Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołębiewski Adam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gołębiewski Adam. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 listopada 2023

Adam Gołębiewski/Witold Oleszak - "Unisex"

Adam Gołębiewski/Witold Oleszak

Adam Gołębiewski – perkusja, perkusjonalia
Witold Oleszak – preparowany fortepian

"Unisex"

Wydawca: Antenna Non Grata (2023)

Tekst: Jędrzej Janicki

W moim ulubionym uniwersum, czyli w świecie kolarskiego peletonu, istnieje takie urocze określenie jak „iść w trupa”. Znaczy to, ni mniej, ni więcej, tylko konieczność wypruwania sobie flaków, tak jak gdyby nie było jutra, podczas jakiegoś wizualnie już nawet przerażającego podjazdu. W tego typu artystycznego trupa idzie również duet Oleszak/Gołębiewski na swoim wspólnym nagraniu Unisex.

Oleszak (fortepian) na całym nagraniu jest nieco bardziej zachowawczy, wszak nie każda jego fraza wrzyna się w mózg niczym wiertło dentystycznego narzędzia tortur. Czasami jest jak głos rozsądku podczas jakiejś ostatecznej imprezy dla swojego szalonego kumpla Gołębiewskiego (perkusjonalia), któremu na ucho mówi: „ej, może trochę odpuścimy?”. Szybko jednak tonuje swoje zdroworozsądkowe zapędy i dołącza do frenetycznej i intensywnej galopady poszukiwań struktur skrajnie nieoczywistych. Ta płyta jest bardzo przemocowa, ale pamiętajmy, że świat sztuki to chyba jedyna przestrzeń aktywności człowieka, w której istnieje pewnego rodzaju licencja na przemoc – oczywiście wyłącznie na poziomie zastosowanych środków wyrazu.

Unisex to skok w ciemność, bez żadnych zabezpieczeń, hamulców i tego typu środków ostrożności. Panowie, jesteście po prostu wielcy w swojej odwadze i wyobraźni!

sobota, 18 lutego 2017

Fred Lonberg-Holm/Adam Gołębiewski - Relephant (2016)

Fred Lonberg-Holm/Adam Gołębiewski

Fred Lonberg-Holm – cello, electronics
Adam Gołębiewski – drums, cymbals, objects

Relephant

BOCIAN 2016


By Piotr Strzemieczny

Czy to jazz, czy muzyka w pełni eksperymentalna powstała na bazie obróbki dźwięków, cięć, zgrzytów, przesterów i stosowania przeróżnych efektów? Instumentarium Fred Lonberg-Holm i Adam Gołębiewski mają proste – perkusja, obiekty, wiolonczela i elektroniczne gadżety. Obaj artyści mogliby swoim doświadczeniem spokojnie wypełnić niejedną salę koncertową (i nie chodzi mi tutaj o klubokawiarnie czy offowe kluby), obaj już ze sobą współpracowali – razem i w osobnych projektach. Materiał na "Relephant" powstał podczas ich wspólnego gigu w Poznaniu w 2013 roku w Dragonie, liczy raptem cztery kawałki, ale jakościowo jakby upchali na płycie pozycji przynajmniej dziesięć.

Na płycie artyści podejmują bardzo luźny, ale wciągający dialog, który, jak mogłoby się wydawać na początku, idzie obok siebie. Adam Gołębiewski to jeden z ciekawszych perkusistów w kraju, a to, co wyprawia przy zestawie, niekiedy przechodzi ludzkie pojęcie. Pokazywał to podczas koncertów solowych, z Robertem Piernikowskim, Thurstonem Moore’em czy właśnie Fredem Lonberg-Holmem. Sam wiolonczelista w 2015 roku nakładem Bocian Records wydał świetny album "Resistance", na którym zgiełk przesterowanej wiolonczeli mieszał się z rozpoznawalnym i nie do podrobienia stylem gry Kena Vandermarka na saksofonie. To była bardzo dobra płyta, która wciągała i zmuszała do repetycji materiału.

Nie inaczej jest z "Relephant", która swoje przeleżała, zresztą miała się ukazać odrobinę wcześniej. Ale dobrze, że było opóźnienie, bo natłok płyt improwizowanych w ubiegłym roku był spory, a do "Relephant" należy podejść kilkukrotnie. Na pierwszy rzut ucha to zgiełk, noise buchający pełną parą z każdego utworu, ale szaleńcze męczenie instrumentów, sprawdzanie ich wytrzymałości i doprowadzanie do niemal ekstremalnych momentów sprawia, że tworzące się finalnie melodie budują spójną, intensywną całość, coś jak dźwiękowe "Opowieści z krypty", z tym że ciekawsze, mroczniejsze i budujące prawdziwą atmosferę grozy. Grozy i dla uszu, i dla nerwów. Impro miesza się z punkiem, a wszystko spina performatywna klamra.

Duet realia poznańskiego koncertu przeniósł na płytę, co potęguje doznania, budując narrację pełną trzasków, pojękiwań, pisków, ciężkich do zidentyfikowania odgłosów. Bo jakich obiektów użył Adam Gołębiewski w danym momencie? Jak swoją wiolonczelę modyfikował Fred Lonberg-Holm? Jakie to były efekty dokładnie? Uderzenia o blachy, powtórzenia, szuranie pałeczkami, piłowanie smykiem strun, rozkręcenie przesterów, nagromadzenie doznań towarzyszy samym instrumentom, emocje piętrzą się w słuchaczach z każdym dźwiękiem. Czy to łatwa płyta? Nie, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo, miło i przyjemnie, choć tak naprawdę "Relephant" to klarowne wydawnictwo, jeśli myśli się w kategoriach hałasu i faktur ciętych, gęstych, najeżonych i drapiących.

czwartek, 3 września 2015

Adam Gołębiewski - Pool North (2015)

Adam Gołębiewski

Adam Gołębiewski - drumset, objects

Pool North

LA005





By Bartosz Nowicki

Występ Adama Gołębiewskiego w ramach tegorocznego LDZ Music Festival był bez wątpienia najbardziej wyrazistym punktem programu. Okazuje się, że również w kameralnych warunkach odsłuchowych muzyka perkusisty - improwizatora niesie ze sobą feerie dźwiękowych doznań. Płyta "Pool North" ekspresję muzycznego performance'u oswaja do formy akustycznego słuchowiska.

Usadowiając się w pierwszym kręgu publiczności, podczas występu Gołębiewskiego w łódzkim Bajkonurze nie przypuszczałem, że za chwilę stanę się pierwszą ofiarą dźwiękowego gwałtu, którego z pełną premedytacją dopuścił się artysta. Gwałtu zbiorowego, dokonanego zarówno na zgromadzonym audytorium, jak i na perkusji. Mojej świadomości, ukołysanej mistycznym setem Pawła Szamburskiego, nie zaalarmowało spostrzeżenie, że do zestawu perkusyjnego, który szybko wyrósł na środku parkietu, nie został przypisany choćby jeden mikrofon. Pierwsze minuty spektaklu nie pozostawiły wątpliwości, że oto rozpoczęła się istna orgia hałasów, w trakcie której miałem wrażenie, ze moje uszy krwawią rozdzierane brutalnością dźwięku. Uczuciu temu towarzyszyło mimowolne kulenie się przed sonicznym naporem, którego natężenie daleko przekraczało wszelkie granice higieny słuchania. Momentami czułem się jak pies Pawłowa, który zamiast snopem światła, tresowany jest salwą perkusyjnej detonacji. Przerażenie mieszało się z ekscytacją.

Słowo spektakl, w przypadku występu Gołębiewskiego wydaje się być określeniem najbardziej adekwatnym, bowiem dźwiękowej intensywności towarzyszył widowiskowy obrazek perkusisty uwijającego się w szaleństwie improwizacji, prezentującego kolejne, zaskakujące metody preparacji instrumentu. W arsenale artysty znalazły się plastikowe widelce, bambusowa mata do sushi, blaszane termosy, zmaltretowane talerze perkusyjne przypominające kształtem kapelusz Włóczykija, oraz inne bliżej niezidentyfikowane suweniry. Wszystkie one w rękach Gołębiewskiego rozlatywały się, łamały i deformowały pod wpływem brutalnego pocierania o naciąg werbla. Już sam widok talerza drapiącego werbel mógł wzbudzić cierpienie, zaś dźwięki, które wydobywały, stanowiły świetną tego cierpienia ilustrację. Inną równie brutalną metodą było umieszczanie talerzy warstwowo na sobie w celu wzmocnienia metalicznego brzmienia. Efektem ultra szybkich i mocnych uderzeń była oblepiająca ściana akustycznego noise'u, przeszywająca na wskroś pofabryczne przestrzenie klubu. Co ciekawe Gołębiewskiemu, być może nieświadomie, udało się nawiązać relację z historią miejsca, w którym występował. Grube ceglane ściany byłej przędzalni Widzewskiej Manufaktury w czasach jej świetności pochłaniały porównywalne natężenia hałasu, generowanego przez setki przędzarek, zgrzeblarek i krosen. Artysta adekwatnie odpowiedział na ten zaklęty w murach historyczny zgiełk. 

Odsłuch płyty "Pool North", której wątki były wyraźnie rozpoznawalne podczas występu Gołebiewskiego na LDZ, mimo iż pozbawiony intensywności koncertowych doznań, wcale nie ujmuje tej muzyce treści i mocy oddziaływania. Zmienia jedynie postrzeganie z emocjonalnego na bardziej intelektualne, w trakcie którego dzięki świetnej selektywność nagrania (tutaj należą się brawa dla nieocenionego Michała Kupicza odpowiedzialnego za miks i mastering) mamy dostęp do drugich planów i detali. Kompozycje znajdujące się na płycie zostały skrupulatnie wyselekcjonowane z zapisów improwizacyjnych sesji perkusisty, tak aby ukazać sonorystyczną różnorodność jego eksperymentów. Mamy tu zatem perkusję jako instrument harmoniczny, generujący niskie przeciągłe burdony, oraz gęste zewowe pomruki o ambientowych inklinacjach ("Straight Mute"), przywołujące na myśl motywy z nagrań toruńskiego Hati. Najwierniej oddającym intensywność koncertowego wcielenia perkusisty jest oparta na akustycznych przesterach kompozycja "Half Blame", będąca emanacją industrialnego zgiełku. Z kolei bliższe klasycznemu, dynamicznemu wykorzystaniu instrumentu są "Decay", i "Left Hand Shake" przybierające charakter free-jazzowego solo, jakie możemy usłyszeć choćby w wykonaniach Kuby Suchara. Skupiając się na wydobywaniu nasyconych chropowatością faktur ("Ellington Tradition", "Manner And Timbre") Gołębiewski osiąga artykulację bliską tej, jaką przy użyciu kontrabasu uzyskuje Jacek Mazurkiewicz, tworząc swoje pełne dramaturgi, elektroakustyczne formy. Całokształtu tej różnorodności dopełnia wieńczący płytę utwór "Glass Of Seawater", sugerujący orientalne inspiracje japońską muzyką dworską gagaku.

Muzyka Adama Gołębiewskiego, która w warunkach koncertowych ogłusza i atakuje odbiorców, oszałamiając masywnością i dostojnością hałasu, w warunkach studyjnych ukazuje swoje skrywane wnętrze. Pozwala dostrzec rozpiętość możliwości preparacyjnych drzemiących w instrumencie, zadziwiając bogactwem barw, faktur i technik, jakimi posługuje się muzyk. W rezultacie dopełnia to obrazu twórcy w pełni świadomie posługującego się swoim warsztatem. Jednocześnie mamy do czynienia z godną kontynuacją cyklu sonorystycznych solowych eksploracji, zainaugurowanych w ubiegłym roku świetnymi płytami Szamburskiego, Zemlera, Mazurkiewicza czy Szuszkiewicza.

sobota, 1 września 2012

Melech / Lonberg-Holm / Oleszak / Golebiewski – Divided By 4 (Multikulti, 2012)

Melech / Lonberg-Holm / Oleszak / Golebiewski

Piotr Mełech - clarinet, bass clarinet
Fred Lonberg-Holm - cello
Witold Oleszak - piano
Adam Gołębiewski - drums, cymbals, objects

Divided By 4 (Multikulti, 2012)

This is the debut album by Improvised Music quartet comprising of three Polish musicians: clarinetist Piotr Melech, pianist Witold Oleszak and drummer Adam olebiewski, who are joined by US cellist Fred Lonberg-Holm. The album was recorded in one day, as appropriate for this kind of music, and the nine consecutively numbered improvisations are separated into the album's nine tracks. All music is co-credited to the four musicians.

Spontaneously improvised music, as the one presented here, has a very limited appeal to most music listeners and is usually considered as part of the "wild" avant-garde, inhibiting the extreme margins of the Jazz scene. Therefore the Polish Avant-Garde / Improvised Music scene, which is experiencing a remarkable Renaissance in the last decade, is an amazing phenomenon. Recordings, concerts, festivals and other activities, which happen in several cities across Poland, manage to draw listeners and enthusiasts from the native Poland, from all over Europe and even from across the pond. There is no logical explanation to the above, but the facts speak for themselves. Perhaps it is the longing for Freedom, which has always been a very "Polish" characteristic, emphasized by hundreds of years of political enslavement, created the proper intellectual ground in the Polish Culture to pursue Freedom, wherever possible?

The greatest problem with Improvised Music is the fact that is can transform in an instant from a cultural dialogue to an orgy, from a coherent sound structure into cacophony. The limits and boundaries are thin and flexible, and they probably differ from listener to listener. Therefore whatever makes sense to one listener can be completely confusing to another one. The only way to treat an album like this one is therefore to listen to it and decide for oneself.

Personally the most important factor in making Improvised Music recordings is the very fact they are made at all. Such recordings are obviously completely non-commercial (anti-commercial?) and there is no money to be made from them and therefore documenting the fact that such music was made becomes the only reason for them to be made at all. That and of course the intellectual pleasure of hearing four individuals communicating non-verbally on a "higher plane", if that is you "cup of tea".

Improvised Music fanatics will find this extremely interesting, most other will find it unlistenable, but who cares about the "most" anyway. The majority is always wrong ;)

By Adam Baruch
http://www.adambaruch.com/



Tracklisting:
1. Improvisation One [7:52]
2. Improvisation Two [7:53]
3. Improvisation Three [4:59]
4. Impovisation Four [5:35]
5. Improvisation Five [7:58]
6. Improvisation Six [5:16]
7. Improvisation Seven [9:02]
8. Improvisation Eight [4:40]
9. Improvisation Nine [6:57]

Zobacz też: