Radek Bond Bednarz – git basowa i mnóstwo innych instrumentów
i goście:
Marek Pędziwiatr – instr klawiszowe
Łukasz Dembiński– handpan
Ben Aylon - xalam ngoni, bębny senegalskie
Erland Dahlen - instr perkusyjne
Nimi Tenor - saksofon, flet
Moussa Diallo - śpiew
Stevo Atambire - śpiew, kologo
Sinaubi Zawose - śpiew
Mari Kvien Brunvoll - śpiew, efekty
Album: "Silent Witness II"
Wydawca: Gig Ant (2022)
i goście:
Marek Pędziwiatr – instr klawiszowe
Łukasz Dembiński– handpan
Ben Aylon - xalam ngoni, bębny senegalskie
Erland Dahlen - instr perkusyjne
Nimi Tenor - saksofon, flet
Moussa Diallo - śpiew
Stevo Atambire - śpiew, kologo
Sinaubi Zawose - śpiew
Mari Kvien Brunvoll - śpiew, efekty
Album: "Silent Witness II"
Wydawca: Gig Ant (2022)
Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież drugi opis projektu Silent Witness poznałem już pod koniec 2022r.
Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to zmarnowane półtora roku bezowocnej nauki gry na korze i kalimbafonach...
Niemniej – udało się!
Pan Radek Bednarz, zwany Bondem - nominalnie bassman, ale tak naprawdę multiinstrumentalista – to Artysta niesłychanie ciekawy świata oraz wielki entuzjasta eksperymentowania i nieustannego multikultywnego mieszania. Owocuje to niezwykłą aktywnością, obejmującą prowadzenie kilku autorskich projektów muzycznych, kolaborację z całym stadem podobnie otwartych i płodnych twórców z całego świata, a także organizowaniem przeróżnych eventów. Przedsięwzięcia takie jak Miloopa, trio Hun Em High, Fat Burning Step – każde z osobna domaga się osobnego omówienia, ze względu na swoją otwartość na eksperymenty, odwagę w przełamywaniu barier i … potencjał komercyjny! A jeszcze międzynarodowa platforma Eklektik Session i związany z nią coroczny Festiwal we Wrocku… Tak. Pan Bond – Radek Bond - to zdecydowanie Człowiek Renesansu.
Tylko, że ja w 2020 – przypadkowo zetknąwszy się tworem Silent Witness - nie miałem o tym pojęcia. Ale wystarczyła sama muzyka. Zatem, kiedy pod koniec 2022 na odprawie Wszechwładny Naczelny Polishjazzbloga rzucił na biurko stos CDików do zrecenzowania, bez namysłu, odpychając innych redaktorów, rzuciłem się na drugi album Silent Witness drąc się – JA! JAAAA! NIE ODDAM!
Zapytacie – dlaczego?
Ano dlatego:
Ponad 30 lat temu. Wysiadając na stacji w Bystrzycy Kłodzkiej ruszało się żółtym szlakiem, najpierw łukiem wzdłuż murów, potem przez Pl.Szpitalny, który dawniej, za moich czasów był Pl.Rewolucji Październikowej, obok kościołka, przez mostek na Nysie, pod górkę do wiecznie zaniedbanego parku z wiecznie nieczynnym basenem. Potem do skrzyżowania z krajówką i kilka km asfaltówką w kierunku Idzikowa. Za Pławną wchodziło się już na pola i łąki. Czasami wolałem za mostkiem na Nysie podejść ul.Kolejową do krajówki i już po jej przekroczeniu wędrować heeeeen polami, aż ponownie spotykałem szlak żółty. Później podejście na Górę Igliczną, a potem już do woli, czerwonym, niebieskim, żółtym, albo po prostu – ścieżkami na przełąj, przez Polanę Śnieżną – do Międzygórza.
Ach, te poranne, majowo-lipcowe pola między Pławną a Marianówką…Te łąki niczym sawanna NgoroNgoro, tyle że tutaj horyzont stanowiło Pasmo Jagodnej i Masyw Śnieżnika. Te widoki… To niebo...
I ta muzyka w słuchawkach…
Zawsze szedłem z walkmanem, a na kasetach w tamtym czasie zawsze miałem ponagrywane audycje radiowe Pana Wojciecha Ossowskiego. Jak to było? „Folk W Pigułce” czy jakoś podobnie? Morze, co tam morze – OCEAN fantastycznych dźwięków z całego świata, world music. Muzyka z jednej strony silnie ukorzeniona, z drugiej czerpiąca z niezliczonych źródeł. Dźwięki subsaharyjskiej kory zmieszane z jakimś fińskim folklorem, trębacz dżezowy grający z akordeonistą z Lesotho, do tego jakieś elektroniczne bity... i mnóstwo podobnych zderzeń, konfrontacji, wielokulturowych dialogów i kooperacji. Wielobarwny patchwork nowej muzyki świata. Tak to zapamiętałem.
I właśnie TAKI jest fascynujący Bondowy projekt Silent Witness, do którego Pan Radek zaprasza mnóstwo ciekawych osobowości z całego świata.
Na eponimicznym debiucie obok leadera prym wiodła Japonka Mieko Miyazaki i Jej koto oraz Francuz Loup Barrow ze swoimi perkusjonaliami i niesłychanym wynalazkiem o nazwie cristal blanchet. Album ten wyznaczył kierunek eksploracji: etnika plus nowoczesne technologie.
„Silent Witness II” owocnie te poszukiwania rozwija, a przy okazji przenosi nam akcję częściowo do Zanzibaru, dokąd przeprowadził się Pan Radek. A że mamy czasy globalnej wiochy, tedy - dzięki platformie Eklektik Session – obecni pozostali członkowie projektu mogli komunikować się i grać nie ruszając się ze swoich pieleszy w Senegalu, Tanzanii, Danii, Ghany, Norwegii, Finlandii, czy innym Wrocławiu.
Pośród nazwisk moją uwagę szczególnie przyciągnął Jimi Tenor, którego nowatorskie podejście do muzyki pamiętałem jeszcze z lat 90tych, ponadto wschodząca gwiazda polskiego nowoczesnego dżezu – Marek Pędziwiatr oraz Łukasz Dembński – wirtuoz handpanu, w którym to instrumencie jestem od lat beznadziejnie zakochany.
I jeszcze jedno bardzo ważne dla mnie nazwisko: śp Roli Mosimann – ale to już jest wiedza dla wtajemniczonych, oświeconych kiedyś przez Swans i Wiseblood. Tzw. ekspresjonistyczno-przemysłowe oblicze dżezu...
No i MUZYKA.
Trans. Trans budowany charakterystyczną polirytmią i hipnotycznymi, zapętlonymi frazami przeróżnych instrumentów perkusyjno-melodycznych i strunowo – szarpanych, których dom jest pod afrykańskim niebem („Korba”, „Pamoja Garden”)
Melodie. Obezwładniające i zaraźliwie, czasem wydobyte z ilimby („Somba”), czasem zagrane na flecie i saksie (Jimi Tenor w „Elefanc”!), czasem wyczarowane handpanem („Legwan”)
Głosy. Słyszysz Mousse Dialo w „Bamanan” i Twoje myśli Czytelniku biegną heeen, do początku lat 90tych, do Mamadou Dioufa, Kiniora i pionierskich czasów z „African Snow”. Słyszysz Mari Kiven Brunvoll w „Legwan” i doświadczasz wręcz namacalnego, niepokojącego odrealnienia. Nawet nie próbuj nazwać nienazwanego.
Elektronika – czasem wielowarstwowy bit, czasem zabawa, czyniąca z elektronicznego generatora instrument ...etniczny? „Gommel”, „Duetto” – czy tak powstaje nowa muzyka ludowa?
A fundamentem wszechrzeczy jest basssssssss. Bas z głębi harmonicznych trzewi dobywany i - kiedy trzeba – modulowany. Ale zawsze wszechmocny, jak dubowe bicie jamajskiego serca. Basowe figury i riffy nadają Bednarzowemu projektowi iście Laswellowski kręgosłup. I myślę, że Bond – Radek Bond - się na mojego Billa Laswella nie obrazi. I na wspomnienie (być może zaskakujące) o Johnie Hassellu też nie. Po prostu - w moim przekonaniu całą trójkę artystów charakteryzuje pokrewny sposób myślenia o muzyce. Myślenie brzmieniem – jako prapoczątkiem zdarzenia muzycznego.
„Silent Witness II” słucha się jednym tchem. Suma różnych wielorakich tropów, doświadczeń, dźwiękowej ornamentyki i wielokulturowej melodyki stopiona w potężny, pulsujący, harmonijny i hipnotyzujący monolit. Po prostu – muzyka świata.
Czekam na więcej, Panie Bondzie.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz