Translate

piątek, 7 sierpnia 2026

Zbigniew Namysłowski - "Radio Sessions 1974-1995"

Zbigniew Namysłowski

Zbigniew Namysłowski GROUP 1974 -75

Zbigniew Namysłowski - saks.altowy, wiolonczela
Wojciech Karolak - piano el.
Paweł Jarzębski - git. basowa
Janusz Muniak - saksofony, flet (1974)
Czesław Bartkowski - perkusja (1974)
Tomasz Szukalski - saks. tenorowy (1975)
Kazimierz Jonkisz - perkusja (1975)
Jerzy Bartz - perkusjonalia (1975)

Zbigniew Namysłowski QUARTET 1992

Zbigniew Namysłowski - saksofony
Leszek Możdżer - fortepian
Zbigniew Wegehaupt - kontrabas
Cezary Konrad - perkusja

Zbigniew Namysłowski QUINTET 1995

Skład z 1992 plus Piotr Wojtasik - trąbka

Album "Radio Sessions 1974-1995"

Wydawca: Agencja Muzyczna Polskiego Radia (2023)

Tekst: Maciej Nowotny


Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Radio Sessions" jako 36 album wiekopomnej serii archiwaliów Polskiego Radia ukazało się już w lutym 2023! .

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku wolontariatu w zadymionej kuchni schroniska PTTK "Sekwoja" w Masywie Czatoży Wielkiej...

Niemniej - udało się.

Szanowny Czytelniku/Słuchaczu - czeka Cię dwie i pół godziny zanurzenia w potężnym zbiorniku Namysłowskich dźwięków. Prawdziwa uczta dla koneserów i erudytów, niezbędna pomoc dydaktyczna dla szperaczy, entuzjastów, tropicieli i badaczy dróg, jakimi Pan Zbigniew podążał, nieustannie rozwijając i doskonaląc swe liczne przymioty, takie jak:

- kunszt kompozytorski

- perfekcja wykonawcza

- soczystość artykulacji

- genialny eklektyzm z folkloru czerpiący i ze spuścizną dżezową go żeniący

- wyczucie tryndów światowych bez zaniedbywania gustów towarzyszy z Radiokumitetu

- budowanie relacji i sytuacji zarobkowych w rzeczywistości peerelowskiego grajdołka

- poczucie muzykologicznego humoru i autodystans

- umiejętność kierowania furgonetką

- niebywała intuicja w wyszukiwaniu współpracowników posiadających wyżej wymienione zalety

- i tym podobne

Info dla osób zawodowo trudniących się obszarem HR. Profil kompetencyjny Pana Zbigniewa moim zdaniem jest niesłychanie bliski idealnego wielokąta.

Tyle komplementów odautorskich.

Niestety, tak się składa, że ja badaczem Namysłowskiego ani erudytą dżezowym nie jestem i raczej już nie będę. Z tego co mi ludzie mówią, mam jedynie błyskotliwe pióro i talent do pyskowania na forach internetowych. Niemniej nawet ja - skromny pracownik winnicy pouliszdżeblogowej - pokuszę się o garść polecajek albumu "Radio Sessions" dotyczących.

Płyta pierwsza dokumentuje czas dla mnie szczególny, pomiędzy wielbionym przeze mnie opus magnum Pana Zbigniewa: albumem "Winobranie", a dekadą Namysłowskich poszukiwań uporządkowania w obszarze dżezrokfankifjużyn - której to dekady w wykonaniu Pana Zbigniewa tyleż nie cierpię, co nie znoszę.

Zatem drogi Czytelniku, jeśli rozgniewała Cię moja nienawiść do rzeczy typu "Kujaviak Goes Funky" albo "Follow The Kite" - tutaj zakończ czytanie, bowiem dalej nic dobrego już Cię nie czeka.

A dla pozostałej garstki straceńców:

Z uwiecznionego na nośniku pierwszym okresu przejściowego pomiędzy wspaniałym Namysłowskim Free a tymi dalszymi w.w. ohydztwami, zaprawiony szczyptą merkantylnej chałtury, wybieram co następuje.

"Eja Nalej" - sekcja już przyciężkawa, ale melodie uwodzące, a dialogi fletu i wiolonczeli urocze.

"Upływ Czasu" - bardzo udane marzenie o tym, jak Komeda - gdyby dożył - komponował by zadumane soundtracki do filmów fabularnopsychologicznych.

"Kolonie Gawronów" - prześwietne 14 minut pokazujące, że typowy dżezrokfankifjużyn połowy lat 70tych, ze swoim zgęszczonym, dopasionym przeszkadzajkami zrytmizowaniem, ze swoimi staccatofigurami basu, z rytmicznym gdakaniem dęciaków i krótkimi seriami z pianofenderowej broni maszynowej - nie musi być nudny. A dzięki ponętnemu metrum staje się zaraźliwy. Rewealcja.

Album drugi pokazuje lata 90te, w których Kapitan Namysłowski skierował swój sterany sztormami i przygodami okręt na spokojniejsze już wody. W moim przekonaniu, po tym jak w latach 80tych Pan Zbigniew chyba nie za bardzo wiedział, co ze sobą zrobić i wprost wiądł w mych oczach, decyzja o powrocie do koncepcji klasycznych składów dżezowych i grania nowoczesnego starego dżezu (tak tak!) była ze wszech miar słuszna.

Pan Zbigniew nadal zachwyca wyczuciem i pomysłowością kompozytorską, a mnie osobiście bardzo odpowiada powrót do brzmień akustycznych. Jednak co kontrabas, to kontrabas...

W towarzystwie "młodych wilków" wirtuozerii polskodżezowej Pan Zbigniew serwuje nam najwyższej klasy, zniuansowany, wysmakowany i błyskotliwy dżez samochodowy obfity w momenty swobody, niezbędne dla ludzi obdarzonych takim talentem i wyobraźnią, jak Panowie Możdżer, Wegehaupt, Konrad i Wojtasik.

W tym towarzystwie najbardziej moim zdaniem błyszczą:

Zadumany, mglisty, mile kołyszący "Letter Never Sent".

"Quiet Afternoon" - moim zdaniem o niebo atrakcyjniejszy, niż jego pierwowzór na "Kujaviaku".

"Oriental Food" , bo orientalny, bo indywidualny, a jednak kolektywny.

"Pop' Son" - pościelówa, ale Namysłowska do szpiku partytury.

Reasumując. "Radio Sessions" to ciekawy materiał dokumentalny, z którego części pierwszej mogę wybrać co smakowitsze kąski, zaś przy drugiej części mogę delektować się i kosztować modernjazzowych smakołyków.

Dla fanów muzyki - do sprawdzenia.

Dla fanatyków Pana Zbigniewa - pozycja obowiązkowa!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: