Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milczarek Michał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milczarek Michał. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2026

Jazzpospolita - "Kosmopolis"

Jazzpospolita

Stefan Nowakowski – kontrabas, gitara basowa
Michał Milczarek – gitara, elektronika, sample
Miłosz Oleniecki – fortepian, Fender Rhodes, syntezatory
Wojtek Sobura – perkusja

"Kosmopolis"

Wydawca: AudioCave (2025)

Tekst: Maciej Nowotny


Contemporary Nosie Quintet, Pink Freud i Jazzpospolita - to są zespoły bez których trudno sobie wyobrazić polski jazz spod znaku nu-jazzu czyli muzyki inpirowanej tyleż jazzem, co elektroniką czy rockiem. Muzy ukochanej przez publiczność, o której jednak wielu krytyków niesłusznie pisało jakby była czymś gorszym. Tymczasem na Zachodzie, a zwłaszcza w UK ta muzyka rozkwitała i rozkwita, w dużej mierze budując dzisiaj  tak podziwianą odrębną tożsamość tamtej sceny i zapewniając artystyczny most między najwyższych lotów muzyką improwizowaną, a muzyką popularną. Na szczęście i u nas po pewnej w ostatnich latach posusze - jeśli chodzi o ten rodzaj muzyki - słyszymy odrodzenie, o czym świadczy sukces takich składów jak EABS, Błoto czy Immortal Onion.

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Jazzpospolita - "Obiekt"

Jazzpospolita

Stefan Nowakowski – kontrabas
Michał Milczarek – gitara, elektronika
Miłosz Oleniecki – fortepian, pianino, Fender Rhodes, syntezatory
Wojtek Sobura – perkusja

"Obiekt"

Wydawca: Audiocave

Autor tekstu: Maciej Nowotny

Niemal równo 14 lat temu miałem okazję posłuchać debiutanckiej płyty zespołu o nazwie Jazzpospolita zatytułowanej "Almost Splendid" i napisać na jej temat tekst, jeden z pierwszych na tym blogu. Od tamtej pory Jazzpospolita, wtedy zupełnie nieznana, przeszła długą drogę, wydając wg moich obliczeń (licząc z najnowszą) osiem płyt, zdobywając wierną publiczność w Polsce i koncertując z sukcesem nie tylko w naszym kraju. Przez ten okres język muzyczny wypracowany przez tę formację pzostawał zasadniczo taki sam, ale od jakiegoś czasu w składzie grupy zacząły zachodzić zmiany i obecnie z jej oryginalnego składu pozostał jedynie twórca zespołu i jego lider kontrabasista Stefan Nowakowski. Dla brzmienia tego bandu zawsze kluczowym instrumentem była gitara, na której kiedyś przez wiele lat grał w zespole Michał Przerwa-Tetmajer, którego zastąpił potem Łukasz Borowicki (polecam tekst na temat jego najnowszej płyty "Rituals"), a na najnowszej płycie kolejny młody talent Michał Milczarek. Co ciekawe zmiany nastąpiły też na pozostałych instrumentach, bo weteranów klawiszowca Michała Załęskiego i perkusistę Wojciech Oleksiaka zastąpili ciekawy młody pianista Miłosz Oleniecki i znany perkusista Wojtek Sobura.

Po tak mocnym składzie można się było spodziewać wiele i okazało się, że te wszystkie zmiany personalne zaowocowały powstaniem muzyki, która dla Jazzpospolitej jest radykalną zmianą w stosunku do muzyki jaką tworzyła do tej pory. Ta zmiana jest w istocie osnową tej płyty i może być dla wielu fanów zespołu pewnym szokiem. Aby to wytłumaczyć chciałem znów jeszcze na chwilę wrócić do mojej recenzji debitanckiej płyty Jazzpopolitej, bowiem w zadziwiajacy sposób, to co tam wtedy pisałem pozostało aktualne do dzisiaj. Dziwiłem się mianowicie temu dlaczego w polskim jazzie dominują z jednej strony hardkorowy mainstream a la klan Marsalisów, a z drugiej strony free jazz w swoim najbardziej awangardowej i mało przystępnej formie. Brakowało natomiast środka, jazzu nowocześnie zagranego, ale przystępnego, czesto inspirowanego rytmami tanecznymi, całego tego continuum od acid jazzu, po nu jazz, zahaczającego o klimaty a la Ninja Tune. Takich płyt zawsze było u nas bardzo mało, a wielka szkoda, i tę lukę próbowały wypełnić takie formacje jak Contemporary Noise Sextet, Pink Freud czy Jazzpospolita właśnie. Nigdy się to do końca nie udało i polscy muzycy nie wykorzystali fali zainteresowania publiczności tą muzyką, która na świecie przeżywała rozkwit, o czym świadczą sukcesy takich zespołów jak The Cinematic Orchestra, GoGo Penguin, Portico Quartet, Mammal Hands, BadBadNoGood czy Lamb.

Wszakże dziś jest już chyba na to za późno, bo ten język zdaje się już cokolwiek trącić mychą, a publiczność i krytycy, wydają się już oczekiwać czegoś świeższego. To nie przypadek, że także polskie zespoły poruszające się w tej estetyce przeżywają pewien kryzys. Contemporary Noise Sextet rozpadł się, Pink Freud zwolnił tempo, a Jazzpospolita nie tylko całkowcie przemeblowała skład, ale i przemodelowała swój muzyczny język.

Właściwie "starą" Jazzpospolitą usłyszymy jedynie w pierwszym utworze na płycie zatutułowanym "Atole", w którym dominować będzie wpadająca w ucho melodia i taneczny, transowy rytm. Już jednak od pierwszego utworu słyszymy też zmianę: brzmienie jest bardzo oszczędne, a granie delikatne. Szlagierową przebojowość muzyki Jazzpospolitej z poprzednich płyt zastępuje ambientowa przestrzeń (szczególnie udany "Eter"), w której rolę dominującą odgrywają środki sonorystyczne z zachowaniem minimalistycznego i transowego charakteru muzyki. Właściwie cała muzyka na płycie jest dekonstrukcją szlagierowego języka nu jazzu, który słyszymy wyraźnie w pierwszym utworze, z którego jak płatki róży, muzycy w kolejnych utworach odrywają niepotrzebne ich zdaniem elementy, by w ostatnim, tytułowym "Obiekcie", zostawić tylko przestrzeń, wolność i brzmienie. Nawet okładki płyty jakby wskazują na taką właśnie interpretację, bo chociaż na jej pierwszej stronie widzimy obiekt - bogato ornamentowaną kolumnę - to na ostatniej już tylko jej zarys, który wypełnia tylko, a może aż, pustka.

Patrząc z tej perspektywy na najnowszy album Jazzpospolitej, warto przede wszystkim tej płycie poświęcić odrobinę uwagi, bo od wielbicieli "starej" Jazzpospolitej wymaga ona pewnego wysiłku i chęci zanurzenia się w nowy dźwiękowy świat. Tak było w moim przypadku: pierwszy odsłuch był frustrujący, bo ciagle szukałem znanego mi brzmienia tego zespołu, ale kolejne odsłuchy otwierały mi nowe perpsektywy i zacząłem coraz bardziej doceniać wysiłek muzyków włożony w odświeżenie koncepcji swojego grania. I pojawiło się większe zainteresowanie, szacunek i uznanie, zwłaszcza że muzyka okazuje się świeża, wspaniale zagrana, pełna zupełnie nowych pomysłów, wcześniej nie słyszalnych niuansów. Słowem, brawo dla Jazpospolitej, nowej Jazzpospolitej, za odwagę i za z sukcesem zrealizowaną zmianę koncepcji swojego grania. Rzecz na pewno rzadka, wymagająca mądrości, dużej pracy i odwagi, tu się to udało, i z przyjemnością polecam to nagranie, a Jazposspolita dołącza do nielicznego grona combo w polskim jazzie, którym - jak np. RGG - udało się siebie wymyślić na nowo.

czwartek, 3 września 2020

NUDA. - NUDA (2020)

NUDA.

Michał Milczarek - guitar
Marcin Albert Steczkowski - cornet
Marcin Jadach - double bass
Michał Bryndal - drums

NUDA

PRIVATE EDITION 2020



By Adam Baruch

This is the debut album by Polish quartet NUDA. (Eng. Boredom), which includes cornetist Marcin Albert Steczkowski, guitarist Michał Milczarek, bassist Marcin Jadach and drummer Michał Bryndal. The album presents eight original compositions, all co-credited to all four members of the quartet.

The members of the quartet come from very different backgrounds, between almost mainstream Jazz, via Jazz-Rock Fusion to Avant-Garde Jazz, but the music on this album is mostly improvised and rather free, with limited melodic contents. The overall approach is very minimalistic and the music plays around with sound and silence, creating imaginary, almost ambient soundscapes.

Although the cornet and guitar are at the front line, the quartet distributes equal weight between all four players, which is very effective. The rhythm section often plays in a completely different space-time continuum than the soloing instruments, and even creates polyrhythmic diversity between the bass and the drums. Therefore at times all four musicians play seemingly "inconsistently" between each other, but highly creatively and artistically.

There is no doubt that the album manages to present a fresh, highly unconventional approach to music making and has a lot to offer together to an open-minded listener. The concept needs perhaps a bit of refining and the short playing time (just above half an hour) needs expanding, which can all bee achieved on the next album. Overall this is a splendid debut effort and a most welcome fresh breath of air. Well done!

sobota, 29 lutego 2020

NUDA. - NUDA (2020)

NUDA.

Michał Milczarek - guitar
Marcin Albert Steczkowski - cornet
Marcin Jadach - double bass
Michał Bryndal - drums

NUDA

PRIVATE EDITION 2020



By Jędrzej Janicki

Oszczędźmy sobie wątpliwej jakości żartów dotyczących specyficznej nazwy tego zespołu. NUDA. – to brzmi naprawdę dumnie, a ta kropka na końcu nazwy dodaje jeszcze dostojeństwa i gracji. Nuda to być może istota człowieczeństwa, stan, w którym najmniejsze nawet doznanie jawi się jako wybawienie z tej nieokreślonej i bezbrzeżnej pustki. Jednym słowem, idealna nazwa dla jazzowego kwartetu, a także dla debiutanckiego wydawnictwa. Jak się nudzić, to na całego.

Grupę NUDA. tworzy czterech świetnych muzyków – gitarzysta Michał Milczarek, kornecista Marcin Steczkowski, perkusista Michał Bryndal oraz kontrabasista Marcin Jadach. Brzmienie formacji w największym zakresie kreowane jednak jest przez bardzo pomysłową grę Milczarka. Gitarzysta ten w żadnym razie nie jest muzycznym żółtodziobem, na swoim koncie ma już chociażby dwie świetne płyty swojego autorskiego Michał Milczarek Trio (znanego również jako MM3). "Squirrels & Butterflies" (2014) tegoż zespołu to brawurowy i efektowny flirt z jazz-rockiem. Jeszcze ciekawiej prezentuje się druga płyta MM3 – "Ambient Works" (2016). Tym razem, jak nietrudno się domyślić, zespół swoje muzyczne kroki skierował w stronę estetyki ambient, tworząc tym samym nieoczywisty i wyjątkowo intrygujący mariaż jazzu i tej właśnie stylistyki. 

Album "NUDA" jest w pewnym sensie dopełnieniem ewolucji sposobu postrzegania roli gitary elektrycznej w muzyce okołojazzowej. Zapomnijmy o miałkich i efekciarskich solowych popisach – Milczarek buduje nieoczywistą przestrzeń bliską dokonaniom chociażby Eivinda Aarseta. Na płycie tej dominują czyste brzmienia, dalekie od pierwszych skojarzeń związanych z eksperymentalną muzyka improwizowaną (a w takich muzycznych rejonach NUDA. niewątpliwie się porusza). Muzykom udaje się wytworzyć atmosferę pełnego napięcia oczekiwania na każdy kolejny dźwięk. NUDA., pomimo swojego eksperymentalnego zacięcia, nie gubi jednak specyficznej melancholijności i melodyjności swoich kompozycji – przepięknym tego dowodem urocza "Transballadyna". Doskonale wyważone proporcje między bardzo świadomymi i eksperymentalnymi poszukiwaniami a dyskretnością i lekkością kompozycji stanowią o niezwykłej sile tej płyty.

Cały album jest trochę jak jego okładka. Pozornie zwykłe, niczym się niewyróżniające otoczenie, w którym nagle pojawia się osobnik, wykonujący bliżej niezidentyfikowany wygibas. Trochę taka też jest muzyka NUDY. – choć improwizowana, to doskonale przemyślana. Choć doskonale przemyślana, to potrafiąca niejednokrotnie zaskoczyć. Czekam niecierpliwie na więcej, gdyż muzyczna przyszłość tego kwartetu rysuje się w wyjątkowo optymistycznych barwach.  

piątek, 22 września 2017

Michał Milczarek Trio – Squirrels And Butterflies (2014)

Michał Milczarek Trio

Michał Milczarek - guitar
Bartosz Łuczkiewicz - bass
Mateusz Modrzejewski - drums

Squirrels And Butterflies

PRIVATE EDITION




By Adam Baruch

This is the debut album by the Polish Jazz-Rock Fusion trio led by guitarist/composer Michał Milczarek, with bassist Bartek Łuczkiewicz and drummer Mateusz Modrzejewski. The album presents ten original compositions, nine by Milczarek and one by Łuczkiewicz.

The music is typical contemporary Jazz-Rock Fusion, with catchy riffs and somewhat unusual sound, which uses ambient effects in addition to the guitar power-trio format. The compositions are pretty basic, but serve the purpose as vehicles for the lengthy improvisations. The performances are solid, and within the Fusion idiom suit the music well. The overall sound of the album and the flow of the music are a bit repetitive, but there are enough interesting moments here to keep the listener attentive.

Overall this is a promising debut album, which offers some fresh approach to guitar based Fusion, but does not manage to deliver anything truly innovative. However, Fusion fans should find this album very interesting, especially due to the ambient associations and excellent guitar and bass parts. Recommended! The trio's second album entitled "Ambient Works", which left the Fusion direction and concentrated on Ambient Music, turned out to be a disappointment for me.

wtorek, 24 stycznia 2017

Michał Milczarek Trio - Ambient Works (2016)

Michał Milczarek Trio

Michał Milczarek - electric guitar
Bartosz Łuczkiewicz - bass guitar
Mateusz Modrzejewski - drums
Envee - glasses, chimes, voice

Ambient Works

PRIVATE EDITION



By Krzysztof Komorek

Nie zmienia się zwycięskiego składu. Z takich założeń wyszło trio MM3 (Michał Milczarek Trio) i w związku z tym ich druga płyta jest dziełem tej samej grupy osób. Począwszy od tych samych muzyków tworzących zespół, poprzez studio nagrań, inżyniera dźwięku (Piotr Szumski), producenta (Envee), aż do autora koncepcji graficznej (Michał Bryndal). I chociaż album ten tytułem "Ambient Works" sugeruje zupełnie inną muzykę niż na debiutanckiej płycie, to w niuansach dopatrzyć się można pewnych podobieństw ze "Squirrels And Butterflies". Drobiazgów, które stają się znakiem rozpoznawczym muzyki MM3. 

Założeniem, które legło u podstaw pracy nad "Ambient Works", było zdecydowanie się na zarejestrowanie utworów w pełni zaimprowizowanych. Podczas dwudniowej sesji muzycy nagrali dwie godziny materiału, z których trzy kwadranse, poukładane w zamkniętą opowieść, znalazły się na omawianym tu wydawnictwie. "The End Of History..." i "…and the last man", odpowiednio pierwszy i ostatni w zestawie utworów, zaczynają się i kończą tym samym efektem – szelestem przekładanych kartek. To właśnie między innymi sugeruje odbiór "Ambient Works" jako pewnej spójnej całości. 

Te dogrywane efekty: odgłosy podwórka w "Shot Put", bazgrzący po papierze ołówek w "Coffee Stains" czy dźwięki dzwonów w "Dresden", dobrze wpasowujące się w stylistykę płyty, to jeden ze szczegółów, które znaleźć można także na poprzednim albumie tria. Drugim takim elementem są krótsze utwory, stanowiące pewnego rodzaju wstęp i płynnie przechodzące w kolejne nagrania – "VN" i wspomniane już "Dresden". Nie zniknęło też – słyszalne zwłaszcza u lidera - upodobanie do rockowych rytmów. 

Czterdzieści trzy minuty "Ambient Works" to kawałek ciekawej, nie zawsze wyraźnie ambientowej muzyki. Co nota bene wcale nie kłóci się z postrzeganiem tego gatunku przez trio Michała Milczarka i przez producenta tej płyty, którego znaczny wpływ na ostateczny kształt wydawnictwa, wyraźnie daje się odczuć. Ambient ma być według nich pewnym zaczynem, bazą do dalszych poszukiwań, przekraczania gatunkowych granic, odjazdów w kierunku minimal music, free jazzu, ale i fusion. I to udało się MM3 osiągnąć.

Zobacz też: