Translate

środa, 22 lipca 2026

Andre Bachleda – „Climate Change”

Andre Bachleda 

Muzycy:
Andre Bachleda – gitara, śpiew, kompozycje
Mateusz Pałka – fortepian, fortepian elektryczny
Maciej Ślusarczyk – saksofony
Alan Wykpisz – kontrabas, gitara basowa
Grzegorz Pałka – perkusja

Tytuł albumu: „Climate Change”

Wydawca: SJRecords / AB Prod., 2026

Autor tekstu: Mariusz Olczyk [MO]


Andre Bachleda mówił kiedyś, że gra po prostu to, co mu „gra w sercu”. Dodawał, że nie chce naśladować i skupia się na własnym stylu. Na „Climate Change” tym językiem staje się przede wszystkim jazz.

Nie oznacza to jednak całkowitego zerwania z wcześniejszą twórczością. Nadal obecne są melodyjność, piosenka, blues, rock i muzyka świata. Pozostaje także charakterystyczny, matowy głos Bachledy oraz jego skłonność do pisania tematów, które łatwo zapamiętać.

Zmieniają się proporcje. To, co wcześniej funkcjonowało obok siebie, zostaje teraz skupione w formule jazzowego kwintetu. Jazz nie jest tu jednym z kilku stylistycznych dodatków, jak to było wcześniej, lecz podstawą całości. To wyraźna zmiana muzycznego myślenia.

Dla mnie jest to odkrycie jazzowej strony Bachledy. Wcześniejszy repertuar znałem, ale pozostawał trochę obok tego, czego zazwyczaj słucham.
 
Razem

Bachleda napisał cały materiał, gra na gitarze i śpiewa, ale nie zachowuje się jak lider, który musi stale pozostawać na pierwszym planie. Zostawia przestrzeń pozostałym muzykom. Sam Bachleda mówił, że „długo czekał” na muzyków, którzy naprawdę zrozumieją ten materiał. Słychać, że nie chodziło mu tylko o sprawnych instrumentalistów, lecz o zespół zdolny wspólnie budować muzykę.

Nie są to przypadkowi muzycy. Maciej Ślusarczyk, Mateusz Pałka, Alan Wykpisz i Grzegorz Pałka wnoszą do zespołu duże doświadczenie i własną wrażliwość. Dzięki temu kompozycje Bachledy nie są tylko wykonywane, ale rozwijane przez cały kwintet.

Fortepian Mateusza Pałki buduje dużą część harmonicznego koloru albumu. Saksofon Macieja Ślusarczyka prowadzi wiele tematów i przejmuje narrację w najważniejszych momentach. Alan Wykpisz i Grzegorz Pałka nie tylko utrzymują puls, ale decydują o tym, czy muzyka płynie spokojnie, kołysze się, nabiera rockowej siły.

Gitara Bachledy pozostaje oszczędna. W „Gai” wchodzi dopiero w już zbudowaną przestrzeń. W „The Wind” niemal wtapia się w brzmienie zespołu. Mocniej wychodzi na pierwszy plan dopiero w „Missing My Girls”. Dzięki temu „Climate Change” nie brzmi jak płyta gitarzysty z zespołem akompaniującym. Brzmi jak wspólna gra pięciu muzyków.

Osiem klimatów

„Gaja” otwiera album spokojnie. Muzyka rozwija się bez pośpiechu, kolejne instrumenty wchodzą stopniowo, a improwizacje naturalnie dopełniają jej klimat. To utwór, który dobrze pokazuje podstawową zasadę całej płyty – melodyjność nie przeszkadza swobodzie, a swoboda nie rozbija melodii. Czuć tu także Podhale, ale bardziej w sposobie prowadzenia tematu niż w dosłownym odwołaniu do folkloru.

„Mister 5” jest bardziej zwarty i rytmiczny. Alan Wykpisz i Grzegorz Pałka prowadzą pięciomiar tak naturalnie, że nieparzyste metrum przestaje być komplikacją, a zaczyna zwyczajnie bujać. „Take Five” narzuca się jako oczywiste skojarzenie, co wielu recenzentów zauważa, ale utwór Bachledy jest bardziej riffowy i bliższy fusion niż chłodnej elegancji kompozycji Paula Desmonda. Sam riff i sposób budowania groove’u przywodzą mi na myśl „Cantaloupe Island” Herbiego Hancocka.

„Tell Me Girl” oraz „Faded Flowers” pokazują bardziej piosenkową stronę Bachledy. W pierwszym utworze dominuje lekkość i bluesowe frazowanie, w drugim większa melancholia.

„Missing My Girls” przechodzi od spokojnej ballady do mocniejszej, niemal rockowej części gitarowej, a późniejsze wyciszenie otwiera przestrzeń dla saksofonu. „The Wind” skupia się przede wszystkim na barwie i dynamice. To utwór mało efektowny przy pierwszym przesłuchaniu, ale dobrze zbudowany. Często do niego wracam.

„Dr. No” wyróżnia się na tle całej płyty. Zaczyna się od oszczędnej perkusji, a później stopniowo dochodzą kontrabas, gitara i elektryczny fortepian. Hipnotyczny puls, melodeklamacja Bachledy i mocne wejścia saksofonu budują tajemniczy, filmowy klimat. Bondowskie skojarzenie podsuwa oczywiście sam tytuł, ale muzyka daje wystarczająco dużo powodów, by nie uznać go wyłącznie za autosugestię.

Finałowy „Hold” wraca do bardziej bezpośredniego jazzu. Kontrabas uruchamia sprężysty, lekko sambiasty puls, gitara i saksofon rozwijają temat bez pośpiechu. Album kończy się bez wielkiej kulminacji, za to z poczuciem, że muzyka mogłaby płynąć dalej.

I wtedy po prostu włączam ją od początku.

W tle

„Climate Change” bardzo dobrze brzmi. Nie narzuca się, nie męczy nadmiarem dźwięków i nie wymaga ciągłego skupienia. Po prostu jest obok.

Można słuchać tej płyty uważnie, ale można też pozwolić, by towarzyszyła rozmowie, odpoczynkowi albo spotkaniu z przyjaciółmi. I to jest jej niewątpliwa zaleta.

Jazz nie musi przez cały czas żądać pełnej koncentracji. Co pewien czas uwagę przyciąga zmiana pulsu, wejście saksofonu, kilka oszczędnych dźwięków gitary albo sposób, w jaki fortepian zmienia kolor utworu. Można do niej wracać i za każdym razem zatrzymać się przy czymś innym. U mnie właśnie tak było – płyta grała trochę niezauważona, ale po każdym przesłuchaniu zostawało coś, do czego chciałem wrócić.

To jazz komunikatywny, melodyjny i dobrze zagrany. Taki, jaki wielu słuchaczy po prostu lubi.
 
Po swojemu

„Climate Change” nie odcina Bachledy od poprzednich płyt. Zachowuje jego melodyjność, piosenkowość i otwartość na różne gatunki. Zmienia jednak sposób, w jaki te elementy zostają wykorzystane.

Dla mnie jest to jedna z ciekawszych muzycznych niespodzianek ostatniego czasu. Nie dlatego, że Andre Bachleda stał się nagle innym artystą. Raczej dlatego, że ta płyta pozwala wyraźniej usłyszeć stronę jego twórczości, której wcześniej nie znałem tak dobrze.

W jednej z wypowiedzi Bachleda tłumaczył, że nazwa „Climate Change” odsyła zarówno do Weather Report, jak i do zmian klimatu w jego własnym życiu. Nie jest to więc tylko tytuł zespołu i płyty, ale także określenie zmiany artystycznego punktu ciężkości.

„Climate Change” nie zmienia Bachledy w innego artystę. Zmienia sposób, w jaki go słyszymy. I może właśnie na tym polega „Bachleda Change”.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: