Leszek Kułakowski – fortepian, kompozytor
Magdalena Zawartko – śpiew
Peter Weniger – saksofony sopranowy i tenorowy
Christoph Titz – trąbka, flügelhorn
Piotr Kułakowski – kontrabas
Jacek Pelc – perkusja
Orkiestra Symfoniczna Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku
Adam Klocek – dyrygent
Album: „Poland, My Homeland”
Wydawca: Soliton (https://soliton.pl) 2026
Tekst: Marek Demidowicz
Tekst: Marek Demidowicz
Zdarzało mi się być na Komeda Jazz Festival, świetna impreza, z długoletnią tradycją. Zazwyczaj ponad tydzień koncertów, jamów, spotkań. Międzynarodowe gwiazdy. Miła atmosfera nieco sennego prowincjonalnego miasta, które ma jednak wiele do zaproponowania. Obowiązkowy spacer pięknymi bulwarami nad Słupią. Zawsze ekscytujące spotkanie z Witkacym, w Słupsku jest największa kolekcja jego portretów. Ciekawe galerie sztuki nowoczesnej, dobry sklep z winylami. Blisko do Ustki, gdzie prócz plaży czekają też festiwalowe atrakcje. Pomysłodawcą oraz dyrektorem artystycznym festiwalu jest prof. Leszek Kułakowski. To on postanowił stworzyć w Słupsku jedno z centrów pamięci o Komedzie. Dziś Komeda i Witkacy to twarze Słupska. Zwyczajem festiwalowym jest, że na jeden z galowych koncertów przygotowuje własny, premierowy program. Tak było również 11 października 2024 w Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica podczas 30. edycji festiwalu. Zaprezentował wówczas konceptualny projekt w poetyce trzeciego nurtu „Moja mała słupska ojczyzna”, który teraz trafia do naszych rąk w formie płyty zatytułowanej „Poland, My Homeland”.
Dzieło składa się z 7 części poświęconych tematycznie temu, co w imaginarium kompozytora tworzy jego małą ojczyznę. Warto zwrócić uwagę na konkrety: co artysta postanowił wyróżnić jako składniki jego najbliższego emocjonalnie i topograficznie świata? Są to najbliższe osoby: żona i córka, codzienne i pobliskie miejsca: ulice, miasto, rzeka i morze oraz skomplikowana historia.
Spytałem bezpośrednio autora o przesłanie, oto co odpowiedział: – „Poland, My Homeland” to osobisty zapis otaczającej mnie rzeczywistości. Zamiast dosłownej narracji o ojczyźnie proponuję słuchaczowi muzyczną przestrzeń, w której splatają się doświadczenia codzienności – od kontemplacji natury, przez relacje międzyludzkie, niemiecko-polskie konteksty historyczne („Słupia – Stolpe”, „Nieznajomy Berlińczyk przed domem rodzinnym”), po skomplikowane napięcia współczesnego świata.
To bardzo ciekawy głos w dyskusji o tej tematyce w kontekście tak zwanych Ziem Odzyskanych. Toczy się ona głównie na stronach nierzadko wybitnych książek, że wymienię tylko noblistkę Olgę Tokarczuk, Filipa Springera, Karolinę Kuszyk, czy Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Leszek Kułakowski dołożył tu głos wyjątkowy, bo w formie jazzującego poematu symfonicznego, konceptualnej suity lub jak sam to ciekawie określił jazzfonii.
Do realizacji dzieła kompozytor zaprosił sprawdzonych muzyków. Są więc soliści: wszechstronna wrocławska wokalistka Magdalena Zawartko oraz goście z Niemiec –saksofonista Peter Weniger oraz zjawiskowy trębacz Christoph Titz. Jest trio fortepianowe Leszka Kułakowskiego z Piotrem Kułakowskim (syn kompozytora) na kontrabasie i bydgoskim weteranem Jackiem Pelcem na perkusji. Wreszcie jest orkiestra symfoniczna słupskiej filharmonii prowadzona przez Adama Klocka. Pewnie wszyscy pamiętają, ale dla porządku przypomnę, że Adam Klocek wraz z Włodkiem Pawlikiem, Randym Breckerem i Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Kaliskiej zdobyli pierwszą i jak dotąd jedyną jazzową nagrodę Grammy dla Polski. W 2014 album „Night in Calisia”, zwyciężył w kategorii Best Large Jazz Ensemble Album.
Co otrzymujemy na płycie? Zastanawiałem się, jak formalnie podejść do tej recenzji, i wpadłem na szatański pomysł, żeby syntetycznie opisać po kolei wszystkie 7 części. Jak ktoś cierpliwy, to zachęcam, a jak nie, to można przewinąć do podsumowania. Poszczególne części dzieła układają się więc w następującą opowieść.
1. „Music for R.” – Kompozycja pochodzi z końcówki lat 70., z czasów niesłusznie zapomnianego Antykwintetu. R. to najbliższa osoba kompozytora, żona Regina. Pierwsze skojarzenie, jakie miałem przy odsłuchu, to przestrzeń niczym u Marii Schneider, tu budowana przez świetnie zaaranżowaną orkiestrę, trio i zwiewną jazzową wokalizę Magdy Zawartko. Muzyka ma kilka warstw. Szerokie plany smyczków, talerze, bębny, fortepian i bas tworzą bazę, na której ekspresyjnie operuje sekcja dęta. Na samym wierzchu natomiast improwizujące głos, saksofon sopranowy i trąbka. Jedna z najlepszych partii w wykonaniu Petera Wenigera.
2. „Nieznajomy Berlińczyk przed domem rodzinnym” – Podobnie jak profesor Kułakowski od wielu lat mieszkam na Ziemiach Zachodnich i dziesiątki razy słyszałem opowieści o niemieckich dawnych mieszkańcach tych ziem albo ich potomkach odwiedzających swoje rodzinne domy. Najczęściej tak to właśnie wyglądało, stali przed domem, rzadko decydowali się zapukać. Czasem były nieporozumienia, czasem dłuższa znajomość. Utwór w spokojnym klimacie. W pierwszej części fortepian, orkiestra i improwizujący saksofon sopranowy, bez sekcji rytmicznej. Potem pełniejsze brzmienie z perkusją, kontrabasem, wokalizą i dochodzi pięknie brzmiący flügelhorn Christopha Titza. Magda daje tu popis swoich umiejętności w górnych rejestrach.
3. „Baltic Wind” – Słupsk leży kilkanaście kilometrów od brzegu Bałtyku. Bałtyk to jedna z tożsamości miasta. Tu wiele rzeczy jest bałtyckich: filharmonia, galeria, biblioteka, osiedle i ulica. Szata graficzna wydawnictwa także przedstawia Bałtyk. Kompozycja po raz pierwszy ukazała się jako tytułowa na świetnym albumie wydanym w 2001 z udziałem m.in. Eddiego Hendersona (trąbka, flügelhorn) i Eda Schullera (kontrabas). Tu zyskała nowe życie w orkiestrowym anturażu. W pierwszej części muzyka, można powiedzieć, ilustracyjna, grana w niespiesznym tempie. Znakomita partia Titza. Potem znów przełamanie nastroju, część bardziej dynamiczna z długim solem Jacka Pelca na perkusji w kulminacji.
4. „Słupia – Stolpe” – Słupia to podobnie jak Bałtyk, a może nawet bardziej, istotny składnik słupskiego idiomu. Od rzeki nazwa miasta. Słupia – Słupsk, Stolpe – Stolpe. Najbardziej tajemnicza część jazzfonii. Tylko fortepian i szczoteczki Pelca oraz orkiestra o miękkiej, ograniczonej do drewna i smyczków obsadzie. To w zasadzie koncert fortepianowy, prawie 13 minut, małe arcydzieło. Wciągnął mnie swoim nastrojem i delikatnością. Jacek gra miotełkami po werblu i talerzach w sposób mechaniczny. Nie znam zamysłu autora, nie zdradził mi, czy to słupskie koła młyńskie czy młyny historii. Fortepian wydaje dźwięki perliste jak krople wody.
5. „Piosenka dla Martynki” – Kolejny bardzo osobisty akcent, utwór poświęcony córce kompozytora. Jeden z bardziej dynamicznych i jazzowych fragmentów, jeden z moich faworytów na płycie, bogato aranżowany, z wieloma planami muzycznymi i piękną wokalizą Magdy Zawartko. Bas i perkusja nadają rytm o rockowej dynamice, a może trafniejsze jak na suitę skojarzenie to bolero.
6. „Miłość czy o niej sen” – Jedyny utwór z tekstem. Autor to Ryszard Kazimierz Hetnarowicz, znany słupski poeta, eseista, dziennikarz oraz ważna postać dla lokalnej kultury. Splatają się tu wątki poetyckie i publicystyczne poświęcone Słupskowi. Tu przed wokalistką było naprawdę trudne zadanie, szczególnie część publicystyczna. To nie było raczej pisane jako piosenka, trudny materiał do śpiewania. Refreny mają więcej piosenkowej urody, mają zwiewność bossa novy. Magda poradziła sobie świetnie, chapeau bas!
7. „Raszyńska, Jaśminowa” – Dwie ulice bliskie kompozytorowi, lokalne adresy. Jeden rozszyfrowałem, drugiego się domyślam. Przy Jaśminowej 38 siedzibę ma Stowarzyszenie im. Krzysztofa Komedy (dyrektor generalny Regina Kułakowska, dyrektor artystyczny Leszek Kułakowski), które odpowiada za organizację festiwalu Komedy oraz innych inicjatyw jazzowych w mieście. Raszyńska jest tuż obok. Na finał dostajemy chyba najbardziej jazzowy fragment dzieła. Niemieccy soliści splatają się w dość śmiałych improwizacjach z wokalistką. Dęciaki orkiestry brzmią tu bigbandowo. Smyczki dynamiczne, krótkie zdecydowane pociągnięcia. We fragmentach słyszymy piękne trio fortepianowe. Dynamiczne solo perkusisty z orkiestrą w tle. Wszyscy mają tu miejsce na ekspresję. Polecam.
Na koniec płyty dostajemy nienumerowaną kodę, czyli półtoraminutowy aplauz, który w momencie wyciszenia dopiero przechodzi z oklasków do owacji oralnej. Może był bis, ale kroniki milczą na ten temat.
Płyta znakomita, począwszy od koncepcji, by stworzyć dzieło poświęcone swojej małej ojczyźnie, przez kompozycje, aranżacje, dobór i grę/śpiew solistów, grę tria fortepianowego, prowadzenie i brzmienie orkiestry, aż po jakość nagrania i szatę graficzną wydania. Trudno się do czegoś przyczepić. Osobisty obraz miasta, ludzi, pamięci. Aż zazdrościć będą inne miasta Słupskowi takiego obrazu muzycznego. Trudno mi znaleźć w pamięci podobny jazzowy koncept: album poświęcony innemu polskiemu miastu.
Zapowiedź na profilu wytwórni Soliton: https://www.youtube.com/watch?v=4xcNaoEZEPI
Płyta pod naszym patronatem, wydana przez sopocki Soliton w wersji CD i na winylu. Premiera miała miejsce 10 września 2026. Podwójny winyl będzie zawierał wszystkie części jazzfonii, powinien być za kilka dni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz