Joanna Duda Trio
Joanna Duda - fortepian, syntezatory
Max Mucha - kontrabas
Michał Bryndal - perkusja, elektronika
Jakub Jan Bryndal - rap (track nr 6 - ‘All the Things I’m Forgetting About, When I’m Sad”)
Tytuł: Delighted (2025)
Wydawca: Byrd Out https://byrdout.bandcamp.com
Autorka tekstu: Kasia Sidor
Joanna Duda po raz kolejny wydaje płytę, która zachwyca, zaskakuje i przyciąga subtelnością ukrytą w kompozycyjnej zawiłości. Choć przestrzeń muzyczna została tu w pełni wykorzystana, album nie pozostawia po sobie posmaku pretensjonalności ani sztucznej ekskluzywności. Ogromna w tym zasługa całego zespołu, w którym obok pianistki występują Max Mucha na kontrabasie oraz Michał Bryndal na perkusji.
Pierwsze wrażenia z odsłuchu prowadziły mnie do wniosku, że to materiał wymagający od odbiorcy sporej otwartości. Gdy jednak wracam do niego po raz kolejny, dochodzę do wniosku, że ta muzyka wcale niczego od nas nie żąda. Tworzy raczej przestrzeń, w której możemy się zagubić, pobawić dźwiękiem razem z trio, odpocząć, a chwilę później dać się wzbudzić emocjonalnie. To niezwykle intensywny projekt, który jednak w żaden sposób nie przytłacza. Wręcz przeciwnie, pozostaje niezwykle świeży.
Drugi utwór na krążku, Those, Who Think They’re French, But They’re Actually Russian, przywodzi na myśl wiosenną rosę i powietrze zwiastujące nadejście odrodzenia. To uczucie towarzyszy nam przez cały album. Perkusja Michała Bryndala potęguje rześkość brzmienia, a kontrabas Maxa Muchy daje solidne uziemienie. Z kolei When the Truffles Get Dry hipnotyzuje swoim groovem, momentami wybijając się na pierwszy plan, by zaraz powrócić niczym stała, rytmiczna fala przy brzegu.
Na płycie nie brakuje energii i dynamiki, lecz czuć na niej także ogromną czułość oraz wrażliwość. Kolejna kompozycja, Romantische Sache, zachwyciła mnie już od pierwszego przesłuchania. Słychać tu wyraźne nawiązania do romantyzmu w muzyce klasycznej oraz ogromną intencjonalność muzyków, którzy uzupełniają się z wielką finezją. Nazwanie tego wykonania delikatnym byłoby jednak niedopowiedzeniem, ponieważ w tej dyskrecji wciąż tętni intensywność, choć zupełnie inna niż w poprzednich utworach. Po przejściu przez soniczne eksperymenty kompozycja zmienia charakter i zaczyna promieniować lekkością, wcześniej nieco przesłoniętą atmosferą powagi.
Sposób gry Joanny Dudy sprawia wrażenie, jakby wszystko przychodziło jej bez najmniejszego wysiłku. Mimo śmiałych i odważnych pomysłów muzycznych całości słucha się z wielką naturalnością, a przepiękna synchroniczność oraz symbioza w całym składzie są wręcz uderzające.
Ostatni utwór świetnie oddaje współczesność i w pewnym sensie pomaga nam powoli wrócić do rzeczywistości po tak rozkosznej przygodzie. Gościnny udział Jakuba Jana Bryndala jest tu prawdziwą wisienką na torcie, stanowiąc ostatni akcent tej rześkiej intensywności.
Ta płyta niesamowicie działa na zmysły i jestem przekonana, że każdy odczuje ją nieco inaczej. Bywa enigmatyczna, lecz nie brakuje jej subtelności ani przestrzeni na przetrawienie wrażeń. To album wzbogacony niezwykłym kunsztem i po prostu pięknie nietuzinkowy. To płyta, do której nie tylko warto, ale wręcz chce się wracać, za każdym razem odkrywając w niej nowe warstwy.
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz