Julija Šaviel – organy (2-6, 8),
Viktar Siamaška – organy (1, 7, 9), melodie chóralne,
Kanstancin Jaśkoŭ – aranżacja,
chór „Huk Cišy” pod batutą Pawła Sapota
"ISNY"
wyd. 2026
Tekst: Szymon Stępnik
Zespół Fantastic Swimmers to awangardowa grupa jazzowa pochodząca z Białorusi, która za każdym razem tworzy zaskakujące nagrania i poszukuje nowych dźwięków. Jest to muzyka trudna, wymagająca skupienia i zdecydowanie niebędąca typowym „jazzem samochodowym” do umilania czasu w podróży. „ISNY” to moje drugie zetknięcie z tym zespołem. Pierwszym było wydawnictwo o nazwie „Bonaventura”, które zapamiętałem głównie ze względu na fenomenalną grę Piotra Dąbrowskiego na bębnach. Recenzowana płyta niewątpliwie trzyma poziom poprzedniczki, ale czuć tu pewne ograniczenie instrumentarium i brak perkusyjnych ozdobników, które tak bardzo spodobały mi się w poprzednim nagraniu.
W muzyce awangardowej bardzo łatwo zatrzeć granicę między tym, co jest niesłuchalne, a tym, co wciąż przypomina jakąkolwiek muzykę. Owszem, potrzebni są artyści, którzy eksperymentują i szukają nowych dźwięków, ale niekoniecznie wszystkie takie nagrania – przynajmniej w mojej ocenie – można nazwać utworami muzycznymi. “ISNY” na szczęście do tej kategorii nie należą. Kompozycje mają własne linie melodyczne, które może nie są najbardziej efektowne ani łatwe do zapamiętania, ale zdecydowanie pozwalają zatopić się w muzyce i odnaleźć charakter każdej z nich.
Główną siłą napędową zespołu, jak i zresztą recenzowanej płyty, jest Viktar Siamaška – założyciel i swoisty dyrektor artystyczny. Choć wcześniej można go było kojarzyć głównie z fortepianem, na albumie odpowiada wraz z Juliją Šaviel za partie organów, a także za melodie chóralne. Aranżacji dokonał kompozytor Kanstancin Jaśkoŭ. Na albumie wystąpił również chór „Huk Cišy”, założony przez społeczność białoruską w Warszawie, pod batutą dyrygenta Pawła Sopata.
Śpiewane przez chór pieśni przywodzą na myśl klimat mrocznego średniowiecza. Nie przypominają jednak muzyki religijnej, lecz raczej złowieszcze rytuały pełne napięcia, które rzadko znajduje swoje ujście. Całość dopełniają organy, często grające w bardzo niskich rejestrach, gdzie bardziej niż sam dźwięk słychać wręcz przepływające powietrze. Choć Julija Šaviel, obecna w większości utworów, wykonuje fenomenalną robotę, nie ukrywam, że najbardziej podobała mi się gra lidera w kompozycjach numer 1, 7 i 9. Stanowią one świetne przerywniki, które wyrywają słuchacza ze średniowiecznego letargu i przypominają, że Fantastic Swimmers to wciąż projekt zakorzeniony w nowoczesnej muzyce jazzowo-awangardowej.
Na wstępie zasygnalizowałem, że nieco bardziej podobało mi się jednak wcześniejsze wydawnictwo tej grupy pod nazwą “Bonaventura”. W mojej ocenie największym problemem “ISNY” jest zbyt mocne osadzenie w koncepcji opracowanej przez Viktara Siamaškę. Owszem, płyta jest spójna, a cel w postaci nagrania albumu opartego na muzyce chóralnej udało się zrealizować w stu procentach. Brakuje mi jednak większej liczby elementów jazzowo-awangardowych, których oczekiwałbym po artyście tego pokroju. Momentami aż prosiłoby się, aby taki chór został nagle przerwany przez jakiś aharmoniczny dźwięk albo partię perkusji wybijającą słuchacza z rytmu. Nie ukrywam, że właśnie dlatego najbardziej podobały mi się wspomniane utwory 1, 7 i 9, w których Viktar, w charakterystycznym dla siebie stylu, tworzy na klawiszach melodie ciekawe, niepowtarzalne i zdecydowanie mocniej osadzone we współczesności niż w średniowieczu.
Jednym z ostatnich utworów jest „Alleluja”, który dopełnia całość i stanowi ostateczne ujście napięcia budowanego przez cały longplay. Chóralna forma nabiera tu niemal rytualnego charakteru, a głosy, dotąd wpisane w gęstą i niepokojącą tkankę muzyczną, wybrzmiewają z wyjątkową siłą i podniosłością. To moment kulminacji, przynoszący zarazem oczyszczenie i poczucie domknięcia całej opowieści.
„ISNY” to, jak przystało na Fantastic Swimmers, kolejny udany eksperyment. Viktar Siamaška chciał stworzyć ciekawą muzykę chóralną i bez wątpienia udało mu się to w stu procentach. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że jest to eksperyment stosunkowo bezpieczny, a nagranie zyskałoby jeszcze więcej, gdyby lider zdecydował się mocniej zaryzykować. Ciekawi mnie, jak brzmiałaby ta muzyka z większą liczbą instrumentów. Jak sprawdziłyby się w niej elementy perkusyjne? Cóż, lider zwykł mówić, że nie lubi się powtarzać. Mam więc nadzieję na kolejne eksperymenty w przyszłości i jeszcze więcej wspaniałej muzyki spod jego ręki. Mało kto potrafi tak naturalnie łączyć awangardę, kreatywność i melodyjność jak właśnie pan Siamaška.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz