Sunday, August 1, 2021

JAH Trio - Travellers (2021)

JAH Trio

Jan Jarecki -piano
Michał Aftyka - double bass
Marcin Sojka - drums

Travellers (2021)




By Maciej Nowotny

Kocham jazz dojrzały, jazz wielkich mistrzów, którzy potrafią zaskoczyć i sprawić, że muzyka którą uwielbiam, brzmi jakbym słyszał ją po raz pierwszy w życiu. Na szczęście to się ciągle zdarza. Ciągle w to wierzę. Ale równie ekscytujące dla mnie jest, gdy na scenie pojawia się nowy talent, debiutancka płyta, nowy głos. Daje to nadzieję, że muzyka ciągle żyje, najlepsze ma jeszcze przed sobą, i my wraz z nią. Na pewno taką nadzieję daje debiutancki album "Travellers" JAH Trio. 

O muzykach trudno mi coś powiedzieć poza tym, że są młodzi, wykształceni w bardzo dobrych uczelniach pod okiem wyśmienitych muzyków, zebrali nawet jakieś nagrody, tu i ówdzie. Szczerze mówiąc, w tym momencie jest to nie aż tak ważne, bo wyróżnią się właśnie tą płytą. Która brzmi zupełnie nie jak debiut, a jak materiał nagrany przez dojrzałych muzyków. To nie jest aż tak częste. Na tej płycie nie ma słabych utworów, nie jest to zlepek ciekawych pomysłów, muzycy nie popisują się na siłę swoimi umiejętnościami. Grają w trio. Czyli w trzech. Równorzędnie. I nie przypadkiem jedyną nie ich kompozycją na płycie jest "Blue In Green", którą napisał Miles, albo Miles z Billem Evansem, wieczna to kontrowersja. W każdym razie od czasu legendarnego albumu trio Billa Evansa "Portrait In Jazz" ta kompozycja stała się credo wszystkich jazzowych trio fortepian-kontrabas-perkusja.

Jeszcze jedną rzecz koniecznie trzeba o tej płycie powiedzieć: ten krążek przepełnia młość do melodii jak i brzmienia. Do melodii eleganckiej, wyrafinowanej, lecz wpadającej w ucho, tak łatwo że chce się ją nucić cały dzień. Do brzmienia pełnego przestrzeni, głębokości, dzięki któremu instrumenty przestają być przedmiotami, a stają się pełnoprawnymi członkami zespołu. Podsumowując, gratuluję wszystkim muzykom zaangażowanym w nagranie tej płyty: pianiście Janowi Jareckiemu, perkusiście Marcinowi Sojce, a szczególnie kontrabasiście Michałowi Aftyce, zagrali jak stare wygi, ale bez zblazowania, bez rutyny, z entuzjazmem, lecz czujnie. Mam nadzieję, że wytrwają przy tym jazzie dla ludzi, to droga niełatwa, ale bardzo brakuje nam takich zespołów, ktore grają jazz rozrywkowy, ale przez duże R. Więc może to na nich kolej? Mam nadzieję, że tak się stanie. Powodzenia!

Friday, July 30, 2021

Ruszył nabór do konkursu Jazz Juniors 2021!

Przed nami 45. edycja konkursu dla młodych, rozpoczynających profesjonalną karierę, muzyków – Jazz Juniors 2021. W jury tegorocznej edycji zasiądą: Adam Pierończyk, Jean-Paul Bourelly i Majid Bekkas. Zgłoszenia przyjmowane będą do 31 sierpnia.

Już od 45 lat festiwal i konkurs Jazz Juniors mają wpływ na kształtowanie polskiej sceny jazzowej. Począwszy od 1976 roku, to nie tylko święto muzyki na jazzowej mapie Polski, ale wydarzenie, które jest spotkaniem różnych pokoleń – uznanych na świece artystów, z młodymi, stawiającymi pierwsze kroki muzykami. Dla tych drugich Konkurs Jazz Juniors jest szansą zarówno na zauważenie przez międzynarodowe grono gości, jak też na zrealizowanie profesjonalnego wydawnictwa.

W obecnym konkursie Jazz Juniors najbardziej fascynuje mnie świeżość (skład jury zmienia się co roku), anonimowość (jury kwalifikuje artystów nie znając narodowości, płci, wieku i przede wszystkim nazwisk wykonawców) oraz atrakcje, które czekają na startujących muzyków (nagrody pieniężne dla laureatów, propozycje zagranicznych tras koncertowych od festiwali partnerskich, sesje nagraniowe oraz od zeszłego roku również Nagroda im. Janusza Muniaka dla wyróżniającego się muzyka) – podkreśla Adam Pierończyk, dyrektor artystyczny Festiwalu Jazz Juniors oraz przewodniczący jury Konkursu Jazz Juniors. - Tegoroczne jury będzie wyjątkowe, ponieważ zasiadać w nim będzie po raz pierwszy w historii osoba z Afryki: mistrz muzyki gnaoua, Marokańczyk Majid Bekkas. Jako przewodniczący jury pozwoliłem sobie też zaangażować jednego z najciekawszych i najbardziej oryginalnych gitarzystów, którym jest Amerykanin Jean-Paul Bourelly. Trzy osoby, trzy kontynenty - bardzo jestem ciekaw werdyktu – dodaje Pierończyk.

W tym roku zgłoszenia konkursowe można nadsyłać do 31 sierpnia. Na zwycięzców czeka wiele nagród i wyróżnień, m.in. Grand Prix oraz możliwość nagrania i wydania debiutanckiej płyty. Jak co roku obecność międzynarodowego grona partnerów i gości - przedstawicieli zagranicznych festiwali i oficyn wydawniczych - będzie również szansą na podpisanie kontraktów koncertowych. Ważne miejsce wśród nagród zajmują te indywidualne, które od początku istnienia konkursu zdobywali najwięksi dziś polscy muzycy, by wymienić Leszka Możdżera, Roberta Majewskiego, Krzysztofa Popka czy Piotr Orzechowskiego „Pianohooligana”. Wśród tych nagród jest ustanowiona w 2020 roku Nagroda specjalna im. Janusza Muniaka, przyznawana wybijającemu się instrumentaliście występującemu na Konkursie Jazz Juniors. Również w tym roku przyznana zostanie nagroda dla wyróżniającego się w konkursie kontrabasisty ufundowana przez Fundację im. Andrzeja Cudzicha.

W konkursie mogą wziąć udział muzycy, którzy nie ukończyli 35 lat. Przesłuchania finałowe odbędą się 6 października 2021 w Krakowie.

Formularz zgłoszeniowy, jak też regulamin konkursu znajdują się na stronie www.jazzjuniors.com.pl (http://register.jazzjuniors.com.pl/)

Więcej:

Organizator:
Fundacja Muzyki Filmowej i Jazzowej

Źródło (tekst i zdjęcia): materiały organizatora

Thursday, July 29, 2021

Marcin Janek Extradition Quitnet - Movin' On (2021)

Marcin Janek Extradition Quitnet

Marcin Janek – soprano & tenor saxophones, flute
Piotr Szlempo – trumpet / flugerhorn
Dominik Kisiel – piano
Paweł Urowski – bass
Maksymilian Kreft – drums
Wojciech Staroniewicz – tenor saxophone (special guest in track Nr 2)

Movin' On

Wydawca: AllegroRecords (2021)


Szczerze mówiąc lider zespołu Marcin Janek jakoś nie zaistniał - do tej pory - w mojej jazzowej świadomości. Wiedziałem, że funkcjonuje na scenie trójmiejskiej, na przykład w ramach etniczno-jajcarskiego Afreakan Project Wojtka Staroniewicza, GPN Septetu założonego przez Piotra Nadolskiego czy współpracując przy nagraniu płyt np. Cezarego Paciorka i Patrycji Ziniewicz. Czego nie wiedziałem to fakt, że grał też z Kamilem Bednarkiem i Behemotem. Czyli nie jest to postać anonimowa, co więcej obcowanie tak z jazzem jak i muzyką popularną, pozytywny - co jest rzadkie - wpływ wywarło na materiał na jego debiutanckiej płycie, o której właśnie piszę.

Na czym polega ten pozytywny wpływ? Na szukaniu języka przystępnego, który byłby zrozumiały dla publiczności. W polskim jazzie nastąpiło poważne przełamanie i to w kilku kierunkach. Mamy z jednej strony kwitnącą niwę muzyki improwizowanej, nieraz zwanej awangardową, co jest etykietką tak nie przystającą, że aż śmieszną. Ten rodzaj muzyki kochamy na naszym blogu, ale byłoby smutne gdyby był jedynym jaki przetrwa śmierć jazzu (która nigdy - wierzymy w to - nie nastąpi). Jest jazz głównego nurtu, który ma się średnio, przypominając czasami zardzewiałą konserwę, chociaż i w nim widać symptomy otwarcia na zmieniającą się rzeczywistość. Świadczy o tym np. najnowszy album "Comet Sings" weterana polskiej sceny Artura Dutkiewicza i jego trio. Mamy wreszcie jazz rozrywkowy, najbardziej kochany przez publiczność, lecz obłożony anatemą przez wielu krytyków, którzy na takie nazwiska jak Leszek Możdżer czy Wojtek Mazolewski, dostają wysypki. Który jednak jest szanowany przez piszącego te słowa ciągle śniącego o tym, że kiedyś z tego nurtu powstanie nowa polska muzyka popularna (właściwie już tak kiedyś było), która zastąpi potworka pod postacią disco polo i tym podobnych.  

Wróćmy teraz do płyty "Movin' On" kwintetu Marcina Janka. Stoi ona gdzieś na rozdrożu tych trzech nurtów. W najlepszych momentach jak w "Ayat" i "Movin" jest obietnicą równie porywającej muzyki jak najlepsze kawałki np. kwintetu Wojtka Mazolewskiego. W "One day", "New Solution", "Digger" czy "Asia" wracamy do starego dobrego jazzu, który zagrany jest bardzo rzetelnie, ale nic ponadto. Ciężko się będzie tym przebić nie tylko na scenie światowej, ale i polskiej, po prostu jest bardzo dużo zespołów grających podobnie, i tak jak ten zespół, na świetnym poziomie. W ostatnim utworze "Mujrimun" mamy najwięcej improwizacji i to z powrotem zaczyna porywać: charyzmatyczna solówka Piotra Szlempo na trąbce, ekstatyczny rytm Maksymiliana Krefta na perkusji, birdowska w stylu improwizacja lidera na saksofonie tenorowym, szalejący na fortepianie jak McCoy Tyner Dominik Kisiel, niezawodny Paweł Urowski na basie, sprawili że ten utwór zabrzmiał jak wyśmienita obietnica na przyszłość.

To naprawdę warty odnotowania debiut: nie ma w nim nic szkolnego, z płyty emanuje pewność siebie, duża kreatywność szczególnie w obszarze wpadających łatwo w ucho, ale nie banalnych kompozycji. Mam tylko nadzieję, że nie jest to ostatnie słowo Marcina Janka, że będzie pamiętał, że jazz to przede wszystkim muzyka, która musi zaskakiwać. Że nie wyląduje na mieliźnie z jazzem, który już wszyscy dawno słyszeliśmy. Wierzę, że nie i dlatego niecierpliwie czekam na jego kolejne projekty. 


Tuesday, July 27, 2021

Adam Golicki Trio - Reflections (2021)

Adam Golicki Trio

Maciej Grzywacz - guitar
Piotr Lemańczyk - electric & double bass
Adam Golicki - drums

Reflections (2021)



Obawiam się, że ta płyta może przejść niezauważona przez kolegów recenzentów, a byłaby szkoda. Dobijamy już do sytuacji, że do naszej skrzynki pocztowej Polish Jazz Blog niemal codziennie dociera nowa polska płyta jazzowa lub około jazzowa. Coraz trudniej wszystko śledzić, sięgamy najpierw po płyty artystów już uznanych albo z którymi łączą nas jakieś znajomości. A tymczasem dobra muza może się zdarzyć wszędzie, nazwiska (tak jak w futbolu) same nie grają, trzeba mieć umiejętności, pasję i pomysł, a wtedy dobre rzeczy mogą się zadziać w niespodziewanych miejscach.

Tak jest w w przypadku tego krążka. Pierwsze co przyciąga uwagę to obecność Macieja Grzywacza grającego na gitarze i Piotra Lemańczyka na elektrycznej gitazrze basowej i kontrabasie. Nie są to muzycy-celebryci, o których przeczytacie w Pudelku.pl, ale dla znawców to creme-de-creme naszego jazzu, wspaniali instrumentaliści, artyści o uznanej renomie. Ale kim jest, może ktoś zapytać, lider: Adam Golicki. Możecie wzruszyć ramionami i powiedzieć: nigdy nie słyszałam, nie słyszałem. To może być prawda, chociaż wierzcie nam, że jest ceniony jako sideman i pojawia się m.in. w zespołach prowadzonych przez Tomasza Licaka czy Michała Ciesielskiego.

Nie jest to także jego pierwsza płyta. Jego debiut z 1915 "Ad Shave" mój kolega Adam Baruch odnotował na naszym blogu, zachęcając Golickiego do bardziej ambitnych poszukiwań. I oto mam dla Państwa dobrą wiadomość. Ta płyta Adama Golickiego nagrana w trio jest dokładnie czymś takim! Instrumenty brzmią pięknie, atmosfera płyty przypomina ciepły, letni wieczór, kiedy przy kieliszku dobrego czerwonego wina, chce się nam wsłuchiwać w śpiew ptaków jaki niesie łagodny wiatr. Ale muzyka nie jest bynajmniej mdła, nijaka, do windy. Kompozycje są dopracowane, słychać w nich inspiracje muzyką nie tylko jazzową, ale klasyczną czy etniczną. W muzyce jest wystarczająco dużo miejsca na improwizację, na cieszenie się zarówno melodią, strukturą, jak swobodą czy eksperymentem. Co najważniejsze rytm lidera, oszczędnie podawany, ale konkretny, wyrazisty, dobrze podkreśla aksamitną słodycz gitary i pełne, dojrzałe brzmienie kontrabasu. Z przyjemnością wysłuchałem tej płyty, która szczególnie usatysfakcjonuje miłośników klasycznego jazzu, którzy lubią gdy jazz towarzyszy im w czasie codziennych aktywności, uzupełniając, a nie przerywając tok działań, myśli czy marzeń. 

Saturday, July 24, 2021

Atom String Quartet & Szczecin Philharmonic Wind Quartet - Karłowicz Recomposed (2021)

Atom String Quartet & Szczecin Phipharmonic Quartet

Dawid Lubowicz - violin
Mateusz Smoczyński - violin
Michał Zaborski - viola
Krzysztof Lenczowski - cello

Karłowicz Recomposed (2021)


Jeśli chodzi o Atom String Quartet, w skład którego wchodzą Dawid Lubowicz, Mateusz Smoczyński, Michał Zaborski i Krzysztof Lenczowski, to wyrobili oni już sobie na naszym rynku status właściwie instytucji. I jest to sukces w pełni zasłużony. Łączą bowiem najwyższy poziom wykonania z umiejętnością dotarcia do szerszej publiczności (nie tylko zresztą polskiej), a ponadto udaje im się w kolejnych projektach cały czas zaskakiwać tak wyborem tematów jak i podejściem do nich. Ta fuzja dotyczy także różnych gatunków muzycznych, o czym niech świadczy chociażby z jednej strony "Seifert" (2017) poświęcony naszemu legendarnemu skrzypkowi jazzowemu a z drugiej "Penderecki" (2019) stanowiący hołd dla mistrza polskiej muzyki poważnej (antyczne to już określenie) przełomów wieku XX i XXI. W tym kontekście nowy krążek dedykowany Karłowiczowi można widzieć jako kontynuację tego trendu polegającego na odświeżaniu muzyki dobrze znanej i osobiście cieszę się, że tak jest, bo w ich wykonaniu za każdym razem było to indywidualne i odkrywcze. Kiedy usłyszałem, że Atom "bierze na warsztat" Karłowicza uczułem jednak ukłucie w sercu, a powody tego zaraz wyjaśnię.

Karłowicz żył na przełomie wieków XIX i XX i jest jedną z tych wielu tragicznych, polskich historii o niespełnionych nadziejach. Oprócz pieśni,  których słuchamy na tej płycie, skomponował jeszcze 6 słynnych poematów symfonicznych i garść innych utworów, znamionujących wielki talent, ale brzmiących raczej jak piękna obietnica niż jej spełnienie. Wszystko przerwała lawina w Tatrach - Karłowicz był ich miłośnikiem - która przecięła nić jego życia w wieku lat zaledwie 32.

Co więcej czas obszedł się z muzyką Karłowicza - to moja opinia - dość okrutnie. W stylu można ją określić jako postromantyczną i nawiązującą do języka Ryszarda Wagnera, który dziś brzmi cokolwiek ckliwie i pompatycznie. Niestety romantyzm bardzo się zdezaktualizował. Stąd to ukłucie w sercu. Czy Atomom uda się nadać tej muzyce bardziej aktualne brzmienia, czy znajdą odwagę by z Karłowicza wydobyć patos, ale bez niepotrzebnej czułostkowości, czy potrafią muzycznie z Karłowiczem się skonfrontować, by pokazać że może ciągle inspirować? 

Po wielokrotnym wysłuchaniu płyty uważam, że im się to udało. Duża w tym zasługa towarzyszącego im kwartetu instrumentów dętych Szczecińskiej Orkiestry Symfonicznej (nadmieńmy, że Karłowicz jest patronem tej instytucji), którego brzmienie bardzo ciekawie komponuje się ze smyczkami, a który jednocześnie dał Atomom wystarczająco dużo przestrzeni by mogła pojawić się improwizacja, eksperymenty dźwiękowe, mógł dojść do głosu indywidualny charakter zespołu. Płyta szczególnie zyskuje przy kolejnych odsłuchach, na dobrych słuchawkach lub topowym sprzęcie grającym. Wybrzmiewają niuanse, można docenić jakość gry instrumentów, perfekcję wykonania i smaczki fuzji estetyk muzyki jazowej i klasycznej.

Ale ukłucie w sercu pozostaje. Jednak nie z powodu, że czegoś w tej płycie zabrakło, ani z tego że coś się nie udało, ale z tego powodu, że... romantyzm muzyki dotarł do mnie z całą siłą. Zrozumiałem, że wcale się nie zestarzał, że tylko czekał na powtórne odkrycie. Że delikatność, czułość, wrażliwość na przyrodę, innych, siebie i jej ekspresja w muzyce zawsze były, są i będą aktualne. Bo są częścią nas i są nam potrzebne by odczuwać pełnię życia, w tym pełnię artystycznych czy muzycznych wrażeń. Brawo dla artystów, tak dla Atomów jak wyśmienitych muzyków Szczecińskiej Filharmonii za odwagę, by Karłowicza przypomnieć, uaktualnić i dać szansę słuchaczom odkryć dźwięki, doznania, emocje dawno zdawałoby się zapomniane. 



Wednesday, July 21, 2021

Bernard Maseli Septet - Good Vibes Of Milian (2021)


Bernard Maseli Septet

Bernard Maseli - vibraphone, marimba
Bartosz Pieszka - vibraphone, marimba
Dominik Bukowski - vibraphone
Karol Szymanowski - vibraphone
Bogusław Kaczmar - piano
Michał Kapczuk - double bass
Marcin Jahr - drums

Good Vibes Of Milian

Wydawca: ForTune (2021)

By Maciej Nowotny

Jestem wielbicielem wibrafonu, marimby, ksylofonu, zatem w tym tekście nie będzie mi łatwo być obiektywnym. Niemniej spróbuję. Jeśli chodzi o pomysł, to myślę, że przyjdzie mi to łatwo. Uważam, że tak obiektywnie jak subiektywnie pomysł na płytę jest po prostu świetny. Po pierwsze muzyka Jerzego Miliana zupełnie się nie starzeje, a raczej starzeje się jak wino czyli nabiera smaku. Każdy kto zna Miliana z przyjemnością posłucha jego znanych i mniej znanych kompozycji w nowym świeżym wykonaniu, zaś Ci, którzy ich nie znają odkryją muzykę, która dla polskiego jazzowego wibrafonu jest równie ważna jak, dajmy na to, muzyka Komedy dla polskiego jazzu w ogóle. 

Uważam także, że obiektywnie patrząc pomysł, aby zaprosić do nagrania grupę polskich wybitnych wibrafonistów, oprócz lidera Bernarda Maseliego, grają tu: Bartosz PieszkaDominik BukowskiKarol Szymanowski, jest po prostu świetny. Mamy tu do czynienia nie tylko z grupą wirtuozów instrumentu, ale przede wszystkim artystami mającymi własną wyraźną osobowość artystyczną. Nakłonienie ich do udziału w tym niezwykłym projekcie, by dzielić z nimi radość z grania tego materiału jest wielkim sukcesem i świadczy o wybitnej klasie lidera. Cieszenie się ich grą stanowi mocną stronę tej płyty i samo w sobie stanowi dobry powód, by się z nią zapoznać, bo ile w końcu w życiu słuchaliśmy zespołów, w których grało 4 wibrafonistów?  

Kolejny obiektywny plus, który chciałbym zapisać na rzecz tej płyty, to fakt że jest to zapis koncertu na żywo, mającego miejsce w trakcie 2 edycji odbywającego się w Tomaszowie Mazowieckim festiwalu Love Polish Jazz Festiwal (nagranie zostało dokonane 22 września 2017). Bardzo to pomaga tej muzyce, która była pisana dla szerokiej publiczności, ku rozrywce i zyskuje, gdy jest grana dla grona entuzjastycznych słuchaczy. Udało się to zawrzeć na nagraniu, które brzmi dobrze, w czym duża zasługa sekcji rytmicznej złożonej z ciągle młodych, ale już rozpoznawalnych na polskiej scenie muzyków: Bogusława Kaczmara na fortepianie, Michała Kapczuka na kontrabasie i Marcina Jahra na perkusji

Podsumowując, płyty się słucha świetnie, zwłaszcza przy pierwszym przesłuchaniu. Kompozycje Miliana ciągle mają moc uwodzicielską, czuć entuzjazm muzyków i towarzyszące im wsparcie publiczności. Wystarczy zamknąć oczy i czujemy się jak w klubie, słuchając świetnego, energetycznego jazzu. Natomiast przy kolejnych odsłuchach materiał ten - przy najmniej w moim subiektywnym odczuciu - już nie broni się tak dobrze. Może chiałbym, aby pojawiły się w nim oprócz kompozycji Miliana także własne utwory członków zespołu. Jest jeden taki przypadek na tej płycie, mowa to o trzecim utworze "The Miner", kompozycji pióra Bartka Pieszki, która brzmi równie świetnie jak te milianowskie. 

Ale jest w tym nawet coś więcej. Zestawiając współczesnego "The Miner" z zagraną wcześniej genialną milianowską "Ballad for Olga" słyszymy o wiele więcej w obu tych utwórach przez kontrast jaki je dzieli: w stylu, w nastroju, w sposobie użycia instrumentów. To spotkanie jest fascynujące i bardzo brakuje tego napięcia w dalszej części płyty. Kolejne utwory to typowe Milianowskie hity: "Jerks At The Audience", "Luciano Coxcomb", "Street 2000", brzmią trochę jak sztampowy koncert muzyki rozrywkowej tamtych lat, publika klaszcze, gramy tym samym tempem, brakuje zatrzymania się, oddechu, głębi, refleksji. Dopiero udana interpretacja "At The Watchmaker's" znowu budzi ciekawość słuchacza. Dlatego słuchając po raz kolejny tego repertuaru myślałem o tym jak fascynujące byłoby włączenie większej ilości kompozycji członków zespołu, pozwalających z jednej strony zademonstrować swój indywidualny styl, a z drugiej konfrontować styl grania milianowskiego ze współczesnym, pokazać koncepcje wykorzystania wibrafonu kiedyś i dzisiaj we współczesnym jazzie czy szerzej muzyce improwizowanej. W momencie kiedy napisałem to zdanie, zdałem sobie sprawę, że brak tego elementu nie powinien być zarzutem wobec tego krążka skoro koncepcja była inna. Zatem lepiej nazwę go czysto subiektywnym odczuciem albo marzeniem i prośbą skierowaną nieśmiało w kierunku członków septetu, w kontekście ich - miejmy nadzieję - następnego spotkania czy wspólnego nagrania.       



Saturday, July 17, 2021

Artur Dutkiewicz Trio - Comet Sings (2021)

Artur Dutkiewicz Trio

Artur Dutkiewicz - piano
Michał Barański - doublebass
Adam Zagórski - drums

Comets Sings

Wydawca: Pianoart

Dystrybucja: Soliton

By Maciej Nowotny

Dobry Boże! Ależ to miłe zaskoczenie. Bo przecież trio Artura Dutkiewicza jest obecne na polskiej scenie - choć w zmieniających się składach - od dobrych kilku dekad. Na basie od lat gra w nim Michał Barański, którego żadnemu znawcy ani rekomedować ani przedstawiać nie trzeba. Wcześniej zaś był to fenomenalny Darek Oleszkiewicz. Na bębnach zmian było więcej. Przez wiele lat był to Łukasz Żyta, z którym, co nie jest dziwne, trudno się było liderowi rozstać. Potem pojawił się młody i  zdolny Sebastian Frankiewicz, który też pobył lat parę i świetne wyrobił sobie nazwisko.  Widocznie czas znowu dojrzał do zmiany, bo na najnowszym krążku mamy kolejną wschodzącą gwiazdę, 30-letniego Adama Zagórskiego, którego wkładu w brzmienie tej płyty nie sposób przecenić.

Samego lidera oczywiście przedstawiać nie trzeba. Jest historią polskiego jazzu, przy czym co udowadnia tym albumem, historią żywą, cały czas mającą przed soba kolejny rozdział do zapisania. Jest to tym bardziej fascynujące, że na Dutkiewiczu, będącym filarem kwartetu Tomka Szukalskiego, wychowaliśmy się my wszyscy. Mimo upływu lat nie przestaje zaskakiwać, a jego najnowszy krążek, śmiem twierdzić, jest nie tylko jego najlepszą płytą od lat, ale być może najlepszą w ogóle.

Na czym polega ta odnaleziona przez Dutkiewicza i jego partnerów świeżość? Na bardziej odważnym podejściu do przestrzeni do improwizacji. Struktury są bardziej otwarte. Chociaż machina trio pozostaje zdyscyplinowana, równoważność instrumentów pozostaje credo, materia muzyczna ma kierunek, a nastroje nie są przypadkowe, to środki wyrazu są dobierane bardziej spontanicznie, pojawiła się wśród tych metod jakby odrobina szaleństwa, siły mierzą ku zamiarom, a nie odwrotnie. Efekt jest zniewalający. Brzmieniowo płyta powala: konkretność brzmień, zmienność rytmów, żonglerka harmoniami przy zachowaniu skandynawskiej powściągliwości i słowiańskiej emocjonalności: czy to wszystko w ogóle można pogodzić? Czy może to zrobić artysta, która ma prawo odcinać już kupony od sławy? I nie rzucać się w nieznane? Tak, zdecydowanie tak, brawo!

Płyta jest po prostu świetna: wielbiciele głównego nurtu odnajdą język, który będzie brzmiał wystarczająco znajomo, aby rozpoznali się w lustrze. Wielbiciele fryty (kolokwialna nazwa free jazzu) z kolei będą zdumieni, że Dutkiewicz brzmi jak ich młodzi idole, tylko że lepiej pod względem technicznym i bardziej dojrzale koncepcyjnie. Krótko mówiąc: Dutkiewicz przeżywa drugą młodość co jako pierwsi oficalnie ogłaszamy na blogu Polish Jazz (taki żarcik, inni też to na pewno zauważą i przewiduję więcej pozytywnych recenzji tej płyty w różnych miejscach).

PS. Teraz tylko czekam na koncerty. Jeśli ten materiał zabrzmi równie dobrze na żywo będę naprawdę w pełni usatysfakcjonowany. Do zobaczenia!

Wednesday, July 14, 2021

Bardzo dziękujemy Tomasz!!!

Bohaterem dzisiejszego dnia na Polish Jazz Blog nie jest fantastyczny muzyk, nowa wyśmienita płyta, kolejny genialny festiwal, ale jest nim... Tomasz Łuczak. Chociaż tutaj widzicie go za perkusją to nie jest muzykiem, ale wielkim fanem muzyki, w tym jazzu zwłaszcza w jego swobodnej i improwizowanej formie, a jeszcze bardziej konkretnie - muzyki polskiej. Poznaliśmy się z Tomkiem niemal dekadę temu na forum przy już nie istniejacym blogu Impropozycja, który tworzył Marcin Kiciński. Od razu przypadł mi do gustu: szczery, otwarty, miał energię i entuzjazm, a przede wszystkim niesamowitą erudycję jeśli chodzi o polska muzykę improwizowaną. Ja jakiś czas przed tym założyłem Polish Jazz Blog i cudownie było znaleźć bratnią duszę, która jarała się dokładnie tym samym. Wkrótce doszliśmy do wniosku, że możemy się wymieniać informacjami na temat artystów, nowych płyt, projektów, koncertów, festiwali etc. i tak zawiązała się nasza współpraca.

Chociaż Tomek sam nie sięgał zbyt często po pióro, by pisać o muzyce, okazał się wprost geniuszem organizacji, analizy, zarządzania. To w dużej mierze jego dziełem jest Polish Jazz Project. Koniecznie kliknijcie na ten link, a znajdziecie tam prowadzony rok po roku katalog WSZYSTKICH (chociaż cały czas go uzupełniamy!) płyt jazzowych wydanych w danym roku z udziałem polskich artystów. Projekt ten był ważnym krokiem w realizacji celu, który sobie postawiliśmy sobie przed laty jakim jest dokumentowanie muzyki jazzowej (i okołojazzowej) jaka powstaje w naszym kraju, tak by słuchacze, dziennikarze, artyści tak z Polski jak i zza granicy uzyskać mogli łatwiejszy dostęp do informacji. 

Ale to nie wszystko. Tomek bardzo pomagał też nam w dbaniu o jakość naszych działań na niwie jazzowej. W ostatnim latach, kiedy na jego barki spadły także obowiązki edytorskie, dbał o rozwój naszego zespołu dziennikarskiego, dzięki czemu wielu nowych, niezwykle utalentowanych autorów zadebiutowało na naszym blogu. Co równie istotne współrealizował z zespołem spójną wizję artystyczną bloga, której sednem jest nie tylko promowanie polskich artystów i ich projektów, ale przede wszystkim projektów dobrych, odważnych, wnoszących coś niepowtarzalnego nie tylko do muzyki naszej, ale i światowej. Działo się to za pośrednictwem naszych patronatów, których organizacją zajmował sie właśnie Tomek. 

Dzisiaj przyszedł czas na pożegnanie, ale przede wszystkim wielkie podziękowanie. Dla wszystkich z nas zainteresowanie sztuką i muzyką jest jak przypływy morza: nieraz jesteśmy bliżej, czasami się oddalamy. Dziękujemy Ci Tomek za Twój wkład w tworzenie i rozwój Polish Jazz Blog jak i polskiego jazzu w ogóle. Zawsze będziemy o tym pamiętać. Zawsze będzie miejsce dla Ciebie wśród nas, gdybyś zdecydował się wrócić. Trzymamy kciuki za Twoją dalszą droge i rozwój. Powodzenia!

Tuesday, June 22, 2021

Relacja z cyklu koncertów w ramach projektu "W Sieci Dźwięków" #2

By Krzysztof Komorek

"W sieci dźwięków" to cykl siedmiu różnorodnych koncertów zorganizowanych przez Fundację Generator Sztuki, w wykonaniu jazzowych muzyków ze Szczecina, Berlina, Poznania, Krakowa i Warszawy, oraz szkolenie on-line z zakresu korzystania ze współczesnych mediów dla zaangażowanych w projekt artystów. Koncerty odbywały się w formie tradycyjnej w klubie Jazzment i były dostępne za darmo dla wszystkich zainteresowanych. Łącznie w cyklu wzięło udział 25 muzyków. W każdym koncercie w klubie Jazzment wzięło udział co najmniej 50 osób, a transmisje on-line oglądano już łącznie ponad 12000 razy.

"Kind Of Blue"

Tytuł koncertu został przez wykonawców potraktowany metaforycznie. Nie była to bowiem prezentacja utworów z kultowej płyty Milesa Davisa. Jedyne nagranie z tego albumu - "Blue In Green" - pojawiło się dopiero jako bis. Chociaż echa jazzowej płyty wszechczasów można odnaleźć w doborze repertuaru: kluczem do skonstruowania programu były blues i szeroko rozumiane powiązania z Milesem. Kwartet w składzie: Joanna Gajda - fortepian, Bartosz Świątek - kontrabas, Marcin Rakowski - instrumenty perkusyjne i Krzysztof Kołłątaj - perkusja, rozpoczął więc od "Blue Skies" Irvinga Berlina. Jako kolejny utwór pojawił się "Tokyo Blues" Horacego Silvera, z atrakcyjnym fragmentem duetowej konwersacji perkusji i perkusjonaliów. Popisy tych instrumentów ubarwiły również "Blue Bossę" Joe’go Hendersona i finałowy "No More Blues". Z kolei kontrabas znalazł pole do solowej prezentacji w "Memories Of Tomorrow" Keitha Jarreta, utworze znanym między innymi z solowej interpretacji wybitnego pianisty na płycie "Köln Concert". Program uzupełniła jeszcze kompozycja "When Sunny Gets Blue" z intrygującym duetem fortepianu i kontrabasu. 


"Jobim & Gilberto"

Antonio Carlos Jobim i Joao Gilberto oraz oczywiście bossa nova byli bohaterami kolejnego koncertu cyklu. Wśród zaprezentowanych utworów znalazły się klasyki gatunku, którego prekursorami byli dwaj wspomniani artyści. Kwartet w składzie Maja Koterba - wokal, Michał Starkiewicz - gitara, Paweł Grzesiuk - akustyczna gitara basowa i Andrzej Janusz - instrumenty perkusyjne, z dopasowanym do stylistyki instrumentarium wykonał więc "Corcovado", "Desafinado", "'S Wonderful", "Caminhos Cruzados", "One Note Samba", "Once I Loved" i "Aqua de Beber". W programie pojawiła się również polska piosenka "Spoza nas" z  repertuaru Mietka Szcześniaka, z wplecionym w tekst wierszem ks. Jana Twardowskiego. Koncert zamknął wybór najoczywistszy z oczywistych, czyli powszechnie znana i uwielbiana "The Girl From Ipanema". Warto podkreślić, że obok wokalu prezentowanego w trzech językach, również instrumentaliści wzbudzili aplauz publiczności prezentacją swoich umiejętności w rozbudowanych kilkuminutowych interpretacjach. 


                                           "Jazz'N'Dance"

Nie zawsze pamiętamy o tym, że jazz był muzyką do tańca. O fakcie tym przypomina kolejny z koncertów cyklu. Taneczną stronę jazzu przybliżył widzom kwartet w składzie: Tomasz Licak - saksofon, Michał Starkiewicz - gitara, Kajetan Galas - organy hammonda oraz Krzysztof Szmańda - perkusja. Po raz kolejny zestaw  instrumentów świetnie dopasowano do charakteru programu. I chociaż nikt spośród publiczności nie zerwał się do tańca, to bez wątpienia  udało się muzykom - kolokwialnie mówiąc - rozbujać atmosferę na sali. Podobnie do wcześniejszych koncertów usłyszeć mogliśmy dość nieoczywisty wybór utworów, tym razem zinterpretowanych jako "taneczne". W programie znalazły się więc między innymi "Money In The Pocket" Nata Adderleya, "Do Like Eddie" Johna Scofielda, ale także kompozycja "Dansevise", która w roku 1963 reprezentowała Danię na Festiwalu Eurowizji. Zespół sięgnął również po muzykę autorstwa Michała Starkiewicza, prezentując utwór "Pod Nóżkę", który znalazł się na debiutanckiej płycie grupy The Beat Freaks, współtworzoną między innymi właśnie przez Michała Starkiewicza oraz Tomasza Licaka.  


 "Future Jazz - Impro Session"

Intrugujący cykl koncertów zamknęła kolejna sesja improwizowana, tym razem opisana jako jazz przyszłości - Future Jazz. I już na samym początku mogę zdradzić, że było to spotkanie równie intrygujące, co zaprezentowana wcześniej sesja "Jazz & Tradycja". Sekstet, który wystąpił podczas finałowego koncertu, zagrał ze sobą w tym składzie - jak to zostało zaanonsowane - po raz pierwszy. Przed kamerą (występ odbył się bez udziału publiczności) zaprezentowali się: Grzegorz Tarwid - instrumenty klawiszowe, Tomasz Licak - saksofon, Wojciech Jachna - trąbka, Michał Starkiewicz - gitara, Ksawery Wójciński - kontrabas oraz Krzysztof Szmańda - perkusja, czyli grupa muzyków należących do czołówki sceny improwizowanej, imponujących doświadczeniem. Dobrze się rozumiejących także dlatego, że grających wspólnie w innych zespołach - ot, żeby wymienić chociażby The Beat Freaks (Starkiewicz i Licak) czy też Sundial Trio (Tarwid, Jachna i Szmańda). A zaprezentowali się fantastycznie, zabierając słuchaczy w ponad godzinną, nieprzerwaną, hipnotyzującą muzyczna podróż. Doceniając wszystkie mainstreamowe odsłony cyklu, które oglądałem z dużą przyjemnością, muszę jednak stwierdzić, że to obie improwizowane części wywarły na mnie największe wrażenie. 

Saturday, June 19, 2021

Aleksandra Kutrzepa Quartet - No One Knows Where... - premiera nowej płyty


Aleksandra Kutrzepa - skrzypce, wokal
Bartłomiej Garczyński - gitara
Michał Studniarek - gitara basowa
Robert Kutrzepa - perkusja
gościnnie:
Anna Gadt - wokal
Mikołaj Trzaska - saksofon altowy, klarnet basowy

"No One Knows Where..." to trzeci album formacji Aleksandra Kutrzepa Quartet. Płyta zawiera sześć kompozycji autorstwa Aleksandry Kutrzepy i jest połączeniem jazzu awangardowego oraz muzyki współczesnej. Głównym motywem podczas tworzenia utworów była chęć odejścia od stałych form na rzecz otwartej improwizacji. Dla autorki muzyka to narzędzie do wyrażania swoich emocji, poszukiwania przestrzeni oraz próba opisania otaczającej rzeczywistości. Do współpracy podczas nagrań zespół zaprosił Annę Gadt oraz Mikołaja Trzaskę. Artyści ci dodatkowo podkreślają otwarty charakter płyty. Oficjalna premiera wydawnictwa będzie miała miejsce w dniu 30.06.2021.

Od 2015 roku Aleksandra Kutrzepa Quartet z powodzeniem realizuje swoją wizję nowoczesnego jazzu, nie bojąc się wychyleń zarówno w stronę awangardy jak i ludowych inspiracji. Świetne recenzje dwóch wydanych przez zespół albumów umacniają kwartet na rynku jazzowym zarówno w Polsce, jak i poza granicami kraju. Repertuar zespołu składa się z autorskich kompozycji łączących elementy współczesnego jazzu i free jazzu z muzyką ilustracyjną. Kwartet ma na swoim koncie ponad 100 koncertów w 9 krajach.

W maju 2018 roku ukazał się debiutancki album zespołu: "Impressions", który trafił w grudniu 2018 roku na listę Subiektywna Piatka - najlepsze albumy 2018: polskie debiuty wg Krzysztofa Komorka. W plebiscycie podsumowującym rok 2018 album "Impressions" zajął 4 miejsce w kategorii "Polska Jazzowa Płyta Roku" (Plebiscyt JazzPRESS oraz Radio JAZZ.fm). W październiku 2019 zespół wydał drugi album studyjny ,"Mermaid", który trafił na listę 10 najlepszych albumów jazzowych 2019 roku (ranking portalu Polska Płyta/Polska Muzyka). W plebiscycie podsumowującym 2019 rok, Aleksandra Kutrzepa znalazła się w pierwszej piątce w kategorii Polski Jazzowy Wykonawca Roku (ranking czytelników JazzPress oraz słuchaczy JazzFM). W tym samym roku Aleksandra Kutrzepa trafiła na listę 13 najlepszych skrzypków w Polsce według Jazz Forum.

Zespół Aleksandra Kutrzepa Quartet prowadzi aktywną działalność koncertową, a także bierze udział w licznych festiwalach. W grudniu 2018 r. zespół zagrał trasę koncertową w ramach "JazzBez Festival": Równe, Sumy, Charków, Kramatorsk, Mariupol, Kropiwnitski, Kijów, Lwów, Łuck, a w marcu 2020 r. "Mermaid Tour" - trasę koncertową obejmującą państwa: Słowację, Rumunię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Słowenię i Węgry. W marcu 2021 roku liderka zespołu została laureatką Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Młoda Polska". W kwietniu tego roku został także zarejestrowany trzeci album zespołu "No One Knows Where...". Gościnnie w nagraniach udział wzięli Anna Gadt oraz Mikołaj Trzaska.


Wednesday, June 16, 2021

Silberman/Gawęda - Non-Simultaneous Double Squeeze (2021)

Silberman/Gawęda

Mateusz Gawęda - piano, synth
Łukasz Stworzewicz - drums

Non-Simultaneous Double Squeeze

PRIVATE EDITION 2021



By Jędrzej Janicki

Przymus podwójny niejednoznaczny - to karkołomnie brzmiące pojęcie w nomenklaturze brydżowej oznacza specyficzną sytuację, w której obaj obrońcy pozostają w przymusie. Czy panowie Stworzewicz i Gawęda pozostawali w jakimś przymusie psychologicznym? Tego nie wiem i prawdę mówiąc nie mam zamiaru nad tym akurat się zastanawiać. Wszak o wiele ciekawszym zajęciem jest wsłuchanie się w ich wspólną płytę zatytułowaną właśnie "Non-Simultaneous Double Squeeze".

Zarówno perkusista Łukasz Stworzewicz, jak i pianista Mateusz Gawęda to postaci bardzo dobrze znane w świecie polskiego jazzu/improwizacji. Pierwszy z nich to lider efemerycznego Silberman Quartet (ich płyta "Asanisimasa" to dla mnie jedno z najciekawszych wydawnictw ostatnich lat), a drugi z powodzeniem prowadzi chociażby swoje autorskie trio. Ich muzyczne spotkanie zaowocowało powstaniem dźwięków nieoczywistych, głęboko przemyślanych i bardzo spójnych.

Wspólnie tworzona przez obydwu muzyka ma w sobie jeden charakterystyczny i specyficzny rys. Kolejne pojawiające się dźwięki są bezpośrednim następstwem tych poprzednich - odnoszę wrażenie, że strukturalnie dopełniają się one wzajemnie. Nie ma to jednak absolutnie nic wspólnego z banalną przewidywalnością. Przeciwnie - każda struktura jest bodźcem do tworzenia kolejnych, ściśle jednak sprzężonych z tymi, które już wysłuchaliśmy. Efekt ten dość łatwo osiągnąć jest np. w muzyce bluesowej (tam sekwencja akordów bardzo często jest z góry ściśle określona), jednak wykreowanie tego poczucia pełni bezpieczeństwa i bezwarunkowej akceptacji toku narracji na gruncie, co by nie mówić, kreatywnej muzyki improwizowanej jest nie lada osiągnięciem.

Kompozycyjnie płyta stoi po prostu na mistrzowskim poziomie. Bardzo ciekawie brzmieniowo wypadają fragmenty, w których panowie skręcają w stronę muzyki elektronicznej, a Gawęda zamienia fortepian na syntezatory. Chociażby w tytułowym utworze duet dzięki tym manewrom sięga po stylistykę iście psychodelicznego soundtracku, mocno przyprawionego ambientowymi akcentami. Elektroniczne harce najpełniej wybrzmiewają jednak w utworze "Nino", w którego środkowej części krzyżuje się jazz, funk, rock i bliżej niezidentyfikowany kwasowy odlot.

To jest tak naprawdę album o przełamywaniu tytułowych przymusów. Duet brawurowo i nieco bezczelnie (lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu) "rozpycha" możliwości poszczególnych instrumentów i poszerza granice struktur improwizacji. "Non-Simultaneous Double Squeeze" pozostaje jednak przy tym strukturą niehermetyczną, która nie przekracza cienkiej granicy rozróżniającej eksperyment twórczy od takiego, który jest po prostu nudny.

Monday, June 14, 2021

Impro Session #5 - improwizowany dzień z Bocian Records !!!

 By Andrzej Nowak

Trzy nowe albumy spod Bocianich skrzydeł to jak zwykle nagrania różnorodne, intrygujące, stawiające pytania i dające uroczo niejednoznaczne odpowiedzi. Kwartet w składzie międzynarodowym (choć po prawdzie krajowym), trio, które jest post-elektronicznym rozwinięciem pewnego duetu, wreszcie dwa septety grające wspólny koncert pod światłym przywództwem jednego kompozytora, choć owa wspólnota nie dotyczy ani miejsca akcji, ani tym bardziej jej czasu. Dwie pierwsze płyty nie mają tytułów własnych, ta trzecia ma, ale nie jest on zrozumiały w żadnym języku świata. Ot, cały Bocian! Przewrotne ptaszysko!


Casting Lots - Casting Lots (2021)

Gosia Zagajewska - voice
Ray Dickaty - tenor saxophone
John Cornell - cello
Piotr Dąbrowski - percussion

BOCIAN 2021

Improwizujący kwartet, który łączy saksofon, wiolonczelę i instrumenty perkusyjne z głosem kobiecym nie wydaje się być zjawiskiem szczególnie nowatorskim w ponad półwiecznej historii gatunku, ale wiele wskazuje na to, iż pod nazwą Casting Lots (Ray Dickaty, John Cornell, Piotr Dąbrowski i Gosia Zagajewska) kryje się naprawdę fascynująca przygoda muzyczna. 

Elementów, które konstytuują jakość tego przedsięwzięcia artystycznego, jest wiele. Muzycy zdają się mieć spory dystans do generowanych dźwięków i swojej pozycji artystycznej w kwartecie. Nie eskalują napięcia, gdy nie jest to konieczne, dużą wagę przywiązują do niuansów brzmieniowych i dramaturgicznych. W dalece uroczy sposób dzielą się na okazjonalne duety i tria, rzadko zaś używają całego kwartetu, który de facto eksploduje siłą free jazzowego combo dopiero w końcowych momentach płyty. Na osiem improwizacji, zawartych na krążku, składają się zarówno szczęśliwe miniatury, jak i pełne niepokoju dłuższe formy narracji. Wreszcie ważnym składnikiem tej wielokolorowej mikstury jest wokalistka, która - mimo młodego wieku - zdaje się, że zwiedziła już cały świat.

W drugiej ekspozycji jej głos smakuje dalekim wschodem, niosąc nam wszakże bardzo bliskie emocje. W kolejnym wokalistka prawie krzyczy, nawołując pobratymców do walki zgodnie z północnym zewem natury. Z kolei w części szóstej śpiewa jakby mimochodem, buduje narrację zatrwożonym, post-średniowiecznym tembrem na tle skruszonego baroku wiolonczeli. Zagajewska pełna jest temparamentu, stosuje wszelkie dozwolone środki, by wzbudzić nasze emocje. Gada, recytuje, sylabizuje, wpada w kompulsywne mantry, z których wybudza się z ptasim szczebiotem. Gdy trzeba rysować frazy na wdechu i powstrzymywać się od działań, jest równie wyrazista. Każdy z jej partnerów równie doskonale panuje zarówno nad rzemiosłem dźwiękowym, jak i sposobem kreowania dramaturgii. Często wolą przemilczeć jakiś niuans, niż wydać z siebie zbędny dźwięk. 

Pośród miniatur zachwyca szczególnie część czwarta. Przypomina pokutną modlitwę zapomnianego przyczółka boskości. Barokowe cello, szelest perkusjonaliów i głos dobywający się z nieznanej przestrzeni. Wśród nerwowych długasów warto zwrócić uwagę na część piątą, budowaną mozolnie z małych elementów. Zaczyna saksofon i perkusja, potem w ich tok myślenia wślizguje się wiolonczela, a na samym końcu głos, który kobiecą lirycznością fantastycznie temperuje męskie ciągoty do stawiania murów i zasieków. Cokolwiek by jednak nie powiedzieć, duże brawa za każdy odcinek tej płyty.


Jacaszek/Podpora/Kohyt - Jacaszek/Podpora/Kohyt (2021)

Michał Jacaszek - field recordings, electronics
Katarzyna Podpora - piano, objects, zithers, gramophone, voice
Max Kohyt - piano, double bass, tape, percussion

BOCIAN 2021

Rok temu Katarzyna Podpora i Max Kohyt nagrali bystry, multiinstrumentalny album, który koncentrował się na preparowaniu dźwięków różnych instrumentów i przedmiotów (fortepian, instrumenty perkusyjne i strunowe, obiekty różnej maści i elektroakustycznej proweniencji), w duchu całkiem kolektywnej improwizacji. Dziś powracają pod rękę z Jacaszkiem, krajowym magiem subtelnej elektroniki i niebanalnego field-recordingu. 

Pierwsza z dwóch kilkunastominutowych opowieści, zawartych na czarnym krążku, rodzi się w mgławicy dźwięków elektroakustycznych, elementów field recordings, mikro elektroniki i efektów wytężonej pracy instrumentów akustycznych. Mikrobiologia zdarzeń fonicznych, echo i ucho wielogatunkowych historii, molekularna pajęczyna dźwiękowych koincydencji. Dużo drobiazgów, nano sampli, ale także chmury ambientu.

Znacznie ciekawiej zdaje się dziać na drugiej stronie winyla. Drobne plamy fonii plecione z elektronicznych usterek, z której wyłaniają się pierwsze żywe dźwięki, najpewniej płynące wprost z pudła preparowanego fortepianu. Całość lepi się w zmysłowy post-ambient inkrustowany akustycznymi drobiazgami. Filigranowe minimal impro, które z biegiem minut kojarzyć się zaczyna ze swobodną improwizacją, jakże konkretną instrumentalnie, uprawianą w warunkach niemal domowych na przełomie lat 60. i 70. na ziemiach podległych Królowej Matce (choćby formacja People Band). Pulsująca opowieść, niepozbawiona akcentów syntetycznych, tli się niczym gasnąca świeca, która wieńczy swój żywot w poświacie nadchodzącego poranka. 


Anthony Pateras - Pseudacusis (2021)

Live Septet:

Lucio Capece - saxophone, bass clarinet
Krzysztof Guńka - saxophones
Anthony Pateras - piano
Deborah Walker - cello
Lizzy Welsh - violin
Mike Majkowski - double bass
Riccardo La Foresta - percussion

Tape Septet:

Scott McConnachie - saxophones
Aviva Endean - clarinets
Judith Hamann - cello
Anthony Pateras - electronics
Erkki Veltheim - violin
Jonathan Heilbron - double bass
Maria Moles - percussion

BOCIAN 2021

Czas na intrygujący spektakl muzyki współczesnej, cokolwiek rozumiemy pod tym tajemniczym szyldem. Będzie zatem koncept wymagający szczegółowego opisu, będzie coś na kształt prawykonania, i to na zacnym festiwalu, wreszcie moc bardziej niż udanych dźwięków. Będzie oczywiście twórca, kompozytor Anthony Pateras, będzie dzieło pod nazwą "Pseudacusis", a także aparat wykonawczy, i to podwójny.

Chronologia wydarzeń jest następująca - najpierw w Australii, w miejscu zwanym niezwykle frapująco (Gold Tony Love’s Audio Hell, Castlemaine), zagrał pewien septet (Tape Septet). Jakiś czas później, dokładnie 27 września 2019 roku, na 17. edycji Festiwalu Sacrum Profanum w Krakowie, wystąpił kolejny septet (Live Septet). Wedle wszelkich znaków na niebie, ziemi i w piekle, muzycy w Krakowie grali na żywo do nagrań pierwszego septetu, którego australijski strumień dźwięków słyszeli z taśmy. W opisie całego procesu nie padło słowo dyrygent, a jedynie kompozycja, zatem można przypuszczać, iż septet na żywo improwizował (według jakiegoś scenariusza?) do nagrań septetu z taśmy. Zwał, jak zwał - siedem części trwa na nośniku CD dokładnie 49 minut i 17 sekund. Poniżej relacja recenzenta, na poły zachwyconego słuchanymi dźwiękami, na poły istotnie skonfundowanego poznawczo.

Początek koncertu zdaje się być wyjątkowo delikatny, jakby artyści chcieli obiecać nam kameralną podróż po bezdrożach elektroakustyki. Przyszłość wszakże pokaże, iż nie jest to trop właściwy. Minimalizm, repetycja, bystry suspens, nieoczywiste frazy i pełna gotowość podwójnego aparatu wykonawczego, by zaskakiwać, to atrybuty tej części koncertu. Narracja sprawia wrażenie bardzo płynnej, przypomina rozhuśtaną mgławicę dźwięków, na ogół niedających się przypisać ani do akustycznych instrumentów, ani do ich post-elektronicznej postaci. Z każdą sekundą dość spokojnej opowieści rośnie wrażenie, iż dźwięk z taśmy stara się dominować na frazami, granymi przez żywe instrumenty. Pierwsza część urywa się bardzo gwałtownie i po chwili ciszy zostajemy wtłoczeni na dłużej w jeden strumień dźwiękowy, który jedynie od czasu do czasu przerywany będzie nanosekundami ciszy.

W trakcie trzeciej części instrumenty strunowe, te żywe i pewnie także te z taśmy, zaczynają intrygująco lepić post-ambientowy strumień dźwięków. Flow gęstnieje, zaczyna się zmysłowo syntetyzować i po czasie przeformatowywać w zwalisty dron. Na początku kolejnej części elektronika bierze sprawy w swoje zapocone dłonie i daje do wiwatu. Masywna, zwalista syntetyka drąży skałę. Szczęśliwe kolejna partycja kompozycji daje jakby nowe życie akustycznym dźwiękom. Mimo przewagi mocy nad fonicznymi subtelnościami, bez trudu przedostajemy się do części szóstej koncertu.

Tu koncepcja Paterasa stawia na intensywność - basowe plamy, wyjątkowo wzdęte saksofony i klarnety, pobłyskujące perkusjonalia, wreszcie mnogość akustycznych fraz, która zostaje natychmiast dekonstruowana strumieniem elektroniki. Monumentalność narracyjna godna pochwały, acz znacząco determinująca możliwości poznawcze odbiorcy. Oto konglomerat żywej akustyki zmiksowanej z nagraną akustyką, podlany gęstym sosem chwilami wręcz plądrofonicznej elektroniki. Im dalej brniemy w tę dźwiękową otchłań, tym bardziej mamy wrażenie, że arsenał dostępnych środków jest tu tak duży, iż mag kompozytor, mag nieistniejący dyrygent nie może zapanować na emocjami swojej nadkreacji. Wielka orkiestra pod batutą brnie aż do samego końca, a recenzent notuje w swym wygniecionym kajeciku, iż najbardziej podobał mu się pierwszy kwadrans koncertu w Krakowie.

Saturday, June 12, 2021

Run Away - nowy singiel i teledysk Eleny Mîndru we współpracy z Adamem Bałdychem


11 czerwca laureatka Montreux Jazz Voice Competition Elena Mîndru zaprezentowała utwór "Run Away" - drugi singiel ze swojego nowego albumu, którego premiera zaplanowana została na 27 sierpnia 2021 roku. Gościem specjalnym tego projektu jest znakomity polski skrzypek Adam Bałdych. Singiel jest dostępny od 11 lipca na wszystkich głównych platformach streamingowych (Spotify, iTunes, TIDAL, Deezer itp.). Wideo opublikowano na kanałach w mediach społecznościowych (YouTube, Facebook, Instagram TV, Vimeo).

W składzie kwintetu, który zarejestrował płytę, znaleźli się również muzycy z Finlandii: pianista Tuomas J. Turunen, kontrabasista Oskari Siirtola oraz perkusista Anssi Tirkkonen. Za większość kompozycji oraz aranżacje utworów odpowiadał Tuomas J. Turunen. Wśród nagrań znalazły się również utwory autorstwa Adam Bałdycha oraz Eleny Mindru, która ponadto napisała wszystkie teksty.

Podobnie jak w przypadku pierwszego singla - "Hay Moon" - premierze nagrania towarzyszy teledysk wyreżyserowany przez Riikkę Kamparę. Nowy utwór porusza uniwersalny problem walki z poczuciem własnej niepewności, wewnętrznymi rozterkami, osobistym niedowartościowaniem, emocjonalnym odrzuceniem, koniecznością ucieczki - czasem dosłownej.

"Współpracujemy z Adamem Bałdychem od trzech lat i ogromną radością napełnia mnie fakt, że nasza muzyka będzie już wkrótce dostępna dla słuchaczy na całym świecie. Interpretacje Adama są przepięknym odniesieniem się do naszych muzycznych przemyśleń, jakie stworzyliśmy dla tego projektu. Sztuka jest elementem, który nas łączy, napędza nasze wspólne występy, pozwala przekraczać granice narodowościowe i połączyć trzy różne kultury uniwersalnym językiem muzyki" - Elena Mîndru.

"Mocno wierzę, że muzyka jest znakomitą platformą dialogu dla ludzi pochodzących z różnych krajów, różnych kultur, poruszających się w różnorakich muzycznych stylistykach. Z podekscytowaniem przyjąłem zaproszenie od Eleny, by współpracować z jej fińskim projektem i wspólnie tworzyć muzykę. Udało się nam wykreować wspaniałą mieszankę naszych osobowości przetłumaczoną na język przepięknej, pełnej ekspresji muzyki" - Adam Bałdych.

Thursday, June 10, 2021

Błoto - Kwasy i Zasady (2021)

Błoto

Marek Pędziwiatr - piano, synth
Olaf Wegier - tenor, soprano & baritone saxophones, Akai Ewi, synth, percussion
Paweł Stachowiak - bass guitar
Marcin Rak - drums

Kwasy i Zasady

ASTIGMATIC AR016CD

By Jędrzej Janicki

Gapi się na nas dwóch facetów. Jeden, o wściekłych oczach i z wywalonym językiem, pokazuje nam gest powszechnie uznany za gwałtowne ponaglenie skłaniające do spiesznego oddalenia się. Drugi, zdystansowany i dystyngowany, po profesorsku grozi palcem. Ten pierwszy może mieć na imię Kwas, a ten drugi Zasada. I właśnie w taki sposób ("Kwasy i Zasady") swój trzeci album zatytułował zespół Błoto. Ta intrygująca okładka stworzona przez Przemysława Jankowiaka (znanego jako 1988 ze znakomitego duetu Syny) wskazywałaby, że w muzyce wrocławskiego kwartetu coraz większą rolę odrywają elementy hip-hopowe. Tych rzeczywiście trochę się pojawia, lecz to jednak nie one świadczą o sile nowej płyty.

Wspomniane hip-hopowe konteksty to przede wszystkim ubarwione elektroniką beaty i loopy, które śmiało posłużyć mogłyby za podkład dla jakiejś typowo rapowanej nawijki. Wydaje się, że tworzenie tego typu przestrzeni dźwiękowej stało się znakiem rozpoznawczym Błota, który delikatnie pobrzmiewał już na debiutanckiej krążku "Erozje", a wyraźnie zauważalny stał się na "Kwiatostanie". Struktury te wciągają, są bardzo przyjemne w odbiorze, lecz same w sobie nie są jeszcze jakoś przesadnie wartościowe. Ich doskonałym uzupełnieniem, które powoduje, że "Kwasy i Zasady" to jeden z mocnych kandydatów do tytułu płyty roku 2021 w Polsce, jest sposób frazowania saksofonisty Olafa Węgiera. Gra on oszczędnie, potrafi zostawić pole do wybrzmienia dla wyrazistego beatu, jednak jego repetytywne zagrywki naprawdę mają moc hipnotyzowania i to właśnie one nadają utworom tego niepowtarzalnego charakteru. 

Tak się składa, że mniej więcej w tym czasie, co "Kwasy i Zasady", na rynku pojawił się również album "Black To The Future" dowodzonego przez Shabakę Hutchingsa zespołu Sons Of Kemet. I choć rodzaj "transowości" tych dwóch wydawniuctw jest nieco inny - dla Błota to raczej intelektualne rejony techno, a w przypadku Sons Of Kemet psychodeliczna potańcówa na koniec świata - to styl gry Węgiera i Hutchingsa zaskakująco wiele łączy. Oprócz wspomnianego wykorzystania i eksplorowania stale powracającego motywu, obaj panowie grają intensywnie i drapieżnie, nie tracąc jednak kontroli nad dźwiękiem i nigdy nie pozwalając sobie na utratę panowania nad precyzyjnie przemyślanym muzycznym planem. Jedynym drobniuteńkim mankamentem płyty Błota może być to, że niektóre z utworów (chociażby finałowy "Umiar") tak wyraźnie inspirowane są wczesnymi dokonaniami duetu Skalpel, że pewnymi krótkimi fragmentami staje się to nawet nieco zbyt oczywiste.

Tak czy inaczej, "Kwasy i Zasady" to płyta co najmniej bardzo dobra. Wydaje się, że Błoto już prawie do perfekcji dopracowało swoją muzyczną stylistykę - tak bardzo crossoverową i tak bardzo spójną jednocześnie. Co być może najważniejsze jednak, ich muzyka cały czas zachowuje świeżość i naprawdę ogromną siłę oddziaływania. 

Tuesday, June 8, 2021

Jakub Gucik - Vastitas Borealis (2020)

Jakub Gucik

Jakub Gucik - cello

Vastitas Borealis

IPT 4/2020 CD






By Adam Baruch

This is the second album by Polish cellist/composer Jakub Gucik, following his debut released earlier in 2020, this time recorded completely solo cello, without any electronics. The album presents ten tracks, named after features of Martian landscape, all assumed to be by Gucik (although nothing is specifically mentioned on the album’s artwork, which is as cryptic as the music).

The music is quite fascinating, although solo cello can by trying for even the toughest listeners. With the minimalist and quite meditative character of the music, it requires patience and concentration, but eventually is very rewarding. Obviously Gucik is very courageous to expose himself in such “naked” environment and such unconventional music, and Avant-Garde is supposed to be groundbreaking, which in this case fully justifies the circumstances.

The ten tracks offer pre-composed structures, which are then improvised upon and explored, although not in the conventional Jazzy approach, but rather extensively using contemporary Classical Music toolbox, or spontaneous invention. There are some elements of serialism and minimalism of course, but nothing justifies the classification of this music as belonging to a specific genre. It is first and foremost something created by Gucik’s inner feelings and associations, being of course quite remarkable, as such.

This is a very personal and delicate music, which requires total submission on both emotional and cerebral plains, in order to "get" this music in the first place and then enjoy it, for what it is; repeated listening sessions might prove to be necessary. Overall this album is a bold, risky statement, which deserves praise both for its originality and intrinsic beauty, which combined with the debut certainly marks Gucik as an Artist worth attentive following. Two hits in a row in one year do not happen that often these days.

Monday, June 7, 2021

Maciej Kitajewski Trio - Longing Miniatures - premiera nowej płyty w Music Art Fun

Franciszek Raczkowski - fortepian
Maciej Kitajewski - kontrabas
Szymon Madej - perkusja

Tegoroczny laureat programu "Jazzowy Debiut Fonograficzny" Instytutu Muzyki i Tańca kontrabasista Maciej Kitajewski przedstawia album swojego tria - "Longing Miniatures".

Zespół Maciej Kitajewski Trio powstał w 2020 roku. Jest to klasyczne fortepianowe trio jazzowe, w skład którego poza liderem wchodzą Franciszek Raczkowski (fortepian) oraz Szymon Madej (perkusja). Początkowo pandemia koronawirusa pokrzyżowała plany grupy, jednak w styczniu 2021 zostali laureatem konkursu Instytutu Muzyki i Tańca "Jazzowy Debiut Fonograficzny", czego owocem stał się album "Longing Miniatures".

Płyta zawiera osiem utworów: sześć autorskich kompozycji lidera i dwie aranżacje kompozycji innych autorów. Muzyka inspirowana jest głównie europejskim jazzem i muzyką poważną. Utwory utrzymane są w konwencji prostych, minimalistycznych tematów kontrastujących z pełnymi wolności improwizacjami każdego z członków tria. Kompozycje powstały w trudnym pandemicznym okresie, kiedy cały świat sztuki czekać musiał na ustąpienie wirusa, stąd tytuł albumu "Longing Miniatures", czyli Miniatury Tęsknoty. Album ukaże się nakładem wytwórni Music Art Fun. Koncert premierowy odbędzie się w ramach festiwalu Warsaw Summer Jazz Days w warszawskim klubie Stodoła 11.07.2021.

Saturday, June 5, 2021

Kasia Kadłubowska/Dominik Bukowski - Transient (2015)

Kadłubowska/Bukowski

Kasia Kadłubowska - marimba, vibraphone, bendir
Dominik Bukowski - vibraphone, marimba

Transient

DUX 1221



By Adam Baruch

This is the debut album by Polish marimba player/composer Kasia Kadłubowska recorded in a duo format with renown Polish Jazz vibraphonist/composer Dominik Bukowski. The album presents nine compositions, two of which are original compositions (one each) by Kadłubowska and Bukowski and the rest are by contemporary Classical composers like Terry Riley, Philip Glass, Steve Reich, Arvo Part, Eric Satie and American marimba player/composer Paul Smadbeck.

As the names of the composers suggest, the music is mostly contemporary Classical Music, with belongs to the Minimal Music idiom. Although most of the music was not originally written for marimba or vibraphone, it was arranged and transcribed for these instruments by Kadłubowska and Bukowski.

Marimba and vibraphone, although both percussion instruments, are of course capable of playing melody and harmony, which means that the music offers a lot of melodic content, kept within the limitations of Minimal Music, which calls for slowly developing themes and cyclic repetition. It can be quite demanding on the listener, who is not a priori a fan of the genre, but it is great for relaxation and meditation, in addition to its strictly musical values.

Both Kadłubowska and Bukowski play with incredible feeling and obvious virtuosity, and despite the intrinsic lethargy of the music, the albums offers a diversified listening experience to open-minded listeners. Minimal Music has its fans around the world and enjoyed a peak of popularity during the New Age explosion between the 1970s and 1990s, but a steady interest in it remains in the Classical field over the years.

Bukowski’s appearance on this album, which is rather unexpected since his main field of activity if Jazz, proves his diversity and well schooling, as well as highly aesthetic approach to music in general. The two original composition stand proudly shoulder to shoulder with the well-known Classical material, adding another level of credibility to this album. I have no idea why it took six years for this album to arrive on my operating table, but as usual better late than never, as it is definitely worth exploring and a great fun to listen to.

Thursday, June 3, 2021

Impro Session #4 - improwizowany dzień z Antenna Non Grata !!!

By Piotr Wojdat

Zapraszam na lekturę krótkiego przeglądu najnowszych albumów wydanych przez niewielki, niezależny i zdecydowanie niekomercyjny label Antenna Non Grata. Tytułem wstępu warto wspomnieć, że wydawnictwo rozpoczęło swoją działalność w 2017 roku z inicjatywy Tomasza Misiaka i Marcina Olejniczaka. Specjalizuje się w muzyce niszowej, której źródeł można szukać w różnych gatunkach i stylistykach. Do tej pory nagrywali dla niego m.in. klarnecista Piotr Mełech, perkusista Wojtek Kurek, gitarzysta Paweł Doskocz czy znakomity kataloński perkusista Vasco Trilla. Antenna Non Grata ciągle się rozwija i sukcesywnie powiększa swój katalog. Jak na razie 2021 rok w przypadku tej wytwórni wydaje się szczególnie owocny i pracowity, a albumom projektów Sambar i Szpety warto poświęcić nieco więcej uwagi.   


Sambar - Pierwotniak Pantofelek (2021)

Paulina Owczarek - baritone saxophone
Tomasz Gadecki - baritone saxophone

ANTENNA NON GRATA 2021

Jakkolwiek dziwnie to może zabrzmieć, szczególnie mając na uwadze, kto wchodzi w skład zespołu Sambar - to właśnie ten projekt jest tym bardziej konwencjonalnym spośród omawianych przeze mnie na potrzeby tego mini przeglądu. Ta konwencjonalność jest jednak w dużej mierze umowna. Nie mogłoby zresztą być inaczej, bo formację tworzy dwójka nietuzinkowych muzyków, którzy na improwizacji zjedli zęby i od wrocławskiego Art Of Improvisation z 2012 roku współpracują ze sobą w duecie. W 2014 roku wydali nakładem Not Two Records album zatytułowany "Melt!" i chyba tylko najbardziej wtajemniczeni spodziewali się kontynuacji tego dzieła w… 2021 roku.

Dobrze się jednak stało, że zespół nie przepadł i funkcjonuje dalej. Saksofonistkę Paulinę Owczarek znamy dobrze z Krakow Improvisers Orchestra, Saksofonarium czy tegorocznego Morświna. Na "Pierwotniaku Pantofelku" towarzyszy jej Tomasz Gadecki działający pod szyldami Olbrzym i Kurdupel, Lonker See czy Awatair, którego interpretacje nagrań Johna Coltrane’a spotkały się ze sporym uznaniem, np. moich redakcyjnych kolegów z bloga Polish Jazz.
 
W przypadku "Pierwotniaka" do tego, żeby przyciągnąć uwagę słuchacza wystarczą dwa saksofony barytonowe - Pauliny Owczarek i Tomasza Gadeckiego. Artyści na przestrzeni 40 minut prezentują szerokie spektrum dźwięków, które można wydobyć z tego instrumentu. Sprawiają wrażenie, jakbyśmy przysłuchiwali się ciekawym, poszukującym, abstrakcyjnym dialogom. Swobodnym, zróżnicowanym i świadczącym o dużych umiejętnościach obu improwizatorów.

Szpety - Szpety (2021)

Antonina Nowacka - voice
Gosia Zagajewska - voice
Wojtek Kurek - drums, electronics

ANTENNA NON GRATA 2021

O ile Sambar wpisuje się w paradygmat improwizowanego jazzu i z tego też powodu jest propozycją bardziej przystępną dla słuchacza, to Szpety wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Warszawskie trio tworzą Antonina Nowacka, Gosia Zagajewska i Wojtek Kurek, którzy w 2018 roku zadebiutowali albumem wydanym przez sublabel krakowskiego Instant Classic - Ersatz Recordings. Nagranie odbyło się w wyjątkowym miejscu, a były nim podziemia pokamedulskiego kościoła na warszawskich Bielanach.

Oryginalne są też inne projekty autorów omawianej przeze mnie płyty. Wokalistka Antonina Nowacka współpracowała swego czasu z zespołem kIRk, a w zeszłym roku za sprawą warszawskiej wytwórni Mondoj wydała solowy album zatytułowany "Lumunan". Gosia Zagajewska współtworzyła z kolei Amoon-na-fi - projekt łączący teksty bajek ludowych z byłych republik radzieckich ze skomponowaną muzyką. Skład Szpetów uzupełnia Wojtek Kurek, który jest bardzo aktywnym muzykiem i współpracował już np. z klarnecistą Piotrem Mełechem czy Łukaszem Kacperczykiem grającym na syntezatorze modularnym. Oprócz tego ma na koncie sporo nagrań elektroakustycznych.

Szpety na swoim drugim albumie prezentują muzykę odrealnioną i minimalistyczną. Głównym punktem zaczepienia są teatralne, momentami nieco "upiorne" wokalizy. Ważna jest też, podobnie jak w przypadku debiutu, przestrzeń. Tym razem grupa nagrała muzykę w konińskiej galerii CKiS Wieża Ciśnień. Pogłos uwydatnia tutaj brzmienie Szpetów i sprawia, że dźwięki perkusyjne i elektroniczne rozpływają się w zwolnionym tempie. Muzyka jest niezwykle intymna, ale z każdym przesłuchaniem coraz bardziej odsłania swoją wartość i w kategorii autorskiego pomysłu na projekt i brzmienie należy ją ocenić wysoko. 

Wednesday, June 2, 2021

Dominik Kisiel - STOP - premiera nowej płyty w Alpaka Records

Dominik Kisiel - fortepian

Płyta "STOP" to najnowszy solowy album pianisty Dominika Kisiela. Jest to improwizowany akt fortepian solo - długa forma zagrana "attaca", czyli bez przerw z wyraźnymi zmianami części utworu. Inspirowana klasyczną formą sonatową z improwizowanym wypełnieniem (tematy, rozwój motywów), jest zamkniętą całością, która pochłania słuchacza, będąc swoistą terapią. Muzyka zawarta na płycie to synteza wielowymiarowego porozumienia międzyludzkiego. Ma na celu uaktywnienie umiejętności sięgania do ukrytych potencjałów człowieka poprzez intencjonalne stworzenie pomostu między nimi. "STOP" jako pauza od rzeczywistości, wyjście z nieustającego ciągu myśli, który uważamy za realne postrzeganie świata. Podczas zagłębiania się w muzykę doznajemy swoistego zatrzymania czasu, stajemy się coraz wrażliwsi na dźwięki i przenosimy się w inny świat. Tam poznajemy samych siebie i wydobywamy z głębi duszy ukryte moce, ucząc się cierpliwości i wytrwałości, a także pogłębiamy osobowość przez budowanie mocnego charakteru.

Dominik Kisiel - pianista, improwizator, kompozytor, absolwent i wykładowca Akademii Muzycznej w Gdańsku. Jako pianista dąży do maksymalnego wykorzystania brzmieniowych możliwości fortepianu i poszukuje harmonicznych zależności tworzących naturalnie piękne współbrzmienia. Improwizacja stanowi najważniejszą część jako terapia muzyką, uwalnianie duszy i połączenie z wszechświatem. Muzyka opowiadając historie płynie nieprzerwanym strumieniem i zabiera uczestniczących w niej w niesamowitą podróż wykraczającą poza codzienne postrzeganie świata i doświadczanie rzeczywistości. Jest to swoista eksploracja przestrzeni brzmieniowej na poziomie przekazu emocji, odkrywania geometrii i kosmicznej energii w muzyce, inspirowana różnymi jej odmianami - od muzyki klasycznej do free jazzu. Konfrontacja całości z rzeczywistością, doświadczenia życiowe i muzyczne tworzą obraz muzyki tworzonej przez Dominika.
 
Laureat konkursów solo i z zespołem Dominik Kisiel Exploration Quartet m.in.: LOTOS Jazz Festiwal, 20. Bielska Zadymka Jazzowa 2018 - statuetka Aniołka Jazzowego 2018, XX Ogólnopolski Przegląd Młodych Zespołów Jazzowych i Bluesowych Gdyńskiego Sax Clubu - nagroda główna - I miejsce, NOVUM Jazz Festival 2018 w Łomży - I miejsce - Nowa Nadzieja Jazzu. Stypendysta MKiDN - Kultura w sieci 2020, także Marszałka Województwa Pomorskiego w 2020 oraz Prezydenta Miasta Gdańsk 2020. Autor cyklu koncertów improwizowanych "Pianoworks" - czyli wielkich form inspirowanych formami klasycznymi tworzonymi na żywo na scenie bez wcześniejszego przygotowania formy i zawartości - zrodziły się z nich grupowe zajęcia na Akademii Muzycznej - ‚Improwizowane Koncerty Jazzowe’.
     
Na swoim koncie ma dwie autorskie płyty nagrane w kwartecie: "Exploration" (Alpaka Records 2018) oraz "Live at Radio Katowice" (Radio Katowice 2018). W 2019 roku otrzymał nominację do polskiej nagrody muzycznej "Fryderyki" w kategorii "Jazzowy Debiut Roku", a w 2020 jako sideman - płyta Szymona Sutora otrzymała nagrodę "Fryderyka".

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...