Muzycy: Jan Smoczyński – syntezatory, elektronika Łukasz Poprawski – saksofon Michał Miśkiewicz – perkusja gościnnie: Zuzanna Malisz na barabanie i zakrzyki
Tytuł płyty: "Fryderyk"
Wydawca: Tokarnia Music Production (2025)
Realizacja: Jan Smoczyński (Studio Tokarnia)
Autor tekstu: Mariusz Olczyk [MO]
To nie jest pierwsza próba.
Muzyka Fryderyka Chopina od dawna krąży w jazzie, ale rzadko bywa traktowana w ten sposób. Sięgali po nią Mieczysław Kosz, Andrzej Jagodziński, Leszek Możdżer czy Adam Makowicz. Najczęściej punktem wyjścia był fortepian i czytelna relacja z oryginałem.
Projekt LIS – „Fryderyk” zaczyna się gdzie indziej.
No i mamy ten długo wyczekiwany krążek, zarazem dopiero drugi autorski, w 25-letniej karierze Jacka Namysłowskiego. Ale niewykluczone, że na następne czekać już nie bedziemy tak długo, bo ostatnio kariera Jacka jakby przyspieszyła. Na przykład w zeszłym roku uczestniczył w nagraniu świetnie przyjętego - nominacja do Fryderyka dla Mary Rumi za Fonograficzny Debiut Roku 2023 w kategorii: Jazz - albumu Mary Rumi (prywatnie swojej siostry) "Depressed Lady", na który napisał własne kompozycje i zaaranżował wszystkie utwory. Był więc bez wątpienia współautorem sukcesu tej płyty - jednej z moich ulubionych w polskim jazzie w roku 2022 - i kiedy się słuchało tamtego albumu, to materiał jakie słyszymy na "Kalatówkach" brzmi jak swego rodzaju kontynuacja poprzedniego nagrania tego rodzeństwa.
Zresztą płyta zaczyna się od piosenki i zarazem tytułowego utworu w wykonaniu Mary Rumi i jest to jednocześnie kolejny przebój w jej wykonaniu. Głos Mary Rumi jest jakby stworzony do jazzu wykonywanego gdzieś w znajdującym się w w piwnicy zadymionym jazzowym klubie. Jej sposób interpretacji jest niezwykle osobisty, niepowtarzalny, nacechowany emocjami, a jednocześnie dowcipem, wręcz dezynwolturą, znajdującą odbicie tak w warstwie muzycznej piosenek (tu ukłon w stronę Jacka Namysłowskiego), a jeszcze bardziej w tekstach: inteligentnych, oryginalnych, niebanalnych, co tak rzadkie w dzisiejszych czasach. Słuchaczowi przychodzi tylko nieco żałować, że to jej jedyny występ na płycie, ale przecież w końcu to album jej brata. Pozostaje mieć nadzieję, że duet Mary Rumi - Jacek Namysłowski usłyszymy już niebawem z nowym materiałem, w którym ta wokalistyka znowu będzie błyszczeć swoim talentem.
Dalszy ciąg płyty ma charakter czysto instrumentalny, ale bynajniej nie nudzimy się. Kolejne pięć utworów zawiera nazwę różnych metali w swoich tytułach i nie powinno to nikogo dziwić, bo w rolach głównych występują tzw. blachy czyli Jacka Namysłowskiego - puzon, baryton marszowy i flet, Łukasza Poprawskiego - saksofon altowy i sopraninowy, Ignacego Wendta - trąbka i Tomasza Wendta - saksofon tenorowy. Ci Panowie grają co najmniej równie dobrze jak lider, a chwilami nawet to oni występują w rolach głównych, jak np. Łukasz Poprawski, którego sopran w ostatnim na płycie przebojowym "Niepokoju w pokoju" brzmi tak bardzo w stylu Zbyszka Namysłowskiego, że aż czułem ciarki na plecach i włosy stające dęba na głowie.
Ale generalnie należy powiedzieć, że właśnie muzycy zaproszeni do nagrania tego materiału - oprócz wymienionych poprzednio to jeszcze zjawiskowy Patryk Dobosz na perkusji, Mateusz Kaszuba na fortepianie i Michał Rutkowski na kontrabasie - usprawiedliwiają w pełni czas poświęcony na zapoznanie się z tą muzyką. Poziom gry tych dżentelmenów jest tak wysoki, że będąc ostatnio po odsłuchach kilku naprawdę udanych debiutów młodych polskich muzyków jazzowych, muszę przyznać że jednak jest różnica między między muzyką wykonywaną przez nawet bardzo utalentowanych debiutantów, a tą graną przez przez muzyków na poziomie mistrzowskim.
Podsumowując, Jacek Namysłowski nagrał udany hołd dla otoczonych już legendą jazzowych kempingów na Kalatówkach, którym przez kilka dekad patronował Zbyszek Namysłowski. Moje jazzowe serce cieszy, że Jacek i jego siostra Mary Rumi chcą kontynuować tę piękną tradycję i nie dać jej wygasnąć. Równocześnie życzę im, żeby spoglądając z szacunkiem i podziwem wstecz tym odważniej patrzyli w przyszłość. Na "Depressed Lady" udowodnili, że mają coś absolutnie własnego, unikalnego do powiedzenia. Na "Kalatówkach 22" dostaliśmy wspaniale brzmiące, ale mam nadzieję, że ostatnie spojrzenie wstecz. Życzę Jackowi i pozostałym muzykom, aby teraz udowodnili, że jazz ma nie tylko wspaniałą przeszłość, ale i równie ekscytującą przyszłość przed sobą.
Tomasz Sołtys - fortepian Michał Kapczuk - kontrabas Michał Miśkiewicz - perkusja Jacek Namysłowski - puzon, baryton marszowy, flet poprzeczny Robert Murakowski - trąbka, flugelhorn Łukasz Poprawski - saksofon altowy, fagot Tomasz Wendt - saksofon tenorowy Atom String Quartet
"Depressed Lady" (2022)
Tekst: Maciej Nowotny
Debiut wokalistki Mary Rumi to wydarzenie kropka. Wspaniale, że zostało ono dostrzeżone przez całość naszego środowiska jazzowego, a wokalistka została nawet nominowana do Fryderyka za rok 2023 w kategorri Fonograficzny Debiut Roku - Jazz. Wielu przywoływało w tym kontekście nazwisko Zbigniewa Namysłowskiego i słusznie. Bez wątpienia jego duch unosi się nad tym projektem, a wieść niesie, że przed śmiercią miał jeszcze okazję słuchać aranżacji niektórych piosenek. Było to możliwe, bo Mary Rumi i Jacek Namysłowski to córka i syn wielkiego polskiego saksofonisty, a większość piosenek na płycie (8 na 12) to piosenki jego autorstwa. Ale chociaż to wszystko prawda, chciałbym podkreślić, że ten projekt to przede wszystkim autorskie dzieło Mary Rumi i Jacka Namysłowskiego, dzięki którym piosenki dostały nowoczesną formę i brzmią nie jakby były wyjęte z lamusa, ale zostały napisane przed chwilą, a następnie były zaśpiewane i zagrane dla współczesnej publiczności.
Dwie rzeczy na tym nagraniu chciałbym szczególnie docenić: wspaniały po prostu poziom akompaniamentu jaki dostarczyli wokalistce muzycy tej klasy co wspomniany wyżej Jacek Namysłowski na puzonie, barytonie marszowym i flecie poprzecznym, Tomasz Sołtys grający na fortepianie, Michał Kapczuk na kontrabasie, Michał Miśkiewicz na perkusji, Robert Murakowski na trąbce i flugelhornie, Łukasz Poprawski na saksofonie altowym i fagocie, Tomasz Wendt na saksofonie tenorowym czy wreszcie cały Atom String Quartet! Dzięki nim z przyjemnością słucha się nie tylko głosu Mary Rumi, ale i gry całego zespołu, tak iż właściwie zamiast akompaniementu lepiej byłoby mówić tutaj o współtworzeniu i współgraniu, a o muzyce na płycie nie jako o wokalistyce jazzowej, ale po prostu o jazzie.
Lecz wszystko to nie zrobiłoby może na mnie aż takiego wrażenia, gdyby nie nieśmiertelne teksty do tych piosenek, które sprawiają że każdy z nich jest cudem wrażliwości, empatii i głęboko ukrytej pod ironią i dowcipem mądrości. Te "skrzydlate słowa" w tekstach są autorstwa takich mistrzów jak Wojciech Młynarski (Kocham się w poecie), Agnieszka Osiecka (Wyszłam z domu, nie wróciłam), Jan Wołek (Zmęczona miłość) i Ryszard Groński (Sprzedaj mnie wiatrowi). Ale trzeba przyznać, że i teksty napisane przez Mary Rumi do utworów instrumentalnych Zbigniewa Namysłowskiego (Ani słowa/Not a Word, Sekretnie i poufnie/Secretly and Confidentially, Wsłuchaj się w wiatr/ Listen to the Wind) są na równie doskonałym poziomie. Wreszcie piosenki całkiem nowe, z których trzy są autorstwa Mary (As we, Ghathijiin, Powstawanie) i jedna Jacka (Opadam o kwintę) są także wspaniałe, a ta ostatnia zarówno pod względem muzycznym jak i tekstowym w ogóle najbardziej przypadła do gustu piszącemu te słowa, i może nie tyle przebija kompozycje samego Mistrza Namysłowskiego czy teksty legend polskiego tekściarstwa, ale udowadnia że i dzisiaj można napisać intelignetny, dowcipny, błyskotliwy tekst, zamiast kolejnych wypocin o miłości co to tak serce rozdziera i rani, że aż strach.
A zatem brawa! Ale i niecierpliwie oczekiwanie na kolejną odsłonę tej przygody. Duet Mary Rumi i Jacka Namysłowskiego to może być nowe zjawisko nie tylko na naszej scenie jazzowej, ale w ogóle w w muzyce. Niech tylko nie oglądają się za siebie, lecz patrzą w to co przed nimi i dalej "wsłuchują w wiatr".
Rafał Sarnecki - guitar Łukasz Poprawski - alto saxophone, carinet Piotr Wyleżoł - grand piano, Rhodes piano, Prophet 6 Wojciech Pulcyn - bass Patryk Dobosz - drums
A View from the Treetop (2022)
Zdanie odrębne: Maciej Nowotny
Mam okazję śledzić karierę gitarzysty Rafała Sarneckiego od jego debiutu w 2011 roku. Przez te lata zbudował sobie bardzo mocną pozycję na naszym rynku zarówno jako ceniony sideman jak i lider. Nigdy nie zamykał się w jazzowej wieży z kości słoniowej, śmiało eksplorował peryferia jazzu, świetnie dogadując się tak z polskimi muzykami jak i zagranicznymi. Jego najnowszy projekt jest bardzo odważny i wielbicieli jego talentu może wprawić w konfuzję. Przypomina to trochę sytuację jaką przed laty przeżywali wielbiciele trio RGG, gdy opuścił je Przemysław Raminiak, którego zastąpił Łukasz Ojdana. Muzyka tego składu zmieniła się wtedy diametralnie z cool jazzu na free improv. Parafrazując Piłsuskiego można powiedzieć że RGG wysiadło ze stacji jazz na przystanku wolność, a Sarnecki? Z przystanku polski główny nurt na przystanku Nowy Jork (gdzie zresztą kończył uczelnię i mieszka). Jego najnowsza muzyka jest niezwykle kreatywną żonglerką po różnych muzycznych gatunkach od country do punku, a motywem przewodnim jest traktowanie jazzu jako uniwersalnego narzędzia do dekonstrukcji każdego muzycznego języka. Efekt jest - zgadzam się z moim kolegą Szymonem Stępnikiem - kontrowersyjny, ale czyż nie były kontrowersyjne płyty Monka, Ornetta Colemana, Aylera czy - choćby na naszym rynku - Maseckiego? Przyznaję, Sarnecki odleciał, Sarnecki się zbuntował, Sarnecki podłożył dynamit i za to cenię tę płytę i gratuluję Sarneckiemu.
Autor recenzji: Szymon Stępnik
Rafał Sarnecki jest bardzo ciekawym muzykiem. Już w 2002 roku zauważony został na Międzynarodowym Konkursie Gitarzystów Jazzowych Guitar City 2002, gdzie otrzymał pierwszą nagrodę. Ukończył też studia na prestiżowym wydziale jazzu w New School University w Nowym Jorku, której absolwentami są choćby Brad Mehldau i Robert Glasper. Zauważył go zresztą sam Tomasz Stańko, który zachwycony był wcześniejszą płytą “The Madman Rambles Again” i wieszczył mu długą karierę. Sam artysta zdaje się jednak nie odcinać kuponów i, patrząc na jego dotychczasową dyskografię, zdecydowanie nie idzie pod prąd i nagrywa jedynie taką muzykę, jaką dokładnie chce. Taki jest też najnowszy krążek “A View from the Treetop” - bezkompromisowy, różnorodny i oczywiście świetny technicznie. Niestety, nie bez wad.
Tytułowy utwór, który otwiera zresztą longplay, przypomina początkowo kołysankę dla dzieci. Współgra to z okładką przypominającą jakąś dobranockę. Bardzo wysoko grane partie klawiszowe świetnie współistnieją z dźwiękami oktawy niżej. To prosta, ale jakże urocza melodia, przenosząca słuchacza w świat fantazji. Wtem pojawia się swingujący środek, by później z powrotem zawędrować do melodyjnych dźwięków z początku, tworząc tym samym swoistą klamrę. Reasumując, pierwszy utwór robi piorunujące wrażenie i zapowiada nieprzeciętne nagranie.
Druga pozycja, “Jazz Marketing” znacznie odbiega od poprzedniczki. Nie chodzi o to, że jest gorsza, mniej pomysłowa. Wręcz przeciwnie. Ma jednak zupełnie inny klimat, mniej oniryczny, a bardziej… elektroniczny? Dużo jest pauz, szczególnie w przypadku partii perkusyjnych. Kolejna propozycja inspirowana muzyką country. Tutaj również można znaleźć ciekawe rozwiązania i pasję, ale już w tym miejscu odczuć można największą wadę tego albumu - brak spójności pomiędzy utworami.
Jest to zaskakujące, ponieważ uważam, iż w przypadku The Madman Rambles Again Rafał wykazał się artystycznym geniuszem i znalazł złoty środek pomiędzy różnorodnością, a spójnością. W “A View from the Treetop” jest z kolei tak dużo emocji oraz gatunków muzycznych, że album przypomina jakąś składankę. Być może, mając na uwadze tytuł płyty, taka była koncepcja. Patrząc na świat z góry, człowiek próbuje objąć wzrokiem różne gatunki muzyczne. Stąd ich przekrój, począwszy od kołysanki, przez free jazz, country, rock, blues. Oczywiście, niemal każda z pozycji cechuje się świetnym dopracowaniem, wszystkie są ciekawe i intrygujące, ale w kontekście całości - brzmią jakby pochodziły z zupełnie innych sesji nagraniowych lub nawet zespołów.
W materiałach prasowych tego albumu jest napisane: „Przez ostatnie dziesięciolecia muzycy poświęcili bardzo wiele uwagi temu, jak w “nowoczesny” sposób zmodyfikować lub wręcz skomplikować ten rytm swingowy licząc na to, że powstanie w ten sposób muzyka, która zabrzmi bardziej zaskakująco i świeżo. Dużo mniej uwagi poświęcono wzbogacaniu i “wykrzywianiu” muzyki opartej na innych rytmach takich jak: country, punk rock, boogie-woogie czy blues. (…) Komponując muzykę na płytę “A View From The Treetop” Rafał Sarnecki postanowił stawić czoło temu wyzwaniu. Napisał utwory, które w nowy “progresywny” sposób interpretują popularne rytmy i style muzyczne.”
Zatem – artysta spróbował stworzyć płytę mieszającą różne style muzyczne. Choć sam pomysł jest intrygujący, średnio sprawdza się w kontekście całej płyty. Przez to pomieszanie wydaje się być niespójna i mocno męcząca. Nawet nie chodzi o samo wykonanie, gdyż ono jest na najwyższym poziomie, lecz o samą koncepcję, która w moim mniemaniu nie sprawdza się na żywym organizmie.
Jak wspomniałem wyżej, biorąc na warsztat każdy z utworów z osobna - naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Zaskoczony jestem, jak pomysłowo Rafał Sarnecki interpretuje różne gatunki muzyczne, gdzieniegdzie wrzucając znane, typowe dla danego stylu zagrywki, aby słuchacz nie czuł się zagubiony. Moim ulubionym utworem jest Social Media Algorithm odwołujący się trochę do muzyki metalowej, gdzie gitara “rozmawia” z fortepianem i saksofonem. Bardzo intrugujący jest również „“Is This a Country Song?”, gdzie sekcja rytmiczna gra w zupełnie w asynchroniczny sposób do pozostałych instrumentów.
O tym, że Rafał Sarnecki jest kompozytorem nietuzinkowym świadczy to, że pomimo bycia gitarzystą, na albumie jest stosunkowo mało tego instrumentu. Co do zasady, utwory pisane są przecież pod lidera zespołu, a w przypadku “A View from the Treetop” - zupełnie tego nie słychać. Gitara często milczy, pojawiając się tylko tam, gdzie jest konieczna. Żaden z muzyków nie wybija się też ponad innych - wszyscy grają świetnie, tworząc zgraną ekipę.
This is an album by veteran
Polish Jazz keyboardist/composer Krzysztof Herdzin recorded in a quartet
setting with American saxophonist Rick Margitza, and Polish rhythm section:
bassist Robert Kubiszyn and drummer Cezary Konrad and a rather atypical clarinet
quintet adding an orchestral dimension to the proceedings. The album presents
seven original compositions, all by Herdzin, which according to him: "make
up a closed narrative" or "a concept album".
Followers of the Polish music
scene are certainly familiar with Herdzin's gigantic legacy amassed during his
professional career since the mid-1990s, which includes twenty (this one
included) albums as a leader, dozens albums as a sideman, numerous compositions
in diverse genres, including Jazz, Pop and Classical Music, arranging,
conducting, producing, playing a myriad instruments and a plethora of other
accomplishments – for more details just read his biography on his website or
his Polish Wiki entry – all this before reaching his 50th Birthday.
There is no doubt that
Herdzin's biography is extremely impressive, or rather extreme in every sense,
almost superhuman. Herdzin is an unusually talented and gifted musician, but
personally I have always found his activities somewhat unfocused, lacking
certain depth beneath all that glitter. His music and his playing are always
"nice", polished, pleasant and nearly "perfect", but at the
same time he seams to tease the listener boasting his aptitudes and most of all
taking it (or himself) way to seriously.
This album is a perfect example
of Herdzin's music in every sense. It is full of brilliant ideas, beautiful
music, melancholy and lyricism, gleaming performances and everything that makes
a listener schvitz. And yet once the music is over, the question "what was
all that about?" arises almost instantly. And yes, the music is instant
gratification incarnate: smooth, easy to swallow and scintillating, like a
glass of champagne.
With all the confusion these
days about what is Jazz and what isn't, I'd say that this album offers entertaining
instrumental music amalgamating Pop with Jazz and Classical Music
ornamentations, which is accessible to a wide audience. As to its lasting
value, time will tell. I wish Herdzin for his upcoming
Birthday another fifty years (and a Jewish 20% bonus) of health and
productivity, and even if I don't always appreciate his music I do appreciate
his Sisyphean effort. May the Force be with you!
Side Note
The iconic "Polish Jazz" series of recordings, originally released between 1965 and 1989 by the Polish state owned record company Polskie Nagrania, which used the Muza label as its moniker, consists of seventy six LP albums. It presents the history of Polish Jazz recordings during that period, which includes some of the most important Polish / European modern Jazz milestones and reflects the extraordinary development of Jazz music behind the Iron Curtain. It is one of the most important historic documents of Polish Music and of course Polish Culture in general.
The series had an eminent logo designed by Roslaw Szaybo and the albums were numbered sequentially from Vol.1 to Vol.76 accordingly. The album's artwork was wonderfully stylish and modernist, featuring the brilliant photographs and characteristic design by the legendary Polish Artist Marek Karewicz.
Stylistically the series presented all Jazz genres, from Traditional Jazz to Avant-Garde/Free Jazz, which was extraordinarily liberal considering the cultural censorship imposed by the Socialist Regime. It suffered from some inconsistency, as far as the musical quality and aesthetics were concerned, as well as the internal "politics" of the Polish Jazz scene at the time, but in retrospect it achieved a spectacular overall result, unparalleled as far as consistently documenting a national Jazz scene is concerned.
After the Polskie Nagrania catalogue was bought by Warner Music Poland, the new owner started a reissue process of the Polish Jazz series, carefully remastered, repackaged and including extensive liner notes, which keeps the artwork as close to the original design as possible. So far forty two volumes of the original series were reissued.
In 2016 Warner Music Poland decided to continue the original series by releasing new contemporary Polish Jazz recordings under the same format and even to continue the sequential numbering starting with Vol.77 – a decision I personally consider almost sacrilegious. Some things are simply untouchable, and the "Polish Jazz" series is surely one of those things. If Warner Music Poland wants to produce Jazz albums, which is always more than welcome, they could have started a new series, under a new title, rather than exploiting the reputation of the historic series.
As a result, some artist whose albums are released as part of the new series might be led to expect instant gratification, fame and stardom, just for being an artificial part of a prestigious past, which of course is as bogus as it is said.
Jan Ptaszyn Wróblewski – tenor saxophone
Henryk Miśkiewicz – alto saxophone
Robert Majewski – trumpet (CD1)
Łukasz Poprawski – soprano saxophone (CD2)
Wojciech Niedziela – piano
Sławomir Kurkiewicz – bass
Marcin Jahr - drums
Komeda. Moja Słodka Europejska Ojczyzna
PN 0190295700348
By Krzysztof Komorek
Szczerze mówiąc, w pierwszym momencie mocno zdziwiła mnie zapowiedź wydania tego albumu. Podobnie jak wielu innych obserwatorów krajowej sceny jazzowej, nieco cierpiałem z racji nadmiaru komedowskich projektów (zwłaszcza tych średnio udanych) oraz wpychania za wszelką cenę dziedzictwa wybitnego kompozytora do kolejnych albumów. Zdumienie potęgowała osoba lidera, bowiem Jan Ptaszyn Wróblewski zawsze zdawał mi się osobą dokonującą przemyślanych wyborów artystycznych. Stąd może decyzja, by projektowi przyjrzeć się jednak uważniej. Decyzja ze wszech miar słuszna, bo sprawa nie okazała się wcale tak oczywista, jak wskazywałoby na to pierwsze wrażenie. I to z kilku równoprawnych powodów.
Pierwszy z nich to nagrany materiał. Uznawany przez samego Komedę (jak wieść głosi) za najważniejsze dzieło życia, powstały w roku 1967 i wydany w Niemczech zbiór "Meine Süsse Europäische Heimat - Dichtung Und Jazz Aus Polen” – łączy polską poezję (wiersze m.in. Szymborskiej, Miłosza, Herberta, Ważyka czy Przerwy-Tetmajera przełożone na niemiecki przez Karla Dedeciusa) z polską muzyką. Nigdy jednak nie doszło do zarejestrowania czysto instrumentalnej wersji dzieła. Chociaż kilka muzycznych fragmentów płyty pojawiło się potem w zmienionej niekiedy formie na innych albumach Komedy – "Temat dla jednego, a wariacje dla drugiego świata" jest pierwowzorem "Nighttime Daytime Requiem", dobrze znane są "Litania" i "Po katastrofie".
Po drugie, płyta firmowa przez Ptaszyna Wróblewskiego nie jest owocem pochopnej decyzji. Pierwotnie całość przygotowywano do widowiska z udziałem Andrzeja Seweryna, recytującego wiersze. Spektakl zamykał w 2013 roku Letnią Akademię Jazzu organizowaną przez łódzki klub Wytwórnia. Jeszcze w trakcie prac zdecydowano się na opracowanie i nagranie wersji instrumentalnej. Doszło do tego dzień po koncercie, w tej samej sali, ale już bez udziału publiczności. Trzy lata później ową instrumentalną całość przedstawiono na Polish Jazz Fetsival w Tomaszowie Mazowieckim, a koncert ów także został nagrany. Materiał, jak widać, przeleżał nieco na półkach. Koniec końców w momencie finalizowania decyzji wydawniczych Jan Ptaszyn Wróblewski stanął przed koniecznością wyboru wersji, która miała się ukazać. Na szczęście dla nas, słuchaczy, decyzji tej nie udało mu się podjąć i do rąk publiczności trafił album dwupłytowy.
Program obu płyt jest wprawdzie dokładnie taki sam - różnicę stanowi jedynie zapowiedź lidera rozpoczynająca koncertową wersję – ale jak wspomniałem, możliwość posłuchania obu rejestracji jest niezwykle cenna. Przede wszystkim ze względu na odmienne składy, które wystąpiły przy każdej z okazji. W studyjnym nagraniu w sali Wytwórni w sekcji dętej zagrali Ptaszyn, Henryk Miśkiewicz oraz trębacz Robert Majewski. Podczas koncertu tego ostatniego zastąpił saksofonista Łukasz Poprawski, tworząc w ten sposób unikalne w odczytaniu Komedy saksofonowe trio tenoru, altu i sopranu. Obydwu części słucha się znakomicie. Każda z wersji przynosi solidną porcję znakomitej, nowoczesnej muzyki. Trudno nie pochwalić instrumentalistów – obok wspomnianych dęciaków, wyróżnia się jeszcze Wojciech Niedziela. Choć po prawdzie będzie to jedynie wskazanie pierwszych pośród równych w całym ansamblu.
Nad samą muzyką nie będę się tutaj więcej rozwodził. O twórczości Komedy pisano równie często, jak ją nagrywano. Ponadto dołączona do wydawnictwa książeczka zawiera między innymi obszerną analizę "Mojej słodkiej europejskiej ojczyzny" pióra Bogdana Chmury, do której odsyłam zainteresowanych. Warto wspomnieć, że opracowania kompozycji dokonał Ptaszyn na podstawie wydanych w Niemczech nagrań, wspomagając się jedynie oryginalnymi partyturami Komedy. Sam mogę jedynie "podbić" wyrażane zewsząd komplementy i zachwyty. Od pierwszego przesłuchania nie miałem wątpliwości, że to jedna z najważniejszych płyt roku 2018. Co potwierdziłem umieszczeniem albumu w moim Top 10 ubiegłych dwunastu miesięcy. Decyzję i dziś uważam ze wszech miar słuszną.
This is an album by veteran Polish Jazz drummer/composer Jacek Kochan, recorded in a quartet setting with young virtuoso accordionist Zbigniew Chojnacki, Italian guitarist Fabrizio Brusca and bassist Michał Kapczuk. Ten additional musicians (brass and string sections) play on some tracks. The album presents nine original compositions, all by Kochan.
The music is dominated by odd
meters and irregular rhythmic patterns as well as World Music motifs and Rock/Fusion excursions, with strong Jazz affiliations but not really Jazz per se;
altogether pretty weird and intriguing mixture of styles and influences. The
melodic content is ragged and difficult to follow for an average listener. The
overall result is quite a challenge to the listeners, but also offers plenty of
opportunities to find a connection with fairly uncommon music.
The individual performances are
all excellent with Chojnacki stealing the show with his incredible sensitivity
and layers of melodic revelations. Brusca is more proficient in the Rock/Fusion environment than within the Jazz idiom. Kapczuk plays well and provides
a solid bottom that holds the music together. The leader's assertive drumming
dominates the proceedings taking no prisoners. The occasional orchestral
arrangements do not change the character and outcome of the music
significantly.
Overall this is an interesting
and challenging album, which may require several listening sessions to win the
listener over. Kochan does not stay still and constantly tries out new ways to
express his musical ideas and doing his own thing, for which he deserves to be
praised. This is not easy stuff, but definitely worth investigating.
This is the debut album by Polish Jazz trio PSM, which comprises of saxophonist Łukasz Poprawski, keyboardist Jan Smoczyński and drummer Michał Miśkiewicz. It presents eleven original compositions, five of which were co-composed by Poprawski and Smoczyński and six were co-composed/improvised by all three members of the trio. The album was recorded at the Studio Tokarnia, which is owned by Smoczyński, who also engineered the recording.
The music is very difficult to
classify, as it elegantly avoids any specific genre, perhaps due to the unique
sound of the synthesizers, which dominates it. Smoczyński plays the classic
analog synthesizer ARP Odyssey (or perhaps the new Korg reissue) and the
vintage Roland JX-3P synthesizer, which were popular in the 1970s and 1980s
(respectively), but are rarely used today. Listeners used to Smoczyński playing
the piano will find his playing here completely different of course. Large
parts of the music seem to be improvised, with the saxophone exploring the usual
melodic plane while the synthesizer adds weird mechanical/industrial pulsing
background.
Overall the music is completely
unique on today's Improvised Music scene, incorporating elements of New Wave,
Krautrock and other synthesizer oriented Rock movements from the 1980s
transported thirty plus years forward in time towards today and overdubbed with
almost Free Jazz saxophone improvisations. Of course my feeble attempt to
describe this music verbally should be simply replaced by listening to the music.
The overall result is
intriguing and certainly unusual, but is definitely not easy to listen to,
except for very open-minded and patient listeners. The synthesizers sound
definitely weird and uninviting and their combination with the solo saxophone
work on top is challenging. The rhythmic pulse provided by the drums keeps the
music on track, and enables the listener not to loose track, but does not ease
the effort needed to follow the music. Of course all the individual
performances are absolutely top notch.
Personally I admire Jan's and
his colleagues' vision to make such a bizarre and challenging album, but I am
afraid it will by way overhead of the average listener, even on the advanced
and well educated Polish scene. Hopefully at least some people will find this
album deserving their attention, as it is definitely worthy. As usual Jan
proves he is one of the most interesting musicians/personalities on the
Polish scene, who deserves to be followed closely.
This is the debut album as a leader by Polish Jazz trombonist/composer Jacek Namysłowski, which comes rather late in his career as he has been active on the local scene for quite a while. He is a son of the legendary Polish Jazz figure saxophonist/composer Zbigniew Namysłowski, and since several years has been a member of his father's ensemble, as well as several other projects. The album was recorded in a classic quintet lineup with saxophonist Łukasz Poprawski, pianist Łukasz Ojdana, bassist Andrzej Święs and drummer Paweł Dobrowolski. It presents seven original compositions, all by the leader (although the album's packaging says nothing about this, I assume it is so). The album was recorded at the excellent Studio Tokarnia, engineered by Jan Smoczyński, with spectacular sonic quality.
The music is kept well within
the mainstream Jazz milieu, which means solid melodic themes expanded to make
room for solos by the ensemble members, with relatively steady rhythmic approach
and no great surprises. The compositions are all well rounded and based on fine
melodic themes, mostly lyrical and somewhat melancholic. This is definitely
well crafted music, intelligent and subtle, which does not try to create flashy
impressions but asks for attentive listening. In some respects it is somewhat
similar to the music which Zbigniew Namysłowski wrote in the early days of his
career, but does not venture into folkloristic influences, staying firmly
within the well threaded Jazz path.
The individual performances are
all quite excellent, as these are first-class experienced and gifted musicians.
Namysłowski plays beautifully and demonstrates a personal voice, which is not
easy to achieve for such a difficult instrument as the trombone. Poprawski
plays several fiery solos; the young Ojdana demonstrates his exceptional
ability once again, turning every little solo of his into an instant gem. The
rhythm section does a perfect job driving the music forward steadily and
smoothly with flair and obvious sensitivity.
Overall this is pleasant, well
rounded mainstream Jazz album, with good music and excellent performances,
which should make every Jazz fan happy. People looking for more adventurous
outings might find this music somewhat "outdated", but honestly every
candid and well played Jazz album has its place and its audience. Definitely
worth investigating!
This is the debut album by Polish Jazz vibraphonist/composer Dominik Bukowski, recorded with an excellent ensemble which comprises of saxophonists Wojciech Staroniewicz and Lukasz Poprawski, bassist Piotr Lemanczyk, drummer Hubert Zemler and Pawel Grabowski who employs live electronics. The album presents nine original compositions, all by Bukowski except for one track being co-credited to Grabowski, which is a soundtrack to a short film, which is also included as part of this enhanced CD.
The music is absolutely
stunning, typical melancholic Polish Jazz at its best, with beautifully woven
melodies, which are then developed by the ensemble to form serene soundscapes, many
of which could serve as soundtracks of imaginary movies, not only the last
track on the album, which is a soundtrack in reality. Bukowski emerges from the
very first moments of this album as an important composer, which of course
would be reconfirmed time after time in the years that followed this recording.
The personal contributions by
the musicians involved in making this album are all first class. Bukowski
deliberately takes a step back and solos rather sparingly, but when he takes
the lead his performance is mesmerizing. Most of the solos are performed by Staroniewicz,
who is definitely one of the best players in the country with an incredible
melodic lyrical tone and virtuosic improvisational qualities. Lemanczyk, again
one of the finest players in Poland,
does his bass magic like a dream. Zemler plays carefully and intelligently in
the background in order to keep the delicate balance this music so much depends
on intact. The electronic / sampled ornamentations are all non-obtrusive and
well suited to the atmosphere of the music, fitting very well into the overall
ambience.
Overall this is a superb debut
and a fantastic Polish Jazz album, which is mostly overlooked in retrospect,
definitely deserving an honorable place on the short list of best albums
recorded during the first decade of the 21st Century. Those fans of
Polish Jazz that missed getting it at the time: it's never too late for great
music!
This is the second album as a leader by Polish Jazz vibraphonist / composer Dominik Bukowski, one of the most prominent representatives of Poland's Baltic seashore scene. Bukowski's output over the years is quite prolific and impressive, but stylistically it is mostly associated with lyrical and melodic Jazz, whereas on this album he presents a brass oriented hard bop setting with a distinct "retro" sound and brass dominated arrangements. The album consists of eight original compositions, all by Bukowski (assumedly as credits are not mentioned on the album's cover). The music is performed by a sextet, which besides Bukowski includes also trumpeter Piotr Wojtasik, trombonist Jacek Namyslowski, saxophonist Lukasz Poprawski, bassist Maciej Szczycinski and drummer Sebastian Frankiewicz. It was recorded at the excellent Studio Tokarnia and engineered by Jan Smoczynski with excellent results, as usual.
The music is dominated by the
brass section and Bukowski plays solo sparingly, which altogether reflects his
position as a leader of this session in the composer's and arranger's seats rather
than upfront as an instrumentalists. That unselfish decision is of course praiseworthy
and also creates a superb ensemble sound, which is after all one of the
centerpieces of the Jazz experience. Needless to say the individual performances
by all the participants are above reproach. The brass players perform numerous
excellent solos, the vibraphone lays out the harmonic parts and the excellent
rhythm section moves the music forward with considerable drive but without
being overbearing.
In retrospect this is a
remarkable album, well worth discovering and re-visiting. It is sadly rarely
mentioned among the important Polish Jazz recordings, although it definitely
deserves an honorable mention, as it is quite different from most other albums
recorded in Poland
in the first decade of the 21st Century. It is definitely worthy a
place in any Jazz connoisseur's collection and a proud item in Bukowski's already
remarkable legacy.
Robert Kubiszyn - bass,electric guitar,rhodes,synth,arranging
Anna Maria Jopek - voc(4)
Grzegorz Turnau - voc(7)
Gregoire Maret - harmonica(2,4)
Robert Majewski - flugelhorn(8,10)
Henryk Miśkiewicz - soprano saxophone(6)
Adam Pierończyk - soprano saxophone(5)
Łukasz Poprawski - alto saxophone(3)
Krzysztof Herdzin - acoustic piano(3,4,5)
Dominik Bukowski - vibraphone(1)
Tim Miller - electric guitar(9)
Marek Napiórkowski - electric(2)and acoustic guitars(4,6,7)
Mino Cinelu-percussion(4,6)
Sławomir Berny - percussion(3,5,7,8,10)
Michał Dąbrówka - drums(2,5,9)
Cezary Konrad - drums(4,7,8,10)
Robert Luty - drums,udu(3)
Orchestra:
oboe: Joanna Żmijewska
violins: Mateusz Smoczynski,Wojciech Proniewicz, Adam Roszkowski,Michal Osmycki.
violas: Michal Zaborski,Wojciech Walczak.
cello: Anna Wrobel
Before Sunrise (Universal, 2010)
Robert Kubiszyn has appeared already on more than 60 albums of stars from different musical genres. Bearing in mind an experience he gathered while cooperating with pop, poetic song and jazz artists, bassist Robert Kubiszyn on his debut disc is moulding all these different languages in order to express what his soul sings about. [...] On "Before Sunrise" he seems to be a kind of contractor, a man implementing certain specific vision, looking for a definite sound which he hopes to attain by careful choice of collaborators who are able to accomplish this task best. That is why there is such a line-up of artists on this record and no other. Even big names may appear sometimes just in one song or two... [...] I am kind of a calm as far as next albums by Robert are concerned. This effort is so multicoulour that I cannot escape impression he may have enough ideas for many more of them...
Tracklist:
1. Short Story 1:38
2. Son Of The Sun 6:23
3. Life's Journey 7:08
4. Tak Wyjsc 6:23
5. Last Call 6:00
6. Before Sunrise 6:24
7. Mozesz Zyc 5:10
8. Nothing More Than Illusion 4:33
9. The Dreamcatcher 5:39
10. Event Horizon 3:40
11. Closed Chapter 3:58
When before wedding Giovanni Sforza for the first time saw his bride Lucretia Borgia he said: "You can fool one's mind or one's heart but you cannot fool one's eyes. This girl is as vicious as beautiful!" The same may be said about debut recording by Clockwork duo consisting of drummer Maciej Wróbel and bass guitarist Szymon Orłowski. They both supply dark, oneiric and ecstatic pulse into which Lukasz Poprawski adds on his saxophone lines of innocence, beauty and wonder worthy of every praise.
Poprawski is already a significant player on Polish jazz scene. He took part as a sideman in many valuable projects of which few are described on this blog like Dominik Bukowski "Times get change" and, most of all, Paweł Kaczmarczyk "Complexity in Simplicity". Up to this moment I knew him as virtuoso and mainstream player but with this recording Popławski shows his ears are wide open and although he retains his rich articulation and impeccable phrasing he added freedom and openness to his play. I want wholeheartedly congratulate him on the performance displayed on this album. It was bold and intelligent move from Wróbel and Orłowski to invite him but their contribution is no less significant to the success of the whole enterprise. They both are accomplished musicians and what is important they have been playing together for many years. In consequence they both sound as one instrument which is characteristic only for best rhythm sections.
Music itself is using electronics, rock and first of all jazz languages with strong groove playing the main part. But there is so much creativity and spontaneity here that I can only say that it is world in itself worthy to explore by lovers of all kinds of good music with particular emphasis on modern avantjazz. My only small complaint is that with its 35 minutes of music it's too short for my taste. But putting aside this small objection I regard this album as very succesful and I recommend it warmly to readers of this blog!
Dominik Bukowski, vibraphonist, is one of best young sidemen in Poland. He played in countless projects and he always brings a lot of value to any recording he takes part in. Just from very recent times one may quote such interesting discs like Piotr Lemańczyk "Naha Poeple" (2009), Krystyna Stańko "Secretly" (2010) or Wojtek Staroniewicz "Afreakan Project" (2011).
But he already has quite a impressive achievements as a leader starting with "Dominik Bukowski & Projektor" (2005) with this record "Times Get Changed" (2008) as second and continued with "Vice Versa" (2009). Though young Bukowski managed to build such a reputation that he easily convinces top Polish jazz players to take part in his projects. On this record he is accompanied by a very strong line-up composed by Piotr Wojtasik (tr), Łukasz Poprawski (as), Jacek Namysłowski (tromb), Maciej Szczyciński (db) and Sebastian Frankiewicz (dr). The band produces impeccable sound, playing as meticolously and precisely as one could wish which fits well with elegant compositions of the leader .
As far as music is concerned it is mainstream jazz and if in the end I was to find some minor objection to this album I would say that it sounds a bit too conservative, predictable and cautious. Since Bukowski already proved that he is great instrumentalist and able composer let us hope that in future he will also find in himself enough strength to search for his own, individual and unique musical vision...
Check Dominik Bukowski website for audio samples of his music and/or watch this video with music from his last album "Vice Versa":
There is only a handful of polish jazz musicians that are signed to the best international recording labels. One can name Tomasz Stańko and Marcin Wasilewski that are ECM artists and Leszek Możdżer who records for ACT. To those very few now is joining young polish pianist Paweł Kaczmarczyk with his Audiofeeling Band who recently made his debut album for ACT titled Complexity in Simplicity.
I found a very nice promotional video prepared by ACT for this record so my work this time is easy and short because I shall only write few additional words about up-to-this-date career of Kaczmarczyk plus my opinion about his music.
He was born in Cracow in 1984 and studied in excellent Musical Academy in Katowice, a place from where so many young and promising polish jazzmen are coming from. He formed his first band in 2001 being just 17 years old and since then he won countless competitions and was coached by the best of polish misicians playing in numerous venues in Poland and abroad. During rehearsal of his last record titled Audiofeeling that took place in Berlin he was approached by owner of ACT Siegried Loch who introduced himself and immadietely asked him to sign into his company. Terrific story indeed :-)
And Paweł and his companions are paying back for Loch's trust by delivering on this record music that is so varied and refined and yet sounding so simple and attractive that I believe he must be very glad now that he made such a proposal to this young pianist from Cracow. Kaczmarczyk is accompanied on this recording by the elite of young polish jazz players who are constantly shifting both personel (from trio to septet) and stylistical characterstics of this music (from bopish to cool and further to chamber jazz). The effect is very attractive because recording is dense enough to focus ambitious listener attention for long and yet accesible enough to be listened to at ease for simple pleasure as well. All in all, it seems the new star on polish jazz sky has come up. Congratulations Paweł!
At the end let me attach a list of wonderful musicians that took part in this recording:
Paweł Kaczmarczyk – piano
Radek Nowicki – soprano & tenor saxophone
Tomasz Grzegorski – tenor saxophone, bass clarinet
Grzech Piotrowski – soprano saxophone
Łukasz Poprawski – alto saxophone
Jerzy Małek – trumpet
Rafał Sarnecki – guitar
Wojciech Pulcyn – double bass
Michał Barański – double bass
Łukasz Żyta – drums
Paweł Dobrowolski – drums
Bogusz Wekka – percussions