Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazur Rafał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazur Rafał. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 czerwca 2022

Wandering the Sound Quintet - What is...? (2021)

Wandering the Sound Quintet

Satoko Fujii – piano
Guillermo Gregorio – clarinet
Natsuki Tamura – trumpet
Rafal Mazur – acoustic bass guitar
Ramon Lopez – drums

What is...? (2021)

Wydawca: NotTwo

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Album What Is...? to dzieło zespołu Wandering the Sound Quintet w składzie Guillermo Gregorio (klarnet), Ramón López (perkusja), Rafał Mazur (akustyczna gitara basowa), Satoko Fujii (fortepian) oraz Natsuki Tamura (trąbka, głos). Nagrań dokonano w 2019 roku podczas Krakowskiej Jesieni Jazzowej w klubie Alchemia.

To co od razu przyciągnęło moje ucho to ponadprzeciętna jakość audio jak na nagranie live z koncertu. Rzadko się zdarza, aby albumy realizowane w takich warunkach osiągały tak wysoki poziom pod tym kątem. Wszystkie instrumenty są bardzo dobrze słyszalne, całość jest świetnie zbalansowana. Na uznanie zasługuje tu Rafał Drewniany, który odpowiadał za nagranie materiału oraz mix i mastering.

Zespół z całą pewnością wyróżnia się na tle innych projektów tego typu. W głównej mierze jest to zasługa obecności klarnetu oraz akustycznej gitary basowej. Brzmienie tych dwóch instrumentów sprawia, że muzyka brzmi niezwykle świeżo. Słyszane tu współbrzmienia są raczej rzadko spotykane. Na uwagę zasługuje na pewno świetna współpraca muzyków. Wyraźnie słychać, że dobrze się rozumieją w trakcie tworzenia dzieła, wszyscy doskonale wiedzą dokąd zmierzają.

Muzyka jest od początku do końca improwizowana na bazie poematu mistrza Zen z XV wieku, Ikkyu Sojuna. Zespół (czy w zasadzie Rafał Mazur) określił tę formę twórczą jako komprowizację, czyli kompozycję dla improwizatorów. Muzyk ten znany jest ze stałego eksperymentowania w dziedzinie improwizacji. Dźwięki obecne w naszym codziennym życiu są stałym elementem twórczości Rafała Mazura, który zwraca uwagę na to, aby nie różnicować dźwięków w muzyce. Zamiast tego, na dzieło muzyczne powinniśmy patrzeć jako na całość i za tą całością podążać.

Idąc tym tropem, nazwa zespołu dobrze oddaje charakter całego albumu. Słuchając, odnosi się wrażenie wędrówki, ciągłej eksploracji muzycznej. Podskórnie odczuwa się obecność w tym wszystkim jakiejś większej myśli przewodniej, za którą wszyscy muzycy podążają.

Teoretycznie można powiedzieć, że muzyka improwizowana to niczym nieograniczona wolność. Jest to oczywiście prawda, jednak pomimo tego, wiele projektów tworzonych w tym nurcie jest do siebie podobna brzmieniowo i koncepcyjnie. Z pełną odpowiedzialnością mogę jednak powiedzieć, że album What Is...? jest pozycją obowiązkową dla każdego, kto poszukuje w muzyce improwizowanej powiewu świeżości i wyjścia z pewnych ram. Nie da się tu nudzić nawet przez sekundę.


wtorek, 1 września 2020

Liquid Quintet - Flux (2019)

Liquid Quintet

Agustí Fernández - piano
Artur Majewski - trumpet
Albert Cirera - saxophones
Rafał Mazur - bass
Ramon Prats - drums

Flux

FSR 2019/17


By Adam Baruch

This is a live recording, captured during the 12th Ad Libitum Festival in Warsaw, by the Liquid Quintet, one of several Improvising Music ensembles under the "Liquid" moniker, led by Spanish pianist Agustí Fernández. The other members of the quintet are Spanish saxophonist Albert Cirera and drummer Ramon Prats, who together with Fernandez constitute the Liquid Trio, and Polish trumpeter Artur Majewski and bassist Rafał Mazur. The album presents five tracks, all co-credited to the five musicians taking part in the music-making process, as appropriate for the idiom.

Fernández, who is undoubtedly the most internationally recognized representative of the Spanish musical Avant-Garde, is a most prolific artist with a huge number (around 100) of recordings as a leader and sideman, probably more than any other European Improvised Music activist. There is nothing wrong with this fact per se, but it does create certain "cautiousness" upon approaching his recordings. The connection between him and the Polish Avant-Garde is quite natural and produced several earlier fruitful meetings, including the participation of Mazur on several occasions.

The music is exactly what one would expect from such spontaneous performance; a continuous barrage of notes exchanged between the quintet members, which vary in intensity from hardly audible to overwhelming, creating, as the title suggests, a prolonged flux of energy and sound. There us an obvious affinity and musical conversation between the quintet members, but with a complete lack of melody, harmony and structure, this music can be considered as "digestible" only by the very innate circle of hardcore Improvised Music/Avant-Garde connoisseurs, which of course is perfectly fine.

All five musicians are excellent instrumentalist, which can be heard by a trained-ear listener. Although the concept of soloing is nonexistent in a group improvisation idiom as such, there are many moments where just one musicians is left "up front" by his cohorts and is able to articulate his statement more recognizably on top of the quiet background improvisations. But of course the telepathic communication between the musicians is the essence.

Improvised music is very similar to nonfigurative visual arts; the combination of colors and shapes either convinces the person looking at it or doesn't, which is often mood dependent. This music is offered to the listener on the exact same principle: take it or leave it. Count me in.

wtorek, 2 czerwca 2020

Gregorio/Mazur/Lopez - Wandering The Sounds (2018)

Gregorio/Mazur/Lopez

Guillermo Gregorio - clarinet
Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Ramon Lopez - drums

Wandering The Sounds

FSR 2018/09




By Adam Baruch

This is an album by international Improvised Music trio comprising of Argentinean (resident in NY) clarinetist Guillermo Gregorio, Polish acoustic bass guitarist Rafał Mazur and Spanish (resident in France) drummer Ramon Lopez. The album presents nine improvised tracks recorded in studio, all co-credited to the three musicians.

The music is a wonderfully introvert trialogue between Master musicians, calm and relaxed and yet full of energy and expression. All three musicians perform with great respect towards each other, displaying virtuosity but eschewing unnecessary showing off of their individual abilities and creating a coherent trio statement. Although fully Improvised, the music is unusually (for the idiom) embraceable and accessible to a relatively wide range of listeners, not necessarily form the strict Avant-Garde circles, but also "straightforward" Jazz enthusiasts with a tolerance towards complex improvised explorations.

Gregorio is a superb clarinetist, with a simple, natural sound and fabulous technique, which makes his playing instantly lovable. His playing immediately brings a wave of heartache in view of the death of the legendary Israeli clarinetist Harold Rubin, who left us just a few days ago, and with whom I worked closely for decades producing many albums together.

Mazur is a unique phenomenon with hardly any competition, both because of his unusual instrument and the way he plays it. The sound and the pulsations he manages to create is a trademark of the Improvised Music idiom and his level of understanding and telepathic communication with his partners is nothing short of miraculous. He has already an impressive recorded legacy behind him, which of course is a must to follow by every Improvised Music connoisseur. Lopez is another trademark name on the Improvised Music scene and his playing here fully justifies the reputation he earned over the years. His ability to play the drums as delicately and yet with full power, as this trio's music demands is absolutely brilliant.

Overall this is a superb Improvising Music album which proves that this kind of music can be communicative, coherent and lasting, even to people from outside of the genre. I had a wonderful time listening to it and it is one of rather few albums of this kind I could listen to repeatedly. Wholeheartedly recommended!

niedziela, 22 września 2019

Nobject - X-Rayed (2019)

Nobject

Martin Küchen - sopranino & tenor saxophones
Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Vasco Trilla - drums

X-Rayed

FSR 2019/08



By Maciej Krawiec

Fundacja Słuchaj! zdążyła już przyzwyczaić fanów muzyki improwizowanej do regularnych dostaw otwartego grania na najwyższym poziomie. Jedna z jej ostatnich premier to album "X-Rayed" tria Nobject, które współtworzą szwedzki saksofonista Martin Küchen, polski basista Rafał Mazur oraz kataloński perkusjonista Vasco Trilla. Artyści ci należą do czołowych przedstawicieli muzyki free improvised w Europie, z właściwą temu gatunkowi otwartością angażując się w różne składy i przedsięwzięcia wydawnicze. 

"X-Rayed" to już kolejny album w katalogu warszawskiej wytwórni, na którym Küchen, Mazur i Trilla się pojawiają, choć pierwszy, gdzie słyszymy ich razem. Sceną był w tym przypadku łódzki Art Inkubator, a spotkanie odbyło się w ramach szóstej edycji festiwalu Musica Privata. "X-Rayed" zawiera dwa krążki, które wypełnia ponad godzina poważnej, improwizowanej sztuki. Pierwszy został podzielony na trzy części, trwające od siedmiu do ponad dwudziestu minut, a drugi to półgodzinna, zaprezentowana bez przerw, improwizacja.

O tym, że atrakcyjność muzyki free improvised polega - w przypadku jej najciekawszych przedstawicieli - na ich pełnym artystycznym otwarciu, fascynującej nieprzewidywalności narracji i brzmieniowego bogactwa, pisałem już nieraz w kontekście wielu wspaniałych tego rodzaju płyt. "X-Rayed" również te jakości oferuje: śledzimy powolny rozwój muzycznej akcji, zwykle od niepozornych detali i wzajemnego "wyczuwania się" partnerów. Gdy jednak energii nagromadzi się tyle, że tama ostrożności pęka, leją się na słuchacza strumienie dźwiękowej lawy. Zamiast intrygujących poszukiwań sonorystycznych, których na albumie nie brakuje, otrzymujemy wtedy ekspresję w zenicie i totalny chaos. Gdy dochodzi do takiego bolesnego klinczu, muzycy na szczęście zawsze potrafią umiejętnie wzajemnie się rozbroić i w zgodzie rozejść. Rzucą na pożegnanie jakąś brzmieniową błyskotkę, cudną puentę, cenny drobiazg, który lśni na pobojowisku. 

Wnikając w "X-Rayed", możemy poznać jeszcze jeden osobliwy, abstrakcyjny świat improwizowanych dźwięków, który Küchen, Mazur oraz Trilla dla siebie - i, dzięki Fundacji Słuchaj!, także dla nas - wybudowali.

poniedziałek, 8 października 2018

Carrier/Lambert/Mazur - Beyond Dimensions (2018)

Carrier/Lambert/Mazur

François Carrier - alto saxophone
Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Michel Lambert - drums

Beyond Dimensions

FMRCD 477




By Andrzej Nowak

Kanadyjskich free jazzowych podróżników opowieść z datą 2016. François Carrier i Michel Lambert każdej wiosny odwiedzają Europę. Grają koncerty, robią zdjęcia (polecam), potem europejscy wydawcy produkują ich płyty. Polskim partnerem Kanadyjczyków od lat jest Rafał Mazur. Pisaliśmy już na tych łamach o ich wspólnych płytach, choćby o dwóch kolejnych koncertach w krakowskiej Alchemii, wydanych w dużym odstępie czasowym przez dwa niezależne od siebie labele (FMR, NoBusiness). Tej wiosny saksofonista i perkusista także gościli w Europie i Polsce. W nasze ręce zaś trafił koncert nagrany z Rafałem Mazurem…w Rumunii. Maj 2016 roku, na prawie 78 minut przenosimy się do Timisoary.

Zaczynamy klasycznym dla tego tria flow – gęstym, dobrze skonstruowanym akustyczną gitarą basową Mazura, pozostawiającym dużo przestrzeni dla alcisty, który lubi zawieszać narrację, popadać w zadumę i czekać na to, co uczynią partnerzy. Pasaże altu są płynne, z lekkim zadziorem w brzmieniu, nie stronią od płaczliwości, bywają pyskate i niejednorodne stylistycznie. Perkusista idzie krok w krok za Rafałem, je mu z ręki, nie zrobi niczego bez przyzwolenia basisty. Sama Mazur zdaje się czuć w tym gronie coraz pewniej. Powiedziałbym, że z płyty na płytę zaczyna w tym trio liderować. Dowodem choćby błyskotliwe pasaże w okolicach 8-9 minuty pierwszej części, gdzie delikatnie wspierany small drummingiem Lamberta, rządzi i dzieli na scenie. 

Drugi utwór jest nieco bardziej balladowy, pół tonu cichszy, o krok wolniejszy. Mazur oczywiście wkłada tu kij w szprychy i bezczelnie zaczyna napędzać trio. Lambert opukuje mu plecy, a narracja toczy się swoim torem, bez specjalnej ekscytacji po stronie recenzenta (publiczność w backgroundzie także nieco rozgadana). W 9 minucie Carrier dmie nieco intensywniej, dzięki czemu jakość nagrania natychmiast rośnie. Nie trwa to jednak zbyt długo (po jego stronie także bez zaskoczeń).

Intro odcinka trzeciego jest chytrze poszarpane. Alt kreśli krótkie, urywane frazy, bas jest skupiony na sobie i myśli o dwa okrążenia do przodu. A one touch drummer swinguje tu na potęgę. Jakby cała trójka grała znany, nieistniejący standard jazzowy. Bez trudu napotykamy też na kolejny, jak zwykle udany, solowy pasaż Mazura.

Czwarty odcinek, finałowy, rozpoczyna krzyk altu. Zdaje się, że to najlepszy tego dnia moment Kanadyjczyka. Sekcja dobiega do niego w podskokach. Euforia recenzenta trwa aż… cztery minuty, do momentu kolejnego zawieszenia narracji przez saksofonistę. Po chwili przerwy orszak ponownie rusza jednak w galop (Brawo Rafał!), dzięki czemu ta część koncertu i tak zasługuje na miano najlepszej. Choćby 16 minuta i znów dwie, trzy frazy Mazura, które powodują, iż wciąż jesteśmy z tą płytą. Docieramy, mimo licznych ambiwalencji, do 77 minuty koncertu. Nie mamy pewności, czy jest z nami tak samo liczna publiczność, jak na początku. Być może nic tak nie szkodzi sztuce, jak nadmiar. Po czwartej historycznie płycie Rafała Mazura z Kanadyjczykami, definitywnie prosimy jednak o nowe rozdanie personalne. 

czwartek, 24 maja 2018

Fernández/Majewski/Mazur - Spontaneous Soundscapes (2017)

Fernández/Majewski/Mazur 

Agustí Fernández - piano
Artur Majewski - cornet, effects
Rafał Mazur - acoustic bass guitar

Spontaneous Soundscapes

MW 957-2




By Maciej Krawiec

Album "Spontaneous Soundscapes" to kolejny w ostatnich latach dowód na bliską relację katalońskiego pianisty Agustíego Fernándeza nie tylko z polskimi muzykami, ale także rodzimym rynkiem wydawniczym. Płyta, która ukazała się w katalogu oficyny Not Two Records, stanowi zapis spotkania Fernándeza z basistą Rafałem Mazurem i trębaczem Arturem Majewskim na scenie krakowskiego klubu Alchemia, choć bez udziału publiczności. Zarejestrowali tam w pełni improwizowany set, złożony z tytułowych "spontanicznych pejzaży dźwiękowych", w których każdy z biorących udział w sesji artystów się specjalizuje.

Po album sięgnąłem już po tym, gdy słuchałem ich – wraz z Albertem Cirerą i Ramonem Pratsem – w ramach grupy Liquid Quintet na ubiegłorocznym festiwalu Ad Libitum. Zatem nie tylko wspólnota zapatrywań na to, co Fernándeza, Mazura i Majewskiego interesuje w muzyce, ale i zdolność do wchodzenia w takim właśnie gronie w spontaniczne interakcje nie były dla mnie zaskoczeniem. 

To powiedziawszy, należy dodać, że "Spontaneous Soundscapes" dostarcza niezliczonej ilości zaskoczeń jeśli chodzi o warstwę brzmieniową, energetyczną i dramaturgiczną. Słucha się tej organicznie powstającej i skrajnie abstrakcyjnej muzyki z zapartym tchem – jak przystało na inteligentnie wykonywaną sztukę improwizowaną. Mówiąc o inteligencji, mam na myśli proporcje i natężenie, w jakich każdy z artystów udziela się w kolejnych partiach nagrania, oraz ich mądre balansowanie między wsobnym skupieniem i niezależnością a żywiołową, grupową ekstrawersją. 

W moim niedawnym wywiadzie z gitarzystą Marcinem Olakiem – jednym z polskich praktyków otwartej muzyki improwizowanej – powiedział mi on, że w odbiorze tego rodzaju sztuki pomaga obserwacja występujących artystów; inaczej dźwięki mogą być trudne do przyswojenia przez niewprawionego odbiorcę. W pełni zgadzając się z Marcinem, jestem również zdania, że na taką muzykę należy się po prostu z ufnością otworzyć. Wszak czy jej brak ewidentnej logiki, przewidywalnej narracji i łatwych odpowiedzi nie jest czymś, co w istocie cechuje fascynujący świat, który nas otacza? Przy takim podejściu może się okazać, że swobodna improwizacja jest czymś o wiele bliższym wnętrzu odbiorcy, aniżeli nieskazitelne artystyczne produkcje.

sobota, 19 maja 2018

Carrier/Lambert/Mazur - The Joy Of Being (2016)

Carrier/Lambert/Mazur

François Carrier - alto saxophone, chinese oboe
Rafał Mazur - bass guitar
Michel Lambert - drums

The Joy Of Being

NBCD 97



By Andrzej Nowak

Jeśli pamiętacie album "Oneness" tego samego tria, wydaną w roku ubiegłym przez FMR Records, to wiedzieć winniście, że płyta, która w tej właśnie chwili krąży w naszym odtwarzaczu, została nagrana w tej samej krakowskiej Alchemii dokładnie … 24 godziny wcześniej! Koncert zaczyna się w obecności delikatnego tembru saksofonu altowego, niezwykle precyzyjnej marszruty akustycznej gitary basowej i zmienno-okrężnego bębnienia. Płyta "Radość Istnienia" to jakby kolejna pocztówka z wiecznej podróży Carriera i Lamberta po świecie muzyki improwizowanej. Dwóch dzielnych kanadyjskich muzyków, którzy zgodnie z zapisami swojego czarownego, zapewne czerwonego kajeciku, w każdej destynacji mają swojego człowieka do wspólnego grania. W Polsce tym kimś jest Rafał Mazur.

Muzyka tria to swobodna, luźna, ale wyważona i jakże konsekwentna improwizacja. Płynny flow basu akustycznego Mazura dobrze robi kanadyjskiemu duetowi – spaja, podpowiada, gwarantuje ciągłość narracji na wypadek zawieszenia opowieści bez podania jasnej przyczyny, co temu akurat saksofoniście zdarza się raz po raz. Tu dzieje się tak choćby w trakcie 6 minuty pieśni otwarcia. Z drugiej strony wszelkie próby eskalacji napięcia dramaturgicznego, generowania dodatkowych porcji emocji na scenie świetnie budują jakość całego nagrania. Carrier większość czasu operuje na alcie, ale gdy okazjonalnie sięga po obój w dynamicznych pasażach (z ciekawym, matowym brzmieniem), dodaje błysku swej muzyce. A Mazur, niczym precyzyjna maszyna, która napędza drummera, stymulując kolejne galopady całego tria.

Drugi odcinek zaczyna się stosunkowo spokojnie, z odrobiną cytatów z hymnicznego Aylera. Kunszt i wyobraźnia są bez wątpienia zaletami saksofonisty, ale bodaj największym jego atutem jest poziom dobrze rozumianego rzemiosła artystycznego. Lambert goni za jego pomysłami, a Mazur jakby tkał pajęczynę powiązań między Kanadyjczykami – gęstą, soczystą, wielobarwną sieć. Z drugiej strony każdy podmuch w tubie saksofonu dodatkowo napędza poszczególne fazy improwizacji, choć ona sama nie zawsze jest jakoś szczególnie ognista. Dużo w niej przestrzeni, swoistego, artystycznego stoicyzmu, ogłady i wyrafinowania. Free improv z dużą dawką rozwagi. Na finał szczypta dynamizmu na werblach i tomach. 

Trzeci epizod tryska dynamizmem, ekspresją, ogniem wysoko zawieszonego altu. Choć amplituda emocji na scenie zdaje się być nieco przewidywalna. Po każdym ataku niezwłocznie przechodzi czas na tłumienie emocji i gojenie ran. Tu świetnie odnajdujemy – po raz kolejny – robotę Mazura. Jakby ustawiał partnerów po kątach. Regularne zawieszanie opowieści przez Carriera stwarza polskiemu muzykowi dodatkową przestrzeń na śmiałe popisy instrumentalne i dodajmy – ani jeden centymetr sześcienny tejże nie jest tu trwoniony. 

Czwarty, na zasadzie kontrastu, znów płynie na starcie spokojnym altem. Spirala narracji nakręca się dość ślamazarnie, jakkolwiek wszystko dzieje się w aurze świetnej komunikacji pomiędzy muzykami. Sama muzyka płynie bowiem na tyle wartkim strumieniem, że recenzent nie potrafiłby wskazać fragmentów koncertu, które na etapie produkcji można byłoby pominąć bez szwanku dla obrazu całości. Ten akurat odcinek nagrania ewidentnie ciągnie do przodu para Mazur-Lambert, która wytycza cel i nie spuszcza z tonu ani na moment. Alt biegnie za nimi w podskokach.

Muzycy wciąż opowiadają nam jakby tę samą historię (właśnie wystartował odcinek piąty). Poszczególne epizody różnią się detalami, poziomem intensywności czy też rozkładem akcentów solowych, proporcjami natężenia altowego zaśpiewu i chwilami zmysłowej gry sekcji rytmicznej. Niedopowiedzenia Carriera, często w estetyce późnego Joe McPhee, z jednej strony czasami burzą ład improwizacji, z drugiej zaś prowokują sekcję do ciekawych wycieczek. Suma plusów dodatnich i ujemnych czyni jednak całość w pełni akceptowalną dla recenzenta. Tu, w okolicach 8 minuty dzieją się wyłącznie dobre rzeczy. Choćby doskonała ekspozycja oboju, czyniona na bazie solowych popisów Mazura. 

Wreszcie sam finał koncertu. Powraca blask Aylera, także trochę zbyt mocno tłumionych emocji w tubie altu. Szczęśliwie sekcja nie jest w nastroju do marudzenia. Drobne zaczyny transu na gryfie basu, celny drumming, wreszcie wykwintne pasaże saksofonu sprawiają, iż to właśnie finał koncertu uznać należy za jego najlepszy fragment. Na ostatniej prostej balladowe, kołyszące niemal wybrzmiewanie.

środa, 14 lutego 2018

Carrier/Lambert/Mazur - Oneness (2017)

Carrier/Lambert/Mazur

François Carrier - alto saxophone, chinese oboe
Rafał Mazur - bass guitar
Michel Lambert - drums

Oneness

FMRCD444



By Tim Niland

The music on this impressive album was created spontaneously in the moment by François Carrier on alto saxophone and chinese oboe, Rafał Mazur on acoustic bass guitar and Michel Lambert on drums, and was recorded live in Krakow in 2015. "Oneness" opens the album with breathy saxophone and subtle bass and drums probing the space and confidently attacking the silence. The music is very well recorded and it captures the alluring tone of the acoustic bass guitar and the dynamic tension it creates with the other instruments as the music moves forward, developing an eloquent collective improvisation at a medium up pace. The bass and drums drill down into the music, with raw and taut saxophone engaging them in a fierce meeting. 

The exotic sound of Carrier's oboe introduces "Flow" which squeaks and swirls around with cymbals and bass fluttering around with a deep sense of adventure. He moves back to saxophone as the performance progresses, getting down to business in an exciting fashion with an intense three way improvisation, building to a fast and frenetic conclusion of raw musical power. "Observations" has a quieter beginning, spacious with choppy drums and insistent bass helping the music gain steam building to a fortress of sound, buoying the music and lifting the sound further with exciting saxophone astride thick bass and rattling drums. Bass and drums provide a firm foundation as the startling and fascinating sound of the oboe crashes in. 

Swapping to saxophone, Carrier leads the band to a furious section before throttling back to an airy conclusion. The trio develops a long and dynamic improvisation on "Uplifting," coming out of the gate fast and hard. Thick bass and drums flow as the saxophone takes flight to soar. There is exciting saxophone wailing over potent rhythm in an intricate improvisation. Raucous patterns and raw rending saxophone of unrelenting power continue, then the music slows to a spacious section of elastic bass and skittish percussion. The lull doesn't last long and soon the trio is in full flight once again, dashing forward at a breakneck pace. 

The album is concluded by "The Urgency of Now" which is another lengthy track that begins patiently, building music infused with humility and humanity and developing an architecturally sound improvisation. The music is lean and tough, with saxophone shrieking in an ecstatic manner in the company of elastic bass and roaring drums. They incorporate patches of oboe, that startling sound, and then conclude in a profoundly remarkable manner.

niedziela, 4 lutego 2018

Lotte Anker - Plodi (2017)

Lotte Anker

Lotte Anker - saxophones
Artur Majewski - trumpet
Rafał Mazur - bass guitar
Zlatko Kaučič - drums, percussion

Plodi

IZK CD069



By Piotr Wojdat

Czasami bywa tak, że trudno jest zrozumieć zamysł twórczy wykonawcy. Warto w takiej sytuacji postawić sobie pytanie w rodzaju: co artysta miał na myśli? Przyznam, że zadaję je sobie w trakcie każdego kolejnego odsłuchu "Plodi" Lotte Anker i nie znajduję na nie odpowiedzi. Mam wrażenie, że zarówno znakomita duńska saksofonistka, jak i słoweńska wytwórnia Klopotec nie przemyśleli sprawy i być może stąd wynikają moje mieszane uczucia związane z płytą, w której nagraniu udział wzięli także czołowi polscy jazzowi improwizatorzy.

Nie, żeby "Plodi" było albumem słabym. Znajdziemy na nim ciekawe momenty i trzeba otwarcie przyznać, że nie jest ich tak znowu bardzo mało. Głównym problemem tego wydawnictwa jest jednak jego spójność. Najpierw mamy okazję posłuchać samą Anker solo z koncertu, który odbył się w ramach Brda Contemporary Music Festival w 2016 roku. Po wysłuchaniu trzech wymagających skupienia utworów i raczej niezbyt porywających, natrafiamy na duet artystki z perkusistą Zlatko Kaučičem. I jak to ze Słoweńcem bywa, po raz kolejny udowadnia, że jest artystą jedynym w swoim rodzaju. Niestety nie przekłada się to na jakość prezentowanej muzyki. Improwizacja prowadzi Anker i Kaučiča do ślepego zaułka, z którego nie są już w stanie się wydostać przed upływem ostatniej kompozycji.

Na szczęście na koniec otrzymujemy przysłowiową truskawkę na torcie, czyli jeden utwór z koncertu kwartetu. Do Anker i Zlatko Kaučiča dołączają basista Rafał Mazur oraz trębacz Artur Majewski. I jest to najciekawszy utwór w całym tym zestawie. Rozwija się bardzo powoli, ale w pewnym momencie przeradza się we free jazzową nawałnicę dźwięków, które zacierają niezbyt dobre wrażenie z odsłuchu fragmentu solowego i duetowego. Szkoda, że wydawca nie zdecydował się na to, by zaprezentować cały koncert kwartetu pod wodzą Lotte Anker i z udziałem naszych instrumentalistów. Być może wtedy "Plodi" byłoby albumem lepszym i znacznie bardziej spójnym niż jest w istocie.

sobota, 16 grudnia 2017

Trzaska/Mazur/Jørgensen - Jellyspace (2017)

Trzaska/Mazur/Jørgensen

Mikołaj Trzaska - alto & baritone saxophones
Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Peter Ole Jørgensen - drums, percussion

Jellyspace

MW 964-1


By Andrzej Nowak

Trzydziesty marca 2017 roku, krakowska Alchemia, a na scenie jakby reinkarnacja tria Volume, które ekscytowało europejskich fanów free jazzu niemal dekadę temu. Mikołaj Trzaska na saksofonie altowym i barytonowym, Peter Ole Jørgensen  na perkusji i perkusjonaliach, na gitarze basowej w miejsce Petera Friisa Nielsena - Rafał Mazur. Jak pokażą wydarzenia na scenie, ów epitet "w miejsce" zupełnie nie przystoi recenzentowi. Świadczy o tym dyspozycja dnia krakowskiego muzyka. Dokumentacja fonograficzna koncertu dociera do nas dzięki Not Two Records. Winylowa edycja trwa niewiele ponad 40 minut i przynosi sześć odcinków muzycznych.

Od pierwszego gwizdka ostry, głęboki tembr basu, wysokie, równie dotkliwe akustycznie pasaże altu (jak zwykle u Mikołaja wyposażone w ogromny bagaż podskórnej melodyki), no i prawdziwy płaszcz wodny perkusyjnych ekscesów. Narracja szyta twardym, niedelikatnym ściegiem. Muzyka gęsta jak ołów. Koło zamachowe współczesnego, europejskiego free jazzu w natarciu! 

W grze Mazura także dużo melodii, jakby muzyk pozostawał w stanie ciągłego poszukiwania wewnętrznej i zewnętrznej harmonii. Może mniej subtelności stylistycznych niż u Friisa Nielsena, za to więcej radości i przyjemności z muzykowania. Szorstka jazda dobrze ośnieżonym stokiem, to porównanie, które konstytuuje grę całego tria. W pełnym słońcu, przy śpiewie, dopiero co wybudzonej ze snu zimowego, hordy niedźwiedzi. Niewyczerpalne pokłady empatii, synergii, komunikacyjnej perfekcji w gronie muzyków, którzy znają się świetnie, ale być może grają w tym układzie personalnym po raz pierwszy. 

Fragment drugi, który następuje zaraz po najdłuższej, pierwszej ekspozycji, zdaje się być bardziej kanciasty w swojej formule, zadziorny, stawiający znaki zapytania, ale znów płynący jednym, zwartym strumieniem dźwięku. Prawdziwy common flow, free jazz w konwulsyjnym rozkwicie! W trzecim odcinku wchodzi baryton. Kroczy dostojnie, choć sekcja gotuje się w 120 stopniach, a emocje tryskają po ścianach (baa, nie tylko one). Niczym pochód pierwszomajowy nad skrajem pięknej przepaści. W ramach komentarza doskonałe pasaże gitary basowej, jakby nieco w poprzek narracji. 

W czwartym melodyka w tubie Trzaski osiąga kolejne wyżyny. Być może polski saksofonista, to najlepszy uczeń Petera Brotzmanna, który bezczelnie postanowił przerosnąć mistrza. Kolejny, mistrzowski komentarz Mazura. Zresztą w parze w dobitnym drummerem, brnie przez ten koncert z taką siłą i maestrią, jakby ich bóg z własnego żebra stworzył. Szczypta semickiej zadumy na dyszach na finał fragmentu, zapewne w ramach docenienia wysiłku sekcji rytmicznej. 

Piąty numer to właśnie sekcja zaczyna niezwykle eksplozywnie. Alt wchodzi po kilkudziesięciu sekundach i dyszy z emocji. Znów baryton, prawdziwy drapieżnik - what a game! Muzycy czujni, jak zawodowi czekiści na prywatnym dżobie! Nic i nikt nie pozostaje tu bez odpowiedzi, bez reakcji. Na sam finał koncertu jakby skromna ballada (co złego, to nie my). Smuga cienia na gryfie gitary, jakże subtelny drumming. Po paru chwilach dynamizują się jednak, jak stado koni w obliczu obnażonych klaczy. Koncert tylko w ramach vinyl time, ale bez jednego zbędnego dźwięku. Brawo!

środa, 24 maja 2017

Dymny/Mazur/Trilla - Tidal Heating (2016)

Dymny/Mazur/Trilla

Michał Dymny – electric guitar
Rafał Mazur – acoustic bass guitar
Vasco Trilla - drums, percussion

Tidal Heating

MW 947-2




By Piotr Wojdat

W ramach późnowiosennych remanentów przypominamy zeszłoroczną płytę tria Dymny/Mazur/Trilla. Album został wydany przez wytwórnię Not Two Records, a jego zawartość stanowi koncert zarejestrowany w krakowskim klubie Alchemia. W skład grupy wchodzi dwóch polskich muzyków improwizujących - Michał Dymny i Rafał Mazur - oraz hiszpański perkusista Vasco Trilla. 

Warto zacząć od muzyka, który zdaje się odgrywać główną rolę na "Tidal Heating". A jest nim gitarzysta Michał Dymny, znany z działalności artystycznej pod szyldami Nucleon czy Cracow Improvisers Orchestra, oraz mający spore doświadczenie w komponowaniu muzyki teatralnej i filmowej. Ważnym ogniwem tria jest także Rafał Mazur - wirtuoz akustycznej gitary basowej, dla którego istotą sztuki jako takiej jest swobodna improwizacja. 

Zarówno Dymny, jak i Mazur są barwnymi postaciami muzycznej sceny ze stolicy Małopolski. Dodatkowo ten drugi cieszy się także uznaniem poza granicami naszego kraju, o czym świadczy jego współpraca z tuzami współczesnego jazzu i muzyki improwizowanej, m.in. z saksofonistą Keirem Neuringerem, pianistą Agustim Fernandezem czy perkusistą Raymondem Stridem. Obaj mają swój styl oraz potrafią płynnie przechodzić z jednej techniki gry na instrumencie w drugą, a tworzenie muzyki traktują poniekąd jako wyzwanie.

Na "Tidal Heating" składają się dwa utwory - prawie 50-minutowy "First Phaze" oraz ponad 30-minutowy "Second Phaze". Oba sprawiają takie wrażenie, jakby były efektem improwizacji od początku do końca. Dzięki temu narracja utworów jest wypadkową stanu umysłu muzyków z tamtych chwil oraz ich umiejętności. A te są niemałe. Zatem dla przykładu gitara Michała Dymnego może wybrzmieć bardziej jazzowo, czego przykładem są pierwsze minuty "Second Phaze". Innym razem słuchacz może poczuć się jak w środku potężnej trąby powietrznej, by potem podążać mało utartymi szlakami sonorystycznych poszukiwań. Jeśli do tego dodać, że preparacje instrumentów są tutaj na porządku dziennym, a współpraca między muzykami układa się niemal idealnie, to summa summarum wychodzi na to, że "Tidal Heating" to bardzo udane wydawnictwo z nurtu szeroko pojętej improwizacji bez ściśle określonych ram gatunkowych.

czwartek, 2 marca 2017

Agustí Fernández/Rafał Mazur - Ziran (2016)

Agustí Fernández/Rafał Mazur

Agustí Fernández - piano
Rafał Mazur - acoustic bass guitar

Ziran

NOT TWO 941





By Piotr Wojdat

Muzyka zarejestrowana na płycie "Ziran" ma mocno abstrakcyjny charakter - to pierwsze, co rzuca się w uszy słuchaczowi tego dzieła. Zarówno Rafał Mazur, jak i jego kompan, pianista Agustí Fernández, poszukują na bazie swoich instrumentów niebanalnych dźwięków. Fortepian i akustyczna gitara basowa nakazywałyby grać muzykę jazzową. Tymczasem, gdy słuchamy Mazura i Fernándeza w duecie, zanurzamy się świecie eksperymentów i wolnej improwizacji. Nagle okazuje się, że można grać wirtuozersko na wewnętrznych częściach fortepianu i nieczęsto używać klawiatury. A także grać na akustycznej gitarze basowej, co już samo w sobie jest zjawiskiem unikatowym i przykuwającym uwagę.

Muzyka zawarta na płycie w zasadzie pozbawiona jest ram kompozycyjnych czy w ogóle stylistycznych. Artyści nawiązują między sobą kreatywny dialog bez wcześniejszych założeń. Wszystko ma się dziać spontanicznie, swobodnie i w dowolnej chwili. Eksperymenty brzmieniowe Agustíego Fernándeza  i Rafała Mazura są nad wyraz intrygujące i nieszablonowe. Co prawda momentami wkrada się zbyt daleko idąca monotonność w improwizacjach i chwilowe braki pomysłów duetu, ale przyjemność ze słuchania całości jednak bierze górę. 

"Ziran" to kolejny udany album w dorobku Rafała Mazura, jednego z naszych najbardziej charakterystycznych muzyków w swojej kategorii, który decydując się na współpracę z tak znaczącą i globalnie poważaną osobistością świata muzyki improwizowanej jak Agustí Fernández, zyskuje coraz większe uznanie poza granicami Polski (czapki z głów za konsekwencję wydawniczą dla Marka Winiarskiego z wytwórni Not Two). Przy okazji cierpliwie ugruntowuje swoje znaczenie na rodzimej scenie i ukazuje nowe możliwości, które tkwią w muzyce improwizowanej.

niedziela, 6 listopada 2016

Mazur/Neuringer – Diachronic Paths (2016)

Mazur/Neuringer 

Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Keir Neuringer - alto saxophone

Diachronic Paths

RELATIVE PITCH 1046





By Adam Baruch

This is the fifth album by the Avant-garde/Improvising Music duo comprising of Polish acoustic bass guitarist Rafał Mazur and American saxophonist Keir Neuringer. Together they perform six spontaneously improvised pieces, co-composed by the duo members.

As usual with Improvised Music it is not about the virtuosic abilities of the players, which of course are also present herein, but about the ability to communicate, cooperate and create together something that is more than the simple sum of the components. Mazur and Neuringer have already successfully proved that they are among the best of the kind and this album firmly verifies again, that this is the case.

The six lengthy pieces present a plethora of moods and emotional states, beautifully illustrated by the music, which often sounds strangely melodic and coherent in spite of its improvised nature. An attentive listener simply gets completely lost within the music, engulfed within the emotional fabric of the sounds. This album is a wonderful example of truly creative Improvised Music that stays relevant beyond the actual moment of creation and is able to reproduce the magic also in recorded form. Sadly such music constitutes a minority within the genre, which many artists involved in it have serious problems understanding.

Of course the individual performances by those two brilliant musicians also deserve a high praise. Mazur managed to create a completely individual bass sound and his incredible technique is also completely unique. Neuringer displays unlimited fluency and improvisational depth, which are both unprecedented. As usual, a great piece of intriguing, wonderfully performed music, which sets the path (pun intended) for others to follow, both as listeners and musicians. Thanks for sharing!

sobota, 25 czerwca 2016

Artur Majewski - Unimaginable Game (2016)

Artur Majewski

Artur Majewski - trumpet, cornet, electronics
Anna Kaluza - alto saxophone (4,14)
Rafał Mazur - acoustic bass guitar (6)
Marcin Ciupidro - vibraphone (3)

Unimaginable Game


SoundTrapRecords 2016

By Bartosz Nowicki

Pierwsza solowa płyta Artura Majewskiego to popis twórczej wyobraźni i technicznych możliwości tego znakomitego trębacza i kornecisty. "Unimaginable Game" to zbór nagrań pochodzących jeszcze z 2012 roku, czyli m. in. sprzed wydania "Absent Minded" duetu Mikrokolektyw. Nic zatem dziwnego, że słuchając solówki Majewskiego, motywy brzmieniowe i techniki wydają się nam znajome. To na tych "wprawkach" została oparta artykulacja dęciaków na ostatniej płycie wrocławskiego duetu.

Mnogość artykulacji, jakimi posługuje się Majewski, jest doprawdy imponująca. Nie zawsze jednak jej różnorodność jest słyszalna na pierwszy rzut ucha, zwłaszcza przy nieuważnym słuchaniu. "Unimaginable Game" to nie jest płyta do słuchania w tle. Jeśli potraktujemy ją bez uwagi, ominie nas cały kalejdoskop technik i brzmień. Tym bardziej, że wrocławianin posługuje się bardzo dużą dynamiką w przeskakiwaniu między wątkami. Tego nie wychwyci się mimochodem. W eksperymentalnym laboratorium dźwięków dętych i improwizowanych Majewski moduluje, preparuje i deformuje nie tylko trąbkę czy kornet. Bardzo ważnym elementem jego muzyki jest pogłos, którego plastyczność jest równie inspirująca, co dźwięki blaszanych dętych. 

Trzeba dysponować iście literacką wyobraźnią, by podjąć się próby opisania dźwiękowego imaginarium "Unimaginable Game". Spróbujmy zatem nazwać to, co nienazywalne i subiektywne, aby choć trochę dorównać fantazji twórcy. Trąbka to tylko punkt wyjścia do tego, co dalej dzieje się z rozedrganym ciepłym powietrzem meandrującym w metalowej rurze. Cała gama efektów, aparatów pogłosowych, zapętlarek i delayów służą Majewskiemu do kształtowania swojej artykulacji. Usłyszymy tu zatem podwodne bulgoty zaklęte w falującej pętli ("Syncope"), powłóczyste i rozmyte ślady ("Sky Dive"), frazy radykalnie zredukowane do zgrzytu i trzeszczenia ("84dB") czy fałdowanie pogłosu kontrastujące z dostojnością trąbki ("Watercircles"). Wszystko to odgłosy, których źródeł doszukiwalibyśmy się prędzej w smagnięciach samurajskiego miecza, kształtowane serią szybkich i krótkich przedmuchów powietrza przez dęciak.

Poza solowymi kompozycjami w materiale znalazły się duety z artystami wcześniej już współpracującymi z Majewskim. Wspomniany wyżej "Sky Dive" nagrany wespół z Marcinem Ciupidro, poszukujący wyrazu blisko estetyki zarezerwowanej dla muzyki konkretnej. Zbudowany na chropowatej wibracji dźwięku obu instrumentów, przypominający techniką syntezę granularną. Następnie "Ginormous", duet z saksofonistką Anną Kazluzą, pochodzący chyba jeszcze sprzed wspólnej płyty wydanej dla portugalskiej Clean Feed. Gdyby pokusić się o rysunkowe przedstawienie tego dynamicznego dialogu dwóch dęciaków, kompozycja przypominałaby zapis alfabetem morsa, gdzie Majewski zaznacza kornetem punkty, a Kaluza łączy je dłuższymi pociągnięciami saksofonu. Z kolei w duecie z Rafałem Mazurem ("In Praise Of Blandness") tonacje obu instrumentów są odległe od siebie. Mazur rzeźbi bardzo nisko w dołach, przeciwstawiając ciężar brzmieniowy akustycznej gitary basowej szybkością palcowania. Z początku ukryta w cieniu trąbki artykulacja Mazura emancypuje się na pierwszy plan, zawłaszczając dla siebie uwagę słuchacza. Warto wyróżnić jeszcze "Zlatko's Boat of Hope", gdzie do dynamicznego akompaniamentu hanga pochodzącego z płyty Zlatko Kaucicia Majewski dogrywa melodyjną impresję ubraną w woal melancholii.

Majewski wydaje się być artystą pragmatycznym. Nie przywiązuje dużej wagi do emocji i nastrojów. Dla niego liczy się w przede wszystkim forma, wyrażona w sposób szybki i konkretny, bez straty czasu na wprowadzenia i fabularyzacje muzyki. Wysyłany przez niego komunikat jest zwięzły i bezpośredni. Po latach eksperymentów i mozolnego ćwiczenia warsztatu, dossier trębacza wydaje się nie mieć dna. "Unimaginable Game" może zatem okazać się zwieńczeniem pewnego etapu poszukiwań i ważną cezurą w twórczości Majewskiego.

czwartek, 9 czerwca 2016

Carrier/Lambert/Mazur – Unknowable (2015)

Carrier/Lambert/Mazur

Francois Carrier - alto saxophone, chinese oboe
Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Michel Lambert - drums

Unknowable

NOT TWO 928



By Budd Kopman

Unknowable finds Carrier and his long-time percussionist Michel Lambert meeting acoustic bass guitarist Rafał Mazur at the Alchemia Jazz Klub on June 1, 2014 at the recommendation of Marek Winiarski, the owner of Not Two Records. The live, completely unrehearsed set went so well, and felt so intense and present that the musicians went back to the club the next day and recorded the album.

Free jazz is actually a misnomer, and perhaps the term should be scrapped and replaced with "unplanned" or "spontaneous," especially with players like Carrier, Lambert and Mazur. Carrier's style (if you will) borders on the lyrical much of the time, with identifiable phrasing and even at times something approaching tonality; the time and place in which he finds himself dictates the overall mood of his playing at that moment. It is no wonder that he and Mazur clicked, because as can be seen here, Mazur's playing has the similar characteristics of freedom within the boundaries of a tonal anchor. Lambert, who really is a percussionist rather than a drummer, is now able to play off of not one, but two players. 

For the ear experienced in this genre, it is easy to appreciate the extremely high level of close interplay that the trio exhibits. Thematic fragments are presented, explored and developed as the music density increases and decreases. Jazz lovers exult in those moments, in whatever style, when everything clicks and the distance between the performers and the listener disappears; this "free" jazz is no different in that respect, and is intensified because there is no rhythmic crutch to hold on to. 

For those new to or wishing to explore this style of music making, this preview of the live show is very edifying. Less than six minutes in length, it shows the clear stages of introduction, development, intensification, catharsis and denoument. One way to get inside this music is to direction one's attention to Carrier alone, allowing the others to drift into the background. The logic of the structure of Carrier's lines and their musical development will then become apparent. A second listening, now with attention paid to Mazur, ought to make clear the flow of the music as they respond to each other. Finally, when Lambert is added to the field of attention, his percussive sounds (as opposed to time-keeping) can be heard commenting, supporting and responding to the other two players. Once the trio's aesthetic is comprehended, a track like the title track, which runs sixteen minutes and is more complex can seen for what is: creation emerging from the unknown. 

Beauty in music is much more than euphony. With "Unknowable", this trio, at this moment, demonstrates the beauty of spontaneous creation where space and time is transformed, enveloping all who are within its reach and changing them forever.

czwartek, 17 grudnia 2015

Carrier/Lambert/Mazur – Unknowable (2015)

Carrier/Lambert/Mazur

Francois Carrier - alto saxophone, chinese oboe
Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Michel Lambert - drums

Unknowable

NOT TWO 928



By Adam Baruch

This is a live recording by the Improvised Music trio consisting of Canadian saxophonist Francois Carrier and drummer Michel Lambert and Polish acoustic bass guitarist Rafał Mazur. The trio performs six spontaneously improvised pieces, credited to all three trio members. The music was recorded at the Alchemia Jazz Club in Krakow.

Although improvised, the music is characterized by a high degree of melodic content as a result of Carrier's contributions, which are mostly long lines of melodic themes. Mazur's bass guitar is always very melodic and here it harmonizes perfectly with Carrier's leading lines. Lambert is a very delicate and sympathetic drummer, supporting his cohorts with his dense, precise rhythmic patterns, but keeping the volume well in control in order not to dominate the proceedings.

There is a wonderful interplay and exchange of ideas between the trio members, who are listening attentively to each other, weaving together a multi-colored tapestry of sound. The music is remarkably relaxed and serene, even in its most intensive moments, completely avoiding any signs of aggression and competitiveness, which so often completely dominates Improvised Music. As a result this is one of the few cases when an Improvised Music recording actually makes sense to be released on record and manages to recreate the actual experience. The excellent recording quality of this album is also very helpful.

Overall this is a very impressive piece of music captured for eternity on record and deserves to be heard by all Improvised Music connoisseurs. Perhaps not particularly groundbreaking, nevertheless is offers many magic moments which happen only in that particular musical idiom. Wholeheartedly recommended!

sobota, 21 listopada 2015

Festiwal "jaZZ i Okolice" - Trzaska/Mazur/Jorgensen; Oregon; Kazuhisa Uchihashi Altered States feat. Maciej Obara


By Tomasz Łuczak

Tegoroczną edycję festiwalu „jaZZ i Okolice/jaZZ & Beyond” określa motto „Etno inspiracje, brzmienia nowe i źródłowe”. Andrzej Kalinowski, pomysłodawca i szef artystyczny festiwalu, potraktował to sformułowanie bardzo szeroko, czego idealnym wręcz przykładem było umieszczenie w programie koncertu tria Mikołaja Trzaski. I gdyby trzymać się mocno oklepanej już teorii, że Trzaska to najbardziej radykalny polski muzyk, ostry awangardzista z krwi i kości, który poraża i przeraża agresją swojej wypowiedzi muzycznej, to faktycznie dla kogoś z boku zetknięcie tak wyrazistej duszy artystycznej z kontekstem etnicznym niekoniecznie musi się zazębiać. Ale tak to już w życiu bywa z różnymi teoriami, że często przynoszą ze sobą tylko część prawdy, a my właśnie skupiamy się na pierwszym wrażeniu, rzadko chcąc wchodzić w detale. A wiadomo, gdzie tkwi diabeł.

Rzeczony diabeł to w przypadku tego konkretnego tria (Trzaska – saksofon, klarnet; Rafał Mazur – akustyczna gitara basowa i Peter Ole Jorgensen – perkusja) historia europejskiej muzyki improwizowanej przefiltrowana przez dość dobrze wychwytywalną od pewnego czasu etniczność czy folkowość Mikołaja, rozumianą jako subtelna afirmacja jego żydowskich korzeni. Charakterystyczna, podskórna melodyka Trzaski, ujawniająca się w najbardziej nieprzewidywalnych momentach, gdzie moim zdaniem ten korzenny, pierwotny kontekst wyznaczał głównie klarnet basowy, idealnie wręcz współgrała z matematyczną precyzją Mazura i mocnym, motorycznym brzmieniem perkusji Jorgensena, prezentowanym chyba najlepiej w składach z Peterem Brotzmannem. Gliwicka Jazovia, w której wybitnie rzadko goszczą tego typu składy, stała się w ten wieczór otwartym i buzującym kreatywnością miejscem, w którym świetnie odnaleźliby się tak ikoniczni eksperymentatorzy, jak Derek Bailey, Paul Rutherford, Evan Parker czy Barry Guy. I zapewne tego dnia w Gliwicach czuliby się obok Trzaski bardzo dobrze.


Dużo łatwiej mówić o etno-folku w przypadku legendarnej już grupy Oregon, która aktualnie obchodzi 45-lecie swojego istnienia (czyż to nie najdłużej działający skład jazzowy w historii?) i również z tego powodu zawitała w tym roku do Katowic. Klasyczny skład założycielski reprezentowany jest obecnie przez Ralpha Townera (gitary, fortepian, syntezator, elektronika) i Paula McCandless’a (saksofony, obój), których wspierają Paolino Dalla Porta (kontrabas) i Mark Walker (bębny, perkusjonalia).

W przypadku koncertów Oregonu nie można mówić o nieprzewidywalności i elemencie zaskoczenia. To raczej przeglądowy wgląd w historię muzyki jako takiej, z czytelnymi odniesieniami do world music, etno-jazzu, fusion, źródłowej muzyki amerykańskiej, to inspiracje muzyką indyjską, współczesną kameralistyką, a momentami nawet wycieczki w kierunku bardziej awangardowym. Czyli właściwie wszystko to, do czego formacja przyzwyczaiła nas przez lata i za co ciągle jest kochana. Ta charakterystyczna multikulturowość znajdywała swoje miejsce przede wszystkim w dominującym współbrzmieniu gitary klasycznej mistrza Townera (naturalnie narzucające się skojarzenia stylu solowych płyt dla ECM) i oboju czy saksofonu sopranowego Paula McCandless’a. Reprezentatywna dla Oregonu swoistego rodzaju elegancja, równoważona była tego wieczoru bogatą prezentacją brzmień perkusyjnych, co zdecydowanie dodało całości kolorytu. Jednym słowem, był to udany powrót do przeszłości, o czym świadczą też dwa bisy na koniec i owacja na stojąco.


Koncert Macieja Obary, jednego z najważniejszych obecnie polskich saksofonistów altowych, z Kazuhisa Uchihashi Altered States, był pokłosiem jego pobytu w Japonii w ramach 2. Festiwalu Muzyki Polskiej w 2014 roku. Dobrze znany naszej publiczności Uchihashi, jeden z absolutnie najważniejszych gitarzystów improwizowanych świata, jako kurator festiwalu sam wyselekcjonował polską obsadę w procesie wcześniejszych działań mających charakter warsztatów (obok Obary znaleźli się tam również m.in.: Jerzy Rogiewicz, Michał Górczyński, Jerzy Mazzoll czy Wacław Zimpel). Między Obarą a Uchihashim zaiskrzyło do tego stopnia, że postanowili raz jeszcze wspólnie spotkać się w sytuacji koncertowej. Okazją do tego był właśnie festiwal „jaZZ i Okolice”.

Muszę przyznać, że w tak radykalnej formule, generalnie dość jednak odleglej od kontekstu gry w jego macierzystym kwartecie, widziałem Obarę po raz pierwszy (znów kłania się Mikołaj Trzaska, dla którego jest to zdecydowanie bezpieczny grunt). Było dla mnie wielką niewiadomą, jak nasz świetny skądinąd muzyk wejdzie w ekstremalnie nieskrępowaną, otwartą i odważną koncepcję japońskiego eksperymentatora, której do tej pory raczej nie eksplorował. Albo eksplorował w bardzo ograniczonym stopniu. Moje obawy okazały się w gruncie rzeczy bezpodstawne. Maciej dobrze odnalazł się w tym konglomeracie mocnej rockowej alternatywy, noise’u i preparacji dźwiękowych, dodając do całości tak charakterystyczny dla siebie rys ekspresji i improwizowanej kreatywności. I nawet jeśli początkowo niezaprawiona w awangardowych bojach publika miała wrażenie totalnej nieprzystępności formy, w efekcie dzięki wykreowaniu przez wszystkich muzyków swoistej klarowności i komunikatywności przekazu, mogła zakończyć ten wieczór z uśmiechem na twarzy.

środa, 9 września 2015

Dominik Strycharski & Rafał Mazur – Myriad Duo (2015)

Dominik Strycharski & Rafał Mazur

Dominik Strycharski - sopranino, alto, tenor & bass recorders/blockflutes
Rafał Mazur - acoustic bass guitar

Myriad Duo




FSR 02

By Adam Baruch

This is a live recording of spontaneously composed Improvised Music performed by two prominent Polish representatives of the genre: flautist Dominik Strycharski and bass guitarist Rafał Mazur. The performance is edited into five separate tracks, but of course such division exists only for convenience sake and does not disrupt the natural flow of the music.

I have often stated that Improvised Music finds itself at the disadvantage of being mostly a live/real time experience and very rarely transforms itself into a lasting experience, when recorded and later released on record, with rare exceptions of course. This, fortunately, is one of those rare exceptions, where the music, or whatever one might want to call this encounter between two artists, remains completely relevant on record and deserves repeated listening.

For people familiar with the Polish Improvised Music scene with both these innovative musicians since years. Born four years apart in the 1970s, they are both active since the 1990s with increasing frenzy, producing over time dozens of recordings and leading numerous projects, both in Poland and abroad. This is their first encounter as a duo, and luckily that live concert was also captured for posterity and released on this album.

The flute/recorder, one of the ancient human instruments, is sadly neglected in Jazz and Improvised Music and therefore Strycharski's virtuosity as a flautist is especially appreciated, especially in these circumstances. His beautiful tone poems and quirky improvisations are a delightful trip in space/time and a rare example of concentrated minimalism as an Art form. The melodic stream and the myriad of tiny notes merge into a wonderful soundscape.

Mazur, who is a virtuoso bassist, is also a musician with a truly chameleonic ability to adjust his playing to any environment, as already documented on his various recordings. His playing here is therefore accordingly more delicate and low key without of course cutting down anything from its subtlety, sophistication or creativity. As a duo these two musicians function as if their minds amalgamated for the duration of the concert, way beyond just attentive listening and much closer to telepathic communication. In short if anything deserves the title "Art of the Duo", this is it, here and now!

czwartek, 27 listopada 2014

Mazur Neuringer Duo – The Kraków Letters (2014)

Mazur Neuringer Duo

Rafał Mazur - acoustic bass guitar
Keir Neuringer - alto saxophone

The Kraków Letters

FOR TUNE 0032





By Adam Baruch

This is the fourth release that documents the music of the duo comprising of Polish Avant-garde/Jazz acoustic bass guitarist Rafal Mazur and American saxophonist and interdisciplinary Artist Keir Neuringer. The duo has been active since 1999 after meeting in Krakow. The album presents four lengthy improvised pieces, recorded live, all credited to both partners.

There is no doubt that these two musicians communicate on a telepathic level and their virtuosity is simply stunning. However, listening to this music might prove to be way beyond even most adventurous listener because of its incredible intensity and total dedication. The music is completely devoid of melodic element and the staccato lines lasting for quarter of an hour are a challenge.

But on purely artistic level and for diehard Free/Improvised fans this music is simply phenomenal. The sheer "impossibility" to actually play it already makes it fascinating and considering the rapport and dialogue present herein at every moment simply nail it completely. There is an intrinsic intellectual beauty to this music, even if the totally emotional form might exclude intellectualism by definition. Nevertheless this fascinating contrast keeps the listener on his toes for the entire duration of the album.

Since I'm not familiar with their previous adventures, I'll definitely have to investigate those now, after listening to this album. The other enigma is of course the ability of Neuringer to play in an uninterruptable stream lasting for many minutes. Is he using circular breathing?

Perhaps this music is primarily meant to be heard live, and a recording transfers the listening experience with some, if not a significant loss of the overall effect. If this album is a "muffled" experience, the real deal must have been totally scary. Ye brave hearted free spirits unite!

czwartek, 30 października 2014

Trzaska/Mazur/Pandi – Tar & Feathers (2014)

Trzaska/Mazur/Pandi

Mikołaj Trzaska - saxophone
Rafał Mazur - bass
Balazs Pandi - drums

Tar & Feathers

GUSSTAFF 1402




By Adam Baruch

This is a live recording of an exciting meeting between two Polish Improvised Music players: saxophonist Mikolaj Trzaska and bassist Rafal Mazur with Hungarian drummer Balazs Pandi associated with European avant-garde/alternative/improvised Rock. The concert was captured at the A38 Club in Budapest, which is in fact a ship anchored to a pier on the Danube River. The album includes six original improvised pieces, all credited to the three performers.

In many respects the music captured here is more "conventional" that most of other projects, which Trzaska is usually associated with. Probably the solid rhythmic drumming by Pandi and fairly melodic bass lines by Mazur influenced Trzaska's performance, moderating his untamed instincts. As a result the overall flow of the mostly up-tempo material is quite accessible to open-minded Jazz listeners, who usually don't plunge into Improvised Music.

As usual in such situations, the level of cooperation between the musicians is what makes the resulting music cohesive and focused. Trzaska is usually directed by a fine taste when choosing his partners and this encounter is no different. The dynamic and powerful rhythm section certainly pushes his playing into areas, which go back to his days with the legendary ensemble Milosc.

Another aspect of this recording is the contact between the burgeoning Improvised Music scene in Poland and the relatively smaller but very interesting scene developing lately in Hungary, which deserves to be discovered. Hopefully this album could serve as a trigger to more such collaborations.

Zobacz też: