Translate

piątek, 4 września 2026

Ptaszyn Quartet feat. Mieczysław Kosz - "Collage - Quartet '68"

Ptaszyn Quartet feat. Mieczysław Kosz

Jan Ptaszyn Wróblewski – saksofon
Mieczysław Kosz - fortepian
Jacek Bednarek - kontrabas
Janusz Trzciński - perkusja

Album: "Collage - Quartet '68"

Wydawca: Agencja Muzyczna Polskiego Radia (2026)

Tekst: Piotr Banasiak


- Pani Stasiu! Pani tam jeszcze obmiecie, o tam! Nad pianinem!

- Do usług Pana Profesora! A czego to dzisiaj słuchamy?

- A tutaj, proszę, leży na sekretarzyku.

- Aha. Bo to widzi Pan, ja bardzo lubię słuchać tych płyt, co je Państwo Profesorstwo grają. A jak Pan, albo Pani Profesorowa jeszcze do tego opowiedzą zawsze, to ja się czuję jak nasz Tomaszek na Akademii. Ja jeszcze raz chciała podziękować za Tomaszka, że go Pan Profesor wtedy...

- Pani już da spokój. Syn bardzo zdolny, egzaminy zdał, żadna moja zasługa. A jak mu idzie?

- A dziękować! Tomaszek już magisterium robi! I grają chłopcy dużo! A to w SPATIFie, a to gdzieś , nie pamiętam już...

No, to ja się bierę za prasowanie... Ojej! Jaka ładna okładka!

- Bardzo stylowa, prawda? To Ptaszyn.

- No widzę przecie, że nie koń. Ptaszyn gra, to i ptaszyna na okładce. Zmyślne. Bardzo lubię. Ja nawet swojego Wieśka przekonała. I wie Pan Profesor? Wiesiek tych Ptaszynów już trochę nazbierał. Coś z miesiąc temu wraca z roboty, mówi: "Patrzaj Staśka - po drodze z zajezdni wszedłem na Warecką, do Muzanta, pytam się tego całego Ryszarda, czy są jakieś nowe Ptaszyny. I słuchaj, ten cały Ryszard mnie namówił na koncert grupy Ptaszyna z Jugosławii. No tom kupił cidika". I powiem Panu Profesorowi, pięknie grało.

- Bardzo przyjemna dykteryjka. To cóż Pani Stasiu? Włączyć od początku?

- Poproszę uprzejmie! I żeby Pan profesor mnie wykład zrobił. Czy mam zawołać też Jana?

- Lepiej niech Jan dokończy podlewanie w ogrodzie. Zresztą, Jan chyba nie za bardzo lubi dżez. Czy też nie za bardzo orientuje się w dżezie?

- Toć prawda! To ja już tu żelazko narychtuję.

* * *

- Ależ to pięknie buja za przeproszeniem Pana Profesora!

- Prawda? Pierwszy utwór to kompozycja Ptaszyna: KOLLAŻ. Ale najpierw zacznijmy od Kosza...

- A to ja dopiero co wyniosła! I do segregowanych i do zmieszanych, i...

- Moja Pani Stasiu - chodzi mi o Mieczysława Kosza! Pianistę! Legendę!

- Szczerze? Nie słyszałam o nim. Piękny ten KOLLAŻ, Panie Profesorze.

- Oj piękny, bardzo wykwintny. Wszystko napędza tu rozbujany bossa-puls bębnów i uwodzicielska figura kontrabasu. Na niej Ptaszyn gra sympatyczny temat i później całkiem przyjemne solo...

- Ale tego Kosza to ja tam prawie nie słyszała!

- No fakt. W tym utworze nie wychyla się, później będzie go dużo więcej. Zatem - Mieczysław Kosz Pani Stasiu. Legenda dżezowego fortepianu, acz do niedawna w zapomnieniu i niedoszacowaniu. Raptem z jedną płytą na koncie. Na szczęście od pewnego czasu to się zmienia. Był film o nim, była książka, wydano też coś w serii Poulisz Reijdiou Dżez Arkajws. Pani pamięta, te czarne okładki, kiedyś trochę słuchaliśmy.

- A pamiętam, pamiętam. Ostatnio puszczał mi Pan z tej serii Namysłowskiego. Za przeproszeniem Pana Profesora - okropieństwo...

- Pani Stasiu!

- Oj dobrze, już dobrze.. No i co z tym Koszem?

- Już kontynuuję. Teraz słuchamy SŁONECZKA. Piękny walczyk.

- Łoj, ludowy trochę ten saks, Panie Profesorze

- Naturalnie Pani Stasiu, w końcu to jest polski dżez. W archetypicznym polskim dżezie zawsze musi być trochę skowronka, dzięcieliny, pały i słomianej strzechy. Kontynuując.. Ach! Proszę zwrócić teraz uwagę na Ptaszyna, tak mniej więcej do drugiej minuty proponuje on niesłychanie powłóczyste, jakby od niechcenia, bardzo naturalne solo. Takie bardzo kuuul. Czy Pani to słyszy? Ono jest fantastyczne Pani Stasiu! Kontynuując. Był film, książka, jakieś wydawnictwa płytowe, aż tu w Polskim Radio pojawił się Pan Domagała

- Czego się domagała?

- Pani Stasiu! Adam Domagała! Publicysta, działacz, postać znana!

- Oj przepraszam, nie dosłyszałam. Zasłuchałam się w fortepianie. Jak ślicznie ten Kosz zagrał, wyszedł z tematu, a później już zupełnie po swojemu... To ja już słucham.

- No i Pan Domagała zaczął kopać w archiwach radiowych. I Pani Stasiu kochana - dokopał się cudownych rzeczy. Ładnie to wszystko zebrał, opracował, przygotował do publikacji i niech sobie Pani wyobrazi - Agencja Muzyczna Polskiego Radia wydaje teraz jeden po drugim albumy z nagraniami Pana Kosza. W sumie będzie to seria pięciu płyt!

- Znaczy się, ten Pan Domagała wyciągnął Kosza z kosza?

- W zasadzie można tak to ująć. Wszystkie albumy wydane bardzo starannie, z doprawdy piękną, stylową grafiką. I niech Pani posłucha, jak to brzmi. Niby mono, a jednak przestrzennie. Świetny master! Ten album, który w tej chwili razem słuchamy - Pani tam uważa na mankiet! Proszę mi tu nie odpływać! - to wynik sesji nagraniowej z połowy 1968 roku. Jan Ptaszyn Wróblewski - jak to on - miał trochę koncertów do zagrania, a do dyspozycji trochę czasu w studio radiowym, no i bardzo kompetentną, choć młodą sekcję pod ręką: Panów Bednarka i Trzcińskiego. Brakowało mu tylko pianisty

- Za przeproszeniem Pana Profesora, co leciało teraz? Takie pościelowe? Rozmarzone? Nostalgiczne?

- Słuchaliśmy ballady ODLEGŁOŚĆ. Całkiem zgrabnej. A teraz już grają kolejną bossanowę, standard HIRIZ DE REINI DEJ

- Jakbym była na dansingu w sanatorium w Kudowie Zdrój, za Gomułki. Ja jeszcze chciała powiedzieć Panie Profesorze, że w tych poprzednich kawałkach ten Kosz czasem gra w różnych miejscach takie akordy, że no nie wiem..

- Chodzi Pani o jakieś zwiększenia? Alteracje? Przecież to dżez!

- Ja nie wiem, jak to się nazywa. Nasz Tomaszek to by wiedział... Ale jak on, ten Kosz, to czasem zagra, to się robi tak jakoś jaśniej.

- Bardzo ciekawie to Pani określiła. "Jaśniej". Coś w tym jest... Ale na czym to ja stanąłem? No więc Ptaszyn zaangażował Kosza do składu. Grali ze sobą prawie rok, nagrali w studio trochę materiału, ale w sumie ciężko im to wszystko szło.

- Ciężko?

- Widzi Pani. Kosz nie czytał nut...

- To co, że nie czytał? Nasz Tomaszek mówi, że Prins też nie czytał nut, a wyszedł na ludzi i wielkim artystą był.

- Wie Pani, to były inne czasy..

- Inne nie inne. A teraz to niby wszyscy umią nuty? A zapisać piosenkę to też wszyscy umią? Oczywiście Pan Profesor wie. Pani Profesorowa wie, Pan Możdżer wie, ale czy wszyscy inni wią?

- Pani Stasiu, edukacja...

- Oj, ale teraz szyją! Jak Kontrejn na "Kozin Mery"!

- Koltrejn Pani Stasiu, Koltrejn. I słusznie Pani zauważyła, bo to jest Ptaszynowy hołd dla Koltrejna, pod tytułem DŻON SI. Kosz też tu nieźle - jak to Pani określiła - szyje.

- No sam Pan Profesor słyszy. Nie umi nut - a szyje. Edukacja, edukacja... Co edukacja? Nasz Tomaszek to mówi, że jak się chce grać dżez, tak jak on gra, to wcale nie trzeba na żadną uczelnię...

- Pani Stasiu...

- ...i że te wszystkie uczelnie to po to, żeby te wszystkie dżezmeny, co tam uczo, to żeby miały co do garnka włożyć, bo inaczej to..

- Pani Stanisławo!

- yyyy znaczy się nasz Tomaszek to mówił, że to jego kolega tak mówił... Ja tam nie wiem, Ja tera koszule Pana Profesora prasuję... Ale widzi Pan Profesor sam. Kosz nut nie znał, a sam Pan twierdzi, że jest to postać legendarna...

- No już zostawmy to. W każdym razie, Mieczysław Kosz pograł z Janem Ptaszynem tylko rok, a zarejestrowany w studio materiał powędrował na półkę w archiwum polskiego radia. No i widzi Pani , przez tę niepotrzebną dyskusję o systemie szkolnictwa przemknął nam kolejny utwór...

- Prędko grali, to i prędko przemknął..

- To był BAGS OUPES Milta Dżeksona. Owszem, dość szybki, ale zagrany zawodowo. A to teraz Pani poznaje?

- Profesorze... JESIENNE LIŚCIE... Tyle razy już to u Pana słuchałam, w tylu wykonaniach... Mój Wiesiek tego już nie trawi. Ładnie Kosz to zaczął, tak po szopenowsku..

- Raczej po bilewansowsku Pani Stasiu kochana. Cóż się dziwić, to był ponoć ukochany utwór Mieczysława Kosza. Proszę teraz posłuchać tyrady saksofonu Ptaszyna. Bardzo kompetentna.

- No pięknie, pięknie grają. A ten Kosz to gra jeszcze?

- Pani Stasiu. Mieczysław Kosz odszedł w 1973 roku, mając raptem 29 lat, być może u progu wielkiej kariery, dzielnie zwalczając przeciwności losu.

- Panie Profesorze - nie róbmy z igieł wideł. To, że ktoś nie umi nut, to jeszcze nie koniec świata.

- Oj długo by mówić Pani Stasiu... Dużym wyzwaniem było dla Kosza przede wszystkim to, że był ociemniały...

- Znaczy się - niewidomy?

- Wolę termin: ociemniały.

- Jaki tam ociemniały. Widział cokolwiek?

- Nie.

- No to za przeproszeniem Pana Profesora, on był niewidomy. Powiem więcej - on był po prostu ślepy. Nie do wiary... a taki wirtuoz.. No niech Pan posłucha teraz, jak on pięknie buduje tę wariację!

- To jest kolejny standard. BAJ BAJ BLEKBIRD

- A to pamiętam. Hendriksa.

- Niezupełnie Pani Stasiu. Hendersona. Hendersona i Dikstouna.

- Witaj Poldziu! Dzieńdobry Pani Stanisławo! Cóż to za dyskusję słyszałam już w holu? I cóż to za staroświeckie dźwięki?

- A bo to, proszę Pani Profesorowej rozmawiamy o Panu Mieczysławie Koszu i słuchamy...

- Widzisz Skarbie, to płyta z tej serii archiwów dorobku Kosza. Album KOLLAŻ.

- No słyszę słyszę Poldziu drogi. Słuchaliśmy tego już gronie, w pokoju nauczycielskim. I powiem Ci, dziwię się, skąd w Tobie Mój Drogi tyle emfazy...

- Skarbie, czyż CICHA NOC Szpilmana grana przez Ptaszyna i Kosza nie porusza Cię?

- O to to, czy nie porusza Pani Profesorowej?

- A musi? Poldziu słodki - Pani Stanisławo! Skarpetki proszę zostawić! Pan Profesor skarpetek nie ma prasowanych od 1980 roku! - Poldziu słodki, a czy Ty na tym albumie w ogóle dostrzegasz obecność kontrabasu i perkusji?

- Ależ Skarbie, to jest ewidentne zagrane w sznycie łestkoustowym, Bednarek i Trzciński grają w zrelaksowany sposób, ale tworzą bardzo solidny fundament harmoniczny pod...

- Ależ Poldziu! Łestkoustowym? A w którym roku to nagrali, najdroższy?

- Skarbie - nie skupiaj się na roku nagrania, odstawmy w tych dywagacjach relatywizmy i inercjalność, wszak w ostatnim numerze "Dżez Forum"...

- Za przeproszeniem Pana Profesora, nasz Tomaszek twierdzi, ze Dżez Forum to straszny paździerz...

- Pani Stanisławo!

- ...i że oni wszyscy młodzi to teraz tylko blogi w internecie czytajo. Mój Wiesiek też ino tak czyta. Wiesiek opowiadał, że jest świetny blog, co się nazywa Pouliszdżezblog i że czasem tam publikują takiego jednego. Taki pyskaty, nic się nie zna, ale się w recenzjach nie pierd...

- Pani Stasiu! Nie w tym domu!

- Mój Drogi - muszę tutaj poniekąd podzielić obiekcje Pani Stanisławy co do wymienionego periodyku, ale nie to stanowi meritum.

- No właśnie Moja Droga, niepotrzebnie wprowadzasz do naszego sporu jakieś alikwoty...

- Zgoda Najdroższy. Meritum. Ależ oczywiście Poldziu, puść płytę jeszcze raz. Wytrzymam. Najlepiej tylko pierwsze trzy, bo ta reszta jest dla mnie z dydaktycznego punktu widzenia nieistotna. Otóż moja wykładnia, z resztą nawiasem mówiąc nie tylko moja, jest następująca. Tak tak, możesz ściszyć. Ten zbiór nagrań jest nieznośnie epigoński, kompletnie aut of tajm. To jest opóźnione o dobre 8 -10 lat! Pozostawiając już na boku przewidywalność budowy każdego utworu, totalne wycofanie sekcji i konserwatywny, acz przyznaję - niezwykle elokwentny wykon partii solowych. Posłuchaj Poldziu KOLLAŻ, posłuchaj HIRIZ DE REINI DEJ - toż to absolutny dżez do kotleta. To brzmi jak dżezowy muzak!

- Skarbie - czy aby nie jesteś nazbyt radykalna w swej ocenie? Może zacznijmy od sedna. Pani Stasiu - czym według Pani jest dżez?

- Nooo, za przeproszeniem Pana Profesora, mój Wiesiek to mówi, ze dżez jest wtedy, jak w tym samym czasie każdy z członków zespołu gra inną piosenkę... A na ten przykład nasz Jan to kiedyś w ogrodzie powiedział, że dżez to tylko kwiki, a nie żadna muzyka. Ale Jan to sam Pan Profesor wie, że...

- Ach już zostawmy tego neandertala! A czy nie przyszło Pani do głowy, ze dżez może być doskonałą syntezą nieskrępowanych wolności każdego z członków zespołu w postaci dialogu, sumy znaczeń, manifestowanej kolektywnie i owocującej czystym aktem twórczym? Przecież to się pięknie wyłania na tej płycie! A że środki wyrazu są tutaj dość przyswajalne...

- Przyswajalne? Ależ Poldziu - takie utwory dekadę później na kopy komponowali nasi zawodowcy z orkiestr Miliana i Debicha! I sprzedawali na zachód, jako muzykę użytkową do reklam i kawiarni. I pomyśleć mój Drogi, że w tym samym 1968mym Majls Dejwis, Peter Brotzman albo Andrzej Trzaskowski ...

- Za pozwoleniem Pani Profesorowej, może to i użytkowe, ale bardzo, baaaaardzo eleganckie granie. Mnie się to przy prasowaniu bardzo dobrze słucha...

- Pani Stanisławo, jeszcze nie zadałam mężowi pytania... Już nawet zostawiam w spokoju wyraźne uproszczenia aranżacyjne i kompozycyjne, choć przecież na przykład celowe unikanie ciążeń interwałowych, pomimo odrzucenia funkcyjności, mogło by skutkować...

- Ależ Skarbie! Wszak sednem polifonii imitacyjnej jest właśnie to periodyczne pojawianie się tematu w różnych rejestrach, dla stworzenia skomplikowanej sieci kontrapunktycznej!

- Za przeproszeniem Państwa Profesorstwa, ale właśnie dlatego na KOLLAŻ wyraźnie nie słyszę dwu i trzygłosowego kontrapunktu i faktur opartych na pionach akordowych!

- Ależ Pani Stanisławo, przecież faktury...

- Ależ Skarbie, czy mogła byś się nam nie wpierd...

- Leopold!

- Panie Profesorze! Nie w tym domu!

- Poldziu Najdroższy, Pani Stanisławo - ostudźmy emocje. Odetchnijmy. Pani Stanisławo - jeszcze ten ręczniczek, o, bardzo proszę... dziękuję Pani uprzejmie. Chciałam wreszcie zadać Mężowi kluczowe dla mnie pytanie.

Otóż racz nam Poldziu wyłuszczyć, co Ty widzisz w tej archaicznej muzyce?

- Skarbie. Posłuchaj KOLLAŻU, SŁONECZKA, ODLEGŁOSCI. Ach, posłuchaj nawet tego nieszczęsnego, jak to określiłaś, kotletowego HIRIZ DE REINI DEJ. I zamknij oczy Najdroższa. I co widzisz? Widzisz naszą piękną, letnią Warszawę? Róg Marszałkowskiej i Jerozolimskich? Te ulice z Warszawami Garbuskami, z rzadka przetkane Jelczami Ogórkami? Te tłoczne kwadratowe tramwaje model Konstal N? Czy widzisz te saturatory? Czy widzisz ludzi na ulicach? Te śliczne dziewczyny z króciutkimi fryzurkami, w ciemnych okularkach typu "kocie oczy", w tych wciętych, rozkloszowanych sukienkach w grochy, albo w romb, w apaszkach ,w chustach ,w szerokich kapeluszach, w czółenkach, balerinkach? Czy widzisz tych młodzianów z krótkimi włosami zaczesanymi do góry? W jednorzędowych marynarkach, z wąskimi krawatami, w wąskich spodniach i mokasynach? Czy widzisz na chodnikach tych wszystkich Zbyszków Cybulskich uganiających się za Lucynami Winnickimi? Czy czujesz to gorące czerwcowe powietrze pachnące nie tylko Gomułką i wodą Przemysławką, ale już także Leopoldem Tyrmandem i Barbarą Hoff? Czy widzisz te plakaty na słupach? Królak? Kulej? "Niewinni Czarodzieje", "Do Widzenia Do Jutra", "Mąż Swojej Żony"?

- Ależ Poldziu...

- Za przeproszeniem Pana Profesora, oni to wszystko widzieli, jak grali? No to jak już wyszli ze studia, to na ulicy dziewuchy w mini latały, a długowłose chłopy śmigały w dżinsach na skuterach z płytami Niemna i Skaldów pod pacho...

- Drogie Panie - powiem wprost - jesteście jak Jan. Kompletnie nie znacie się na dżezie! Co to za swąd???

- Pani Stanisławo!!! ŻELAZKO!!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: