Translate

niedziela, 28 czerwca 2026

Marcin Masecki - "Bolerosy Y Masecki"

Marcin Masecki

Tytuł płyty: "Bolerosy Y Masecki" (2025)

Tekst: Maciej Nowotny


2 lata po nagranej w klasycznym jazzowym trio - z perkusistą Jurkiem Rogiewiczem i kontrabasistą Maxem Muchą - płycie "Boleros y más", utrzymanej w stylistyce muzyki latynoamerykańskiej, Masecki powrócił do tego repertuaru tylko w wykonaniu orkiestrowym i nagrał (oraz zaśpiewał!) muzykę na płytę "Bolerosy Y Masecki". Zmiany w składzie polegały konkretnie na dodaniu sekcji dętej, co przybliżyło muzykę do jej etnicznych korzeni i jednocześnie pozwoliło artyście spożytkować doświadczenia nabyte podczas współpracy w tym formacie w ramach Jazz Band Młynarski - Masecki czy jeszcze wcześniej w rewelacyjnym Profesjonalizmie.

W rezultacie, zupełnie odwrotnie niż w filmie, gdzie sequele z reguły są gorsze od oryginału, druga płyta jest jeszcze lepsza od i tak wyśmienitej płyty nagranej w trio. Zachwyca przede wszystkim ogromna muzykalność z jaką artysta i jego współpracownicy (kim oni są nie podam, bo o muzyce piszę wyłącznie na podstawie dostępnych streamingów, gdzie tych informacji próżno szukać) podchodzą do tego materiału. Nie ma tu nic ze sztywności, sztuczności i nieświadomego "pastiszowania" tak częstego, gdy muzycy z innej strefy czasowej sięgają po dla nich obcy element etniczny w muzyce. Muzyka brzmi jakby Masecki urodził się, wychował i przeżył całe życie otoczony dźwiękami latynoamerykańskiej muzycznej dżungli, co nota bene nie jest tak dalekie od prawdy. Bo artysta przyszedł na świat w Kolumbii, gdzie przebywał jako dziecko, a potem poznał swoją pochodzącą z Argentyny żonę i zachował związki z tym kontynentem.

Jednak nie mamy tu bynajmniej do czynienia z podróżą sentymentalną do krainy dzieciństwa. To pełnowartościowy "Masa", który w swoim niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju stylu, rozpoznawalnym od pierwszej nuty, dekonstruuje te wszystkie bolera, walce i tanga, tak jak na wcześniejszych swoich albumach, gdy z lubością wkładał dynamit między nuty reinterpretując po swojemu muzykę Bacha, Chopina, Monka i wielu innych. A jednak...

A jednak coś się wraz z upływającymi latami zmieniło w tym jego ferworze, bo dzisiaj Masecki potrafi już nawiązywać w swoich projektach dialog nie tylko z wąską grupą koneserów, ale i z szeroką publicznością. Zabrało to wiele lat ciężkiej pracy i eksperymentów, ale dzisiaj Masecki może świętować sukces. Bo bolerosy będą się podobać - tak jak choćby Milesa "Sketches of Spain" - zarówno komuś kto po raz pierwszy raz słucha tej muzyki i nie ma bladego pojęcia kim jest jej twórca, jak i znawcom. Tych drugich zmusi do refleksji nad głębią i oryginalnością tak wykonania jak i konceptualnych założeń. Mniej obeznanych porwie muzykalnością, perfekcją wykonania i emocją, którą by usłyszeć i docenić wystarczy para uszu i otwarte serce.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: