Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakubowska Wiktoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jakubowska Wiktoria. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2025

Paulina Przybysz - "Insides"

Paulina Przybysz - wokal
Marek Pędziwiatr - fortepian, syntezator, głos
Tymon Kosma - wibrafon, głos
Olaf Węgier - saksofon tenorowy, głos
Krzysztof Baranowski - kontrabas, głos
Wiktoria Jakubowska - perkusja, flet, głos

Tytuł albumu: "Insides"

Wydawnictwo: Calm Courage (2025)

Tekst: Renata Rybak

Moje pierwsze zetknięcie się z nowymi muzycznymi pomysłami Pauliny Przybysz miało miejsce chyba podczas zeszłorocznej Bielskiej Zadymki Jazzowej.

Już wtedy zaintrygował mnie sam koncept podejścia do standardów jazzowych na nowo. Zwykle podchodzę do takich projektów dość sceptycznie, bo umówmy się, ile da się wycisnąć z takich numerów, czy uda się je przetworzyć w nowy i odkrywczy sposób. 

Przybysz spróbowała. I moim zdaniem jest to bardzo udana próba. 

Pierwszym komponentem, który przyczynił się do wyjątkowości tego albumu, jest barwa głosu samej wokalistki.  Nie jest to cukierkowy, przewidywalny wokal, jak się to czasem słyszy podczas wykonywania standardów jazzowych. Jest za to trochę zadziornie, jednak przy zachowaniu melodyki oryginały. Bądź co bądź, Przybysz wywodzi się z nurtu soulowego i R&B, więc już choćby dlatego można było się spodziewać świeżego podejścia do interpretacji klasyki jazzowej. 

Kolejny komponent to instrumentaliści, których Przybysz zaprosiła do współtworzenia tego krążka. To muzycy z, jak bym ich określiła, nowej fali polskiego jazzu, odważnie łamiący muzyczne konwenanse, chętnie łączący gatunki, a przy tym znani ze swoich eksperymentów z brzmieniem. Wydaje się, że jest to dokładnie to, czego poszukiwała wokalistka. 

Pędziwiatr i Węgier, grający na co dzień w EABS i Błoto, czasem przeszczepiają hip-hopową i funkową estetykę tych zespołów na grunt standardów prezentowanych na tym albumie, a czasem grają jak klasyczni muzycy jazzowi. 

Podobnie Tymon Kosma. Z perspektywy zespołu Kosmos, w którym jest aktywny, to optyka bardziej hip-hopowa. Natomiast w kwintecie Michała Afryki obraca się zdecydowanie w kręgach bardziej związanych z klasycznym jazzem. Podobnie i na tym krążku, Kosma świetnie się czuje w każdym z tych obszarów muzycznych. 

Perkusistka Wiktoria Jakubowska to wręcz niemal artystka mainstreamowa, grająca między innymi na trasach koncertowych Roguckiego. 

Krzysztof Baranowski to muzyk współpracujący z Pauliną Przybysz już od jakiegoś czasu, świetnie rozumiejący i wpasowujący się w jej estetykę.

I taki to właśnie zespół wziął na warsztat takie klasyki jak na przykład ‚Salt Peanuts’ Dizzy’ego Gillespie czy ‚God Bless the Child’, balladę śpiewaną przez Billie Holiday.

Jak one brzmią? Przede wszystkim - bardzo różnorodnie. Czasem słychać hip-hopowy czy też rapowy sznyt, czasem jest to w stylu romantycznej ballady, a czasem rozpoznajemy znany i przyjemny dla ucha swing. 

I tak dostajemy zupełnie nowatorskie podejście do znanych i wydawałoby się ogranych klasyków jazzowych. 

Nadal rozpoznajemy w nich tą bezpieczną i rozpoznawalną melodykę i rytm, to nie jest jakaś szalona i daleko idąca improwizacja. Użyłabym nawet określenia, że te utwory są melodyjne i przystępne. 

Jednocześnie jednak dużo się w nich dzieje, dużo nowych i różnorodnych aranżacji, które zaskakują, ale i ciekawią.

Jak to dobrze, że Przybysz postanowiła nagrać tę płytę. Pokazała w ten sposób, że standardy jazzowe się nie starzeją, że mogą cały czas inspirować i w słuchaniu ich nie ma nic staromodnego. W końcu, że można ich słuchać na różne sposoby i czerpać z nich coraz to inne rzeczy, a możliwości ich interpretacji są nieskończone. 

I chyba to jest najpiękniejsze w jazzie. 

piątek, 23 sierpnia 2019

Jerzy Mączyński - Jerry & The Pelican System (2019)

Jerzy Mączyński

Jerzy Mączyński – saxophone
Marcin Elszkowski – trumpet
Marcel Baliński – piano, microKORG
Franciszek Pospieszalski – bass
Wiktoria Jakubowska – drums, flute
Apoorva Krishna - violin



Jerry & The Pelican System

PN 0190295475895

By Krzysztof Komorek

Seria „Polish Jazz” w swojej historii zasłynęła wieloma znakomitymi tytułami. Z dzisiejszej perspektywy są one niejednokrotnie klasykami, ale pośród nich znajdziemy także takie, które w momencie wydania były debiutami. Prezentacją czegoś nowego, innego, odkrywczego. Reaktywowana seria nie odstępuje od tej tradycji, a album „Jerry & The Pelican System” świetnie się w ów trend wpisuje. 

Nasłuchałem się i naczytałem o płycie Jerzego Mączyńskiego na długo zanim trafiła w moje ręce. Wypowiedzi były dość stonowane. Nie brakowało pochwał, ale w wielu opiniach pobrzmiewał zarzut zbyt wielkiego nagromadzenia pomysłów w siedemdziesięciu minutach materii albumu. Muszę przyznać, że faktycznie na „Jerry & The Pelican System” dzieje się dużo. Nawet bardzo dużo. I jednocześnie zdecydowanie stwierdzam, po kilkakrotnym przesłuchaniu, że zupełnie mi to nie przeszkadza. 

Lider znany chociażby z ubiegłorocznej płyty P.E. Quartet skompletował na swój stricte autorski album kwintet muzyków młodego pokolenia, z którymi miał okazję zetknąć się przy okazji wspólnego grania, czy też w czasie edukacji w murach tych samych uczelni. Warto nadmienić, że mimo młodego wieku każdego z członków grupy, ich nazwiska nie są dla fanów jazzu anonimowe. W składzie znajdziemy trębacza Marcina Elszkowskiego, pianistę Marcela Balińskiego (tu grającego także na microKORG-u), kontrabasistę Franciszka Pospieszalskiego oraz perkusistkę Wiktorię Jakubowską (na albumie zagrała również na flecie). W utworze finałowym zespół powiększył się o hinduską skrzypaczkę Apoorvę Krishnę. 

Album zawiera trzynaście nagrań autorstwa samego Jerzego Mączyńskiego. Osiem z nich stanowi fragmenty kilkuczęściowych mini suit: trzyczęściowych „Chaosu” i „PeeaceOFF” oraz dwuczęściowej „Zoży”. Muszę przy tym wspomnieć, że słuchając „Jerry & The Pelican System” miałem wrażenie obcowania z jednym, długim utworem. Kwintet płynnie przechodzi od jednej kompozycji do drugiej. Ciekawe, jak wygląda to w odsłonie koncertowej, bo wspomniana forma prezentacji, wzbudza we mnie zwykle dodatkowy dreszczyk pozytywnych emocji. 

W tym muzycznym maratonie zespół co chwilę zmienia style i nastroje. Atakując raz elektronicznymi bitami „Big Kraśki”, raz smyczkowym solem kontrabasu w „GoodnessGOOFY”, kontrując to delikatnością „Cosmic Violet”. Wybrzmiewają w tym wszystkim nuty ambientu czy też rocka, krajowy i egzotyczny folk. W pamięć zapada, dziki momentami „Naya Rang”, z udziałem wspomnianej już Apoorvy Krishny. 

Z równo i solidnie prezentującego się kolektywu trudno jest w zasadzie kogoś wyróżnić. Zwróciłem jednak nieco mocniejszą uwagę na wyrazistą grę perkusistki –– być może także dlatego, że Wiktoria Jakubowska zapisała się w mojej pamięci już kilka lat temu podczas koncertu finałowego International Jazz Platform w czasie odbywającej się w Łodzi Letniej Akademii Jazzu. Miło było skonstatować teraz, że tak udanie odnalazła się na opisywanym tu wydawnictwie. Generalnie Jerry i jego Pelikany sprawili się więcej niż dobrze i mam nadzieję, że jeszcze nie raz przyjdzie mi ich pochwalić.

Zobacz też: