Michał Załęski – instrumenty klawiszowe (fortepian, Rhodes, Prophet, Nord Stage, lap steel) Rafał Błaszczak – gitara Maciej Szczepański – gitara basowa Alex Clov – saksofon tenorowy i barytonowy Dominik „Dodos” Mokrzewski – perkusja
Dominik Mokrzewski – perkusja Maciej Szczepański – gitara basowa, novation Michał Załęski – fortepian, rhodes, prophet, nord stage, lap steel Rafał Błaszczak – gitara Alex Clov – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, ableton
„Reckless Things” to nowa, długo oczekiwana przez fanów płyta Niechęci. Zespół postanowił nie iść za ciosem sukcesu ich poprzedniego krążka, „Unsubscribe”, za to zdecydował się solidnie przemyśleć i wyselekcjonować materiał na kolejny album.
Pamiętam pewnego razu zdecydowałem się spontanicznie podwieźć koleżanki z pracy. W odtwarzaczu CD w aucie (moim poprzednim aucie oczywiście) włożoną miałem płytę bodajże Alberta Aylera czy Anthony Braxtona i kiedy ruszyliśmy muzyka zaczęła się automatycznie odtwarzać. Po kilku minutach, bardzo krótko to trwało, uroczy jazgot moich koleżanek ustał, w ciszy wybrzmiewała jedynie muzyka, aż wreszcie po kolejnych kilku minutach jedna z nich wychodząc z absolutnego szoku zadała pytanie: "jak Ty możesz tego słuchać?". Oczywiście natychmiast zciszyłem i włączyłem Milesa czy Możdżera, ale prawdę mówiąc nie bez kozery byłoby odpowiedzieć poważnie na to pytanie. Dlaczego słucham free jazzu i mi się to podoba? Hmm. Bo free jazz odrzuca zastane schematy opierające się na myśleniu konceptualnym. Jest jak powrót do czystych pierwotnych emocji, jest odrzuceniem hipokryzji na rzecz niczym nie skrępowanego autentyzmu, nawet kosztem warsztatu, komunikatywności czy popularności. Ale tego nie było sensu mówić akurat tym koleżankom.
Zatem jesli ktoś ma wolnego ducha jest duże prawdopodobieństwo, że doceni free jazz. Nigdy nie będzie to muzyka dla mas. Bo wolność to potrzeba zawsze mniejszości. Wolność zakłada wybór, ciągłe kwestionowanie, znaki zapytania które rodzą znaki zapytania. Brr. Dla większości to zbyt dużo. Ale dla mniejszości to jest potrzebne jak tlen w powietrzu. Zatem doceńmy tych, którzy grają free jazz. Kokosów na tym nie zrobią. Ale dostarczają strawę dla naszych uszu, a może jeszcze bardziej dla ducha tych, dla których jazz to bardziej styl życia niż jeden z wielu gatunków muzycznych.
Zatem dzisiaj moje podziękowania idą do dwóch muzyków tworzących duet Skerebotta Fatta tj. saksofonisty Jana Małkowskiego i perkusisty Dominika Mokrzewskiego (nie zapominamy też o ludziach z wytwórni ForTune). Znam ich z Warsaw Improvisers Orchestra założonej przez Raya Dickety'ego. Robili oni - szczerze mówiąc - jak dla mnie o wiele więcej hałasu niż dobrej muzyki, ale nie brakowało im entuzjazmu. Oczywiście czy się komuś coś podoba to sprawa gustu. Ja w międzyczasie wyrosłem z fascynacji tzw. kinetycznym free. Mam wobec free jazzu wymagania równie wysokie jak wobec każdej muzyki. Jestem gotów na kompromis jeśli chodzi o formę, jesli chodzi o strukturę, ale nie jeśli chodzi o efekt artystyczny. Tak czy owak ważne, że wokół Dickety'ego powstało pewne środowisko artystyczne i że wartało czekać aż muzycy dojrzeją. Ta płyta ma właśnie taki walor dojrzałości. Nie tylko bucha emocjami, ale i pięknie brzmi. A dla free jazzowej płyty to jest naprawdę największy możliwy komplement.
A zatem mamy bardzo dużą, lecz miłą niespodziankę. Dwóch stosunkowo nieznanych muzyków nagrało free jazzową płytę, która powinna przykuć uwagę nie tylko fanatyków muzyki m.in. "Retep Bro", "Relya", "Not Xarb", "Dyoll" czy "Kinneb" (myślę że łatwo rozszyfrujecie te nazwiska będace też tytułami utworów na płycie). Powinna zasmakować tak smakoszom gatunku jak i tym, którzy dopiero chcą się z nim zapoznać. Obfituje nie tylko w emocje, ale i w przestrzeń, otwartość, oddech. Nie zawodzi pulsując energią i wiarą, że tak jak przed muzykami taki przed samym free jazzem (jak i jego wielbicielami) jeszcze wielka przyszłość.
This is the debut album by
Polish quartet called Light Star Guiding, which comprises of British (resident
in Poland)
saxophonist Ray Dickaty and Polish guitarist Mikołaj Poncyljusz, bassist
Staszek Czyżewski and drummer Dominik Mokrzewski. Vocalist Maniucha Bikont appears
on one track. The album presents six original pieces, which are not credited on
the album's artwork and are assumed to be co-composed by the quartet members.
The members of the quartet are
usually associated with the Polish Avant-Garde/Improvised Music scene, but
the music on this album is overtly contemplative and surprisingly melodic, bordering
on contemporary Classical chamber music, with some Jazz and Rock influences. The
pieces develop slowly and gradually increase the intensity and tempo, moving
towards a climax and then stop abruptly. There is a lot of trancelike
repetition and ambient mood, and the overall effort is more about atmosphere
than actual content.
It is difficult to separate the
pre-composed and the improvised parts, but there is not much individual soloing
and most of the time the quartet plays in unison and perfect harmony, rather
than freely improvising. There are some obvious conceptual similarities between
this music and the music of the Rdza ensemble, which also includes Dickaty and Mokrzewski.
Although instrumentally Rdza is a big ensemble and LSG is a quartet, the
approach is quite related and they both represent a relatively new stream in
Polish Jazz, which combines ambient/trance experiments with Jazz tradition.
Overall this is definitely an
interesting listening experience, which requires patience and piece of mind to
get into, but is eventually very rewarding. There is not that much happening within
the music, but the mood and ambience are tantalizing and keep the listener mesmerized
for the entire duration. Warmly recommended and surely worth checking out!
Jan Małkowski - saxophones
Dominik Mokrzewski - drums
Riders From The Ra
CREATIVE SOURCES 545
By Andrzej Nowak
Pod intrygująca nazwą Skerebotte Fatta kryje się duet młodych polskich improwizatorów – saksofonista Jan Małkowski i perkusista Dominik Mokrzewski. Obydwu tych dżentelmenów powinniśmy kojarzyć z Warsaw Improvisers Orchestra, a także z jej równie udaną "small version", czy kwintetem Infant Joy.
Na krążku dumnie nazwanym "Riders From The Ra" (cała historia rocka i jazzu leży u ich stóp), z pełną odwagą rzucają się na klasyczny idiom free jazzu, czyli "sax & drums", i wychodzą z tej nierównej walki prawdziwie zwycięzcy. Przyznaję bez cienia wątpliwości, iż tak dobrej, klasycznie free jazzowej płyty nie słyszałem w wykonaniu polskich muzyków od lat. Do tego wszystkiego wydawcą jest portugalski Creative Sources, co niezależnie od wszelkich uwarunkowań ekonomicznych tego faktu, jest dla młodych improwizatorów dalece nobilitujące. Zajrzyjmy zatem do środka i sprawdźmy, co też dzieje się w trakcie ośmiu utworów zawartych na płycie (muzycy, nieco przekornie, nazwali swe dzieło „all compositions”).
Startujemy w towarzystwie masywnego, krzykliwego saksofonu (tenorowego?) i mocnego, opartego na agresywnym pulsie stopy, zestawu perkusyjnego (niczym Tom Bruno). "Hey bebop!", czyli przykład free jazzu, jakiego nie gra się zbyt często na Wisłą i Odrą. W kolejnej, już nieco bardziej rozbudowanej kompozycji, napotykamy na dynamiczny, progresywny "drumming", wokół którego tańczy i swawoli saksofon (sopranowy?). Rytm, ekspresja i precyzja. A wszystko podane z niemal punkrockową bezkompromisowością i ładnie wykończone po wybrzmieniu. Trzeci odcinek startuje niemal z poziomu ciszy i płynie niczym delikatnie rozwichrzona ballada free, z której niebanalnie wyłania się zwinny, "aylerowski" hymn. Czwarty, wzorem prologu, to kolejna petarda – prawdziwy "psycho attack"! Saksofon w estetyce "harsh" i doom-metalowa perkusja! Piąty utwór koi emocje, nerwy i pot na czole - stylowy, wyrazisty, "mały" saksofon na tle talerzy.
Wreszcie tytułowa, niemal 18 minutowa, epicka free jazz drama. Muzycy zaczynają w pozycjach sonorystycznych – aktywny "drumming", zadumany "dęciak". Nie tylko żywioł free – jest struktura, dramaturgia, nieśpieszna, precyzyjna narracja. Mokrzewski znów czuwa nad całością, niczym Tom Bruno nad szaleństwami Sabira Mateena i Daniela Cartera w kwartecie Test. Obok piękna ekspozycja Małkowskiego, konsekwentna i spójna. Klasyka free jazzu potrzebuje takich nagrań, zwłaszcza 50 lat po śmierci Coltrane’a. W środkowej części utworu zwinne i przebiegłe solo perkusyjne. Po nim sopran Jana szybuje w poszukiwaniu klasycznej melodyki jego wielkiego poprzednika. Melodyka, rytm, dramaturgiczna pieczołowitość. A na finał eksplozja w samym środku tuby saksofonu.
Na ostatniej prostej dwie zgrabne, nieprzegadane numery. Najpierw spokojna "meta" ballada, niestroniąca od sonorystyki, grana swobodnie, na dużym luzie, z której błyskotliwie wyłania się pełna ekspresji narracja. Zaś sam finał płyt jest ostry, drapieżny i dynamiczny. Czyniona przy świetnej komunikacji wzajemnej, intensywna wycieczka po "złote runo". Brawo!
This is the debut recording by the Polish Improvised Music ensemble Infant Joy Quintet, which consists of British (resident in Warsaw) saxophonist Ray Dickaty, and Polish musicians: saxophonist Jan Małkowski, bassist Ksawery Wójciński and drummers Michał Kasperek and Dominik Mokrzewski. Harmonica player Laura Waniek appears as a guest artist. The album presents three extensive improvisations, one of which is almost half an hour in duration, all credited to all the quintet members.
With a
double saxophone/double drums lineup the quintet presents a solid showcase of
concentrated group improvisation, which keeps a pretty steady level of
intensity from the very first seconds the music starts to play till the very
end, leaving almost no place for individual expression. The "wall of sound"
effect hints (in addition to the album's title) as to the intention of the
musicians to pay tribute to the legendary Albert Ayler, which is only partly
successful.
Wojcinski,
who is left alone in the "center" of this music, manages to keep the
havoc in check, and his energetic, but well structured bass pulsations save the
entire proceedings from disintegration. Collective improvisation is of course
based primarily not on the ability of the musicians to play but rather on their
ability to listen to what the other ensemble members play. On this album it
often appears as if the mutual listening is secondary.
Overall
this is a typical Improvised Music meeting, all a spur of the moment, completely
unique and unrepeatable. As such it has its merits and is worth listening to,
but there is hardly any groundbreaking, innovative or extraordinary statement
being made here. It is important to listen to such music live but on record it
loses its charm considerably.
Ray Dickaty - tenor & soprano saxophones
Jan Małkowski - alto saxophone
Ksawery Wójciński - double bass, pocket trumpet
Michał Kasperek - drums, percussion
Dominik Mokrzewski - drums, percussion
Laura Waniek - chromatic harmonica, whistles, jaw harp
New Ghosts
For Tune 0029 By Mateusz Magierowski
Pisząc o tej płycie po prostu nie sposób pominąć postaci Alberta Aylera, bo przecież pomimo że jego duch unosił się już zapewne nad niejedną sesją nagraniową, znów nie aż tak wiele jest płyt stawiających swym tytułem tak odważne deklaracje wobec dorobku twórcy m.in. legendarnego "Spiritual Unity" jak debiutancki krążek kwintetu Infant Joy. Zespół tworzą czołowi przedstawiciele warszawskiej sceny improwizowanej: Ray Dickaty (saksofon sopranowy i tenorowy), Jan Małkowski (saksofon altowy), Ksawery Wójciński (kontrabas) oraz zasiadający za zestawami perkusyjnymi Dominik Mokrzewski i Michał Kasperek.
"New Ghosts" sugeruje swym tytułem aylerowskie inspiracje, ale jednocześnie - poprzez owo "new"- budzi w słuchaczu nadzieję, że muzyczny język, którym posługują się członkowie kwintetu jest pochodną ich własnej wrażliwości, która na pomieszczonej na krążku muzyce objawia się w rozmaitych formach muzycznego wyrazu, czerpiących z różnych nurtów free. Wrażliwości, która nawet jeszcze bardziej niż widniejącą w nazwie zespołu dziecięcą w swej spontaniczności radością uderzyła mnie dojrzałością - i to nie tylko z powodu wybornego utworu tytułowego, będącego świetną muzyczną ilustracją emocji raczej dość odległych stanowi małoletniej beztroski.
Dojrzałość ta objawia się przede wszystkim w strukturze improwizacyjnego dialogu. Punkt wyjścia w każdym z trzech zapisanych na płycie improwizowanych dialogów sięga gdzie indziej: w "Sounds of the Night Sky" tę funkcję spełnia nieoczywista, ale spójna rozmowa wszystkich instrumentów, "New Ghost" rozpoczyna rzewny zaśpiew dęciaków, zaś "Bell, Book and Candle" niespiesznie rozkręca się eskalacją brzmieniowych eksperymentów. Cel, do którego zmierzają wiedzieni swoistym espirit de corps improwizatorzy jest w każdym przypadku ten sam: subtelnie sączące się źródło zmienia się z biegiem czasu w nieposkromiony żywioł, akustyczne apogeum nie pozwalające na obojętność, i - co w tym wszystkim najistotniejsze - za każdym razem odmalowujące za pomocą różnych (choć tak samo dosadnych) dźwiękowych konstelacji wielorakie odcienie tej samej dojrzałej wrażliwości. Dzięki niej "New Ghosts" to jeszcze jeden dowód na to, że siła współczesnego free wcale nie tkwi w potędze brzmienia, ale w jego różnorodności.