Weston, Popławski, Knade, Mazzoll
G. Calvin Weston – perkusja
Jerzy Mazzoll – klarnet, klarnet basowy, wokal, gwizdek
Waldemar Knade – altówka, organy
Kornel Popławski – gitara basowa, gitara basowa bezprogowa, syntezator basowy, skrzypce, programowanie klawiszy, sample, loopery, tamburyn, wokal wspierający
oraz
Natalia Popławska – wokal, wokal wspierający
Konrad Zieliński – instrumenty perkusyjne
Album: „Whatever Lovely Is”
Wydawca: wydanie własne Weston Popławski Knade Mazzoll (2026)
Tekst: Marek Demidowicz
Płyta to wyjątkowa w mojej recenzenckiej karierze, bo wirtualna. Ukazała się na razie jedynie w formie cyfrowej i miałem moment zawahania, czy to płyta czy nie płyta. Poddałem temat nawet konsultacji z redaktorem naczelnym i uznaliśmy, że błędem byłoby pominąć rzecz tak nietuzinkową. Tak więc bez zbędnych wstępów przechodzę do meritum.
Muzycy usytuowali swoje dzieło pomiędzy awangardowym graniem europejskim, reprezentowanym przez polską trójkę artystów, a amerykańskim w osobie G. Calvina Westona, legendarnego perkusisty, współpracownika wynalazcy free jazzu Ornette’a Colemana. Czy muzycy spotkali się więc w połowie drogi, gdzieś na środkowym Atlantyku? Nie, nie spotkali się wcale! Przynajmniej w sensie wspólnego grania w tym samym czasie i tej samej przestrzeni. Mimo to wyszło dzieło niesamowicie spójne. Słuchając, ma się wrażenie, że to improwizowane muzykowanie w jakimś loftowym klubie. Słuchałem sola basisty, jadąc samochodem, szum wody w kałuży wziąłem za oklaski. Idealnie zgrany moment.
Fot. 1 G. Calvin Weston, fot. dzięki uprzejmości artysty
Historia powstania nagrań jest bardzo ciekawa. Opisał mi ją dość szczegółowo Kornel Popławski. Oddaję mu głos.
Jurka Mazzolla znam jakieś 25 lat. Na początku XXI wieku trochę razem graliśmy, gdzieś nawet leżą nigdy niewydane taśmy. Potem nasze drogi się rozeszły, choć co jakiś czas na chwilę się schodziły. Jesienią 2024 Jurek zapytał mnie, czy chcę wyprodukować album z Westonem na bębnach. Cały boży dzień biłem się z myślami, czy udźwignę ten ciężar, wiesz, jego dorobek z Colemanem, tę całą spuściznę. Następnego dnia się zgodziłem. Potem zapadła cisza na kilka miesięcy.
W styczniu 2025 zadzwonił Waldek Knade, że Weston przysyła mu już ślady, niecierpliwi się i żebym się tym zajął. Zacząłem słuchać tych bębnów. Wszystkie były bardzo mocne, zdecydowane, takie alfasamcze. Chodziłem do lasu ze słuchawkami na uszach i wymyślałem. Przez jakieś 3 – 4 miesiące budowałem riffy, aranże, tematy, harmonie, przestrzenie.
W kwietniu 2025 pojechałem z połową płyty do Torunia dograć solistów, czyli Waldka i Jurka. Każdy nagrywał osobno do moich podkładów, żaden nie słyszał drugiego. Podczas dwudniowej sesji materiału powstało tyle, że mnie przytłoczył i musiałem zrobić sobie przerwę. Nie wiedziałem, jak to ugryźć. W końcu przyszedł najprostszy pomysł: zacząłem wyrzucać wszystko, co zbędne. A z tego, co zostało, wyrzuciłem jeszcze drugie tyle. To, co naprawdę przetrwało, poukładałem w opowieść. Tak powstały: „Anna’s Rope”, „First Encounter, „Divine Guest, „The Mass” i „Murmur Hush”.
Jesienią 2025 zrobiłem drugą połowę, m.in. tryptyk „Monastic Trip” i tytułowe „Whatever Lovely Is”. Na szybko pojechałem na jedną sesję do Bydgoszczy nagrać Waldka solo w „Monastic Trip III – Rest”. Innego dnia Jurek przyjechał do Warszawy i dograł trzy miniatury: „I Was Walking to Bring You This Truth”, „When the Night Falls Upon the Opera” i „Till the Break of Dawn” oraz „Monastic Trip I – Light”. Na sam koniec Waldek dosłał swoją kompozycję organową „Last Passage”, do której dołożyłem m.in. głos mojej córki Natalki. Natalkę słychać też w utworze tytułowym. W listopadzie 2025 był miks i master u Mariana Lecha w jego pracowni na Rakowcu.
A skąd Weston w tym składzie? Tu najlepiej zapytać Waldka, bo to on wcześniej nagrał już album z Westonem na bębnach. Więc byli w relacji. Poza tym poznałem żonę Westona, która jest Polką, ale mieszkają w Filadelfii.
Fot. 2 Kornel Popławski, fot. Sylwia Popławska
Spytałem więc Waldka Knadego:
Znajomość z Westonem rozpoczęła się od tego, że mnie zaprosił do grona znajomych. Bardzo się ucieszyłem z tego powodu, wiadomo, znakomita postać! Następnie przesłał propozycję, czy zechciałbym dograć własną koncepcję muzyczną do przesłanych przez niego ścieżek dźwiękowych z perkusją. Tak zaczęliśmy współpracować. Muzyka „zażarła” i tak doszło do nagrania wspólnej płyty „Metamorphosis” z udziałem przyjaciół.
Jeżeli chodzi o pomysł płyty z udziałem Kornela Popławskiego, Westona, Jurka oraz moim, to jest inicjatywa Mazzolla. Jako że od lat znam się z Westonem, doszło do tej współpracy. Weston przesłał nam gotowe ścieżki nagrane w Filadelfii zgodne z naszymi sugestiami, co do klimatu i całokształtu projektu. Kornel powkładał to w odpowiednie szufladki.
Fot. 3 Waldek Knade, fot. Andrzej Goiński
G. Calvin Weston:
"It felt magical – I had to bring a concept to almost nothing, nothing was made before my parts".
Oczywiście poprosiłem też Mazzolla o kilka słów o sobie, ale swoim zwyczajem jedynie się ze mną przekomarzał przez kilka dni. Jest osobą niezwykle zajętą. Ostatni okres w jego karierze przyprawia o zawrót głowy. Mnogość projektów, płyt, koncertów, warsztatów, a jeszcze trzeba znaleźć czas dla ukochanych osób, psów i rowerów. Jak wynika z moich ustaleń, rola Mazzolla, oprócz charyzmatycznego grania, to przede wszystkim idea i zebranie wszystkich wokół niej.
Fot. 4 Jerzy Mazzoll, fot. Zbigniew Filipiak
„Whatever Lovely Is” to 13 kompozycji umownie podzielonych na strony A i B wirtualnego winyla, nieco ponad 20 minut na stronę. Wszystkie to kompozycje kwartetu, z wyjątkiem wspomnianego organowego „Last Passage” Waldka Knadego. Trzy to krótkie miniatury grane w trio, choć składy się zmieniają. Dwa najdłuższe i zarazem najważniejsze utwory płyty to „The Mass” na stronie pierwszej i „Monastic Trip” na drugiej (podaję strony nieistniejącego winyla). Oba trzyczęściowe, z tym że „Monastic Trip” jest formalnie podzielony na części. W „The Mass” mamy transowe granie z silnie improwizowanymi partiami solistów, natomiast trylogia klasztorna to jedyny na albumie utwór z napisaną melodią. Reszta to improwizacja. Końcówka płyty daje trochę oddechu. Utwór tytułowy na upartego może być nawet nazwany piosenką jako jedyny z tekstem zaśpiewanym przez Natalię Popławską, córkę Kornela. Natalia eterycznym głosem powtarza tu frazę: Whatever lovely is, whatever worthy is, whatever holy is – think of this. Swoistą kodę i wyciszenie stanowi organowy „Last Passage”, zagrany bez sekcji rytmicznej, za to z wokalizą Natalii.
Na stronie płyty na Bandcampie Kornel szczegółowo opisał wszystkie utwory, kto, co i dlaczego. Polecam lekturę podczas słuchania, kopalnia wiedzy. Nie będę tu tego powielał. Napiszę tylko o własnych odczuciach, a te są bardzo dobre. Z tej osobliwej i niezwykle skomplikowanej kooperacji wyszła fantastyczna muzyka. Miks pozornie różnych światów. Ciężkich rockowych bębnów Westona, szalonych freejazzowych partii klarnetów Mazzolla i wywodzących się z awangardy altówki Knadego oraz ciepłego basu Popławskiego. A to wszystko jeszcze zaprawione elektroniką, efektami wokalnymi, samplami i wieloma innymi przyprawami dźwiękowymi. Z pełną odpowiedzialnością polecam. Słucha się miło, choć to oczywiście nie jest rzecz dla nowicjuszy. Jeśli jednak mają w sobie ciekawość odkrywania rzeczy niebanalnych, kreatywnych, sztuki awangardowej i niepokornej, nieznającej granic stylistycznych i gatunkowych, to będzie świetny wybór.
Jak wspomniałem na wstępie, płyta na razie wyszła tylko cyfrowo: https://kornelpoplawski.bandcamp.com/album/whatever-lovely-is. Premiera miała miejsce 1 października 2026. Wydania fizycznego na razie nie ma, ale uzyskałem od Kornela informację, że trwają starania, żeby ściągnąć Westona na przyszłą jesień do Polski i wtedy przy okazji koncertów wydać płytę na winylu. Czy tak się stanie, czas pokaże. Ja mocno kibicuję, bo to będzie jedna z moich ulubionych płyt. Mam już nawet miejsce na półce, zaraz obok „Electric Masada” Johna Zorna. Spala mnie też ciekawość, jak wypadnie ich spotkanie we wspólnej rzeczywistości artystycznej, jak na ich muzykę wpłynie wymiana energii na scenie. Pojadę choćby do Torunia!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz