Translate

piątek, 18 września 2026

Miłość & Lester Bowie – „Live in Gdynia”

Miłość & Lester Bowie

Lester Bowie – trąbka
Maciej Sikała – saksofon tenorowy,
Mikołaj Trzaska – saksofony sopranowy, altowy i barytonowy
Leszek Możdżer – fortepian
Tymon Tymański – kontrabas
Jacek Olter – perkusja

Album: „Live in Gdynia”


Wydawca: AC Records (2022

Tekst: Marek Demidowicz

Od premiery tej płyty minęły już co prawda 4 lata, ale wciąż wydaje się mniej zauważona, niż na to zasługuje. A zasługuje z kilku powodów.

Bo Miłość to najważniejszy zespół yassu, buntowniczego, undergroundowego, niepokornego i awangardowego nurtu polskiego jazzu lat 90. Bo Lester Bowie to absolutna legenda, koryfeusz free jazzu i członek jednej z najważniejszych grup w historii jazzu – Art Ensemble of Chicago. Bo ich wspólna trasa z lutego 1996 przypada na apogeum artystyczne Miłości. I wreszcie, bo wydawnictwo jest wyjątkowe także ze względu na swoją perfekcyjną edycję.

Nie ma tu miejsca na przytaczanie całej, barwnej, a czasem dramatycznej historii zespołu, na końcu polecę kilka lektur. Skupmy się na relacjach z Lesterem Bowie. Po raz pierwszy zagrali razem 19 listopada 1994 w poznańskim klubie Eskulap na Poznań Jazz Fair ‘94. Kulisy tego spotkania są dość symptomatyczne dla atmosfery tamtych czasów, a trwałą pamiątką jest koncertowy album „Not Two” z 1995. Do dziś pozycja obowiązkowa w kanonie polskiej awangardy jazzowej. Tymon Tymański we wspomnieniu o Olterze: „Nagranie z koncertu brzmi tak sobie, a jednak słychać w nim to, co trzeba. Magię, wzajemną atencję i synergię. Ducha spotkania”.

Sukces tej kooperacji sprawił, że zaplanowano kolejne spotkanie. Początkowo miał być to styczeń, ale ostatecznie w lutym 1996 miała miejsce tygodniowa trasa koncertowa po Polsce. Zespół zagrał serię 7 koncertów ze swoim znakomitym gościem i co równie ważne, muzycy spędzili ze sobą ten czas. Czas bardzo ważny, wręcz formacyjny dla niektórych z nich, jak wynika z opublikowanych wspomnień i wypowiedzi.

W słynnym Yass Forum, czyli czerwcowym numerze Jazz Forum z 1997 jest m.in. wywiad z Mikołajem Trzaską, który na pytanie, jak ocenia wspólne granie z Lesterem Bowie, odpowiada (skróty autora): „Fantastycznie. Lester wyprzedził moje myśli, mówiąc, że jazz zawiera całą muzykę świata, że najważniejsze jest otwarcie i przekraczanie zasad”.

Tymon Tymański (ADHD, skróty autora): „Ta trasa okazała się sednem naszego spotkania, doświadczeniem, które odmieniło moje życie. Mówię to bez przesady. Obcujesz z wielkim muzykiem, który przez tydzień przysypia na twoim ramieniu, gadasz z nim parę godzin dziennie. (…) Lester wspominał muzykę lat 60., śpiewał mi do ucha jakieś szlagiery, imitując ustami brzmienie trąbki. Odpadałem, ale mówiłem sobie w duchu: Nie zasypiaj, nie zasypiaj. Rejestruj wszystko.”

Miała miejsce jeszcze trzecia i ostatnia, jak się okazało, odsłona współpracy Bowiego i Miłości. W lipcu 1997 w studiu Polskiego Radia w Gdańsku muzycy zarejestrowali materiał, który ukazał się pod tytułem „Talkin’ About Life and Death” wydany w 1999 przez niezależną wytwórnię Biodro Records. Potem jeszcze 2 koncerty w Berlinie i w Gdyni. Nie udało się nagrać całości zaplanowanego przez Tymona materiału. Są 3 utwory, które grali w Gdyni: „Fukan Zazen-Gi”, „Let’s Get Serious” i „Impressions” Johna Coltrane’a, oczywiście w wersji studyjnej. Wisienką na torcie jest kompozycja Lestera „What If”, której nie nagrał wcześniej na żadnej płycie.

I to już koniec, dalszego ciągu nie było. Atmosfera w zespole się wypalała, każdy miał już własne projekty. W listopadzie 1999 niespodziewanie zmarł Lester Bowie, a Jacek Olter zmarł tragicznie w 2001. W 2002 Miłość zakończyła działalność.

Tymon Tymański na okładce opisuje okoliczności tego nagrania: „Trasa po Polsce objęła siedem miast: Warszawę, Wrocław, Gliwice, Lublin, Poznań, Szczecin i Gdynię. Niniejsze nagranie pochodzi z ostatniego koncertu i odzwierciedla niesamowitą siłę kolektywu, jaką Miłość emanowała na żywo”. Planowano także koncert w Olsztynie, ale do niego nie doszło. Najważniejszy dla tej recenzji koncert odbył się 8 lutego 1996 w Teatrze Miejskim w Gdyni. Na okładce widnieje adnotacja, że muzyka została zarejestrowana podczas Gdynia Summer Jazz Days, a jak sama nazwa wskazuje, to impreza letnia i w 1996 odbyła się w dniach 12 – 14 lipca. Jarosław Tylicki, organizator GSJD, współorganizator trasy i współproducent płyty, potwierdził mi jednak, że tak, koncert odbywał się z budżetu i pod szyldem GSJD.

Opowiedział mi też nieco o kulisach organizacyjnych koncertu. Otóż wahał się, czy wynająć dużą salę w Teatrze Muzycznym czy 2 razy mniejszą w Teatrze Miejskim. Trochę asekuracyjnie, nie spodziewając się nadzwyczajnej frekwencji, zdecydował się na tę drugą. Bilety sprzedały się jednak dość sprawnie. Mało tego, okazało się, że każdy z muzyków ma jeszcze listę swoich przyjaciół, fanów i kibiców, którzy też przybyli na koncert. W obliczu napierających tłumów wkrótce stracono wszelką kontrolę nad tymi listami. Finał był taki, że w sali mieszczącej 300 osób było ich 400, a jeszcze 200 tłoczyło się w foyer. Zaprzyjaźniony strażak rzucał gromami, a Jarek unikał jego wzroku. Historia prawie jak z Woodstocku! Takie audytorium miało wpływ na temperaturę koncertu. Z wielu relacji wynika, że ten koncert był najlepszy na trasie. Miłość grała w końcu na własnym terenie, dla swoich fanów. Mieli czas dotrzeć się z mistrzem na poprzednich koncertach. Tydzień spędzony w tych samych hotelach, w jednym busie, przy posiłkach, na rozmowach, na graniu przynosił efekty.

Na płycie zmieściło się tylko 5 utworów, czyli mniej niż połowa koncertu. Pierwsze 3 z nich: „Etno”, „Fukan Zazen-Gi” i „Let’s Get Serious” to kompozycje Tymona Tymańskiego, czwarty „Nobody’s White” został podpisany nazwiskami Lestera Bowiego i wszystkich członków zespołu, a piąty to „Impressions” Johna Coltrane’a. Mój faworyt to medytacyjny „Fukan Zazen-Gi”. Niestety wdarł się drobny chaos w opisach, to drugi numer na pierwszej stronie, najdłuższy na płycie, błędzie podpisany jako „Let’s Get Serious”. Medytacyjny i monumentalny to najlepsze słowa, jakie tu pasują. Jest dziś chyba najbardziej rozpoznawalnym kawałkiem z ich repertuaru. Lester, w odróżnieniu od poprzedniej płyty koncertowej, wchodzi też ze swoją trąbką w tematy utworów. Wszyscy grają z dużą ekspresją. Dla dzisiejszych fanów np. Leszka Możdżera to może być zaskoczenie. Tymon dzielił członków Miłości na awangardystów (on i Mikołaj) oraz konserwatystów (Leszek i Maciek), Jacek był uniwersalny. Tu tego podziału nie słychać. Słychać natomiast wielką energię tej muzyki i czuje się wielkie emocje na sali. Muzyka, jak to u Miłości i jak to u Lestera Bowiego, nie trzyma się kurczowo jakiegoś stylu czy gatunku. Jest więc free, ale są też rytmy reggae. M.in. „Impressions” Coltrane’a dostał jamajski rytm. Lester pięknie gra na trąbce, ale gama środków wyrazu jest znacznie bogatsza: dmucha bezdźwięcznie, szumi, prycha, buczy i mruczy. Można mnożyć onomatopeje. Tymon przez lata wspominał o tym materiale, że kiedyś go wyda, że jest znakomite ostre granie. No i rzeczywiście jest. Saksofoniści wchodzą chwilami na naprawdę wysokie obroty, Lester podobnie. Można usłyszeć jeszcze znakomitą solówkę Oltera. Tymon na kontrabasie raz bardziej rockowy, a raz w jazzowych pochodach basowych. Z jednej strony szkoda, że to tylko 5 utworów, mniej niż połowa koncertu, ale z drugiej może ten wybór sprawił, że płyta jest tak dobra i nie ma słabszych momentów. Płyta emanuje energią, wciąga do współuczestnictwa.

TVP zarejestrowała wcześniejszy koncert zrealizowany we wrocławskim studiu telewizyjnym podczas tej samej trasy. Z 5 utworów, które znalazły się na omawianej płycie, tu są jedynie „Etno” i „Fukan Zazen-Gi”. Materiał został wyemitowany w kwietniu 1996 w TVP2 i potem kilkukrotnie był pokazywany w TVP Kultura. Nie znalazłem informacji o rejestracji wideo koncertu w Gdyni, więc to chyba jedyny zapis filmowy z tej trasy, wielokrotnie wykorzystywany zresztą w innych filmach. Muzycy nie byli specjalnie zadowoleni. Koncert został podporządkowany rygorom studia telewizyjnego, co sprawiło, że nie było właściwej atmosfery, jaka towarzyszyła pozostałym koncertom na tej trasie.

Koniecznie trzeba natomiast sięgnąć po świetny film dokumentalny „Miłość” w reżyserii Filipa Dzierżawskiego. Nagradzany film z 2012 pokazuje całą historię Miłości oplecioną wokół próby reaktywacji legendy yassu. Jest kilka fragmentów związanych ze współpracą zespołu z Lesterem Bowie. Można gdzieś jeszcze wyszperać na DVD. „Lester przyjechał i obcowanie z nim potwierdziło słuszność naszego działania i naszego myślenia o muzyce” – mówi w filmie Mikołaj Trzaska. „Ja usłyszałem w jego graniu wolność” – Maciej Sikała. „Kiedy przychodziły momenty improwizacji, to ciągnął nas na wyżyny kompletne” – Leszek Możdżer. Wykorzystano, sądząc po scenografii, fragmenty koncertu we Wrocławiu i konferencji po koncercie, gdzie Lester dzielił się swoją definicją jazzu.

Płyta została wydana przez AC Records, wytwórnię znakomitego perkusisty Adama Czerwińskiego. Adam to wieloletni współpracownik Jarka Śmietany i wielu innych znakomitości jazzu i bluesa. Grał na stu kilkudziesięciu płytach, a lista jego współgraczy przyprawia o zawrót głowy. Postać niezwykle ciekawa i zasłużona dla polskiego jazzu. Zasługuje na szersze omówienie przy najbliższej okazji. Wydawnictwo słynie z niezwykłej dbałości o jakość dźwięku i z afektu do analogowego brzmienia.

Materiał wyjściowy został zarejestrowany prosto ze stołu mikserskiego na cyfrową taśmę DAT (16 bitów, 48 kHz). Adam z ponad 1,5 godziny nagrań wybrał 5 utworów, nieco ponad 43 minuty, wgrywając materiał z taśmy na komputer i dokonując skrótów. Spytałem go, jak dokonał selekcji materiału: „Bardzo trudno było mi wybrać odpowiednią ilość muzyki na wydanie winylowe, choć koncert trwał półtorej godziny. Głównie jednak składał się z przekleństw, trzasków i słabej jakości dźwięków. Myślę, że ostatecznie udało się skleić całkiem przyzwoity materiał pod względem muzycznym”.

Następnie pliki trafiły do studia Custom 34, poddane masteringowi w analogowym torze przez Piotra Łukaszewskiego i zgrane na analogową taśmę. Hendrik Pauler w studiu Pauler Acoustics wykonał ostateczny mastering, w tym DMM na miedzianej płycie. Proces przygotowania płyty wyglądał więc następująco: nagranie DAT (cyfrowe) remaster na taśmie 1/4’’ (analogowe) mastering na miedzianej płycie (analogowy). Wojciech Pacuła na łamach „High Fidelity” w jedynej o dziwo recenzji, jaką znalazłem, zwraca uwagę na drobną nieścisłość, że na wydawnictwie widnieje symbol AAA, a zgodnie z tym, co wyżej, powinno być raczej DAA. Adam potwierdza: „DAA, ponieważ materiał miałem na DAT, a całą produkcję robiłem już w torze analogowym”.

Materiał ukazał się na 180 g winylu w dwóch wersjach, 400 sztuk na bezbarwnym winylu (nr 001-400) oraz 600 sztuk na winylu czarnym (nr 401-1000). Mój egzemplarz ma numer 769 i wyryte inicjały HP (Hendrik Pauler). Piękne wydanie, można śmiało powiedzieć, że luksusowe: gatefold, obi jak w japońskich wydaniach, świetna strona graficzna autorstwa Kuby Karłowskiego z jego zdjęciem na froncie i fotografiami rzeźb Czesława Podleśnego na kopercie wewnętrznej. Do tego ciekawy wybór zdjęć z prywatnych archiwów w środku. Płyta brzmi fantastycznie, nagranie i tłoczenie są najwyższej jakości. Nie jest to jednak brzmienie audiofilskie, analityczne i zimne. To rejestracja koncertu, transfer jego energii i emocji, które są solą jazzu.

Dla szczególnie zainteresowanych polecam zestaw lektur, w których znalazłem wzmianki o współpracy Miłości z Lesterem Bowie. Trzy z nich to cegły: bardzo solidna monografia yassu „Chłepcąc ciekły hel. Historia yassu” Sebastiana Reraka oraz autobiografie „ADHD” Tymona Tymańskiego i „Wrzeszcz!” Mikołaja Trzaski. Czwarta ma bardziej osobisty charakter i została poświęcona perkusiście zespołu Jackowi Olterowi „Jacek Olter – wspomnienia” podpisana Katarzyna Olter i przyjaciele. Wśród przyjaciół m.in.: Leszek Możdżer, Mikołaj Trzaska, Maciej Sikała i Tymon Tymański.

W książce o Jacku Olterze znalazłem taki passus Tymona (skróty autora): „Nie macie pojęcia, jakim zajebistym zespołem była Miłość, która przetoczyła się jak tajfun przez polskie sceny lat 90. Może zobaczyliście kapitalny film Filipa Dzierżawskiego i wydaje się Wam, że jest inaczej. Jeśli widzieliście film i macie płyty Miłości, macie jakieś bazowe zrozumienie tego fenomenu. Żeby jednak naprawdę wiedzieć, czym była nasza kapela, trzeba było być na jednym z koncertów”.

Na koncert Miłości już raczej nigdy nie pójdziemy, ale dzięki tej płycie nasze bazowe pojęcie o tym ważnym dla historii polskiego jazzu zjawisku jest dużo większe. A może będzie jeszcze większe. Wiem, że Tymon chomikuje nagrania z tamtych czasów, właśnie dostałem potwierdzenie i dość sensacyjną zapowiedź: „Większość koncertów z tej trasy mam zarchiwizowanych i zamierzam wydać pojedynczego lub podwójnego winyla (plus CD) w Polskim Radiu. Zaczynamy też wznowienia Miłości, zaczynając od jedynki z owocami jakoś na początku przyszłego roku”. Będzie więc okazja jeszcze wrócić do tematu Miłości.

Na stronie AC Records płyty są jeszcze do kupienia. Utwory są dostępne w streamingu, a także do zakupu w wersji cyfrowej o wysokiej rozdzielczości.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: