Hilarious Disasters
Kateryna Ziabliuk - fortepian, wokale, sampling, glockenspiel
Alex Clov - saksofon tenorowy
Łukasz Jankowski - flet, saksofon altowy, sopiłka
Filip Botor - kontrabas
Piotr Szałajko – perkusja
Tytuł płyty: "Unnatural Root"
Wydawca: AudioCave
Polish Jazz Blog Editor's ChoiceIm więcej lat obecny jestem w jazzie, zwłaszcza polskim, tym większy mam dystans do wszelkiego rodzaju podsumowań. Wszakże gdybym miał – może nie wybrać, ale wskazać – muzyka, którego wejście na naszą scenę wywarło na mnie w roku 2025 największe wrażenie, byłaby to prawdopodobnie pianistka Kateryna Ziabliuk.
Początek naszej znajomości był przedziwny, bo mój kolega z bloga Jędrek Janicki (ach, kiedy Jędrek wrócisz do pisania o jazzie!) polecił mi kontakt do niej z myślą, aby od czasu do czasu coś dla nas zrecenzowała. Była wtedy nikomu nieznaną „muzyczką” i dopiero zaczynała odnajdywać się w naszej jazzowej rzeczywistości.
Po latach widać, jak szybko i dobrze jej się to udało. Zresztą gdy pytałem ją wprost o to doświadczenie, wyrażała wdzięczność wobec polskiego środowiska i uznanie dla jego potencjału. Dziś – mówiła – znalazła tu przyjaciół i choć nigdy nie traci kontaktu ze swoimi korzeniami, które są dla niej bardzo ważne, podoba jej się polska estetyka muzyczna, znacznie bardziej żywiołowa niż ta na Zachodzie, bardziej emocjonalna, nawet z tym chopinowskim czy komedowskim żalem.
I jedyne, co może nam zarzucić, to… że cenimy się zbyt nisko. Hołubimy kompleksy – zwłaszcza wobec amerykańskiego jazzu – zamiast docenić to, co robimy, i ambitnie mierzyć jak najwyżej.
Tak, tymczasem ambicji Katerynie nie brakuje. Podobnie jak pewności siebie – ale takiej bez arogancji, skupionej raczej na miłości do muzyki i poszukiwaniu ludzi, z którymi można zrobić krok do przodu. A ten – szczególnie w ostatnim roku – wykonała wielki. Właściwie nie krok, lecz skok.
Bo to przede wszystkim świetny album „Well, Actually…”, nagrany z kwartetem O.N.E., który zdaniem naszej Redakcji należał do jednych z najlepszych wydanych w zeszłym roku. A drugi to właśnie ta płyta – jej autorska – zatytułowana „Unnatural Root”, nagrana z kwintetem, w którego składzie usłyszymy niezwykle charyzmatyczny duet saksofonistów: tenorowego Alexa Clove’a (znanego m.in. z Niechęci) oraz altowego – grającego też na flecie i sopiłce – Łukasza Jankowskiego, a także sekcję rytmiczną reprezentowaną przez Filipa Botora na kontrabasie i Piotra Szałajko na perkusji.
Styl zespołu inspirowany jest combami, które prowadzili w złotej epoce Bud Powell, a później Wynton Kelly czy Thelonious Monk. Fortepian brzmi perkusyjnie, z głośników płynie wartkim strumieniem czysta energia – będąca odbiciem tego, jak ta muzyka powstawała: spontanicznie, zespołowo, w towarzyskim i artystycznym uniesieniu.
Jak mówi liderka zespołu:
„Cieszę się, w jaką stronę to poszło z tym zespołem. Nie boimy się iść w stronę braku określenia. Przynosimy szkice, komponujemy wspólnie, tworzymy taki muzyczny sandbox – rodzaj piaskownicy, dającej więcej miejsca dla improwizacji niż na moich poprzednich płytach. Cały czas ewoluują też same utwory – dziś brzmią już inaczej niż wtedy, gdy je nagrywaliśmy”.
Na pewno nie jest to muzyka do sączenia przy czerwonym winie wieczorem w oczekiwaniu na drogiego steka, gdy dyskretne śmiechy koją nerwy wyższej klasy średniej snobującej się szlachetnie na jazzowe gusta. To jazz z zadymionego klubu, gdzie stukają napełniane przy barze szklanki z whisky, a pod sufitem kłębi się papierosowy dym, a muzyka od czasu do czasu wprawia publiczność w stan zaraźliwego entuzjazmu.
To tyle metafor w tym tekście – wróćmy do faktów.
Chociaż Kateryna rezyduje obecnie w Warszawie, a urodziła się w Kijowie, to studiowała w Katowicach, Krakowie i Mediolanie. Ślady wszystkich tych miejsc odnajdziemy na płycie, która stanowi rodzaj muzycznej mapy prowadzącej przez miejsca i ludzi, z którymi grała w ostatnich latach.
Myślę, że to, co najważniejsze dla zrozumienia stylu tej artystki, to skłonność do improwizowania i ciągłej ewolucji, łączenie języka jazzu z elementami folkowymi oraz chęć eksperymentu. Artystka nie boi się sprzeczności, zbiera doświadczenia i żywiołowo wyraża emocje w formie muzyki, a co najważniejsze wyraźnie zaczyna tworzyć swój własny, niepowtarzalny styl.
Chropowaty, osobisty, autentyczny.
A także otwarty jak dłoń wyciągnięta do przyjaciół-muzyków odczuwających podobnie. I do publiczności, dla której wolność oraz możliwość nieskrępowanego wyrażania siebie są równie ważne.
Ponad granicami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz