Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedziela-Meira Jacek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niedziela-Meira Jacek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet — On The Road vol. 2 (2023)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski — saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela — fortepian
Marcin Jahr — perkusja
Jacek Niedziela-Meira — kontrabas
Andrzej Święs — kontrabas
Maciej Garbowski — kontrabas

On The Road vol. 2 (2023)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Szymon Stępnik

“Gdyby nie było wojny, zostałby zapewne dziedzicem fortuny rodzinnej i żył jak milioner. Mógł też zostać mecenasem z doskonałą praktyką u ojca. Równie dobrze mogło go wcale nie być, gdyby samochód ojca w ostatniej chwili nie uciekł sprzed jadącego do „Danzig” pociągu, a kilka lat potem brama kamienicy nie wytrzymała jako jedyna część budynku uderzenia bomby rzuconej ze sztukasa (...) Według praw danych mu przez władzę ludową powinien zostać kierowcą kombajnu lub traktora po ukończeniu wydziału mechanizacji rolnictwa – jedynego, na który pozwolono mu iść. W domu było jednak radio, a w nim audycje rozgłośni Monachium i kipiący z głośników jazz. Ptaszyn został więc artystą. Wbrew woli rodziny.”

Właśnie tak Jan Ptaszyn Wróblewski przedstawia siebie w notce biograficznej na stronie internetowej. Kim jest, wie chyba każdy miłośnik jazzu w Polsce. Znakomity muzyk, redaktor radiowy, promotor jazzu, a także ikona kultury. Cieszę się, że przypadł mi zaszczyt napisania kilku zdań o najnowszym wydawnictwie jego kwartetu “On the Road vol. 2”. Już wcześniej na łamach bloga Polish-Jazz Paweł Ziemba napisał znakomity tekst o pierwszej części niniejszego wydawnictwa, do którego lektury serdecznie zachęcam pod linkiem http://polish-jazz.blogspot.com/2023/03/jan-ptaszyn-wroblewski-quartet-on-road.

Mój redakcyjny kolega w piękny sposób opisał fenomen artysty oraz jego wielkość, opowiadając przy tym w ciekawy sposób o poszczególnych utworach. Gdybym miał napisać klasyczną recenzję tego wydawnictwa, musiałbym właściwie powtórzyć wrażenia Pawła, co nie miałoby przecież większego sensu. Nie śmiem też dokonywać analizy poszczególnych nagrań — nie czuję się na siłach i wstyd robić mi to w kontekście tak wielkiej osobistości . Zamiast tego postanowiłem napisać o tym, kim jest dla mnie Mistrz Ptaszyn i jakie emocje przyświecały mi podczas słuchania niniejszego krążka.

Na początek jednak kilka słów o wydawnictwie. On the Road Vol. 2 zawiera pięć kompozycji w wersji live, wyselekcjonowanych przez samego lidera: “Trzydzieści osiem” Jana Ptaszyna Wróblewskiego (nagrana w 2008 roku w Ostromecku na festiwalu Drums Fusion), “Doxy” Sonny’ego Rollinsa (nagrana w 2009 roku w Miejskim Domu Kultury w Słupcy), “Autumn Nocturne” Josefa Myrowa (nagrana w 2020 roku na Podlasie Jazz Festival w Białej Podlaskiej) oraz “Billie’s Bounce” Charliego Parkera i “We’ll Be Together Again” Carla T. Fischera (nagrane w 2003 roku w Klubie “Perspektywy” w Ostrowcu Świętokrzyskim). Wszystkie nagrania brzmią bardzo dobrze i gdyby nie oklaski publiczności, z łatwością można byłoby je pomylić z nagraniami studyjnymi.

Pisząc ten tekst, doszedłem do wniosku, że gdyby nie Jan Ptaszyn Wróblewski, prawdopodobnie byłbym zupełnie inną osobą, niż jestem obecnie.

Jak pewnie większość miłośników jazzu, nie zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia. Odsuwając na bok wszelkie jałowe dyskusje na temat tego czym w ogóle jazz jest, wychowałem się na rocku z lat 70-siątych. Na moich głośnikach gościli głównie Queen, Led Zeppelin i The Doors. Z rzadka słuchałem czegoś innego, tym bardziej że w czasach sprzed ery Internetu muzyka była trudno dostępna. Aby kupić jakiś album, musiałem jechać ok. 60 km do większego miasta, co wiązało się dla mnie z dużym poświęceniem i wydatkiem. Skupiałem się więc na tym co dobrze znam, a wiedzę o nowościach czerpałem z magazynów branżowych. Wtem, gdzieś w okolicach końcówki gimnazjum usłyszałem w radio charakterystyczne: “To są Trzy Kwadranse Jazzu, mówi Jan Ptaszyn Wróblewski”. Od razu zakochałem się w głosie prowadzącego, w jego pasji i poczuciu humoru. Charakterystyczne komentarze oraz zapowiedzi sprawiały, że niezrozumiała dla mnie muzyka jazzowa nabierała w końcu sensu. To, co wydawało się niegdyś chaosem, stawało się piękną całością. Postanowiłem słuchać audycji regularnie, a jazz stał się dla mnie przestrzenią komfortu.

To właśnie Ptaszyn opowiedział mi o tym, kim jest Miles Davis. To właśnie on wyjaśnił mi fenomen Ahmada Jamala oraz dzięki niemu poszedłem na swój pierwszy koncert w życiu (był to koncert “Atom String Quartet” w Częstochowie — przed tym, zanim panowie stali się sławni). Ten głos towarzyszył mi w najtrudniejszych chwilach spędzonych na nauce, kiedy to ze współlokatorem w akademiku siadaliśmy w każdy poniedziałek o godzinie 23:00 w kuchni i przy odpowiednim napoju wyskokowym słuchaliśmy propozycji Mistrza.

Niewiele miałem okazji, aby docenić Jana Ptaszyna Wróblewskiego w kontekście granej przez niego muzyki. Zmieniło się to w roku 2017, kiedy z redakcyjnym kolegą Jędrzejem Janickim wybraliśmy się do Poznania, gdzie grał koncert w auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza. Po występie udało wybrać nam się na backstage i zrobić wspólne zdjęcie. Podziękowaliśmy, pogratulowaliśmy, a Jan uśmiechnął się tylko, mówiąc:

Przyjechaliście aż z Łodzi? Trzeba było poczekać, aż sam tam pojadę :)

“Trzech Kwadransów Jazzu” słucham do dziś. To, że prowadzący nie zmienił się w żadnym calu, dodaje mi spokoju ducha oraz wzbudza podziw. Niesamowita pasja i radość z prezentowanej słuchaczom muzyki wciąż pozwala przetrwać mi wiele ciężkich dni.

Niejako przepraszając za powyższą prywatę, chciałbym wyjaśnić, że, właśnie takie obrazy widzę w głowie podczas słuchania krążka “On the Road vol. 2”. Nie skupiam się w pierwszej kolejności na muzyce, lecz właśnie na wspomnieniach, sentymencie i podziwie. Nie oznacza to oczywiście, że samym dźwiękom czegoś brakuje. Wręcz przeciwnie! Ktoś może powiedzieć, że Ptaszyn zbyt bardzo tkwi w przeszłości i zbyt mocno trzyma się schematów. Cóż, może i rzeczywiście tak jest, ale cóż z tego? W każdym z utworów wybrzmiewa zarówno klasa, jak i doświadczenie muzyków. Co więcej, każda sekunda z tych nagrań przyprawiona jest pasją, wielką radością z gry. Mistrz już nic nie musi udowadniać — mógłby wycofać się z działalności publicznej, a przecież i tak uznawany byłby za kogoś wielkiego. Jan Ptaszyn Wróblewski wciąż jednak nie mówi ostatniego słowa. Koncertuje nieustannie, a jego audycja ostała się w radiowej Trójce. Cieszę się, że jest ktoś taki, jak on. Ktoś, kto łączy pokolenia i zaraża jazzem kolejnych słuchaczy.

Lider kończy krążek słowami: “Dziękuję Państwu”. To my dziękujemy. Dziękujemy Mistrzu, że wciąż pięknie grasz i z nami jesteś.


poniedziałek, 27 marca 2023

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet - On The Road Vol.I (2022)

Jan Ptaszyn Wróblewski Quartet

Jan Ptaszyn Wróblewski – saksofon tenorowy
Wojciech Niedziela – fortepian
Jacek Niedziela-Meira – kontrabas (01, 02, 03)
Andrzej Święs – kontrabas (04, 05)
Marcin Jahr – perkusja

On The Road Vol.I (2022)

Wydawnictwo: For Tune

Tekst: Paweł Ziemba

100 lat Mistrzu!!!

27 marca swoje osiemdziesiąte siódme urodziny obchodzi twórca ruchu Polish Jazz - Jan Ptaszyn Wróblewski - osoba wyjątkowa, jedna z najważniejszych i najbarwniejszych postaci polskiej sceny jazzowej. Pionier polskiego jazzu, nazywany przez wielu „Generałem”; aranżer, kompozytor, dyrygent, świetny saksofonista tenorowy i barytonowy. Muzyk o wielkim sercu, “dobry duch” życia jazzowego w Polsce i promotor wielu młodych talentów. Jakby tych wszystkich przymiotów było mało – radiowiec, recenzent, gawędziarz z ogromnym poczuciem humoru. Nie będzie przesadą powiedzieć o Ptaszynie, że to człowiek z innej planety - planety o nazwie JAZZ.

Leży przede mną kolorowe etui najnowszego CD kwartetu Jana Ptaszyna Wróblewskiego „On the Road vol 1, wydanego przez For Tune Records, opatrzone wieloma zdjęciami bohatera dzisiejszej recenzji. Z całą pewnością jest to płyta inna od wszystkich wcześniejszych nagrań Ptaszyna. Jej głównym wyróżnikiem jest okres, w jakim wszystkie kompozycje zostały zarejestrowane. Tych pięć utworów pochodzi z wybranych, przez samego Mistrza sesji koncertowych z lat 2003-2020. Jest to na chwilę obecną pierwsza i jedyna płyta obejmująca w swoim rozległym spectrum aż 17 lat spotkań z miłośnikami jazzu.

Ptaszyn brzmi na saksofonie w sposób niepowtarzalny i natychmiast rozpoznawalny. Nasz Jubilat sam o sobie mówi „Każdy wchodząc w granie, siłą rzeczy nastraja się do czegoś, co mu jest potrzebne – akurat taką barwę lubi, a takiej nie – w związku z tym wszystko się do tego dopasowuje: gęba, ustnik, stroik – potem trudno jest to zmienić”

Warto spojrzeć na nową płytę Wróblewskiego trochę z innej perspektywy. Posłuchajmy tej muzyki mając przed oczami osobę lidera – wyjątkowego człowieka, na którego twórczości wykształciło się kilka pokoleń adeptów jazzu; muzyka, który nieprzerwanie przybliża jazz z Polski i zagranicy wielu pokoleniom polskich słuchaczy.

Analizując własne wspomnienia, mając za sobą lata nie tylko pierwszej, ale i drugiej młodości, nie pamiętam polskiej sceny jazzowej bez obecności Ptaszyna.

Mamy możliwość słuchania być może najbardziej wyrazistego i wpływowego instrumentalisty polskiej sceny jazzowej. Tematyczna płodność i spójność swobodnych improwizacji Mistrza sprawiają wrażenie, jakby każdy zasłyszany przez niego skrawek muzyki był przechowywany w pamięci jego umysłu, aby następnie w dogodnym momencie mógł być szybko wykorzystany podczas koncertu.

Należy podkreślić, że w okresie, kiedy nasz bohater rozpoczynał swoją karierę, jazz był w Polsce zdelegalizowany. Kraj znajdował się za żelazną kurtyną. Państwowa wytwórnia nie chciała wydawać jazzu oraz wszystkiego co mogło być z nim powiązane.

Młodszym czytelnikom trudno będzie dziś uwierzyć, że prawie do końca lat 90-tych w Polsce nie były legalnie dostępne żadne zachodnie wydawnictwa płytowe. Jeśli ktoś chciał mieć płytę, musiał ją sobie przywieźć z Zachodu. Inną możliwością było słuchanie radia, a konkretnie: "Voice of America Jazz Hour" Willisa Conovera, nazywanego "ojcem chrzestnym polskiego jazzu". Od stycznia 1955 roku przez pięć dni w tygodniu w godzinach 21.15 - 22.00 przez ponad 40 lat Willis Canover dostarczał wszystkiego, czego fani jazzu potrzebowali. Można było usiąść przy odbiorniku i słuchać... Nie bez kozery przywołuję audycję Canovera. To właśnie on inspirował pierwsze pokolenia polskich jazzmanów, włącznie z młodym Ptaszynem. I jak to w życiu czasem bywa, uczeń przerósł mistrza, bowiem swoisty rekord Canovera został pobity przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego „Trzema Kwadransami Jazzu”, nadawanymi nieprzerwanie od ponad pół wieku, będącymi źródłem wiedzy i inspiracji dla kolejnych pokoleń.

Wróćmy jednak do muzyki zawartej na płycie On The Road Vol.1. Słuchając nagrań odnosi się wrażenie, że każda fraza zagrana przez Ptaszyna jest ważna, nie przypadkowa, ma swoje uzasadnienie i historię. Nie ma znaczenia, czy słyszymy znany nam dobrze standard „Moritat” Kurta Weilla z musicalu Mack the Knife, czy też autorską kompozycję Ptaszyna „Seans Na Niepogodę”. Każdy z utworów brzmi tak samo świeżo, żywiołowo i ciekawie, bez względu na to, kiedy były nagrane.

Wiedząc, że będę miał możliwość recenzowania płyty Ptaszyna, wybrałem się na koncert do miejsca, gdzie część nagrań została zarejestrowana. Dzięki zaproszeniu otrzymanemu od Jarka Michaluka, kontrabasisty, animatora życia jazzowego na Podlasiu, a jednocześnie członka kwartetu występującego tego wieczoru wraz z Ptaszynem, miałem okazję być na koncercie Mistrza w Białej Podlaskiej. I mogę stwierdzić stanowczo: Ptaszyn z wiekiem nie stracił NIC ze swojej muzycznej żywiołowości, poczucia humoru oraz ogromnej muzykalności! Osiemdziesięciosiedmioletni muzyk sprawia wrażenie najspokojniejszego człowieka na scenie. Mimo widocznych trudności w poruszaniu się spowodowanych słabym już wzrokiem, „Generał” polskiego jazzu ma pełną kontrolę nad zespołem. Swobodnie ogarnia przygotowany materiał muzyczny bez względu na jego tempo i tonacje. Gra wszystko z pamięci, bez żadnych nut. Tylko on i saksofon! Nie ma znaczenia czy zespół gra jedną ze starszych kompozycji Ptaszyna, czy też utwór autorstwa jednego z członków kwartetu. Mistrz na scenie panuje nad wszystkim.

Tego wieczoru kwartet Ptaszyna wykonał „Moritat” - dokładnie ten sam utwór, który 3 lata wcześniej został zarejestrowany podczas koncertu i znajduje się na krążku. Zgromadzoną na widowni publiczność Wróblewski oczarował, rzucając wszystkich na kolana interpretacją doskonale znanego standardu. Jego gra była pełna energii i muzycznego humoru, słychać tu ogromny szacunek dla melodii, ale jednocześnie Ptaszyn gra po swojemu... Delikatne brzmienie saksofonu czasami zmienia się w masywne, pełne uniesień solo lidera, a towarzyszący mu muzycy dopełniają całości.

Ptaszyn nie stroni od dowcipnych komentarzy do wykonywanych utworów, skracają w ten sposób dystans do siebie jak i pozostałych członków kwartetu. Ma ogromne poczucie humoru i, mimo niekwestionowanej pozycji pioniera polskiego jazzu, posiada też wiele pokory i skromności.

A przecież to właśnie On był członkiem pierwszej polskiej formacji grającej modern jazz z prawdziwego zdarzenia – Sekstetu Komedy. Występ grupy na pierwszym Sopockim Festiwalu Jazzowym w 1956 roku został uznany za rewelację. Wróblewski w tym czasie grał na klarnecie i saksofonie barytonowym. Był członkiem międzynarodowej orkiestry International Newport Band z którą wystąpił na Newport Jazz Festival, jak również koncertował w Europie, m.in. w Brukseli na Expo’58.

Dzięki jego staraniom ukazał się w 1962 roku pierwszy polski longplay jazzowy „GO RIGHT” Kwintetu Andrzeja Kurylewicza, w którego składzie wystąpili: Andrzej Dąbrowski – perkusja Wojciech Karolak – fortepian Andrzej Roman Kurylewicz – trąbka Tadeusz Wójcik – kontrabas oraz Jan Ptaszyn Wróblewski – flet, saksofon tenorowy.

Można długo jeszcze wypisywać kolejne nazwy zespołów, w których Jan Ptaszyn Wróblewski grał, bądź był ich założycielem; kolejne pionierskie inicjatywy, których się podejmował i niezłomnie realizował, budując fundamenty dla kolejnych pokoleń. Jedno jest pewne - posiadane doświadczenie sprawia, że dzisiejszy Ptaszym brzmi jak nikt inny. Jego gra jest swobodna, a zarazem pełna artystycznej pokory. Po prostu dmucha w róg w sposób jak robił to Coleman Hawkins, John Coltrane, Sonny Rollins czy też Beny Webster - wszyscy wielcy ludzie, których słuchał w młodości i których muzyka wciąż sprawia, że czujemy przysłowiowe „ciary”.

Kolejne utwory z płyty „On the Roud vol 1” dokumentują jak potężnym warsztatem możliwości technicznych oraz brzmieniowych dysponuje Ptaszyn, mimo zaawansowanego wieku. Z drugiej strony wyraźnie widać, że Mistrz jest dziś na innym poziomie realizacji swoich muzycznych ambicji i fascynacji. Jest gotowy do zaakceptowania środka pomiędzy własną nieskrępowaną improwizacją a oczekiwaniami słuchaczy na chwytliwe melodie i zdecydowanie wyczuwalny rytm. Muzyk gra w sposób, który łączy pokolenia, znajdując w utworach wspólny mianownik, bez względu na wiek słuchacza.

Niczym kameleon, korzystając z posiadanych umiejętności i możliwości interpretacyjnych, Ptaszyn potrafi zmieniać koloryt i nastrój utworu. Słychać to niezwykle wyraźnie w otwierającej płytę autorskiej kompozycji „Altissimonica Part III” będącej jedną z części rozbudowanej suity na orkiestrę symfoniczną i improwizującego solistę (w oryginale napisaną dla Henryka Miśkiewicza). Utwór nawiązuje stylistycznie do zachowawczych nurtów muzyki XX w. (Bernstein, Gershwin, Holst). Tenor Ptaszyna brzmi mocno i zdecydowanie. Frazy są długie i soczyste, znakomicie wplatane w zaproponowany układ harmoniczny. Szkoda, że to tylko 15 minut! Świetnie prezentuje się sekcja rytmiczna w składzie Wojciech Niedziela – fortepian, Marcin Jahr – perkusja i Jacek Niedziela-Meira – kontrabas, którego w dwóch ostatnich utworach na płycie zastąpił Andrzej Święs. Ptaszyn zawsze bardzo skrupulatnie dobiera członków zespołu. Musi ich znać, musi być przysłowiowa chemia, aby funkcjonowała całość. Obecny skład kwartetu istnieje od ponad dwóch dekad, ukształtował się w połowie lat dziewięćdziesiątych. Do dziś ma na koncie niezliczoną ilość koncertów, nagrań, udziałów w festiwalach w kraju i zagranicą.

Muzyka prezentowana na płycie przez kwartet Jana Ptaszyna osadzona jest w jazzowej tradycji, wykorzystując jednocześnie elementy muzyki współczesnej. Nie jest to muzyka skomplikowana, ale nie jest również pozbawiona nowoczesnych brzmień i ciekawej formy. Sposób, w jaki została zaprezentowana kompozycja „Inwersja”, przypomina muskularny liryzm pioniera saksofonu tenorowego Colemana Hawkinsa, choć z charakterystycznym dla Mistrza sardonicznym zadęciem.

Płytę kończy utwór „Po Wielkim Niżu”. Nagranie pochodzi z Października 2020 roku z koncertu zarejestrowanego podczas Podlasie Jazz Festiwal w Białej Podlaskiej. Mamy tu zmianę w składzie kwartetu. W miejsce Jacka Niedziela-Meira pojawia się Andrzej Święs na kontrabasie. W początkowej fazie utworu słychać pewną powściągliwość. Charakterystyczne brzmienie saksofonu buduje klimat kompozycji. Improwizacja Ptaszyna trzyma się blisko melodii i, jak to ma w zwyczaju, przepracowuje ją następnie w porywający sposób. Fantastyczna gra całej sekcji rytmicznej jest fundamentem dla długich fraz lidera. Wojciech Niedziela znakomicie odnajduje się w tej stylistyce, a dynamiczne solo uzupełniane akcentami perkusji Marcina Jahr dodają ognia do całości. Brzmi to bardzo dobrze i czapki z głów drodzy Państwo - dla muzyki i wykonawców!

Siłą tych nagrań jest jazz grany na żywo. To dźwięk oraz surowa energia wsparta muzyczną inteligencją czynią tę płytę czymś wyjątkowym. Od pierwszych dźwięków nikt tu nie odpuszcza. Ta muzyka żyje i oddycha. Rytmy łączą się, nabierają rozpędu i oddziałują na ciało, by po chwili odpłynąć. Niezależne linie instrumentalne rozchodzą się i łączą, tworząc słuchową gęstwinę i mentalne kolory. Obrazy obfitują niezależnie od sugestywnych tytułów nadanych poszczególnym utworom (swoiste poczucie humoru Ptaszyna).

Charakterystyczne brzmienie kwartetu oraz gra lidera sprawiają, że odbiorca odczuwa komfort obcowania z muzyką, dźwiękami dobrze mu znanymi. Zarówno publiczność jak i cały kwartet doskonale się bawią, co słychać w entuzjastycznych reakcjach publiczności jak i samego Ptaszyna.

Ten wyjątkowy krążek nie rozczaruje żadnego miłośnika jazzu bez względu na staż, doświadczenie w odkrywaniu uroków muzyki synkopowanej, jak i tak zwanych starych wyjadaczy.

Często mówi się, że Jana Ptaszyna Wróblewskiego najlepiej słuchać na żywo. Tych kilka próbek dowodzi, że tak właśnie jest. Płyta jest bardzo dobrze nagrana, a w zbiorach naszego Mistrza zapewne znajduje się jeszcze bardzo dużo niewydanych nagrań koncertowych. Liczę na to, że jak wskazuje tytuł, jest to dopiero pierwszy tom takich realizacji muzycznych. Pozostaje mieć nadzieję, że będzie ich o wiele, wiele więcej w nieodległej przyszłości.


czwartek, 2 maja 2019

Jacek Niedziela-Meira – Burrellhouse (2019)

Jacek Niedziela-Meira

Jacek Niedziela-Meira - guitar
Kajetan Galas - hammond organ
Łukasz Żyta - drums
Grzegorz Pałka - drums

Burrellhouse

SJ 039



By Adam Baruch

This is an album by the veteran Polish Jazz bassist/composer/educator Jacek Niedziela-Meira which his debut album as a guitar player, recorded in a classic guitar trio setting with Hammond player Kajetan Galas and drummers Łukasz Żyta or Grzegorz Pałka. The album presents nine tracks, two of which are original compositions by the leader, six are standards and one is a Polish Pop song. The music was recorded at the excellent Studio Tokarnia and offers a wonderful classic Blue Note sound.

For people familiar with the Polish Jazz scene this album comes of course as a surprise, as a result of the decision by the leader to switch instruments, but the result is very satisfying. The sound and material are based on classic model set by American Hammond player Jimmy Smith and his trio, which included among others guitarists also the superb guitar Master Kenny Burrell, who serves as an obvious influence on the leader.

The conservative mainstream Jazz approach, going back s few decades in the history of the Jazz idiom, could be pretty disastrous musically, but in this case it is a fresh breath of air, which proves that well played mainstream Jazz still sounds solid, beautiful and enjoyable in spite of the passing time. Niedziela-Meira turns out to be a very talented and technically proficient classic/old style Jazz guitar player, who emphasizes the clarity of the tone and precision of the notes like a true pro. His sound does follow the example set by the Jazz guitarists form the 1950s/1960s almost exactly, but with a fresh vigor and fluidity.

Galas is of course an absolute marvel with his Hammond bringing back fond memories of the glory of this beautiful instrument. His improvisations, always melodic and coherent and yet often surprisingly sophisticated, are an absolute sensation and are alone worth having this album. Both alternating drummers keep the time like clockwork, which for this kind of music is exactly what the doctor prescribed.

Overall this is a very pleasant album, which reproduces the mood and sound going back half a century, but offers a rejuvenated perspective on the guitar trio format, which is almost completely absent from the contemporary Jazz scene. Full of wonderful music and excellent musicianship, this album is fun from start to end for listeners who like this period of Jazz. For guitar and Hammond connoisseurs, this is a must of course!

czwartek, 4 sierpnia 2016

Wojciech Majewski Quintet – Remembrance (2016)

Wojciech Majewski Quintet

Wojciech Majewski - piano
Robert Majewski - trumpet
Tomasz Szukalski - tenor saxophone
Jacek Niedziela-Meira - double bass
Krzysztof Dziedzic - drums
Grzegorz Turnau - vocals

Remembrance

FOR TUNE 0094

By Adam Baruch

This is an archival album presenting a live recording by a quintet led by pianist/composer Wojciech Majewski, which also included his brother trumpeter Robert Majewski, saxophonist Tomasz Szukalski, bassist Jacek Niedziela-Meira and drummer Krzysztof Dziedzic. The concert, which took place at a Polish Radio studio, was part of a promotion effort for the album "Zamyślenie", recorded by the same quintet and released a few months earlier. For this release the album was enhanced by the inclusion of one original track from that album, which features the vocals of the incredible Grzegorz Turnau, a couple of solo piano pieces recorded by Wojciech Majewski a decade later and finally by a fragment of a historic radio broadcast, featuring the Polish Rock legend Czesław Niemen accompanied by Wojciech Majewski and Szukalski. The music was mostly composed by Wojciech Majewski, but includes also a composition by Niemen, a couple of compositions by the legendary Polish bard Marek Grechuta and one composition by the Godfather of modern Polish Jazz Krzysztof Komeda.

The music is, as expected, top notch from start to finish, and presents the peak of the second generation of the Polish Jazz scene, both on the instrumental and compositional levels. All five players are absolute masters of their respective instruments, but obviously the performances by Szukalski are at the centre of attention, as he is sadly no longer with us and this album emphasizes the incredible loss Polish Jazz suffered with his premature death. As such, this album is a great tribute to his talents.

Wojciech Majewski as a composer is in many respects the epitome of the mainstream Polish Jazz, encapsulating the lyricism, melancholy and exquisite melodies, which are its main characteristics. This album also shows how Polish Jazz, often within the Jazz & Poetry idiom, is interconnected with other aspects of the Polish Culture. The inclusion of works by Grechuta and Niemen are by no way incidental and emphasizes these intricate associations.

Overall this is a highly important release, not only as far as the beautiful music it presents, but also as a wonderful historic document shedding light on the Polish Jazz scene in particular and Polish Culture in general. The For Tune label deserves to be especially praised for this release, which no doubt is a very significant addition to the label's catalog. I hope more releases of such character will follow. This is an absolute must to all fans of Polish Jazz, but Jazz connoisseurs the world over should also enjoy this music immensely, as it knows absolutely no borders.

poniedziałek, 18 maja 2015

Wojciech Majewski – Opowiesc (2009)

Wojciech Majewski

Wojciech Majewski - piano
Robert Majewski - trumpet
Tomasz Szukalski - saxophone
Jacek Niedziela - bass
Krzysztof Dziedzic - drums

Opowieść

4EVERMUSIC 130


By Adam Baruch

This is the third album by Polish Jazz pianist/composer Wojciech Majewski, recorded in a classic quintet format with trumpeter Robert Majewski (Wojciech's brother), saxophonist Tomasz Szukalski, bassist Jacek Niedziela and drummer Krzysztof Dziedzic. The album presents a solo piano piece which is followed by a seven-part Jazz suite performed by the quintet. It was recorded at the Studio Tokarnia and engineered by Jan Smoczynski, with superb sonic quality, as expected.

The music is all kept within the mainstream tradition, with certain Classical Music accents, but those are quite marginal. The melodic themes are basically vehicles for extended solos played by the quintet members. It is hard to follow the "suite" concept musically, as it lacks a clear coherence, but nevertheless the music is interesting and flows gently from one part of the suite to the next. There are the obvious Polish Jazz characteristics, like lyricism and melancholy, in which this music is completely drenched, clearly defining its origin and tradition.

The true forte of this album is the incredible musicianship, which is not surprising considering these are some of the best and most experienced second generation Polish Jazz musicians. Especially interesting is the presence of Szukalski as this is one of the last recordings in which he participated before his tragic death. The album is full of superb solos and ensemble performances, which are truly inspired. Majewski dedicates this album to the memory of his Father, the legendary Polish Jazz trumpeter Henryk Majewski, who died shortly before this music was recorded.

Overall this is an interesting experiment in composing an extended Jazz suite-like composition, beautifully performed by first class musicians, an effort which deserves to be heard by Jazz connoisseurs all over the world.

środa, 21 stycznia 2015

Jacek Niedziela-Meira - Bassville 2 (2014)

Jacek Niedziela-Meira - Bassville 2

Jacek Niedziela-Meira - acoustic bass, bass guitar

Bassville 2

Celestis 014 06




By Marcin Drewczyński

Nowy album Jacka Niedzieli-Meiry zdecydowanie utwierdza w przekonaniu, że mamy do czynienia z instrumentalistą kompletnym. Tych dwanaście zawartych na płycie kompozycji stawia muzyka w pierwszym rzędzie nie tylko polskich, ale i światowych tuzów współczesnego kontrabasu jazzowego. Może podobać się świetnie wyselekcjonowany dobór utworów, które prowadzą słuchacza niemal za rękę poprzez praktycznie całą historię muzyki, no właśnie, jazzowej, rozrywkowej, improwizowanej? W gruncie rzeczy nie ma to znaczenia, ponieważ w większości są to przede wszystkim świetne piosenki, które większość z nas już gdzieś słyszała. A wiadomo, lubi się to, co się już wcześniej znało i słyszało.

Tak więc mamy tutaj nowoorleański hymn "When The Saints Go Marching In", piękną balladę Jimmy'ego Van Heusena "Polka Dots and Moonbeams", "Jordu" trochę chyba zapomnianego u nas Duke'a Jordana, jak również genialną kompozycję Ornette'a Colemana "Lonely Woman". I to wszystko solo. Głównie kontrabas, dwa razy gitara basowa. O umiejętnościach technicznych Jacka Niedzieli-Meiry nie wypada mi pisać. Od pierwszych dźwięków czujemy, że to muzyk, dla którego instrument nie ma żadnych tajemnic i dla którego nie istnieją ograniczenia techniczne (genialny timing wszystkich aranżacji). Słychać, że wspaniale bawi się kompozycją, rozbiera ją na czynniki pierwsze, przy okazji nie tracąc nic z pierwotnej harmonii.

Po kilkukrotnym odsłuchaniu albumu dwa aspekty nie dają mi jednak spokoju. Pierwszym jest kiepska jakość nagrań z Akademii Muzycznej z Wrocławia (utwory "Cutting Wood For Dance Floor", "Polka Dots and Moonbeams", "Lonely Woman" oraz "I Wish Morgn Freeman Was My Uncle"). W stosunku do nagrań zarejestrowanych studyjnie słychać w nich wyraźny brzmieniowy dysonans. Drugą kwestią jest ryzykowne poszerzenie instrumentarium o gitarę basową. Swoim metalicznym brzmieniem łamie nieco spójność i harmonię całości. Szczególnie traci na tym utwór "When The Saint Go Marchin’ In", którego aranżacja jest w moim odczuciu niczym innym, jak tylko swoistego rodzaju niepotrzebną popisówką.

Na szczęście w ujęciu generalnym jest jednak w tej muzyce coś szczerego, swoisty punkt zaczepienia, który ją ratuje. To chyba przede wszystkim niekłamana radość z grania, z wykonywania tych piosenek. Posłuchajcie chociażby kapitalnej interpretacji utworu "Jordu", to czysta przyjemność i zabawa. Summa summarum pomimo wspomnianych wcześniej drobnych mankamentów uważam płytę za bardzo udaną, pokazującą, co może się wydarzyć, kiedy umiejętności muzyka idą w parze z pasją twórczą, a wyobraźnia w trakcie nagrania nie jest w żaden sposób ograniczona możliwościami technicznymi.

Zobacz też: