Translate

środa, 13 maja 2026

Dorota Piotrowska & Sound Circle – "Voices of Human Consciousness"

Dorota Piotrowska & Sound Circle 

Dorota Piotrowska – perkusja, instrumenty perkusyjne (1,4,6,7,9), oklaski (3)
Greg Osby – saksofon altowy (1-3,5-8)
Hildegunn Øiseth – trąbka (1-3,5,6,8), bukkehorn (4,7,9,10)
Tarek Yamani – fortepian (1-3,5-10)
Ameen Saleem – kontrabas
Bárbaro Crespo „Machito” – kongi (1,3,6-8), udu (4), głos (7)

Gościnnie:
Sanem Kalfa – głos (1,6,9), śpiew (10)
Leszek Możdżer – fortepian (4)
Marlena Grodzicka-Myślak – altówka (9,10)
Jakub Myślak – wiolonczela (9,10)

Tytuł albumu: "Voices of Human Consciousness"  

Wydawca: Inner Circle Music (2026)

Tekst: Mateusz Chorążewicz

Polish Jazz Focus on Debut

Już sam skład osobowy albumu „Voices of Human Consciousness!” może budzić spore zainteresowanie. Dorota Piotrowska zaprosiła do współpracy muzyków z USA, Polski, Libanu, Kuby i Norwegii. Mamy więc do czynienia z projektem szeroko zakrojonym, międzynarodowym, a przy tym dość ambitnym w swoich założeniach. W materiałach prasowych czytamy, że liderce zależało na zabraniu słuchacza w podróż przez różne muzyczne światy: od norweskich fiordów, przez arabskie rytmy, polski liryzm, po kompozycje Grega Osby’ego mocno osadzone w tradycji jazzowej. Brzmi to jak opis, który bardzo łatwo mógłby skończyć się artystycznym miszmaszem. Na szczęście tak się nie dzieje, choć pewna niespójność między poszczególnymi utworami jest tu słyszalna właściwie od początku.

Na płycie znalazło się dziesięć kompozycji, za które odpowiada aż pięciu różnych twórców. Trudno więc oczekiwać, że całość będzie brzmiała jak dzieło jednego umysłu, prowadzone od pierwszego do ostatniego dźwięku według jednej, klarownej koncepcji. I rzeczywiście, „Voices of Human Consciousness!” nie jest albumem w pełni koherentnym. Zmieniają się tu środki kompozycyjne, zmienia się temperatura emocjonalna, zmieniają się punkty ciężkości. Raz na pierwszy plan wychodzą rozwiązania bardziej rytmiczne, innym razem liryzm, jeszcze kiedy indziej pewna przestrzenność i kolorystyczne myślenie o muzyce. Tyle że w tym konkretnym przypadku nie uznaję tego za poważny zarzut. Skoro założeniem była podróż przez różne muzyczne światy, to trudno jednocześnie oczekiwać pełnej stylistycznej jednolitości.

Ciekawie wypada kwestia kompozycji Grega Osby’ego. Według zapowiedzi mają być one mocno osadzone w tradycji jazzowej. W pewnym sensie oczywiście tak jest, bo trudno byłoby całkowicie od tej tradycji Osby’ego odłączyć. Nie mam jednak wrażenia, że jego utwory są na tej płycie najbardziej „jazzowe”, przynajmniej jeśli przez jazzowość rozumiemy wyraźne odwołanie do idiomu, języka czy formy. Osby funkcjonuje tu raczej jako jeden z elementów szerszej układanki, a nie jako oczywisty reprezentant „czystszego” jazzowego języka. Jego kompozycje dobrze wpisują się w ogólną koncepcję albumu, ale nie dominują nad nią stylistycznie.

Bardzo charakterystyczna jest dla tej płyty specyficzna miękkość. Nawet wtedy, gdy utwory nabierają większego ładunku energetycznego, nie stają się agresywne ani ostre w odbiorze. Muzyka potrafi pulsować, potrafi się zagęścić, potrafi przyciągnąć uwagę rytmem, ale nie traci przy tym pewnej delikatności - jest w tym coś bardzo świadomego.

Na uwagę zasługuje także brzmieniowa paleta całego przedsięwzięcia. Bukkehorn Hildegunn Øiseth, głos Sanem Kalfy, kongi Bárbaro Crespo „Machito”, fortepian Tarka Yamaniego czy gościnny udział Leszka Możdżera tworzą przestrzeń, w której łatwo o przesadę. Przy tak szerokim instrumentarium i tak wielu odniesieniach kulturowych można było bardzo szybko przekroczyć granicę dobrego smaku. Tutaj, na szczęście, muzycy na ogół jej pilnują. Nie ma wrażenia, że ktoś próbuje za wszelką cenę udowodnić swoją odrębność albo dopisać do albumu kilka dodatkowych wykrzykników. Poszczególne elementy raczej się uzupełniają, nawet jeśli nie zawsze tworzą idealnie jednolitą całość.

Nie powiem, żebym się w tej płycie zakochał. Nie jest to album, który po pierwszym odsłuchu wywrócił mój muzyczny świat do góry nogami. Nie mam też jednak szczególnej potrzeby (ani powodów), żeby się do niego przesadnie przyczepiać. Założenia liderki wydają się spełnione - słuchacz rzeczywiście zostaje zabrany w podróż przez różne światy, różne sposoby myślenia o rytmie, melodii, przestrzeni i brzmieniu. Płyta jest ciekawa, momentami bardzo dobrze poprowadzona, choć nie nazwałbym jej szczególnie odkrywczą.

Całościowo „Voices of Human Consciousness!” uznaję za projekt udany i wart uwagi. To album, który lepiej sprawdza się jako wielobarwna muzyczna opowieść niż jako zwarte, jednolite dzieło o precyzyjnie określonym charakterze. Jeśli ktoś oczekuje pełnej spójności i wyraźnego stylistycznego kręgosłupa, może poczuć lekki niedosyt. Jeśli jednak potraktuje tę płytę zgodnie z intencją liderki, znajdzie tu sporo interesujących momentów. Nie jest to może podróż, po której wraca się zupełnie odmienionym człowiekiem, ale z całą pewnością nie jest to czas stracony.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: