Translate

piątek, 28 sierpnia 2026

Adam Bałdych European Quartet – „Endless”

Adam Bałdych European Quartet

Adam Bałdych – skrzypce, skrzypce renesansowe
Jacob Karlzon – fortepian
Daniele di Bonaventura – bandoneon
Michel Benita – kontrabas

Album: „Endless”

Wydawca: Imaginary Music (https://imaginarymusic.pl/) 2026

Tekst: Marek Demidowicz


28 sierpnia 2026 premiera najnowszej płyty europejskiego kwartetu wybitnego skrzypka jazzowego Adama Bałdycha. Tym razem do nagrania zostali zaproszeni: włoski bandoneonista Daniele di Bonaventura, szwedzki pianista Jacob Karlzon i francuski kontrabasista Michel Benita. Południe i północ, zachód i wschód. Polska co prawda uważa, że leży na zachodzie, choć geograficznie to raczej centrum, ale po ostatnich zawirowaniach wylądowała znów na wschodzie, przynajmniej na wschodzie zachodu. Wszystko to bardzo skomplikowane. Dla płyty ważne jest spotkanie 4 nietuzinkowych osobowości muzycznych z przeciwległych krańców Europy, zderzenie ich wrażliwości, ich tradycji i uzyskanie spójnego efektu artystycznego. Na płycie 10 utworów skomponowanych przez Adama Bałdycha i „Gnossienne” Erica Satie.

Sesja nagraniowa odbyła się w fantastycznych warunkach. Rejestracji dokonano w sali koncertowej Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. To miejsce, to nie tylko akustyka, ale kawałek innego, lepszego świata. Tu nie dociera zgiełk wielkomiejski, można się odłączyć od przebodźcowania informacyjnego, a muzycy zanurzeni w ciszy łatwiej mogą usłyszeć, co im w duszy gra i siebie nawzajem. W materiałach promocyjnych znalazłem krótki film o historii nagrania. Warto obejrzeć uważnie, bo pomaga lepiej zrozumieć płytę i świetnie oddaje atmosferę ciszy, skupienia, wsłuchania, wspólnoty.


Muzyka, jak mówią sami muzycy, na granicy ciszy, kontemplacyjna, poszukująca piękna. Tytułowe „Endless”, to właśnie poszukiwanie nieskończoności, czyli piękna. Jest tu minimalizm, repetycje, pojawiają się motywy zaczerpnięte z tradycji. Można się spierać, czy to jeszcze jazz, czy to może już kameralistyka albo zupełnie coś innego. Ja pozostanę przy starej zasadzie, że jazz to muzyka grana przez jazzmanów, a tu dodatkowo całość opiera się na wspólnej improwizacji, która jest jazzu fundamentem. Mało tu natomiast swingu typowego dla afroamerykańskiego idiomu i nie ma perkusji, co wcale nie znaczy, że nie ma rytmu. Jest go nawet sporo, głównie to rola skrzypiec.

Muzycy doskonale współgrają. Słychać na płycie, że się doskonale słyszą i słuchają. Najważniejsze w warstwie muzycznej są oczywiście skrzypce. Adam od lat używa skrzypiec barokowych, jest zafascynowany ich brzmieniem. Grają w niższych rejestrach, czasem brzmią nieco podobnie do wiolonczeli. To wirtuoz, absolutna światowa czołówka. Skrzypce u Adama, to nie instrument, ale jakby dodatkowa część ciała. Można tu usłyszeć bardzo szeroki zakres brzmień, jakie można wycisnąć z tego kawałka drewna z czterema strunami. Szczególnie perfekcyjnie Adam opanował technikę pizzicato, chętnie i udanie ją stosuje w kilku utworach. Są też elementy sonorystyczne, tu traktowanie pudła rezonansowego jak instrumentu perkusyjnego. Nie są to jednak popisy skrzypcowej ekwilibrystyki, wszystko jest podporządkowane osiągnięciu właściwego brzmienia i odpowiedniej ekspresji. Tylko tyle i aż tyle. Duży wpływ na brzmienie zespołu mają też oczywiście jego pozostali członkowie. Bandeon potrafi nawet chwilami w tę atmosferę ciszy wprowadzić dość potężne harmonie. Fortepian i kontrabas są chyba najbliżej jazzu. Michel Benita pracowicie buduje struktury basowe, stanowiące bazę rytmiczną utworów. Jacob Karlzon ma kilka okazji do pięknych jazzowych improwizacji na fortepianie. Wszystkie instrumenty są tu bardzo ważne dla osiągnięcia końcowego brzmienia. Każdy z muzyków ma tu swój bardzo ważny wkład i bardzo ważną rolę. Crossover między klasycznym wysublimowaniem a muzyką improwizowaną, jak to określił Adam. Piękny duet skrzypce – kontrabas w końcowej „Michalinie”, dedykowanej córeczce Adama. Płyta z tych wymagających czasu i skupienia, ale potrafi się odwdzięczyć nastrojem i subtelną urodą. Kolejna próba wniesienia europejskiego wkładu w globalny już gatunek muzyczny, jakim jest jazz. Moim zdaniem bardzo udana. Można też napisać, że to wkład w muzykę współczesną albo etniczną. Można się zagubić w szaleństwie katalogowania, a nie o to tu chodzi.

Wydawca udostępnił oficjalne wideo z tytułowym utworem. Muzyki lepiej słuchać niż o niej opowiadać:

.

Moje 2 subiektywne polecenia to: „Traveler”, utwór z największą dawką rytmu, najszybszym tempem, z wycieczkami w stronę awangardy i atonalności w środkowej części oraz kameralny „Michalina” grany w duecie przez Adama i Michela Benitę, tylko skrzypce i kontrabas.

Płyta wydana przez niezależną wytwórnię Imaginery Music, założoną przez Adama w 2023. W książęce piękne zdjęcia Wiktora Franko. Pojawia się jednocześnie w wersji cyfrowej, na CD i pojedynczym winylu. Wersja na CD ma 52’48”, winylowa jest nieco krótsza, bo nie zmieściła się kompozycja Erica Satie.

Na koniec nieco osobistych wspomnień, bo obserwuję karierę Adama dosłownie od jego dzieciństwa, kiedy to stawiał swoje pierwsze jazzowe kroki w Jazz Clubie „Pod Filarami” w Gorzowie Wielkopolskim, skąd pochodzi. Był rodzajem cudownego dziecka, grę na skrzypcach miał chyba w genach. Pamiętam znamienny epizod. Przyjechała pod Filary indonezyjska skrzypaczka jazzowa Luluk Purwanto ze swoim zespołem. Ciekawa postać, koncertowała wówczas na całym świecie, obracała się wśród największych. Przepraszała, że zachorował jej perkusista i przyjechał w zastępstwie Billy Cobham (!). Koncert świetny, atmosfera klubowa, luźna, więc Luluk przyjęła propozycję, żeby do zespołu dołączył Adaś. Nie wiem, czy później nie żałowała, bo solówka Adama trochą ją przyćmiła. Adam miał wtedy chyba 15 lat, a wyglądał na mniej. Dziś jest najbardziej prominentnym przedstawicielem gorzowskiego środowiska jazzowego i jednym z najbardziej rozpoznawalnych skrzypków jazzowych świata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: