vocal: Tomasz Organek, Natalia Grosiak, Maciek Starnawski, Aga Kiepuszewska.
Producer: Nikola Kołodziejczyk
Conductor: Nikola Kołodziejczyk
Composer: Nikola Kołodziejczyk
Lyricist: Jacek Szymkiewicz
Mix Engineer: Błażej Domański
Mastering Engineer: Błażej Domański
Recording Engineer: Mateusz Sołtysik
Electric Guitar: Adam Jędrysik
Electric Guitar: Andrzej Imierowicz
Acoustic Guitar: Maciej Starnawski
Electric Guitar: Maciej Starnawski
Flute: Jan Krzeszowiec
Alto Flute: Jan Krzeszowiec
Soprano Saxophone: Robert Wypasek
Tenor Saxophone: Robert Wypasek
Bass Clarinet: Tomasz Żymła
Trumpet: Cyprian Baszyński
French Horn: Mateusz Feliński
Bass Trombone: Mateusz Mendyka
Double Bass: Maciej Szczyciński
Drums: Miłosz Berdzik
Handpan: Michał Pękosz
Percussion: Michał Pękosz
Background Vocals: Nikola Kołodziejczyk
Vocals: Tomasz Organek
Acoustic Guitar: Marta Zalewska
Tytuł: "Budyń o smaku Mickiewicza"
wyd. Przed Państwem Nikola Kołodziejczyk (2025)
Tekst: Szymon Stępnik
Tekst: Szymon Stępnik
„Mickiewicz wielkim poetą był”. Poza omawianiem jego dzieł na zajęciach z języka polskiego, od czasu do czasu przychodzi również moment, w którym instytucje kultury próbują znaleźć dla klasyki nowe miejsce we współczesności. Efekty takich przedsięwzięć bywają różne - czasem otrzymujemy świeże spojrzenie na dobrze znany materiał, innym razem projekt, który bardziej przypomina realizację kulturalnego obowiązku niż rzeczywistą potrzebę artystyczną. „Budyń o smaku Mickiewicza” na szczęście trudno uznać za przedsięwzięcie pozbawione pomysłu. Nie oznacza to jednak, że pomysł ten w pełni do mnie trafia.
Projekt został zrealizowany na zamówienie Instytutu Adama Mickiewicza w ramach Roku Romantyzmu Polskiego. Na płycie pod wodzą Nikoli Kołodziejczyka usłyszymy 17-osobowy zespół składający się z fantastycznych muzyków (dawno nie słyszałem Marty Zalewskiej, fajnie, że tu się załapała!). Trzeba przyznać, iż pod względem samego brzmienia nagranie jest bliskie doskonałości. Trudno bowiem zmiksować tak rozbudowany skład jazzowy z wokalem, szczególnie w taki sposób, by zachować wszelkie niuanse brzmieniowe. Kiedy przychodzi czas na solówki, poszczególne instrumenty naturalnie wysuwają się na pierwszy plan. Szczególnie dobrze brzmi bas - głęboki i przyjemny, a jednocześnie nigdy przesadnie dominujący.
Same kompozycje wydają się jednak bardzo bezpieczne. Choć są świetnie przemyślane i zawierają wiele przyjemnych melodii, brakuje w nich jazzowego pazura, który mógłby wydrapać z tego materiału coś bardziej ekscytującego. Większość rytmów utrzymana jest też w metrum 4/4, co akurat można usprawiedliwić piosenkowym charakterem całości. Trzeba przecież zaakceptować przyjętą koncepcję, zgodnie z którą muzyka stanowi tu w dużej mierze tło dla wokalu, nie zaś całkowicie autonomiczny byt.
Ciekawiej robi się, gdy soliści wychodzą na pierwszy plan i takich momentów jest zresztą całkiem sporo. Nie stanowi to jednak wystarczającej rekompensaty dla osób jak ja, które mogą mieć problem z warstwą liryczną „Budynia o smaku Mickiewicza”.
Właśnie - w mojej ocenie najsłabiej wypadają same teksty. Pomysł, aby przygotować współczesne wersje historii znanych z ballad Mickiewicza, był niewątpliwie ciekawy. Nie jestem jednak znawcą poezji i trudno mi kompetentnie oceniać warsztat śp. Jacka Szymkiewicza. Mogę jedynie czysto subiektywnie stwierdzić, że opowiadane przez niego historie zupełnie mi nie podchodzą i nie zapadają w pamięć.
Dla przykładu „Świtezianka” opowiada o chłopaku, który zakochuje się w tajemniczej dziewczynie pracującej w kawiarni, nazywanej Rudą. Para z czasem mocno się do siebie zbliża, ale kiedy Radek proponuje wspólne zamieszkanie, dziewczyna odmawia. Tłumaczy przy tym, że nawet jeżeli chłopak jej nie zdradzi, ona i tak będzie traktowała go tak, jakby to zrobił.
Po kłótni Radek upija się i wraca do Tindera, którego ma jeszcze z czasów singlowania. Zaczyna rozmawiać z Beatą i umawia się z nią na spotkanie. Następnego dnia odkrywa jednak, że Beata była w rzeczywistości Rudą, która w ten sposób wystawiła jego wierność na próbę. Narrator zdradza ponadto już wcześniej, że główny bohater zginie później w wypadku.
Można oczywiście dostrzec tu refleksję o braku zaufania i samospełniającej się przepowiedni. Problem w tym, że sposób jej przedstawienia wywołuje raczej poczucie lekkiej niezręczności niż emocjonalnego zaangażowania. Wolałbym, aby współczesna wersja mocniej rozwijała ideę pierwowzoru, nadała może jakąś nową warstwę interpretacyjną, zamiast skupiać się na przełożeniu fabuły na dzisiejsze realia. Szczególnie że słowo „Tinder” nieustannie wybijało mnie z opowieści.
„Dudarz” przedstawia z kolei wesele oglądane z perspektywy weselnego muzyka. Znów otrzymujemy uwspółcześnione realia: hotel, szampana, wódkę, prosecco, pierwszy taniec, oczepiny i obowiązkowy repertuar weselny. Lekka, momentami wręcz groteskowa opowieść zaczyna zmieniać charakter, kiedy podczas oczepin pada historia dziewczyny wybierającej bogatego mężczyznę zamiast prawdziwej miłości, a ojciec panny młodej reaguje na nią gwałtownym załamaniem.
I znów - zupełnie nie trafia do mnie ta historia i nie potrafię odnaleźć w niej większego przesłania. Tak samo jak w „Świteziance” kłuło mnie słowo „Tinder”, tak tutaj kłuje mnie „prosecco”.
Podobne wrażenie mam po wysłuchaniu pozostałych tekstów. Jak wspomniałem, nie jestem osobą kompetentną, by przeprowadzać szeroką analizę współczesnej poezji. Być może inni słuchacze odnajdą tutaj coś, czego ja nie potrafię dostrzec (jeżeli ktoś mnie z błędu wyprowadzi, nie zamierzam nawet szczególnie z tym polemizować). Z recenzenckiej uczciwości muszę jednak opisać własne odczucia, którym niestety daleko do zachwytu.
Niezależnie od samych tekstów wspaniale słucha się natomiast tego, jak różnie do śpiewania podchodzą wokaliści. Tomasz Organek w „Świteziance” w dużej mierze deklamuje tekst, podczas gdy Aga Kiepuszewska popisuje się klasycznym jazzowym wokalem. Każda z piosenek ma dzięki temu własny charakter i jest to niewątpliwie jedna z największych zalet tego wydawnictwa.
„Budyń o smaku Mickiewicza” to projekt ciekawy w założeniach. Choć przenoszenie klasycznej poezji we współczesne realia nie jest zabiegiem szczególnie odkrywczym, w połączeniu z muzyką jazzową mogło z tego wyjść całkiem smakowite danie. Niestety, jako rasowy jazzowy boomer odbiłem się przede wszystkim od warstwy tekstowej. Sama muzyka ma swoje momenty, ale nie wystarcza mi jako powód do regularnego powracania do tego albumu. Szkoda. Mimo wszystko wolę po raz kolejny przesłuchać rewelacyjny „Barok Progresywny” mistrza Nikoli Kołodziejczyka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz