Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wnuk Aleksander. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wnuk Aleksander. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 sierpnia 2025

Surreal Voyagers - "Seeking Mother"

Surreal Voyagers

Aleksander Wnuk, percussion & electronics
Michał Lazar, electric guitar & electronics

album's title: Seeking Mother

Antenna Non Grata (2024)

Review author: Viačeslavas Gliožeris



Composed or improvised music using a processed guitar isn't a new thing. Depending on where the listener comes from, some key figures are Robert Fripp (for rock fans) and Eivind Aarset (for listeners with a jazz background). Surreal Voyagers are the duo of guitarist Michał Lazar and percussionist Aleksander Wnuk, both playing the electronics as well, who continue that tradition.

czwartek, 21 lipca 2022

Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble - Kagel, Donatoni, Szymański, Muntendorf, Peszat, Eizirik (2022)

Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble

Jakub Gucik - cello
Krzysztof Guńka - saxopohone
Wiktor Krzak - bassoon
Barbara Mglej - violin
Małgorzata Mikulska - flute
Mateusz Rusowicz - trumpet
Tomasz Sowa - clarinet
Aleksander Wnuk - percussion
Paulina Woś - violin
Martyna Zakrzewska - piano

Kagel, Donatoni, Szymański, Muntendorf, Peszat, Eizirik (2022)

Wydawca: Dux

Tekst: Maciej Nowotny

Stare jazzowe koty jak ja muszą się pogodzić z taką oto rzeczywistością, że dla młodego pokolenia granice między gatunkami muzycznymi stały się płynne, a właściwie lepiej powiedzieć, że w wielu przypadkach przestały odgrywać jakąkolwiek rolę. Dlatego dostając dzisiaj płytę do rąk nie sposób dokładnie rozstrzygnąć gdzie w katalogu powinna się ona znaleźć: czy w dziale muzyki eksperymentalnej, muzyki współczesnej, muzyki improwizowanej czy freejazzowej? I tak jest z tym oto, tak naprawdę wybitnym krążkiem, zespołu o wdzięcznej (lecz nie krótkiej) nazwie Spółdzielnia Muzyczna Contemporary Ensemble. Tworzą go następujący muzycy: Małgorzata Mikulska (flet), Tomasz Sowa (klarnet), Krzysztof Guńka (saksofony), Wiktor Krzak (fagot), Mateusz Rusowicz (trąbka), Barbara Mglej (skrzypce), Paulina Woś (skrzypce, altówka), Jakub Gucik (wiolonczela), Aleksander Wnuk (perkusja) i Martyna Zakrzewska (fortepian). Co najmniej dwa z tych nazwisk są mi znane, a myślę tu o Jakubie Guciku i szczególnie Aleksandrze Wnuku, którego nagrany ostatnio z Pauliną Owczarek album  zatytułowany "Komentarz Eufemistyczny" był przez nas opisany na blogu i piszącemu te słowa bardzo się podobał.

Także w reperturze, który stanowi szereg niezwykle świeżo brzmiących utworów kompozytorów współczesnych (Kagela, Donatoniego, Szymańskiego, Muntendorfa, Peszata i Eizirika) znaleźć można jazzowe nawiązania jak np. w świetnej kompozycji Maurizio Kugela zatytułowanej "Ragtime Aus Westen 1994". Ale najwięcej wspólnego z jazzem ma ta muzyka w sferze inspiracji: buntownicza, swobodna (chociaż grana z partytury), dowcipna i zaangażowana społecznie (udział w nagraniu - niezamierzony oczywiście - Antoniego Macierewicza). Krótko mówiąc, jeśli ktoś niekoniecznie szuka jazzu jazzu (powtórzenie zamierzone), a raczej muzyki jako takiej, współczesnej, wykonanej na najwyższym poziomie i na najwyższym poziomie też, a do tego oryginalnie, pomyślanej to ten album jest dla Was i podobnie jak mnie bardzo pozytywnie może Was zaskoczyć (szczególnie jeśli kojarzycie np. kto to był Pierre Boulez).

wtorek, 14 czerwca 2022

Paulina Owczarek / Aleksander Wnuk - Komentarz eufemistyczny (2021)

Paulina Owczarek / Aleksander Wnuk

Paulina Owczarek – saksofon barytonowy
Aleksander Wnuk – obiekty perkusyjne, przetwarzanie

Komentarz eufemistyczny (2021)

Wydawca: Antenna Non Grata

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Album „Komentarz eufemistyczny” w wykonaniu Pauliny Owczarek (saksofon barytonowy) oraz Aleksandra Wnuka (instrumenty perkusyjne) to jedno z najcięższych muzycznych doświadczeń, które mnie dotknęło w 2022 roku. Nie żartuję!

Odpalam płytę, słucham i myślę sobie, że coś tu jest nie tak, ciężko mi się tego słucha. Dodać przy tym należy, że nie stronię od muzyki improwizowanej, a taki właśnie jest ten album. Zatapiając się w tym gatunku muzycznym trzeba uważać na artystów-grafomanów, dla których jest to ciepły zakątek, w którym teoretycznie nie trzeba wiele umieć, by próbować przekonać słuchacza, że ma do czynienia z wielką sztuką podczas, gdy w rzeczywistości wartość artystyczna jest niska.

Tak jednak nie było w tym przypadku. Po chwili odsłuchu wiedziałem już, że muzycy wiedzą co robią i nie próbują oszukiwać słuchacza. Problem leżał gdzie indziej.

Po krótkim przeszukaniu internetu okazało się, że zarejestrowana na płycie muzyka to według samych artystów próba „zobrazowania toksycznych, miejskich przestrzeni, ich klaustrofobicznej duchoty”.

I tu mnie olśniło – dokładnie! To właśnie dlatego album od pierwszych dźwięków mnie odpychał! Nie dlatego, że muzyka jest zła. Nie dlatego, że artyści próbują mnie oszukać. Zadziałał na mnie ten okropny miejski klimat, którego tak bardzo nie znoszę (i z powodu którego przeprowadzam się na wieś), a który muzycy tak dobrze odzwierciedlili w swoich nagraniach.

Mamy tu do czynienia z bardzo dużą ilości sonorystyki (nawet jak na muzykę improwizowaną). Głównie za sprawą saksofonu barytonowego, którego klasyczne, znane nam brzmienie praktycznie tu nie występuje. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mniej tu chodzi o trudne alternatywne techniki gry na tym instrumencie (choćby jak u Colina Stetsona), a bardziej o poszukiwanie łatwiejszych do wydobycia brzmień saksofonu (szumy, uderzenia językiem, cmoknięcia itp.).

Muzyka jest na tyle indywidualna, że nie ma co dużo o niej pisać pod kątem jakości samej w sobie. Na pewno nie jest to album dla każdego, ale artyści uczestniczący w tym projekcie dobrze się rozumieją pod kątem muzycznym, z pewnością wiedzą co chcieli osiągnąć i wygląda na to, że im się to udało. Brzmienia poszczególnych utworów są dość zróżnicowane – słyszymy tu fragmenty brzmiące ciemno z przeważającymi niskimi częstotliwościami, mamy również fragmenty jaskrawe.

Na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że jest to nagranie live z Klubu Alchemia z dnia 15.07.2021. Jakościowo udało się je zrealizować niemal perfekcyjnie. Odpowiedzialny za to Rafał Drewniany ponownie zrobił świetną robotę. Nie jest to pierwsza recenzowana przeze mnie płyta, w której za nagranie, mix oraz mastering odpowiada DTS Studio.

Jeśli zastanawiasz się, czy warto po tę płytę sięgnąć, to musisz wiedzieć, że po jej odsłuchu musiałem przez godzinę siedzieć w kompletnej ciszy. Czułem się zmęczony jakbym wrócił do domu z centrum Warszawy. Czy będę wracał do tej płyty? Jeśli zatęsknię na mojej wiosce do miejskiego szumu, to możliwe, że tak.


Zobacz też: