Ryszard Wojciul - klarnet basowy, saksofon sopranowy, fortepian, syntezator, EWI
Joachim Mencel - lira korbowa
Wojciech Lubertowicz - bębny obręczowe, duduk
Marcin Olak - gitary
Maciej Szczyciński - kontrabas, git. basowa
Krzysztof Szmańda - perkusja
Maria Pomianowska - śpiew, suka biłgorajska, fidel płocka
Grażyna Auguścik, Dorota Miśkiewicz, Iwona Lorenc, Bartosz Szymon, Jacek Hałas, Kwartet wokalny IL Canto - śpiew
Album: "Zorza Prześliczna Wynika - Pieśni Wielkanocne"
FINA (2023)
Tekst: Piotr Banasiak
Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Zorza Prześliczna" wniknęła w Czas Wielkanocny 2023 r.!
Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to nieszczęsne półtora roku w Rawiczu...
Pana Ryszard Wojciula mam w pamięci jeszcze z czasów pacholęctwa mego. Jest to jeden z bohaterów „moich” lat 80tych, kiedy to grając z tuzami Krajowej Sceny Młodzieżowej, takimi jak Róże Europy czy Tilt, wypychał polski dżez na nowe terytoria. Jego saksofonizmy choćby w „Stańcie Przed Lustrami” czy „Kochaj Mnie” to już kanon i dobro narodowe. Starannie śledzę także Jego poczynania w nowym tysiącleciu, szczególnie autorski projekt Intuition Orchestra, gdzie w zawsze przezacnym gronie i z odwagą penetruje obszary niezbadanych intuicji.
A jeśli jesteśmy przy odwadze – nie uszły mej uwadze także dwa albumy modernistycznie odczytujące muzykę religijną, „ niebieski” - będący kantatą bożonarodzeniową oraz „czerwony” – poświęcony pieśniom wielkopostnym. Kilkanaście lat po tamtych opusach słuchacz ma okazję usłyszeć kolejną część – „zieloną”.
„Zorza Prześliczna Wynika” to spojrzenie Wojciulowej United Orchestry na pieśni wielkanocne – gatunek zdecydowanie endemiczny i krótkotrwały, niczym kwiat paproci lub paź żeglarza. Zgodnie z tradycją pieśni owe są bowiem śpiewane jedynie w oktawie Zmartwychwstania Pańskiego.
Zanim odpalimy odtwarzacz CD, pierwej szatą wydawnictwa oko nacieszmy. Album wydany niezwykle starannie, zamysłem graficznym tożsamy z poprzednikami. Książeczka z tekstami pieśni nabożnych pięknie zilustrowana akwarelami namalowanymi specjalnie na tę okazję przez Franciszka Maśluszczaka. Do tego obszerna homilia wstępna pióra Pana Ryszarda naświetlająca rzeczy postać i idei sedno.
A zatem – receptura jest identyczna, jak na poprzednich płytach „kolorowego tryptyku”. Stapiamy tradycję i spuściznę z nowoczesnością. Pan Ryszard poddał rearanżacji, renowacji i rekapitulacji możliwie najstarsze artefakta skarbnicy średniowiecznych pień wielkanocnych w języku polskim, czyli przy okazji cofa nas do obszaru źródłowego polskiego piśmiennictwa. Pośród owych skarbów – których zapisy nutowe miast na zbutwiałych pięcioliniach, jeno na pajęczynach się trzymają – lśni diament najstarszy: „Chrystus zmartwychwstan jest”. Szanowny Czytelniku – śpiewając pieśń tę w Czas Wielkanocny pomnij, iż pamięta ona czasy Kazimierza Wielkiego! Zaś na „Zorzy” pieśń tę, jako i inne, posłyszysz w formie zdecydowanie nowoczesnej – o czym za chwilę.
Tak jak na poprzednich wydawnictwach, do uwiecznienia „Zorzy…” Pan Ryszard zaprosił plejadę osobowości wybitnych w cudy wielmożnych, ze środowisk dżezowych, tradycyjnofolklornych a nawet rozrywkowych się wywodzących. Listę onych minstreli Czytelniku masz powyżej, niemniej, nie uwłaczając zacności innych, chciałbym szczególnie Twej atencji polecić trzy persony.
Panią Grażynę Auguścik – którą od lat wielkim, wielkim szacunkiem i estymą darzę.
Panią prof. Marie Pomianowską – w której od lat jestem beznadziejnie zakochany platonicznie i której za instrumenta płockie i biłgorajskie nie jestem godzien rzemyka u sandała...
Pana Joachima Mencla – ze względu na lirę korbową – instrument tyleż onirycznoludowy, co harmonicznieniebiański. Lira korbowa to jedno z niewielu źródeł dźwięku leczących ewentualne rany, zadane uszom przez cholerstwo z piekieł rodem, zwane akor….nem.
Ale na bok me afekty, hagiografie i gędźby pochwalne. Czas na dźwięki.
Cny Słuchańcze – czy można połączyć prastary chorał z Hendrixowskim gitarowym kaczkowaniem? Czy można pożenić Hildegardę z Bingen z tłustym technobitem? Czy można stopić Dobrą Nowinę O Zwycięstwie Nad Śmiercią z patentami rytmicznymi rodem z Kalifatu Kordobańskiego? Odpowiadam – można. Czasy teraz takie, ze w zasadzie wszystko można. Osobnym zagadnieniem jest – z jakim efektem. Czy będzie on akceptowalny dla gustów, przyzwyczajeń i kulturowych sformatowań naszych.
Zabiegiem bardzo trafnym, spajającym nasze albuminium eklektorum jest wprowadzenie przewodnika – narratora. Za takiego uważam Pana Jacka Hałasa, wykonującego a capella epos „Wyśpiewuj wesele” podzielony na 12 krótkich części. Album Panem Jackiem zaczynamy, Pan Jacek „weselem” przedziela a zarazem spina poszczególne „dania główne”, a ostatnią częścią i śpiewnym „Amen” wieńczy i zamyka „Zorzę” niczym liturgię słowa i dźwięku.
Pięknie.
Dania główne?
Posłuchajcie kilku przykładów
„Alleluja Jezus Żyje” – lira korbowa, bębny obręczowe – i jesteśmy heeeen daleko na Wschodzie, w Państwie Fatymidów, z którego dzięki dudukowi Pana Lubertowicza widać góry chrześcijańskiego Królestwa Armenii. No i Pani Auguścik, której głos witalny a tkliwy pospołu z dopowiadaniem kwartetu Il Canto sprawia, że wymiękłych kolan nie bacząc, a miecza dobywszy, ruszyłbym samotrzeć luboż z pocztem giermków Jerozolimy z rąk Saracenów dobywać.
„Nas dla wstał z martwych Syn Boży” – Il Canto zawodzi podniośle na hiphopowym bicie, Pan Olak grzeje kwaśne funky na gitarze, takoż Pan Szmańda i Pan Szczyciński funky fusion zasuwają, a nad wszystkim instrumenty dęte Pana Wojciula pieczę trzymają.
„Ofiarujmy chwałę w wierze” - Pani Pomianowska, Jej głos i Jej instrumenty. To się samo komentuje.
„Trzy Maryje poszły” – rewelacyjna współpraca Pani Loranc, smyków i transowej rytmiki z czasów rekonkwisty Płw. Iberyjskiego i dokonań muzycznych króla Alfonsa Mądrego.
„Chrystus Pan zmartwychwstał” – Pani Miśkiewicz w pięknym dialogu z wokalami Il Canto, a cały utwór z klimatu etnicznego sprytnie i zgrabnie ewoluuje w swobodną improwizację i pyszną wokalizę Pani Doroty.
„Przychodzi dusze święte k nam” – motoryka i etnika rodem z Prodigy, skrecze i Pan Szymoniak na wokalu.
Jest bardzo eklektycznie, jest często psychedelicznie (czuję daleki powiew Funkadelic), jest dużo elektronicznych bitów, choć za każdym razem kwartet Il Canto pełni rolę średniowiecznej kotwicy tego rozszalałego okrętu – co nie każdemu może odpowiadać. Lira korbowa, suka biłgorajska i fidel płocka wyraźnie odrealniają atmosferę – znakomicie to brzmi.
Dysonansem może być słuchanie średniowiecznej polszczyzny w zestawieniu z fuzzem gitary. Utworem wytyczającym granicę cierpliwości dla wielu będzie „Przychodzi dusze święte k nam”. Tutaj zaważą osobiste gusta słuchaczy.
Dla mnie jedno nie ulega wątpliwości. Pan Wojciul i Jego rybałci to elita, zawodowcy. Dlatego „Zorza Prześliczna Wynika” zabrzmi dużo bardziej naturalnie, niż gdyby Pezet czy Young Leosia rapowali „daj, ać ja pobruczę a ty pocziwaj” z „Ksiąg Henrykowskich”.
Album pokazuje, jak daleko można się zapuścić, jeśli wyobraźnię i odwagę wspiera inteligencja, doświadczenie i kunszt artystyczny. Takie wydawnictwa są potrzebne.
Posłuchajcie. Odwagi!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz