Michał Tomaszczyk – różne rodzaje puzonów
Aga Derlak - fortepian
Michał Jaros - kontrabas
Sebastian Kuchczyński - perkusja
Gościnnie:
Robert Majewski - flugehorn (w 2 utworach)
Przemysław Florczak - saksofony (w 2 utworach)
Album: "Zadora" (2023)
Tekst: Piotr Banasiak
Ta recenzja powinna ukazać się już dawno. Przecież "Zadora" trafiła w moje ręce jesienią 2023! .
Niestety… praca, praca, przygoda w stacji RadioJAZZ.FM... no i to niezwykłe półtora roku spędzone na Alasce, wśród Inuitów...
Niemniej - udało się.
W lipcu 2023 gościłem w audycji Szefa Polishjazzbloga - Maćka, podsumowującej nowości pierwszego półrocza. Miałem okazję wtedy wyrazić mój zachwyt utworem "Equal Dignity". Wtedy też bodaj po raz pierwszy z mych ust padło określenie: DŻEZ SAMOCHODOWY. Niestety, w Zespole Redakcyjnym nie wystarczyło czasu, by ten termin jednoznacznie zdefiniować. I tak leży on sobie odłogiem, niezrozumiany i gdzieniegdzie hejtowany ze względu na swoją rzekomą chlebowość. Myślę, że teraz jest okazja wszystko osobie objaśnić, bowiem album "Zadora" jest w tej materii wprost nieoceniony.
Pan Michał Tomaszczyk, wzięty i szanowany instrumentalista, rezydujący w Szwecji, dłubie w dżezie od lat, do prominencji doszedłszy dzięki opromienionemu Fryderykiem kameralnemu dziełu „Sketches From The North”. Ale widać widocznie, że - parafrazując Sienkiewicza - "w onej skalistej Szwecji nie masz dość dżezmenów, żeby godziwe dżez samochodowe albuminium sprawić".
Udał się tedy Pan Michał z partyturami przez morze, do Rzeszpospolitej. I zwołał starych kompanionów z dawnych projektów, a to Pana Florczaka, a to Pana Kuchczyńskiego , z którym razem jeszcze pod Lenino... a, mniejsza z tym. Zaprosił też Pan Michał artystów innych, ale ze wszech miar godnych!
Razem stworzyli album, który nie tylko jest solidnym ujawnieniem fonicznym w dziedzinie nowoczesnego eurodżezu, ale przede wszystkim po wsze czasy będzie wzorcową pomocą dydaktyczną dla akademików badających DŻEZ SAMOCHODOWY.
Zacznijmy od definicji. Jakimi przymiotami musi się odznaczać dżez, aby zasłużyć na miano DŻEZU SAMOCHODOWEGO (ang. CAR JAZZ)?
DŻEZ SAMOCHODOWY musi uwodzić. Ale zapomnij Słuchaczu o szlagierowatej, mdlącej landrynkowości! Sednem CAR JAZZU ma być wprawiający w zdumienie balans na granicy ordynarnej dosłowności i wysmakowanego niedopowiedzenia.
Owszem, powinny być wyraźnie zarysowane tematy, ale słowami - kluczami są: niuans i detal. Przyciągające uwagę szczególiki, smaczki, lub znienacka przy którymś odsłuchu odkrywane sekreciki.
Instrumenty solowe - harmoniczne bądź nie - nie mogą się bać, ale muszą być świadome tego, co chcą zagrać oraz świadome sąsiedztwa innych instrumentów. Synteza wyrafinowania i wystudiowania. Balans brawury i elegancji.
Sekcja musi świetnie czuć taką muzykę, musi perfekcyjnie wprowadzić Cię w słingujący rozkołys, z uwodzicielskim, hipnotyzującym metrum, z ciekawym akcentowaniem.
CAR JAZZ musi być świetnie wyprodukowany. Dźwięk nie ma wdzierać się pod czaszkę. Dźwięk ma mnie otulać pluszem i jedwabiem swoich wytrawnych faktur. Bronią DŻEZU SAMOCHODOWEGO nie są chropowatości i dysonanse, tylko zaśpiewy, intonacje, motywy i ciekawe pomysły harmoniczne.
I taki właśnie jest, a w zasadzie prawie jest album "Zadora".
Już rozpoczynający płytę "Equal Dignity" to car jazzowe arcydzieło, z kapitalną własną fabułą , zwrotami i przyspieszeniami w opowieści dźwiękowej, z brawurowymi frazami i zagrywkami w łącznikach.
I ten czas, kiedy Pani Aga serwuje nam rozpromienione fortepiano, doprawione wokalną ekspresją!
I ten czas, kiedy pod koniec Pan Michał króciutką melodią zadaje mi zagadkę...
(oczywiście, że wiem: utwór zamykający stronę A piątego albumu King Crimson. Panie Michale, nie ze mną takie numery, ja znam wszystkie płyty świata, łącznie z tymi, które nie zostały jeszcze nagrane).
"Equal Dignity" - 8 minut - a jak z bicza strzelił! Ani sekundy nudy i tylko moja gęba rozdziawiona w podziwie.
Dalej jest równie ponętnie.
"Zadora" - zadumany tren puzonu z dopowiedzeniami fortepianu.
"Dillemas" - czuła rozmowa Panów Tomaszczyka i Majewskiego, Pan Kuchczyński chyba lubi albumy Pata Metheny'ego z wczesnych 90's...
"My Song Of Hope" - ciekawe podziały rytmiczne, solo Pana Florczaka z domieszką dzikości akceptowalną w ramach CAR JAZZU.
Przy okazji warto prześledzić, jak prawdziwy dżezmen traktuje materię kompozycyjną, bowiem jest to kolejne podejście do tego utworu. Poprzednie - zupełnie inne - znajdziesz Słuchaczu na stronie Bandcamp Pana Michała. Zachęcam!
"Tranquility" - melodie wchodzące po schodach i mięsisty monolog Pana Jarosa na kontrabasie.
"Tints" - wysmakowany niepokój kompozycyjny.
I tak dalej i dalej...
Pan Tomaszczyk pięknie snuje swe opowieści, uważnie rozmawia z innymi, ale także pozostawia dużo miejsca, pozwalając zabłysnąć wszystkim zacnym artystom, szczególnie Pani Derlak. Pani Aga nawet do najbardziej onirycznych kompozycji wprowadza tę swoją jakże charakterystyczną ... no, zostawmy już diagnostykę. Pani Ago - to jest piękne!
Zwraca też uwagę, iż mimo dość zwartej, czytelnej formy, poszczególne utwory potrafią być wielowątkowe, zaskakujące fabularnie. Słyszysz niby kodę, ale ona nie chce się skończyć, rozwija się w coś ciekawego. Jak dobra powieść. Świetnie to działa w "Equal Dignity" czy "My Song Of Hope".
Uważny Czytelnik zauważył, że użyłem wcześniej określenie "prawie".
Teraz pora na dwie krople dziegciu w basenie z winem reńskim.
"The New One" - trącący latynoską krotochwilą, niekoniecznie w moim guście.
"Grunge" - żart lo-fi i studyjna zabawa dynamicznym bandpassem. Przepraszam, ale inspiracja flejtuchowatym, tłustowłosym epizodem historii muzyki rockowej pasuje tu jak koszula flanelowa na koktajl party u Wielkiego Gatsby'ego.
Panie Michale - umawiamy się tak.
Ja te dwa utwory skipuję. Zapominam o nich. Zgoda?
Pozostanie nam 51 minut fantastycznego grania.
Dobrej jakości DŻEZ SAMOCHODOWY powinien nadto oferować zrelaksowaną, przysiadalną nastrojowość oraz zdecydowanie stymulować wyobraźnię.
Przy pomocy "Tranquility" możesz Szanowny Słuchaczu np. kontemplować widok sierpniowej, wieczornej Warszawy z któregoś z mostów...
A co Ci podpowie wyobraźnia, słuchając "Breath Of Tranquility"?
Pusta, popołudniowa kafejka w wyludnionej, posezonowej Juracie?
Na ścianie wielki portret Bryana Ferry w nieskazitelnie białym garniturze, jedwabnej apaszce, z kieliszkiem koniaku?
Skrzypienie okiennic, muskanych wrześniowym zefirkiem, wydmuchującym rozedrganą fortepianem Pani Agi pajęczynę krótkiej, wakacyjnej miłości ?
Ale za rok znowu będzie lato, o czym przypomina zamykający kompozycję, dodający otuchy, ciepły i tchnący ukojeniem akord C-dur...
Tytuł albumu to hołd dla cioci Pana Michała, Pani Elżbiety Zadory-Zuzelskiej, malarki i fotografki, niespokojnej i pełnej energii duszy artystycznej.
Utwór tytułowy Pan Michał napisał w dniu jej śmierci...
Kto wie, może duch Cioci Elżbiety krążył pomiędzy muzykami w Studio S-4?
"Zadora" to DŻEZ SAMOCHODOWY najwyższej próby.
Padło pytanie z tylnych rzędów: "Ale właściwie dlaczego nazwa - SAMOCHODOWY?"
Otóż dlatego Szanowny Czytelniku, że słuchając TAKIEGO dżezu w trakcie prowadzenia samochodu, nie gubiąc ani na chwilę, zapewniających bezpieczeństwo:
- uwagi,
- spostrzegawczości
- rozwagi,
w zasłuchaniu aniś się spostrzegł, że dopiero co wyjechałeś z Kozienic, a już jesteś w Konstancinie albo w Lublinie...
Muzyka, w której się kompletnie zapomniałeś - bez utraty kontaktu ze światem.
Taki DŻEZ SAMOCHODOWY potrafią stworzyć tylko najlepsi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz