Zbigniew Namysłowski – „Zbigniew Namysłowski”
Zbigniew Namysłowski Quartet
Zbigniew Namysłowski – saksofon altowy
Sławomir Kulpowicz – fortepian, piano Fendera, klawinet
Paweł Jarzębski – kontrabas, gitara basowa
Janusz Stefański – perkusja
Marek Bliziński – gitara
Józef Gawrych – instrumenty perkusyjne
Wojciech Kowalewski – instrumenty perkusyjne
Orkiestra pod dyrekcją Zbigniewa Namysłowskiego
Album: „Zbigniew Namysłowski”
Wydawca: GAD Records (https://gadrecords.pl/) (2026)
Tekst: Marek Demidowicz
Zbigniew Namysłowski to absolutny gigant polskiego jazzu, postać fundamentalna. Przez lata, szczególnie 70., był wręcz ikoną Polish Jazzu. Tak, jak Niemen był ikoną rocka, tak Namysłowski jazzu. Jako pierwszy polski jazzman doczekał się swojej książkowej biografii. W 1984 nakładem PSJ ukazała się „Follow Namysłowski. 25 lat na jazzowej scenie” autorstwa wybitnego krytyka i historyka jazzu Krystiana Brodackiego. Jego płyty z tamtych lat, a szczególnie „Winobranie” i „Kujaviak goes funky” to arcydzieła. Pozycje obowiązkowe dla zainteresowanych, wielokrotnie wznawiane, są obecne w jazzowym dyskursie do dziś. Potem jego pozycja absolutnego hegemona w zbiorowym imaginarium jazzowej publiczności została nieco podkopana choćby przez Krzysztofa Komedę i Tomasza Stańkę. Jestem jednak pewien, że wkrótce nastanie moda także na Zygmunta, jak bywał nazywany przez przyjaciół.
Dlatego z zainteresowaniem sięgnąłem po
wznowienie nieco zapomnianej, a bardzo ciekawej płyty z 1977 zatytułowanej po
prostu „Zbigniew Namysłowski”. Płyta niezbyt długa jak na współczesne
standardy, zaledwie 39’37” i 6 utworów, tak jak na pierwszym winylowym wydaniu.
Wszystkie to kompozycje lidera. Dwie z nich zrobiły później jeszcze pewną
karierę. „Gdy zakwitnie miesiąc maj” z dopisanym tekstem Wojciecha Młynarskiego
i zaśpiewany przez Łucję Prus pod nowym tytułem „Kocham się w poecie” odniósł
sukces na festiwalu w Opolu w 1977, a „Jasmine Flavoured” to późniejsza
tytułowa „Jasmine Lady” z płyty wydanej w 1979 przez niemiecką Vinyl Records.
Część kompozycji została zaczerpnięta z poprzednich zespołów Zygmunta, ale tu
dostały zupełnie nowe życie.
Płyta z jednej strony podsumowuje wątki z
wcześniejszej kariery saksofonisty, a z drugiej wyraźnie zapowiada nadchodzący
zwrot w kierunku funky i fusion, którego emanacją była grupa Air Condition.
Słyszymy tu wątki i brzmienia wywodzące się ze wspomnianych na wstępie
arcydzieł, ale także klimat z SPPT Chałturnik i Studia Jazzowego Polskiego
Radia, obu prowadzonych przez Jana Ptaszyna Wróblewskiego, w obu Zygmunt
odgrywał ważną rolę. Pastiszowy styl Chałturnika pojawia się choćby na początku
pierwszego utworu „Pod dobrą godziną”. Zdecydowanie większy wpływ na kształt
płyty miało doświadczenie wyniesione ze Studia Jazzowego. Namysłowski zazwyczaj
dowodził kameralnymi zespołami, kwartety, kwintety, a tu po raz pierwszy na
autorskiej płycie postanowił zaangażować tak potężny aparat wykonawczy. Jest tu
jego ówczesny kwartet, absolutnie fantastyczni muzycy, którzy wkrótce wraz z
Tomaszem Szukalskim stworzą rewelacyjny The Quartet. Jest zjawiskowy gitarzysta
Marek Bliziński i dwóch perkusjonalistów. Jest w końcu orkiestra smyczkowa i
bigbandowe sekcje trąbek i puzonów. Nie dość, że Namysłowski pisał
skomplikowane rytmicznie kompozycje, połamańce, to jeszcze stanął przed
zadaniem zaaranżowania tego na zespół pełen indywidualności i dużą orkiestrę.
Wyszedł z tej próby znakomicie. Płyta jest też zapowiedzią ostrego zwrotu w
kierunku fusion. Funkowe klimaty dominują. Ciekawostką jest gra Sławomira
Kulpowicza na pianie Fendera i elektrycznym klawinecie oraz Pawła Jarzębskiego
na gitarze basowej. Obaj mają sporo przestrzeni, ale najwięcej ma lider
pokazując swoją klasę. Szczególnie polecam „Mango boogie” i „Przejażdżkę na
UFO”, nic się nie zestarzały i śmiało mogą trafić na stoły didżejskie.
Płyta ukazała się nakładem GAD Records, zremasterowana
z oryginalnych taśm z archiwum Polskich Nagrań. Pierwszy raz na CD. W
książeczce jak zwykle obszerny komentarz wydawcy. Porównałem dźwięk z winyla z
epoki i z tego wydania. Po obróbce udało się w wersji cyfrowej wyciągnąć z tego
nagrania więcej niż było słychać na płycie analogowej. Choć mam sporo
analogowych wydań z serii Polish Jazz i z Poljazzu, to chętnie sięgam po te
współcześnie zremasterowane. To trochę tak, jak oglądanie filmów ze starej
taśmy i po obróbce cyfrowej. Choć trzeba przyznać, first press w tym przypadku
i tak brzmi całkiem nieźle na tle wielu innych wydań z epoki peerelu.
GAD Records to niezależna wytwórnia założona w
2008 przez Michała Wilczyńskiego. Specjalizuje się w wyszukiwaniu,
restaurowaniu i wydawaniu unikalnych materiałów archiwalnych, reedycji zapomnianych
płyt i niepublikowanych wcześniej nagrań. Wśród kilku głównych nurtów, jednym z
najliczniej reprezentowanych jest polski jazz. Pokazali światu nieznane taśmy
Jerzego Miliana, przypomnieli unikaty Krzysztofa Komedy. W katalogu mają m.in.
płyty z kultowej serii Polish Jazz oraz wydawnictwa Poljazzu. Zazwyczaj
pierwszy raz na CD, choć coraz częściej pojawiają się też piękne winyle, a
nawet kasety magnetofonowe. Wszystko pieczołowicie wydane, zremasterowane z
oryginalnych taśm, opatrzone kompetentnym komentarzem. Na pewno będziemy wracać
do płyt z tej oficyny.
Dziś mój debiut w roli recenzenta w Polish Jazz Blog, dziękuję więc redaktorowi Maciejowi Nowotnemu za zaproszenie i za zgodę, żebym to ja wybrał temat pierwszej recenzji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz