Eddie Henderson — trąbka, skrzydłówka Adam Pierończyk — saksofony: sopranowy i tenorowy Dominik Wania — fortepian, pianino Rhodes Robert Kubiszyn — kontrabas Tomasz Grochot — perkusja, okaryna
"My Stories" (2010)
Wydawca: TG
Autor tekstu: Marcin Kaleta
Nie brakuje nam wybitnych bądź utalentowanych trębaczy. Wymieniać można by długo: Piotr Wojtasik, Antoni Gralak, Robert Majewski, Piotr Damasiewicz, Maciej Fortuna, Artur Majewski, Piotr Schmidt, Tomasz Dąbrowski, Jerzy Małek, Paweł Palcowski, Marcin Gawdzis, Wojciech Jachna, Patrycjusz Gruszecki, Tomasz Kudyk, Emil Miszk i wielu innych, których niechcący pominąłem lub zwyczajnie (jeszcze) nie poznałem.
Niemniej sporadycznie polskie formacje jazzowe wspomagają przybysze z zagranicy, którzy również upodobali sobie ten instrument (i mu pokrewne: skrzydłówkę, kornet). Ostatnimi czasy byli to m.in. Tim Hagans, Ralph Alessi, Paolo Fresu, Avishai Cohen, Randy Brecker, Toshinori Kondō, Christoph Titz, Herb Robertson, Verneri Pohjola, Gary Guthman, itp.; wcześniej Lester Bowie i Art Farmer; jeszcze wcześniej Don Ellis i Ted Curson... Przede wszystkim jednak zwracam uwagę na kogoś, kto nasz kraj odwiedza(ł) systematycznie. To oczywiście Eddie Henderson (ur. 1940).
Muzyk zaiste legendarny, na przestrzeni półwiecza współpracujący z najwybitniejszymi. Nawet anglojęzyczna Wikipedia nie uwzględnia wszystkich. Dlatego poprzestanę na tym, co najbardziej mnie teraz zajmuje: uczestniczył także w nagraniu dwóch albumów Jarka Śmietany, dwóch Leszka Kułakowskiego (w tym "Baltic Wind"), wreszcie dwóch Tomasza Grochota, którego ponadto wyróżnił w nadzwyczajny sposób. Otóż na swojej autorskiej płycie "Be Cool" (2018) zamieścił utwór skomponowany właśnie przez naszego rodaka, pt. "Dla Juzi". Pochodzi on z debiutanckiej płyty Tomek Grochot Quintet i pierwszej z tych, na których wystąpił amerykański trębacz: "My Stories" (2010). Druga to "In America" (2016).
Materiał wcześniejszej został zarejestrowany w 2008, w niepołomickim Preisner Studio, w składzie: Eddie Henderson – trąbka i flugelhorn, Adam Pierończyk – saksofony sopranowy i tenorowy, Dominik Wania – fortepian i pianino elektryczne Rhodes, Robert Kubiszyn – kontrabas oraz lider – perkusja i okaryna. Konstatacja, że artyści ci stanowią gwarancję najwyższego poziomu, nie oddaje istoty rzeczy. Albowiem tutaj wręcz się uwzięli, by zagrać najlepiej, jak potrafią, dać z siebie dosłownie wszystko. Podobnie widział to Piotr Siatkowski ze Slo Jazz: "Porozumienie muzyków jest maksymalne. Sam Eddie Henderson ofiarowuje nam tak wiele ze swej osobowości, a jego maestria, doświadczenie i smak sprawiają, że wszyscy improwizatorzy sięgają wyżyn kreacji".
Powstała zatem płyta wybitna, jak podsumowała redakcja strony Jazzarium.pl doceniana "zarówno przez krytykę, jak i fanów". Nijak nie można się dziwić, że ktokolwiek ją recenzował, przyznawał jej najwyższą notę. Czyli na przykład Ryszard Borowski w "Jazz Forum" lub Bogdan Chmura w "Hi-Fi i Muzyka". Nie żałują komplementów — dla pierwszego to pozycja "znakomita", dla drugiego "doskonała". Z kolei Maciej Nowotny na tutejszym blogu stwierdzał: "that is beautiful". "Fantastic, outstanding, extraordinary". Mamy bowiem do czynienia z poważnym współczesnym jazzem, skondensowanym, dynamicznym i intensywnym. Lecz występują też momenty liryczne, spokojne i wyciszone, w których do głosu dochodzi jakby przeświadczenie o... spełnieniu.
Nadmienić trzeba jeszcze, że otrzymaliśmy repertuar trwający aż 80 minut. Składa się nań dziesięć kompozycji Grochota, bardzo pomysłowych. Łatwo przy tym obliczyć średnią długość utworów — za każdym razem nabierają one rozmachu. A że ani perkusista, ani kontrabasista tu nie brylują, tylko krzeszą żarliwe rytmy, które pianista bezkompromisowo spowija kaskadami akordów, to i w tej pulsującej energią przestrzeni trębacz i saksofonista wyczyniają cuda.
Niestety, ponieważ krakowski perkusista wydał tak tę, jak i następną pozycję własnym sumptem, niełatwo je pozyskać. Posłuchać jednak można, chociażby na YouTube.
Marek Napiórkowski - guitar Jan Smoczyński - keyboards Paweł Dobrowolski - drums Luis Ribeiro - percussion Adam Pierończyk - soprano saxophone (1,2)
Hipokamp
Tekst: Jacek Sołkiewicz
Gdzieś na skraju jawy i snu, na tafli szarej wody mienią się odbicia naszej świadomości...tańczą, zmieniają swój kształt i podmieniają wspomnienia na złudzenia. Błyszczący pokaz niepamięci, ferie retro artefaktów a wszystko za sprawą dźwięków, które idealnie trafiają w tę część umysłu, która jest na tyle elastyczna by udźwignąć taką zabawę z tym co uznaliśmy za wyblakłe. Może dlatego, że na co dzień obcujemy z ogłuszającym szumem i tak naprawdę nie możemy wsłuchać się w głos, który zdaje się być kluczem do archiwum, które nosimy w sobie? Przyśnione czy przekłamane? Wątpliwości dobiegają coraz głośniej, w miarę słuchania ‘Hipokamp’ - najnowszej płyty Marka Napiórkowskiego (2019), która kilka dni temu pojawiła się w czarnej wersji.
A nowa płyta to Napiórkowski, który zaskakuje. Kolorem, temperaturą, ale przede wszystkim aurą. Już nie jest tak jasno, zawadiacko ani szepcząco blisko. Na ‘Hipokamp’ pojawiają się elementy, których wcześniej nie było - rozedrganie i...cień. Cień, w którym do głosu dochodzą nieoczywiste nuty, napięcie i echo miejsc głębokich na tyle, że mamy dreszcz zaglądając do nich. Jednocześnie to płyta cudownie rozkręcona, rytmiczna emocjonalnie i przede wszystkim perfekcyjnie (nied)opowiedziana. To po prostu inne oblicze tego samego człowieka, wokół którego nagromadziły się impulsy pochodzące z wielu różnych źródeł - mogło dojść do niebezpiecznych wyładowań a skończyło się na przepięknej, wciągającej swą tajemnicą, liryce. Tak, ‘Hipokamp’ ma głębię, która od pierwszych nut nie pozwala przejrzeć tego wydawnictwa na wylot. Tu naprawdę trzeba się zanurzyć, wsłuchać i przede wszystkim spędzić czas. Nieprzejrzystość tego albumu jest wciągająca. Zmusza do odkrywania, refleksji i pewnego wysiłku emocjonalnego. Jednakże w zamian oddaje bardzo długą podróż za zamkniętymi oczami. A dotrzecie naprawdę daleko.
Osobiście, mam poczucie pewnego odrealnienia tej sesji. Wybrzmiewają tu takie dźwięki, które malują kształty nieznane. Niczym jak na zalanych fotografiach...widzimy majaczące obrazy, ale nie potrafimy przypisać ich do czegokolwiek znajomego. Dlatego brniemy w to dalej łudząc się, że te kontury się wyostrzą. To naprawdę niesamowite uczucie, zwłaszcza, że towarzyszy przez większość płyty. Na pewno wielki wpływ na taki stan rzeczy ma obecność instrumentów klawiszowych, które generują hipnotyczną aurę, pełną mar, złudzeń i zniekształceń. To atmosfera, która ma wiodące znaczenie w przypadku utworów takich jak ‘Hipokamp’ czy ‘Niepokój’ (!!!) - oba definiują tę nową jakość muzyki Marka Napiórkowskiego. Syntezatory grają bardzo minimalistycznie, ale ich zapętlenia i idealne proporcje powodują, że między nuty wkrada się dużo pochmurności. Miękkie podrażnienie. Niby nie boli, ale czujemy obecność czegoś nieznajomego. Jednakże to nieznajomość fascynująca. Niezmaterializowana, ale odczuwalna. Tkwimy w bezruchu by nie przerwać tej emanacji nowej energii, którą niesie ze sobą.
Urzekł mnie fakt jak doskonale Marek Napiórkowski wpasował partie gitary w ten klimat. To musiało być mierzone co do nuty, ponieważ jest idealnie tam gdzie powinna być. I słyszalna w taki sposób, że nie tracimy uwagi na wsłuchiwanie się. Aranżacyjne mistrzostwo. To już nie kwestia akordu czy dwóch tylko całej partytury. Inna sprawa to odcień tego co gra Napiórkowski - tu zaszła, moim zdaniem, największa zmiana. Możliwe, że to tylko kwestia przesunięcia o centymetr na gryfie gitary niemniej, szalenie istotna i wynosząca ten materiał na zupełnie inny poziom odczuwania. Każde słowo można zagrać na wiele sposobów i tu właśnie mamy do czynienia z taką różnicą.
Jest ciemniej, ale za to zdecydowanie bardziej magnetyzująco.
Nie ma też znaczenia czy jest to pędzący ‘Brainstorm’, przyspieszający ‘Flashback’ czy zaskakujący cover ‘Space Oddity’ Davida Bowie - swoisty miraż rozpościera się przed nami w całej swojej rozciągłości od pierwszej do ostatniej sekundy. Zmiany tempa, kaskady dźwięków, nagłe wyciszenia, swobodne otwieranie i zamykanie ambientu powoduje, że nie mamy możliwości złapania pełnej ostrości tego co słyszymy. To zmętnienie jest wypadkową stylu gry każdego muzyka, który wziął udział w nagraniach. Przemawiają oni wszyscy jednym, bardzo spójnym językiem dzięki czemu ‘Hipokamp’ jest tak konsekwentny i uzależniający. Nie zmienia tego nawet nieco pastiszowy wydźwięk ‘Profesor Kuppelweiser’, który rozjaśnia nieco przestrzeń swoją (pozornie) roztańczoną lekkością. Warto w tym miejscu wspomnieć o niezwykle wyrazistych partiach instrumentów perkusyjnych, które w czujny sposób budują nastrój lub napędzają galop utworów. To niewątpliwie bardzo jaskrawy element na ‘Hipokamp’, który w każdej innej sytuacji nadałby nieco latynoski, gorący styl, ale tutaj właśnie, w połączeniu z pozostałymi instrumentami jego obecność wypada frapująco i świetnie wypełnia horyzont rytmiczny płyty. Zresztą sama gra bębnów ma na ‘Hipokamp’ fundamentalne znaczenie - utwór po utworze cierpliwie i niezwykle metodycznie budują nastrój. To taki poziom wirtuozerii, na którym perkusista świetnie rozumie ideę nadrzędną i nie wprowadza niepotrzebnego zamieszania, grając tak by wyeksponować każdy takt tej magicznej opowieści. I robi to po prostu perfekcyjnie używając przy tym rozmaitych stylów inkrustując całość materiału. Równie rewelacyjnie funkcjonuje saksofon, który dosłownie maluje klimat w wielu miejscach stanowiąc często o wyjątkowości poszczególnych fragmentów, ale nie przepycha się na pierwszy plan, nie wybudza słuchacza...zamiast tego dodaje kolejne fascynujące odcienie.
Miałem okazję słyszeć ‘Hipokamp’ na żywo, tuż po faktycznej premierze tej muzyki w 2019 roku i najpiękniejsze było to, że całemu zespołowi udało się przenieść tę lekko mistyczną aurę do formatu koncertowego. To pokazuje jakość tej płyty i sposób w jaki oddziaływuje ona na zarówno muzyków jak i publiczność. Bardzo wyrazista płyta w dorobku Marka Napiórkowskiego. Niemalże koncepcyjna zarówno w warstwie brzmieniowej jak i czysto wykonawczej.
Wiele tu momentów pełnych zadumy, takiego dobrego zawieszenia. Kiedy miną, budzimy się jak z chwilowego letargu nie wiedząc nawet kiedy do tego doszło. ‘Hipokamp’ wciąga co prawda bardzo powoli i delikatnie, ale jednokierunkowo. Zapadamy się między tymi nutami niczym w rozpływającym marzeniu, które miękko obezwładnia przy każdej próbie poderwania. Wyłącza umysł pozostawiając nas sam na sam z iluzją mikroskopijności naszych problemów. Bardzo potrzebna muzyka.
Adam Pierończyk - soprano and tenor saxophone Jean-Paul Bourelly - guitar, vocals Orlando le Fleming - double bass J.B. Arnold - drums
I'll Colour Around It (2021)
By Maciej Nowotny
Adam Pierończyk należy do najbardziej znaczących postaci polskiego jazzu ostatnich kilku dekad. Stwierdzenie wydawałoby się oczywiste, przynajmniej dla każdego logicznego znawcy jazzu w Polsce jak i dla wszystkich co lepszych muzyków. Ale dla publiczności niekoniecznie. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że Adam nigdy nie szukał łatwej popularności, od lat podąża konsekwentnie swoją drogą, jedyne kompromisy jakie zawiera to te z samym sobą, bo jego celem zawsze było robienie muzyki przede wszystkim swojej, oryginalnej, płynącej z ducha, autentycznej. Jest to tym bardziej godne szacunku, że Adamowi de facto to się udało. Nie tylko ma własne brzmienie, rozpoznawalne od pierwszej nuty, ale dosłownie każda jego płyta przynosi coś nowego, jakieś odświeżenie, jakieś wyzwanie dla słuchacza, jest krokiem w jakimś konkretnym kierunku, co nieraz słuchacza wkurza, zaskakuje, stawia wobec dylematów, może nawet irytuje, ale nigdy nie pozostawia obojętnym.
Do nagrania tej płyty Adam zaprosił grupę naprawdę świetnych amerykańskich instrumentalistów. Myślę, że znawcy kojarzą najbardziej gitarzystę haitańskiego pochodzenia Jena-Paula Bourelly'ego, który grał nawet chwilę z Milesem Davisem czy akompaniował Cassandrze Wilson. Ale tak on jak i pozostali muzycy - Orlando le Fleming grający na kontrabasie i J.B. Arnold na perkusji - to pierwszorzędni sidemani mający za sobą wiele udanych projektow i to niebanalnych nagranych ze znaczącymi muzykami. Co jeszcze ważniejsze ten poziom muzyków bardzo słychać na nagraniu. Jest to nadzwyczajnej jakości granie, jeśli ktoś ma uszy, doceni tu każdą nutę. Bardzo dużo pomagają kompozycje Pierończyka, niesztampowe, o otwartej strukturze, rozbrzmiewające ciszą, którą wszyscy muzycy wypełniają takoż improwizacją jak hipnotycznymi rytmami czy strzępami charyzmatycznych melodii, półmelodii czy ich wspomnień.
Słucham tej płyty raz po raz i za każdym razem coraz bardziej wciąga mnie jej pomysł. Przypomina mi ona szkicownik, z rysunkami ledwie zaznaczonymi kreską, wymagającymi od odbiorcy zaangażowania, kreatywnego wysiłku, a przede wszystkim wyobraźni. Słuchając tej muzyki przypomniało mi się jak kiedyś zapytałem naszego wybitnego dyrygentna na jakim sprzęcie słucha muzyki. Ku mojemu zdziwieniu było to coś bardzo przeciętnego. Odpowiedział ze śmiechem, że w ogóle mu to nie przeszkadza: "przecież to czego brakuje mogę sobie wyobrazić". Muzyka na tym albumie jakby prowokuje słuchacza, aby wszedł na scenę, wziął nieistniejący instument i dołączył do muzyków. Poszczególne frazy jak iskra rozpalają wyobraźnię, ale nigdy nie są dosłowne, nie idą do końca, nie epatują, nie rażą efekciarstwem (wiecie jakiego pianistę mam na myśli...).
Podsumowując, Pierończyk wydał kolejny w tym roku wyjątkowo udany album po solowym, zjawiskowym "Oaxaca Constellation", który opisywaliśmy już na naszym blogu wcześniej. Niestety "I'll Colour Around It" w momencie jego opisywania nie był dostępny na tidalu czy w innych serwisach streamingowych, a to może ograniczyć jego recepcję. Szkoda by było, bo wśród dziesiątek jeśli nie setek płyt jakich słuchałem w tym roku, należy zdecydowanie do najbardziej ciekawych. Brawo!
Wyobraźcie sobie taki katastroficzny film science fiction. Kosmici z odległych galaktyk przybywają do Układu Słonecznego. Ich wrogiem jest muzyka. Nie wiemy z jakiego powodu, ale wałęsając się po całym Wszechświecie starają się ze wszelkich sił zniszczyć muzykę gdziekolwiek się znajduje. Po dotarciu w okolice planety Ziemia konstatują z przerażeniem, że cała planeta wręcz kipi od muzyki. Nie mogą uwierzyć ile kwitnie na niej gatunków, ilu artystów o niczym innym nie myśli dniem i nocą, tylko o tym jak by tu zagrać muzykę, najlepiej swoją, jedyną w swoim rodzaju. Także słuchacze nie mogą się bez niej obyć ani przez minutę, w pracy, w czasie zabawy, odpoczynku czy miłości. Przerażeni tym stanem rzeczy postanawiają skonstruować wirusa, który zmusi artystów do zamilknięcia, a ludzi do zamknięcia się w domach, gdzie będą siedzieć w przerażeniu i ciszy. Brzmi znajomo? A zatem koniecznie czytajcie dalej.
Początkowo ludzkość myśli, że chodzi o zwykłą epidemię, ale z czasem zaczynają się pojawiać podejrzenia. Teleskop Hubble wykrywa na orbicie Jowisza niezwykłą asteroidę, która bardzo przypomina statek kosmiczny. W pewnym momencie kosmici zrzucają maskę i przesyłają na kanał MTV wiadomość, w której stawiają ludzkości ultimatum: w ciagu 24 godzin mają zamilknąć wszystkie stacje, płyty, kasety, pliki muzyczne maąa przestać być udostępniane i ma zacząć się ich systematyczne niszczenie. Jeśli tak się nie stanie wirus, którym zdażyli się zarazić prawie wszyscy, stanie się śmiertelny i zacznie się wielkie umieranie. Niektórzy nie wierzą w ten przekaz, uważają go za kiepski żart, ale politycy przekonują, że warto się zgodzić. W trakcie chaotycznych dyskusji ludzie zaczynają umierać, a wtedy muzyka zaczyna milknąć. Stacja po stacji, wytwórnia po wytwórni, klub po klubie, instrument po instrumencie milknie zgiełk.
Od momentu, gdy wskutek inawazji stworzonego przez kosmitów wirusa zapadła cisza zauważono, że z nieba znikają gwiazdy. Stawało się ono coraz ciemniejsze, puste i przerażające. Nie wszyscy jednak upadają na duchu. Niektórzy postanawiają walczyć. Szerzy się nowa epifania, zgodnie z którą muzyka jest ważna dla przetrwania świata, a nawet wszechświata i dlatego kosmici chcą ją zniszczyć. W takim momencie w odległym meksykańskim mieście Oaxaca pojawia się człowiek z saksofonem. I zamyka się wewnątrz kaplicy w starym XVI-wiecznym klasztorze dominikanów.
W grubych murach kościoła zaczyna rozbrzmiewać dawno nie słyszana na planecie muzyka. Dźwięk saksofonu sopranowego nie przypomina niczego co słyszano do tej pory. Na początku piosenki są krótkie jakby muzykowi brakowało tchu, jakby dawno nie grał i wyszedł z wprawy. Ale z każdą kolejną stają się dłuższe. Muzyka budzi z długiego snu ptaki, rozbrzmiewają stare mury, kościół przypomina jeden wielki instrument, z którego muzyka niesie się na cały Meksyk, Amerykę, świat, uniwersum. Na niebo zaczynają powracać gwiazdy. Co się stanie dalej zależy w dużej mierze od nas? Czy poszukamy tej muzyki i w odruchu buntu zaczniemy jej słuchać? Czy uwierzymy, choć dowodów brak, że od muzyki, zwłaszcza uduchowionej jak ta, zależy przetrwanie naszego świata, a może i Wszechświata?
Przed nami 45. edycja konkursu dla młodych, rozpoczynających profesjonalną karierę, muzyków – Jazz Juniors 2021. W jury tegorocznej edycji zasiądą: Adam Pierończyk, Jean-Paul Bourelly i Majid Bekkas. Zgłoszenia przyjmowane będą do 31 sierpnia.
Już od 45 lat festiwal i konkurs Jazz Juniors mają wpływ na kształtowanie polskiej sceny jazzowej. Począwszy od 1976 roku, to nie tylko święto muzyki na jazzowej mapie Polski, ale wydarzenie, które jest spotkaniem różnych pokoleń – uznanych na świece artystów, z młodymi, stawiającymi pierwsze kroki muzykami. Dla tych drugich Konkurs Jazz Juniors jest szansą zarówno na zauważenie przez międzynarodowe grono gości, jak też na zrealizowanie profesjonalnego wydawnictwa.
W obecnym konkursie Jazz Juniors najbardziej fascynuje mnie świeżość (skład jury zmienia się co roku), anonimowość (jury kwalifikuje artystów nie znając narodowości, płci, wieku i przede wszystkim nazwisk wykonawców) oraz atrakcje, które czekają na startujących muzyków (nagrody pieniężne dla laureatów, propozycje zagranicznych tras koncertowych od festiwali partnerskich, sesje nagraniowe oraz od zeszłego roku również Nagroda im. Janusza Muniaka dla wyróżniającego się muzyka) – podkreśla Adam Pierończyk, dyrektor artystyczny Festiwalu Jazz Juniors oraz przewodniczący jury Konkursu Jazz Juniors. - Tegoroczne jury będzie wyjątkowe, ponieważ zasiadać w nim będzie po raz pierwszy w historii osoba z Afryki: mistrz muzyki gnaoua, Marokańczyk Majid Bekkas. Jako przewodniczący jury pozwoliłem sobie też zaangażować jednego z najciekawszych i najbardziej oryginalnych gitarzystów, którym jest Amerykanin Jean-Paul Bourelly. Trzy osoby, trzy kontynenty - bardzo jestem ciekaw werdyktu – dodaje Pierończyk.
W tym roku zgłoszenia konkursowe można nadsyłać do 31 sierpnia. Na zwycięzców czeka wiele nagród i wyróżnień, m.in. Grand Prix oraz możliwość nagrania i wydania debiutanckiej płyty. Jak co roku obecność międzynarodowego grona partnerów i gości - przedstawicieli zagranicznych festiwali i oficyn wydawniczych - będzie również szansą na podpisanie kontraktów koncertowych. Ważne miejsce wśród nagród zajmują te indywidualne, które od początku istnienia konkursu zdobywali najwięksi dziś polscy muzycy, by wymienić Leszka Możdżera, Roberta Majewskiego, Krzysztofa Popka czy Piotr Orzechowskiego „Pianohooligana”. Wśród tych nagród jest ustanowiona w 2020 roku Nagroda specjalna im. Janusza Muniaka, przyznawana wybijającemu się instrumentaliście występującemu na Konkursie Jazz Juniors. Również w tym roku przyznana zostanie nagroda dla wyróżniającego się w konkursie kontrabasisty ufundowana przez Fundację im. Andrzeja Cudzicha.
W konkursie mogą wziąć udział muzycy, którzy nie ukończyli 35 lat. Przesłuchania finałowe odbędą się 6 października 2021 w Krakowie.
Adam Pierończyk - tenor & soprano saxophones, zoucra
Miroslav Vitous - double bass
Live At NOSPR
JS 021
By Alek Jastrzębski
Duety w jazzie stanowią niepowtarzalną okazję do przedstawienia najbardziej intymnych i szczerych zakątków muzyki. Żaden z artystów nie ma gdzie się ukryć, nie może liczyć na ratunek ze strony sekcji rytmicznej czy na przemknięcie za ścianą rozbudowanej sekcji dętej. Wszystko słychać jak na dłoni, ale nie jest to jedynie zagrożenie dla wykonawców - wręcz przeciwnie - to pewność zostania wysłuchanym, szczególnie jeśli mają oni coś ciekawego do powiedzenia. Na szczęście Adam Pierończyk i Miroslav Vitous są jak najlepsi gawędziarze, których historii słucha się z przyjemnością i rosnącą ciekawością.
"Live At NOSPR" to kwintesencja artystycznego porozumienia między instrumentalistami. Niezwykle miło słucha się, jak muzycy reagują nawzajem na swoje poczynania, kreują dramaturgię czy stopniują napięcie. Ponadto z niezwykłym wyczuciem zapraszają do siebie ciszę, z umiarem ustępując jej miejsca. Jest w tej płycie coś z niemal szaleńczej wolności, pozostającej w jakiś magiczny sposób jednak pod kontrolą, która mimo wszystko nie ogranicza wcale ekspresji czy wyobraźni. Warto przy tym podkreślić, że duet kontrabas/saksofon może budzić obawy przed pustką spowodowaną brakiem typowego instrumentu harmonicznego w składzie. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że nie doświadczyłem jej ani przez chwilę, za co muzykom należą się ukłony.
Bez wątpienia siłą tej płyty jest doskonała równowaga między wszelkimi środkami wyrazu. Dzięki niej wśród 11 utworów z "Live At NOSPR" na próżno szukać powtarzalności czy nudy. Dodatkowym urozmaiceniem są trzy utwory, w których muzycy grają w pojedynkę: "Gloria Steps" i "I Fall In Love To Easily" w wykonaniu Miroslava Vitouas, który następnie przekazał scenę Adamowi Pierończykowi w "Your House".
Koncertowy krążek Pierończyka i Vitousa to dla mnie spójna i porywająca opowieść pełna ciekawych fraz i improwizacji, z których wyłaniają się portrety doskonale rozumiejących się muzycznie instrumentalistów. I tak, jak trudno zaakceptować fakt, że gawędziarze odchodzą od stołu na spoczynek, choć wiemy, że mają w zanadrzu jeszcze wiele historii, tak trudno przyjąć do wiadomości, że po ostatnich dźwiękach "Gentle Giant" brawa prowadzą nas już tylko w stronę ciszy.
This is an album by Polish
guitarist/composer Marek Napiórkowski, recorded in a quartet setting with
keyboardist Jan Smoczyński, drummer Paweł Dobrowolski and Brazilian
percussionist Luis Ribeiro. Veteran saxophonist Adam Pierończyk guests on two
tracks. The album presents nine tracks, six of which are original compositions
by Napiórkowski, two are arrangements of songs by David Bowie and one is by the
great Brazilian composer Egberto Gismonti.
It is enormously satisfying to
see an Artist achieving a status of stability and security, where his authority
/ ability / talent are not repeatedly questioned and where he does not have to
prove anything any more, all this as a result of consistent hard work and good
judgment as to the consecutive steps of his vocation. Napiórkowski is a prime
example of such an Artist, enjoying a carefully weaved career built step by
step, always surrounded by first class musicians and never resting comfortably
on his laurels.
This album is full of
surprises, starting with the very unusual lineup: basically a duo of guitar and
keyboards supported by a rhythmic backbone. The wonderfully multi-talented
Smoczyński is able to display the entire palette of his keyboard wizardry,
including the beautiful Hammond Organ parts and of course supplying the bass
lines in this bass-less setting. Dobrowolski is right on the money with his
dynamic and beautifully tasteful drumming and Ribeiro ornaments the proceedings
with stylish percussion parts. Pierończyk does not disappoint either, and his
elegant lyrical saxophone parts suit the music ideally.
The original compositions by
Napiórkowski offer wonderfully coherent melody lines, which are expanded into
non-trivial improvisations, at times touching upon imaginative Free Form
sections. The two Bowie
songs receive unique arrangements, taking the original melody contents into
unexpected territory. The Gismonti piece, although very brief, expresses
Napiórkowski's admiration of the Brazilian Genius and fellow guitarist. The
entire album offers a wonderful flow and continuity, which turns it into a
superb listening experience.
Overall this is another
excellent step in Napiórkowski's well paved career, finding him searching and
exploring, which of course is commendable. For the lack of a better definition,
this is a beautiful example of intelligent and innovative Fusion, which points
out that the idiom is far from being stale, when in great hands. Respect
Maestro!
Szymon Sutor - conductor
Adam Pierończyk - tenor & soprano saxophones
Maciej Grzywacz - guitar
Cezary Paciorek - accordion
Gaba Janusz - voice
Dominik Kisiel - piano
Michał Bąk - double bass
Patryk Dobosz - drums
with string orchestra
Jazz Septet & String Orchestra
SUTOR MUSIC 2019
By Krzysztof Komorek
Kompozytor, aranżer, dyrygent, pianista. Tak sam opisuje siebie Szymon Sutor. "Jazz Septet & String Orchestra" jest pierwszym albumem, który firmuje swoim nazwiskiem. Jednak trudno mówić, że jest debiutantem absolutnym. Liczne kompozycje do spektakli teatralnych i filmów, nagrody – między innymi dwukrotnie podczas Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego im. Krzysztofa Komedy – zaangażowanie w wiele, zróżnicowanych projektów muzycznych, współpraca ze znakomitościami świata jazzu, klasyki i muzyki rozrywkowej, świadczą o pokaźnym doświadczeniu, jakie już udało mu się zdobyć.
Słuchacza może zaskoczyć skala przedsięwzięcia wybrana na debiutancki album. Jednak poznawszy biografię artysty, można było takiej właśnie decyzji się domyślić. Duże formy stanowią ewidentnie pasję Sutora. Wspomniane już prace dla teatru, cztero-częściowa msza "Missa de Beata Maria Virgine", współautorstwo wykonanej premierowo podczas szczytu klimatycznego ONZ 2018 w Katowicach kompozycji "The Lost Seasons" inspirowanej "Czterema porami roku" Vivaldiego, wreszcie prowadzenie własnej orkiestry rozrywkowej, stanowią najważniejsze składniki jego artystycznego curriculum vitae.
Właśnie połączeniem jazzu, klasyki i muzyki rozrywkowej cechuje się debiutancki album Szymona Sutora. Jazzowy septet w doborowym składzie wspaniale równoważy się z 24-osobową orkiestrą smyczkową. Stricte jazzowe fragmenty przeplatają się z muzyką, która znakomicie sprawdziła by się w charakterze ilustracyjnym. Wśród smyczków znaleźć można znakomitych solistów (Tomasz Chyła). Z kolei septetem dowodzi Adam Pierończyk, który – według zamieszczonych na płycie podziękowań – był dobrym duchem całego projektu przez cały czas jego powstawania.
I to solówki saksofonów wyróżniają się na ogół z jazzowych fragmentów całego albumu. Najciekawiej brzmi tu "Ceper", gdzie interesująco przeplata się gra właśnie saksofonu, perkusji i fortepianu. Oszczędnie, ale równie świetnie wplatają się w muzyczną narrację wokalizy. Pewnym wyjątkiem jest bonusowy "Monday". Delikatna ballada, niemal w całości oddana we władanie fortepianowi, który przez długie fragmenty prezentuje się solowo, niekiedy tylko dopuszczając delikatny szmer smyczków w tle. Bardzo interesujący debiut w oryginalnej, dość mało eksploatowanej w naszym kraju jazzowo-symfonicznej formule.
Szymon Sutor - kompozytor/dyrygent Adam Pierończyk - saksofon tenorowy & sopranowy Maciej Grzywacz - gitara Cezary Paciorek - akordeon Gaba Janusz - głos Dominik Kisiel - fortepian Michał Bąk - kontrabas Patryk Dobosz- perkusja
Prezentujemy singiel "First Look", promujący debiutancki album ,"Jazz Septet & String Orchestra" kompozytora, aranżera i dyrygenta Szymona Sutora. Będzie to precyzyjnie zaplanowana forma muzyczna łącząca jazz z klasycznym brzmieniem orkiestry smyczkowej, ujęta w siedmiu oryginalnych kompozycjach młodego artysty. Gościem specjalnym na płycie jest czołowy polski muzyk, saksofonista Adam Pierończyk, dwukrotny laureat nagrody polskiego przemysłu fonograficznego ,"Fryderyka", a przez magazyn Jazz Forum 15-ty raz z rzędu wybrany najlepszym saksofonistą sopranowym. Album od 12 listopada będzie do nabycia w salonach Empik, a także zostanie udostępniony na platformach muzycznych.
Szymon Sutor - kompozytor, aranżer, dyrygent oraz pianista. Laureat IX oraz X Międzynarodowego Konkursu Kompozytorskiego im. Krzysztofa Komedy. Zdobywca tytułu „Osobowość roku 2015” w kategorii „Kultura” w plebiscycie Dziennika Bałtyckiego, Stypendium Marszałka Województwa Pomorskiego dla Twórców Kultury 2018 oraz Stypendium Kulturalnego Prezydenta Miasta Gdańska. Na swoim koncie posiada wiele kompozycji zarówno na aparat kameralny, jak i symfoniczny, w tym czteroczęściową mszę „Missa de Beata Maria Virgine” na orkiestrę symfoniczną, chór mieszany, trio jazzowe oraz solistów.
Współautor kompozycji „The Lost Seasons” inspirowanej dziełem „The Four Seasons” A. Vivaldiego wykonanej premierowo podczas szczytu klimatycznego ONZ 2018 w Katowicach. Kierownik muzyczny oraz dyrygent koncertu symfonicznego „Świat Mistrza Beksińskiego”, którego premiera miała miejsce w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Zaangażowany w liczne projekty muzyczne, współpracuje z wybitnymi artystami muzyki poważnej, jazzowej oraz rozrywkowej. Założyciel, aranżer oraz dyrygent orkiestry rozrywkowej Szymon Sutor Orchestra.
Zaliczony do grona najlepszych dyplomantów rocznika 2016/2017 Akademii Muzycznej im. S. Moniuszki w Gdańsku. Jego kompozycja na septet jazzowy oraz orkiestrę smyczkową została wykonana przez orkiestrę Polskiej Filharmonii Bałtyckiej pod dyrekcją Maestro George Tchitchinadze podczas koncertu „Pomorskie Talenty”. Od roku akademickiego 2016/17 Szymon Sutor jest pracownikiem dydaktycznym Akademii Muzycznej im. St. Moniuszki w Gdańsku w katedrze “Jazzu i Muzyki Estradowej”. Kompozytora charakteryzuje swobodne łączenie aparatu symfonicznego z muzyką rozrywkową oraz improwizacją jazzową, a wszechstronność stylistyczna przekłada się na wielobarwność oraz oryginalność jego muzyki.
This is an album by Polish Jazz saxophonist/composer Adam Pierończyk dedicated to the music composed by the Godfather of Polish Jazz pianist/composer Krzysztof Komeda. Pierończyk recorded the album with an international quintet, which also features American saxophonist Gary Thomas, Brazilian guitarist Nelson Veras, American bassist Anthony Cox and Polish drummer Łukasz Żyta. Together they perform six compositions (one repeated twice), all composed by Komeda.
The Polish Jazz scene produced dozens
of albums dedicated to the music of Komeda. Many of these records are pretty
derivative and often not in par with Komeda's memory, but some are simply
brilliant, and this is definitely one of the latter. Pierończyk manages to
transform Komeda's music into new dimensions, completely unconventional and
unexpected, which is very effective and creates a new perspective of Komeda's
music.
The unique lineup of the
quintet, which includes two saxophonists and guitar, which replaces the piano
one would expect to be present on an album dedicated to Komeda's music, is just
one of the surprises on this album. Then there is the fact that the tempi of
each of the compositions are changed dramatically from the original ones, often
using World Music influences like bossa nova and Cuban rhythmic patterns.
The fact that this album
includes two American Jazz players and manages to incorporate them into this
very non-American music is also a very significant contribution. They both
leave their Bebop roots behind and step boldly into the new territory,
contributing beautifully. Since these are all very talented musicians, the fact
that everybody contributes excellent solos and plays along splendidly with the
others is of course no surprise whatsoever.
The amalgam of Polish, American
and Brazilian musical cultures works out wonderfully and Komeda's music is
again verified as being beyond National borders and as all great music
successfully transcends any Cultural diversities and as such this is a very
significant tribute to Komeda's music. This album deserves an honorable place
in every serious collection of Polish Jazz recordings.
This is the second album by the duo comprising of two veteran Jazz Masters: Polish saxophonist/composer Adam Pierończyk and Czech bassist/composer Miroslav Vitous. The album presents sixteen relatively short spontaneous improvisations, fourteen of which are credited to both musicians and one each is credited to Pierończyk or Vitous, being solo pieces.
This album, being a second
encounter, misses the element of surprise the duo managed to create first time
around, but in every other respect it is a superb example of the "Art of
the Duo" idiom, which in Jazz has a very long tradition. Despite the fact that all the
music is spontaneously improvised, it is remarkably accessible to a larger Jazz
loving audience beyond the miniscule circle of enthusiasts of Free Jazz or
Improvised Music. Of course the question if conventional Jazz fans will have
the stamina and open-mindedness to relax and enjoy these musical explorations
is always relevant.
The music is mostly low key and
slow tempo, which makes it very meditative and demanding. Both players are of
course beyond any need to show their chops and concentrate on the dialogue that
develops between them. Listeners who like such musical environment will of course
enjoy the music immensely, exploring the exchanges and dialogues developed in
the process.
In short this is a successful
follow up album to the duo's debut recorded a year earlier, much in the same
aural and conceptual vein. Listeners who enjoyed the debut should definitely
grab this one as well; those who did not have the opportunity to listen to the
debut album could start from this one and then get the debut. Either way works
well!
Piętnaście lat Jazzowej Jesieni w Bielsku-Białej to półtorej dekady podróży, w towarzystwie najznakomitszych muzycznych przewodników: Brazylia z Egberto Gismontim, Argentyna z Dino Saluzzim, Francja z Louisem Sclavisem, Algieria z Anuarem Brahemem, ale także Grecja z Charlesem Lloydem i Marią Farantouri czy Indie z Johnem McLaughlinem i Shakti. To historia wyjątkowych spotkań z ikonami muzycznej improwizacji, których, niczym świętych, wystarczy wspominać tylko z imienia: Cecil, Pharoah, Ornette, Wadada, Roscoe czy Chick. To wreszcie 15 lat wyjątkowych, premierowych projektów dyrektora artystycznego festiwalu: Tomasza Stańko. Muzyka na granicy: gatunków, kultur, języków, kompozycji i improwizacji, jawy i snu. Muzyka przesiąknięta duchem kultowego wydawnictwa ECM na trwałe zagościła w Bielsku-Białej, a Jazzowa Jesień jest dziś stałym elementem muzycznego pejzażu tej części Europy.
Już na otwarcie 15-tej Jazzowej Jesieni muzyczny most połączy norweskie Mysen, skąd pochodzi jeden z najbardziej rozpoznawalnych mistrzów saksofonu Jan Garbarek – z indyjskim Mumbajem wirtuoza instrumentów perkusyjnych: Triloka Gurtu. Ich drogi przecięły się przeszło trzy dekady temu, na nagranej dla ECM płycie "Song For Everyone". Od tego czasu muzycy orbitują wokół siebie, wielokrotnie dzieląc razem scenę najbardziej prestiżowych sal koncertowych świata.
Drugi dzień festiwalu to dwa tria. Najpierw skład skandynawski, pod wodzą pochodzącego z Finlandii pianisty Alexiego Tuomarili – z Matsem Eilertsenem na kontrabasie i Olavim Louhivuorim za zestawem perkusyjnym. W maju tego roku muzycy wydali świetnie przyjęty przez krytykę album "Kingdom".
Drugie trio tego wieczora poprowadzi prawdziwy mistrz jazzowej gitary Kurt Rosenwinkel. Artysta przez lata przyzwyczaił nas do najwyższego poziomu jazzowych kompozycji i interpretacji. Jednak w "tym roku premierę miał jego nowy, autorski projekt "Caipi", w którym gitarzysta wykonuje zdecydowany muzyczny zwrot a także… zaczyna śpiewać! Czy zdobędzie się na to w Bielsku-Białej?
Szczególną uwagę w tegorocznym programie warto zwrócić na dwóch młodych pianistów: urodzonego w ormiańskim Giumri Tigrana Hamasyana i pochodzącego z Kuby, dobrze już znanego w Polsce za sprawą gry w nowojorskim kwartecie Tomasza Stańki, Davida Virellesa. Obaj pierwsze muzyczne szlify zdobywali z dala od głównych nurtów muzyki jazzowej. Dziś tych dwóch 30-latków może cieszyć się pozycją, o której większość muzyków nie śmie nawet marzyć.
Hamasyan – zwycięzca konkursu im. Theloniousa Monka, a niedawno także niemieckiej nagrody ECHO - nagrywa płyty dla najbardziej prestiżowych wytwórni na świece: ECM i Nonesuch. Virelles to jeden z najbardziej rozchwytywanych pianistów w nowojorskim świecie muzyki kreatywnej: usłyszeć go można na ostatniej płycie zdobywcy Pulitzera Henry’ego Threadgilla czy na koncertach, u boku artystów takich jak Tom Harrell, Chris Potter czy Ravi Coltrane. Hamasyana i Virellesa łączy przede wszystkim osobiste, twórcze podejście do muzyki własnych korzeni. W połączeniu z ich ogromną erudycją, wykraczającą poza ramy muzycznych gatunków, daje to dwie wyjątkowe artystyczne indywidualności.
Muzykę pianistów dopełnią jazzowe gwiazdy: w czwartek po Hamasyanie scenę Bielskiego Centrum Kultury przejmie jeden z najważniejszych kontrabasistów w historii jazzu – Dave Holland. Jego grę słychać na ikonicznych płytach Milesa Davisa "In A Silent Way" i "Bitches Brew". Jako leader zadebiutował wydaną dla ECM płytą "Conference Of Birds" (1973). W tym roku, za całokształt twórczości uhonorowany został tytułem Jazz Master Fellow, przyznawanym przez amerykański National Endowment for the Arts. Do Bielska-Białej przyjedzie ze swoim trio z gitarzystą Kevinem Eubanksem i perkusistą Obedem Calvaire.
W piątek, koncert zespołu Davida Virellesa poprzedzi występ tria znakomitego saksofonisty i klarnecisty, ulubieńca takich artystów jak Pat Metheny, Dave Douglas czy… Dave Holland: Chrisa Pottera. Artysta wydał w tym roku kolejną płytę dla ECM "The Dreamer Is The Dream". Na festiwalu usłyszymy go w gwiazdorskim trio z Reubenem Rogersem (kontrabas) i Erikiem Harlandem (perkusja).
W sobotę czeka nas muzyczna uczta w trzech częściach. Na początek Tarkovsky Quartet (czyli czwórka wirtuozów, zafascynowana twórczością reżysera "Andrieja Rublowa", "Solaris" czy "Zwierciadła". François Couturier - fortepian, Anja Lechner - wiolonczela, Jean-Marc Larché - saksofon sopranowy i Jean-Louis Matinier – akordeon, to doświadczeni i rozchwytywani soliści, wykonujący najczęściej repertuar klasyczny. W ich wspólnym kwartecie zacierają granice między kompozycją i improwizacją. Wydana w tym roku trzecia płyta Tarkovsky Quartet - "Nuit Blanche" (biała noc) to muzyczne studium na temat snu: nawiązujące do słów jakie o Tarkowskim wypowiedział Ingmar Bergman: "On z taką naturalnością porusza się w pokoju snów".
Po przerwie zobaczymy na scenie Tomasza Stańko w dwóch odsłonach: we wspomnianym już duecie z Davidem Virellesem, a także w projekcie Tomasz Stańko Band feat. Adam Pierończyk. Zespół dopełniają Krzysztof Gradziuk (perkusja), Maciej Garbowski (kontrabas) i Łukasz Ojdana (fortepian), znani także jako trio RGG.
Tegoroczną edycję festiwalu zwieńczy koncert jazzu tradycyjnego: The Buck Clayton Legacy Band – czyli muzyczny hołd złożony mistrzowi swingowej trąbki lat 30-tych: Buckowi Claytonowi. Ducha jego muzyki postarają się przywołać Menno Daams i Ian Smith oraz towarzyszący im zespół.
Adam Pierończyk - saksofony, elektronika Robert Kubiszyn - gitara basowa, elektronika John B. Arnold - perkusja
13.07.2017, Klub Muzyczny 4art, Gliwice Bilety: 20 zł przedsprzedaż / 25 zł w dniu koncertu
W lipcu projekt Monte Albán, czyli jubileuszowy, dwudziesty już album pod nazwiskiem wybitnego polskiego muzyka jazzowego, Adama Pierończyka. Oryginalna muzyka improwizowana w połączeniu z elektroniką została nagrana w HH-Studio w Mexico City. Muzyka zainspirowana wizytą w tytułowym Monte Alban - prekolumbijskim centrum kultur olmeckiej, zapoteckiej i mixteckiej. Muzyka i płyta nominowana do Fryderyka 2017.
Adam Pierończyk - czołowy polski saksofonista jazzowy, lider i kompozytor. Znany z niezwykłej kreatywności, jeden z "największych innowatorów w polskim jazzie", koncertuje na całym świecie. Zdobył wiele nagród, w tym 18 nominacji oraz 2 główne nagrody "Fryderyk" jako "Jazzowy Muzyk Roku" oraz za "Jazzowy Album Roku". Jedenaście razy został wybrany "Najlepszym Saksofonistą Sopranowym" według magazynu Jazz Forum. W latach 2004-2005 dyrektor artystyczny festiwali Jazz Aux Oudayas i Jazz Au Chel-lah w Rabacie, stolicy Maroko, oraz Sopot Jazz Festival w latach 2011 - 2015. Współpracował m.in. z takimi muzykami jak: Gary Thomas, Greg Osby, Sam Rivers, Miroslav Vitous, Archie Shepp, Bobby McFerrin, Tomasz Stańko, Ted Curson, Anthony Cox, Joey Calderazzo, Leszek Możdżer.
Robert Kubiszyn - basista, kontrabasista, aranżer i producent. Wśród muzyków, z którymi współpracował, są m.in.: Adam Pierończyk, Gregoire Maret, Janusz Muniak, Zbigniew Namysłowski, Dean Brown, Jon Herrington, Maria Schneider (z orkiestrą Krzysztofa Herdzina), Gary Husband, Cezary Konrad, Anna Maria Jopek, Grzegorz Turnau, Ewa Bem, Natalia Kukulska, Kuba Badach.
John B. Arnold - rdzenny nowojorczyk - to nie tylko wnuk słynnego autora światowej sławy standardów jazzowych Hoagy Carmichaela (Stardust, Skylark, The Nearness of You), ale przede wszystkim ekscytujący i energetyczny perkusista, który ciągle rozwija swój muzyczny język. Współpracował z takimi artystami jak: Chet Baker, Lee Konitz, Kenny Garrett, Greg Osby, John Abercrombie, Matthew Garrison, John Pattitucci, Reggie Washington.
Płyta "Tadeusz Sudnik & His Friends In Art" to zbiór nagrań mistrza instrumentów elektronicznych z lat 1986-2005, dokonanych z udziałem takich znakomitości, jak m.in. Tomasz Stańko, Adam Pierończyk, Witold Szczurek, Janusz Skowron czy Zbigniew Wegehaupt. Tadeusz Sudnik to działający od wielu lat muzyk, kompozytor i realizator dźwięku, założyciel historycznego już Studia Dźwięków Niemożliwych. Artysta przez kilkanaście lat związany był ze Studiem Eksperymentalnym Polskiego Radia, gdzie realizował nagrania dla potrzeb teatru, filmu i baletu oraz współpracował z festiwalem Warszawska Jesień.
Zawartość niniejszej płyty to sięgnięcie do archiwum nagrań muzyka kryjącego w sobie nieocenione muzyczne skarby. Już 10 lat temu nakładem wytwórni Polonia Records w cyklu "The Best Of Polish Smooth Jazz" ukazała się płyta firmowana szyldem Tadeusz Sudnik & His Friends In Art. Tym razem jednak mamy do czynienia z wyborem bardziej wyszukanym i bliższym miłośnikom polskiego jazzu.
Mimo nagrań pochodzących z różnych sesji realizowanych na przestrzeni blisko 20 lat, album robi wrażenie spójnej i zamkniętej całości. Wszystkie utwory łączy wyjątkowa fantazja i zmysł głównego bohatera płyty, eksponującego brzmienie analogowych syntezatorów, elektronicznych przetworników i efektów natury. Mimo przyprawiających o zawrót głowy nazwisk muzyków, jacy pojawiają się na płycie, jej prawdziwym bohaterem są bity, efekty dźwiękowe i ambientowe brzmienie, za którymi stoi Mistrz Ceremonii, Tadeusz Sudnik.
Generowane przez artystę efekty i rozwiązania, zarówno rytmiczne, jak i harmoniczne, to efekt improwizacji. Sudnik doskonale potrafi trafić z pętlą czy samplami zarówno w przypadku trąbki Tomasza Stańki, saksofonu Adama Pierończyka, czy wreszcie nadać wyjątkowego brzmienia recytacjom Andrzeja Mitana. Zgromadzone nagrania prezentują szeroki wachlarz stylistyczny - od elektroniczno-jazzowych dokonań formacji Stańki Freelectronic, poprzez nasycone rytmem transowe utwory w rodzaju "Canadada", aż do awangardowych rejestracji, jak kończące płytę "Symphonix", "Cats In Space" i zrealizowane w ramach Studia Dźwięków Niemożliwych "7'37".
Wydawnictwo będące rodzajem starannie przygotowanej antologii Tadeusza Sudnika, ukazującej rozmaite etapy jego działalności, stanowi prawdziwą gratkę zarówno dla miłośników muzyki elektronicznej, jak i zwolenników jazzu.
Premierowe trio Pierończyka z udziałem basisty Roberta Kubiszyna oraz mieszkającego w Meksyku, argentyńskiego perkusisty Hernana Hechta. Wydana własnym sumptem płyta "Monte Alban", 20 autorska w karierze jednego z najważnejszych polskich saksofonistów, jest absolutnie jedną z jego najodważniejszych, najbardziej kreatywnych, prezentujących wszystko to, za co uwielbiamy tego muzyka, tyle że jakby dodatkowo z bardziej wyczuwalną szczyptą elementów free. Kontynuacja kapitalnej passy wydawniczej po albumach w ForTune i Jazzwerkstatt Records.
9. Artur Tuźnik Trio - Artur Tuźnik Trio (12 pkt)
Pianista Artur Tuźnik z bardzo dobrą płytą w konwencji klasycznego piano trio wydaną przez Multikulti Project, potwierdzającą świadomy, głęboki i przemyślany rozwój artystyczny tego muzyka. Na kontrabasie znany chociażby ze świetnego Tom Trio Nils Bo Davidsen, na perkusji Jakob Hoyer. Wykorzystując sztukę kompozycji połączoną z wirtuozerią i doświadczeniem duńskiej sekcji rytmicznej, Tuźnik prezentuje idealnie zgrany band, zdolny do łączenia intensywnej energii, dynamicznych improwizacji z lirycznymi, niemal medytacyjnymi balladami.
8. Mateusz Gawęda Trio - Overnight Tales (13 pkt)
Album "Overnight Tales" to debiut tria prowadzonego przez jednego z najciekawszych młodych polskich pianistów jazzowych, Mateusza Gawędy. W muzyce Gawędy w przemyślany i wysmakowany sposób spotyka się jazzowa tradycja i współczesność. Inspiracje tym, co w historii gatunku najpiękniejsze, idą w parze z młodym, wizjonerskim spojrzeniem i niebanalnymi umiejętnościami warsztatowymi. "Overnight Tales" to z jednej strony potwierdzenie bardzo dobrego roku dla Mateusza (świetna płyta Cracow Jazz Collective i udział w projekcie Silberman), z drugiej - przykład na twórcze i kreatywne rozwinięcie formuły tria fortepianowego.
Pierwsze tak konkretne (na zasadzie równorzędności partnerskiej) poszerzenie składu o dodatkowego muzyka i od razu strzał w dziesiątkę. Duet Wojciech Jachna/Jacek Buhl wraz z kontrabasistą Jackiem Mazurkiewiczem odbywają symboliczną wycieczkę do wnętrza starej synagogi w bydgoskim Fordonie i zainspirowani akustyką budynku i z pomocą przetworzonego kontrabasu oraz elektroniki Mazurkiewicza proponują rozwinięcie formuły muzycznej znanej z duetowych płyt Jachny i Buhla. Koncepcja absolutnie broni się jako nienachalna modyfikacja struktur i schematów znanych z wcześniejszych albumów trębacza i perkusisty.
6. Minim Experiment - Dark Matter (15 pkt)
Minim Experiment to kwartet dowodzony przez gitarzystę Kubę Wójcika, w skład którego wchodzą pianista Kamil Piotrowicz, kontrabasista Luca Curcio oraz perkusista Albert Karch. Razem stworzyli "Dark Matter", jeden z najważniejszych płytowych debiutów 2016 roku. Jak pisał Maciej Krawiec, muzyka nie jest dobra ot tak sobie – musi stać za nią koncept, kompozycja, dyskusja w grupie, wreszcie realizacja. A "Dark Matter" to płyta właśnie przemyślana, inteligentnie równoważąca żywioły i potrzeby artystyczne. Każdy z muzyków ma czas, aby się zaprezentować, kreując przy tym wyraz całości albumu. Być może w kontekście całego poprzedniego roku "Dark Matter" to największa pozytywna niespodzianka.
This is a live album recorded at the Polish Radio Studio Three by Polish Jazz guitarist/composer Marek Napiórkowski. The recording captures Napiórkowski in a sextet setting with some of the absolute top Polish Jazz payers: saxophonists Adam Pierończyk and Henryk Miśkiewicz (who also plays on bass clarinet), pianist Krzysztof Herdzin (who also plays flute), bassist Robert Kubiszyn and drummer Paweł Dobrowolski. They perform six original compositions, all by Napiórkowski.
The music is a superb example
of modern mainstream Jazz, which combines excellent compositions with perfect
execution. Based on beautiful and masterly woven melodic themes, full of
romanticism, melancholy and typical Polish mystery, the tunes presented here
have been masterly arranged for the sextet by Herdzin, who is celebrated for
his ability to create wonderful sonic structures, which are elaborate and
highly sophisticated but sound remarkably pleasing.
The lineup selected by
Napiórkowski ensured a truly marvelous performance, with all the musicians
involved having plenty of opportunity to play extended and expressive solos.
The leader delivers his usual, slightly Fusion oriented strings of pearls on
his electric guitar, which are, as always, dazzling. He also uses the acoustic
guitar no less effectively. The saxophonists have plenty of opportunities to
play heartwarming solos, the bass clarinet and flute provide nice atmospheric
layers, the piano keeps the harmony together and leads the way and the
excellent rhythm section takes care of the pulse, always perfectly on time.
However, the individual
performances are only pieces of the puzzle, which, when combined together,
creates a much stronger and more satisfying whole. This is one of the best mainstream
Jazz ensemble albums I came across lately, which proves that mainstream Jazz
can be fulfilling and sophisticated, if talented and dedicated musicians are
involved. The arrangements and the team work present here are a classic example
of contemporary mainstream Jazz perfection.
As if all this wasn't enough,
the album is also beautifully recorded and considering the fact that this is a
live recording, the quality is even more remarkable. Overall this is a superb modern
mainstream album, which offers beautiful compositions and perfect execution,
and which should satisfy even the sternest connoisseurs and bring joy to all
true Jazz lovers. Hats off!
This is a beautiful album by veteran Polish Jazz saxophonist / composer Adam Pierończyk, recorded during a Mexican tour with his trio, which also included Polish bassist Robert Kubiszyn and Mexican drummer Hernan Hecht. Together they perform eight original compositions, seven of which were composed by Pierończyk and one was co-composed by all three trio members.
The album has a highly unusual sound, mostly due to the use of electronic devices to process the sound of the bass and add background sound layers to the trio's performances. This contemporary approach creates a vigorous and fresh sound of the otherwise strictly Jazz oriented material and is by itself very unique.
Pierończyk is of course one of
the best Polish Jazz saxophonists and his playing is nothing short of spectacular.
His post-Coltrane approach, which he follows since many years, is an
inexhaustible source of inspiration and delight and his stability and
consistency are also remarkable. This recording is basically well within the
"organized" Free Jazz idiom, with some Fusion injected via the rhythm
section contributions.
It is remarkable to hear
established and respected musicians still trying to innovate and search for new
ways to express their musical vision. This tireless quest is what Art is all
about and it's great to see that Pierończyk is faithful to his inner truth and
keeps challenging himself, the musicians he plays with and of course his
listeners. The intimate relationship
between Pierończyk and the rhythm section is one of the crucial elements of
this music, which make it so successful. Minimalism, respect and a lot of
freedom and space, which this music is based on, can only exist when the
ensemble is as tightly knit as this trio, which of course is extraordinary.
Overall this is a superb Free
Jazz album, with modern sound and innovative approach, which is definitely one
of the most interesting releases on the Polish scene in 2016, which was a great
year for Polish Jazz in every facet of its activity. Obviously highly
recommended to all music connoisseurs the world over!
Adam Pierończyk - tenor & soprano saxophones, zoucra
Miroslav Vitous - bass
Wings
FOR TUNE 0084
By Dan McClenaghan
Based in Kraków, Poland, saxophonist Adam Pieroczyk crafted, in 2010, perhaps the finest recorded tribute to his countryman, Krzysztof Komeda, with "Komeda: The Innocent Sorcerer" (Jazzwerkstatt). Komeda was a seminal Polish jazzman who shifted his focus to soundtrack work, most famously with film maker Roman Polański, and most notably on the 1968 psycho-horror movie, "Rosemary's Baby". Pierończyk took on the tribute task with a two-saxophone-out-front, bass/drums/guitar rhythm section that captured Komeda's spirit to perfection.
So how do you follow perfection? For Pierończyk, it's with a fine double CD with a chordless quartet, a deeply spiritual and deeply beautiful solo soprano sax set, "The Planet Of Eternal Life" (Jazzwerkstatt, 2013), a fine double CD featuring a chord-less quartet, "A-Trane Nights" (Fortune, 2014), and now a duo outing with iconic bassist Miroslav Vitous, "Wings".
Vitous' reputation is built on a foundation of five albums he recorded as a member of Weather Report in the early seventies, and several outstanding leader outings on ECM Records. His sound is big and forthright. It sings, it dances, and he and Pierończyk (on soprano and tenor horns here) weave their lines, bounce off of each other in sometimes querulous, sometimes affable conversations.
"Enzo And The Blue Mermaid" opens the disc on a simple, Ornette Coleman-like melodic riff from the saxophone, before the bass bounces in with its own melodic sense and spirit. Call and response born of deep and intimate listening is the mode as the players craft a spontaneous tune with a deft use of space.
Vitous sounds like a small orchestra as he soars on the bow, and Pierończyk follows him into the sky on "Bach At Night." "I'm Flying! I'm Flying" features Pierończyk's bird-like tone on soprano as his melody flits and flutters around Vitous' throbbing bass lines, and "Full Moon Sky" opens with a bass so reverberant it sounds as if its being played in a cathedral, with Pierończyk's prayerful saxophone echoing into the overlapping lower end washes of sound. Adam Pierończyk and Miroslav Vitous create (seemingly) effortless beauty on "Wings".
This is a live recording by an international ensemble performing a Jazz & Poetry concert. The ensemble, led by veteran Polish Jazz saxophonist/composer Adam Pierończyk, also includes Brazilian guitarist Nelson Veras, Polish bassist Robert Kubiszyn and American drummer John B. Arnold. They are joined by British (of Caribbean roots) poet Anthony Joseph, who recites his poems accompanied by the quartet. The album consists of seven tracks, six of which are poetry accompanied by music and one is an instrumental piece. All the music is original and was composed by Pierończyk.
The
albums brings on fond memories of times (mostly the 1960s) when Jazz &
Poetry concerts were a common happening, both in Britain and in Poland,
producing some of the most adventurous and aesthetically challenging music at
the time. Since the sub-genre is quite a rarity today, this album is a welcome
reminder of this magnificent Art form. The
overall performances on this album are all very good, with Pierończyk playing
as usual with great fluidity and taste. The rhythm section produces a steady
groove as a background to the poetry recitation and the guitar and saxophone
solos are intertwined between the stanzas or after the recitation is over.
Pierończyk, although perfectly
capable of Free Style improvisation, keeps a very calm profile here, playing
mostly very lyrically and melodically, suitable Joseph's poetry, which is
mostly more associative than clear-cut thematically, full of exotic smells, tastes
and panoramas. Overall this is a beautiful
trip of poetic dreams engulfed in lyrical music, that make the listener forget
his whereabouts and take him on a dreamy trip to a far away place. Definitely
worth investigating!