Michał Ciesielski – fortepian
Piotr Gierszewski – gitara basowa
Adam Golicki – perkusja
Tytuł płyty: "Identity"
Wydawca: Dot Time Records (2026)
Autor tekstu: Mateusz Chorążewicz
Różnej maści projekty około-jazzowe czerpiące z polskiego folkloru mają się całkiem dobrze. Po „Masovian Mantra" Michała Barańskiego czy Into the Roots Piotra Damasiewicza na tapetę trafia teraz Confusion Project z albumem „Identity". Nie ukrywam, że do kolejnych wcieleń tego nurtu podchodzę już z pewną rezerwą - część z nich zrobiła się dość wtórna, jakby powstawała głównie dlatego, że akurat taka panuje moda (od razu zaznaczam: nie mam tu na myśli wymienionych wyżej płyt, bo te akurat bronią się bez trudu). Tym razem jednak byłem jakoś dziwnie spokojny. Znam dotychczasowe dokonania Confusion Project i sznyt kompozytorski Michała Ciesielskiego, który podpisał wszystkie utwory na krążku, więc o efekt końcowy specjalnie się nie obawiałem.
Confusion Project ma brzmienie solidnie
osadzone i rozpoznawalne. Dość powiedzieć, że panowie grają ze sobą w różnych
konfiguracjach od kilkunastu lat, czyli aż nadto, by zbudować takie
współbrzmienie i wspólne muzyczne zrozumienie. Tym bardziej ciekaw byłem, jak
zespół odnajdzie się w materiale inspirowanym rodzimym folkiem i czy przy
okazji nie zgubi po drodze własnego brzmienia. Okazało się, że nie zgubił.
Album w zasadzie w ogóle mnie nie zaskoczył - brzmi dokładnie tak, jak sobie
wyobrażałem. Nie do końca wiem, czy zapisać to na plus, czy na minus, choć mój
brak zdziwienia niekoniecznie jest tu miarodajny, bo poczynania zespołu śledzę
od dawna.
W materiałach przeczytać możemy, że zespół
czuje, iż jest coraz bliżej znalezienia „przepisu" na możliwie najbardziej
autentyczne i szczere oddanie własnych emocji poprzez muzykę. Zwykle tego typu
deklaracje traktuję z przymrużeniem oka, ale tutaj, po odsłuchu, muszę
przyznać, że nie są to słowa rzucone na wiatr.
Całe to podejście przypomina mi trochę Aarona
Parksa i rozmaite projekty, w które bywał zaangażowany. U Parksa melodyka i
harmonia bardzo często odnoszą się do folku, tyle że osadzone są we
„współczesnej” otoczce brzmieniowej, obejmującej także ogólny, lekko groove’owy
charakter utworów. Melodia jest prosta i emocjonalnie czytelna, harmonia
natomiast bezustannie zmienia znaczenie, wymykając się jednoznacznemu centrum i
unikając oczywistych kadencji. Na „Identity" mamy do czynienia z czymś
bardzo podobnym, tylko zakorzenionym konkretnie w polskim folklorze. I jeśli
już mają powstawać jazzowe albumy czerpiące z naszej tradycji, to właśnie
czegoś takiego nam potrzeba.
Warto dopowiedzieć, na czym ta muzyka polega
energetycznie. Część solistyczna ma tu jakby mniejsze znaczenie niż całość
brzmienia i kompozycji. Nie chodzi o to, że improwizacji jest mało albo że
schodzą na drugi plan, bo pod względem długości poszczególnych sekcji
potraktowane zostały zupełnie serio. Rzecz w samym założeniu emocjonalnym. W
różnej maści projektach często bywa tak, że muzycy odgrywają temat i inne
zapisane fragmenty, a całe skupienie oraz energia idą w solówki, które
emocjonalnie górują nad resztą utworu. Tutaj tego nie uświadczymy. Poszczególne
sekcje po prostu płyną, przechodzą jedna w drugą gładko, czasem wręcz mało
zauważalnie.
Album z pewnością nie krzyczy emocjonalnie.
Jest raczej stonowany, lekko melancholijny i nostalgiczny. Przy czym nie są to
„przestrzenie dźwiękowe" spod znaku ECM. Prawdę mówiąc, trudno tę płytę do
czegokolwiek przyrównać, żeby podsunąć czytelnikowi jakiś punkt odniesienia.
Sięgnąłem wyżej po Aarona Parksa, ale i to skojarzenie nie oddaje jej
charakteru do końca. Confusion Project wypracował tu po prostu własne
brzmienie.
Do tego dochodzi jeszcze świetna fizyczna
prezentacja - sam krążek i cały projekt okładki. Rzecz niby prosta, a jednak
estetyczna i, co najważniejsze, bardzo dobrze współgrająca z muzyką. Słowem:
dzieło kompletne, od pierwszych do ostatnich dźwięków, z oprawą wizualną
włącznie.
Jeśli czujesz lekki przesyt płytami
czerpiącymi z polskiego folku i na myśl o kolejnej ogarnia cię znużenie, to
„Identity" jest idealnym kandydatem na przełamanie tego stanu. Bez
większego ryzyka mogę powiedzieć, że polskiego folku w takiej otoczce jeszcze
nie słyszeliście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz