Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedziela Wojciech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedziela Wojciech. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 sierpnia 2023

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela — "Tribute To Tomasz Stańko" (2018)

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela 

Piotr Schmidt – trąbka
Wojciech Niedziela – fortepian
Maciej Garbowski – kontrabas
Krzysztof Gradziuk – perkusja

"Tribute To Tomasz Stańko" (2018)

Wytwórnia: SJRecords

Autor tekstu: Marcin Kaleta

Piotra Schmidta kojarzyłem z okresu Electric. W porządku, materiał dobry, niemniej urzeczenia nie było. Zatem zdystansowałem się wobec kolejnych jego projektów. Przynajmniej do momentu odsłuchania „Tribute to Tomasz Stańko” (2018).

Kwartet, który zarejestrował materiał, współtworzą: lider na trąbce, Wojciech Niedziela na fortepianie oraz sekcja rytmiczna RGG, czyli Maciej Garbowski na kontrabasie i Krzysztof Gradziuk na perkusji. Nagrania poczynili w szczególnym okresie: w czerwcu i październiku 2018 roku. Komu je zadedykowali, wskazuje oczywiście tytuł. Przypomnijmy: adresat zmarł w międzyczasie, dokładnie 29 lipca. „Bardzo przeżyłem jego śmierć” – wyzna Schmidt.

Na płycie znajdziemy dwanaście kompozycji, w większości zespołowych, a także jedną Krzysztofa Komedy („Rosemary's Baby”). To nie są ballady, tylko epitafia. Hołd, wyraz wdzięczności, podziękowanie, pożegnanie, ale i gwarancja pozostawania w kontakcie, na wieczność. Uczestniczymy w cudzie, który umożliwia wyłącznie sztuka: dzięki kolejnej orfickiej opowieści obcujemy z kimś, kto był umarły, a znów ożył.

W najintensywniejszych, najbardziej dramatycznych momentach muzyka emanuje rzewnością, tęsknotą, melancholią, nawet i zrozpaczeniem. Wybrzmiewa z niej wówczas jakieś niby-pytanie: takie zapytanie bez pytania, jakby zawieszone. Pytanie przedostateczne. Niedopytanie. Wniebogłos.

Natomiast w tych spokojniejszych trąbka snuje się między fortepianem, kontrabasem a perkusją, od niechcenia muskając klawisze, potrącając struny, zahaczając o bębny czy talerze. Wykonawcy wydają się nieobecni: jakby wszystko tutaj odbywało się samoistnie lub pod wpływem nieśmiertelnego tchnienia Mistrza. Nie mamy jednak do czynienia z ubezwłasnowolnieniem bądź obezwładnieniem inwencji, lecz z inspiracją. Zachodzi spotęgowanie kreatywności za sprawą owego ducha opiekuńczego, który czuwa, by artyści, oprócz własnego, uwzględnili doświadczenie przodków. Twórczo potraktowali tradycję.

Nie bez powodu Piotr Iwicki informuje: „Lider o jazzowej trąbce wie wszystko (a może i więcej), staje się więc naturalnym kontynuatorem dobrej polskiej szkoły jazzowej tego instrumentu”. Z kolei Dionizy Piątkowski utrzymuje: „Jest w tej muzyce jakiś niewiarygodny powiew jazzu, blask muzyki Stańki, ale nie jest to li tylko owe »tribute«, lecz wyrafinowana estetyka piękna nowoczesnego jazzu”. Stąd i ogromny spokój, niesamowita pewność i moc w każdym dźwięku, również pojedynczym, najskromniejszym. Nierzadko one właśnie dominują.

Przyznam rację fizykowi, prof. Maciejowi Lewensteinowi, także wielkiemu pasjonatowi rodzimego jazzu (jest m.in. autorem kompendium „Polish Jazz Recordings and Beyond”), który stwierdził: „ta płyta […] jest [...] arcydziełem”. I w moim przekonaniu należy do tych pozycji, które powinno się mieć we własnej płytotece obowiązkowo.

Teraz przypominam ją zaś w związku z 5. rocznicą śmierci Tomasza Stańki. Być może nadarzy się okazja, by i jego twórczość tu omówić.


poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet — On The Road vol. 2 (2023)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski — saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela — fortepian
Marcin Jahr — perkusja
Jacek Niedziela-Meira — kontrabas
Andrzej Święs — kontrabas
Maciej Garbowski — kontrabas

On The Road vol. 2 (2023)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Szymon Stępnik

“Gdyby nie było wojny, zostałby zapewne dziedzicem fortuny rodzinnej i żył jak milioner. Mógł też zostać mecenasem z doskonałą praktyką u ojca. Równie dobrze mogło go wcale nie być, gdyby samochód ojca w ostatniej chwili nie uciekł sprzed jadącego do „Danzig” pociągu, a kilka lat potem brama kamienicy nie wytrzymała jako jedyna część budynku uderzenia bomby rzuconej ze sztukasa (...) Według praw danych mu przez władzę ludową powinien zostać kierowcą kombajnu lub traktora po ukończeniu wydziału mechanizacji rolnictwa – jedynego, na który pozwolono mu iść. W domu było jednak radio, a w nim audycje rozgłośni Monachium i kipiący z głośników jazz. Ptaszyn został więc artystą. Wbrew woli rodziny.”

Właśnie tak Jan Ptaszyn Wróblewski przedstawia siebie w notce biograficznej na stronie internetowej. Kim jest, wie chyba każdy miłośnik jazzu w Polsce. Znakomity muzyk, redaktor radiowy, promotor jazzu, a także ikona kultury. Cieszę się, że przypadł mi zaszczyt napisania kilku zdań o najnowszym wydawnictwie jego kwartetu “On the Road vol. 2”. Już wcześniej na łamach bloga Polish-Jazz Paweł Ziemba napisał znakomity tekst o pierwszej części niniejszego wydawnictwa, do którego lektury serdecznie zachęcam pod linkiem http://polish-jazz.blogspot.com/2023/03/jan-ptaszyn-wroblewski-quartet-on-road.

Mój redakcyjny kolega w piękny sposób opisał fenomen artysty oraz jego wielkość, opowiadając przy tym w ciekawy sposób o poszczególnych utworach. Gdybym miał napisać klasyczną recenzję tego wydawnictwa, musiałbym właściwie powtórzyć wrażenia Pawła, co nie miałoby przecież większego sensu. Nie śmiem też dokonywać analizy poszczególnych nagrań — nie czuję się na siłach i wstyd robić mi to w kontekście tak wielkiej osobistości . Zamiast tego postanowiłem napisać o tym, kim jest dla mnie Mistrz Ptaszyn i jakie emocje przyświecały mi podczas słuchania niniejszego krążka.

Na początek jednak kilka słów o wydawnictwie. On the Road Vol. 2 zawiera pięć kompozycji w wersji live, wyselekcjonowanych przez samego lidera: “Trzydzieści osiem” Jana Ptaszyna Wróblewskiego (nagrana w 2008 roku w Ostromecku na festiwalu Drums Fusion), “Doxy” Sonny’ego Rollinsa (nagrana w 2009 roku w Miejskim Domu Kultury w Słupcy), “Autumn Nocturne” Josefa Myrowa (nagrana w 2020 roku na Podlasie Jazz Festival w Białej Podlaskiej) oraz “Billie’s Bounce” Charliego Parkera i “We’ll Be Together Again” Carla T. Fischera (nagrane w 2003 roku w Klubie “Perspektywy” w Ostrowcu Świętokrzyskim). Wszystkie nagrania brzmią bardzo dobrze i gdyby nie oklaski publiczności, z łatwością można byłoby je pomylić z nagraniami studyjnymi.

Pisząc ten tekst, doszedłem do wniosku, że gdyby nie Jan Ptaszyn Wróblewski, prawdopodobnie byłbym zupełnie inną osobą, niż jestem obecnie.

Jak pewnie większość miłośników jazzu, nie zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Odsuwając na bok wszelkie jałowe dyskusje na temat tego czym w ogóle jazz jest, wychowałem się na rocku z lat 70-siątych. Na moich głośnikach gościli głównie Queen, Led Zeppelin i The Doors. Z rzadka słuchałem czegoś innego, tym bardziej że w czasach sprzed ery Internetu muzyka była trudno dostępna. Aby kupić jakiś album, musiałem jechać ok. 60 km do większego miasta, co wiązało się dla mnie z dużym poświęceniem i wydatkiem. Skupiałem się więc na tym co dobrze znam, a wiedzę o nowościach czerpałem z magazynów branżowych. Wtem, gdzieś w okolicach końcówki gimnazjum usłyszałem w radio charakterystyczne: “To są Trzy Kwadranse Jazzu, mówi Jan Ptaszyn Wróblewski”. Od razu zakochałem się w głosie prowadzącego, w jego pasji i poczuciu humoru. Charakterystyczne komentarze oraz zapowiedzi sprawiały, że niezrozumiała dla mnie muzyka jazzowa nabierała w końcu sensu. To, co wydawało się niegdyś chaosem, stawało się piękną całością. Postanowiłem słuchać audycji regularnie, a jazz stał się dla mnie przestrzenią komfortu.

To właśnie Ptaszyn opowiedział mi o tym, kim jest Miles Davis. To właśnie on wyjaśnił mi fenomen Ahmada Jamala oraz dzięki niemu poszedłem na swój pierwszy koncert w życiu (był to koncert “Atom String Quartet” w Częstochowie — przed tym, zanim panowie stali się sławni). Ten głos towarzyszył mi w najtrudniejszych chwilach spędzonych na nauce, kiedy to ze współlokatorem w akademiku siadaliśmy w każdy poniedziałek o godzinie 23:00 w kuchni i przy odpowiednim napoju wyskokowym słuchaliśmy propozycji Mistrza.

Niewiele miałem okazji, aby docenić Jana Ptaszyna Wróblewskiego w kontekście granej przez niego muzyki. Zmieniło się to w roku 2017, kiedy z redakcyjnym kolegą Jędrzejem Janickim wybraliśmy się do Poznania, gdzie grał koncert w auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Po występie udało wybrać nam się na backstage i zrobić wspólne zdjęcie. Podziękowaliśmy, pogratulowaliśmy, a Jan uśmiechnął się tylko, mówiąc:

Przyjechaliście aż z Łodzi? Trzeba było poczekać, aż sam tam pojadę :)

“Trzech Kwadransów Jazzu” słucham do dziś. To, że prowadzący nie zmienił się w żadnym calu, dodaje mi spokoju ducha oraz wzbudza podziw. Niesamowita pasja i radość z prezentowanej słuchaczom muzyki wciąż pozwala przetrwać mi wiele ciężkich dni.

Niejako przepraszając za powyższą prywatę, chciałbym wyjaśnić, że, właśnie takie obrazy widzę w głowie podczas słuchania krążka “On the Road vol. 2”. Nie skupiam się w pierwszej kolejności na muzyce, lecz właśnie na wspomnieniach, sentymencie i podziwie. Nie oznacza to oczywiście, że samym dźwiękom czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie! Ktoś może powiedzieć, że Ptaszyn zbyt bardzo tkwi w przeszłości i zbyt mocno trzyma się schematów. Cóż, może i rzeczywiście tak jest, ale cóż z tego? W każdym z utworów wybrzmiewa zarówno klasa, jak i doświadczenie muzyków. Co więcej, każda sekunda z tych nagrań przyprawiona jest pasją, wielką radością z gry. Mistrz już nic nie musi udowadniać — mógłby wycofać się z działalności publicznej, a przecież i tak uznawany byłby za kogoś wielkiego. Jan Ptaszyn Wróblewski wciąż jednak nie mówi ostatniego słowa. Koncertuje nieustannie, a jego audycja ostała się w radiowej Trójce. Cieszę się, że jest ktoś taki, jak on. Ktoś, kto łączy pokolenia i zaraża jazzem kolejnych słuchaczy.

Lider kończy krążek słowami: “Dziękuję Państwu”. To my dziękujemy. Dziękujemy Mistrzu, że wciąż pięknie grasz i z nami jesteś.


poniedziałek, 27 marca 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet - On The Road Vol.I (2022)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski – saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela – fortepian
Jacek Niedziela-Meira – kontrabas (01, 02, 03)
Andrzej Święs – kontrabas (04, 05)
Marcin Jahr – perkusja

On The Road Vol.I (2022)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Paweł Ziemba

100 lat Mistrzu!!!

27 marca swoje osiemdziesiąte siódme urodziny obchodzi twórca ruchu Polish Jazz - Jan Ptaszyn Wróblewski - osoba wyjątkowa, jedna z najważniejszych i najbarwniejszych postaci polskiej sceny jazzowej. Pionier polskiego jazzu, nazywany przez wielu „Generałem”; aranżer, kompozytor, dyrygent, świetny saksofonista tenorowy i barytonowy. Muzyk o wielkim sercu, “dobry duch” życia jazzowego w Polsce i promotor wielu młodych talentów. Jakby tych wszystkich przymiotów było mało – radiowiec, recenzent, gawędziarz z ogromnym poczuciem humoru. Nie będzie przesadą powiedzieć o Ptaszynie, że to człowiek z innej planety - planety o nazwie JAZZ.

Leży przede mną kolorowe etui najnowszego CD kwartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego „On the Road vol 1, wydanego przez For Tune Records, opatrzone wieloma zdjęciami bohatera dzisiejszej recenzji. Z całą pewnością jest to płyta inna od wszystkich wcześniejszych nagrań Ptaszyna. Jej głównym wyróżnikiem jest okres, w jakim wszystkie kompozycje zostały zarejestrowane. Tych pięć utworów pochodzi z wybranych, przez samego Mistrza sesji koncertowych z lat 2003-2020. Jest to na chwilę obecną pierwsza i jedyna płyta obejmująca w swoim rozległym spectrum aż 17 lat spotkań z miłośnikami jazzu.

Ptaszyn brzmi na saksofonie w sposób niepowtarzalny i natychmiast rozpoznawalny. Nasz Jubilat sam o sobie mówi „Każdy wchodząc w granie, siłą rzeczy nastraja się do czegoś, co mu jest potrzebne – akurat taką barwę lubi, a takiej nie – w związku z tym wszystko się do tego dopasowuje: gęba, ustnik, stroik – potem trudno jest to zmienić”

Warto spojrzeć na nową płytę Wróblewskiego trochę z innej perspektywy. Posłuchajmy tej muzyki mając przed oczami osobę lidera – wyjątkowego człowieka, na którego twórczości wykształciło się kilka pokoleń adeptów jazzu; muzyka, który nieprzerwanie przybliża jazz z Polski i zagranicy wielu pokoleniom polskich słuchaczy.

Analizując własne wspomnienia, mając za sobą lata nie tylko pierwszej, ale i drugiej młodości, nie pamiętam polskiej sceny jazzowej bez obecności Ptaszyna.

Mamy możliwość słuchania być może najbardziej wyrazistego i wpływowego instrumentalisty polskiej sceny jazzowej. Tematyczna płodność i spójność swobodnych improwizacji Mistrza sprawiają wrażenie, jakby każdy zasłyszany przez niego skrawek muzyki był przechowywany w pamięci jego umysłu, aby następnie w dogodnym momencie mógł być szybko wykorzystany podczas koncertu.

Należy podkreślić, że w okresie, kiedy nasz bohater rozpoczynał swoją karierę, jazz był w Polsce zdelegalizowany. Kraj znajdował się za żelazną kurtyną. Państwowa wytwórnia nie chciała wydawać jazzu oraz wszystkiego co mogło być z nim powiązane.

Młodszym czytelnikom trudno będzie dziś uwierzyć, że prawie do końca lat 90-tych w Polsce nie były legalnie dostępne żadne zachodnie wydawnictwa płytowe. Jeśli ktoś chciał mieć płytę, musiał ją sobie przywieźć z Zachodu. Inną możliwością było słuchanie radia, a konkretnie: "Voice of America Jazz Hour" Willisa Conovera, nazywanego "ojcem chrzestnym polskiego jazzu". Od stycznia 1955 roku przez pięć dni w tygodniu w godzinach 21.15 - 22.00 przez ponad 40 lat Willis Canover dostarczał wszystkiego, czego fani jazzu potrzebowali. Można było usiąść przy odbiorniku i słuchać... Nie bez kozery przywołuję audycję Canovera. To właśnie on inspirował pierwsze pokolenia polskich jazzmanów, włącznie z młodym Ptaszynem. I jak to w życiu czasem bywa, uczeń przerósł mistrza, bowiem swoisty rekord Canovera został pobity przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego „Trzema Kwadransami Jazzu”, nadawanymi nieprzerwanie od ponad pół wieku, będącymi źródłem wiedzy i inspiracji dla kolejnych pokoleń.

Wróćmy jednak do muzyki zawartej na płycie On The Road Vol.1. Słuchając nagrań odnosi się wrażenie, że każda fraza zagrana przez Ptaszyna jest ważna, nie przypadkowa, ma swoje uzasadnienie i historię. Nie ma znaczenia, czy słyszymy znany nam dobrze standard „Moritat” Kurta Weilla z musicalu Mack the Knife, czy też autorską kompozycję Ptaszyna „Seans Na Niepogodę”. Każdy z utworów brzmi tak samo świeżo, żywiołowo i ciekawie, bez względu na to, kiedy były nagrane.

Wiedząc, że będę miał możliwość recenzowania płyty Ptaszyna, wybrałem się na koncert do miejsca, gdzie część nagrań została zarejestrowana. Dzięki zaproszeniu otrzymanemu od Jarka Michaluka, kontrabasisty, animatora życia jazzowego na Podlasiu, a jednocześnie członka kwartetu występującego tego wieczoru wraz z Ptaszynem, miałem okazję być na koncercie Mistrza w Białej Podlaskiej. I mogę stwierdzić stanowczo: Ptaszyn z wiekiem nie stracił NIC ze swojej muzycznej żywiołowości, poczucia humoru oraz ogromnej muzykalności! Osiemdziesięciosiedmioletni muzyk sprawia wrażenie najspokojniejszego człowieka na scenie. Mimo widocznych trudności w poruszaniu się spowodowanych słabym już wzrokiem, „Generał” polskiego jazzu ma pełną kontrolę nad zespołem. Swobodnie ogarnia przygotowany materiał muzyczny bez względu na jego tempo i tonacje. Gra wszystko z pamięci, bez żadnych nut. Tylko on i saksofon! Nie ma znaczenia czy zespół gra jedną ze starszych kompozycji Ptaszyna, czy też utwór autorstwa jednego z członków kwartetu. Mistrz na scenie panuje nad wszystkim.

Tego wieczoru kwartet Ptaszyna wykonał „Moritat” - dokładnie ten sam utwór, który 3 lata wcześniej został zarejestrowany podczas koncertu i znajduje się na krążku. Zgromadzoną na widowni publiczność Wróblewski oczarował, rzucając wszystkich na kolana interpretacją doskonale znanego standardu. Jego gra była pełna energii i muzycznego humoru, słychać tu ogromny szacunek dla melodii, ale jednocześnie Ptaszyn gra po swojemu... Delikatne brzmienie saksofonu czasami zmienia się w masywne, pełne uniesień solo lidera, a towarzyszący mu muzycy dopełniają całości.

Ptaszyn nie stroni od dowcipnych komentarzy do wykonywanych utworów, skracają w ten sposób dystans do siebie jak i pozostałych członków kwartetu. Ma ogromne poczucie humoru i, mimo niekwestionowanej pozycji pioniera polskiego jazzu, posiada też wiele pokory i skromności.

A przecież to właśnie On był członkiem pierwszej polskiej formacji grającej modern jazz z prawdziwego zdarzenia – Sekstetu Komedy. Występ grupy na pierwszym Sopockim Festiwalu Jazzowym w 1956 roku został uznany za rewelację. Wróblewski w tym czasie grał na klarnecie i saksofonie barytonowym. Był członkiem międzynarodowej orkiestry International Newport Band z którą wystąpił na Newport Jazz Festival, jak również koncertował w Europie, m.in. w Brukseli na Expo’58.

Dzięki jego staraniom ukazał się w 1962 roku pierwszy polski longplay jazzowy „GO RIGHT” Kwintetu Andrzeja Kurylewicza, w którego składzie wystąpili: Andrzej Dąbrowski – perkusja Wojciech Karolak – fortepian Andrzej Roman Kurylewicz – trąbka Tadeusz Wójcik – kontrabas oraz Jan Ptaszyn Wróblewski – flet, saksofon tenorowy.

Można długo jeszcze wypisywać kolejne nazwy zespołów, w których Jan Ptaszyn Wróblewski grał, bądź był ich założycielem; kolejne pionierskie inicjatywy, których się podejmował i niezłomnie realizował, budując fundamenty dla kolejnych pokoleń. Jedno jest pewne - posiadane doświadczenie sprawia, że dzisiejszy Ptaszym brzmi jak nikt inny. Jego gra jest swobodna, a zarazem pełna artystycznej pokory. Po prostu dmucha w róg w sposób jak robił to Coleman Hawkins, John Coltrane, Sonny Rollins czy też Beny Webster - wszyscy wielcy ludzie, których słuchał w młodości i których muzyka wciąż sprawia, że czujemy przysłowiowe „ciary”.

Kolejne utwory z płyty „On the Roud vol 1” dokumentują jak potężnym warsztatem możliwości technicznych oraz brzmieniowych dysponuje Ptaszyn, mimo zaawansowanego wieku. Z drugiej strony wyraźnie widać, że Mistrz jest dziś na innym poziomie realizacji swoich muzycznych ambicji i fascynacji. Jest gotowy do zaakceptowania środka pomiędzy własną nieskrępowaną improwizacją a oczekiwaniami słuchaczy na chwytliwe melodie i zdecydowanie wyczuwalny rytm. Muzyk gra w sposób, który łączy pokolenia, znajdując w utworach wspólny mianownik, bez względu na wiek słuchacza.

Niczym kameleon, korzystając z posiadanych umiejętności i możliwości interpretacyjnych, Ptaszyn potrafi zmieniać koloryt i nastrój utworu. Słychać to niezwykle wyraźnie w otwierającej płytę autorskiej kompozycji „Altissimonica Part III” będącej jedną z części rozbudowanej suity na orkiestrę symfoniczną i improwizującego solistę (w oryginale napisaną dla Henryka Miśkiewicza). Utwór nawiązuje stylistycznie do zachowawczych nurtów muzyki XX w. (Bernstein, Gershwin, Holst). Tenor Ptaszyna brzmi mocno i zdecydowanie. Frazy są długie i soczyste, znakomicie wplatane w zaproponowany układ harmoniczny. Szkoda, że to tylko 15 minut! Świetnie prezentuje się sekcja rytmiczna w składzie Wojciech Niedziela – fortepian, Marcin Jahr – perkusja i Jacek Niedziela-Meira – kontrabas, którego w dwóch ostatnich utworach na płycie zastąpił Andrzej Święs. Ptaszyn zawsze bardzo skrupulatnie dobiera członków zespołu. Musi ich znać, musi być przysłowiowa chemia, aby funkcjonowała całość. Obecny skład kwartetu istnieje od ponad dwóch dekad, ukształtował się w połowie lat dziewięćdziesiątych. Do dziś ma na koncie niezliczoną ilość koncertów, nagrań, udziałów w festiwalach w kraju i zagranicą.

Muzyka prezentowana na płycie przez kwartet Jana Ptaszyna osadzona jest w jazzowej tradycji, wykorzystując jednocześnie elementy muzyki współczesnej. Nie jest to muzyka skomplikowana, ale nie jest również pozbawiona nowoczesnych brzmień i ciekawej formy. Sposób, w jaki została zaprezentowana kompozycja „Inwersja”, przypomina muskularny liryzm pioniera saksofonu tenorowego Colemana Hawkinsa, choć z charakterystycznym dla Mistrza sardonicznym zadęciem.

Płytę kończy utwór „Po Wielkim Niżu”. Nagranie pochodzi z Października 2020 roku z koncertu zarejestrowanego podczas Podlasie Jazz Festiwal w Białej Podlaskiej. Mamy tu zmianę w składzie kwartetu. W miejsce Jacka Niedziela-Meira pojawia się Andrzej Święs na kontrabasie. W początkowej fazie utworu słychać pewną powściągliwość. Charakterystyczne brzmienie saksofonu buduje klimat kompozycji. Improwizacja Ptaszyna trzyma się blisko melodii i, jak to ma w zwyczaju, przepracowuje ją następnie w porywający sposób. Fantastyczna gra całej sekcji rytmicznej jest fundamentem dla długich fraz lidera. Wojciech Niedziela znakomicie odnajduje się w tej stylistyce, a dynamiczne solo uzupełniane akcentami perkusji Marcina Jahr dodają ognia do całości. Brzmi to bardzo dobrze i czapki z głów drodzy Państwo - dla muzyki i wykonawców!

Siłą tych nagrań jest jazz grany na żywo. To dźwięk oraz surowa energia wsparta muzyczną inteligencją czynią tę płytę czymś wyjątkowym. Od pierwszych dźwięków nikt tu nie odpuszcza. Ta muzyka żyje i oddycha. Rytmy łączą się, nabierają rozpędu i oddziałują na ciało, by po chwili odpłynąć. Niezależne linie instrumentalne rozchodzą się i łączą, tworząc słuchową gęstwinę i mentalne kolory. Obrazy obfitują niezależnie od sugestywnych tytułów nadanych poszczególnym utworom (swoiste poczucie humoru Ptaszyna).

Charakterystyczne brzmienie kwartetu oraz gra lidera sprawiają, że odbiorca odczuwa komfort obcowania z muzyką, dźwiękami dobrze mu znanymi. Zarówno publiczność jak i cały kwartet doskonale się bawią, co słychać w entuzjastycznych reakcjach publiczności jak i samego Ptaszyna.

Ten wyjątkowy krążek nie rozczaruje żadnego miłośnika jazzu bez względu na staż, doświadczenie w odkrywaniu uroków muzyki synkopowanej, jak i tak zwanych starych wyjadaczy.

Często mówi się, że Jana Ptaszyna Wróblewskiego najlepiej słuchać na żywo. Tych kilka próbek dowodzi, że tak właśnie jest. Płyta jest bardzo dobrze nagrana, a w zbiorach naszego Mistrza zapewne znajduje się jeszcze bardzo dużo niewydanych nagrań koncertowych. Liczę na to, że jak wskazuje tytuł, jest to dopiero pierwszy tom takich realizacji muzycznych. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie ich o wiele, wiele więcej w nieodległej przyszłości.


środa, 15 grudnia 2021

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful vol. II (2021)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - grand piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

featuring:
Jan Ptaszyn Wróblewski
Zbigniew Namysłowski
Henryk Miśkiewicz
Maciej Sikała
Adam Wendt
Grzech Piotrowski

Saxesful vol. II (2021)

Tekst: Jacek Sołkiewicz

Wyobraźcie sobie gorące popołudnie. Jeden z tych dni, kiedy już nigdzie nie musicie się spieszyć. Zachodzące leniwie słońce faluje na horyzoncie, jest pomarańczowo. P-o-m-a-r-a-ń-c-z-o-w-o. Rynek a wokół niego kamienice ze spalonym upałem tynkiem. Pootwierane okna, delikatnie powiewające zasłony...budzi się ekscytacja nadchodzącym wieczorem. To może być Wasze miasto. To może być dowolne miasto. Przysiadacie na rynkowej ławce i nie spodziewając się niczego stajecie się mimowolnym uczestnikiem niewidzialnego koncertu. Taka okazja zdarza się bardzo rzadko zatem nie otwierajcie oczu i nasłuchujcie.

Pozwólcie by Piotr Schmidt i Jego Znakomici Goście przemówili w sposób w jaki tylko muzyka może przemówić. To ich język. Znany wszystkim od dekad, ale wciąż mówią nim nieliczni. Wyobraźcie sobie, że podczas gdy życie toczy się sielsko na rynku, w jednej z tych kamienic, w pięknej sali spotykają się cztery pokolenia muzyków jazzowych. Codzienność zderza się z niepowtarzalnością. Aż trudno słowami uchwycić romantyzm tego albumu i tej chwili. Jedna sesja a w niej legendy polskiej muzyki jazzowej i ci, którzy mają spore szanse dołączyć do tego znakomitego grona. Utwory znane, ograne, powszechnie uznawane za standardy.

Zatem, czy można było to zagrać tak by rynek stanął w miejscu? Jan ‘Ptaszyn’ Wróblewski, Henryk Miśkiewicz, Zbigniew Namysłowski, Wojciech Niedziela, Krzysztof Gradziuk, Maciej Garbowski i oczywiście spiritus movens projektu, Piotr Schmidt. Jazz All-Stars? Zapewne tak. Jednakże historia zna przypadki gdy takie galaktyczne składy niestety rozpływały się wraz z zadziwiająco rozrzedzonymi dźwiękami. To nie zawsze się udaje. Natomiast udaje się zawsze gdy jest wizja i przede wszystkim pomysł wszystkich muzyków na każdy takt ich obecności w muzyce.

‘Saxesful vol. II’ to modelowy przykład perfekcyjnego wykorzystania talentów wszystkich artystów biorących udział w projekcie. Wszystkie gwiazdy świecą, nie oślepiają i co najważniejsze, żadna z nich nie wchodzi na kurs kolizyjny. Cudowna symbioza rezultatem której są dźwięki docierające bez zbędnego lawirowania prosto do serca słuchacza. To album bezkompromisowy, ale nie w kwestii burzenia porządku jazzowego wszechświata tylko bycia sobą. Bycia tym, kim było się przez całą swoją karierę. To muzyka naznaczona osobowością każdego grającego, wręcz podpisana jego wrażliwością i stylem. Dlatego raz po raz uśmiechamy się do niej, ponieważ momentami z daleka słychać echa dokonań każdego artysty. Ta płyta emanuje niezwykłą emocjonalnością, płynącą do nas szerokim, ciepłym strumieniem z bardzo dalekiej przeszłości. Przeglądamy się w niej niczym w lustrze czasów minionych widząc świetność tych muzyków w całej swej okazałości. Nie dość, że podczas sesji zarejestrowano evergreeny to jeszcze zagrali je ci, którzy mają głośne przyzwolenie na ich dowolną interpretację. I z tego prawa wszyscy skwapliwie skorzystali. Tak oto powstała płyta, której słucha się z zapartym tchem, czekając na kolejny utwór i jego kolejne wcielenie. Jubilerski jazz. 24 karatowy. Muzyczny kruszec, którego wartość nie poddaje się inflacji czasu.

Album składa się z dwóch części - pierwszej, z wybranymi utworami z ‘Saxesful vol I’ i drugiej, ‘właściwej’, z zapisem sesji ‘Saxesful vol. II’. Niewątpliwie bonus w postaci selekcji części pierwszej jest miłym zaskoczeniem a dodatkowo pozwala odczuć różnicę między oboma wydawnictwami. I właśnie, ten ostatni fakt, jest dla mnie największym zaskoczeniem. Zdaję sobie sprawę, że utwory, które pojawiły się na ‘vol. II’ pochodzą z tej samej sesji co ‘vol. I’ a jednak… Możliwe, że to magia osobnych wydawnictw, możliwe, że czas zrobił swoje a możliwe, że…i tak, stawiam na to, dobrano zdecydowanie mocniej rezonujące utwory . Muzycznie, obie części są bardzo udane, ale to ta druga z nich ma w sobie pierwiastek magii.


Jak zwykle, trudno określić to słowami, jednakże aura najnowszej części niesie w sobie tę wspomnianą na początku ekscytację. Te dźwięki wirują wokół nas, zostawiając za sobą błyszczący pył swojego arcymistrzostwa. To ten rodzaj wirtuozerii, który przyciąga i przytrzymuje słuchaczy w bezruchu. 

Kokieteryjna nonszalancja Mistrzów, którzy zawsze grają na swoich zasadach.


Nie ma tu drogi na skróty, która przy tego typu standardach kusi wielu. Każda nuta zagrana jest z niezwykłą gracją i pietyzmem. Ta szczegółowość aranżacyjna zwraca uwagę już od pierwszej sekundy. 
Ornamentowość wykutej w złocie pięciolinii ‘Saxesful vol. II’ to wypadkowa miękkich zderzeń finezji, kunsztu i frywolności. Muzycy, których słyszymy na tym albumie, mogą sobie pozwolić na wiele i niewątpliwie robią to, ale z właściwym dla ikon wdziękiem i umiarem. 

Stąd taki ładunek emocjonalny tej płyty. Czy chcemy tego czy nie, wyobrażenie, że grają między innymi jazzmani tworzący fundamenty Polish Jazz, dominuje odsłuch. To taka piękna chwila, w której nagle wszystko staje się olśniewająco proste i bliskie. Nie ma zbędnych słów, labiryntów myśli…każda sekunda wybrzmiewa w naturalnym dla naszych serc rytmie. Jest galowo, jest wczesnowieczorno, jest cocktailowo, jest nobliwie, jest tak jak chcemy by było. Dzisiaj mało kto potrafi zagrać tak retroautentycznie. Ta sesja to cud pamięci przywołującej czasy, które mało kto wspomina.


Wystarczy posłuchać otwierającego ellingtonowskiego ‘Caravan’. Zwiewność, uniesienie i to wyczucie! 
Ta wersja wieje tak ognistym temperamentem, że trudno usiedzieć przy tym spokojnie w miejscu a jednocześnie zachowuje niesamowicie dystyngowany charakter. Wierzę, że taki perfekcyjny groove mogą osiągać jedynie wybitni muzycy.

Dalej jest niemniej wizytowo…’On the Sunny Side of the Street’ gra niczym soundtrack z naprawdę odległych, przedwojennych czasów i robi się naprawdę bardzo, ale to bardzo nostalgicznie. Bardzo podobnie jest także w ‘Cherokee’, który urzeka swoją niedzisiejszością, ale podaną w tak wyszukany sposób, że żadna z zagranych nut nie pokryła się patyną. To właśnie ogromny atut obu części ‘Saxesful’ - te skrawki historii jazzu zostały opowiedziane językiem teraźniejszości dzięki czemu dotrze ona do wielu.

Nawet wtedy, gdy zacznie grać nieśmiertelne ‘When I Fall in Love’ - cudowna puchowość tego utworu jest ponadczasowa a jednak, w tej wersji zyskuje ona kolejną klasę. Niespieszny, senny klimat azylu dla wszystkich, którzy zdecydowali się przestać biec. Płynne ciepło…stan umysłu zanurzonego w nieskazitelności.

Po czymś takim najlepiej obudzić się zjawiskową wersją ‘Footprints’ Wayne’a Shortera, w której znajdziecie wszystko to co najlepsze w tej genialnej kompozycji, ale, po raz kolejny, wyniesione na inny poziom. Lekkość, niemalże efemeryczność dźwięków zagranych niezwykle przestrzennie daje jakże bezcenne poczucie nieważkości. To moment prawdziwego oderwania na tej płycie. Trudno nie dać się ponieść tak zagranej muzyce.

Wieńczące ‘Ach śpij kochanie’, Henryka Warsa błogo wycisza i uświadamia nam niezliczoność sposobów zagrania tych samych dźwięków, emocji i słów…cóż za wersja! Śpiewali to Mieczysław Fogg, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza a teraz ten utwór dociera do nas w takiej postaci. Aksamitny magnetyzm na koniec…byśmy nawet nie pomyśleli, że to pierwszy i jedyny raz.


‘Saxesful vol. II’ to spotkanie z muzyką, którego nie wolno przekładać. Nieważne czy to zaskoczy Was w Waszym mieście czy gdziekolwiek indziej…jeśli usłyszycie ją dobiegającą w rynku, z okna kamienicy a może innego miejsca, zatrzymajcie się, ponieważ nieczęsto te sytuacje kończą się tak wzruszająco. Trzeba powiedzieć sobie jasno: instynktownie szukamy takich dźwięków, ale rzadko kiedy znajdujemy coś tak wartościowego. Czar tej płyty pozostanie na zawsze, ale świadomość ulotności chwili, w której została nagrana wprawia w szczerą zadumę. Trudno bowiem momentami oddzielić radość obcowania od kruchości wybrzmiewającego echa. Tym bardziej, iż dobiega ono do nas sprzed prawie 100 lat. Czas płynie, zmieniają się tylko jazzowe sztafety, które przekazują nam tę porcję wyjątkowych wrażeń a skoro obecnie jedna z nich biegnie tuż obok nas, wsłuchajmy się w każdy ich krok.

poniedziałek, 6 grudnia 2021

Piotr Schmidt Quartet - Dark Forecast (2020)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Walter Smith III - tenor saxophone (04, 05, 10)
Matthew Stevens - guitar (02, 06, 08)
Wojciech Niedziela - grand piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

Dark Forecast (2020)


Tekst: Jacek Sołkiewicz

Kiedy nagrywa się taki album jak 'Tribute to Stańko' to należy liczyć się z faktem, że wszyscy patrzą na...palce. Patrzą i słuchają co potrafią one zagrać po takiej odsłonie. To swoiste muzyczne 'sprawdzam' nadchodzi wraz z 'Dark Forecast' i jak dla mnie, Piotr Schmidt, razem z pozostałymi muzykami, pokazują, że presja, o ile takową odczuwali, może działać w niezwykle kreatywny sposób.

Podwójny album, pięknie wydany...lśniąca biel winyli wzmacnia doświadczenie całości. A dzieje się tu naprawdę sporo.

Słuchając tej muzyki ma się poczucie dryfowania na bliżej nieokreślonej częstotliwości. Są tu momenty kojące, są też takie, które wzmagają wiatr, ale sporo też w tym wszystkim odrealnienia, które powoduje, że czujemy się jak w obcej pamięci.

Dużo tu taśmy filmowej...i nie tylko z powodu dwóch utworów Krzysztofa Komedy. To jest po prostu tak zagrane, że kadry same pojawiają się przed oczami.Tym razem jednak, wyobraźnia jest ekranem, na którym Piotr Schmidt z Kwartetem wyświetla gotowy scenariusz...choć dla każdego inny, zaręczam.

Nastroje mieszają się tu bardzo delikatnie, ale to wystarczy by ta niezwykle podatna na impulsy dźwiękowe przestrzeń zmieniała co chwilę swoje oblicze. To ogromna zaleta tego albumu - cała opowieść ma doskonale skontrolowany rytm, dzięki któremu mamy czas na kontemplowanie piękna pojedynczych historii.

Nauka niespiesznego oddychania...po to by zanurzyć się bez oglądania za siebie.

Wyczuwam tu ogromny szacunek dla nut, dla każdego zagranego dźwięku. Niezwykła elegancja oplatająca słuchacza jest naturalnym zjawiskiem i należy się temu bezwarunkowo poddać. To cudowne uczucie gdy w powolny, bardzo metodyczny sposób, tracimy kontakt z rzeczywistością na rzecz obcowania z czymś tak dopełniającym naszą wrażliwość. Miękka, aksamitna czeluść. Nie odbija światła przez co przybiera dowolny kształt. Z takich głębin można wrócić tylko bogatszym w piękno, którego na próżno szukać na powierzchni.

Niesamowitość 'Dark Forecast' potęguje sposób w jaki muzycy funkcjonują we wszystkich kompozycjach. Muzycy absolutnie doskonali, dodam. Ani jednego dźwięku, który mógłby zakłócić narrację poszczególnych instrumentów. Taki sposób zgrania pozwala wybrzmieć każdemu dzięki czemu dociera do nas wszystko co ważne. To właśnie dlatego tak świetnie się tego słucha. 

Najnowszy album Piotra Schmidta to muzyka o tak dużej rozdzielczości, że trudno nazwać ją po prostu jazzem. Jazz to początek - im głębiej w dźwięk, tym zdecydowanie więcej płaszczyzn, na których słychać kunszt kompozytorski i horyzonty muzyczne. Niesamowita dojrzałość i zrozumienie sonicznego tętna. Dzięki temu, w trakcie odsłuchu, możemy dosłownie wybierać role w filmie, który nam się wyświetla.

Muzyka zagrana dla nas byśmy mogli grać siebie na wiele sposobów.

środa, 15 września 2021

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful vol. II (2021)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - grand piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

featuring:
Jan Ptaszyn Wróblewski
Zbigniew Namysłowski
Henryk Miśkiewicz
Maciej Sikała
Adam Wendt
Grzech Piotrowski

Saxesful vol. II (2021)


By Maciej Nowotny

Ta płyta, podobnie jak jej część pierwsza, okaże się niewątpliwie sukcesem. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości i to co najmniej z trzech powodów. Po pierwsze, obiektywnie rzecz biorąc jest to muzyka zagrana świetnie. Piotrowi Schmidtowi udało się namówić do współpracy jedną z najlepszych sekcji rytmicznych w tym kraju - Macieja Garbowskiego na kontrabasie i Krzysztofa Gradziuka na perkusji - których znamy z jednego z najlepszych i najdłużej grających polskich trio - RGG. Do tego dochodzi Wojtek Niedziela na fortepianie, zero komentarza, nazwisko mówi samo za siebie. To po prostu musiało dobrze zabrzmieć i brzmi, i to jak!

Po drugie, ten genialny w swojej prostocie marketingowy pomysł, aby zebrać saksofonistów o znanych nazwiskach, w wielu przypadkach muzyków otoczonych legendą, zresztą oczywiście świetnych, którzy wiele, niekiedy bardzo wiele zrobili dla polskiego jazzu, w takim czy innym momencie jego historii. Co ważne wszyscy oni aspirują w jakiejś mierze do własnego, indywidualnego dźwięku na saksofonie, a to jak wiadomo zawsze jest w jazzie najwyższą nobilitacją. 

Zatem takiej płyty nikt w Polsce, rozkochanej w benefisach, nie skrytykuje, wręcz przeciwnie. Ponieważ ta płyta jest po prostu świetna w warstwie wykonawczej, to ochom i achom nie będzie końca, i będziemy musieli uważać, żeby z nimi nie przesadzić i zachować miarę w pochwałach (niektórzy nie zachowają): tymczasem płyta ta jest bardzo dobra, ale nic ponadto.

Tylko, że jazzowy obywatel M., nie za bardzo jest zainteresowany czymś "ponadto". I tu dochodzimy do po trzecie: program płyty stanowi garść standardów, świetnie słuchaczom znanych, które słuchali setki razy, zagranych na olśniewającym poziomie, ale bez żadnych zaskoczeń. Płytę testowałem na znajomych. Podoba się po prostu wszystkim!!! Błagano mnie, aby zostawił egzemplarz do posłuchania. A kiedy wracałem to szła ona u niektórych "na okrągło". A zatem sukces!

Sukces? Mimo wszystko tak, ale przynajmniej dla mnie, nie z tych powodów, które wymieniłem powyżej. Niektóre z nich nawet mnie drażnią co jasno jak sądzę widać ze sposobu w jaki o nich opowiadam. Jest to zatem sukces z zupełnie innego powodu. Z powodu Piotra Schmidta. Śledzę jego karierę od samego poczatku. Pierwsze kroki dla mnie osobiście nie były porywające. Krytykowałem go za kurczowe trzymanie się standardów, jazzu traktowanego jak nowa muzyka klasyczna, zastygłego w przepięknej, ale skończonej formie. Nie robił sobie wiele z tej krytki, lecz szedł własną drogą. Dzisiaj jego trąbka brzmi piękniej niż kiedykolwiek. To de facto on trzyma tę płytę, on dominuje i tam, gdzie ma na to przestrzeń okazuje się najbardziej interesującym instrumentalistą ze wszystkich. Do tego objawił się jako lider potrafiący zmontować bardzo silny zespół i sformułować ideę, która przyciągnie publiczność. To olbrzymie osiągnięcie!

Zatem gratulucje. Ze szczerego serca. Ale... ale jak wyda trzecią część Saxesful, to zapowiadam, że nawet jaby się na tej płycie pojawił sam John Coltrane, nic nie powstrzyma mnie przed zaśnięciem.




czwartek, 13 czerwca 2019

Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet - Komeda. Moja Słodka Europejska Ojczyzna (2018)

Jan Ptaszyn Wróblewski Sextet 

Jan Ptaszyn Wróblewski – tenor saxophone
Henryk Miśkiewicz – alto saxophone
Robert Majewski – trumpet (CD1)
Łukasz Poprawski – soprano saxophone (CD2)
Wojciech Niedziela – piano
Sławomir Kurkiewicz – bass
Marcin Jahr - drums

Komeda. Moja Słodka Europejska Ojczyzna

PN 0190295700348 

By Krzysztof Komorek

Szczerze mówiąc, w pierwszym momencie mocno zdziwiła mnie zapowiedź wydania tego albumu. Podobnie jak wielu innych obserwatorów krajowej sceny jazzowej, nieco cierpiałem z racji nadmiaru komedowskich projektów (zwłaszcza tych średnio udanych) oraz wpychania za wszelką cenę dziedzictwa wybitnego kompozytora do kolejnych albumów. Zdumienie potęgowała osoba lidera, bowiem Jan Ptaszyn Wróblewski zawsze zdawał mi się osobą dokonującą przemyślanych wyborów artystycznych. Stąd może decyzja, by projektowi przyjrzeć się jednak uważniej. Decyzja ze wszech miar słuszna, bo sprawa nie okazała się wcale tak oczywista, jak wskazywałoby na to pierwsze wrażenie. I to z kilku równoprawnych powodów. 

Pierwszy z nich to nagrany materiał. Uznawany przez samego Komedę (jak wieść głosi) za najważniejsze dzieło życia, powstały w roku 1967 i wydany w Niemczech zbiór "Meine Süsse Europäische Heimat - Dichtung Und Jazz Aus Polen” – łączy polską poezję (wiersze m.in. Szymborskiej, Miłosza, Herberta, Ważyka czy Przerwy-Tetmajera przełożone na niemiecki przez Karla Dedeciusa) z polską muzyką. Nigdy jednak nie doszło do zarejestrowania czysto instrumentalnej wersji dzieła. Chociaż kilka muzycznych fragmentów płyty pojawiło się potem w zmienionej niekiedy formie na innych albumach Komedy – "Temat dla jednego, a wariacje dla drugiego świata" jest pierwowzorem "Nighttime Daytime Requiem", dobrze znane są "Litania" i "Po katastrofie".

Po drugie, płyta firmowa przez Ptaszyna Wróblewskiego nie jest owocem pochopnej decyzji. Pierwotnie całość przygotowywano do widowiska z udziałem Andrzeja Seweryna, recytującego wiersze. Spektakl zamykał w 2013 roku Letnią Akademię Jazzu organizowaną przez łódzki klub Wytwórnia. Jeszcze w trakcie prac zdecydowano się na opracowanie i nagranie wersji instrumentalnej. Doszło do tego dzień po koncercie, w tej samej sali, ale już bez udziału publiczności. Trzy lata później ową instrumentalną całość przedstawiono na Polish Jazz Fetsival w Tomaszowie Mazowieckim, a koncert ów także został nagrany. Materiał, jak widać, przeleżał nieco na półkach. Koniec końców w momencie finalizowania decyzji wydawniczych Jan Ptaszyn Wróblewski stanął przed koniecznością wyboru wersji, która miała się ukazać. Na szczęście dla nas, słuchaczy, decyzji tej nie udało mu się podjąć i do rąk publiczności trafił album dwupłytowy.

Program obu płyt jest wprawdzie dokładnie taki sam - różnicę stanowi jedynie zapowiedź lidera rozpoczynająca koncertową wersję – ale jak wspomniałem, możliwość posłuchania obu rejestracji jest niezwykle cenna. Przede wszystkim ze względu na odmienne składy, które wystąpiły przy każdej z okazji. W studyjnym nagraniu w sali Wytwórni w sekcji dętej zagrali Ptaszyn, Henryk Miśkiewicz oraz trębacz Robert Majewski. Podczas koncertu tego ostatniego zastąpił saksofonista Łukasz Poprawski, tworząc w ten sposób unikalne w odczytaniu Komedy saksofonowe trio tenoru, altu i sopranu. Obydwu części słucha się znakomicie. Każda z wersji przynosi solidną porcję znakomitej, nowoczesnej muzyki. Trudno nie pochwalić instrumentalistów – obok wspomnianych dęciaków, wyróżnia się jeszcze Wojciech Niedziela. Choć po prawdzie będzie to jedynie wskazanie pierwszych pośród równych w całym ansamblu.

Nad samą muzyką nie będę się tutaj więcej rozwodził. O twórczości Komedy pisano równie często, jak ją nagrywano. Ponadto dołączona do wydawnictwa książeczka zawiera między innymi obszerną analizę "Mojej słodkiej europejskiej ojczyzny" pióra Bogdana Chmury, do której odsyłam zainteresowanych. Warto wspomnieć, że opracowania kompozycji dokonał Ptaszyn na podstawie wydanych w Niemczech nagrań, wspomagając się jedynie oryginalnymi partyturami Komedy. Sam mogę jedynie "podbić" wyrażane zewsząd komplementy i zachwyty. Od pierwszego przesłuchania nie miałem wątpliwości, że to jedna z najważniejszych płyt roku 2018. Co potwierdziłem umieszczeniem albumu w moim Top 10 ubiegłych dwunastu miesięcy. Decyzję i dziś uważam ze wszech miar słuszną.

czwartek, 3 stycznia 2019

Adam Wendt And Friends – Rhythm & Jazz (2018)

Adam Wendt And Friends

Adam Wendt - saxophone
Wojciech Niedziela - piano
Zbigniew Wrombel - bass
Marcin Jahr - drums

Rhythm & Jazz

SOLITON 862



By Adam Baruch

This is an album by veteran Polish Jazz saxophonist/composer Adam Wendt recorded in a quartet setting with pianist Wojciech Niedziela, bassist Zbigniew Wrombel and drummer Marcin Jahr. American trumpeter Randy Brecker guests on two tracks and guitarist Dean Brown on one track. The album presents nine original compositions, all by Wendt. The album was beautifully recorded at the RecPublica Studios and engineered by Lukasz Olejarczyk and offers a truly spectacular sound,

The music, as the title suggests, is all mainstream Jazz that emphasizes the Rhythm And Blues stream in American Jazz popular in the 1950s and 1960s. It is pretty astounding how American this music sounds, although it is completely "Made in Poland"! When blindfold tested this music might have been identified as a "lost" Cannonball Adderley album. For the Jazz cognoscenti the Adderley's great hit "Mercy, Mercy. Mercy" comes immediately to mind when this music plays, but we should remember it was written by Joe Zawinul, who was as European as they come. Niedziela's vamping on this album and his piano parts are a great tribute to Zawinul.

The execution is absolutely perfect in every respect – the sound, the beat, the feel and everything else sounds like top American musicians at work. But considering the fact that these are original compositions, one can only take the hat off in full respect and admiration.

Although this album does not overall offer anything new or unexpected, it presents a truthful reproduction and a tribute to the lighter side of American Jazz, with originally contributed music, which does hold its ground perfectly. For the many enthusiasts, who still love this kind of Jazz, this album is a true delight and an irrefutable proof that "White Man Can Jump", especially if they are Polish.

piątek, 7 grudnia 2018

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela – Tribute To Tomasz Stańko (2018)

Piotr Schmidt Quartet feat. Wojciech Niedziela

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztog Gradziuk - drums

Tribute To Tomasz Stańko

SJ 038


By Adam Baruch

This is an album by Polish Jazz trumpeter / composer / bandleader / entrepreneur Piotr Schmidt, recorded in a quartet setting with pianist Wojciech Niedziela, bassist Maciej Garbowski and drummer Krzysztof Gradziuk. The album presents twelve compositions, eight of which are credited to all four members of the quartet, two were composed by Schmidt and one each were composed by Krzysztof Komeda and Bartek Pieszka.

The death of the Polish / European Jazz icon, trumpeter / composer / bandleader Tomasz Stańko, in June of 2018, marked an end of a chapter, or rather an end of an era in European Jazz. Although in recent years many of the most prominent representatives of post WWII European Jazz sadly departed, Stanko was in many respects more than most an epitome of modern European Jazz and his life and career exemplified the most important characteristics of the idiom. His relentless search of uncharted territory, complete disregard of fads and fashions, his open-mindedness and chameleonic, often extremely dramatic changes in his stylistic approach to Jazz and above all his aesthetics, with reminded uncompromising till the very end, were all also often characteristic of many other leading European Jazz Masters, who managed to create an entirely new form of the Jazz essence, completely free of the limitations and shackles enslaving the genre in the past.

Tributes are a tricky business, especially so in the case of iconic figures, which were active for decades and managed to produce not only a rich legacy of recorded music, but more importantly were constantly groundbreaking and innovative. How can a "tribute" album express a respectful and artistically coherent picture of an icon? It takes a lot of courage and determination to attempt a tribute recording, which will be meaningful and offer some intrinsic value beyond being just a reflection of the light of a Giant, with the possibility of failure always lurking in the background.

Considering the fact that Stanko's legacy was to a large extent involved with Avant-garde, Improvised Music and Free Jazz, whereas Schmidt consistently dedicates his career to more mainstream manifestations of the Jazz idiom, always emphasizing melody, harmony, ambience and lyricism, the first reaction to the idea of Schmidt recording a Stańko tribute might be that of disbelief and surprise. But Schmidt already proved to be a mastermind of invention in the past and this time he has surely outdone himself, by finding an ingredient of Stańko's legacy that fits like a glove to his own modus operandi. As a result Schmidt, rather than creating a "general" tribute to Stańko, decided to put the spotlight on the gentler side of the Stańko's heritage – Stańko the charmer, the balladeer, the weaver of heartbreakingly beautiful melodies, in short Stańko the Gentle Giant.

The resulting concept presents an album full of beautiful, melodic, lyrical Jazz, which strongly resembles that gentle side of Stanko that we all love, but at the same time is completely original as far as the music itself is concerned. The atmosphere and ambience of the album are wonderfully coherent and the music flows serenely penetrating directly the very soul of the listener. The decision of not using and specific tunes composed by Stańko, but creating instead music that "might have been composed" by him is of course brilliant in every respect.

The quartet performing the music is ideal for the task. Garbowski and Gradziuk played with Stańko in the recent years and know his music intimately, and their position as one of the leading Polish Jazz rhythm sections is fully justified. They add the ingredients of space and freedom to the quartet's playing, which is exactly what this music needs to make it completely unwavering and related to Stańko's musical spirit. Niedziela is beautifully romantic and expressive, with each and every note he plays being exactly what is needed to make the overall sound perfect. Schmidt plays delightfully as well, rather sparingly and delicately, again exactly right for what this music needs. At times, with the eyes closed, his trumpet sounds exactly like Stanko's, but obviously Schmidt is not trying to imitate Stańko's playing but, as the entire album does, reproduce the very Stańkoish ambience and spirituality.

Overall this is a wonderfully executed and cleverly planned piece of music, which achieves the ambitious goal assigned to it in full. It is also a textbook example of what "tribute" albums should sound like, as well as a wonderful example of a bridge over a chasm of the infamous generation gap, which enables a smooth transition of the heritage from one generation to another. Polish Jazz at its best!

niedziela, 2 września 2018

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful (2018)

Piotr Schmidt Quartet

Piotr Schmidt - trumpet
Jan Ptaszyn Wróblewski - saxophone
Zbigniew Namysłowski - saxophone
Henryk Miśkiewicz - saxophone
Piotr Baron - saxophone
Maciej Sikała - saxophone
Adam Wendt - saxophone
Grzech Piotrowski - saxophone

Wojciech Niedziela - piano
Maciej Garbowski - double bass
Krzysztof Gradziuk - drums

Saxesful

SJ 032

By Jędrzej Janicki

Dziesiąta autorska płyta w dziesiątą rocznicę muzycznej aktywności to doskonały powód do świętowania. Z podobnego założenia wychodzi trębacz Piotr Schmidt, którego album "Saxesful" jest swego rodzaju ukoronowaniem dotychczasowej kariery. Schmidt znany jest głównie jako znakomity trębacz, natomiast jego niespełnioną miłością pozostaje saksofon. Nic więc dziwnego, ze do swojego ostatniego projektu zaprosił absolutną czołówkę polskich saksofonistów. Efektem pracy tak zacnego grona jest naprawdę udany album.

Owe sławy polskiego saksofonu jazzowego, które wzięły udział w nagraniu płyty, to Henryk Miśkiewicz, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Maciej Sikała, Piotr Baron, Grzech Piotrowski i Adam Wendt. Trudno wyobrazić sobie jakikolwiek podręcznik do historii polskiego jazzu, w którym te nazwiska nie byłyby wymienione, co podkreśla tylko jak dużym szacunkiem i uznaniem darzony jest Schmidt w muzycznym środowisku. Sukcesu tak dużego przedsięwzięcia nie byłoby jednak bez trzech muzyków, którzy uzupełniają skład "podstawowego" kwartetu Schmidta. Trojkę tę stanowi pianista Wojciech Niedziela (wieloletni muzyczny kompan Schmidta – panowie stworzyli wspólnie chociażby kameralną płytę "Dark Morning") oraz kontrabasista Maciej Garbowski i perkusista Krzysztof Gradziuk, czyli fundamenty genialnego tria RGG.

Całe "Saxesful" zdominowane jest przez eleganckie interpretacje klasycznych utworów muzyki jazzowej, mieszczące się raczej w jej głównym, mainstreamowym nurcie. Rzecz jasna, nie jest to zarzut, wszak nie każda płyta musi być rewolucyjnym eksperymentem. To wyważone granie, w którym bardzo dużo przestrzeni otrzymują zaproszeni goście. Fantastycznie wypada nestor polskiej muzyki Jan Ptaszyn Wróblewski w utworze "You Don’t Know What Love Is", jazzowym standardzie, po którego bardzo chętnie sięgają muzycy różnych stylistyk (przypomina się od razu świetna wersja Lee Konitza z Joe Hendersonem). Ptaszyn w niczym jednak nie ustępuje swoim amerykańskim kolegom po fachu i z właściwym sobie urokiem tworzy przepiękną balladę o bardzo romantycznym i melancholijnym nastroju. Świetnie brzmi również bluesowa wręcz melodyjność utworu "Blue Monk" genialnego Theloniousa Monka. Odrobina chropowatości w partiach Piotra Schmidta, a zwłaszcza Adama Wendta, przenosi nas w zupełnie inną rzeczywistość, z której bardzo trudno się później wyrwać i wrócić do tak zwanej „normalności”.

"Saxesful" to płyta, którą traktować należy raczej jako hołd złożony wybitnym polskim saksofonistom i jazzowi samemu w sobie. Jako nagranie niosące radość z samego obcowania z muzyką sprawdza się naprawdę doskonale. Panteon gwiazd zgromadzony przez Schmidta zapewnia różnorodność stylistyczną i pokazuje przeróżne oblicza saksofonu. Właśnie dzięki tej różnorodności "Saxesful" (choć jest albumem długim) nie nuży nawet w najdrobniejszym fragmencie. Godnym najgłośniejszych oklasków jest, że pomimo tylu zaproszonych osobistości, kwartetowi Schmidta udaje się wypracować własne rozpoznawalne brzmienie. To nie jest płyta-ciekawostka, lecz kawałek historii jazzu i naprawdę świetnego grania. Doprawdy, przepiękne te urodziny, które urządził sobie Piotr Schmidt.

piątek, 17 sierpnia 2018

Piotr Schmidt Quartet - Saxesful - premiera nowej płyty 01.09.2018


1 września wielbiciele jazzu oraz muzyki improwizowanej staną się uczestnikami wyjątkowego wydarzenia. Tego dnia odbędzie się premiera płyty Piotr Schmidt Quartet – "Saxesful", z plejadą najbardziej znanych saksofonistów polskiego jazzu, której towarzyszyć będzie seria koncertów w największych salach koncertowych w całej Polsce. Będzie to 10-ta autorska płyta trębacza przypadająca w 10-tą rocznicę jego działalności artystycznej. 

Jeden z najlepszych trębaczy polskiego jazzu, Piotr Schmidt, zaprosił do swojego kwartetu pianistę Wojciecha Niedzielę, znanego choćby z wieloletniej współpracy z Janem Ptaszynem Wróblewskim. Schmidt współpracuje z nim regularnie od 3 lat oraz nagrał i wydał dokładnie rok temu płytę "Dark Morning". Do sekcji rytmicznej trębacz tym razem zaprosił Macieja Garbowskiego oraz Krzysztofa Gradziuka, znanych z tria RGG.

Jako goście specjalni na płycie wystąpili jedni z najwybitniejszych i najbardziej znanych polskich saksofonistów jazzowych, a wśród nich: Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Henryk Miśkiewicz, Grzech Piotrowski, Maciej Sikała, Piotr Baron oraz Adam Wendt. Mistrzowie towarzyszyć będą zespołowi Piotr Schmidt Quartet także na trasie koncertowej, która zagości w wielu filharmoniach w Polsce! 

Po premierze 1 września szykuje się także trasa koncertowa. Będą to m.in. Filharmonia Śląska, Podkarpacka, Bałtycka, Częstochowska, Dolnośląska, a także duża sala wrocławskiego Impartu. Repertuar zespołu to hity muzyki jazzowej: znane standardy we własnych aranżacjach plus kilka niespodzianek. Jest to 32 płyta wydawnictwa SJ Records.


Piotr Schmidt, urodzony w 1985 roku trębacz jazzowy, producent muzyczny, wydawca, lider zespołów, wykładowca na AM w Katowicach oraz na Instytucie Jazzu w PWSZ w Nysie. Absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach, na której w czerwcu 2016 roku uzyskał tytuł doktora w dziedzinie sztuk muzycznych. Piotr Schmidt jest stypendystą University of Louisville, Kentucky, USA 2006, ponadto w okresie debiutanckim w latach 2006 - 2010 zdobył wiele indywidualnych nagród i Grand Prix na najbardziej prestiżowych konkursach jazzowych organizowanych w Polsce i w Europie.

Piotr Schmidt ma na swoim koncie dziewięć wydanych, autorskich płyt w tym trzy z zespołem Piotr Schmidt Electric Group (Schmidt Electric). Od siedmiu lat w czołówce ankiety Jazz Top magazynu Jazz Forum jako jeden z najlepszych trębaczy polskiego jazzu. Współpracował m.in. z takimi muzykami jak: Walter Smith III, Alex Hutchings, Ernesto Simpson, Grzegorz Nagórski, Dante Luciani, Zbigniew Namysłowski, Jan Ptaszyn Wróblewski, Maciej Sikała, Piotr Baron, Wiesław Pieregorólka, Grzech Piotrowski, Adam Wendt, Wojciech Karolak, Wojciech Myrczek, Apostolis Anthimos, Marek Napiórkowski, Dominik Wania, Paweł Kaczmarczyk, Paweł Tomaszewski, Kazimierz Jonkisz, czy Michał Barański. Także z artystami popularnej estrady: Krystyna Prońko, Ewa Bem, Kuba Badach, Ten Typ Mes (Piotr Szmidt) i Miuosh. Piotr Schmidt jest również właścicielem wydawnictwa SJRecords, które w ciągu siedmiu lat istnienia wydało 31 płyt.

piątek, 18 maja 2018

Piotr Schmidt/Wojciech Niedziela – Dark Morning (2017)

Piotr Schmidt/Wojciech Niedziela

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - piano

Dark Morning

SJ 024




By Adam Baruch

This is the debut album by the Polish Jazz duo comprising of trumpeter/composer Piotr Schmidt and pianist/composer Wojciech Niedziela. The album presents twelve original compositions, nine by Niedziela, two by Schmidt and one co-composed by them both.

Separated by a generation gap (Schmidt born 1985 and Niedziela born 1961), they share not only their Silesian roots, but first and foremost their deep love of Jazz music. This quite unexpected duo brings Schmidt back to his Jazz roots, which he partially abandoned lately in favor of more electric endeavors, but proves that he is definitely able to play almost completely traditionally.

The music is deeply rooted in the Polish Jazz idiom, with melancholic and lyrical themes, delicately and subtly performed in perfect harmony and concord by these two superb musicians. They manage to create a full musical experience, which perfectly holds water, emphasizing the beauty and sincerity of the musical contents.

The age and stylistic differences out the window, they simply perform as one symbiotic entity, complementing each other wonderfully. Schmidt's acoustic trumpet sound is refreshing and he wisely does not avoid committing small "imperfections", which add a charm to the proceedings and testify as to its spontaneity and authenticity. Niedziela, in charge of the harmonic background and musical flow, is beautifully minimalistic and avoids being overbearing. The music is perfectly balanced between the two instruments and is a pure pleasure to listen to from start to finish.

Overall this is a quiet, contemplative album, which in spite of its apparent minimalism is full of wonderful music, which is performed with elegance and deeply aesthetic devotion. For lovers of melodic mainstream Jazz, which is able to make the listener think out of the box, this album is an absolute must. Lush, velvety and sensuous, this is a small gem of an album, which happens only once in a blue moon. Wholeheartedly recommended!

poniedziałek, 4 września 2017

Piotr Schmidt/Wojciech Niedziela - Dark Morning (2017)

Piotr Schmidt/Wojciech Niedziela

Piotr Schmidt - trumpet
Wojciech Niedziela - piano

Dark Morning

SJ RECORDS 024 2017




By Krzysztof Komorek

Zawsze z entuzjazmem sięgam po tego rodzaju nagrania: duetowe spotkania uznanych wykonawców. I chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się przy tych okazjach żadne rozczarowanie. Owszem, często narzekałem, że brakuje takich wydawnictw w naszym kraju, dlatego już sama zapowiedź pojawienia się "Dark Morning" była dla mnie ekscytującą wiadomością. Prawie godzinne spotkanie z Piotrem Schmidtem i Wojciechem Niedzielą także nie sprawiło mi zawodu. Co więcej: poziom zadowolenia z obcowania z muzyką obu Panów wzrastał z każdym kolejnym przesłuchaniem płyty. 

Tuzin nagrań to w większości kompozycje Wojciecha Niedzieli, uzupełnione dwoma napisanymi wspólnie i dwoma autorstwa Piotr Schmidta. Znajdziemy tu utwory znane z innych albumów obydwu artystów – wydanego w tym roku "Live" grupy Schmidt Electric czy wcześniejszych autorskich wydawnictw Wojciecha Niedzieli "To Kiss The Ivories" i "Domingo’s Tunes". 

Płyta utrzymana jest w klimacie raczej spokojnym, choć muzycy potrafią zaskoczyć nieco szybszymi czy nawet ostrzejszymi fragmentami. Takimi wyjątkami są kierujący myśli słuchacza ku nowoorleańskim korzeniom jazzu "Sanostol", kapitalnie korespondujący z nim, żartobliwy krótki ragtime "Fragtime" zagrany solo przez pianistę, czy znakomity "Przestwór", gdzie konwersacja Schmidta i Niedzieli obiera wielce ciekawy kurs w stronę muzyki improwizowanej. Poza tym zwracają uwagę melodyjne "To Kiss The Ivories" i "Paderewa Waltz" - oba w typie klasycznych jazzowych standardów - a ukontentowanie podkreśla delikatna końcówka w postaci nastrojowych "Long Days Lonely Nights" (dwa krótkie intra do tego utwory wplecione są pomiędzy wcześniejsze nagrania) i "Cassimir". 

Jakże przyjemnie słucha się "Dark Morning". Nie należy się sugerować mrocznym tytułem, bo – przynajmniej w moim odczuciu – album nie jest absolutnie ponury. Poranki, ale i inne chwile w ciągu dnia, spędzone z muzyką Piotr Schmidta i Wojciecha Niedzieli zaliczyć będzie można bez wątpienia do udanych. Co sprawdziłem osobiście i o czym z przyjemnością zaświadczam.

środa, 23 sierpnia 2017

Piotr Schmidt & Wojciech Niedziela Duo - Dark Morning - premiera 01.09.2017


Już 1 września ukaże się więc pierwsza płyta formacji Piotr Schmidt & Wojciech Niedziela Duo pt. "Dark Morning". Krążek zostanie wydany nakładem wytwórni SJ Records. 

Jeden z najważniejszych trębaczy młodego pokolenia i uznany mistrz pianistyki jazzowej – Piotr Schmidt i Wojciech Niedziela połączyli swe siły we wspólnym projekcie. Od początku 2016 roku regularnie koncertują w całej Polsce. Ich projekt dojrzał i z tego powodu artyści spotkali się pod koniec czerwca 2017 roku w studio Jazovia w Gliwicach i w doskonałych warunkach nagrali dwanaście unikatowych kompozycji.


Piotr Schmidt, urodzony w 1985 roku trębacz jazzowy, producent muzyczny, wydawca, lider zespołów, wykładowca w AM w Katowicach oraz w Instytucie Jazzu w PWSZ w Nysie. Absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach, na której w czerwcu 2016 roku uzyskał tytuł doktora w dziedzinie sztuk muzycznych. Schmidt jest stypendystą University of Louisville, Kentucky, USA 2006, ponadto w okresie debiutanckim w latach 2006 - 2010 zdobył wiele indywidualnych nagród i wyróżnień. 

Piotr Schmidt ma na swoim koncie dziewięć wydanych, autorskich płyt w tym trzy z zespołem Piotr Schmidt Electric Group (Schmidt Electric). Współpracował m.in. z takimi muzykami jak: Walter Smith III, Alex Hutchings, Ernesto Simpson, Grzegorz Nagórski, Dante Luciani, Maciej Sikała, Piotr Baron, Wiesław Pieregorólka, Grzech Piotrowski, Wojciech Karolak, Wojciech Myrczek, Apostolis Anthimos, Marek Napiórkowski, Dominik Wania, Paweł Kaczmarczyk, Paweł Tomaszewski, Kazimierz Jonkisz, czy Michał Barański. Także z artystami popularnej estrady: Krystyna Prońko, Ewa Bem, Kuba Badach, Ten Typ Mes (Piotr Szmidt) i Miuosh. Piotr Schmidt jest również właścicielem wydawnictwa SJRecords, które w ciągu sześciu lat istnienia wydało 24 płyty docenione przez ludzi o wyrafinowanym guście i smaku, dziennikarzy muzycznych i fanów jazzu.

wtorek, 20 czerwca 2017

Czwartek Jazzowy z Gwiazdą - Janusz Muniak Tribute Quartet - Gliwice, 22.06.2017


Wojciech Niedziela - fortepian
Jarosław Bothur - saksofon

Adam Kowalewski - kontrabas
Łukasz Żyta - perkusja


22.06.2017, Klub Muzyczny 4art, Gliwice
Bilety: 20 zł przedsprzedaż / 25 zł w dniu koncertu


31 stycznia minął rok od pożegnania jednego z najwybitniejszych saksofonistów i osobowości polskiego jazzu – Janusza Muniaka. Mieliśmy to szczęście, że gościliśmy kilkukrotnie Mistrza w Śląskim Jazz Clubie w ramach projektu Czwartek Jazzowy z Gwiazdą. Stąd też chcemy oddać w ten sposób hołd temu wielkiemu twórcy.

Nie znajdziemy miłośnika jazzu, dla którego obca byłaby ta barwna postać. Dla wielu z nas był mistrzem i inspiracją. Dlatego też, czterech wybitnych polskich muzyków w składzie: Wojciech Niedziela (fortepian), Jarosław Bothur (saksofon), Adam Kowalewski (kontrabas) i Łukasz Żyta (perkusja) postanowili złożyć hołd jego twórczości tworząc projekt Janusz Muniak Tribute Quartet.

Wojciech Niedziela - czołowy pianista jazzowy, obecny na polskiej scenie jazzowej od początków lat 80-tych. Przez wiele lat pełnił rolę lidera zespołu New Presentation z solistami w osobach Lory Szafran i Piotra Wojtasika. Wziął udział w nagraniu 35 płyt, min z Janem Ptaszynem Wróblewskimi, Piotrem Baronem, Henrykiem Miśkiewiczem, Michałem Kulentym, Piotrem Wojtasikiem, Zbigniewem Namysłowskim, Krzysztofem Popkiem, Jackiem Niedzielą, Maciejem Sikałą i innymi. Cztery płyty firmował własnym nazwiskiem - "New Presentation - Trio", "Lonesome Dancer", "To Kiss The Ivories" i "Domingos Tunes". Wojciech Niedziela jest wieloletnim członkiem Kwartetu i Sextetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego, z którym związany jest od połowy lat 90-tych do dnia dzisiejszego. Nominowany został do Nagrody Fryderyka za autorską płytę "To Kiss The Ivories" oraz album Ptaszyna Wróblewskiego "Real Jazz". Koncertował w wielu krajach Europy, a także na Kubie i w USA - w słynnym nowojorskim klubie Birdland. Towarzyszył wybitnym amerykańskim jazzmanom podczas ich koncertów w Polsce (Bobby Watson, Mike Mainieri, Jack Walrath,Dave Friedman,Dave Liebman, Bill Mollenhof, Eddie Henderson ). Akompaniował też wielu znanym wokalistkom jazzowym - Urszuli Dudziak, Grażynie Auguścik, Dorocie Miśkiewicz, Ewie Urydze i uznanym liderom takim jak Michał Urbaniak, Janusz Muniak czy Eryk Kulm.

Jarosław Bothur - jeden z najzdolniejszych polskich saksofonistów jazzowych młodego pokolenia. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w programie "Młoda Polska". Absolwent Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Laureat Honorowego Medalu "Primus Inter Pares" Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, dla najlepszego absolwenta roku 2011. Figuruje w pierwszej dziesiątce ankiety JAZZ TOP magazynu Jazz Forum w kategorii "Saksofon Tenorowy". Współpracował z wieloma czołowymi polskimi muzykami jazzowymi: Zbigniewem Wegehauptem, Januszem Muniakiem, Piotrem Baronem, Michałem Miśkiewiczem, Jerzym Małkiem, Arkiem Skolikiem, Marianem Pawlikiem. Jest muzykiem polskiej edycji orkiestry światowej sławy kompozytorki Marii Schneider.

Adam Kowalewski - absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, od 1999 także wykładowca tego wydziału, w klasie kontrabasu i gitary basowej. Współpracował i współpracuje od wielu lat z czołówką polskich muzyków jazzowych takich, jak: Janusz Muniak, Jan Ptaszyn Wróblewski, Tomasz Szukalski, Tomasz Stańko, Piotr Baron, Piotr Wojtasik, Leszek Możdżer, Adam Pierończyk, Jarosław Śmietana, Eryk Kulm, i wielu innych. W swoim dorobku artystycznym ma również współpracę u boku takich międzynarodowych gwiazd, jak m.in. Bennie Maupin, Eddie Henderson, Gary Bartz, John Abercrombie, Jeff Beck, John Purcell, Kevin Mahogany. Uczestnik wszystkich ważniejszych festiwali jazzowych w Polsce i wielu za granicą (m.in. w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Szwecji, we Włoszech, na Litwie, w Rosji, Meksyku, Izraelu, Australii, Japonii, Chinach, Korei Południowej, Libanie czy Turcji).

Łukasz Żyta - zadebiutował na jazzowej scenie w 1993 roku, biorąc udział w konkursie Jazz Juniors w Krakowie z zespołem Youth Formation. Z zespołem Joint Venture został laureatem I nagrody na tym festiwalu w 1995, na Festiwalu Standardów Jazzowych w Siedlcach (1996) oraz nagrody dla najbardziej obiecującej grupy na Europ’ Jazz Contest w Hoelaart (1996), jest laureatem I nagrody Konkursu Perkusistów Jazzowych w Grodzisku Mazowieckim (1998). Otrzymał również wyróżnienie indywidualne na Festiwalu Jazz nad Odra we Wrocławiu (1998). Muzycy, z którymi współpracował i nagrywał, to m.in. Janusz Muniak , Jan Ptaszyn Wróblewski, Tomasz Szukalski, Zbigniew Namysłowski, Andrzej Olejniczak, Adam Pierończyk, Kuba Stankiewicz, Piotr Wojtasik, Piotr Baron, Andrzej Cudzich, Grzegorz Nagórski, Jarosław Śmietana, Henryk Miśkiewicz, Darek „Oles” Oleszkiewicz, Michał Tokaj, Piotr Wyleżoł, Aga Zaryan, Grażyna Auguścik, Urszula Dudziak, Iza Zając, Ewa Bem, David Doruzka, Jaromir Honzak, Lee Konitz, Bennie Maupin, Greg Osby, Gary Thomas, Chris Cheek, Dino Saluzzi, Dan Tepfer, David Murray, David Friedman, Bobby Watson, Brad Terry, Tuna Otenel, William Galison, Steve Logan i in. Występował na wielu festiwalach jazzowych w kraju i zagranicą. Nagrał ponad 30 płyt.

czwartek, 10 listopada 2016

Czwartek Jazzowy z Gwiazdą - Piotr Schmidt & Wojciech Niedziela Duo !!!


Scena Klubu Muzycznego 4art
ul. Wieczorka 22
44-100 Gliwice
www.4artgliwice.com
Bilety: 15 zł (do nabycia w Klubie Muzycznym 4art)


Rok jubileuszowy dla Stowarzyszenia Muzycznego Śląski Jazz Club, więc i sam cykl Czwartek Jazzowy z Gwiazdą będzie wyjątkowy w tym roku. Jak też ławo zauważyć, mamy w tym roku pewną kumulację jesienną, a to ze względu na fakt, że jesienią świętujemy jubileusz 60-lecia Stowarzyszenia Muzycznego Śląski Jazz Club, czyli najstarszego stowarzyszenia jazzowego w kraju.

I znowu będziemy się chwalić twórcami związanymi ze Stowarzyszeniem. Tym razem w sposób podwójny. Nie dość, że wieloletni członek SJC, to jeszcze związany ze Śląskim Jazz Clubem od najmłodszych lat. To właśnie tutaj jako nastolatek zaczynał udzielać się po raz pierwszy na jamach. Jakby tego było mało, w domu panowała bardzo muzyczna atmosfera. Ojciec naszego młodego muzyka był pianistą, a w okresie późniejszym teoretykiem, historykiem muzyki i wykładowcą akademickim. Od samego początku związany też był z Stowarzyszeniem, bo … był przy jego narodzinach. Tak, ojciec to profesor Andrzej Schmidt, a syn to doskonale znany w środowisku Piotr Schmidt, który już nie raz współpracował z gwiazdami europejskiej i amerykańskiej sceny jazzowej. Tym razem połączył siły z Wojciechem Niedzielą, niekwestionowanym mistrzem pianistyki jazzowej obecnym na polskiej scenie jazzowej od początków lat 80-tych.

Znakomity trębacz młodego pokolenia i uznany, niekwestionowany mistrz pianistyki jazzowej – Piotr Schmidt i Wojciech Niedziela łączą swe siły we wspólnym projekcie. Mimo różnych dróg, planów i doświadczeń muzycznych znaleźli czas na wspólne koncerty. Zespół prezentuje autorskie kompozycje trębacza Piotra Schmidta i czołowego pianisty jazzowego Wojciecha Niedzieli, a także znane i kochane standardy jazzowe. Fantastyczne kompozycje, niecodzienne aranżacje, fenomenalne improwizacje i niepowtarzalny klimat.


Piotr Schmidt – lider grupy Schmidt Electric, wykładowca Akademii Muzycznej w Katowicach oraz w Instytucie Jazzu w Nysie. Lider zespołów, producent muzyczny, kompozytor. Wg. ankiety Jazz Top magazynu JAZZ FORUM – czwarty najlepszy trębacz jazzowy w Polsce. Członek Stowarzyszenia Muzycznego Śląski Jazz Club. W latach 2006-2010 wygrał wszystkie najbardziej prestiżowe międzynarodowe konkursy jazzowe organizowane w kraju i kilka zagranicznych. Na koncie ma siedem autorskich wydanych płyt i współpracę z takimi artystami jak: Walter Smith III, Grzegorz Nagórski, Piotr Baron, Maciej Sikała, Wojciech Karolak, Krystyna Prońko czy Wojciech i Jacek Niedzielowie.


Wojciech Niedziela – niekwestionowany mistrz pianistyki jazzowej obecny na polskiej scenie jazzowej od początków lat 80-tych. Laureat licznych konkursów (m.in. Jazz Juniors, Konkurs Improwizacji Jazzowej, Konkurs Pianistów Jazzowych w Kaliszu i Międzynarodowy Festiwal Federacji Jazzowej w Leverkusen). Współtwórca takich zespołów jak New Presentation (Lora Szafran, Piotr Wojtasik) czy Kwartet i Sextet Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Występował – w niemal całej Europie, a także w USA i na Kubie – z takimi artystami jak: Piotr Baron, Henryk Miśkiewicz, Zbigniew Namysłowski, Jacek Niedziela, Michał Urbaniak, Dorota Miśkiewicz, a także Bobby Watson, Mike Mainieri, Jack Walrath, Dave Friedman, Dave Liebman, Bill Mollenhof, Eddie Henderson. Obecnie prowadzi bogatą działalność dydaktyczną w Instytutach Jazzu w Akademii Muzycznej w Katowicach i w PWSZ w Nysie.

Zobacz też: