Wednesday, March 31, 2021

Tajne Koncerty: Mikołaj Trzaska i Ślina w Tajnych Kompletach

Tajne Komplety, Wrocław, 07.04, godz. 20.00

Bilety:
18.03 do 31.03 - 12 zł
01.04.2021 do 6.04.2021 - 18 zł
07.04.2021 - 22 zł

Razem z Ośrodkiem Działań Artystycznych Firlej zapraszamy na wspólny koncert Mikołaja Trzaski z wrocławskim kwartetem Ślina. Transmisja tego niecodziennego spotkania za pośrednictwem strony Tajne Koncerty. Co trzeba zrobić? Zaloguj się do serwisu Tajne Koncerty, kup bilet, na podany adres e-mail dostaniesz bilet oraz informację do streamingu. Jeżeli mail nie dotrze, sprawdź folder spam, oferty, społeczność itd. W razie trudności zadzwoń do nas (71 714 23 80 lub napisz na nasze fb: tajne koncerty).

Mikołaj Trzaska

Saksofonista, klarnecista basowy, kompozytor muzyki filmowej, studiował sztuki piękne. Wyrósł na gruncie yassu - artystyczno-społecznego ruchu, który na przełomie lat 80. i 90. zbuntował się przeciw skostnieniu krajowego jazzowego środowiska. Trzaska był współzałożycielem najważniejszej formacji yassu - legendarnej Miłości oraz autorskiego Łoskotu. Choć impet yassu wygasł wiele lat temu, stał się członkiem wielkiej, światowej rodziny muzyków awangardowych, a także czołową postacią krajowej sceny improwizowanej. Po okresie yassowym, nagrał kilka skupionych i wyciszonych płyt z braćmi Oleś. Akompaniował także poetom - Świetlickiemu i Andruchowyczowi, tworzył projekty muzyczno-literackie z Andrzejem Stasiukiem. 

Dziś jest liderem kwartetu klarnetowego IRCHA, międzynarodowego tria Volumen, Riverloam oraz kwartetu Inner Ear. Jest członkiem grupy Shofar - wykonującej zaangażowaną muzykę żydowską. Przede wszystkim jednak realizuje się na gruncie radykalnego jazzu, współpracując z tuzami światowej sceny swobodnej improwizacji, takimi jak: Peter Brötzmann, Joe McPhee, Ken Vandermark, Steve Swell, Peter Ole Jorgensen, Per-Ake Holmlander, Peter Friis Nielsen, Michael Zerang, Mark Sanders, Johnem Tchicai, Lester Bowie, Tomasz Stańko. Ostatnio stał się również uznanym kompozytorem muzyki filmowej, na stałe współpracuje m.in. z Wojciechem Smarzowskim. Stworzył muzykę do filmów: Dom Zły, Róża, Pod Mocnym Aniołem, Drogówka, Wołyń i Kler, Razem z żoną Aleksandrą prowadzi wydawnictwo Kilogram Records.

Ślina

Matylda Gerber - saksofony
Filip Zakrzewski - gitara
Mikołaj Nowicki - kontrabas, elektronika
Stanisław Olek - perkusja

Wrocławski kwartet grający muzykę improwizowaną, z podejściem nieskrępowanym żadnymi ramami gatunkowymi. Słuchacz znajdzie tu elementy ambientu, groove, jazz, psychodelę, a nawet post-punk czy drone. W 2019 roku zadebiutowali albumem "36’28", wydanym nakładem Kilogram Records. W 2021 roku wracają z kolejnym albumem - "42’00", który powstał z gościnnym udziałem Michała Skrzypczyńskiego na syntezatorach, a w kwietniu ukaże się nakładem wytwórni Gusstaff Records.

Tuesday, March 30, 2021

Christoph Beck - Tartaros (2019)

Christoph Beck

Christoph Beck - tenor saxophone, bass clarinet
Patrick Bebelaar -piano
Bodek Janke - drums, tabla

Tartaros

DML 038



By Adam Baruch

This is the third album as a leader by young German saxophonist / composer Christoph Beck, recorded in a trio setting with pianist Patrick Bebelaar and Polish (resident in Berlin) drummer Bodek Janke. The album presents twelve original compositions, all by Beck.

The music is mostly melody based and offers a wide and diverse range of moods and tempi, presenting a highly skilled compositional ability, rather than sketchy themes, which often serve as basis for Jazz improvisations. It offers a lot of space and freedom, venturing into pretty Free Form passages, but remains well-structured and harmonically sound at all times.

The bass-less trio handles the music brilliantly, with Beck alternating between tenor saxophone and bass clarinet, Bebelaar playing superbly and handling the job of providing not only harmony but adding excellent soloing and a bass layer, and finally Janke, who cements the music together and pushes it forward with his robust and highly imaginative percussive work. The album holds a lot wonderful surprises, like the tabla parts played by Janke or the superb bass clarinet parts, which are deeply emotional and atmospheric. All this offers a truly delightful musical journey, which happens rather rarely, and is definitely worth embracing.

I admit of not being aware of Beck’s work earlier (my loss of course) and this album comes as a revelation of his abilities and talents. I’ll have to dig out his earlier work as it definitely seems worthwhile, now that I have discovered him. Overall this is a beautiful piece of music, from start to finish, which shows how inventive, artistic and sophisticated European Jazz can be at its best. Beck is definitely a musician worth following and the album highly recommended to all Jazz lovers around the world!

Sunday, March 28, 2021

Wokół Huapango Nights - wywiad z Eduardo Bortolottim, część 1


By Alek Jastrzębski

Płyta "Huapango Nights" to debiut fonograficzny Eduardo Bortolottiego, skrzypka jazzowego meksykańskiego pochodzenia. Album, w swojej nazwie nawiązujący do ludowego gatunku muzycznego, podsumowuje jego ośmioletni pobyt w Polsce i jest połączeniem zaplecza folklorystycznego z brzmieniem jazzowym. Wydawnictwo miało swoją oficjalną premierę w dniu 11.12.2020 r.

Początkowo, jeszcze w Meksyku, studiowałeś skrzypce klasyczne. Kiedy i w jaki sposób zainteresowałeś się jazzem?

Tak, w Meksyku studiowałem klasykę, ale również grałem na gitarze elektrycznej i miałem tam zespół rockowy. To właśnie w nim zacząłem używać skrzypiec, rozwijając także grę poprzez stosowanie różnych efektów gitarowych. Lubiłem grać numery w stylu Santany, AC/DC czy Guns'N'Roses. Z czasem uznałem, że grając muzykę rozrywkową mogę stosować więcej środków na skrzypcach, chociażby takich jak technika chop, której w Stanach używa się przede wszystkim w muzyce folk czy bluegrass. Uczyłem się tej techniki oraz interesowałem się tym gatunkiem, ale nie na tyle, by zagłębić się w nim całym sobą. Dał mi natomiast szerszą perspektywę dotyczącą różnych stylów i otworzył mi oczy na inne gatunki rozrywkowe, jak np. gypsy jazz/jazz manouche.

Zaintrygowałeś mnie tą gitarą elektryczną. Co skłoniło Cię do zastosowania skrzypiec w zespole rockowym i używania do nich efektów gitarowych?

Szczerze? Na początku skrzypce zawsze traktowałem jako drugi instrument. Chyba dlatego, że żeby uczyć się w konserwatorium, trzeba było wybrać jakiś instrument "klasyczny". Chodziłem więc na skrzypce, ale w domu ćwiczyłem przede wszystkim na gitarze. Dopiero, kiedy dowiedziałem się o istnieniu takiego sprzętu jak "pick-up" do skrzypiec, kupiłem jeden i wtedy z czystej ciekawości zacząłem eksperymentować ze swoimi efektami. Później udało mi się znaleźć brzmienie, które byłoby ciekawe do pokazania w zespole i poza nim. Przystawka nie pomagała samemu brzmieniu, ale ogólnie wystarczyło to do zabawy i grania z przesterem solówek. Z czasem znalazłem nagrania innych skrzypków, takich jak Tracy Silverman czy Ed Howe, robiących loopy z delayami i z techniką chop. Myślę, że to najbardziej wpłynęło na wybór używanych przeze mnie efektów. Ostatecznie skończyło się na lekcjach online z Tracy Silvermanem, który tłumaczył mi, jak zabrzmieć jak "gitara elektryczna" przez inne vibrato i smyczkowanie.

W jednym z wywiadów z 2019 roku wspomniałeś, że po raz pierwszy odwiedziłeś Polskę podczas europejskiej trasy z zespołem ludowym, grającym muzykę meksykańską, i spodobało Ci się wtedy u nas. Co konkretnie sprawiło, że spośród różnych krajów europejskich, odwiedzonych podczas tamtej trasy, zainteresowałeś się szczególnie Polską i to na tyle, że postanowiłeś tu kontynuować swoją muzyczną edukację?

Grając muzykę ludową miałem okazję wyjechać w dwie trasy koncertowe - pierwsza w 2011 roku właśnie do Polski, gdzie spędziliśmy miesiąc w różnych częściach kraju. Poznałem wtedy dużo interesujących muzyków i już na kolejnych festiwalach w innych częściach świata, zawsze łatwiej było mi dogadać się z polskimi artystami. Więc na pewno zadziałał tu mocno czynnik ludzki - po prostu bardzo dobrze odnajdywałem się w polskim towarzystwie. Dodatkowo moi polscy znajomi wspominali też dużo o skrzypkach jazzowych, o których wcześniej nie słyszałem, jak Zbigniew Seifert albo grupa Atom String Quartet. Ziarno zostało zasiane i po powrocie do Meksyku słuchałem już tylko polskiego jazzu (nie tylko skrzypków) i wiedziałem, że to jest to. Zauważyłem, że w Polsce poziom skrzypiec jazzowych jest bardzo wysoki i spodobało mi się to, że niekoniecznie był to "standardowy" jazz jak w innych krajach, gdzie muzycy tendencyjnie wpadają w typowe granie manouche.


W tym samym wywiadzie powiedziałeś, że muzyka klasyczna nie jest Ci zbyt bliska, choć do rozwoju warsztatu i ćwiczeń nadaje się świetnie. Czy z tym podejściem rozpocząłeś swoją edukację skrzypka klasycznego, czy zrodziło się ono dopiero w trakcie nauki? 

Początkowo podobało mi się ćwiczenie takiej muzyki i oczywiście myślałem, żeby zostać muzykiem klasycznym. Ale z drugiej strony tam zawsze brakowało mi takiej specyficznej swobody, którą z kolei odnajdywałem w graniu muzyki rozrywkowej. Chciałem nieco porzucić tę skonkretyzowaną perspektywę klasycznego grania i przede wszystkim ćwiczenia, ale z czasem zrozumiałem, że jeżeli chce się dobrze grać na instrumencie, to od tego kontekstu nie da się uciec na stałe, a przecież skrzypce mają mocno zakorzenioną tradycję gry w klasyce. Mój pierwszy nauczyciel jazzu, Henryk Gembalski, zawsze powtarzał: "Żeby umiejętnie grać jazz na skrzypcach, trzeba dobrze grać na nich samych". Więc w ten sposób podczas studiów u wspomnianego Henryka Gembalskiego oraz u Marcina Hałata zrozumiałem, że "klasyczna edukacja" jak najbardziej przyda mi się do dalszego rozwoju pod względem technicznym, ale też kreatywnym.

Podczas solowych występów korzystasz z loopera - co Cię zainspirowało do pójścia w tym kierunku? Zwłaszcza że "Huapango Nights" nagrałeś jednak z zespołem.

Granie z looperem rozpocząłem chyba w 2010 roku, kiedy przestałem grać w zespole rockowym, a z kolei funkcjonowanie w orkiestrze czy kwartecie nie do końca mnie satysfakcjonowało, bo nie mogłem grać stricte po swojemu. Kupiłem więc looper, o którym dowiedziałem się kilka lat wcześniej na koncercie legendarnego Steve'a Vaia. Chociaż największy wpływ w tym temacie wywarł na mnie koncert wiolonczelistki Zoë Keating. Było dla mnie niesamowite, że instrument melodyczny może niejako "wystąpić" sam i zabrzmieć jak cały zespół. Loopera używałem przede wszystkim do ćwiczeń, bo podkłady nie zawsze były dostępne i nie było jeszcze specjalnych aplikacji na telefony. A projekt solowy powstał w zasadzie sam, bo z czasem zacząłem komponować i aranżować na skrzypce solo. Poza tym w Polsce początkowo nie miałem zespołu i siłą rzeczy było mi łatwiej znaleźć budżet na koncerty solowe. Natomiast finalnie zawsze wolałem grać jednak z innymi muzykami ze względu na interakcję i kiedy tylko miałem możliwość, skupiałem się na większym projekcie zespołowym.

Wspomniałeś o gitarzyście Stevie Vaiu i od razu przyszła mi do głowy jego płyta koncertowa "Where The Wild Things Are", na której oprócz zespołu towarzyszyło mu dwoje skrzypków: Alex DePue i Ann Marie Calhoun. Nie kusiło Cię wymieszanie jazzu z rockiem? 

Alex DePue definitywnie do tego kusi! To świetny skrzypek. Grałem jego aranżacje na skrzypce solo - mieszanka piosenek rock i pop - zwłaszcza na początku, w tym okresie przejściowym z klasyki. Pamiętam, że były też modne aranżacje Adam’a DeGraff’a. Myślę, że jest już sporo bardzo dobrych skrzypków crossoverowych, ale obecnie osobiście nie utożsamiam się z tym sposobem grania. Odpowiadając jednak konkretniej, chętnie uczestniczyłbym w takim projekcie jazz fusion-rock. Zawsze lubiłem granie Jerry'ego Goodmana albo Jeana Luca Ponty'ego w Mahavishnu Orchestra. Nie wiem, czy sam stworzyłbym taki projekt, ale chętnie grałbym jako sideman.


Saturday, March 27, 2021

Rdza - Panoptikum (2020)

Rdza

Martyna Liliana Kabulska- violin
Anna Jędrzejewska - piano
Jarosław Majewski - bass
Jacek Buhl - drums, percussion

Panoptikum

MZM 14


By Adam Baruch

This is the second album by Polish Improvised Music duo Rdza, comprising of bassist Jarosław Majewski and drummer Jacek Buhl. For this album they added pianist Anna Jędrzejewska and violinist Martyna Liliana Kabulska. The album presents ten original spontaneous compositions co-credited to all four participants. The music was recorded in a Palace, which hosts a collection of old pianos, three of which were used on this recording.

The music is much more intimate and concise this time than the almost Big Band sound of the debut, and as such much less surprising or outstanding. It is a typical Improvising Music meeting, based on the exchange of ideas developing on the fly, which might be exciting while it happens but don’t necessarily manages to transform all that excitement on record. This said, there are plenty of interesting moments herein and hardcore Improvising Music enthusiasts will surely love this music to bits, but it probably does not penetrate far beyond that specific audience.

Buhl is an extraordinary drummer with highly developed imagination and technique and it is always a pleasure to listen to him playing. Majewski also plays some great bass passages, and his pulsations drive the music forward, during the moments when the music offers a specific direction. The pianos sound interesting but I wonder how many listeners are able to distinguish this early 19th piano sound from any other.

The music is mostly very hesitant, delicate and contemplative and offers almost as much silent moments as sounds, which has a soothing effect contrasting the actual notes played by the performers. It does fluctuate periodically between quiet passages and more intense interactions, but avoids fierce climaxes.

Overall this is somewhat typical Improvised Music recording, which offers a challenge even to experienced Avant-Garde connoisseurs, and demands patience and open-mindedness, which sadly not many listeners these days are ready to invest. I had a blast listening to this music, but I might be pretty lonely in that position.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...