Hania Rani
Tytuł albumu: Non Fiction (Piano Concerto In Four Movements)
Wydawca: Universal Music Polska (2025)
Tekst: Maciej Nowotny
Świadomie nie słuchałem wcześniej innych nagrań Hani Rani ani nie czytałem o niej, chcąc zachować świeżość i wewnętrzną ciszę. To, co usłyszałem, można streścić w trzech krótkich obserwacjach.
Po pierwsze, Hania Rani należy do forpoczty światowych talentów muzycznych, dla których granice gatunków nie mają już znaczenia. Klasyka? Muzyka elektroniczna? Muzyka improwizowana? Dla młodej generacji takie kategoryzowanie jest już nieaktualne. Liczy się jednostka, indywidualność, osobowość. Style muzyczne są jedynie narzędziami, za pomocą których buduje się własny język artystyczny.
Po drugie, dzisiejsze talenty nie znają granic geograficznych ani kulturowych. Etykietka „muzyka polska”, nie mówiąc już o „polskim jazzie”, przypięta do jej muzyki, wyglądałaby jak kiepski żart. Ta muzyka jest tworzona i wykonywana z myślą o słuchaczu globalnym – siedzącym gdzieś w wielkiej metropolii: Warszawie, Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, Tokio czy Szanghaju.
Po trzecie, zawsze słuchając muzyki, zadaję sobie pytanie: dla kogo jest ona nagrana? Czy można jej słuchać rano, jadąc do pracy, popołudniu w korku, podczas spotkania ze znajomymi, wieczorem, gdy szukamy oddechu, czy w weekend, gdy się bawimy? Muzyka Hani Rani najbardziej pasuje mi do podróży po cyberprzestrzeni. Bije od niej chłód, co jest o tyle dziwne, że jest jednocześnie bardzo emocjonalna. Jest wyrafinowana i pełna erudycji, ale nie cytuje wprost żadnego klasyka. Jest osobista i niepowtarzalna, a jednocześnie trudno wskazać, co w niej jest oryginalnego czy nowatorskiego.
Wraca nowe w muzyce. Stare etykiety, szkoły myślenia i tożsamości szybko tracą na znaczeniu – lub już je utraciły. Muzyka Hani Rani wymyka się interpretacjom czy krytyce, działa trochę jak dysonans poznawczy, chyba że zastosujemy metodę „feynmanowskiego ogrodnika”, zgodnie z którą rozwiązanie najtrudniejszych problemów przychodzi wtedy, gdy złożone zagadnienie przedstawić w możliwie najprostszy sposób – tak, jakby tłumaczyło się je kilkuletniemu dziecku: Non-fiction.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz