mamy tu do czynienia z albumem około-mainstreamowym, choć nie jest to określenie wyczerpujące. Słychać inspiracje Coltrane’em z okresu „A Love Supreme”, ale także Albertem Aylerem i różnymi odmianami bardziej otwartego, free-jazzowego grania z lat 60. Momentami pojawiają się również skojarzenia z późnym okresem Jazz Messengers.

środa, 13 maja 2026

Dorota Piotrowska & Sound Circle – "Voices of Human Consciousness"

Dorota Piotrowska & Sound Circle 

Dorota Piotrowska – perkusja, instrumenty perkusyjne (1,4,6,7,9), oklaski (3)
Greg Osby – saksofon altowy (1-3,5-8)
Hildegunn Øiseth – trąbka (1-3,5,6,8), bukkehorn (4,7,9,10)
Tarek Yamani – fortepian (1-3,5-10)
Ameen Saleem – kontrabas
Bárbaro Crespo „Machito” – kongi (1,3,6-8), udu (4), głos (7)

Gościnnie:
Sanem Kalfa – głos (1,6,9), śpiew (10)
Leszek Możdżer – fortepian (4)
Marlena Grodzicka-Myślak – altówka (9,10)
Jakub Myślak – wiolonczela (9,10)

Tytuł albumu: "Voices of Human Consciousness"  

Wydawca: Inner Circle Music (2026)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Polish Jazz Focus on Debut

Już sam skład osobowy albumu „Voices of Human Consciousness!” może budzić spore zainteresowanie. Dorota Piotrowska zaprosiła do współpracy muzyków z USA, Polski, Libanu, Kuby i Norwegii. Mamy więc do czynienia z projektem szeroko zakrojonym, międzynarodowym, a przy tym dość ambitnym w swoich założeniach. W materiałach prasowych czytamy, że liderce zależało na zabraniu słuchacza w podróż przez różne muzyczne światy: od norweskich fiordów, przez arabskie rytmy, polski liryzm, po kompozycje Grega Osby’ego mocno osadzone w tradycji jazzowej. Brzmi to jak opis, który bardzo łatwo mógłby skończyć się artystycznym miszmaszem. Na szczęście tak się nie dzieje, choć pewna niespójność między poszczególnymi utworami jest tu słyszalna właściwie od początku.

środa, 22 kwietnia 2026

Hilarious Disasters - "Unnatural Root" by Mateusz Chorążewicz

Hilarious Disasters

Kateryna Ziabliuk - fortepian, wokale, sampling, glockenspiel
Alex Clov - saksofon tenorowy
Łukasz Jankowski - flet, saksofon altowy, sopiłka
Filip Botor – kontrabas
Piotr Szałajko – perkusja

Wydawnictwo: Audio Cave (2025)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Polish Jazz Blog Editor's Choice

Polska recenzja

Debuts tend to reveal more ambition than actual substance. Sometimes they resemble the grand opening of a new neighborhood convenience store. Balloons, confetti, a hot dog promo – everything looks festive and full of promise. You walk in, and suddenly it turns out it’s still the same familiar sausage in a bun. Just a bit cheaper. In the case of Unnatural Root, however, things are different. Here, ambition goes hand in hand with substance, and the declarations are fully reflected in the music. What’s more, this is one of those debuts that doesn’t merely hint at something interesting, but delivers a fully formed artistic statement right away.

środa, 8 kwietnia 2026

Piotrowski / Aarset / Isungset - "Horizon"

Piotrowski / Aarset / Isungset 

Grzech Piotrowski – Saksofon
Eivind Aarset – Gitara
Terje Isungset – Perkusja

"Horizon" 

Wydawca: Grzech Piotrowski World Orchestra (2025)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Grzech Piotrowski od lat ma brzmienie, które rozpoznaje się niemal od pierwszego oddechu. Jego saksofonowy język, bardzo dobrze znany, jest mocno osadzony w estetyce skandynawskiej, z wyraźnym cieniem Jana Garbarka. Tyle że to nie jest kopia ani próba udawania kogokolwiek. To raczej inspiracja przepuszczona przez własny filtr, przemielona, wygładzona i zaostrzona tam gdzie trzeba.

środa, 18 marca 2026

Tomasz Zyrmont Quartet – "London Manifest"

Tomasz Zyrmont Quartet

Tomasz Zyrmont – fortepian
Sean Khan – saksofon altowy
Ben Hazleton – kontrabas
Filippo Galli - perkusja

Tytuł płyty: "London Manifest" (2026)  

Wydawnictwo: Soliton

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Tomasz Zyrmont, lider mieszkający w Londynie, przedstawia „London Manifest” jako wizytówkę kwartetu. Choć to pierwszy album tej formacji, sam Zyrmont ma już doświadczenie studyjne, więc nie ma tu mowy o debiucie w sensie stawiania pierwszych kroków. Wręcz przeciwnie, od razu dostajemy materiał dopracowany, świadomy i ułożony. I tu pojawia się pierwsza przewrotna myśl: manifest zwykle wykrzykuje hasła, a ten zamiast krzyczeć, stawia swing na piedestale i robi to bez cienia wahania.

środa, 28 stycznia 2026

Drumbientone (feat. Mira Opalińska) - "Time Diary"

Drumbientone (feat. Mira Opalińska)

Bartłomiej Oleś - kompozycje, produkcja, elektronika
Mira Opalińska – fortepian

Tytuł albumu: "Time Diary"

Wydawca: Audio Cave (2025)

Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz


„Time Diary” jest albumem bardzo ambientowym. I to nie w tym rozumieniu, że „trochę spokojnym”, tylko w tym najbardziej dosłownym, klasycznym sensie: muzyka oddycha, ma wokół siebie dużo powietrza, a cisza bywa tu równie znacząca jak dźwięk. W wielu momentach mam wrażenie, że nie śledzę melodii, tylko pozwalam, by kolejne fragmenty same układały tempo oddechu. Wszystko płynie podobnym nurtem, lecz detal zmienia kolor. Raz cieplejszy, raz surowszy.

sobota, 24 stycznia 2026

DR ZOLO - "Trickster Music"

DR ZOLO - „Trickster Music”

Maciej Dymek – instrumenty klawiszowe
Paweł Kowalski – perkusja
Bartosz Smorągiewicz - saksofony

Wydawca: Music And More Records

Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz


Debiutancki album formacji DR ZOLO od pierwszych minut jasno sygnalizuje, że nie będzie tu ani gładko, ani bezpiecznie. „Trickster Music” porusza się w estetyce jazz punka, gdzie energia, zadziorność i pewien kontrolowany chaos są ważniejsze niż dopieszczone harmonie czy klasycznie rozumiana jazzowa narracja. To płyta, która bardziej prowokuje niż zaprasza i raczej stawia opór niż stara się przypodobać.

czwartek, 8 stycznia 2026

Jacek Kochan & musiConspiracy – „Let Them Find”

Jacek Kochan & musiConspiracy

Jacek Kochan - dream cymbals, drums, all music and lyrics, arrangement, productionAdam Simmons - contra alto clarinet, baritone saxophone
Paul Butler - bass clarinet, clarinet, alto saxophone
Zoey Lamb- - bassoon, alto flute
Kuba Tybulczuk, Rune Hoste - baritone saxophone
Bartek Prucnal - soprano, alto, tenor saxophones
Petr Cancura, Tomek Pruchnicki, Kuba Skowroński - soprano saxophone, tenor saxophone
Guillaume Carpentier - tenor saxophone
Jean-Pierre Zanella, Orazio, Maugeri - alto saxophone
Leszek Wiśniowski - flute, alto flute
Tariq Amery - flute
Emilia Segato - oboe, english horn
Cyprian Baszyński - trumpet, muted trumpet
Sandrine Tremblay Benoit - trumpet
Rupert Bore - tuba, french horn
Dag Eilersten - alto trombone, bass trombone
Muhammad Abdul Al-Khabyyr, Mia Sasseville - trombone

musiCnonspiracy voicEnsemble:
Josh Lebofsky, Mary Rumi, Mario Szaban, Jacek Kochan, Ronda Smoletii, Jamal Dreew

Tytuł: „Let Them Find”

Wydawnictwo: Audio Cave (2025)

Tekst: Mateusz Chorążewicz


Zdarzają się płyty, które już od pierwszych sekund dają do zrozumienia, że ich twórcom chodzi o coś więcej niż tylko kolejną pozycję w dyskografii. „Let Them Find” Jacka Kochana to właśnie ten przypadek – muzyka groovi przeokrutnie i robi to z taką swobodą, jakby cały ten ogromny, międzynarodowy skład był jednym organizmem oddychającym wspólnym pulsem. Prawdę mówiąc, początkowo miałem obawy, bo blisko pięćdziesięciu muzyków na jednym albumie łatwo mogłoby zakończyć się festiwalem przerostu formy nad treścią. Tutaj jednak absolutnie nic takiego nie występuje. Każdy dźwięk jest na swoim miejscu, a cała monumentalna konstrukcja sprawia wrażenie precyzyjnie zaplanowanej, choć jednocześnie pełnej ludzkiej energii.

środa, 5 listopada 2025

Dominik Strycharski Core – "Alert"

Dominik Strycharski Core

Dominik Strycharski – flet, elektronika
Zbigniew Kozera – kontrabas
Paweł Szpura – perkusja
Barbara Drazkov – fortepian preparowany
Wojciech Jachna – trąbka, elektronika

Wydawnictwo: Audio Cave (2025)

Tekst: Mateusz Chorążewicz


Po znakomitej „Symfonii Fabryki Ursus” z 2021 roku miałem wobec nowej płyty Dominika Strycharskiego naprawdę wysokie oczekiwania. „Alert” został nagrany w październiku 2022, lecz na wydanie przyszło czekać aż do lutego 2025. Tak długi proces zawsze mnie zastanawia. Oczywiście rozumiem, że na drodze do publikacji potrafi stanąć wiele przeszkód, jednak z perspektywy wykonawcy trzyletnie opóźnienie sprawia, że płyta staje się w pewnym sensie wspomnieniem. Artysta, który wciąż tworzy i się rozwija, po kilku latach bywa już kimś zupełnie innym niż w chwili rejestracji materiału. W efekcie album, świeży dla słuchacza, dla autora może być już tylko zapisem przeszłego etapu.

piątek, 17 października 2025

Adam Bałdych – „Portraits”

Adam Bałdych

Adam Bałdych – skrzypce, skrzypce renesansowe
Sebastian Zawadzki – fortepian, pianino preparowane
Marek Konarski – saksofon tenorowy
Andrzej Święs – kontrabas
Dawid Fortuna – perkusja
Kari Sál – głos
Piotr Odoszewski – głos

Wydawnictwo: Imaginary Music

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Adam Bałdych od lat wypracowuje własny, rozpoznawalny język muzyczny – pełen elegancji, skupienia i emocjonalnej powściągliwości. Najnowszy album „Portraits” to kolejny rozdział tej konsekwentnej drogi. Z jednej strony mamy tu wszystko, czego można by się spodziewać po artyście tej klasy: dopracowane aranże, pełną kontrolę nad brzmieniem i zespołem, a z drugiej – subtelne poszerzenie granic estetycznych, które czyni ten album bardziej refleksyjnym niż efektownym.

poniedziałek, 6 października 2025

Hinode Tapes & Hiroki Chiba - "Ita"

Hinode Tapes & Hiroki Chiba

Hiroki Chiba - Double Bass, Synth, Effects
Jacek Prościński - Drums, Bells, Triangle
Piotr Chęcki - Saxophone, Sampler
Piotr Kaliński - Synth, Loops, Tape, Triangle

Tytuł: "Ita"

Wydawnictwo: Instant Classic (2025)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Album "Ita" jest propozycją, która wymyka się klasyfikacjom gatunkowym. Mimo obecności kontrabasu, saksofonu czy perkusji, nie mamy tu do czynienia z jazzem w tradycyjnym sensie. To raczej podróż w stronę ambientu – muzyki o charakterze przestrzennym, skupionej na brzmieniu i atmosferze, a nie na wirtuozerskich popisach. Właśnie w tym tkwi jej siła: zamiast klasycznej narracji improwizacyjnej dostajemy dźwiękowy krajobraz, który bardziej kontemplujemy, niż analizujemy.

poniedziałek, 2 czerwca 2025

POULSEN / LUNDIN / DĄBROWSKI – Unknown Winter

Poulsen / Lundin / Dąbrowski

Skład:

Hasse Poulsen – gitara, kompozycje
Tomasz Dąbrowski – trąbka
Fredrik Lundin – saksofon tenorowy

"Unknown Winter"

Wydawca: BMC Records (2024)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Unknown Winter, najnowszy album tria Poulsen / Lundin / Dąbrowski, to propozycja, która już na starcie budzi zainteresowanie swoim nietypowym podejściem do instrumentarium. Brak perkusji, odważny krok w świecie jazzu, nadaje tej płycie specyficznego charakteru, a muzyka rozwija się na pograniczu uporządkowanych form i swobodnych, skandynawskich przestrzeni.

piątek, 23 maja 2025

Húrra – "In Search Of Waves"

Húrra

Skład zespołu:

Grzegorz Doroszenko – lider, gitara, aranżacje, kompozycje
Jakub Klimiuk – gitara
Jonas Kullhammar – saksofon tenorowy
Jakub Kurek – trąbka
Dominik Kisiel – klawisze
Wojciech Warmijak – perkusja
Paul Rutschka – bas

"In Search Of Waves"

Wydawca: V Records (2022)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Album "In Search of Waves" grupy Húrra, wydany w październiku 2022, przedstawia zaskakujące obrazy muzyczne, które odbiegają od wstępnych oczekiwań. Materiały prasowe wskazują, że lider zespołu, Grzegorz Doroszenko, czerpał inspirację z trzech lat spędzonych w Islandii, co sugerowałoby dźwięki pełne przestrzeni, surowości i nostalgii. Zamiast tego, otrzymujemy album pełen pulsującej energii, co w świecie fusion jest przyjemnym, choć nie nowatorskim zaskoczeniem dla ucha.

Kompozycje na płycie są złożone, wymykają się prostemu schematowi jazzowej narracji (temat -> solówki -> temat). Tutaj każdy utwór to mała opowieść, pełna zaskakujących zwrotów akcji i instrumentalnych dialogów. Momentami muzyka ta kojarzy się z brzmieniami EABS - niektórzy je uwielbią, inni niekoniecznie. Ja się zaliczam do pierwszej grupy.

Lider, Grzegorz Doroszenko, nie tylko komponuje, ale też aranżuje i gra na gitarze, serwując słuchaczom szeroki wachlarz efektów gitarowych. Udaje mu się osiągnąć bardzo interesujące brzmienia, wykraczające poza standardowe modyfikacje dźwiękowe tego instrumentu.

Jeżeli ktoś od perkusisty oczekuje spełnienia roli metronomu, który w razie potrzeby ratuje solistów czy wręcz cały zespół, Wojciech Warmijak zdecydowanie odbiega od tego stereotypu. Jego podejście do rytmu, fascynacja polimetrycznymi strukturami i innymi „rytmicznymi sztuczkami” czynią go pełnoprawnym uczestnikiem muzycznych dialogów. Perkusja Warmijaka nie służy jako ratunek dla zagubionych muzyków, lecz motywuje ich do większego skupienia i kreatywności.

Płyta, chociaż nie stawia na głowie polskiej sceny jazzowej, wyraźnie zaznacza swoją obecność i z pewnością znajdzie swoje miejsce w sercach miłośników gatunku, którzy cenią sobie fusion z niesztampowym podejściem. Nie jest to muzyka, która zmieni twoje życie, ale na pewno umili niejeden wieczór. Osobiście będę do niej wracał z przyjemnością.

Na koniec warto wspomnieć, że wykonawczo album stoi na bardzo wysokim poziomie. Wszystko jest na swoim miejscu, od produkcji po finalny miks, co w przypadku tak złożonej muzyki nie jest sprawą oczywistą.

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Magda Kuraś Quintet - "Tryptyk Biłgorajski"

Magda Kuraś Quintet 

Magda Kuraś – Wokal
Maciej Świniarski – Głos, burza, tamburyn
Ziemowit Klimek – kontrabas, głos
Kuba Krzanowski – perkusja, głos
Dominik Kisiel – piano, głos

Tytuł płyty: "Tryptyk Biłgorajski" 

Wydawnictwo: Alpaka Records (2023)

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Na pierwszy rzut oka, "Tryptyk Biłgorajski" Magdy Kuraś Quintet może wydawać się kolejnym wpisem w niekończącej się serii jazzowych albumów z folklorycznym zabarwieniem. Jednak już po pierwszych taktach staje się jasne, że debiutancka płyta kwintetu Kuraś ma w sobie coś więcej.

Muzyczne dziedzictwo południowo-wschodniej Polski jest tu nie tylko tłem, ale fundamentem dla całego projektu, co nadaje tej pracy głęboki, osobisty charakter. Kompozycje, oparte na tekstach ludowych pieśni, są przeplatane intymnymi recytacjami, które dodatkowo wzbogacają emocjonalny kontekst albumu.

Nie można jednak mówić, że "Tryptyk Biłgorajski" wnosi wiele nowości do gatunku; to raczej umiejętne przetworzenie i adaptacja tradycji. Zdecydowanie dominują tu elementy folkowe, a jazz, choć obecny, ustępuje pierwszeństwa bardziej ludowym brzmieniom. To, co jednak fascynuje i przyciąga, to sposób, w jaki Kuraś i jej zespół balansują na granicy tych dwóch światów. Bardzo interesujące (choć niespecjalnie skomplikowane) struktury harmoniczne świadczą o głębokim zrozumieniu i szacunku do obu gatunków.

Album ma charakter kolektywny, co widać w sposobie, w jaki muzyka jest wykonywana — każdy z muzyków przyczynia się do całości, nie dominując, ale wspierając opowieść. Można by zarzucić, że taka forma ogranicza przestrzeń dla indywidualnych popisów, ale w kontekście tego albumu jest to zdecydowanie zaleta, a nie wada.

Mimo inflacji folkowych albumów jazzowych na rynku, "Tryptyk Biłgorajski" zdołał przyciągnąć moją uwagę. Może nie przez nowatorstwo, ale przez szczerość i emocjonalne zaangażowanie, z jakim Magda Kuraś przedstawia swoją muzyczną wizję. To uczciwa i piękna celebracja jej muzycznych korzeni, która zasługuje na wysłuchanie.


wtorek, 28 maja 2024

Paweł Krawiec Quartet – "Ofensywa"

Paweł Krawiec Quartet

Paweł Krawiec - gitara elektryczna
Mateusz Żydek - trąbka
Mateusz Lorenowicz - perkusja
Filip Hornik - kontrabas

Wydawca: SJRecords (2024)

"Ofensywa"

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Debiutancki album Pawła Krawca i jego kwartetu, zatytułowany "Ofensywa", to bezsprzecznie triumf tradycji jazzowej splecionej z nowoczesnymi aranżacjami. Krawiec, na czele z gitarą elektryczną, prowadzi zespół, demonstrując zarówno głębokie korzenie w jazzie bopowym, jak i zdolność do interesujących przemyśleń kompozycyjno-aranżacyjnych. Wspierany przez Mateusza Żydka na trąbce, Mateusza Lorenowicza na perkusji i Filipa Hornika na kontrabasie, kwartet wchodzi na scenę jazzową z wyjątkowo świeżym i energicznym brzmieniem.

Już od pierwszych dźwięków wyróżnia się brzmienie trąbki Żydka, które, mimo iż nie do końca rezonuje z moimi osobistymi upodobaniami, nie można mu odmówić technicznej perfekcji.

Z kolei brzmienie gitary Krawca jest jednym z najmocniejszych punktów "Ofensywy". Jego umiejętność łączenia brzmień jazzowych oraz rockowo-bluesowych z lat 60. i 70 nadaje płycie unikalnego charakteru. Te zróżnicowane muzyczne wpływy interpretowane są przez Krawca w sposób niezwykle oryginalny i spójny.

Co ważne, mimo że kompozycje Krawca nie zaskakują rewolucyjnymi innowacjami, to sposób, w jaki są zaaranżowane i wykonane, sprawia, że album trzyma w napięciu od pierwszego do ostatniego taktu. Zręczne przejścia, wymiana solówek i ogólna koherencja kompozycji świadczą o głębokim zrozumieniu i szacunku dla jazzowej formy.

Płyta nie rzuca słuchacza w wir eksperymentów muzycznych – raczej delikatnie prowadzi przez znane jazzowe terytoria, czyniąc każdy przystanek wartościowym i pełnym muzycznych odkryć. Krawiec pokazuje, że nawet w ramach tradycyjnego jazzu jest jeszcze dużo miejsca na innowacje, zwłaszcza jeśli chodzi o aranżację i wykonawstwo.

Słuchając współcześnie wydawanych płyt z mainstreamowym jazzem, często zastanawiam się nad sensem ich nagrywania – wiele z nich jest po prostu nużących, smakuje odgrzewanym kotletem. Jednak z jakiejś przyczyny tu jest inaczej. Według mnie powody są dwa:

1. Świetnie przygotowane kompozycje – pomimo braku ich odkrywczości, nie można się tu nudzić. Właściwie cały czas słucha się tego z zainteresowaniem. Osiągnięcie tego samo w sobie jest bardzo trudnym zadaniem.

2. Brzmienie gitary jest mało charakterystyczne dla tego typu muzyki – wyraźnie słyszalne inspiracje muzyką lat 60’ czy 70’ dodaje albumowi specyficznego uroku.

"Ofensywa" stanowi bez wątpienia wybitny debiut. Krawiec i jego zespół nie tylko udowadniają swoje rzemiosło, ale także świeżość i entuzjazm, z jakim mogą rewitalizować jazzowy kanon. Jest to album, który z pewnością przyciągnie zarówno jazzowych purystów, jak i tych, którzy szukają czegoś nowego w tej tradycyjnie bogatej dziedzinie muzyki. Po prostu nie można przejść obok tego albumu obojętnie.

Z niecierpliwością czekam na kolejną płytę Pawła Krawca. Odnoszę wrażenie, że jest to artysta, który ma jeszcze wiele do powiedzenia na jazzowej scenie.

piątek, 26 kwietnia 2024

Grzegorz Tarwid Trio – "Flowers"

Grzegorz Tarwid Trio 

Grzegorz Tarwid – fortepian
Max Mucha – kontrabas
Albert Karch - perkusja

Tytuł płyty: "Flowers"

Wydawca: Clean Feed Records (2024)

Tekst recenzji: Mateusz Chorążewicz

Choć Grzegorz Tarwid jest już dość rozpoznawalnym muzykiem na polskiej scenie jazzowej, to dopiero teraz doczekał się debiutu wydanego pod swoim szyldem w formacie większym niż solo. Album „Flowers” ukazał się nakładem portugalskiej wytwórni Clean Feed.

Ciekawostką jest fakt, że nagrań dokonano na magnetofonie szpulowym. W jednym z wywiadów lider zespołu mówi, że to dzięki temu płyta brzmi tak niesamowicie. Szczerze mówiąc, ja się tej niesamowitości tutaj nie dosłyszałem. Płyta brzmi bardzo dobrze, nie da się jej właściwie nic zarzucić pod tym kątem, to prawda. Nie bardzo jednak wiem, na czym miałaby polegać ta niesamowitość. Może po prostu tego nie słyszę.

Album otwiera utwór „Baiao B”. Idealnie pasuje on do tego, do czego Grzegorz Tarwid zdążył nas już przyzwyczaić – dużo zabawy rytmem, zmiany nastrojów i modyfikacji ogólnego charakteru muzyki. Słyszalny jest w nim specyficzny dla Tarwida sznyt i sposób prowadzenia frazy. Utwór, choć zróżnicowany i może lekko dziwny konstrukcyjnie, brzmi na swój sposób spójnie.

Osobiście jestem fanem podejścia do kompozycji w utworach takich jak „Oberek”, czy „Barok i Barcelona”. Na sam wierzch wyciągnięto w nich jeden charakterystyczny, kojarzący się z daną stylistką element (w przypadku „Oberka” jest to rytm, a w utworze „Barok i Barcelona” fundamentem jest harmonia). Natomiast to co się dzieje wokół jest, wydawać by się mogło, kompletnie niespójne z motywem zaciągniętym z pierwowzoru. W „Oberku” mamy więc z jednej strony rytmikę charakterystyczną dla naszego tradycyjnego tańca, a z drugiej całkowicie odmienną, momentami wręcz mroczną, melodykę i harmonię, która do charakteru oberka nijak nie pasuje. Z kolei fundamentem „Baroku i Barcelony” jest harmonia kojarząca się właśnie z barokiem, a cała reszta została przetworzona przez muzyków w sposób, który z tym nurtem europejskiej kultury nie ma za wiele wspólnego.

Całe to z pozoru niespójne podejście zostało spięte w całość w tak elegancki i gustowny sposób, że nie ma możliwości, aby przejść obok tych utworów w sposób obojętny. Intrygują i zachęcają do dalszego słuchania praktycznie przez cały czas. Mimo tych teoretycznie niepasujących puzzli, kompozycje zostały ułożone w taki sposób, że nie da się tu mówić o braku koherencji.

Choć Grzegorz Tarwid Trio dopiero debiutuje albumem „Flowers”, słychać tu wysoki poziom dojrzałości muzycznej. O genialnym zgraniu muzyków nie ma co wspominać, bo jest to oczywiste – grają ze sobą nie od wczoraj. Kunszt wykonawczy również nie podlega dyskusji. Brzmienie całości, podejście kompozycyjne, wykonanie, ogólny pomysł – wszystko na swoim miejscu. Generalnie jest to album kompletny.


poniedziałek, 15 kwietnia 2024

Staniecki/Jachna - "Complementary Colors"

Staniecki / Jachna

Maciej Staniecki - gitara, elektronika

Wojciech Jachna - trąbka, efekty

Tytuł płyty: "Complementary Colors"

Wydawca: Requiem Records (2023)

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz


„Complementary Colors” to drugi album duetu Maciej Staniecki (gitara, elektronika) i Wojciech Jachna (trąbka, efekty). Najnowsze dzieło jest dalszym ciągiem eksploracji, które zapoczątkowała płyta „Two Souls” z 2020 roku.

Zarejestrowany materiał jest dość specyficzny – unikalny i przewidywalny zarazem. Z jednej strony, słyszmy tu dźwięki, które są efektem bardzo indywidualnego i nieszablonowego u obu artystów podejścia do muzyki. Z drugiej jednak strony, po każdej zagranej frazie myślimy sobie „no tak, oczywiście że tak, nie można tego było zagrać inaczej”. W czasie odsłuchu doświadczyłem zatem bardzo specyficznego zaburzenia poznawczego – każdy dźwięk pasował mniej więcej do tego, czego się spodziewałem, ale mimo wszystko słuchało się tego w ciągłym napięciu i zainteresowaniu.

Myślę, że to co powyżej nakreśliłem, jest efektem bardzo dojrzałego i świadomego podejścia Stanieckiego i Jachny do tworzonej muzyki. Artyści świetnie zdawali sobie sprawę co chcą stworzyć i udało im się coś, co w przypadku wielu projektów jest nieosiągalne – nieprzewidywalność w swojej oczywistości.

Zachodzi tu jeszcze jedno specyficzne zjawisko. Mianowicie, kreowana przestrzeń muzyczna sprawia jednocześnie wrażenie surowej i bogatej. Jest to coś niezwykle intrygującego i trudnego do osiągnięcia. Za to kłaniam się artystom w pas.

Cechą charakterystyczną jest tu właściwie kompletny brak popisów indywidualnych. Muzycy bardzo dużo wzajemnie się słuchają. Skupieni są na celu jakim jest tworzenie muzyki samej w sobie, a nie na błyśnięciu szybkim i trudnym technicznie solo.

Osobiście staję się coraz większym fanem aksamitnego brzmienia trąbki Wojciecha Jachny. Sound ten niemal idealnie pasuje do charakteru albumu – spokojnego, w pełni skupionego „malowania” dźwiękami (do czego zresztą bardzo dobrze pasuje tytuł albumu). Warto zwrócić uwagę, że na „Complementary Colors” raczej nie uświadczymy harmonii w klasycznym tego słowa znaczeniu. Akordy właściwie tu nie występują. Na ogół kręcimy się wokół jakiegoś centrum tonalnego, ale poza nielicznymi wyjątkami, typowych progresji akordowych tu nie spotkamy. 

Za taki wyjątek można uznać utwór „Fearless”, który został także singlem promującym płytę. Swoim charakterem wyraźnie odbiega on od całej reszty muzyki. Jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić, to właściwie tylko do tego jednego elementu – brak spójności singla promującego z resztą albumu.

Na ten moment płyty nie znajdziemy na znanych platformach streamingowych. Wprawdzie można jej posłuchać na Bandcampie, ale rekomenduję każdemu zaopatrzenie się w fizyczny egzemplarz. Okładka może nie jest najpiękniejsza, ale muzyka zawarta na krążku absolutnie warta jest tego niewielkiego zachodu.


środa, 10 kwietnia 2024

The Bartenders - "Skankin' to the Jazz"

The Bartenders 

Witold Haliniak – puzon, wokal
Piotr Jaros – saksofony tenorowy & barytonowy
Jakub Kaczmarek – lead wokal
Marcin Kobus – trąbka
Andrzej Mikulski – fortepian, Fender Rhodes
Jacek Orłow – bębny
Jakub Pajewski – gitara
Janusz Rutkowski – gitara basowa
Dawid Somló – perkusjonalia, wokal
Márton „Hunart” Gracza – rap, wokal

"Skankin' to the Jazz"

Wydawca: For Tune (2022)

Autor recenzji: Mateusz Chorążewicz


Po sobotniej porannej kawce naszła mnie ochota na analityczny kontakt z muzyką. Wybór padł na najnowsze dzieło zespołu The Bartenders – „Skankin' To The Jazz”. Za oknem słońce, humor miałem dobry, nastawiony byłem pozytywnie. Niestety, już gdzieś w połowie odsłuchu cały entuzjazm bezpowrotnie ze mnie wyparował.

Zespół istnieje od 2006 roku i w ciągu tych już prawie dwóch dekad wypracował bardzo specyficzny styl (czy raczej brak jednoznacznej stylistyki muzycznej). Album otwiera dość intrygujący utwór „Itashita”, który jest dobrym przejawem tego stylistycznego miksu. Mamy tu elementy jazzu, ska, bossy, funku i jeszcze kilku innych gatunków muzycznych. Mieszanka ta, choć do pewnego stopnia intrygująca, brzmi jednak dość chaotycznie. W istocie, czułem jakbym słuchał kilku krótkich, oderwanych od siebie utworów, a nie jednego długiego.

Pomimo tego wstępnego zaciekawienia, cały czar pryska już w kolejnym numerze, który jest po prosty zwykły, piosenkowy, mało interesujący. Cały ten muzyczny sznyt jest kontynuowany w kolejnych piosenkach.

Prawdę mówiąc, elementów jazzu za wiele tu nie słyszę. Sporo dobrego jest w pierwszym numerze, trochę w piątym. Natomiast poza tymi nielicznymi momentami można uznać, że płyta jest głównie „piosenkarska” z nastawieniem na przyjemną, chwilową rozrywkę bez szczególnego zagłębiania się w muzykę.

W teorii pewnym plusem jest obecność języka polskiego, który zawsze miło słyszeć w tego typu repertuarze. Problem jednak polega na tym, że nie cała płyta została okraszona językiem polskim. Mamy choćby tytułowy utwór „Skankin' to the Jazz” w całości po angielsku. Tego typu zabiegi tylko wzmacniają efekt braku spójności i muzyczny chaos.

Generalnie jest tu bardzo dużo zaaranżowanych partii. Nie ma w tym co do zasady nic złego, ale problem w tym, że aranżom wiele brakuje do wybitności. Stosowane riffy na ogół są lekko infantylne, dość przewidywalne. Na dokładkę, przez zdecydowaną większość czasu słyszymy zwykłą, mało porywającą harmonię (za wyjątkiem pierwszego i fragmentarycznie piątego numeru). Właściwie na całej płycie jest mało wspólnego grania w czasie solówek. Są one przez to po prostu trochę nudne, brzmią jakby były dogrywane do podkładu i pewnie tak właśnie było. Muzyka jest pozbawiona tego, co dla mnie w jazzie jest chyba najistotniejsze – wspólnego, spontanicznego tworzenia warstwy muzycznej i wzajemnego reagowania na siebie muzyków. Na „Skankin' to the Jazz” wyszedł taki trochę „ska-jazz”, czy „reggae-jazz” bez jaja.

Płytę tę dobrze obrazuje utwór „Miło”, w którym słyszymy „chcę, żeby po prostu było miło”. Dokładnie taki jest cały ten album – jest po prostu miło i nic więcej. Wprawdzie muzycy sami przyznają, że nagrali album z pozytywną muzyką, ale dla mnie to stanowczo za mało. Artyści twierdzą, że zarejestrowany materiał to z pozoru prosta jamajska muzyka do zabawy, ale inkrustowana tu i tam jazzową nieoczywistością. Tej rzekomej jazzowej nieoczywistości słyszę niewiele. A nawet jeśli miałbym się na siłę tego doszukiwać, to nie są to próby najwyższych lotów. Jeśli tą cząstką jazzu ma być zastosowanie kilku akordów z septymą czy zagranie paru solówek, to ja tego nie kupuję.

Na domiar złego, w jednym z wywiadów możemy przeczytać: „Wychodzimy do jazzowej publiczności, żeby im pokazać że oba gatunki świetnie się miksują”. Hm, no nie wiem. Gdzie indziej może i dobrze się miksują, ale na „Skankin' to the Jazz” niezbyt.

Muzycy chlubią się również tym, że zespół działa w sposób demokratyczny. Możliwe, że stąd wynika stylistyczny miszmasz. Każdy chce włożyć swoje trzy grosze i efekt jest chaotyczny. Gdy zmieszamy ze sobą kilka dowolnych kolorów plasteliny, na końcu zawsze wyjdzie nam szary. Choćbyśmy nie wiem jak się starali, żeby było inaczej.

Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem po co powstają takie płyty. Nadaje się to może na juwenaliowe koncerty czy festiwal reggae w Ostródzie (w istocie album ten stoi na dużo wyższym poziomie niż większość polskiej sceny ska czy reggae), ale swój czas poświęcony na tę płytę uznaję za stracony.

Choć jest jeszcze jedno pozytywne zastosowanie najnowszego dzieła zespołu The Bartenders. Przy pierwszym odsłuchu moim celem było całkowite skupienie na muzyce. Skończyło się jednak tym, że po jakichś dwudziestu-kilku minutach zacząłem sprzątać dom. Muzyka „Skankin' to the Jazz” skłoniła mnie do tego szybciej i skuteczniej niż żona. Zatem po „jazzie samochodowym” mamy także „jazz do sprzątania”. W tej drugiej kategorii jest murowany kandydat. Proponuję wprowadzić je na najbliższych Fryderykach bądź ankiecie Jazz Forum.

Zobacz też: