Translate

piątek, 31 lipca 2026

Irek Wojtczak Tentet - "Suita Parzęczewska"

Irek Wojtczak Tentet

Irek Wojtczak - saks. sopranowy, klarnet basowy
Tomasz Dąbrowski - trąbka
Emil Miszk - trąbka
Tomasz Ziętek - trąbka
Piotr Chęcki - saks. tenorowy
Michał Ciesielski - saks. sopranowy
Piotr Mania - fortepian
Paweł Niewiadomski - puzon
Adam Żuchowski - kontrabas
Krzysztof Szmańda - perkusja

Album "Suita Parzęczewska" (2023)

Link do muzyki na Bandcamp

Tekst: Piotr Banasiak

Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Suita" była dodatkiem do numeru JAZZ Forum w marcu 2023! .

Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to półtora roku ciężkiej harówy aktorskiej jako hoplita na planie zdjęciowym "Odysei"...

Niemniej - udało się.

A tak przy okazji pracy na planie "Odysei". Mam moc wspomnień i jedno głębokie przemyślenie. Nagrać materiał w 2022, wydać w 2023, po czym zgłosić w 2025 nominację do Fryderyka 2026. Christopher Nolan spokojnie mógłby zaangażować nieco przedstawicieli polskiego środowiska okołodżezowego. Widać, że mamy wprawę w udawaniu Greka.

Moim zdaniem Suicie z Parzęczewa takie kabaretowe hucpy nie są potrzebne, bo Tentetowa muzyka jest przednia i brzmi krzepko!

Do rzeczy!

Dwaj kumple z piaskownicy, ze szkoły, potem ze wspólnego grania. Jeden rozpocznie karierę artystyczną w muzyce, drugi wybierze karierę artystyczną w działalności samorządowej. Ten pierwszy zostanie znanym i wybitnym kompozytorem, aranżerem oraz wykładowcą akademickim. Ten drugi zostanie burmistrzem Parzęczewa. A kiedy Parzęczew obchodził 600 lecie nadania praw miejskich, Pan Burmistrz Ryszard Nowakowski zwrócił się do swojego przyjaciela Irka z prośbą o godną oprawę tego jubileuszu. Gmina Parzęczew dała forsę, a Pan Irek dał radę!

Po pierwsze Pan Wojtczak z archiwów Oskara Kolberga wyciągnął garść zapisanych parzęczewskich prymek, śpiwli i ogryzków melodycznych. I w oparciu o nie skomponował tchnącą folklorem i jazzową wolnością suitę.

Po drugie Pan Wojtczak, pomimo długiego doświadczenia w ludowiźnie (pamiętacie choćby świetny album "Rom Tom Dada"?), aranżując poszczególne fragmenty i obszary tego dzieła, skorzystał z fachowej pomocy Pani Aleksandry Tomaszewskiej.

Po trzecie, aby wszystko wyszło akuratnie, treściwie i bogato, Pan Irek zebrał zaufanych muzyków. Same godne nazwiska. Uwagę moją zwróciła wysoka zawartość trójmiejskiego czynnika ludzkiego w Tentecie, co mnie nie dziwi, albowiem to środowisko uważam od lat za nadzwyczaj płodne i kompetentne.

Dziewięć spójnych, a zarazem jakże różnych i barwnych opowieści dźwiękowych. Tłuste parzęczewskie beaty, ociężały mazurowo-oberowy groove, zmiany tempa i aranżacyjnej gęstości, z wybuchami jarmarcznego zgiełku i kameralnymi chwilami na oddech. Do tego garść żydowskiej bliskowschodniości. Wszystko to tworzy konstrukt osnuty wokół rzewnych a pięknych prastarych melodii. Opasły atlas etnograficzny zderzony z dżezmeńskim doświadczeniem, kunsztem, intuicją i ... wolnością.

W większości utworów, po potężnie brzmiących unisonowatch ludycznych tematach i ich pięknie zharmonizowanych wariacjach, lider wypuszcza poszczególnych kompanów na solówy. Wtedy możemy docenić zdolności improwizacyjne poszczególnych solistów, ale i współpracę sekcji rytmicznej. W ogóle album ma bardzo fajny, wyraźny, mięsisty "dół". Świetnie to brzmi w zestawieniu ze ścianą dęciaków, kulminacyjnymi saksofonizmami, wrzaskiem trąbocytów, doniosłymi puzonaliami i fortepianowymi obiegami.

Suitę rozpoczynają "Polka" , po niej "Chodzony" i jest to zderzenie z pociągiem towarowym, ze zdyscyplinowaną bigbandową potęgą chwilami solowych improwizacyj zdobną. Wytchnienie daje samotny fortepian w "Chodzonym Parzęczewskim". Ta melodia będzie wracać do nas jeszcze dwukrotnie, w coraz to bogatszym aranżu. Ale zawsze będzie to chwila lirycznej zdumy pod oną wierzbą mazowiecką, pode którą Szopen swe niu romantiki zamyślał... Pięknie, Panie Irku...

A tu już "Mazur Żydowski" uderza, dęciaki gadają ze sobą wschodnimi melodiami, po czym wszystkie zaczynają się kłócić w atmosferze zgiełkliwego free.. A za chwilę rusza wszystko ponownie razem w zaraźliwym pulsie i metrum.

Nie masz czasu Słuchaczu na oddech, bowiem przykuwa Cię "Ober Od Parzęczewa", gdzie w ciągu 7 minut przeskanujesz cały idiom nowoczesnego dżezowego grania, z wartką akcją i narracją, z pseudoonirycznymi wytchnieniami i wręcz filmowymi aranżowymi kulminacjami, gdzie bursztynowe piano elektryczne i rozwściekłością perkusja pała.

Moment na otarcie spoconego czoła i na łyk herbaty z termosu przy kolejnej części "Chodzonego Parzęczewskiego". Tym razem fortepiano z klarnetem pięknie dueci.

"Od Parzęczewa" - nie ma litości, tyle że może nieco bardziej w dur i widać, że na chwilę na perkusję wpuścili Zwierzaka z Muppetów. Jak na całej płycie, tak i tutaj metronom nie ma zastosowania. Tu się proszę Państwa słinguje jak na wiejskiej potańcówce, albo jak na Dżeż Dżembori (co - wbrew pozorom - na jedno wychodzi). Rewelacja.

A teraz "Mazur". Dęciaki snują fantastyczny temat na podkładzie sekcji strzelającej jak karabin AK-47. Zaś po półtorej minuty zaczyna się festiwal zmian tempa i metrum, następnie zgodnie z dżezowym obyczajem następuję rozimprowizowany chaos i próby wyjścia z niego. Lekarstwem na to okazuje się powrót do ludowego korzenia. Posłuchajcie od 03:33 tego kontrabaśnego arco-riffu! Black Sabbath wysiada. Mazurowy groove rządzi! I na tym fundamencie można budować etnodżezowe zakończenie.

Soniczną bitwę kończy ostatni akt "Chodzonego Parzęczewskiego", tym razem zagrany pospołu, gromadnie.

Zapytasz Czytelniku - a gdzie wzmianki o poszczególnych artystach? Przecież Tentent Wojtczakowy to śmietanka takich nazwisk, że czapki z głów.

Odpowiadam - po pierwsze wszystko masz tam, u góry, na początku. A po drugie i - najważniejsze - pomimo swej otwartej formy, dającej miejsce na indywidualne improwizacje i popisy, "Suita Parzęczewska" jawi mi się jako dzieło niesłychanie KOLEKTYWNE. 35 minut fantastycznej muzyki rysuje mi obraz, parzęczewskiej historii, obraz społeczności, gromady, obraz WSPÓLNOTY.

Panie Irku - wspólnota parzęczewska może być z Pana dumna!

A to moim zdaniem więcej warte niż jakiś tam Fryderyk.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: