Translate

poniedziałek, 23 lutego 2026

Adam Lemańczyk Mental Trio - "Go Around"

Adam Lemańczyk Mental Trio

Adam Lemańczyk – fortepian, instr. klawiszowe
Antoni Olszewski - kontrabas, git. basowa
Mateusz Krawczyk - perkusja

gościnnie Marta Wajdzik - saksofon altowy w "Go Around"

Album: "Go Around" (2022)

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. W końcu album „Go Around” był w moim  TOP - 5 A.D.2023! Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to nieszczęsne półtora roku w Legii Cudzoziemskiej...

Niemniej – udało się.

Najpierw kilka słów wstępu.

Drogie dzieci! Kogo zawsze zatrudniali Bill Evans, Dizzy Gilespie, Frank Zappa, Art Blakey, Miles Davis, John Coltrane do swoich zespołów? Kogo zawsze zaprasza Krzysztof Popek do swojego Young Power? Ooooo widzę las rąk. No to całą klasą, raz, dwa, trzy: FA-CHOW-CÓW!

A jeśli jazzowy fachowiec jest w środowisku i na rynku tak rozchwytywany i zapracowany, że nie ma już prawie czasu na sen – wówczas przez ludzi złych i zawistnych nazywany czasem jest dżobersem.

Wymienianie dżobów, w które uwikłany jest Pan Lemańczyk – pianista z doktoratem, klawiszmen, kompozytor, aranżer, producent, wykładowca akademicki, ulubiony padawan samego Krzysztofa Herdzina – zużyło by cały atrament w klawiaturze komputera. Jak na razie, z tego co widzę, Pan Adam nie współpracował tylko z Tercetem Egzotycznym i Behemothem. Jeszcze.

Mamy zatem do czynienia z dżobersem klasy premium. Dlatego podziwiam, że taki Artysta – znający na wylot realia rynkowe polskiej dżezuistyki - znalazł czas i chęć, by pobawić się w projekt autorski.

Dodatkowo Adam Lemańczyk Mental Trio, czyli trzech kolegów jeszcze z lat studenckich, grających ze sobą od wielu lat, przywiązuje ogromną wagę do dyskrecji i anonimowości. Pan Adam zadbał o to, aby o ich debiucie wydawniczym usłyszało jak najmniej osób. „Go Ahead” ukazał się własnym sumptem, 31 grudnia 2022, czyli wtedy, kiedy szał dorocznych podsumowań i ankiet środowiskowych już wygasa. A rok później nikt o takim wydawnictwie już nie pamięta. Premiera bez reklam i bez wywiadów. Nie znalazłem też ani jednej recenzji tego dzieła. Koncerty - w okresie trzech lat trzy, może cztery? Oczywiście jest to zrozumiałe, bowiem wszyscy trzej panowie są niesłychanie aktywni i po prostu zadżobowani. Ten album przemknął po prostu niezauważony. I pozostaje – póki co - pamiątką dla muzyków oraz składnikiem ich porfolio przy rozmowach o pracę.

Na szczęście ja ten album wyśledziłem i czym prędzej Wam rekomenduję.

Kontekst naświetlony. Teraz do rzeczy.

Lemańczyk, Olszewski, Krawczyk – trzech fachowców, świetnie zgranych ze sobą, z liderem obdarzonym wyobraźnią. 8 kompozycji Pana Adama i jeden kower – nieprzypadkowy moim zdaniem. „Easy!” to Karolak. Karolak to fusion. A ta płyta to dla mnie kwintesencja charakterystycznego dla fusion eklektyzmu i odwagi. Bardzo w moim guście – bo bardziej acoustic, niż electro. „Go Ahead” to uczta dla ciekawskich i uważnych uszu poszukujących niuansu, smaczku, zabawy kompozycyjnej, aranżerskiej i … melodii.

„Mantra”, „Waiting”, „Go Around”, „Stan” – rozwijające się nieśpiesznie utwory, ze swoją dramaturgią, ze zmianami metrum, tempa, dającymi oddech zawieszeniami akcji i narracji oraz ozdobione tu i ówdzie bardzo atrakcyjnymi, ale wysmakowanymi frazami, zwrotami melodycznymi. Nienachalne serwowanie MUZYKI PRZECUDNEJ URODY.

W „Mantrze” na tle nietypowo akcentowanej figury kontrabasowej lider uskutecznia bardzo ciekawą pianoimprowizację, zdającą się płynąć „w poprzek” metrum i harmonii. I tutaj, i na całym albumie olśniewa mnie lekkość i swoboda gry Pana Adama.

„Franz” - równie intrygująca, odważna pianistyka, 99 patentów rytmicznych Pana Krawczyka i ogólnie wariacka karuzela na kole kwintowym, gdzie czasem w jednym takcie Słuchaczu ze dwa i pól raza zmianę akordu usłyszysz.

„Walker” - seventisowy fusion z cwanym zabiegiem: gary na 4/4, a bas elektryk na 6/4 plus dialog fortepianu z instrumentem moogopodobnym.

„Go Around” – w normalnych warunkach rynkowych to powinien być singiel, ze świetnym , przestrzennym solo saksofonu Pani Marty Wajdzik, z przykuwającym uwagę, melodyjnym unisono basu i fortepianu.

„Easy!” – cokolwiek ascetycznie opracowany utwór Wojciecha Karolaka, ozdobiony solówką kontrabasu Pana Olszewskiego.

O właśnie. Słówko o kompanach lidera.

Fortepian jest niekwestionowanym dominatorem albumu, niemniej gra w dialogu z bardzo solidnym towarzystwem.

Pan Olszewski ma kilka chwil dla siebie w „Easy!” i „Waiting”, poza tym znakomicie buduje strukturę „Go Ahead” oraz jest niezależnym bytem do połowy „Hyperbolic” (o którym za chwilę).

Pana Mateusza słucham już od dłuższego czasu, w różnych składach i ostatnim słowem, którym bym opisał Jego grę – jest „lekkość”. Pan Krawczyk jest dla mnie za to jednym z najbardziej „unerwionych” perkusistów nad Wisłą i Odrą. Pan Mateusz to agent drum’n’bassu w polskiej muzyce jazzowej. Żeby było jasne – to miał być komplement.

A zatem, na albumie „Go Ahead” posłuchamy nienudnych kompozycji pełnych wyrafinowanowanego grania, pianistycznej wirtuozerii i swobody. Dodatkową atrakcją albumu jest dwuczęściowe dzieło „Hyperbolic”. Zaś dodatkową atrakcja tej recenzji jest moje przeczucie. Otóż mam przeczucie, że Pan Adam ma ambicje ukierunkowaną na większe formy, na suity. Jeśli będzie okazja, to Go zapytam.

Tę chęć sygnalizują już poprzednio opisywane utwory, złożone, pełne zwrotów akcji, komplikacji, zmian tonacji i tempa . Zaś „Hyperbolic” to już jest podróż. Najpierw prolog w postaci bardzo urodziwej miniatury fortepianowej, z którego wypływa rozmowa piana z kontrabasem, z podskórnie rozwijająca się narracją perkusyjną i impresyjną elektroniką. Utwór przechodzi w kolejną fazę: motoryczna, pulsująca sekcja, swobodne ornamenty piana i … to wygląda jak ujarzmianie prastarego syntezatora VCS – 3. Improwizacja na oscylatorach, filtrach, obwiedni i LFO. Bardzo odważna w tym otoczeniu dźwiękowym. Dżwięki instrumentów nabierają intensywności, pojawiają się barwy toru syntezy bardziej piłokształtnej i cywilizowanej, fortepian obiegnikami dżezuje… i nagle stop. Koniec. Wszystkiego raptem 9 minut. Szkoda…

W kończącym płytę, przecudnym „Stan” też pojawi się na chwilę nieco dyskretnej syntetyki, tym razem budujacych rozmarzony klimat delikatnych plam jakby z ARP Solina String Ensamble… Piękne.

Słuchając „Go Around” trzy lata temu, a także i teraz - w lutym 2026 – mam przekonanie, że w grudniu 2022 ukazał się w obszarze pouliszdżezu album wybitny. Chciałbym kiedyś usłyszeć tę muzykę na żywo, na koncercie. Kto wie… Chociaż pamiętajmy: Pan Lemańczyk oraz Panowie Olszewski i Krawczyk to FACHOWCY. A jeśli jazzowy fachowiec jest w środowisku i na rynku tak rozchwytywany i zapracowany, że nie ma już prawie czasu na sen….


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: