Translate

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

Confusion Project – "Identity"

Confusion Project

Michał Ciesielski – fortepian
Piotr Gierszewski – gitara basowa
Adam Golicki – perkusja

Tytuł płyty: "Identity"

Wydawca: Dot Time Records (2026)

Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz

Różnej maści projekty około-jazzowe czerpiące z polskiego folkloru mają się całkiem dobrze. Po „Masovian Mantra" Michała Barańskiego czy Into the Roots Piotra Damasiewicza na tapetę trafia teraz Confusion Project z albumem „Identity". Nie ukrywam, że do kolejnych wcieleń tego nurtu podchodzę już z pewną rezerwą - część z nich zrobiła się dość wtórna, jakby powstawała głównie dlatego, że akurat taka panuje moda (od razu zaznaczam: nie mam tu na myśli wymienionych wyżej płyt, bo te akurat bronią się bez trudu). Tym razem jednak byłem jakoś dziwnie spokojny. Znam dotychczasowe dokonania Confusion Project i sznyt kompozytorski Michała Ciesielskiego, który podpisał wszystkie utwory na krążku, więc o efekt końcowy specjalnie się nie obawiałem.

Confusion Project ma brzmienie solidnie osadzone i rozpoznawalne. Dość powiedzieć, że panowie grają ze sobą w różnych konfiguracjach od kilkunastu lat, czyli aż nadto, by zbudować takie współbrzmienie i wspólne muzyczne zrozumienie. Tym bardziej ciekaw byłem, jak zespół odnajdzie się w materiale inspirowanym rodzimym folkiem i czy przy okazji nie zgubi po drodze własnego brzmienia. Okazało się, że nie zgubił. Album w zasadzie w ogóle mnie nie zaskoczył - brzmi dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem. Nie do końca wiem, czy zapisać to na plus, czy na minus, choć mój brak zdziwienia niekoniecznie jest tu miarodajny, bo poczynania zespołu śledzę od dawna.

W materiałach przeczytać możemy, że zespół czuje, iż jest coraz bliżej znalezienia „przepisu" na możliwie najbardziej autentyczne i szczere oddanie własnych emocji poprzez muzykę. Zwykle tego typu deklaracje traktuję z przymrużeniem oka, ale tutaj, po odsłuchu, muszę przyznać, że nie są to słowa rzucone na wiatr.

Całe to podejście przypomina mi trochę Aarona Parksa i rozmaite projekty, w które bywał zaangażowany. U Parksa melodyka i harmonia bardzo często odnoszą się do folku, tyle że osadzone są we „współczesnej” otoczce brzmieniowej, obejmującej także ogólny, lekko groove’owy charakter utworów. Melodia jest prosta i emocjonalnie czytelna, harmonia natomiast bezustannie zmienia znaczenie, wymykając się jednoznacznemu centrum i unikając oczywistych kadencji. Na „Identity" mamy do czynienia z czymś bardzo podobnym, tylko zakorzenionym konkretnie w polskim folklorze. I jeśli już mają powstawać jazzowe albumy czerpiące z naszej tradycji, to właśnie czegoś takiego nam potrzeba.

Warto dopowiedzieć, na czym ta muzyka polega energetycznie. Część solistyczna ma tu jakby mniejsze znaczenie niż całość brzmienia i kompozycji. Nie chodzi o to, że improwizacji jest mało albo że schodzą na drugi plan, bo pod względem długości poszczególnych sekcji potraktowane zostały zupełnie serio. Rzecz w samym założeniu emocjonalnym. W różnej maści projektach często bywa tak, że muzycy odgrywają temat i inne zapisane fragmenty, a całe skupienie oraz energia idą w solówki, które emocjonalnie górują nad resztą utworu. Tutaj tego nie uświadczymy. Poszczególne sekcje po prostu płyną, przechodzą jedna w drugą gładko, czasem wręcz mało zauważalnie.

Album z pewnością nie krzyczy emocjonalnie. Jest raczej stonowany, lekko melancholijny i nostalgiczny. Przy czym nie są to „przestrzenie dźwiękowe" spod znaku ECM. Prawdę mówiąc, trudno tę płytę do czegokolwiek przyrównać, żeby podsunąć czytelnikowi jakiś punkt odniesienia. Sięgnąłem wyżej po Aarona Parksa, ale i to skojarzenie nie oddaje jej charakteru do końca. Confusion Project wypracował tu po prostu własne brzmienie.

Do tego dochodzi jeszcze świetna fizyczna prezentacja - sam krążek i cały projekt okładki. Rzecz niby prosta, a jednak estetyczna i, co najważniejsze, bardzo dobrze współgrająca z muzyką. Słowem: dzieło kompletne, od pierwszych do ostatnich dźwięków, z oprawą wizualną włącznie.

Jeśli czujesz lekki przesyt płytami czerpiącymi z polskiego folku i na myśl o kolejnej ogarnia cię znużenie, to „Identity" jest idealnym kandydatem na przełamanie tego stanu. Bez większego ryzyka mogę powiedzieć, że polskiego folku w takiej otoczce jeszcze nie słyszeliście.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: