Mateusz Rybicki / Patryk Zakrocki
Patryk Zakrocki – gitara elektr., drzwi
Mateusz Rybicki - klarnet
Album: "POEM 13"
Wyd. Monaural Poetry (2026)
Tekst: Piotr Banasiak
Pan Patryk Zakrocki - dźwiękowy artysta i poszukiwacz. Trochę skrzypek, trochę gitarzysta, trochę multikulti. Od 30 lat działający na rynku muzycznym, w różnych konstelacjach artystycznych, ale zawsze w Sektorze Dźwięków Wzbudzających Ciekawość. Ostatnimi czasy najbardziej aktywny w znakomitym trio POLSKI PIACH. No i stały współpracownik Reksia.
Ale to nie wszystko.
Pan Patryk to Zosia Samosia.
W głowie Pana Zakrockiego nieustannie rodzą się nowe idee i pomysły na twórcze kooperacje, ale polski przemysł muzyczny nie jest w stanie za nimi nadążyć. Zatem, w myśl idei "nie czekaj na Judasza - wydaj się sam", Pan Patryk założył wytwórnię płytową MONAURAL POETRY
- i zaprasza do współpracy różne ciekawe osoby grające
- i na prastare magnetofony nagrywa dźwięki, zachowując ich naturalne, analogowe ciepełko
- i z pietyzmem przenosi ten foniczny zapis na winylowe placki
- i samodzielnie, RĘCZNIE tworzy do nich przepyszną, charakterystyczną grafikę.
Tym sposobem, korzystając z oferty MONAURAL POETRY, Szanowny Słuchaczu możesz zainwestować swoje aktywa w ekskluzywną kolekcję, nie ustępującą w niczym ECMowi, 4AD czy Gondwanie, a i posłuchać jest czego.
Ot, choćby najnowszy wypiek z Monauralowej manufaktury: "POEM 13"
I tu na scenę wkracza Pan Mateusz Rybicki - aktywista i podpora Dolnośląskiego Zagłębia Improwizacyjnego, otwarty na wiele gatunków i obszarów sztuki. Nieustannie aktywny w zespołach takich, jak dziki Sundogs, wspaniały, spiritualowy Ascetic, czy niedawny, autorski, duży projekt "Apokalypsis". Krótko mówiąc - człowiek obarczony tym samym artystycznym ADHD, co Pan Zakrocki.
Panowie współpracowali już wcześniej i jest chemia między nimi.
Nie jest więc dziwnym, że pewnego letniego dnia spotkali się ponownie i pograli co nieco. A że vintage magnetofon Nagra IV-S był włączony...
..."Rok 1959, czerwiec, 05:00 rano, Buffet de la Gare w Bamako. Francuska Afryka Zachodnia. W lokalu już prawie pusto. Przy stoliku Paul Desmond, znużony całonocnym piciem, znużony kompletnie swoją karierą, tym całym Brubeckiem, tym całym cooldżezem i tym całym saksem. Ma dość. Na bufecie, obok śpiącego barmana w fezie - klarnet. Widać grajkowie z orkiestry zapomnieli. Desmond bierze instrument, dmuchnie raz... dmuchnie drugi...
W kącie dostrzega młodego autochtona z gitarą, strugajacego figurkę z drewna.
- Chodź no tu, młody!
Podchodzi.
- Umiesz grać?
Kiwa głową, że umie.
- A co umiesz? Łesa Montgomery? Czarliego Kryszczjana? Dżima Hola? DżonyLiHukera?
Kręci głową, że nie.
- Nieważne, graj!
Młody gra. Desmond zaczyna dmuchać. W końcu klarnet podobny do saksu. No problem. Grają sobie. Grają co im tam przyjdzie do głowy. Swobodnie i bez spiny. Słuchając siebie nawzajem. Desmond nic nie musi. Desmond oddycha z ulgą.
- Do licha, szkoda, że nie wziąłem więcej LSD... ale i tak jest pięknie...
- Słucham proszę Pana?
- Co za wspaniały świat... Czarnuchu - zapodawaj!
- Ale proszę Pana... nie uzgodniliśmy tonacji...
- Nie jestem rasistą! Zapodawaj...
I tak sobie płynie duet klarnetowogitarny, nieśpiesznie, gdzie oczy i uszy poniosą, ku wolności, ku myślom swobodnym i nieistotnym...
- Piękne to było, młody. Jak Ci na imię?
- Ali Farka proszę Pana.
- Pięknie. Ćwicz Ali Farko, ćwicz. A będzie dobrze..."
Czaicie to?
Nie?
To może dla rozjaśnienia:
Dwóch facetów siada na przeciw siebie i zaczyna rozmawiać za pomocą instrumentów, nie bacząc na konwenanse i zasady, jeno obserwując siebie nawzajem. Muzyka nieformalna, bez założeń i ustaleń. W trakcie dialogu od czasu do czasu znajdują wspólny puls, delikatny słing i przez chwilę za nimi podążają, by za jakiś czas wyswobodzić się. Słuchamy rozmowy intymnej i kameralnej.
Na moment Pan Patryk przypomina sobie o swojej pasji do nagrań terenowych i do współpracy zaprasza drzwi. Słynne ursynowskie drzwi z ich charakterystycznym klatkoschodowym pogłosem. Drzwi czule poliharmonizujące z klarnetem.
Czysta improwizacja? Tak!
Ale klarnet nie krzyczy na mnie, nie skrzeczy, nie zabiera mnie na obrzeża sonoryzmu. Klarnet ŚPIEWA. Pan Mateusz improwizuje z coolową, desmondowską elegancją, często obezwładniajac finezyjnymi, kaskadowymi zaśpiewami.
Gitara gra oszczędnie i niezobowiązująco, ale z czujnością wyostrzoną olbrzymią świadomością Pana Patryka. Świadomością bluesa z Luizjany, bluesa z Sahary i gitarystyki śródziemnomorskiej.
Z resztą, wystarczy spojrzeć na Patrykowy rysunek na okładce "POEMu". Piękna synteza zawikłania i harmonii.
No, to jeśli już Państwo czają, to zapraszam do Monauralowego bandcampa. Do zasłuchania się w tych naturalnych, ciepłych i intymnych dźwiękach, które na oczy digitalu nie widziały...
Miłych wrażeń!
P.S. Dla przypomnienia - z archiwum Polishjazzbloga, recenzje ostatnich dokonań obu Panów
Patryk Zakrocki - "Tales Of Solo Guitar" 2023
https://polish-jazz.blogspot.com/2023/10/patryk-zakrocki-tales-of-solo-guitar.html
Olga Mysłowska/Michał Pepol/Patryk Zakrocki - "Laggerezza" 2023
https://polish-jazz.blogspot.com/2025/09/olga-mysowska-micha-pepol-patryk.html
Polski Piach - "Anomalia" 2024
https://polish-jazz.blogspot.com/2024/07/polski-piach-anomalia.html
Ascetic - "Ascectic" 2023
https://polish-jazz.blogspot.com/2023/09/ascetic-ascetic-2023.html
Mateusz Rybicki - "Apokalypsis" 2025
https://polish-jazz.blogspot.com/2025/12/mateusz-rybicki-apokalypsis.html
.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz