Muszę przyznać, że jest to jedna z ciekawszych płyt, jakich miałam przyjemność ostatnio słuchać, chociaż przy pierwszym podejściu nie porwała mnie zbytnio.
Skąd taka zmiana?
Otóż do pierwszego przesłuchania podeszłam z nastawieniem, że to będzie muzyka folkowa bazująca na tradycji polskiej, a w najlepszym wypadku muzyka świata. Wskazywało na to instrumentarium i tytuły piosenek, wręcz sugerujące muzykę ludową.
Okazało się to być po części prawdą. Faktycznie, sporo motywów zaczerpniętych z muzyki tradycyjnej, mamy teksty utworów pochodzące z pieśni ludowych, a jeśli nie teksty, to przynajmniej tematykę. Wykorzystywane są także tradycyjne polskie instrumenty ludowe takie jak cymbały, charakterystyczne brzmieniowo bębny obręczowe czy też fidel płocka, oraz tzw. biały śpiew, który słyszymy na płytach folkowych albo też z jazz/world music. Ich brzmienie samo w sobie nie wnosiłoby jednak nic świeżego.
Co prawda można było wysłyszeć też brzmienia niełączące się z polską muzyką folkową, jednak ciężko było je przypisać je do jakiegoś konkretnego kontekstu muzycznego. Dopiero po wgłębieniu się w temat okazało się, że ich geneza jest również ludowa, jednak pochodząca z zupełnie innych, czasem odległych, kręgów kulturowych. Mamy tu więc śpiew sygyt i kargyraa, które są charakterystyczne dla obszarów Mongolii i południowej Syberii. Słychać gadułkę, czyli tradycyjny bułgarski instrument smyczkowy, umożliwiający wykorzystanie skal arabskich. Brzmią także instrumenty dęte z Bliskiego Wschodu takie jak duduk i ney, oraz darbuka, czyli instrument perkusyjny także charakterystyczny dla tego rejonu świata.
A prawdziwy game changer było to wysłyszenie, w jaki sposób 10 utworów na płycie zostało zaaranżowane przy wykorzystaniu wszystkich opisanych powyżej technik śpiewu i całego wachlarza instrumentarium. Co ciekawe, w ramach każdej pieśni instrumenty, techniki wokalne i estetyki przeplatają się ze sobą. Dzięki zaproszeniu muzyków, poruszających się w estetyce jazzowej, takich jak Grażyna Auguścik, Wojciech Pulcyn czy Kacper Malisz, do tej mieszanki została dodana jeszcze szczypta jazzu.
To właśnie bogactwo brzmień, tradycji kulturowych, języków, a także estetyk muzycznych, zestawionych ze sobą w harmonijny i przemyślany sposób stanowi o wyjątkowości tej płyty.
Tak naprawdę każdy z utworów można analizować osobno, wychwytywać różne puzzle z tej układanki muzycznej i zastanawiać się, z którego kręgu kulturowego czy też estetycznego pochodzi każdy z nich.
Jedną z najciekawszych dla mnie pieśni, która może posłużyć jako potwierdzenie bogactwa środków muzycznego wyrazu, użytych na płycie w nieszablonowy sposób, jest ‘Oczekiwanie’. Utwór zaczyna się od wokalnego wstępu w technice sygyt. Jest to niejako akompaniament do wokalizy duetu kobiecego, przypominającego melodię ludową, przechodzącego we frazę bardziej rytmiczną, śpiewaną w technice wokalnej scat, zaczerpniętej z jazzu. Jednak to nie wokalistki prezentują główną linię melodyczną, a instrumenty strunowe, grające techniką pizzicatto, w estetyce kojarzącej mi się bardziej z muzyką klasyczną. Po takim wstępie ostatecznie wchodzi Weronika Grozdew i rozpoczyna swoją pieśń. Słowa pieśni oraz instrumentarium towarzyszące wokalistce wskazywałyby na estetykę folkową, jednak sposób śpiewania przypomina raczej poezję śpiewaną. Podobnie brzmi kolejna zwrotka wykonywana przez Grażynę Auguścik. A potem zaczyna się, jakże ciekawy, kulturalny i estetyczny tygiel. Słyszymy wokalizę i swobodną improwizację wokalu kobiecego. Można by się pokusić o stwierdzenie, że jest to fragment jazzowy, gdyby nie instrumenty, w tym bęben obręczowy, ciągnące nas w coraz bardziej w stronę estetyki ludowej, oraz zdecydowany, bardzo precyzyjny rytm oberka, do którego dopasowuje się też wokalistka. Do tego wraca w tle wokal w technice sygyt i kargyraa. O tym, że jest to jednak oberek, przekonujemy się już w kolejnym fragmencie, bo kobiece głosy milkną, a pozostają instrumenty, z wiodącymi skrzypcami, grające klasycznego oberka. Finalnie wokal kobiecy wraca i prezentuje ostatnią zwrotkę, bardziej w estetyce poezji śpiewanej. Do tego stylu dopasowują się też skrzypce i inne instrumenty. Utwór zamyka wokaliza kobieca, powtórzona z początku pieśni, i dołączający się do niej męski głos śpiewający w technice sygyt.
Moim zdaniem ta pieśń oraz wszystkie inne utwory z tego albumu, świetnie wpisują się w jego ideę, tak ważną dla Weroniki Grozdew. ‘Wandering songs’ to pieśni drogi. Jak sama wokalistka mówi, jest to: „swoisty pamiętnik z pieśniami, które przywędrowały do mnie dzięki ludziom, których spotkałam na swojej drodze. Wszystkie pieśni odwołują się do tego, co jest mi bliskie, co mnie ukształtowało i uwrażliwiło na świat muzyki i muzykę świata.”
Zdecydowanie ten album to podróż. Podróż w czasie, do okresu dzieciństwa wokalistki, kiedy jej rodzice wciągnęli ją w świat muzyki z różnych zakątków świata. Podróż do innych krajów, spotkanie z innymi kulturami, estetykami. Podróż przez życie i gromadzenie doświadczeń życiowych, wrażeń, wspomnień ze spotkań z ludźmi. Podróż artystyczna, w grupie innych muzyków, którzy ze sobą niosą bagaż swoich doświadczeń, inspiracji i wizji muzycznych.
Dla mnie co prawda nie była to muzyczna podróż z gatunku tych najłatwiejszych, bo prawdziwe docenienie tej muzyki wymagało nieco wysiłku włożonego w zapoznanie się wykorzystanymi na płycie instrumentami i technikami, które dotąd nie były mi znane. Jednak było warto i chętnie to powtórzę. Do czego gorąco zachęcam moich czytelników.
Magdalena Zawartko - głos Grzegorz Piasecki - kontrabas gościnnie: Tomasz Pruchnicki - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna Tomasz Wendt - saksofon tenorowy, saksofon sopranowy Robert Jarmużek - fortepian Wojciech Lubertowicz - bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk Grzegorz Pałka - perkusja
Wagabunda (2021)
Tekst: Paweł Ziemba
Z dużą ciekawością i zainteresowaniem odsłuchałem najnowszą płytę duetu Zawartko/Piasecki „Wagabunda”. Nie myślałem, że muzyka tego duetu, wcześniej mi nie znana, tak bardzo mnie zaintryguje (zdecydowałem się sięgnąć dodatkowo po debiutancki krążek duetu „Leć Głosie” z 2015 roku, co w tym przypadku było słuszną decyzją). Zawartko/Piasecki to duet, który łączy nie tylko pasja do tworzenia muzyki i pragnienie „artystycznego samostanowienia”, ale również potrzeba i świadomość korzystania z indywidualnych technicznych możliwości, umożliwiających przekraczanie barier swoich instrumentów. „Artystyczne samostanowienie” jest istotnym faktem w twórczości duetu, który swoje początki wiąże z wrocławską Akademią Muzyczną a następnie Laboratorium Muzyki „We Are From Here” pod kierownictwem Włodka Pawlika. Umiejętność łączenia ludowości muzyki z jazzową aranżacją, wyznacza nowe możliwości brzmieniowe duetu. Od wydanej w 2015 roku debiutanckiej płyty „Leć głosie” minęło 6 lat, a duet konsekwentnie porusza się i rozwija brzmieniowo we współczesnym gatunku ethno jazzu i robi to naprawdę ciekawie.
„Wagabunda” to pełna w swojej koncepcji realizacja muzycznej podróży, czyli - muzyka świata, dynamiczna, przepełniona jazzową improwizacją, momentami drapieżna i intrygująca. Można by powiedzieć, że nie ma w tym nic nowego, bo przecież światowi pionierzy ethno jazzu tacy jak John Coltrane, Ornette Coleman czy Yusef Lateef inspirowali się muzyka innych kultur wplatając ją w swoje utwory już dużo wcześniej. Również nasza polska scena jazzowa ma swoich „jazzowych folklorystów” jak Zbigniew Namysłowski, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Trzaskowski czy też Jan "Ptaszyn" Wróblewski. Ale jak widać, również muzycy młodszego pokolenia mają potrzebę sięgania do różnych form i kultur muzycznych, znakomicie odnajdując się w tej stylistyce.
Album rozpoczyna ujmująca tkliwością ballada „Lala Usingizi” wyśpiewana nastrojową wokalizą i zagrana w przepięknym stylu. Od samego początku uwagę zwracają aranżacje muzyczne. Ciekawe, zaskakujące, momentami drapieżne i wciągające, czego przykładem może być kompozycja „Udabno” osadzoną swoim klimatem głęboko w stylistyce jazzowej. Głos Zawartko ciekawie wypełnia i poszerza skalę ekspresji, wsparty głębokim brzmieniem dwóch saksofonów. Słuchając tego utworu miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś w tym świecie, do którego muzycznie zabiera nas duet, spotykam Tomasza Stańko i Krzysztofa Komedę. A może to tylko moja wyobraźnia i tęsknota za ty co ulotne, jak mawiał mistrz Stańko. Takich muzycznych perełek na tym krążku znajdziemy jeszcze wiele. Zaszyty w melodykę utworów liryzm nie powstrzymuje muzyków przed dynamicznymi, intrygującymi solówkami znakomicie wplatających się w muzyczną całość.
Album z pewnością nie byłby tym czym jest, gdyby nie muzycy, którzy doskonale odnajdują się w zamierzonej stylistyce. Obok Magdaleny Zawartko (wokal) i Grzegorza Piaseckiego (kontrabas), do nagrania swojego najnowszego albumu duet zaprosił znanych i uznanych muzyków Tomasza Pruchnickiego (saksofon tenorowy, saksofon sopranowy, flet alikwotowy, okaryna), Tomasza Wendta (saksofon tenorowy, saksofon sopranowy), Roberta Jarmużka (fortepian), Wojciecha Lubertowicza (bębny obręczowe, darbuka, udu, duduk) i Grzegorza Pałkę (perkusja)
Przez pełne dynamizmu wokalizy Magdy Zawiertko przemawia nie tylko mocny głos, jakim obdarzyła ją natura, ale i ogromna świadomość tego co chce przekazać słuchaczom. Wszyscy muzycy uzupełniają się wzajemnie, znakomicie wpisują się w cały koncept tego projektu.
Album kończy dość zaskakujący w swojej strukturze melodyjnej utwór tytułowy „Wagabunda”. To jedyny utwór wykonany przez Zawiertko w języku polskim i mocno osadzony w podhalańskim folklorze. Interesujące jest to, że w swojej środkowej fazie muzyczne rozwinięcie tematu jest bardzo jazzowe, co tylko potwierdza dominację muzyczną tego gatunku.
Płyta oferuje 9 wielobarwnych muzycznie utworów inspirowanych kulturą Gruzji, Maroka, Izraela, Ameryki Północnej i Polski. Przy tej folklorystycznej monotonii mogłoby by wydawać się, że płyta będzie jednolita i po prostu nudna. Tak nie jest. Liczne zmiany tempa i przeskoki tematyczne jakie odnajdujemy na tej płycie - zaskakują, ale również przykuwają uwagę muzyczną. Bez wątpienia „Wagabunda” to świadomy i bardzo dobrze zrealizowany projekt. Jest to płyta kompletna, zwarta muzycznie, przemyślana od początku do końca. To album dla osób otwartych na odkrywanie nowych brzmień i nieoczekiwanych improwizacji oraz emocji związanych z ulotnością tej muzyki. Efekt końcowy jest w mojej ocenie ciekawy i zasługuje na uwagę.