Translate

środa, 19 sierpnia 2026

Zbigniew Namysłowski – „Zbigniew Namysłowski”

Zbigniew Namysłowski – „Zbigniew Namysłowski”

Zbigniew Namysłowski Quartet

Zbigniew Namysłowski – saksofon altowy
Sławomir Kulpowicz – fortepian, piano Fendera, klawinet
Paweł Jarzębski – kontrabas, gitara basowa
Janusz Stefański – perkusja

Marek Bliziński – gitara
Józef Gawrych – instrumenty perkusyjne
Wojciech Kowalewski – instrumenty perkusyjne
Orkiestra pod dyrekcją Zbigniewa Namysłowskiego

Album: „Zbigniew Namysłowski”

Wydawca: GAD Records (https://gadrecords.pl/) (2026)

Tekst: Marek Demidowicz

Zbigniew Namysłowski to absolutny gigant polskiego jazzu, postać fundamentalna. Przez lata, szczególnie 70., był wręcz ikoną Polish Jazzu. Tak, jak Niemen był ikoną rocka, tak Namysłowski jazzu. Jako pierwszy polski jazzman doczekał się swojej książkowej biografii. W 1984 nakładem PSJ ukazała się „Follow Namysłowski. 25 lat na jazzowej scenie” autorstwa wybitnego krytyka i historyka jazzu Krystiana Brodackiego. Jego płyty z tamtych lat, a szczególnie „Winobranie” i „Kujaviak goes funky” to arcydzieła. Pozycje obowiązkowe dla zainteresowanych, wielokrotnie wznawiane, są obecne w jazzowym dyskursie do dziś. Potem jego pozycja absolutnego hegemona w zbiorowym imaginarium jazzowej publiczności została nieco podkopana choćby przez Krzysztofa Komedę i Tomasza Stańkę. Jestem jednak pewien, że wkrótce nastanie moda także na Zygmunta, jak bywał nazywany przez przyjaciół.

Dlatego z zainteresowaniem sięgnąłem po wznowienie nieco zapomnianej, a bardzo ciekawej płyty z 1977 zatytułowanej po prostu „Zbigniew Namysłowski”. Płyta niezbyt długa jak na współczesne standardy, zaledwie 39’37” i 6 utworów, tak jak na pierwszym winylowym wydaniu. Wszystkie to kompozycje lidera. Dwie z nich zrobiły później jeszcze pewną karierę. „Gdy zakwitnie miesiąc maj” z dopisanym tekstem Wojciecha Młynarskiego i zaśpiewany przez Łucję Prus pod nowym tytułem „Kocham się w poecie” odniósł sukces na festiwalu w Opolu w 1977, a „Jasmine Flavoured” to późniejsza tytułowa „Jasmine Lady” z płyty wydanej w 1979 przez niemiecką Vinyl Records. Część kompozycji została zaczerpnięta z poprzednich zespołów Zygmunta, ale tu dostały zupełnie nowe życie.

Płyta z jednej strony podsumowuje wątki z wcześniejszej kariery saksofonisty, a z drugiej wyraźnie zapowiada nadchodzący zwrot w kierunku funky i fusion, którego emanacją była grupa Air Condition. Słyszymy tu wątki i brzmienia wywodzące się ze wspomnianych na wstępie arcydzieł, ale także klimat z SPPT Chałturnik i Studia Jazzowego Polskiego Radia, obu prowadzonych przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego, w obu Zygmunt odgrywał ważną rolę. Pastiszowy styl Chałturnika pojawia się choćby na początku pierwszego utworu „Pod dobrą godziną”. Zdecydowanie większy wpływ na kształt płyty miało doświadczenie wyniesione ze Studia Jazzowego. Namysłowski zazwyczaj dowodził kameralnymi zespołami, kwartety, kwintety, a tu po raz pierwszy na autorskiej płycie postanowił zaangażować tak potężny aparat wykonawczy. Jest tu jego ówczesny kwartet, absolutnie fantastyczni muzycy, którzy wkrótce wraz z Tomaszem Szukalskim stworzą rewelacyjny The Quartet. Jest zjawiskowy gitarzysta Marek Bliziński i dwóch perkusjonalistów. Jest w końcu orkiestra smyczkowa i bigbandowe sekcje trąbek i puzonów. Nie dość, że Namysłowski pisał skomplikowane rytmicznie kompozycje, połamańce, to jeszcze stanął przed zadaniem zaaranżowania tego na zespół pełen indywidualności i dużą orkiestrę. Wyszedł z tej próby znakomicie. Płyta jest też zapowiedzią ostrego zwrotu w kierunku fusion. Funkowe klimaty dominują. Ciekawostką jest gra Sławomira Kulpowicza na pianie Fendera i elektrycznym klawinecie oraz Pawła Jarzębskiego na gitarze basowej. Obaj mają sporo przestrzeni, ale najwięcej ma lider pokazując swoją klasę. Szczególnie polecam „Mango boogie” i „Przejażdżkę na UFO”, nic się nie zestarzały i śmiało mogą trafić na stoły didżejskie.

Płyta ukazała się nakładem GAD Records, zremasterowana z oryginalnych taśm z archiwum Polskich Nagrań. Pierwszy raz na CD. W książeczce jak zwykle obszerny komentarz wydawcy. Porównałem dźwięk z winyla z epoki i z tego wydania. Po obróbce udało się w wersji cyfrowej wyciągnąć z tego nagrania więcej niż było słychać na płycie analogowej. Choć mam sporo analogowych wydań z serii Polish Jazz i z Poljazzu, to chętnie sięgam po te współcześnie zremasterowane. To trochę tak, jak oglądanie filmów ze starej taśmy i po obróbce cyfrowej. Choć trzeba przyznać, first press w tym przypadku i tak brzmi całkiem nieźle na tle wielu innych wydań z epoki peerelu.

GAD Records to niezależna wytwórnia założona w 2008 przez Michała Wilczyńskiego. Specjalizuje się w wyszukiwaniu, restaurowaniu i wydawaniu unikalnych materiałów archiwalnych, reedycji zapomnianych płyt i niepublikowanych wcześniej nagrań. Wśród kilku głównych nurtów, jednym z najliczniej reprezentowanych jest polski jazz. Pokazali światu nieznane taśmy Jerzego Miliana, przypomnieli unikaty Krzysztofa Komedy. W katalogu mają m.in. płyty z kultowej serii Polish Jazz oraz wydawnictwa Poljazzu. Zazwyczaj pierwszy raz na CD, choć coraz częściej pojawiają się też piękne winyle, a nawet kasety magnetofonowe. Wszystko pieczołowicie wydane, zremasterowane z oryginalnych taśm, opatrzone kompetentnym komentarzem. Na pewno będziemy wracać do płyt z tej oficyny.

Dziś mój debiut w roli recenzenta w Polish Jazz Blog, dziękuję więc redaktorowi Maciejowi Nowotnemu za zaproszenie i za zgodę, żebym to ja wybrał temat pierwszej recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: