Translate

piątek, 2 października 2026

MATEUSZ RYBICKI / PATRYK ZAKROCKI - "POEM 13"

Mateusz Rybicki / Patryk Zakrocki

Patryk Zakrocki – gitara elektr., drzwi
Mateusz Rybicki - klarnet

Album: "POEM 13"

Wyd. Monaural Poetry (2026)

Tekst: Piotr Banasiak


Pan Patryk Zakrocki - dźwiękowy artysta i poszukiwacz. Trochę skrzypek, trochę gitarzysta, trochę multikulti. Od 30 lat działający na rynku muzycznym, w różnych konstelacjach artystycznych, ale zawsze w Sektorze Dźwięków Wzbudzających Ciekawość. Ostatnimi czasy najbardziej aktywny w znakomitym trio POLSKI PIACH. No i stały współpracownik Reksia.
Ale to nie wszystko.

Pan Patryk to Zosia Samosia.

W głowie Pana Zakrockiego nieustannie rodzą się nowe idee i pomysły na twórcze kooperacje, ale polski przemysł muzyczny nie jest w stanie za nimi nadążyć. Zatem, w myśl idei "nie czekaj na Judasza - wydaj się sam", Pan Patryk założył wytwórnię płytową MONAURAL POETRY

- i zaprasza do współpracy różne ciekawe osoby grające

- i na prastare magnetofony nagrywa dźwięki, zachowując ich naturalne, analogowe ciepełko

- i z pietyzmem przenosi ten foniczny zapis na winylowe placki

- i samodzielnie, RĘCZNIE tworzy do nich przepyszną, charakterystyczną grafikę.

Tym sposobem, korzystając z oferty MONAURAL POETRY, Szanowny Słuchaczu możesz zainwestować swoje aktywa w ekskluzywną kolekcję, nie ustępującą w niczym ECMowi, 4AD czy Gondwanie, a i posłuchać jest czego.

Ot, choćby najnowszy wypiek z Monauralowej manufaktury: "POEM 13"

I tu na scenę wkracza Pan Mateusz Rybicki - aktywista i podpora Dolnośląskiego Zagłębia Improwizacyjnego, otwarty na wiele gatunków i obszarów sztuki. Nieustannie aktywny w zespołach takich, jak dziki Sundogs, wspaniały, spiritualowy Ascetic, czy niedawny, autorski, duży projekt "Apokalypsis". Krótko mówiąc - człowiek obarczony tym samym artystycznym ADHD, co Pan Zakrocki.

Panowie współpracowali już wcześniej i jest chemia między nimi.

Nie jest więc dziwnym, że pewnego letniego dnia spotkali się ponownie i pograli co nieco. A że vintage magnetofon Nagra IV-S był włączony...

..."Rok 1959, czerwiec, 05:00 rano, Buffet de la Gare w Bamako. Francuska Afryka Zachodnia. W lokalu już prawie pusto. Przy stoliku Paul Desmond, znużony całonocnym piciem, znużony kompletnie swoją karierą, tym całym Brubeckiem, tym całym cooldżezem i tym całym saksem. Ma dość. Na bufecie, obok śpiącego barmana w fezie - klarnet. Widać grajkowie z orkiestry zapomnieli. Desmond bierze instrument, dmuchnie raz... dmuchnie drugi...

W kącie dostrzega młodego autochtona z gitarą, strugajacego figurkę z drewna.

- Chodź no tu, młody!

Podchodzi.

- Umiesz grać?

Kiwa głową, że umie.

- A co umiesz? Łesa Montgomery? Czarliego Kryszczjana? Dżima Hola? DżonyLiHukera?

Kręci głową, że nie.

- Nieważne, graj!

Młody gra. Desmond zaczyna dmuchać. W końcu klarnet podobny do saksu. No problem. Grają sobie. Grają co im tam przyjdzie do głowy. Swobodnie i bez spiny. Słuchając siebie nawzajem. Desmond nic nie musi. Desmond oddycha z ulgą.

- Do licha, szkoda, że nie wziąłem więcej LSD... ale i tak jest pięknie...

- Słucham proszę Pana?

- Co za wspaniały świat... Czarnuchu - zapodawaj!

- Ale proszę Pana... nie uzgodniliśmy tonacji...

- Nie jestem rasistą! Zapodawaj...

I tak sobie płynie duet klarnetowogitarny, nieśpiesznie, gdzie oczy i uszy poniosą, ku wolności, ku myślom swobodnym i nieistotnym...

- Piękne to było, młody. Jak Ci na imię?

- Ali Farka proszę Pana.

- Pięknie. Ćwicz Ali Farko, ćwicz. A będzie dobrze..."

Czaicie to?

Nie?

To może dla rozjaśnienia:

Dwóch facetów siada na przeciw siebie i zaczyna rozmawiać za pomocą instrumentów, nie bacząc na konwenanse i zasady, jeno obserwując siebie nawzajem. Muzyka nieformalna, bez założeń i ustaleń. W trakcie dialogu od czasu do czasu znajdują wspólny puls, delikatny słing i przez chwilę za nimi podążają, by za jakiś czas wyswobodzić się. Słuchamy rozmowy intymnej i kameralnej.

Na moment Pan Patryk przypomina sobie o swojej pasji do nagrań terenowych i do współpracy zaprasza drzwi. Słynne ursynowskie drzwi z ich charakterystycznym klatkoschodowym pogłosem. Drzwi czule poliharmonizujące z klarnetem.

Czysta improwizacja? Tak!

Ale klarnet nie krzyczy na mnie, nie skrzeczy, nie zabiera mnie na obrzeża sonoryzmu. Klarnet ŚPIEWA. Pan Mateusz improwizuje z coolową, desmondowską elegancją, często obezwładniajac finezyjnymi, kaskadowymi zaśpiewami.

Gitara gra oszczędnie i niezobowiązująco, ale z czujnością wyostrzoną olbrzymią świadomością Pana Patryka. Świadomością bluesa z Luizjany, bluesa z Sahary i gitarystyki śródziemnomorskiej.

Z resztą, wystarczy spojrzeć na Patrykowy rysunek na okładce "POEMu". Piękna synteza zawikłania i harmonii.

No, to jeśli już Państwo czają, to zapraszam do Monauralowego bandcampa. Do zasłuchania się w tych naturalnych, ciepłych i intymnych dźwiękach, które na oczy digitalu nie widziały...

Miłych wrażeń!


P.S. Dla przypomnienia - z archiwum Polishjazzbloga, recenzje ostatnich dokonań obu Panów

Patryk Zakrocki - "Tales Of Solo Guitar" 2023
https://polish-jazz.blogspot.com/2023/10/patryk-zakrocki-tales-of-solo-guitar.html

Olga Mysłowska/Michał Pepol/Patryk Zakrocki - "Laggerezza" 2023
https://polish-jazz.blogspot.com/2025/09/olga-mysowska-micha-pepol-patryk.html

Polski Piach - "Anomalia" 2024
https://polish-jazz.blogspot.com/2024/07/polski-piach-anomalia.html

Ascetic - "Ascectic" 2023
https://polish-jazz.blogspot.com/2023/09/ascetic-ascetic-2023.html

Mateusz Rybicki - "Apokalypsis" 2025
https://polish-jazz.blogspot.com/2025/12/mateusz-rybicki-apokalypsis.html


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz też: