Translate

poniedziałek, 26 października 2026

Music For Peace - "Music For Peace"

Music For Peace

Wojtek Mazolewski - kontrabas
Marcin Masecki - fortepian
Piotr Damasiewicz - trąbka
Albert Karch - perkusjonalia
Karolina Błachnia - śpiew
Aleksandra Kryńska - skrzypce
Jan Pieniążek - bębny
Marcel Baliński - fortepian
Piotr Chęcki - saksofon tenorowy
Miłosz Pieczonka - saksofon altowy
Igor Wiśniewski - gitara
Jan Gałosz - gitara
Bartosz Szablowski - bębny
Stanisław Pańta - fortepian
Tymek Bryndal - kontrabas
Eldar Tsalikov - klarnet
Oskar Torok - trąbka
Lena Nowak - klarnet.

Album: "Music For Peace"

Wyd. SP Records (2025)

Tekst: Piotr Banasiak


Do projektów charytatywnych w świecie muzyki podchodzę zazwyczaj z rezerwą, pomny casusu niesławnego nieporozumienia towarzysko - biznesowego pt. Nasz Wspólny Świat.

Na szczęście w przypadku "Music For Peace" wszystko skończyło się dobrze, choć o włos, a bym... ale po kolei.

Jesienią 1987, kiedy Polskę objeżdżał wyżej wymieniony charytatywny bubel, Kazimierz Staszewski śpiewał "Na całym świecie źle się dzieje, koledzy". I ta obserwacja jest dzisiaj jak najbardziej aktualna.

Na dodatek wojna się sroży tuż za naszą granicą.

Artyści nie chcą być wobec tego obojętni.

Na początku zebrało się trzech oldboyów. Panowie Mazolewski, Masecki i Damasiewicz, postanowili uwiecznić muzyką swój protest przeciw przemocy i wojnom oraz zaapelować o pokój. Do czynu zaprosili obiecującą dżezową młodzież z okołoSPATiFowej bohemy i w maju 2023 , raptem w dwa dni nagrali obszerny materiał dźwiękowy.

W ramach szczytnej idei w kolejnym roku zainicjowano także zbiórkę funduszy, celem wsparcia rozwoju społeczno-kulturalnego ukraińskich dzieci i młodzieży w Charkowie. Sukces zbiórki pozwolił na zakup Artbusa - mobilnego centrum zajęć kulturalnych i terapeutycznych.

Podczas gdy zapis sesji studyjnej powoli nabierał postprodukcyjnego blasku, orkiestra MUSIC FOR PEACE zaprezentowała się na żywo, najpierw premierowo w stołecznym SPATiFie, następnie latem 2024 na charytatywnym koncercie dla Programu Drugiego Polskiego Radia. Koncert ten w nawale obowiązków jakoś przeoczyłem.

I całe szczęście.

Gdybym koncert MUSIC FOR PEACE w Dwójce zobaczył w t e d y, to w życiu bym nie kupił albumu "Music For Peace".

Będę delikatny: w pewnych okolicznościach demokracja w dżezie się nie sprawdza, polityka nadmiaru tym bardziej.

Na szczęście koncert obejrzałem będąc już posiadaczem albumu CD, po odsłuchu audiozawartości, na dodatek mając poczucie spełnienia dobrego uczynku, bowiem dochody ze sprzedaży tej płyty także idą na zbożny cel pomocy.

Drogi Czytelniku - pamiętaj proszę, że piszę o owocach spontanicznej, otwartej sesji improwizowanej, dokonanej przez kolektyw, w którym część artystów nigdy przedtem ze sobą nie grała!

Cóż począć, gdy w studio zbierze się kilkanaścioro artystów, bez planu i partytur, ale silnie zmotywowanych w kierunku osiągniecia "zespołowej świadomości"?

Recepta dla większości utworów okazała się tyleż prosta, co nad wyraz skuteczna.

- ustalamy centrum tonalne i harmonię,

- ruszamy wybranymi instrumentami,

- w miarę trwania improwizacji zarysowujemy i kształtujemy konstrukcję rytmiczną,

- wprowadzamy element wiążący i fundamentalny: figurę lub riff kontrabasowy,

- na hipnotycznym fundamencie basowoperkusyjnym rozwijamy improwizacje i dyskusje instrumentalne.

I to działa. Ani się Słuchaczu obejrzysz - jesteś w transie.

Niskohercowo - mantropulsowa baza znana jest od lat. Ambient dub, Bill Laswell, Jah Wobble, Amon Tobin,...

Ważne, że na tym szkielecie można odmalować cała gamę nastrojów i barw.

Można jak w "Om Ma" - zaintonować wokalną mantrę, zaczarować wokalizą Pani Błachni i pohukiwaniami Pana Damasiewicza.

Można jak w "Bardo" - lub w utworze tytułowym - wyczarować długonutową, piękna, wręcz filmową melodię, zapodaną potężnie przez dęciaki.

Można jak w "Big Mother" - zadeklamować inwokację ku wodzie - wybawicielce.

Można jak w "One Way" - oprzeć wszystko na fortepianizmach, zrazu płaczliwych, później coraz bardziej podniosłych, majestatycznych...

Można jak w "End Of War" - doprawić emocje krzykiem, i pojedynczymi wychrapanymi słowami - hasłami.

Figura basowa winna być wyraźnie zarysowana, nieskomplikowana i melodyjna. Może się wyłaniać niespiesznie z mgławicy dźwiękowej, może też być zaczynem, prapoczątkiem kolejnego utworu.

Nie muszą dawać głosu wszyscy naraz, czasem wystarczą trzy - cztery instrumenty. Jest miejsce na rozrzedzenie faktur sonicznych, jest miejsce i na kreszszszszendowe wzmożenia i kulminacje, jak w "End Of War". A jak już się wszyscy się wykrzyczą instrumentami i wykulminują, niech puls i emocje rozmyją się swobodnie pośród coraz cichszych dźwięków.

Generalnie - przy takiej recepturze kompozytorskiej można wiele, bardzo wiele. Byle z głową i świadomością celu.

Tego zabrakło na koncercie w "Dwójce", ale było - minęło. Następnym (?) razem będzie lepiej!

W trakcie działań producenckich dograno kilka fragmentów - i to słychać.

Ale generalnie - poza kilku sekundami paskudnego dysonansu któregoś z pianistów w "Om Ma" - takie zabiegi nie przeszkadzają.

Zapamiętasz Szanowny Słuchaczu ten obraz pól bitewnych i traumy ludzkiej, odmalowany krzykami, nawoływaniami i krótkimi meldunkami poszczególnych instrumentów. Będziesz słyszał terkot wojennych machin. Sonorystyka pomoże budować odpowiednie stany ducha...

Zapamiętasz, jak w ponurym, ciągnącym się "Music For Peace" wszystko nagle zamilknie, by posłuchać samotnej skargi kontrabasu.

I myślę, że na pewno zapamiętasz kończący album utwór "Peaceful" - rozpoczęty dźwiękami kalimby, statyczny fresk, w którym w asyscie fortepianu, skrzypiec i trąbki, Pani Błachnia i Pan Damasiewicz ponownie bardzo emocjonalnie wokalizują. Ale stan ukojenia zakłóca podskórny, nerwowy monolog basu... Fantastyczne zakończenie tej płyty.

Album "Music For Peace" jest wart polecenia, choćby po to, aby się przekonać, że bez wirtuozerii i doprawdy prostymi środkami można osiągnąć cel. Stworzyć frapujący, wciągający swoją atmosferą spektakl dźwiękowy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: