Tomasz Kaczmarczyk – gitara
Leszek Szczerba – saksofon
Tomasz Grabowy – bas
Łukasz Sobolak- perkusja
Tytył albumu: "Quartet Live" (2025)
Tekst: Maciej Nowotny
Kiedy przed lat zaczynałem słuchać muzyki zespołu o nazwie "Slow" - mam tu na myśli ich debiutancki krążek "Art Of Silence" wydany w roku 2011 - nie zwróciłem zbytniej uwagi na tę muzykę. Zbyt "smooth jazzowa" jak na mój ówczsny gust, bardziej nawet irytowała niż ciekawiła, a na pewno w życiu bym nie pomyślał, że po 15 latach ciągle będę jej słuchał i to - przyznaję - z rosnącym zainteresowaniem i uznaniem.
Wszakże, aby do tego doszło wiele musiało się zadziać tak po stronie Slow jak i po mojej własnej własnej. Po pierwsze Slow w międzyczasie wydał kilka ciekawych albumów, z których miałem okazję słuchać: "Songs For Everyone" (2015) i "Under Everchanging Sky" (2022). Dały one okazję, aby ustabilizował się skład - na tym nagraniu są to Tomasz Kaczmarczyk grający na gitarze, Leszek Szczerba na saksofonie, Tomasz Grabowy na basie i Łukasz Sobolak na perkusji - dzięki czemu dojrzało brzmienie zespołu, a co najważniejsze pogłębiło się zrozumienie między muzykami, a akcent w tej muzyce położony jest już nie tylko na melodii i brzmieniu muzyki, ale i na współpracy między muzykami.
Przy czym chcialbym uspokoić wielbicieli poprzednich płyt tego zespołu, że nie będą oni rozczarowani i znajdą na płycie to, co dotychczas ich do tej muzyki przyciągało: wirtuozerię wykonania, znane harmonie, łatwo wpadające w ucho melodie, ale dostaną też coś ekstra: więcej głębi, bardziej zlożonych rytmicznych faktur, a nawet - i to jest najmilsze odkrycie dla piszącego te słowa - trochę swobody.
Dzięki temu muzyka Slow the Band choć ciągle pozostaje jedną z najlepszych propozycji dla tych, których zapraszamy do słuchania jazzu po raz pierwszy, nie jest już tylko i wyłącznie dla nich. Nawet koneserzy polskiego i światowego mainstreamu będą bowiem pod wrażeniem łatwości z jaką muzycy poruszają się po muzycznej materii, improwizując w pogodny i melodyjny sposób na dobrze znane tematy Gershwina (Summertime), Mandela (The shadow of your smile) czy Hancocka (500 miles high). Z kolei znawcy docenią dodatkowo charyzmę ich własnych kompozycji, jak "Yolanda" Tomasza Kaczmarczyka czy "Metropolitan", którego autorem jest Krzysztof Wermiński. Piszącemu te słowa do gustu najbardziej przypadła jednak kompozycja zatytułowana "Introvertical" Tomasza Kaczmarczyka, pokazująca że przed tym zespołem jeszcze wiele do odkrycia, bo muzyka na niej przypomina niemal swobodną improwizację, a więzy harmonii i rytmu są rozluźnione, pozwalając muzykom podążać przede wszystkim za pięknem brzmienia i duchem zespołowego grania.
Nie dziwi więc, że pobliczność zebrana w kościele w niemieckim Weisswasser biła brawo, tak jak i my przy głośnikach, doceniając kilkunastoletnią konsekwentną drogę artystyczną tych muzyków, dzięki której osiągnęli prawdziwe mistrzostwo, którego nie wypada nie docenić, nawet jeśli się za smooth jazzem nie przepada.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz